A+ A A-

Liga będzie ciekawsza...

Rzekł klasyk, a po meczu Legii z Lechem niemalże wszystkie tytuły prasowe, portale, tenże  slogan zaczęły cytować. Od piłkarzy na boisku wymagamy kreatywności, natchnionej improwizacji, gdy oczekiwania są niespełnione marudzimy i zrzędzimy, a sami we własnych „twórczych myślach”, którymi mamy zainteresować potencjalnych odbiorców naszego światłego geniuszu, posługujemy się sztampą, wysłużonym frazesem, poza oczywisty banał w opisie wydarzeń już nie chce się nam wyjść. Umysłowe lenistwo. A może nie potrafimy?

Nie! Niemożliwe. Patałachami,  pozbawionymi ambicji  niedorajdami mogą być tylko piłkarze, nie my, my mamy zawsze rację, a logika naszych wywodów jest zawsze trafna, a przy tym jakże kunsztowna, subtelna lub odwrotnie bezpośrednio celnie dosadna, bezkompromisowa i wyrazista. Obojętne jak, za to zawsze jest  w punkt.

Napisał ten, któremu z końcowym gwizdkiem sędziego Musiała przyszło do głowy, uparte wiekopomne stwierdzenie: „Liga będzie ciekawsza... – cóż za świetny tytuł na blogowe refleksje”, a później ze zgrozą obserwował jak pomysł jest w mediach „kradziony” i powielany dziesiątkami. No więc, „złodziejom” postanowiłem dowalić, że mnie z  „kreatywności”  ograbili i odpycham zawzięcie wewnętrzną dręczącą sugestię, że po prawdzie nie było czego kraść. Oprócz sztampy i banału.

Silenie się na oryginalność da efekt pustosłowia, tak jak rozgrywanie piłki wszerz boiska zamiast do przodu. Taka tiki-taka bez goli. Wszystko co powyżej prowadzi do refleksji, bardziej do autorefleksji, recenzenci nie bywają w formie lepsi od cenzurowanych, robią babole, pieprzą kretynizmy, kompromitują się czasem dużo bardziej od Arka Malarza. Podniesiony na duchu tymi spostrzeżeniami, w rzeczy samej przybity myślą jak łatwo od innych wymagać  samemu beztrosko nie troszcząc się własnymi dokonaniami, kilka uwag mało odkrywczych, wtórnych jak tytuł tego wpisu, odnośnie meczu Legii z Lechem poczynię.

W „Rozkładzie jazdy”, gdy do rozegrania w rundzie zasadniczej było 7 kolejek, twierdziłem: „Przy czarnym scenariuszu uwzględniającym wyjazdowe porażki na trudnych terenach, (...) za dopuszczalną uznałbym stratę 8 punktów. 4 wygrane, 1 remis, 2 porażki.” W tej chwili na pięć rund do końca straconych punktów mamy 5. Dowodziłem: „Kolejorz jako gospodarz ma trudne mecze z nami i z Śląskiem, ale gdyby się sprężył i gdyby mu się przyfarciło to w optymistycznym dla niego założeniu należałoby mu przypisać domowe wygrane, jest jednak ligowym królem remisów, zatem 4 wyjazdowych wygranych nie zaliczy”. Już wiemy, nie chcę pisać że fartem, bo to nieprawda, z Legią zaliczył wiktorię, ale na wyjeździe 3 punkty też już utopił. W optymistycznych dla niego założeniach przypisywałem mu stratę 4 punkcików i dalej nie wierzę, że w trzech pozostałych meczach w roli gościa jeszcze się nie potknie. Może wycieczki do Bełchatowa, Łęcznej, Bielska-Białej wrażenia, skali trudności wielkiej nie robią, ale po samej grze, jej organizacji, prezentowanej dyspozycji,  to Lech mnie na kolana w meczu z nami też nie rzucił. Mimo wszystko byłbym skłonny bardziej obstawić cztery nasze zwycięstwa, aniżeli to że poznaniacy jeszcze się nie wyłożą, choć mentalnie z pewnością się podbudowali, to może w tej chwili być ich atutem – „poczuli krew” – rany boskie, co za banał. Publicystyczna  „kiwka” oczywista  i przewidywalna na miarę obecnej formy Michała Masłowskiego! Beztrosko mam później napisać  że gra MM jest do dupy!?

