- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
FC Midtjylland - Legia 3-3: Pucharowa tradycja
Kolejny pucharowy dreszczowiec z udziałem Legii za nami. W pierwszym meczu czwartej rundy eliminacyjnej Ligi Konferencji nasza drużyna zmierzyła się w duńskim Herning z FC Midtjylland. Obejrzeliśmy aż sześć bramek, po trzy dla każdej z drużyn. Autorami trafień dla Legii byli Gual, Slisz i Kramer.
Trener Runjaić postawił na identyczną jedenastkę jak ta, która w miniony czwartek rozpoczęła mecz w Wiedniu: Tobiasz – Jędrzejczyk, Augustyniak, Ribeiro – Wszołek, Slisz, Elitim, Kun – Josué, Pekhart, Gual. Skład gospodarzy wyglądał następująco: Lössl - Dalsgaard, Gartenmann, Juninho, Paulinho - Martínez, Olsson, Gigović – Sørensen, Franculino, Şimşir.
W 2. minucie Gual znalazł się w dobrej okazji w polu karnym gospodarzy, ale źle kopnął piłkę i ta minęła bramkę Lössla. Kilka minut później gospodarze odpowiedzieli groźnym atakiem. Nad bramką uderzył Sørensen. W 16. minucie Duńczycy objęli prowadzenie. Legioniści sami sprowokowali niebezpieczną sytuację, prezentując gospodarzom rzut rożny. Po nim Juninho efektowną główką umieścił piłkę w bramce. W 26. minucie legioniści dwukrotnie posyłali piłkę w pole karne gospodarzy. Najsprytniejszy w tej sytuacji okazał Gual, który z kilku metrów pokonał Lössla strzałem głową. W 29. minucie Wszołek uderzył Paulinho w walce o piłkę. Na szczęście sędzia Balakin ukarał Wszołka tylko żółtą kartką. Kontuzjowany Paulinho musiał opuścić boisko. Za chwilę było 2:1. Franculino najpierw źle rozwiązał sytuację pod bramką Tobiasza, ale już kilkadziesiąt sekund później skutecznie uderzył z pola karnego po tym jak gospodarze wrzucili piłkę z autu. W 42. minucie mogło być 3:1 dla Midtjylland, jednak Olsson nie zdecydował się na strzał w dogodnej sytuacji. Wkrótce potem żółtą kartką ukarany został nerwowo protestujący po faulu Josué. W doliczonym czasie gry strzał na bramkę gospodarzy oddał Gual, ale uderzenie Hiszpana było zdecydowanie zbyt lekkie. Przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę żółtą kartką ukarany został jeszcze Slisz.
Do przerwy gospodarze prowadzili 2:1. Niestety mecz toczył się dokładnie tak, jak chcieli tego Duńczycy. Legia prowadziła grę, ale nasi zawodnicy często tracili piłkę, a każde natarcie Midtjylland oznaczało ogromne zagrożenie dla bramki Tobiasza. Frustracja legionistów przełożyła się na dwie zupełnie niepotrzebne żółte kartki dla Josué i Wszołka.
W 49. minucie Tobiasz uratował sytuację, wybijając piłkę spod nóg Franculino. W 52. minucie nasz bramkarz nie trafił dobrze w piłkę przy próbie wybicia dośrodkowania, ale skończyło się na strachu. W tej fazie meczu Duńczycy wyraźnie dominowali. W 61. minucie żółtą kartkę ujrzał Gual. W 63. minucie Legia odgryzła się gospodarzom udanym stałym fragmentem gry. Josué dośrodkował z wolnego na głowę Slisza, który pokonał Lössla. Było 2:2. W 68. minucie Legia znów umieściła piłkę w bramce Midtjylland, ale nastąpiło to po ewidentnym spalonym. Tuż po tym zdarzeniu Kramer i Muçi zmienili Pekharta i Guala. W 71. minucie Midtjylland odzyskało prowadzenie. Po świetnej akcji gospodarzy Slisz wybił piłkę z linii bramkowej, ale za chwilę Franculino wygrał walkę o pozycję z Kunem i dobił piłkę po strzale Sørensena i interwencji Tobiasza. W 78. minucie Rosołek zmienił Josué. W 81. minucie legioniści przedarli się pod bramkę gospodarzy, ale przewrotka Muçiego nie znalazła drogi do bramki. W 86. minucie Legia trzeci raz wyrównała. Rosołek świetnie prostopadle podał do Kramera, który strzałem z pierwszej piłki pokonał Lössla. W końcówce obie drużyny starały się zdobyć zwycięskiego gola, jednak już bez powodzenia.
