Logo

Jagiellonia - Legia 1-3: Cenna zdobycz

W dziewiątej kolejce Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Białymstoku z Jagiellonią. Nasza drużyna wykorzystała błędy gospodarzy i odniosła cenne zwycięstwo, dzięki któremu udajemy się w dobrych nastrojach na przerwę reprezentacyjną. Bramki dla Legii zdobyli Augustyniak i Wszołek, trzecia bramka była efektem trafienia samobójczego.

Niepowodzeniem zakończyły się próby przywrócenia do sprawności Piątkowskiego. Skład Legii wyglądał następująco: Hindrich – Arsenić, Augustyniak, Deziel – Wszołek, Kapustka, Urbański, Vinagre – Ševčík, Kuchta, Szczepaniak. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Konstantopulos, Montóia – Conceição, Kozłowski, Imaz, Klynge, Szmyt – Prelec.

Już w 2. minucie obrońcy Legii zderzyli się na linii pola karnego i Klynge oddał strzał. Hindrich odbił piłkę na rzut rożny. W 4. minucie Szczepaniak nie zdołał dobrze opanować piłki po długim podaniu od Arsenicia. W 14. minucie Konstantopulos nie zrozumiał się z Abramowiczem i ten staranował Wszołka w polu karnym. Sędzia Arys bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Augustyniak i pewnym uderzeniem pokonał bramkarza gospodarzy. W 20. minucie Legia podwyższyła prowadzenie. Najpierw Abramowicz odbił strzał Wszołka, ale Legia natychmiast ponowiła atak, Arsenić zgrał do Kuchty i było 2:0 dla Legii. W tej sytuacji zaliczono samobójcze trafienie Prelecowi. W 33. minucie w niegroźnej sytuacji Vinagre niefrasobliwie wycofał piłkę w pole karne Legii. Doszło do zamieszania, którego efektem ostatecznie był rzut karny dla Jagiellonii. Imaz pokonał Hindricha i gospodarze zdobyli bramkę kontaktową. W 37. minucie Imaz znalazł się kilka metrów przed bramką Legii, jednak chybił. W 45. minucie Vinagre przedarł się lewą stroną, dośrodkował, ale Wszołek nie zdołał skierować piłki do bramki.

Do przerwy Legia prowadziła 2:1. Mecz był wyrównany i naznaczony błędami z obu stron.

Na drugą połowę nie wyszedł Vinagre, w miejsce którego na boisku pojawił się Reca. W 55. minucie Wszołek zaskakująco uderzył z dystansu. Piłka minęła bramkę gospodarzy. W 57. minucie w Legii doszło do wymiany całego tercetu ofensywnego. W miejsce Ševčíka, Kuchty i Szczepaniaka pojawili się Adamski, Zjawiński i Żewłakow. W 66. minucie legioniści stracili piłkę pod własnym polem karnym. Sam przed Hindrichem znalazł się Imaz, ale nasz bramkarz popisał się wyborną interwencją. Jagiellonia przeważała, ale Legia odpowiedziała w najlepszy możliwy sposób. W 75. minucie po wrzucie z autu piłka przeszła przez całe pole karne Jagiellonii. Na długim słupku akcję zamknął Wszołek i z bliska dopełnił formalności. W 80. minucie Kapustka starł się z Agbonifo w polu karnym naszej drużyny. Sędzia w pierwszym tempie podyktował rzut karny dla Jagiellonii, ale po analizie VAR wycofał się z tej decyzji. W 86. minucie żółtą kartkę za faul ujrzał Adamski. W tej samej minucie Chodyna zastąpił Wszołka. W doliczonym czasie z dystansu celnie uderzył Montóia. Hindrich pewnie złapał piłkę. Gospodarze nie byli już w stanie zagrozić bramce Legii.   

Czeka nas teraz kilka tygodni bez futbolu klubowego. Legia wróci do gry w niedzielę 11 października, kiedy do Warszawy przyjedzie Wisła Kraków.

