- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
West Ham - Chelsea okiem legionisty
Kilka tygodni i wreszcie jest decyzja! A raczej są dostępne bilety na mecz jednej z drużyn angielskiej Premiership. Chęć obejrzenia na żywo meczu w Anglii miałem już od dawna. Problem był jeden - bilety, w zasadzie ich brak. Wybór meczu West Ham - Chelsea to raczej konieczność. Nabycie biletów na Arsenal, z którym sympatyzuję od dawna, to utopia.
Dotyczy to właściwie wszystkich czołowych drużyn, nie masz 300 funtów aby kupić bilet przez pośrednika w pakiecie z hotelem, nie obejrzysz ani Liverpoolu, ani MU. Z West Hamem sprawa była prosta, po założeniu konta na oficjalnej stronie klubu kupno biletu nie sprawia problemu. Kilka klików myszką, płatność i pozostaje czekać na listonosza. Tu jednak przeżyłem pierwszy mały szok, jak na polskiego studenta cena biletu kosmicznie droga, miejsca za bramkami 60 funtów, z boku na wysokości pola karnego 65 funtów. Prawie mój karnet na Legię, ale jak to się mówi, żyje się raz, klik i wybrałem ten droższy.
W tym miejscu chętnie podzielę się Wami relacją z meczu który nie zachwycił i nie porwał. Co nie zmienia faktu - mecz Premiership zaliczony! ![]()
Po godzinie 15:40 wyszedłem ze sklepu Harrods`a. Jednego z najbardziej znanych sklepów, w którym (nie mogę o tym nie wspomnieć) cena 1 kg jabłek wynosiła 9 funtów! Tak, patrzyłem i nie dowierzałem. Tuż pod sklepem znajdowała się stacja metra. Jak się okazało zamknięta. Miałem jednak niecałe dwie godziny aby dotrzeć na mecz, więc nie panikowałem. Oczywiście chciałem być wcześniej w celu zwiedzenia okolicy, sklepu oraz stadionu. Dojście do kolejnej najbliższej stacji metra zajęło jakieś 15 minut. Na podróż łącznie chciałem przeznaczyć 40 minut. Jakie było moje zdziwienie, gdy podczas podróży z centrum metrem okazało się, że kilka stacji nie funkcjonuje i aby dostać się na Upton Park, czeka mnie przesiadka do pociągu, który zawiezie mnie na West Ham. Stamtąd jeszcze dwa przystanki i jestem na miejscu. Znalezienie stacji kolejowej nie było problemem, tłum wesołych kibiców Chelsea stał na peronie oczekując na nadjeżdżający pociąg. Między nimi można było dostrzec nielicznych kibiców drużyny gospodarzy. Podróż trwała 15 minut, podczas których śpiewy nie ustawały. Ostania faza podróży - zapchane skaczącymi, wrzeszczącymi kibicami - metro. Zupełnie jakbym się znalazł w Polsce. Nie ma żadnej różnicy. Walenie w sufit, krzyki, przelewający się alkohol. Jak widać, nie tylko w Polsce jest to na porządku dziennym. Co jakiś czas z głośników wagonu można było słyszeć konduktora który informował o tym, że pociąg nie ruszy, jeśli tańce nie ustaną.
Podróż ze stacji metra na stadion zajęła kilka dobrych minut. Warto wspomnieć o policjantach, którzy w tłumie kibiców szli pojedynczo, pilnując porządku. Sytuacja, która u nas w Polsce wydaje się absurdalna i raczej brak by było odważnego.
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie godzina - 17:15. Czyli mam 15 minut, aby kupić pamiątkowy szalik i zobaczyć choć trochę obiekt West Hamu, który - nie ma co ukrywać - nie zachwyca. Niekształtna budowla, słabo oświetlona (nawet herb drużyny nie został podświetlony), znajdująca się między blokami tuż obok kościoła nie robiła wielkiego wrażenia. Ot, zwykły stary stadion. Niejeden klub w Polsce mógłby pochwalić się lepszym obiektem.
