- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Monrooe
"SaPiech"
To miał być weekend, który umożliwi mistrzowi powrót na fotel lidera. A to z kolei, miało pozwolić na spokojną pracę w przerwie na reprezentacje. Regeneracja sił i wzmocniona kadra (zaplanowane powroty kontuzjowanych) miała nam pozwolić nie tylko na walkę o Europę, ale też o utrzymanie prymatu w lidze. Niestety, porażka z walecznymi „Góralami” przekreśliła większość z tych pięknych planów.
Owszem, czas a regenerację, oraz na wytężoną pracę musi być, ale pozycję lidera ligi trzeba będzie atakować z dalszych miejsc w tabeli. Miejmy nadzieję, że nie przekreśli to planów Henninga Berga i ten spokojny okres wykorzystamy w stu procentach. Jednak na razie skupmy się wydarzeniach, które miały miejsce w Bielsku Białej. Oraz na nierównej walce, jaką sami ze sobą, stoczyli stołeczni piłkarze…
* * * * SaPiech * * * *
W poprzedniej kolejce, podczas meczu z Koroną dostrzegłem w grze napastnika Legii, Orlando Sa zalążki ruchów, jakimi czarował nas Danjiel Ljuboja. Niestety, w niedzielę w grze Portugalczyka widać było wpływ innego z legijnych kolegów. Co prawda, Sa strzelił kolejną bramkę, czyli teoretycznie zrobił to, czego oczekuje się od napastnika - dał sygnał zespołowi, że na Bielskim stadionie nie działa żadna magia, a grającemu tu Podbeskidziu da się strzelić gola. Początkowo koledzy szybko podchwycili dany przez Orlando przykład i raz, po raz zaczęli zagrażać bramce Peskovicia. Niestety OSA jak dał wzór innym zawodnikom Legii, tak później sam poszedł w ślady swojego kolegi z zespołu, który tym razem został w Warszawie – Arkadiusza Piecha. Wszyscy dobrze pamiętamy jak Piech zaprzepaścił szanse na pozytywny wynik z Górniakiem Zabrze, posyłając wszystkie możliwe piłki z daleka od bramki rywali. Dziś podobnej sztuki dokonał Orlando Sa, który oprócz strzelonego gola, zaprzepaścił, co najmniej trzy kolejne sytuacje, potocznie zwane stuprocentowymi. Nie będę ukrywał, że wolałbym, aby Portugalczyk wrócił do wzorowania się na piłkarzach pokroju Serba, niż na naszych lokalnych „herosach”.
* * * * Spalony Dossa Junior * * * *
Oglądając niedzielne zmagania zachodziłem w głowę, jakim cudem zespół wykonujący stałe fragmenty gry może spalić wszystkie chyba próby wrzucania piłki z pola. Oczywiście prym wiódł, nie po raz pierwszy zresztą, Dossa Junior. Wraz z upływającym czasem i z kolejnymi „popisami” naszego defensora moje oczy otwierały się coraz szerzej i szerzej. Aby wreszcie pod koniec spotkania zostać oczami szeroko zamkniętymi, sorry, każdy ma prawo mieć dość. Ja miałem, ile można schrzanić nieźle zagrywanych piłek. Kurczę, w paleniu własnych sytuacji osiągnęliśmy mistrzostwo świata. Odnoszę wrażenie, że gdyby przywiązać Cypryjczyka do słupka to tego meczu byśmy nie przegrali. Gracze Podbeskidzia zupełnie nie radzili sobie z wyrzutkami Tomasza Brzyskiego. Niestety z większością w ogóle nie musieli, bo nasz Junior zachowywał się jak nie przymierzając kompletny junior.
* * * * Tort Sagana * * * *
Setny gol w karierze (w Ekstraklasie) pozwolił Saganowi odsapnąć, nasz napastnik rozluźnił się do tego stopnia, że postanowił pacnąć kilka razy „dyńką” w tort. Niestety, ten "wyskok" zamazał nieco wyczyny z boiska, a opinia profesjonalizmu doświadczonego zawodnika Legii została trochę nadszarpnięta. "Rysa na szkle" - jak śpiewała Urszula. Co gorsza obecnie te pozaboiskowe wyczyny, bardziej przystają do owego pacnięcia, niż do zachowania właściwego napastnikowi Mistrzów Polski. Przyznaję się bez bicia, obserwując poczynania boiskowe Sagana, coraz częściej łapię się na tym, że zupełnie nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. A gdy widzę, że Marek zamiast czyhać w okolicach pola karnego rywali, schodzi do środka, aby rozgrywać, to zaczynam się zastanawiać czy moja wiedza o futbolu nie potrzebuje znaczącego remontu. Na nasze nieszczęście, szybko się okazuje, że z moją wizją piłki, przynajmniej na razie, wszystko ok i czego, jak czego, ale rozgrywającego z Marka Saganowskiego nie będzie. Tylko w takim razie, po co ta operacja na żywym organizmie, te próby zestawiania legijnego napadu, jak nie z Piechem to z Orlando Sa. Fajnie, cieszę się, że mamy kilku niezłych jak na nasze ligowe warunki napastników, ale nie zmienia to faktu, że nijak nam nie wychodzą próby upychania ich wszystkich w składzie.