Wróćmy do rozkładu jazdy: „Rekapitulując, przy optymistycznej wersji wydarzeń dla Lecha, to nawet przywołany czarny scenariusz dla Legii (przypominam, uwzględniający jeszcze jedną przegraną) spowoduje po rundach zasadniczych i podziale punktów przed dogrywką jedynie punktowe zrównanie.” W własnym wieszczeniu  pozostanę konsekwentny, jeżeli zanotujemy wygrane w 4 z 5 meczów, według mnie przewodnictwa w tabeli nie stracimy, do rundy decydującej w najważniejszych momentach przystąpimy ze wsparciem „własnych ścian”. Zatem nawet uwzględnione „porażki nie powinny spowodować paniki w szeregach legionistów, optymistyczny scenariusz dla Lecha jest o tyle istotny, że w dogrywce byłby zależny od siebie”.

Pytanie zasadnicze w takim założeniu, wygramy cztery razy w pięciu z podjętych prób? Zgodnie z minorowymi  nastrojami warszawskich  „recenzentów” perspektywa jawi się jako mało realna, ale też jest rozbieżność w odczuciach trenersko-zawodniczych, a kibicowskich.

„Tylko kibicom zależy na wynikach tego zespołu, bo Panowie Piłkarze mają wywalone. Postawa Legii w pierwszej połowie dzisiejszego meczu była kompromitująca” – rzekł kibic, którego lubię, cenię i poważam między innymi za rozsądek, racjonalność myślenia, logikę wywodów. Na podstawie piłkarskiej retoryki z telewizyjnego wywiadu tymczasem padają zarzuty: „Można tracić punkty. Nie wolno olewać swoich podstawowych obowiązków. (...) Wymagam od nich pełnego zaangażowania w mecze. Jak widać na ostatnich przykładach, to zdecydowanie za duże wymagania.” – ciężkie oskarżenia, tymczasem zawodnicza perspektywa jest jakby inna.

Ondrej Duda: „Graliśmy dobry mecz, a niestety nie będzie to dla nas najlepszy wieczór. To było prestiżowe spotkanie, ale czasem solidniejsza ekipa przegrywa.” Michał Żyro: „Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była świetna, ale z dobrej strony w bramce Lecha prezentował się Jasmin Burić. Powinniśmy coś wtedy strzelić, bo mieliśmy różne sytuacje. Graliśmy swoje, a rywale próbowali jedynie długich podań.”

Przysłowiowa  u piłkarzy „dobra mina do złej gry”, zakłamywanie rzeczywistości, wybielanie się, czy też jednak może czarno-eLkowy kibic trochę popłynął we własnej „wściekłości” wywołanej  nieroztropnymi słowami  mającymi świadczyć o piłkarskim ambicjonalnym minimalizmie: "Lech musi my możemy" ? Dewiza meczowa może i kontrowersyjna, ale wątpię żeby Kuchy King tak sobie ją palnął bez zastanowienia jako odbicie mentalnego nastawienia, są inne wypowiedzi  świadczące, że to raczej efekt „taktycznych założeń”. Bartosz Bereszyński: „My też oczywiście chcieliśmy zwyciężyć, ale przy wyniku remisowym nie chcieliśmy się na siłę odkrywać. Remis byłby cennym wynikiem.”