Oficjalny sklep również pozostawiał wiele do życzenia. Sporej wielkości magazyn, w którym ilość asortymentu nie zachwyciła. Koszulki nie ciekawe, gadżety nie rzucały się w oczy. Jedyne pozytywne wrażenie to spory wybór szalików klubowych w rozsądnej cenie.
W Polsce, wchodząc na stadion Legii wpierw jestem zobowiązany pokazać kartę kibica ochronie, minąć barierkę, następnie poddać się kontroli. W Londynie jesteśmy zdani sami na siebie. Wejście kołowrotem, po wcześniejszym wsadzeniu biletu do czytnika. Jestem. Wchodzę po krętych schodach na górę i... pierwsze, co rzuca się w oczy, to stos butelek Carlsberga na parapetach.
Kolejna myśl: "Halo to koniec? Gdzie kontrola, kto sprawdzi czy nie wnoszę racy". Nie, nic tych rzeczy. Nikt mnie nie macał, nikt nie żądał okazania biletu, czy innego dowodu tożsamości. Wszedłem, znalazłem miejsce i zasiadłem na trybunie (chciałem z piwem ale nie można, picie dozwolone jest wszędzie za wyjątkiem trybun). Piłkarze akurat wychodzą z tunelu. Jestem idealnie na czas.
Kibice wypełnili stadion po brzegi. Na wejście stojący tłum odśpiewał hymn klubowy, żadna oprawa na ten mecz przygotowana nie była, o dopingu znanym z naszych stadionów też można zapomnieć. Co jakiś czas ktoś coś krzyknął, zaintonował, kilka razy w słabym wykonaniu można było usłyszeć pieśń klubową. Kibice przyjezdni, którzy zjawili się w licznej grupie również siedzieli w ciszy. Mecz ewidentnie nie ułożył się po myśli gospodarzy. Pierwsze minuty należały do nich, następnie kilka głupich błędów (zupełnie jakbym widział naszą Legie) i 0-2 dla Chelsea. Na przerwę 3/4 stadionu udaje się przez trybunę napić się piwka, zjeść.

Druga część spotkania należała do drużyny gości. West Ham próbował ataków, ale z marnym skutkiem. Nic im nie wychodziło, choć trzeba przyznać że dwie-trzy akcje mogły się podobać. Niestety, zabrakło dokładności i szczęścia. W 80. minucie Lampard strzelił trzecią bramkę. I jak wielkie było moje zdziwienie gdy dokładnie w tym momencie pół stadionu wstało i zaczęło wychodzić. Trybuna naprzeciwko mnie, zatłoczona, w ciągu dwóch minut świeciła pustkami.
Na Upton Park bawili się już tylko kibice Chelsea, nie ustając w śpiewach do zakończenia spotkania. Tylko oni mieli powody do radości, ich drużyna wygrała, choć styl gry mógł być, jak na tak klasowy zespół, lepszy.
Półtorej godziny szybko minęło. Mecz się zakończył, czas wracać, tym bardziej że rodzina czeka w centrum. Po drodze do metra szybki kebab (obrzydliwy!) i nagle... kolejne zdziwienie. Dochodząc do stacji metra widzę wielki tłum idący wzdłuż muru, oddalający się od wejścia głównego, oddzielony barierkami, za którymi idący kibice wchodzą już do metra. Co 5 metrów stoi policjant pilnujący aby nie przejść przeszkody wcześniej. Wszystko dopięte, zadbano o każdy szczegół. 5 minut spaceru i znajduje się na końcu kolejki prowadzącej do metra, które teraz znajdowało się 500 metrów ode mnie. Lekko się przeraziłem, godzina czekania jak nic. Czyli w centrum będę za dwie. Dotarłem w półtorej, ponieważ okazało się, że kolejka kibiców korzystających z metra poruszała się bardzo sprawnie do przodu, niestety w drodze powrotnej przesiadka również była konieczna. Kolejna godzina to powrót do hotelu. Odpoczynek i relacja z meczu dla najbliższych.