* * * * Bo wygrywać to trzeba mieć * * * *
Podbeskidzie Bielsko Biała po raz kolejny pokonało zespół z Łazienkowskiej3, po raz kolejny pokazało, że twardość i konsekwencja zupełnie wystarczą, aby w naszej lidze odnosić dobre rezultaty. Prawdą jednak jest, że to legioniści przegrali mecz z „Góralami” na własne życzenie. Już nawet nie chodzi o zmarnowane sytuacje Sa, spalone Dossy, czy opisywane już zagubienie się Sagana, a o to, jak bardzo nie chciało nam się chcieć tam grać. Awans do Ligi Europy wart jest świętowania, ale klasowy zespół poznaje się po tym, czy na drugi dzień po sukcesie, jest w stanie zejść na ziemię i powalczyć o ligowe punkty. Niestety, drużyna prowadzone przez Henninga Berga po raz kolejny nie zdała tego prostego, zdawałoby się egzaminu. Pierwsza połowa, choć przegrana, wyglądała jeszcze, jako tako, Daliśmy się zaskoczyć, ale też sami stworzyliśmy okazje do ukłucia rywali. Natomiast dramatycznie wypadła druga odsłona tego meczu, gdy to legioniści „wzmocnieni” swoimi „gwiazdorami” pokazywali całemu światu jak należy… stać i czekać aż rywal padnie na ziemię i poprosi o jak najniższy wymiar kary. Nie poprosił, a postawa legionistów, wołała o pomstę do nieba. Forma zaprezentowana przez Radovicia, Żyro, Jodłowca, czy Rzeźniczaka z Kuciakiem, dorównywała tradycyjnie już, słabo prezentującemu się Bereszyńskiemu (bardzo źle wygląda ten chłopak). Gdy dodamy do tego kompletnie bezproduktywnego Koseckiego i wspomnianego już Saganowskiego to mamy pełen obraz klęski. Dodajmy klęski w pełni zasłużonej.
* * * * Mistrzów się nie pierze * * * *
Pierze, pierze, stwierdziło Podbeskidzie, ino ich się „wyżymo” - dopowiem od siebie. Dlatego też nie zamierzam wyżymać, ale mistrzostwo do czegoś do licha zobowiązuje. Nie godzi się, aby mistrz stał na boisku i patrzył jak rywal wyprzedza a potem jak gdyby nigdy nic, „wali” w bramkę jak w drzwi stodoły. Nie godzi się wykonać z milion stałych fragmentów gry, a każdy dokładnie tak samo spierniczyć. W końcu nie godzi się dokonać zmian, które osłabią zespół, bo zwodnicy, którzy weszli na boisko zachowywali się jakby kompletnie nie zrozumieli, po co tu się znaleźli. Dlatego też, raz jeszcze, na koniec – Panowie Mistrzowie, tak się nie godzi. Przegrać mecz to nie wstyd, a le przegrać, gdy ma się do czynienia z rywalem lepszym. W niedzielę, w Bielsko Białej przegraliśmy z rywalem, który był zdeterminowany, ale to wciąż my mogliśmy, a nawet powinnyśmy to spotkanie wygrać. Wystarczyło tylko chcieć, a nie tylko mieć nadzieję, że się uda.


I jeszcze dwa słowa o przeciwniku. Ostatnio
chwaliłem(może to za mocne słowo) doceniałem możliwości zawodników Korony Kielce. No cóż, przy całej mojej sympatii do Podbeskidzia niczym mnie ta drużyna nie przekonała. Oczywiście, wspomniana już konsekwencja to niewątpliwy atut "Górali". Nieobliczalność Maćka Korzyma, szaleństwo Marka Sokołowskiego (facet powinien dostać co najmniej trzy żółte kartki) wspomagana jakością Maćka Iwańskiego (tu swoje ma do zaoferowania też Anton Sloboda) to silne strony zespołu Ojrzyńskiego, ale bez przesady, żaden z tych piłkarzy "prochu" nie wymyśli. O ile więc po Koronie spodziewam się postępu, o tyle w Podbeskidziu widzę solidnego walczaka, którego celem jest ligowy byt. Choć muszę przyznać, że punkty pogubi tam niejeden teoretycznie mocniejszy zespół.He,he
Dlaczego akurat teraz nie dał szansy zmiennikom ?
