A+ A A-

Po Lechu, przed Lechem

Puchar, puchar i... po pucharze. Kolejne trofeum w legijnej gablocie niezmiernie cieszy, satysfakcję wywołuje skuteczne podjęcie wyzwania rzuconego nam przez ambitnych poznańskich pretendentów do przejęcia naszego miejsca w krajowej hierarchii. Ale sobotni triumf to nie zwieńczenie sezonu, lecz zaledwie preludium przed zbliżającymi się najważniejszymi rozstrzygnięciami.

Co zatem wiemy po zwycięskim finale? Przede wszystkim przekonaliśmy się, że, jak powiedziałby Mark Twain, pogłoski o naszej śmierci były mocno przesadzone. Legia potrafiła odwrócić losy źle układającego się meczu, a co jeszcze ważniejsze, w drugich czterdziestu pięciu minutach wytrąciła Lechowi z rąk wszelkie ofensywne argumenty, sprawiając że drużyna Macieja Skorży bezradnie miotała się na boisku przy niekorzystnym wyniku, nie będąc w stanie nawet zbliżyć się do bramki strzeżonej przez Dusana Kuciaka. To cenna wiadomość, pozwalająca wierzyć, że wciąż jest w nas jakość mistrzowskiej Legii z jej najbardziej charakterystyczną cechą – szeroko pojmowaną boiskową efektywnością.

Przed sztabem szkoleniowym i zawodnikami stoi teraz zadanie zdyskontowania zastrzyku optymizmu i pewności siebie otrzymanego w drugiej połowie meczu z Lechem przy jednoczesnym okiełznaniu euforii mogącej przerodzić się w samozadowolenie. Często wracając do tkwiącego w nas jak zadra mistrzostwa Polski przegranego w 2012 roku, nie sposób zapomnieć, że fatalne mecze z Jagiellonią Białystok i Lechią Gdańsk w 28. i 29. kolejce tamtego sezonu poprzedził wyśmienity mecz przeciw Ruchowi Chorzów w finale pucharu Polski. W pewien kwietniowy wtorek nieco ponad trzy lata temu Legia potrafiła zagrać futbol poza zasięgiem jakiejkolwiek ówczesnej polskiej drużyny, a kilka dni później, w niedzielę, człapała po boisku w rywalizacji z Jagiellonią, przespała cała pierwszą połowę i za grę wzięła się dopiero przy stanie 0:1. Są w Legii zawodnicy, którzy pamiętają tamten epizod i oni z pewnością najlepiej wiedzą, że nikt im niczego za darmo nie da.

Bez wątpienia niczego za darmo Legii nie podaruje Lech. W postawie drużyny Macieja Skorży w meczach z Legią widać w tym sezonie ewolucję. Jesienią oglądaliśmy Lecha parkującego autobus i ratującego się wykopywaniem piłki po autach. W wiosennym ligowym meczu w Poznaniu widzieliśmy Lecha grającego ostrożnie, czekającego na swoją szansę i z zimną krwią tę szansę wykorzystującego. W sobotę na Stadionie Narodowym wreszcie pokazał nam się Lech występujący przeciw Legii bez cienia respektu, z otwartą przyłbicą, grający w piłkę, i to przez całą pierwszą połowę grający w piłkę całkiem nieźle. Co ciekawe, właśnie przy takim nastawieniu Lech pierwszy raz w tym sezonie, mówiąc kolokwialnie, 'przejechał się' na meczu z Legią. Przejechał się boleśnie, przegrywając cenne trofeum. Ciekawe do jakich wniosków doprowadzi to Macieja Skorżę? Czy trener poznaniaków uzna, że z Legią trzeba zrobić to co w pierwszej połowie sobotniego meczu, tylko zrobić to lepiej, skuteczniej? Czy raczej wycofa się na upatrzone pozycje, z zadowoleniem przyjmując ewentualny remis i licząc na to, że Legia zmyli krok w pozostałych sześciu ligowych meczach? Gdybym miał przewidywać reakcję Skorży, zdecydowanie skłaniałbym się ku drugiemu wariantowi.

