- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- a-c10
Ho-lig-łódź, czyli po sezonie, przed sezonem. (1/4)
Bądź tu mądry i pisz wiersze. Znaczy te, jak im było, podsumowania. Ledwie jeden sezon się skończył, już drugi za rogiem, człowiek nawet oddechu złapać nie zdoła, bo ciągle grają, grają, jeszcze grają, znowu grają, dalej grają... Jedyne, co tak naprawdę pozostaje, to odwołać się do prastarego, nie ulęgającego żadnym modom powiedzenia, że najlepsze scenariusze pisze życie.
Jak, jak? Że niby co ma piernik do wiatraka? O, jak się przyjrzeć bliżej, całkiem sporo. Co prawda w najbliższym czasie do stolicy polskiego filmu Ekstraklasa nie zawita (a szkoda), ale i tak na naszych ligowych boiskach praktycznie co tydzień mamy niezłe kino. I to wcale nie tylko, jak utrzymywał pewien eksszkoleniowiec Cracovii, Kino Oko. Dobra, dość tego. Skoro przerwa letnia króciuchna, to i wstępu za długiego pisać nie należy. Niniejszym zapraszam na subiektywny przegląd boiskowo-filmowy Ekstraklasy.
Zacznijmy od tych, którzy w przyszłym sezonie rozrywać będą już nieco inną widownię.
PGE GKS Bełchatów 21 punktów (31 przed podziałem), 9 zwycięstw/9 remisów/19 porażek, bramki 35:60 – spadek.
GRANO: „Inspektor Kiereś” – mizerna podróba amerykańskiego serialu kryminalno-sensacyjnego klasy F.
Pamięta ktoś jeszcze, że na początku poprzedniego sezonu Bełchatów znajdował się w samiutkim czubie Ekstraklasy? Początek, znaczy się, jak u Hitchcocka. Tyle tylko, że Mistrz Alfred w następnej kolejności podnosił napięcie. Bełchatowian stać było jedynie na podnoszenie ciśnienia u własnych kibiców.
Jednym z działań służącym ku powyższemu było wywalenie w trakcie sezonu trenera Kieresia. Cóż, najwyraźniej szefostwo PGE GKSu doszło do wniosku, że – niczym policjanci w amerykańskich serialach – facet będzie miał szansę ogarnąć sprawę dopiero wtedy, gdy zostanie od niej odsunięty.
W zamian ściągnięto szkoleniowca Mistrza Litwy. Gdyby PGE GKS, zamiast w T-Mobile Ekstraklasie, występował w Tauron Basket Lidze, podobne pociągnięcie należałoby uznać za błysk geniuszu. Niestety (?) zadaniem bełchatowskich sportowców (?) było kopanie białej piłki po trawie, nie klepanie pomarańczowej po parkiecie, toteż wyszło jak wyszło.
Trener, czy raczej: inspektor Kiereś powrócił ostatecznie do łask, jednakże na happy end nie starczyło już ani czasu, ani możliwości.
COMING SOON: A cholera wie. W sumie guzik mnie to obchodzi.
Zawisza Bydgoszcz 24 (29), 10/8/19, 45:63 – spadek.
GRANO: „Czarny Rycerz” – comedie noir.
Zaczęło się... Wrrróć! Najpierw należałoby nadmienić, że w roli przełożonego rycerskiego zakonu obsadzony został niejaki Radosław Osuch, który z rycerstwem ma +/- tyleż wspólnego, co piszący te słowa z baletem. Komediowy potencjał produkcji od samego początku wydawał się zatem zdecydowanie niebagatelny.
A zaczęło się niczym w lekkiej francuskiej komedii pomyłek. Zawisza wystartował w europejskich pucharach (tak, serio) i choć przegrał ostatecznie z belgijskim Zulte Waregem, to zdołał wprowadzić widza w jakże mylne wrażenie, że jest poważnym zespołem. A przecież prowadził ów zespół jakiś Portugalczyk (chyba), który nawet nieprzesadnie się starał udawać trenera. Większość jego podopiecznych mianem piłkarza określić można było też jedynie dla żartu.
Mniej do śmiechu było jednak bydgoskim kibicom, którzy zerkali w tabelę szukając kto tam niby jest za ich zespołem i z przerażeniem nie dostrzegali nikogo. Aż wreszcie niektórzy z nich sami postanowili wpasować się w ten groteskowy czarny humor i porozstawiali trumny na stadionie. Żeby było zabawniej, nie pozrywali uprzednio z nich metek.