Przecież "forma" jedynki po meczu z Aktobe nie mogła być dla niego niewiadomym.
Nie jestem w stanie powiedzieć czy byśmy ten mecz wygrali, ale z pewnością kilku młodych zagrałoby z większą ambicją i zaangażowaniem.
Do tego nabraliby kolejnego doświadczenia.
Wystawiając pierwszy skład, Berg przegrał więcej niż tylko 3 punkty. Tak sądzę.
Wiesz, Berg chyba sam niewie co robic.
Wystawil rezerwowych, przegral mecz i zebral potezna krytyke.
Teraz, wystawil podstawowa 11, przegral mecz i znow krytyka.
Ja mysle ze zawodnicy Legii byli za pewni zwyciestwa, zostali zaskoczeni ostra gra Podbeskidzia, no i troche zmeczeni psychicznie.
Teraz po meczu, mozna powiedziec, ze nic by sie nie stalo gdyby mlodzi zagrali.
Swoja droga, Legionisci mysla ze sa tacy dobrzy, ze final EL, ze kazda druzyne moga pokonac itp a tak wcale nie jest.
Legia ma duze braki, a druzyny Celticu czy Aktobe nie byly takie mocne.
Muszę cie rozczarować, ale na temat pracy Berga mam zupełnie odmienne zdanie.
Gość doskonale wie co robić, o czym świadczą wyniki z zeszłego i obecnego sezonu.
Jeśli chodzi o mecz z PBB, to się chłop zwyczajnie przeliczył. Wystawiając taki skład chciał wrócić na pozycję lidera. Nie przypuszczał tylko, że z piłkarzy po awansie do LE aż tak zejdzie powietrze. Miał powody przypuszczać, że na fali eliminacji LE rozniosą "górali" podobnie jak "górników"
Szkoda, bo dając pograć zmiennikom uzyskalibyśmy dużo więcej. kto wie, może nawet 3 pkt..
Natomiast to nie oznacza od razu porażki, gdyż w piłce nożnej w której gra 11 zawodników nie wszystkich to dotyka w równym stopniu. Natomiast spróbujmy na skład i możliwości Legii spojrzeć z punku widzenia trenera Ojrzyńskiego. Po naszej lewej stronie nie ma czego szukać, bo Kosecki z Brzyskim nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Odwrotnie niż Szwoch z Bereszyńskim. Ten pierwszy chowa się i pęta gdzieś koło środka boiska, zaś drugi nie potrafi bronić. Wystarczy dopilnować Saganowskiego, który traci prawie każdą piłkę, odebrać mu ją i atakować prawą flanką Legii. Dość proste. Potem wrzucenie piłki na środek i próba strzału, a nuż coś się uda. Było to prostackie, a że udało się to wina Kuciaka.
Więc w piłce sprawa porażki jest złożona. Często dobrej grze towarzyszy porażka i odwrotnie. Najczęściej decydują drobiazgi. Oczywiście można oceniać sposób gry, jej organizację, przygotowanie fizyczne i mentalne, ale to w dłuższej perspektywie. Nie po jednym meczu.
Chyba już można zaczynać powoli debatować na temat przydatności Piecha do drużyny Legii. Dzisiaj został wykreślony z kadry na LE, a nie słyszałem o kontuzji bądź innych przeciwwskazaniach. Czyżby oznaczało to zbyt wysokie progi dla Arka ?
PS. Myślę, że warto by to poddać pod dyskusje w oddzielnym temacie.