Kwestia kluczowa - czy Legia jest w stanie wycisnąć z siebie jeszcze więcej niż w drugiej połowie finału? Odpowiedź jest prosta, chcąc myśleć o obronie mistrzowskiego tytułu – musi. Przede wszystkim dlatego, że w walce o tytuł najbliższy mecz z Lechem będzie wprawdzie ważny, ale nie ostatecznie decydujący. Legia będzie potrzebowała zwycięstw, bardzo pożądane będzie, żeby nasza drużyna przypomniała sobie jak punktuje się w meczach wyjazdowych.

Dlatego szczególnie istotna jest koncepcja gry ofensywnej. Oczywiście możemy liczyć na nasze niezawodne stałe fragmenty gry, ale one nie mogę być jedynym argumentem. Duża odpowiedzialność spocznie na barkach Ondreja Dudy. Niezachwiana pewność, z jaką Henning Berg wstawił Dudę do składu zespołu, który przecież zupełnie nieźle spisywał się bez Słowaka, odnosząc dwa zwycięstwa i notując jeden pechowy (mało powiedziane!) remis, świadczy o tym, że Duda w wizji Berga nadal jest centralną postacią drużyny. Duda przeciw Lechowi grał nierówno, ale jego umiejętność utrzymania się przy piłce, wygrania pojedynku i posłania nieszablonowego podania do kolegi z zespołu jest nie do przecenienia. Jeszcze wątek poboczny dotyczący Dudy - w meczu przeciw Lechowi z irytacją przyjąłem 'żółtko' dla Słowaka za przedwczesne wybiegnięcie z muru, ale za to z zadowoleniem obserwowałem jak odpowiedzialnie grał Duda w kolejnych minutach, starannie unikając zagrań, które mogłyby dostarczyć sędziemu Stefańskiemu powodów do usunięcia go z boiska. Jak widać, lekcja z Gdańska została dobrze odrobiona.

'Ofiarą' powrotu Dudy stanie się najprawdopodobniej Guilherme. Losy Brazylijczyka zdają się potwierdzać przekonanie, że piłkarze tak zwani uniwersalni zwykle mają w piłce ciężko, ponieważ często przegrywają rywalizację z tymi wyspecjalizowanymi w odgrywaniu jednej boiskowej roli. Na pozycji ofensywnego pomocnika Guilherme jest w hierarchii za Dudą, na pozycji prawoskrzydłowego mimo wszystko za Michałem Żyro, który w sobotę dał dobrą zmianę, nie pierwszy raz w tym sezonie mocno uprzykrzając życie Barry'emu Douglasowi, przy którym Guilherme niestety nawet nie 'powąchał' piłki.

Być może Guilherme zagra z Dudą kosztem nominalnego napastnika, taki wariant wydaje się pozostawać w zgodzie z taktycznymi preferencjami trenera legionistów, ale byłby to jednak ryzykowny personalny eksperyment w najważniejszym momencie sezonu, bo Legia w takiej ofensywnej konfiguracji jeszcze nie występowała. Zważywszy na delikatną sytuację Orlando Sa niewykluczone zatem, że w batalię decydującą o mistrzostwie Polski ruszymy z... Markiem Saganowskim na szpicy. Konia z rzędem temu kto spodziewałby się takiego rozwiązania przed rozpoczęciem sezonu!

Zwycięstwo z Lechem i pierwsze w tym sezonie trofeum było nam bardzo potrzebne. Ale... drugiego z tych trofeów potrzebujemy jeszcze bardziej. Ruszajmy zatem po nie - ze pewnością, determinacją i skutkiem przynajmniej tak dobrym jak w drugiej połowie finału pucharu Polski.

Dyskusja (4)
1niedziela, 03, maj 2015 15:54
Dzynek
Gdybym wiedział, że napiszesz taki tekst to bym się wstrzymał z komentarzem pod relacją meczowąSmile