Dyskusja (6)
1niedziela, 20, wrzesień 2026 20:36
Walles
Po takim meczu jestem bardzo zadowolony. Bardzo ucieszyłem się z bramki Kuchty ale powtórki pokazały ... jak można z 5 metrów nie trafić w bramkę i mimo wszystko zwiększyć ilość bramek dla Legii. Coś nieprawdopodobnego.
2niedziela, 20, wrzesień 2026 22:17
corazstarszy
Częstym tematem narzekań od 2021 było to, że nie wygrywamy meczów ligowych z czołowymi drużynami, tymi, które kończyły dany sezon na miejscach 1-3 lub 1-4 (jeśli to Legia sama kończyła na pudle). Były tylko dwa takie przypadki od 2021, obydwa w 2023: Legia - Raków 3-1 i Pogoń - Legia 3-4. Nie wiem, jaka będzie tabela na koniec obecnego sezonu, ale Jagiellonia ostatnie 3 sezony zawsze kończyła z medalem. Więc ograć ich, jeszcze na wyjeździe, to duża rzecz. Wiosną potentatów nie pokonywaliśmy. Teraz jednego już tak, więc są powody do radości. Ciągle będąc pod wrażeniem klęski w PP, sądziłem, że przegramy.
Brawo.
Oprócz wyniku, najbardziej mnie cieszy, że Arsenić i Reca dali radę.
Wrzuty z autu - gol z Pogonią, gol w Gliwicach, i teraz. Ze cztery punkty więcej.
Imaz za każdym razem, gdy tracił piłkę w polu karnym albo nie mógł finalizować akcji tak jakby chciał, domagał się karnego. Chyba pięć takich zachowań mu naliczyłem. Do bani z takimi piłkarzami. Sędziowie czasem narzekali na Guala, że trudny we współpracy i ciągle się czepia. Ale żeby tyle razy w jednym meczu odstawiał szopkę, ile dzisiaj Imaz, to ja nie pamiętam.
Z konferencji
‘Co było dzisiaj kluczem do zwycięstwa?
– Zespołowość, charakter i praca w obronie.’
I koncentracja - co mieliśmy, strzeliliśmy, a nawet więcej. xG: gospodarze 2.3; goście 1.75.
3poniedziałek, 21, wrzesień 2026 02:44
corazstarszy
Jeszcze historyczne skojarzenie z bramką Pawła Wszołka. W drugim sezonie Skorży, jesienią 2011, Legia grała mecz na Bułgarskiej zakończony wynikiem 0-0. Zapamiętałem go z powodu chyba najbardziej ofiarnej interwencji obronnej, jaką widziałem w meczach Legii. Autorem był Jakub Wawrzyniak. Wykonał ślizg po murawie blokując piłkę niechybnie zmierzającą do naszej bramki. Ślizg zakończył się na słupku naszej bramki, na który nasz obrońca wjechał z dosyć dużym impetem i okrakiem - jedna noga po jednej stronie słupka, druga - po drugiej. Ryzykował utratę zdolności rozrodczych. Teraz P. Wszołek również wystawił swe zdrowie na szwank. Często narzekamy, że się piłkarze nie przykładają. Ale są i takie sytuacje, gdy ich ofiarność jest 10/10.
https://youtu.be/o4zjbUJ7_V4?t=267
4poniedziałek, 21, wrzesień 2026 11:06
dalkub
Wygraliśmy 3:1 na wyjeździe z Jagiellonią i tego nam nikt nie odbierze – w Białymstoku nie wygraliśmy od prawie czterech lat, od 5:2 w październiku 2022. Ale jak się odliczy prezenty od gospodarzy, zostaje mecz, w którym dwóch naszych zawodników grało tak, że przy trochę lepszym bramkarzu rywala moglibyśmy tu punkty zgubić.

Vinagre. To nie była pojedyncza wpadka, tylko cały wieczór grania na luzie. Przy 2:0, w sytuacji zupełnie niegroźnej, zagrał nonszalancko do tyłu i z tego zrobiły się dwa faule w naszym polu karnym oraz karny, którego Imaz nie zmarnował. Nie bez powodu nie wyszedł na drugą połowę – to była decyzja podjęta w szatni, a nie pod wpływem tego, co działo się później na boisku. Portugalczyk potrafi ciągnąć lewą stronę sam, ale coraz częściej włącza tryb spacerowy dokładnie wtedy, gdy mecz wydaje się rozstrzygnięty.

@corazstarszy – piszesz, że najbardziej cieszy Cię to, że Arsenić i Reca dali radę, i tutaj się rozejdziemy. Wiem, że statystycznie wyjdzie mu świetny mecz, bo maczał palce w obu naszych bramkach: długie podanie przy nieporozumieniu Konstantopulosa z Abramowiczem i zgranie do Kuchty przy drugiej bramce. Tylko że w obronie oglądałem coś innego – złe ustawienie i wślizgi wykonywane bez potrzeby, tam gdzie wystarczyło zostać na nogach i odprowadzić rywala. I to nie jest jednorazowe: po meczu z Motorem dostał czwórkę i opisano dokładnie to samo, czyli krycie powietrza, faul pod polem karnym i bezsensowną stratę przy własnej szesnastce.