Przed wylotem nie mogłem odpuścić Arsenalu, stadion gigant, a historia klubu opisana wokół niego. Piękne.
Liga angielska zaliczana jest do najlepszych lig świata. Pomimo różnicy klas między dwoma zespołami, sposób operowania piłką jest zdecydowanie lepszy niż w naszej Ekstraklasie, szybkość oraz płynność prowadzonych akcji również. Jeśli jest czas i chęci warto wybrać się, przeżyć przygodę samemu. Nic tak nie cieszy fana piłki nożnej jak kawałek dobrego futbolu i przy okazji lekka odskocznia od krajowej ligi. I wierzcie, to wszystko wygląda zupełnie inaczej na żywo niż w NC+.
Następne odwiedzam Monachium!
No chyba że ktoś z Was jest w stanie załatwić bilet na Arsenal lub Liverpool ![]()







Zainspirowany, rozbudzony, opisem realiów związanych z wypadem na West Ham zajrzałem co tam kolega YT jeszcze może mi dopowiedzieć, unaocznić.
Zatem realia kibicowskich podrózy:
http://www.youtube.com/watch?v=Da9wmdY6AjY
w pociągu jest tłok, w metrze jest tłok, kibice na stadion jadą:
http://www.youtube.com/watch?v=tEWCJZpKyKE
http://www.youtube.com/watch?v=XujRQ3Rggno
Czarny Elf pytanko, jak to jest z manifestacją klubowych barw na ulicach, albo mi się wydaje albo Angole pod tym względem nie są aż tak bardzo „oszalikowani”. Jakie jest Twoje wrażenie?
Klimat okiem kamerki z trybun wygląda tak: http://www.youtube.com/watch?v=cpCX_Q8rTxE
z innego narożnika:
http://www.youtube.com/watch?v=d-qNWtoyx1E
Też pytanie, czy z jakimś fanem, fanką West Hamu zdarzyło ci się pogadac, rozprawiałeś z kimś choćby o „olimpijskim” jako nowej stadionowej siedzibie, czy zabrakło sposobności?
Wycieczka na stadion: http://www.youtube.com/watch?v=_SHUD5bZ5IQ
Ich realia i dylematy: http://www.youtube.com/watch?v=-jn2slsYSIg
Ogólna zajawka z 6 stadionów subiektywnie u Angoli w klimacie ponoć najlepszych: http://www.youtube.com/watch?v=ORHpaqdwwlQ
Nie jest aż tak bardzo źle!
http://www.youtube.com/watch?v=aVDw-YFpVk8
Trzeba brać poprawkę na ewentualne niespodzianki, być piętnaście minut przed meczem na nowym stadionie to za krótki czas, nasza wina i nigdy więcej. Droga z kibicami Chelsea wypisz wymaluj taka sama jak u nas, śpiewy, co wrażliwsi postronni pasażerowie opuszczają wagon, a śpiewane pieśni choć w slangu ( mało można zrozumieć) to raczej nie chwalą przeciwnika, raczej w stylu naszych Polonia k czy Wisła to...
Wiecie panowie szlachta jak bardzo nie pasują mi stoliki przed naszym stadionem. Jest ich całe dwa. Jeden przy Kościele, drugi przy Torwarze, tam jednak w drodze na stadion takich stoisk jest kilkanaście, a asortyment o wiele bogatszy niż na naszych. Przestaję się dziwić ,że nasz klub przymyka na to oko bo co ma powiedzieć właściciel West Ham?( nic takiego nie widziałem w drodze na stadiony Bundesligi, a na kilku byłem)
Doping, ściśle związany z wydarzeniami na boisku, każde przejcie linii środkowej przez piłkarzy gospodarzy wywołuje reakcję i podniecenie która zanika równo ze stratą. Każda udana akcja, odbiór nagradzana jest oklaskami, a buczenie przy wykonywaniu stałych fragmentów gry przez przeciwnika duże. Przy stanie 0:3 stadion opustoszał w połowie choć Była też i piękna rzecz. Najzagorzalsi fani West Hamu na kilka minut przed końcem rozpoczęli nieustanne śpiewanie pieśni sławiącej klub, klaszcząc przy tym miarowo i tak do końcowego gwizdka. Był to mój pierwszy mecz Premiership tak więc moje uwagi odnoszą się wyłącznie do tego meczu ,chyba uogólniać nie należy.
