A+ A A-

Ogoleni kipią...

… o goalkeeperach słów kilka.

Bramkarz w grach zespołowych to pozycja newralgiczna. W hokeju, lub w piłce ręcznej zda się jeszcze ważniejsza niż w futbolu, w tych dyscyplinach karnego jednak trudniej strzelić niż umieścić uderzeniem stopy kulisty syntetyk  o średnicy 68-70 cm i wadze do 450 gramów z odległości jedenastu metrów „w sieci”  ograniczonej prostokątem o rozmiarach 2,44m x 7,32m.

Jednak obojętnie czy wystawia się własne członki na uderzenie kauczukowym krążkiem, nawet w hokejowej ochronnej zbroi, czy też skórzaną piłką bez żadnych ochraniaczy, to decydując się dobrowolnie na coś takiego trzeba być jednak nieco szalonym, przysłowiowy „księgowy zza biurka” rzekłby zapewne, trzeba być mocno kopniętym na umyśle.

Jeśli obiegowa prawda głosi, że skrzydłowy i bramkarz to „wariaci”, to w przypadku tego drugiego ma to z założenia wymaganych funkcji jakieś  uzasadnienie, jest to też jedyna pozycja, od której w grze zespołowej wymaga się w takim stopniu indywidualizmu. Iker Casillas do kamer  rzekł: „Większość dzieciaków marzyła o tym, by strzelić wspaniałego gola. Ja marzyłem o tym, żeby go zatrzymać.”

Jest wielu wirtuozów z pola, zdobywają laury, splendory, najwyższe kontrakty, bramkarz „złotą piłkę” zdobył tylko jeden – Lew Jaszyn w 1963 roku – może dlatego, że istotą piłki nożnej jak nazwa wskazuje jest przede wszystkim posługiwanie się nogami, a bramkarze są wyjęci  spod takiego prawa, zasad, jako ten jedenasty, lub raczej pierwszy, uprawiają zatem trochę „inną dyscyplinę” niż pozostałych dziesięciu. Stąd i o porównania kunsztu trudno, co innego „wiązać krawaty nogami”, a co innego przyciągać do siebie piłeczkę niczym magnesem posługując się rękami. Może dlatego żądny chwały Manuel Neuer oprócz zadań wiadomych, podstawowych, magnetycznych, pragnie się wykazać i jako libero, czy to aby nie dzięki temu aspektowi  ostatnio był do prestiżowej nagrody nominowany?

Od ogólnych peregrynacji o szalonych indywidualistach pomiędzy słupkami, przejdźmy do konkretów, do ścieżek którymi podążają  przynajmniej niektórzy goalkeeperzy i w Legii i w reprezentacji Polski. W tych garncach coś chyba kipi pod pokrywkami.

W klubowym czajniku kucharz z Norwegii zwiększył temperaturę, optował za sprowadzeniem nowego bramkarza zdolnego wywrzeć presję na Dusanie Kuciaku, a ponieważ ten błędów wiosną nie uniknął to też zakomunikował: „Mam dwóch równorzędnych bramkarzy, fajnie, że możemy sobie pozwolić na zmianę, że jest rywalizacja. Wiem, że nie jest to normalna sytuacja gdy zmienia się bramkarza, ale..." ale zmiany między słupkami dokonał. Postąpił zgodnie z oczekiwaniami większości z nas, kibiców. W ankietach na ogólnodostępnych, popularnych legijnych portalach uzyskał akceptację swojej decyzji. Większość z nas była zgodna z Henningiem Bergiem, wielu przecież mu zarzuca że „rywalizacji” w zespole zaniechał, wymiana bramkarzy w oczywisty sposób  temu przeczy. Kuciak formą nie błyszczał, irytował wtopami, zatem dla większej części „vox populi” słusznie  usiadł na ławce. Niestety ku mojemu rozczarowaniu, ponieważ jestem w tym gronie, które uznaje roszadę między słupkami za największy dotychczasowy personalny babol  Wikinga. Zeszłoroczne „usynowienie Ojamy” przy tym to pikuś! Trenerskie zapewnienia w rodzaju: „Jestem szczęśliwy, że mam do dyspozycji tak dobrych bramkarzy”  uznaję za fałsz, według mnie to wciskanie kitu, posiadamy może nie wybitnego, ale bardzo dobrego bramkarza tylko, że w gorszej,  słabszej dyspozycji oraz pozyskaliśmy ligowego rzemieślnika w swoim fachu, nie chcę napisać, że przeciętnego bo pan Arkadiusz na takie miano nie zasługuje, na bazie własnego doświadczenia osiągnął niezłą formę i pułap możliwości, ale ciągle pozostaje tylko „ligowym wyrobnikiem”. Zrównywanie w bramkarskiej klasie Kuciaka z Malarzem to zakłamywanie rzeczywistości, ten drugi nigdy nie grywał na poziomie, który prezentował ten pierwszy. Problemem faktycznym jest obniżenie formy przez Kuciaka, nigdy nie był bramkarzem bezbłędnym, ale swoją dyspozycją mógł imponować, wybraniał Legii mecze, skutecznie interweniował tam gdzie siedmiu, ośmiu na dziesięciu bramkarzy by nie dało rady, on był w swych paradach w gronie tych dwóch, trzech. Idealnym golkiperem nawet w dniach chwały nie był, choćby dośrodkowania pomiędzy obrońców a bramkarza na dodatek mocno bite w światło bramki sprawiały mu zawsze ogromne kłopoty, decyzje były niepewne i padały po nich bramki. Nadpobudliwość Dusana też była oczywista, stanowił granat z wyciągniętą zawleczką, który wybuchając może razić wszystkich na placu i przeciwników i swoich, „szaleństwo” Słowaka było namacalne, dotykalne. Ale też stanowił podstawę zespołu, tworzył jego trzon, był ostoją wielokrotnie naprawiającą błędy drużyny w defensywie. Fakt, już  w 2014 coś się zacięło, statystyki poleciały do dołu, ich negatywny wymiar trudno zanegować, Duszan Kuciak miał problem z stabilnością swojej formy, z utrzymaniem koncentracji w ligowych meczach, pytanie czy sztab trenerski podjął prawidłowe decyzje żeby temu zaradzić?