Oglądaliśmy starcie zespołów, które zdecydowanie lepiej prezentują się w ataku niż w grze obronnej. Ostatecznie to legioniści mogą być nieco bardziej zadowoleni, bo mecz długo układał się nie po naszej myśli i trzeba było z wielkim wysiłkiem gonić wynik. Zawiedzeni remisem są z pewnością Duńczycy, bo nie udało im się utrzymać prowadzenia, nie potrafili w pełni wykorzystać swojej przewagi fizycznej, nie wypracowali sobie dwóch bramek przewagi przy stanie 2:1, mimo że mieli ku temu okazje.
Jeżeli Legii uda się utrzymać jakość gry ofensywnej i jednocześnie znaleźć sposób na ograniczenie ilości rażących błędów w obronie, awans do fazy grupowej jest w zasięgu ręki, bo mamy więcej piłkarskiej jakości w zespole i operujemy piłką lepiej niż Duńczycy, którzy najlepiej czują się w mało wyrafinowanym, szybkim i bezpośrednim futbolu. Należy jednak przypuszczać, że bezbłędna Legia to marzenie ściętej głowy i za tydzień czeka nas kolejny emocjonalny rollercoaster, oby ze szczęśliwym zakończeniem!
Wręcz klasycznym przykładem poprawy sytuacji mniejszych klubów dzięki zastosowaniu metod statystycznych jest zdaniem Sumptera FC Midtjylland. A zaczęło się to od 2014 roku kiedy to Matthew Benham , właściciel serwisu bukmacherskiego Matchbook i firmy zajmującej się modelowaniem w sporcie Smartodds kupił duński klub. Benham zdobył fortunę dzięki używaniu modeli matematycznych do przewidywania wyników. Swe rządy zaczął od nakazania dyrektorowi sportowemu Clausowi Steinleinowi wykorzystywania danych odnośnie charakterystyki zawodników w procesie transferowym. W klubie używa się bazy danych do znalezienia zawodników potencjalnie pasujących do składu, zanim obejrzy się ich grę. Statystyka jest punktem wyjścia skautingu. Naukowe podejście do futbolu ma tam miejsce także w odniesieniu do samej gry np. przy analizie rotacji jaką zawodnik nadaje uderzonej piłce, przy analizowaniu poprawy skuteczności rzutów wolnych i rożnych ( czego efekty widać było we wczorajszym meczu), przy analizie sytuacji bramkowych , także w przerwie meczów, aby dokonać korekt.
Midtyjlland pokazał,że nauka może być z pożytkiem włączona w całość polityki klubu. Nie jest to naiwne i infantylne patrzenie tylko na statystyczne miary dokonań piłkarzy ,ale jest skoncentrowane na budowaniu drużyny. Wprowadzenie matematyki do futbolu wymaga bowiem zachowania równowagi, ale i rozwagi.
Midtyjlland był prekursorem tak szerokiego wejścia nauki , co przyniosło pozytywne efekty zauważone przez innych bogatszych , i ci , bogatsi też poszli tą drogą i jak to w życiu bywa tego słabszego kapitałowo i wynikowo wyprzedzili .
Trener Runjaicz w pierwszym spotkaniu IV rundy LKE, też wyjazdowym, poszedł po najmniejszej linii oporu i zastosował dokładnie takie same rozwiązania personalne i taktyczne co w meczu z Austrią w Wiedniu.Musimy sobie uświadomić,że wybory dokonane przez Runjaicza są sprzeczne z utrwaloną doktryną prowadzenia gry.. Założenia tej doktryny są generalnie dwa ; po pierwsze - fundamentem strategii jest maksymalne zabezpieczenie przed utratą bramki co wypisane jest na sztandarach jako chwalebne
Podejrzewam,że durni zwolennicy tej papierowej doktryny będą wybrzydzać,że Legia traci za dużo bramek tak jak by celem gry nie było odniesienie zwycięstwa, awans ,lecz wyłącznie utrata jak najmniejszej ilości bramek.