Krótko: wynik świetny i bardzo potrzebny, ale przy Abramowiczu w takiej formie łatwo przeoczyć, że nasza obrona oddała rywalowi więcej, niż powinna. Dobrze, że mamy teraz trzy tygodnie na poskładanie tego do meczu z Wisłą.
5poniedziałek, 21, wrzesień 2026 11:15
iocosus
Walles: „jak można z 5 metrów nie trafić w bramkę i mimo wszystko zwiększyć ilość bramek dla Legii.” – to znaczy że Kuchta to jednak nie Rajovic. Wink Mileta gdyby nawet nie skiksował w tej sytuacji to i tak by trafił piłką w poprzeczkę, a Jan skiksował, przestrzelił a bramka i tak została zdobyta! Fatum zamienione na farta! Smile

Corazstarszy: „koncentracja - co mieliśmy, strzeliliśmy, a nawet więcej. xG: gospodarze 2.3; goście 1.75.” – z wyniku można się cieszyc ale xG świadczy, że gra po pierwsze nie była pozbawiona błędów z naszej strony, a po drugie jest potwierdzeniem że naszym najlepszym zawodnikiem jest Otto Hindrich. Gdyby był Polakiem miałby pewne miejsce w reprezentacyjnej jedenastce Biało-Czerwonych.

Fredi Bobic w Prawdzie Futbolu: „Nie jestem fanem sposobu grania, jaki praktykuje Marek Papszun. Gdy jednak mówiłem, że to właściwy trener, to chodziło mi tylko o Legię i o to, że przysłuży się Legii, a nie mi osobiście. W takich sytuacjach musisz schować swoje ego. Wiadomo, że kocham inny sposób grania w piłkę. A mimo to respektuję i jestem wdzięczny za to, co wniósł do klubu Papszun” – mhm, no właśnie, wczoraj wszystkie statystyki były chyba po stronie Jagi, prowadziła grę, Conceição niekiedy kręcił legionistami że skóra cierpła, podobnie nieco było z Agbonifo, w Transfermarkcie kadra Jagi jest wyceniana na ponad 32 mln €, nasza na niecałe 20 mln € a mimo to mecz wygraliśmy, pierwszy cykl Ekstraklasy do przerwy na reprezentację kończymy z pięcioma wygranymi i czterema remisami i na sposób gry zespołu Marka Papszuna można kręcić nosem, ale przed trenerem trzeba stanąc na baczność i oddac mu honory ponieważ na nie jak najbardziej zasługuje. In Papszun We Trust!

Pytanie kluczowe po Jadze? Czy Marek Papszun stracił cierpliwość do Vinagre i jego niefrasobliwości i nonszalancji, czy też wpuszczenie Recy po przerwie było spowodowane innymi, choćby zdrowotnymi przyczynami? Nie wiem, o ile Dalkub ma rację i to była próba dyscyplinowania Portugalczyka to czy wypali? Już wcześniej mi się wydawało, że Vinagre trochę spuścił z tonu, ale cały czas w swojej optymalnej formie to dla Legii niewątpliwy zysk i trzeba zrobic wszystko żeby do takiej dyspozycji powrócił i do koncentracji i odpowiedzialnej gry przez 90 minut.
6poniedziałek, 21, wrzesień 2026 15:15
Hubert K.
Nie jest Legia, jak dobrze wiemy, czołową drużyną w lidze. Gdyby uogólniać szanse klubu na czołowe miejsca wyłącznie wartością zawodników liczoną wg. danych z Transfermarkt to kończylibyśmy zawody na 8 miejscu, gdyby nawet dokonać przed rozpoczęciem sezonu dokładniejszej analizy składu, pozycja po pozycji z uwzględnieniem głębokości ławki rezerwowych to wylądowalibysmy pewnie nie wyżej, niż na miejscach 4-6 i to już przy założeniu m.in. kompletnej zapaści Rakowa Częstochowa. A jednak zespół ten wykręca liczby, jakich mało kto mógł oczekiwać wygrywając pierwszy od dawna mecz na bardzo trudnym terenie, wykorzystując wyraźną zadyszkę Jagielloni Białystok a więc klubu, nie oszukujmy się, długodystansowo po prostu od Legii zdecydowanie silniejszego.