Diagnoza brzmiała, że powodem gorszej dyspozycji  jest niepodważalna pozycja w bramce, co skutkuje brakiem stymulacji  do podnoszenia umiejętności, panaceum miała się okazać presja rywalizacji z Arkadiuszem Malarzem. Niby logicznie, ale dla mnie jednak kuriozum, sukcesy osiągają drużyny z reguły z „niepodważalną pozycją w bramce”. Wielu podnosi że „bramkarski świr” potrzebuje wewnętrznej pewności siebie, na tym buduje swoją formę, jeżeli bodźce zewnętrzne utwierdzają  takie przekonanie łatwiej jest zdobyć się na ryzyko, nie lękając się, że nawet przy nieudanej interwencji nikt pretensji nie będzie miał, statusu, hierarchii to nie podważy, aniżeli w sytuacji  gdy każdy stracony gol, każde wyjście do piłki, każda decyzja jest rozpatrywana w kategoriach błędu skutkującego odsunięciem od pierwszej jedenastki. Dlatego słusznie Berg zauważa że „nie jest to normalna sytuacja gdy zmienia się bramkarza” , normalnie wielu trenerów dokonuje zmian na pozycjach w polu, ale bramkarz pozostaje pewniakiem z kredytem zaufania, rzecz jasna też do wyczerpania, ale wówczas trener musi być pewny że dokonuje wyboru w miarę „definitywnego”, zatem że „zmiennik” też będzie zasługiwał na „kredyt zaufania” a zatem wniesie do zespołu więcej niż poprzednik w kryzysie. Zdaje się, że tak właśnie postąpił boss Arsene Wenger wymieniając Wojtka Szczęsnego na Davida Ospinę, to nie była doraźna kara za „fajkę pod prysznicem”, ale skutek niezbyt  zadowalającej postawy Polaka w całym  sezonie, jego  braku autorefleksji  i efektem czego  przekazanie kredytu zaufania z jednego gracza na drugiego. Obecnie nazwisko Kolumbijczyka jest skandowane na Emirates Stadium, a pan Wojtek dotychczas polski „golden boy” w Londynie chyba znajduje się na rozstaju dróg i musi wybrać czy podążać ścieżką Tomka Kuszczaka, utalentowanego „wiecznego” rezerwowego, czy też porzucić samozadowolenie i szukać bramkarskiej fortuny w innej ekipie niż Kanonierzy?

Czy Arkadiusz Malarz jest warszawskim Davidem Ospiną i czy w Legii stać nas żeby kłaść krzyżyk na bramkarzu tej klasy co Duszan Kuciak? Trenerowi  Henningowi Bergowi, klubowym włodarzom i tym kibicom, którzy w ankietach opowiadali się za roszadą w bramce, chciałbym zadać bardzo poważne pytanie, czy naprawdę uważacie że Europę, jej puchary mamy zdobywać z Arkadiuszem Malarzem?

Dla mnie, brak złudzeń, że 35-letni pan Arkadiusz osiągnie poziom prezentowany w poprzednich sezonach przez Duszana Kuciaka. Być może mam złudzenia, że Słowak do stabilnej wysokiej formy powróci, ale wierzę w to bardziej niż w to że Malarz ponownie jak w Poznaniu czegoś nie zmaluje. Niestety jestem w stanie sobie wyobrazić, że będzie bronił zachowawczo, puszczając to co ma puścić byle się nikt za bardzo nie mógł przyczepić.