Zanim jednak doszło do tego tragikomicznego incydentu, szef całego bajzlu pogonił luzytańskiego templariusza gdzie pieprz rośnie i zafundował sobie (oraz klubowi) Rumaka. W sumie racja, co to za rycerz bez konia. Znów, żeby było zabawniej, rzeczony szef postanowił oszukać – w tym podobno jest naprawdę nie najgorszy – wszystkich wokół pokazując, że to niby potrafi być rozsądny. Mimo mizernego wyniku punktowego, w przerwie zimowej pozostawił na stanowisku trenera, wytrąbił za to sporą część personelu kopiącego.
Na Rumaku bydgoszczanie mieli galopować po ligowy byt. Choć strata punktowa była spora, to przecież nie takie rzeczy Ekstraklasa widziała, więc szanse niby mieli. Ba, jak się rozpędzili, to tłukli wszystkich aż miło i wydawało się, że utrzymanie, chwilę wcześniej mało prawdopodobne, staje się faktem.
A na koniec znów wszystkich oszukali. I spadli. I tylko nie wiadomo, czy śmiać się wypada. A jeśli tak, to z kogo.
COMING SOON: „Czarny los” – dramat społeczno-historyczny.
Rycerzy, jak wiadomo, już nie ma. Nie ma też, zdaje się, w Radosławie Osuchu, chęci dalszego prezesowania klubowi, pojawiła się w jej miejsce chętka na demaskowanie brudnych sprawek polskiego futbolu. A że ani brudne sprawki polskiego futbolu niezbyt lubią demaskacje, ani Osuch się specjalnie na demaskatora nie nadaje...
No. To teraz świeża krew w naszym kinie.
Zagłębie Lubin W tzw. pierwszej lidze: 77, 23/8/3, 57:20 – awans.
GRANO: „Oda do normalności” – młodzieżowe kino pozytywistyczne.
Określanie Miedziaków mianem beniaminka jakoś nie do końca mi pasuje. Boć to przecież stały punkt programu Ekstraklasy w ubiegłych sezonach. W dodatku lubinianie stale grali ten sam evergreen pod tytułem „Polski Real Madryt”. Świetnie pracowali z młodzieżą, którą następnie wypełniali pierwszy zespół... niejednego klubu Ekstraklasy, natomiast własną seniorską kadrę budowali niemal wyłącznie w oparciu o import. Niestety (?), kasy w Lubinie jakby deko mniej, niż w Madrycie, toteż zamiast Zidane’ów i Ronaldów trafiały się najczęściej Guldany i Papadopoulosy. A co za tym idzie, zamiast częstych trofeów, niemal nieodmiennie powtarzał się ten sam scenariusz: najpierw zapowiedzi rychłych sukcesów, potem koszmarna jesień, wreszcie ratunkowa wiosna.
Aż któregoś razu ta ostatnia wzięła i nie nadejszła, wskutek czego Miedziaki znaleźli się w ciemnej du... eee... tzw. pierwszej lidze.
I, patrzcie jeno, stała się jasność. Znaczy młodość. Zawodnicy, których nazwiska wreszcie bez większych problemów dało się wymówić, zamietli podłogę ligowymi rywalami i w naprawdę niezłym stylu zapewnili klubowi powrót do Ekstraklasy.
COMING SOON: hmmm... Ciężko powiedzieć. Dwa na trzy do tej pory zaklepane transfery do klubu (Martin Polacek, Jan Vlasko) jako żywo przypominają niegdysiejsze wynalazki. Z drugiej strony, no właśnie – dwa. Dwa to nie, dajmy na to, dwadzieścia, a zatem trzon kadry powinien pozostać oparty o Polaków, którzy wywalczyli awans. Z trzeciej, jeśli w pierwszych kilku kolejkach Zagłębiu powinie się noga...
Termalica Bruk-Bet Nieciecza W tzw. pierwszej lidze: 73, 22/7/5, 60:26 – awans.
GRANO: „Co mi zrobisz, jak mnie (nie) złapiesz?” – prawie jak Bareja.
W ostatnich kilku latach gracze Termaliki prezentowali bodaj jeszcze większą regularność, niż ich współawansowicze z Lubina. Przez kilka pierwszych miesięcy każdego sezonu tłukli wszystkich jak leci, by pod koniec rozgrywek zwalniać, nabierać podejrzanie dużego szacunku dla starań rywali i w efekcie wypadać z miejsc oznaczających promocję. I gdy już wszyscy zdążyli obejrzeć tę całkiem niezłą – pamiętajmy, mowa o klubie ze wsi! – produkcję, podtarnowskie Słonie wystrychnęły wszystkich na dudka i awansowały.