Ciekawy to był mecz i wreszcie nie zawiódł oczekiwań związanych ze spotkaniami najbardziej medialnych zespołów w Polsce. Bardzo czesto bowiem jest tak, że kiedy spotykają się dwie – powiedzmy – czołowe zespoły ligi to jakość takiego meczu jest niższa, niż cała ta medialna otoczka poprzedzająca tego typu wydarzenie. A w ostatnią niedzielę dostaliśmy interesujące danie, gdzie byliśmy świadkiem zapewne większej kultury gry i umiejętności technicznych po stronie Jagielloni ale jednoczesnie szalenie wysokiej skuteczności po stronie Legii Warszawa, której niewątpliwie pomógł będący w wyraźnie słabszej formie bramkarz Sławomir Abramowicz oraz cała niepewna obrona aktualnego uczestnika rozgrywek Ligi Europy. To, w połączeniu z białostocką nieskutecznością zapewniło Legii pierwsze od dawna zwycięstwo z jedną 3 najlepszych drużyn tej ligi na obcym terenie.

Wydaje się wręcz, że słynna ostatnio „afera sms-owa” Adriana Siemieńca mogła mieć negatywny wpływ na ten zespół. W tych wiadomosciach sugerował on podpowiedzi sędziów w sprawie potencjalnych kartek dla jego zespołu tuż przed zakończeniem ubiegłego sezonu (a walka o czołowe miejsca trwała wręcz do ostatnich sekund sezonu). Tydzień temu zespół Siemieńca przegrał wyraźnie z Wisłą Kraków 2:0, następnie nie dał sobie rady z Olympiakosem Pireus aby dosłownie kilka dni później mierzyć się z warszawskim zespołem co z punktu widzenia regeneracji łatwe nie jest ale, cóż, ileż to sezonów wstecz z podobnymi problemami mierzyła się wcześniej Legia, obecnie przez Jagiellonię często wyśmiewana tekstami w rodzaju (uwaga: nie przytaczam dosłownie) „a o której Legia gra w pucharach?”.

To był mecz niezniszczalnego Pawła Wszołka przez wielu porównywanego z cyborgiem oraz, tradycyjnie już, Otto Hindricha, będącego na ten moment najlepszym bramkarzem w lidze. Gdyby nie ten pierwszy, nie byłoby karnego na 1:0 oraz imponującego, ale też szalenie niebezpiecznego wślizgu przed golem na 3:1, po świetnym do czego już przyzwyczaił wyrzuceniu piłki z autu przez nie kogo innego jak słynnego i legendarnego wręcz Rafała Augustyniaka, gdzie po bramowej zdobyczy nie byliśmy pewni, czy cieszyć się z gola czy obawiać o to, czy kość piszczelowa naszego skrzydłowego nie została połamana w drobny mak. Doceniłbym także Zorana Arsenicia, którego podanie uruchomiło Wszołka przed golem na 1:0 a przed 2:0 tenże piłkarz dogrywal na głowę Jana Kuchty, który jednak nie umie dobrze nastawić celownika, więc pomagać przy golach muszą mu przeciwnicy.

Nie ma co jednak psioczyć jakoś szczególnie akurat na Jana Kuchtę oraz jego rodaka Michala Sevcika. Trener Papszun wyraźnie stawia ostatnio wyraźnie na nich ze względu a to na brak formy dwójki Zjawiński – Adamski (duet „Zjadamski”) oraz, choć to nie jest pewne, ich mniejsze umiejętności dostosowania się do poleceń taktycznych trenera czy po prostu mniejszy potencjał (sprawa dyskusyjna, za kilka miesięcy będziemy znali odpowiedź) a to przez nieprzerwane poszukiwania rozgrywającego, który chociaż po części zapełni dziurę, która powstała po nieodżałowanym odejściu Josue. Warto także pochwalić Wojtka Urbańskiego, który nareszcie pokazał większą próbkę swoich umiejętności i po prostu pewnie pchał akcje Legii wyraźnie do przodu. Z kolei posiadanie w składzie wspomnianego wczesniej Augustyniaka zapewnia ogromne emocje i zwieksza widowiskowość właściwie każdego meczu. Warto jednak podkreślić, że oprócz prokurowania rzutów karnych dla przeciwników zapewnia on także a to widowiskowe gole, a to świetne asysty (te dalekie wyrzuty piłki z autów) czy też zostawia mnóstwo zdrowia na boisku i za to należy mu się szacunek a nie tylko wieczny hejt, podobnie zresztą jest z Kapustką, którego trener Papszun szalenie ceni, a na pewno o wiele bardziej od dyrektora sportowego Bobicia ale to temat na inną opowieść.

Tekst pojawił się również na stronie legia.wordpress.com
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.