Nie byłem przeciwny angażowi  Malarza w Legii, nie interpretowałem i nie chcę interpretować tego jako „kolesiostwa” Michała Żewłakowa, rozpatrywałem sytuację jako analogię do Jerzego Dudka w Realu i coś takiego akceptowałem. Nie oczekuję, że pan Arkadiusz wyzbędzie się ambicji, ma do nich absolutnie prawo, ale niech legijni decydenci przestaną pierniczyć że mamy dwóch równorzędnych bardzo dobrych bramkarzy, tym „budujemy” tego słabszego, z mniejszym talentem i gorszymi umiejętnościami, a równocześnie podkopujemy pewność i wiarę w siebie tego zdolniejszego, choć z  trapiącymi problemami. Budując gorszego, umniejszamy lepszemu, a to jest i fałszywe i złudne w efektach.

Proces rozregulowania tak wytrawnego i doświadczonego bramkarza jak Iker Casillas nastąpił gdy rywalizował z Diego Lopezem, efekty na Mundialu w Brazylii były żałosne. Teraz w Warszawie możemy ostatecznie „rozregulować” Kuciaka, żebyśmy przynajmniej kogoś na miarę Diego Lopeza posiadali, ale na to już większa nadzieja powinna być choćby w kimś stojącym u progu kariery, aniżeli na jej skraju. Z własnego podwórka osobiście jako kibic kiepsko wspominam „rywalizację” Zbigniewa Robakiewicza z Maciejem Szczęsnym,  jeśli chodzi o czysto bramkarskie umiejętności to byłem zdecydowanym zwolennikiem tego często w gadce nierozgarniętego. Wystawianie Robakiewicza kosztem Szczęsnego interpretowałem tylko i wyłącznie wewnętrznym obowiązującym układem, a nie zależnością od formy sportowej, gdyby i teraz miały decydować o „rywalizacji” jakieś wewnętrzne układziki, byłby to dla mnie kiepski znak. Oby Henning Berg nie otrzymał w Warszawie etykietki tego, który zaprzepaścił talent i zdolności Duszana Kuciaka!?

Last but not least! Z drugiego garnca, w którym aktualnie zupa na francuskie Euro się waży. O problemach Wojtka Szczęsnego już była wzmianka, już w niedzielę mecz z Irlandią, jakiego narwańca, szaleńca Nawałka winien desygnować miedzy słupki? Decyzję ma obwieścić w piątek, ale według mnie koncepcję ma przygotowaną, zgodnie z przekazem z wtorkowej konferencji, z Wojtkiem rozmawiał potwierdził jego znaczenie dla kadry, ale też i obecny „status”, z którego ponoć sam zawodnik zdaje sobie sprawę. Wydaje się, że w tym kontekście kontrkandydatem najgroźniejszym dla Szczęsnego jest  Tytoń, ale rywalizacja dotyczy tylko miejsca w kadrze, a nie w pierwszej jedenastce. Przy okazji,  tytoń Wojtkowi nie służy, niech się strzeże. Z pary Boruc, Fabiański  wydaje się że trener postawi na bardziej doświadczonego, choć i nieobliczalnego zarazem. Fabian – rozważny, spokojny, układny to taki dobrze ukryty świr, za to Holy Goalie definicję bramkarskiego wariata już wypełnia, wszem i wobec. Jeśli  już w Legii mamy Kuciaka zastępować  jakimkolwiek doświadczonym bramkarzem z charyzmą i wpływem na szatnię, to właśnie Borubarem!

Dyskusja (2)
1czwartek, 26, marzec 2015 13:40
Senator
Właściwie jedno zdanie. W pełni popieram Iocosusa w kwestii Kuciaka. Szukanie kwadratowych jaj na tej pozycji, tak nazwę obecne ruchy Berga.
2czwartek, 26, marzec 2015 14:04
Oley
przypominam, że oddaliśmy Budziłka... czy to znaczy, że nie widzimy "dalszej perspektywy" w temacie obsady bramki?
Arek Malarz mi się podobał... do babola w meczu z Lechem
był jakby... pewniejszy w swoich interwencjach niż Kuciak
oczywiście zdarzały Mu się błędy, ale generalnie byłem spokojniejszy, kiedy akcja przeciwników sunęła na naszą bramkę zamalowaną Malarzem
teraz... nie wiem..
koleś nie zatracił umiejętności... (nie dyskutuję, że są mniejsze, niż Kuciaka- bezapelacyjnie są, tu pełna zgoda z Autorem tegoż artykułu), nie zatracił też swojego rzemieślniczego kunsztu (nie stawiamy Go na równi z wirtuozami stającymi między słupkami...)
ale na bank zatraci pewność siebie...
no chyba, że ma jaja ze stali, czego nam i sobie życzę Smile

i pełna zgoda z ostatnim akapitem!!! Borubar na prezydenta!!! znaczy między słupki 2015/2016 na Ł3

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1