Oczywiście możesz mieć rację. Ja jednak zawsze jestem bardzo daleki od tak pochopnych opinii. W zasadzie co pół roku zadziwia mnie łatwość z jaką skreślamy zawodników, których sprowadziliśmy. Gdyby kierować się opiniami kibiców to niejakiego Orlando Sa już dawno by przy Łazienkowskiej3 nie było. Łukasz Broź odsunięty od składu przez Jana Urbana powinien kopać się po czole na jakiejś prowincji, a wciąż przywoływanie przeze mnie Brzyski z Jodłowcem ze wstydu zakończyć swoje kariery. Na szczęście w klubie mają nieco więcej cierpliwości i wierzą w swoje wybory. Jasne, czasem tak jak w przypadku Henrika Ojamy nie ma innego wyjścia jak oddanie zawodnika, który nie potrafi się przystosować, ale są to odosobnione przypadki. Natomiast wspomniana już znamienita większość nowych piłkarzy, potrzebowała "trochę" czasu, aby przystosować się do wymogów jakie panują w Legii Warszawa. A przecież zbyt wczesne skreślenie wymiennych graczy, pozbawiłoby nas obecnej siły jedenastki Berga. Dlatego też nie widzę żadnego powodu aby skreślać Arka Piecha. Nawet jeśli w obecnej chwili ma On problemy z przekonaniem do siebie sztabu szkoleniowego Legii. Jak dla mnie, w tym momencie zawodnik przegrywa rywalizację nie tylko z Radoviciem, ale też z Orlando Sa (Marek Saganowski jest jak widać nie do ruszenia). A to powoduje, że brakuje dla niego miejsca w dość wąskiej kadrze na puchary. Tyle.
Zamiast się martwić, cieszę się, że mamy taką rywalizację o miejsce w lidze. Rok po tym jak graliśmy jednym, słaniającym się na nogach Gruzinem. Teraz mamy trzech napastników lepszych, od zdobywcy 15 goli w poprzednim sezonie. Super.
Nie skreślaj opinii kibiców, bo może się okazać, że mieli rację
Zaś uważam, że za szybko uznałeś go za udany transfer. Sądzisz, że wystarczy, że strzelił kilka bramek w lidze słabeuszom i jest ok?
Przypomnę, że cały czas mówimy o graczu, wobec którego oczekujemy zdobyczy bramkowych w europejskich pucharach oraz ponad przeciętnej regularności w lidze, a on jeszcze nawet miejsca w pierwszej 11 nie wywalczył. Przez ponad pół roku, a bodajże jest najlepiej opłacanym zawodnikiem Legii.
On ma zawieszona poprzeczkę zdecydowanie wyżej niż Piech, Saganowski czy Kucharczyk.
- "Nie skreślaj opinii kibiców, bo może się okazać, że mieli rację"
W kwestii przydatności Brozia, Jodłowca, Brzyskiego, Orlando Sa (o Michale Żyro już nawet nie wspomnę), których to wyganiano kijami z Łazkienkowskie3? Oczywistym jest, że będą kiedyś mieli rację, problem jest wtedy, kiedy te opinie powtarzane są regularnie. W takiej sytuacji owe racje jakoś do mnie nie trafiają. Odnośnie Orlando Sa to jeszcze za wcześnie aby przesądzać sprawę, ale da się zauważyć, że ci sami do niedawna wyganiający Portugalczyka kibice, dziś wychwalają jego bramki pod niebiosa. Tak szybko, jak go skreślano, tak szybko robi się z niego gwiazdę zespołu. A jak słusznie zauważasz, na razie, ową gwiazdą jest na papierze, szczególnie na "odcinku księgowym".
Pisząc o opiniach kibiców nieskromnie powiem, że myślałem o własnej, którą artykułowałem na łamach Czarnej eLki przed transferem i którą sądzę, że kojarzysz. Można wyczuć, że nie mam powodów do zmiany a zdania.
Natomiast po twoim komentarzu odniosłem wrażenie, że właśnie zweryfikowałeś pozytywnie Orlando Sa umieszczając go w jednym szeregu obok zawodników, którzy dopiero po pewnym czasie zaczęli spełniać oczekiwania. Widocznie mam kłopoty z właściwym odbiorem.
- "Pisząc o opiniach kibiców nieskromnie powiem, że myślałem o własnej, którą artykułowałem na łamach Czarnej eLki "
Ja natomiast cały czas pisałem o ogóle wygłaszanych opinii, absolutnie nie kierowałem swoich uwag personalnie.
- "Natomiast po twoim komentarzu odniosłem wrażenie, że właśnie zweryfikowałeś pozytywnie Orlando Sa umieszczając go w jednym szeregu obok zawodników, którzy dopiero po pewnym czasie zaczęli spełniać oczekiwania."
I tu po raz kolejny "oddałem głos ludowi" (nie pisząc o żadnej konkretnej opinii), który takowej weryfikacji już dokonał. A, że równie pochopnie jak wcześniej skreślił (nie mówię o takich obawach jak Twoje, bo mieć takowe wobec tego, czy innego gracza jest rzeczą całkiem normalną, a o otwartym zaliczeniu do drewna i nawoływaniu do jak najszybszego spalenia). tak teraz, po kilku meczach wyniósł na piedestał. Nie bawiąc się w jakiekolwiek oceny tychże występów.