COMING SOON: „Słoń w składzie (wybrakowanej) porcelany” – gatunek do określenia.
Jakkolwiek by się dalsze losy Termozagadki nie potoczyły, już w tej chwili śmiało można mówić o absolutnym ewenemencie. OK., trafiały się niegdyś Pniewy, Wronki, czy Grodzisk, jednak wsi w Ekstraklasie nie było nigdy. Ekipy z miejscowości rozmiaru Niecieczy zazwyczaj rozbijają się po bardzo niskich ligach (o ile w ogóle do ligowej piramidy przynależą), a ich zawodnicy weekendowe kopanie gały traktują jako przyjemny dodatek do codziennej pracy zarobkowej.
Czego się spodziewać po tej opowieści? Bajki o wiejskim Kopciuszku, który bez kompleksów wkroczy na salony i nieźle na nich zamiesza, przy okazji ucierając nosa paru zarozumiałym miejskim pięknotkom? A może krótkiej i smutnej historii prób przymierzania za dużego kapelusza i błyskawicznego spadku? Albo – oby nie! – dramatu organizacyjno-finansowych problemów zakończonego przedwczesnym wycofaniem się z ligi?


Przy typowaniu często pisałem "Żegnam Pana Panie Osuchu ozięble" . Zauważ, nie Zawiszo. Bo ja do Zawiszy nic nie mam. A do Osucha, a i owszem. Nie był to bowiem taki nieszkodliwy gawędziarz jakich wielu. On miał się za zbawiciela i jedyny autorytet.Doprowadził uwielbienie siebie samego na szczyty.A przy tym nieodparcie śmieszny. Ja nie zapomnę sytuacji po finale PP gdy zamierzano wręczyć Puchar trenerowi i zawodnikom , a on wbiegł na podium, porwał Puchar i biegał z nim jak oszalały po stadionie.Dlatego jego nie traktuję poważnie i jego błazeństw takoż.Jeżeli jednak doniesienie Pana Wandzela do Prokuratury znajdzie potwierdzenie to może on nosić obrączkę na nóżce ze dwa lata, a nawet oglądać słoneczko przez czas jakiś godzinkę dziennie.Ale najpierw sprawą powinien zająć się PZPN i go wykluczyć ze sportu przynajmniej na 10 lat.A jakoś o zadziałaniu PZPN nie słychać. Ciekawe dlaczego?.Trzeba mu oddać,że zdołał Zawiszę doprowadzić do Ekstraklasy,ale uznał,że to on sam i inni mu są niepotrzebni. On jeszcze za to rachunków nie zapłacił,ale płaci klub.
Co do Bełchatowa to rzeczywiście nieszczęście zaczęło się od zmiany Prezesa, którą to funkcję objął / połączył/ Prezes siatkarski.Na jego przykładzie widać,że piłka kopna jest bardziej niż siatkówka skomplikowana.Ale ja też nie mam przekonania,że było w tamtym środowisku takie mocne parcie na bycie w Ekstraklasie.I jakoś nikt za tymi Bełchatowianami za bardzo nie płacze. Nawet oni sami.Chyba przywykli,że to taka wańka wstańka.
Z awansowiczów to Zagłębie wchodzi mocno. Powtórzę,że żałuję iż ściągnięto z Polonii dwóch zawodników z tego jednego zbędnego, a nie ściągnięto trenera. Stokowiec jest dla mnie jedynym polskim trenerem,który ma pokorę wobec zawodu. Stale się doskonali i uczy.A umie już dużo. Ma dobrze poukładane w głowie i już bardzo poprawny trenerski warsztat.W Zagłębiu udrożnił kanały awansu młodych zawodników na kolejne szczeble, wypracował model organizacyjny klubu piłkarskiego, wprowadził podstawowe reguły szkoleniowe obwiązujące wszystkich trenerów i instruktorów.Sam korzysta z pomocy specjalistów z różnych dziedzin, tak jak w poważnych klubach, bo dziś bez tego sukcesów się nie odniesie.Czas samotnych demiurgów dobiegł końca.Zagłębie będzie konsekwentnie pięło się w górę.