Pójście pod prąd Runjaicza polega na tym,że nastawił drużynę na grę ofensywna mając pełną świadomość słabości formacji obronnej zespołu. Uznał,że jedyną szansą awansu jest strzelenie większej ilości bramek rywalom, przy mniejszej ilości bramek straconych .
Dla mnie jest sporą zagadką fakt,że i Austria i wczoraj Mitdtyjlland weszły w ten sposób gry narzucony przez Legię. Być może cwany nasz trener wykorzystał takie ich przekonania ,że na własnym boisku z równorzędnym rywalem nie wypada się bronić,ale trzeba atakować.
Alternatywą dla podanej powyżej strategii było takie nastawienie taktyczne i zorganizowanie gry Legii jakie oglądaliśmy w wielu meczach ,w tym zwłaszcza przeciwko mocnemu Rakowowi w finale PP i w meczu o SP. Siłą zespołu duńskiego , tak jak i Rakowa , zarówno w aspekcie personalnym ( wysoka jakość i wartość obrońców i defensywnych pomocników), jak i taktycznym była dobrze zorganizowana i skuteczna gra obronna , czego widocznym efektem była mała ilość traconych bramek. Można więc było sobie wyobrazić,że Legia zagra defensywnie i zmusi Duńczyków do otwarcia się i narażenia na kontrataki. W tym systemie głównymi zadaniami graczy ofensywnych byłoby trzymanie piłki jak najdalej od własnej bramki i zmuszanie rywali do skomasowania liczebnego zawodników na własnej połowie boiska.
Właściwe do utraty pierwszej bramki Legia usiłowała realizować plan gry zrównoważonej opartej na zasadzie bezpieczeństwa,ale niekorzystny wynik już w 16' kazał zweryfikować to założenie.
W spotkaniach dwóch równorzędnych zespołów szalenie ważna jest świadomość zawodników jaki jest cel gry i jakimi metodami trener chce ten cel osiągnąć. Główną metodą osiągania celu jest dyscyplina taktyczna . Chyba nikt nie popełni błędu poznawczego dochodząc do wniosku ,że Legia pojechała do Danii z podstawowym zadaniem wywalczenia remisu czyli uniknięcia porażki , a wygrana była tylko potencjalną możliwością. Pierwszy kwadrans moim zdaniem dowiódł,że nasz zespół ma bardzo duże możliwości poprawy jakości gry,ale nadal jest bardzo mało dojrzały i niestety jest na bakier z dyscyplina taktyczną. Błędem poznawczym popełnianym przez zespoły mało doświadczone jest gra taka jak tańczenie w takt muzyki granej przez obcy zespół. Wczoraj Duńczycy od początku cofnęli się do defensywy ,co nasi zawodnicy uznali za oznakę słabości i ruszyli do ataku zbyt dużą ilością graczy . Można taktykę rywala porównać do "konia trojańskiego" - darowali nam przestrzeń po to ,aby nas skarcić. Więc z jednej strony mamy na szali zaniedbania dyscypliny, ale z drugiej mamy do czynienia z właściwą reakcją na zmianę wyniku z korzystnego ( remis) na niekorzystny.
Legia przyjmując warunki zaproponowane przez Midtyjllland szła nie równo krok w krok z rywalem,ale od straconej bramki postępowała o krok za. Moim zdaniem zupełnie zbędnie , bo to Legia powinna grać rolę Duńczyków czyli występować w roli nie Hamleta, ale Fortynbrasa. Aby uzyskać remis nasz zespół musiał gonić wynik nie potrafiąc utrzymać stanu równowagi. Niezależnie od wyniku musi martwić utracenie zdolności Legii do zapewnienia bezpieczeństwa własnej bramki. Ta nasza szarpanina , ta waleczność byłaby mniej potrzebna ,gdyby organizacja gry obronnej była na wyższym poziomie czego już byliśmy świadkami. W moim przekonaniu w trakcie gry nie można formacji obronnej i i tak niezbyt mocnej, dodatkowo osłabiać angażując zbyt pokaźne siły do walki o opanowanie środka pola gry.