Ja w kontekście Orlando Sa spisałem swoje odczucia w dwóch swoich wynurzeniach "po kolejkowych". Raz coś tam w grze Orlando widziałem (LjubojSa), potem znów zobaczyłem gościa, który nijak nie przystaje do klasy jaką powinien prezentować (SaPiech). Dlatego też do weryfikacji Portugalczyka jest jeszcze bardzo daleko. Owszem, może być niezłym piłkarzem, ale... niestety dla nas, równie dobrze może się okazać, że nie stanie się zawodnikiem wiodącym. A przecież w takim celu został na Łazienkowską 3 sprowadzony. Sa to nie Piech, albo będzie gwiazdą, albo go nie będzie. Bo na tak opłacanych, średnich grajków, strzelających bramki Koronie Kielce (z całym szacunkiem dla "Koroniarzy") nas nie stać.
Nie napisałem tego przypadkowo w kontekście Piecha, bo o ile przywołałeś, zresztą bardzo słusznie, przykłady Brozia, Brzyskiego i Jodłowca czym trafiłeś oczywiście w dziesiątkę, ale ja jednak byłbym daleki od podejrzewania, że dalsza przyszłość Arka będzie podobna jak droga trzech wyżej wymienionych Panów. Mam na myśli, że Piech jest napastnikiem, a taki jest rozliczany z bramek. Błędy obrońcy lub pomocnika można przykryć dobrym zgraniem drużyny, ale bycie napastnikiem to już zupełnie inna para kaloszy, szczególnie jak wspomniałeś - w Legii. Znamienne, że przeczytałem kiedyś wywiad z Piechem, bodajże w Weszło, gdzie opisywał swoją nieudaną przygodę w Turcji i między słowami można było zrozumieć, że Arek, niestety, co jest zmorą znacznej części Polskich kopaczy (słowo użyte nieprzypadkowo) ma niechęć do cięzkiej pracy i rozwoju. W Legii, gołym okiem można zauważyć, że jeśli ktoś nie ma chęci do pracy, jest po prostu skazany na niebycie. Szczególnie teraz kiedy Berg oczekuje nie tylko szybkiego biegania, ale również myślenia, nie pomijając umiejętności czysto piłkarskich.
A chyba większość przyzna, że Arek jest fajnym chłopakiem, ale niestety - na boisku przypomina mi takiego typowego piłkarskiego troglodytę.
- "...ja jednak byłbym daleki od podejrzewania, że dalsza przyszłość Arka będzie podobna jak droga trzech wyżej wymienionych Panów."
PO raz kolejny napiszę, że możesz mieć rację. Zwracam jednocześnie uwagę, że powyższe słowa padały niejednokrotnie wobec wspomnianych przeze mnie piłkarzy. Dlatego ja wstrzymam się z oceną Arka Piecha, szczególnie, że poprzednie mecze wcale nie wywarły na mnie druzgoczącego wrażenia. Owszem dostrzegalny był brak skuteczności, co u napastnika jak słusznie zauważyłeś jest ogromną wadą (choć do dziś nie rozumiem, dlaczego podobny sąd nie odbył się na koszmarnie nieskutecznym Sa, po meczu z Podbeskidziem), ale już lekkość dochodzenie do tych sytuacji, walka i zaangażowanie bardzo mi się podobały. Jestem w stanie wyobrazić sobie poprawę tego elementu gry jakim jest skuteczność, a co za tym idzie nabranie pewności siebie i diametralne odwrócenie sytuacji w zespole. Czyli dokładnie taką samą drogę jaką przeszli wcześniej wspomniani zawodnicy.
- Arek jest fajnym chłopakiem, ale niestety - na boisku przypomina mi takiego typowego piłkarskiego troglodytę
Czy ja wiem, czy to taka wada. Na pewno jest to cecha, którą można wykorzystać. Historia piłki zna wielu piłkarzy, którzy na boisku byli troglodytami, a jednak zapisali się w niej złotymi zgłoskami. Artkowi co prawda raczej to nie grozi, ale jestem pewien, że umiejętnie wykorzystany może być bardzo pożyteczny dla zespołu. Dla przykładu, jestem przekonany, że z takim Podbeskidziem Arek Piech dałby nam więcej niż próbował zaoferować Radović, Żyro, czy choćby Szwoch.