Z Termaliki się nie śmieję. Mogę im współczuć i senatorowi Kogutowi też.Można powiedzieć,że wywalczyli awans. To znaczy inni im go darowali. Lepsi od nich nie chcieli.Jak kto myśli,że to taki splendor to się myli.Trener i piłkarze mają niezłą robotę, a o szczebel wyżej zmiany i co najgorsze wymiany. Nie opłaca się.Do tego te płyty podgrzewane, te zadaszone trybuny. A przyszłość niepewna. Więc te Wisły Płockie, te kluby na miedzi siedzące i inne też zasobne zapytują, a na co mi to?. Czy Termalika ma szanse zaistnieć w Ekstraklasie?. Nie będzie chłopcem do bicia. Mają rozumnego i utalentowanego trenera i dobrze dobranych zawodników tworzących coś w rodzaju kompatybilnego mechanizmu. Ich awans zaprzecza takiej niepisanej regule,że piłka jest dla kibiców.Przepraszam, nie zaprzecza, ale ją modyfikuje poprzez pytanie ; dla ilu
***
PGE GKS Bełchatów – nie żal mi ich. Taka ekstraklasowa wańka –wstańka, raz jest, a raz jej nie ma. Bełchatów nigdy nie będzie w piłce tym kim był i może być w siatkówce. Mam taką refleksję, sprawdziłem, Łódź – ponad 700 tys. mieszkańców, Bełchatów w Województwie Łódzkim – 60 tys., Województwo łódzkie – 2,5 mln mieszkańców. Żadnej drużyny w Ekstraklasie! Bełchatów jest oddalony od Łodzi o 50 km, niewiele większa odległość jak z Warszawy do Grodziska Mazowieckiego. Zamiast inwestować w dychawiczny klub seniorski niech w Bełchatowie stworzą szkoleniowe zaplecze juniorskie i współdziałają z jednym z łódzkich klubów na poziomie seniorskim. Układ Wronki – Poznań mógłby być wzorcem. ŁKS, Widzew, GKS PGE, SMS Janusza Matusiaka, tysiące kibiców, piękne tradycje, plany nowych stadionów za miejskie pieniądze i w chwili obecnej goły tyłek całego województwa łódzkiego na poziomie Ekstraklasy.
Jeszcze zagadka -jak nazywa się program motywacyjny opracowany w Bełchatowie dla dołujących z formą piłkarzy mający ich skutecznie pobudzić do wytężonej pracy. Odpowiedź – nazwa programu „Malarz”, koszt – 0,5 mln złotych polskich.
Pan Arek niech mi wybaczy, to za machanie rękami nad głową w Poznaniu.
***
Zawisza Bydgoszcz – jawi mi się takich 7 wspaniałych: właściciel klubu piłkarskiego – Radosław Osuch, dziennikarz piłkarski – Paweł Zarzeczny, ekspert piłkarski – Jan Tomaszewski, menago piłkarski – Andrzej Grajewski, trener piłkarski – Bobo Kaczmarek, sędzia piłkarski – Wit Żelazko, działacz piłkarski – Kazimierz Greń. Zebrać taaaaaką gromadkę! Wyobrażacie sobie ich wszystkich razem „u cioci na imieninach”!?
Taka komórka do zadań specjalnych w PZPN z nich złożona powinna powstać, nikt by ich nie przegadał, no i receptę na wszystko by mieli, natychmiastowo. Takich zebrać w jednym klubie od biletera, przez trenera, dyrektora sportowego, skauta, rzecznika prasowego do panującego nad nimi Radosława Osucha. Toż by oni Real nad Wisłą stworzyli w trymiga.
***
Zagłębie Lubin – za pracę pozytywistyczną, akademicką awans się im należy. Miedziowi powinni posiadać abonament na pierwszą ósemkę Ekstraklasy, tymczasem trwonili miedziaki na jakieś zagraniczne wynalazki.
Za to: http://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/ekstraklasa,zaglebie-lubin-oficjalnie-otworzylo-akademie-pilkarska,artykul,581402,1,728.html należy im się Ekstraklasa, oby jak najwięcej klubów podążało taką ścieżką:
„Kolumbijczyk, Brazylijczyk, Nigeryjczyk, Litwin, Łotysz, Słoweniec, Słowak, Serb, Czech. Trudno wyliczyć wszystkich obcokrajowców, którzy jeszcze niedawno grali w Zagłębiu. W pewnym momencie było ich aż 17. I nic z tego nie wynikało - w 2012 i 2013 r. zespół skończył ekstraklasę pod koniec pierwszej dziesiątki, by rok temu spaść do I ligi. Teraz wraca i ma zupełnie inny pomysł na podbicie ekstraklasy. - Konsekwentnie będziemy inwestować w szkółkę, wierząc, że wyszkolimy w niej dobrych piłkarzy - zapowiada prezes Zagłębia Tomasz Dębicki.