Mecz Barca vs Valladolid 6 : 0 (cztery gole Samuela Eto)
W przeciwieństwie do czarnego elfa bilety (w loży) musiałem kupić w pakiecie z hotelem. Nie pamiętam ceny, ale bardzo drogo. Do stadionu dotarliśmy metrem. Bez tłoku z jedną przesiadką. Przed stadionem ze stolika nabyliśmy klubowe szaliki. Na stolikach wszystkie pamiątki legalne, o czym świadczyły naklejone hologramy (herb Barcy)
Niestety ale loże były usytuowane tak wysoko, że gdyby nie wszechobecne telebimy, niewiele bym zobaczył. Piłkarze biegający po boisku wyglądali jak krasnale. W loży szampan, kanapki, ciasteczka i chłodne napoje. Na trybunach... teatr. Nieliczne śpiewy i oklaski po strzelonej bramce. To był czas absolutnej dominacji Barcelony i czuło się zblazowanie kibiców. Żadnych rac, wybuchów, zaledwie kilka flag usytuowanych w jednym miejscu. Kibice przyjezdni siedzieli za bramką nie odgrodzeni żadnymi sektorami buforowymi. Sam stadion to ogromny moloch, bez zadaszenia, z którego 80 tyś kibiców wyszło może w 10 min.
Nasz stadion na Ł3 jest kameralny i niezwykle urokliwy. Nie mamy się czego wstydzić. Żeby jeszcze poziom na boisku był Europejski...
Dokładnie tak się zachowywała publika na Ł3 w latach 70-tych i 80-tych.
Tylko okazji do radosnych śpiewów mieliśmy znacznie więcej.
Długo to trwało przyznaje ale ilosć spraw które zrzuciły się ostatnio na moją głowę jest przerażająca....
A więc po kolei:
Tłok na stacji czy to metra czy kolei był bardzo podobny. Szczególnie dało się to odczuć w drodze powrotnej. Dobrze że metro podstawiane było dosłownie co chwilę (3-4 minuty) przez co wszystko szło sprawnie. Jadać na mecz w zatłoczonym pociągu już po przesiadce w docelowym wagonie stałem między wesołymi, śpiewającymi kibicami Chelsea. Gdyby nie fakt że śpiewali pieśni klubowe nikt by nie pomyślał że wybierają sie na mecz, bez szalika, czapki,koszulki. Nic zero. Stąd też oglądając jeden z powyższych filmików byłem lekko zdziwiony ilością fanów w barwach klubowych. Na pewno nie jest to tak popularne jak u nas i zupełnie nie rzuca się w oczy.
Jeśli chodzi o atmosferę to doping nie porywa. Momenty w których śpiewał cały stadion były dwa, wyjście piłkarzy na rozpoczęcie meczu i po przerwie. Trybuny za bramkami próbowały podgrzać atmosferę, bez skutku. Dopiero po strzelonej trzeciej bramce dla Chelsea, kibice gości nie oszczędzali gardeł i do końca meczu słychać było tylko ich. Ze strony gospodarzy jedynie trybuna za bramką wspierała piłkarzy słabym dopingiem, reszta wychodziła do domów.
Obok mnie siedziało dwóch fanów West Hamu. Wdałem się w krótka wymianę zdań, dowiedziałem się że posiadają karnet na najbliższy sezon. Kupili pierwszy raz i już nigdy więcej nie kupią. Wyszli z meczu w 80 minucie. O przenosinach na nowy obiekt nic nie słyszałem wcześniej przed wyjazdem stąd też brak zapytania, tak więc nie wiem jaki jest stosunek kibiców tej drużyny do tego pomysłu.