W relacji ze spotkania Gawin dość swobodnie ocenia ,że tzw. jakość piłkarska jest po naszej stronie . Lecz to jest ta kontrowersja o której wspomniałem na początku , a mianowicie trzeba odróżnić to co indywidualne od tego co zespołowe oraz ustalić wzajemne interakcje jednego i drugiego. Duńczycy zaprezentowali się jako zespół grający nowocześnie , wręcz w trybie opisanym w algorytmach opartych na danych statystycznych. Zespól rywali bardzo oszczędnie gospodarował siłami, ekonomika gry była wysoka , używał bardzo prostych środków, uznając,że celem działań boiskowych jest piłka i efektywne panowanie nad nią.Podstawą gry przeciwnika były podania piłki i efektywne przemieszczanie się po boisku w zmiennych obszarowo strefach. Nasz zespół z kolei w większym stopniu operował piłką , starając się przemieszczać razem z nią oraz wypełniając przestrzeń przewaga ilościową w wybranych rejonach boiska.Zawodnicy rywali chyba za bardzo uwierzyli ,że samo poprawne przechodzenie ze średniej do niskiej strefy uchroni przed utratą bramek i za tę wiarę zapłacili wysoką cenę.
Na postawę sędziego nie mamy prawa narzekać, bowiem w 30' oszczędził Wszołka i nie usunął go z boiska , gdyż pewnikiem uznał,że nasz zawodnik był prowokowany. Moim zdaniem jednak Wszołek przekroczył granice dopuszczalnego odreagowania. Dziwić się należy,że tak doświadczony zawodnik po uderzeniu w tył głowy , zamiast oddać się gwizdkowi sędziego fikając kozła - oddaje z nawiązką rywalowi usiłując samemu wymierzyć "sprawiedliwość" . Generalnie przepisy gry odwołują się do znanej od starożytności zasady ,że prowokacja jest równoznaczna z podżeganiem do popełnienia czynu zabronionego , lecz w graniach adekwatności , a nie bicia rywala i łamania mu kości nosowej.
W 43' sędzia słusznie ukarał kartonikiem Josuego za domaganie się skarcenia faulującego go rywala, bowiem przyjmując piłkę tyłem do bramki przeciwnika odbiera arbitrowi możliwość potraktowania takiego faulu jako taktycznego.
Nie chcę być złośliwy ,ale sądząc po zawartości komentarza Podolińskiego to nadawał się on na trenera tak jak ja do baletu.To opowiadanie o tym jak zawodnicy powinni grać, jak rozgrywać, co robić - tak jakby zawodników przeciwnika nie było na boisku tolerowałem tylko do pierwszej bramki. Po niej musiałem, pożal się Boże, komentatorów pozbawić prawa głosu
Trzeba było się bardzo namęczyć, silnie namieszać,aby meczysko zakończyło się remisem.
Po meczu z Austrią w Warszawie , pomimo porażki, byłem optymistą, gdyż kilku naszych zawodników w rewanżu musiało
W Warszawie sprawa awansu jest otwarta.
Nie mam też zamiaru wszystkiego krytykować więc pochwalę grę do przodu -szkoda że nie możemy mieć i tego i tego
No tak, o ile w przodzie ma kto grać to z tyłu? Emeryt Jedzą, dziwnie słaby Tobiasz, średnio =niski Riberio i tym wszystkim znerwicowany Augustyniak, mimo tego i tak się dziwię ze to jakoś się spina, może do czasu , ale jak na razie się cieszę,
Marek Wawrzynowski
"Legia prowadzi w Ekstraklasie, gra świetne mecze w pucharach, robi show, jest efektywna i efektowna, a niektórzy mówią "co z obroną, tak nie można". No a co ma być, coś za coś. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Mnie znudziło oglądanie przez lata g...piłki na przetrwanie."
Jako ten jeden z "niektórych" oświadczam że z pokorą i skruchą podpiszę się pod tym wpisem, jeżeli w przyszły czwartek na Ł3 pokonamy Midtjylland, a chocby i tracąc dowolną liczbę bramek. Niech będzie 4:3 lub 6:5, lub 8:7 oby tylko zawsze dla Legii.
1. Tobiasz czy Hładun? Moim zdaniem Runjaic składu nie zmieni, zatem będzie grał Tobiasz, ale ...
2. Ribeiro czy Rose? Brak dylematu, chocbym miał górę zastrzeżeń do Portugalczyka, a mam, to i tak przy takiej alternatywie postawiłbym na niego.