Czasy, kiedy lubinianie mieli jeden z wyższych budżetów w lidze, bezpowrotnie minęły. Zagłębie nie może finansowo rywalizować z Lechem lub Legią i kupować drogich zawodników. Właściciel klubu KGHM systematycznie zmniejsza środki przekazywane na pierwszą drużynę, inwestuje natomiast w klubową akademię. Kilkanaście milionów złotych inwestycji widać w ośrodku szkoleniowym. Pobudowano tam osiem boisk - dwa naturalne, dwa ze sztuczną nawierzchnią, oświetleniem, jedno z trybunami. Kolejne zostały już wybudowane i przygotowywana jest na nich murawa. Trenować na nich będzie można od sierpnia.
Obok, tuż przy boiskach, w zmodernizowanym budynku starego klubowego hotelu, są biura Akademii, 15 szatni oraz pomieszczenia dla trenerów. No i bursa, w której zamieszka 74 młodych graczy Akademii spoza Lubina. Bursa gotowa będzie na początku 2016 r. W 16 grupach Akademii trenuje około 400 chłopców i dziewczynek. Najmłodsi mają 8 lat.
- Tak nowoczesnego ośrodka może pozazdrościć Zagłębiu wiele europejskich klubów - uważa Richard Grootscholten, dyrektor szkółki. - Wartością dodaną inwestycji jest położenie Akademii, bo z okien bursy młodzi zawodnicy widzą boiska, gdzie podnoszą umiejętności, oraz stadion, na którym w przyszłości mogą zagrać jako piłkarze pierwszej drużyny. To ma znaczenie psychologiczne i motywuje do sumiennej pracy - mówi Holender.”
http://www.sport.pl/pilka/1,64946,18251724,Pilka_nozna__Zaglebie__laga__juz_nie_gra.html#indeks_news
***
Termalica Bruk-Bet Nieciecza - wzmiankowana Łodź 700 tys. mieszkańców i po klubach w Ekstraklasie pozostały tylko wspomnienia, Nieciecza 700 mieszkańców, dosłownie siedemset i wrażenia ekstraklasowe będą aktualne ( jak stadion zmodernizują). Kto bogatemu zabroni itp. ale jednak dla mnie to znak, że polski futbol cały czas jest na etapie przejściowym.
http://sport.interia.pl/pilka-nozna/ekstraklasa/news-termalica-bruk-bet-nieciecza-chce-namieszac-w-ekstraklasie-n,nId,1848814
Do Zawiszy jako takiego też nic nie mam. Ale z nieobecności pana O. w Ekstraklasie bardzo się cieszę.
Co do Bełchatowa, to mnie generalnie zastanawia sens istnienia tego klubu. Sportem nr 1 w mieście jest siatkówka, na kopaną przychodzi garstka ludzi, po co to komu?
O Zagłębiu napisałem już w komentarzu do następnej części, pozwolę sobie przekleić: jeśli już w naszej lidze koniecznie muszą istnieć kluby "miejskie" i "zakładowe", to niech istnieją na wzór obecnego Zagłębia. Przyznam szczerze, że przez długie lata lubinian nie cierpiałem. I chyba nic dziwnego. Spółka skarbu państwa ładująca grube pieniąchy w kieszenie zagranicznych leserów i parodystów, których boiskowe działania nijak korzyści skarbowi państwa nie przysparzają. Jakiś nonsens. Teraz jednak równie szczerze przyznaję, że jeśli "zakładowy" klub ma istnieć jako centrum szkolenia młodych, polskich piłkarzy, często pochodzących z regionu i tylko od czasu do czasu uzupełnianych jakimś pojedynczym zagranicznym transferem, to niech tam.
Za Termalicę, przyznam szczerze, trzymam kciuki. Że to nie oni sami wywalczyli awans, a ktoś im go podarował? Wydaje mi się, Zbyszku, że jesteś odrobinę niesprawiedliwy. Równie dobrze można by przecież napisać, że w kilku poprzednich sezonach to właśnie Terma hojnie szastała promocjami...
Oczywiście, jak trafnie zauważa Iocosus, ich istnienie w Ekstraklasie świadczy o wciąż przejściowym okresie tejże. Ale niech to będzie przyjemne przejście. Nieważne czy będzie trwało - jak utrzymuje Senator - rok, dwa, czy może pięć. Bo więcej to raczej nie.