„Lech musi my możemy” – dopuszczam, że to mogło być punktem wyjścia dla koncepcji Henninga Berga, grać rozważnie, z asekuracją, ryzyko szybciej powinien podejmować rywal i w tym momencie należy go próbować skutecznie skarcić – wyobrażam sobie że taki mógł być szkoleniowy przekaz. Powszechne w futbolu założenie. Nie mam o to pretensji, tak jak w prehistorii nie miałem do Antoniego Piechniczka, który na mundialu w Hiszpanii na mecz z CCCP zaordynował antyfutbol. Przegrałby byłby odsądzany od czci i wiary za minimalizm, odniósł jako trener „zwycięski remis” dający półfinał mistrzostw Świata i jest przy swoim kominku gloryfikowany. W niedzielę z Lechem mam przy tym taką uwagę, że gdybyśmy tak grali jak w pierwszej połowie, to Kolejorz by nas nie skarcił, bo to on, a nie my, właśnie w drugich 45 minutach to uczynił, gdy nieco odważniej i wyżej podeszliśmy, to on wykorzystał błędy. Przy tym Legia takiego jak za Piechnika „antyfutbolu” nie grała, nawet w tej pierwszej połowie, nawet jeżeli  pomeczowe słowa piłkarzy, legionistów są na wyrost, to Maciej Skorża potwierdza, że nie było też tak źle: „Mecz rozpoczął się od lepszej gry Legii, to goście stworzyli sobie więcej sytuacji pod bramką. Nie wyglądała ta połowa tak, jak sobie zakładaliśmy, było dużo chaosu, nie potrafiliśmy zmusić Legii do gry defensywnej. (...) Na początku chcieliśmy zepchać Legię do obrony, zagrać agresywnie, ale nam to nie wyszło, taktycznie słabo to wyglądało.” Czy bez własnego zaangażowania, zmusilibyśmy Leszków do „słabości”?

Zarzutów o brak ambicji nie będę stawiał, ale „skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle”? To „źle” też trzeba dookreślić, ponieważ jeżeli na koniec końców się nie ziści, Legia po raz trzeci pod rząd zostanie ukoronowana, to już by to było wydarzenie bez precedensu w naszej klubowej historii. Nie lubię takich zero-jedynkowych zestawień, albo historyczny sukces, albo pognębienie i sromota nie do opisania. „Liga będzie ciekawsza” i w sportowej walce porażka nie musi świadczyć, że trenerzy to skończeni dyletanci i kretyni, a piłkarze to nieroby, niezguły, pozbawione ambicji. Trochę mnie obezwładnia, że nie wolno wykluczyć, że jedna akcja, jeden gol może w skali całorocznych rozgrywek  determinować skrajnie odmienne stany świadomości.

Przyznaję jednak, że jako kibicowi  „źle” też mi doskwiera, spokoju nie daje, nawet o zgrozo, że dopuszczam ewentualnie jeszcze jedną, ósmą w sezonie  porażkę,  dla mnie nawet gdyby, ptfu, ptfu, odpukać się przytrafiła to powodu do wylewania krokodylich łez by nie było, o ile... o ile „zła wszelakiego” w innych meczach byśmy się pozbyli. No i niepewność z tym związana, mnie gnębi, dręczy, ale... o tym innym razem.

Dyskusja (2)
1czwartek, 26, marzec 2015 10:38
pafko
nice. Jak to kolega z Poznania napisał dobrze, że jest ta Legia.
Mi obecna sytuacja ligowa przypomina lata 2000-2010 kiedy to my staliśmy na pozycji obecnego Lecha i tak optymistycznie goniliśmy Wisłę. I co my im tam przez te lata wyszarpaliśmy? przez dekadę całe 2 mistrzostwa.

Zupełnie mnie nie zdziwi jeśli sezon zakończymy np. z 10 pkt. przewagi nad 2 drużyną, jak również 2 miejsce przyjmę z pokorą.
Dla mnie kluczową sprawą jest przebudowa drużyny tak aby na 100 lecie zdobyć mistrzostwo i to najlepiej w stylu Bayernu. Obecnego składu za chiny ludowe nie widzę w LM.

P.S.
witam wszystkim to ja wierny czytelnik CL, tak mnie naszło, żeby tu skrobnąć.
2czwartek, 26, marzec 2015 11:57
Bolek
@pafko

Jako niezbyt aktywny, aczkolwiek zasiedziały już komentator, witam serdecznie Smile

I podpisuję się pod twoimi słowami obiema rękoma. Szczególnie pod drugim akapitem.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1