3. Jak zmieścic Guala i Muciego w wyjściowym składzie, pozostawiajac w nim klasyczną dziewiatkę Pekharta lub Kramera, rozgrywającego Josue i parę 6-8 w składzie Slisz - Elitim?
Jawi mi się jedna nierealna opcja a polegajaca na zmianie systemu i przejsciu na 4-2-3-1. Wówczas z czwórką w obronie: Wszołek, Jedza, Augustyniak, Kun oraz z duetem środkowych pomocników Slisz, Elitim możemy grac z ofensywną trójką: Muci, Josue, Gual oraz z wysokim taranem w napadzie czyli z Pekhartem lub Kramerem.
Nie wierzę że Runjaic będzie doraźnie eksperymentował ale chciałbym kiedyś taką opcję zweryfkowac.
Numer 33, to oczywiście Patryk Kun. Kostja powinien mu nakazać 100 razy napisać: "nie będę bliżej bramki, niż Augustyniak", to może zapamięta.
Bramka numer 2, paradoksalnie, była bardzo trudna do zneutralizowania, choć to przecież tylko wyrzut z autu. Największą winę ponosi chyba Perkhart, bo jednak to on powinien ją wybić z pola karnego. Natomiast, ja tutaj jakiejś większej winy z naszej strony nie widzę.
Natomiast bramka nr 1, to dla mnie dowód na to, że za cały ten ambaras z naszą defensywą odpowiada odejście Rogica. Zwróćcie uwagę na nasze ustawienie:
Tylko jeden Elitim pilnuje aż 2 piłkarzy przeciwnika? Przecież oni tam, kuźwa, przypadkiem nie stoją. Zastanawiam się, kto odpowiada w czasie meczu za ustawianie zespołu w polu karnym. Wydaje mi się, że powinien to być bramkarz. Wydaje się, jakby tam było klasyczne pospolite ruszenie bez żadnego planu.
Reasumując, źle się stało, że odszedł asystent odpowiadajacy za SFG ale jeszcze gorzej, że nie planujemy sprowadzić jego następcy.
Co do zdjęcia pierwszego to lepiej by Kosta poprosił Kuna o to by krył od środka i od bramki a łamanie linii spalonego w polu karnym nie jest wielkim błędem bo to już gra sytuacyjna, dodatkowo moim zdaniem linie spalonego wyznacza wracający z boku Jędza
KSJP - skupienie się tylko na obrońcach to trochę pójście na łatwiznę. Najwięcej błędów popełniają nie w fazie bronienia a w fazie wyprowadzenia piłki, do tego Tobiasz im nie pomaga bo często wsadza na konia. Mam wrażenie że Kosta oczekuje od nich więcej w rozegraniu niż oni potrafią i błędy są pewne, pytanie tylko ile i w jakim momencie meczu. Źle że słabo są bronione stałe fragmenty gry, widzę że nawet Pekhart się tam gdzieś kręci bo trochę brakuje fizyki - Ślisz, Josue Elitim Kun Ribeiro ale też Wszołek to nie są goście o wybitnym wzroście i chyba tu trzeba poszukać jakiegoś sposobu na ich ustawienie i wykorzystanie.
Iocosus - tylko do Tobiasza czy Hładuna - moim zdaniem obaj panowie mają deficyty, Tobiasz wygląda jakby mu odbiło, podejmuje złe decyzje, gra ryzykownie i nie daje pewności obronie. Mam nadzieję że zostanie sprowadzony na ziemię, bo ma niewątpliwy talent, tylko do tego potrzeba pokory i pracy bez tego szybko się skończy. Ja bym chciał zobaczyć jeszcze Kobylaka, bo to ciekawy zawodnik jest.
Trochę na to patrzę inaczej. Masz rację co do ich gry w wyprowadzeniu, ale ci goście robili to o wiele lepiej kilka tygodni temu, a dziś? Tylko brak Rogica,to zbyt proste. Nakłada się moim zdaniem kilka czynników 'sodowa' Tobiasza, fizyka Jedzy i brak naturalnego środkowego stopera., bo Augustyniak moim zdaniem musi grac przed takim gościem bo sam też niexle potrafi zamieszać jak jest ostatni - pokazał ze potrafi.czy ten nowy coś wniesie? Może , ale jeszcze nie w czwartek