Rzeczywiście, najbardziej newralgiczną kwestią u naszych piłkarzy jest kwesita mentalna. Oj, nie tylko po zdobyciu jakiegoś trofeum uznajemy, że wszystko już nam się należy, a przeciwnik przyjechał oddać nam hołd, pozwalając bawić się na boisku. Robimy to nawet po wygraniu pojedynczego meczu w środku sezonu. I zaskoczenie jest ogromne, bo przeciwnik bezczelnie chce wygrać.
Czas najwyższy zrozumieć, że silną motywacją dla przeciwnika jest możliwość ogrania triumfatora. Coś na zasadzie: przecież jak wygramy to będziemy najlepsiSmile
Teraz każdy będzie grał z takim nastawieniem. Będzie chciał pokazać, że nie zasłużyliśmy na Puchar.
Może tym razem uda nam się wybudzić z błogiej nirwany i szybko zejdziemy na ziemię. Nie chciałbym, żeby robili to przeciwnicy. Trzeba szybko przestawić myślenie,że nic nam się z góry nie należy i każdą bramkę, każdy punkt musimy wyszarpać zębami. Tu nie ma kurtuazji, zasad uprzejmości. To czyste prawo natury, gdzie rządzą drapieżnicy. Ci, którzy wzbudzają strach bezwzględnością. I tacy właśnie musimy być.

Zaraz po meczu najłatwiej jest pisać o personaliach, bo od nich zależy jakie rozwiązania taktyczne przyjmiemy na następny mecz. I już w obronie mamy powody do korekt.

Niecierpliwie czekam na powrót Juniora, jednocześnie zastanawiając się, co przeszkadza we wstawieniu go do składu. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to braki kondycyjne. Bo, nie wierzę, że przegrywa sportową rywalizację z Astizem i Lewczukiem.

Tomka Brzyskiego ostatnio trudno się ogląda, a i po jego stronie przeciwnicy mają uchyloną furtkę do naszej bramki. Alternatywą jest Bereszyński. Ale na zasadzie, że nie powinno być gorzej. Brazylijczyka już oszczędźmy. Spełnił swoją rolę jako zastępca na czas kontuzji Brzyskiego i jego użyteczność jest większa w przednich formacjach.

Środek pola jest u nas najbardziej newralgiczną strefą. Jak gra dobrze to po prostu rządzimy na boisku. Tylko, że nie ma w tym regularności. Ani w destrukcji, ani w konstruowaniu akcji. Obie kwestie zależą od składu personalnego i ....chęci zawodników. Jeśli gra nasz podstawowy duet to możemy być pewni, że chłopaki wyczyszczą wszystko pod warunkiem, że będzie im się chciało. Bo niestety często odnoszę wrażenie, że w pierwszej połowie bardzo nonszalancko podchodzą do zadań taktycznych. Niechlujnie rozgrywają, wdają się w nadmierne dryblingi i kiepsko kryją. Nastawienie zazwyczaj zmienia się po przerwie po uwagach trenera. Ale wtedy zazwyczaj musimy już gonić wynik. Pewnym rozwiązaniem problemu jest Dominik Furman. Już zauważyliśmy, że rozwinął swoje umiejętności w grze defensywnej i niewiele ustępuje Tomkowi i Ivicy. Ale za to bije ich na głowę w kwestiach ofensywnych. To już nie opcja na środek pola, ale obowiązkowo podstawowy gracz. On nam daje brakujący balans między ofensywą a defensywą oraz brakujący element rozegrania i kreatywności w budowaniu akcji.

Poruszona już kwestia Guilherme to nasz wielki problem, bo musimy zdecydować o obsadzie 3 pozycji na boisku i za każdym razem z czegoś dobrego musimy zrezygnować. Marka Saganowskiego zwyczajnie nie widzę w tej konfiguracji, bo wyżej cenię umiejętności Orlando Sa. I teraz jak zmieścić jednocześnie Dudę, Sa, Guilherme i Zyro? Ktoś kosztem kogoś. Coś kosztem czegoś. Gui kiepsko zagrał na prawej flance. Może się spalił? Na to wygląda. I chciałbym, żeby to było jedyne wytłumaczenie, bo trudno zauważyć, żeby to przeciwnik go przerósł. Po prostu podejmował złe decyzje. Żyro wchodzi i fizycznie dominuje nad Douglasem. Kto by się spodziewał? Tylko w lidze przeciwnicy tak łatwo się nie dają i zazwyczaj mają go rozczytanego jak Biblię przed świętami. To może Zyro do ataku? Kosztem Sa. Rezygnujemy z czegoś znanego, pewnego i pakujemy się w niewiadomą. Ryzyko duże i chyba niepotrzebne.
No i Duda. Bez formy, ale z niezachwianym zaufaniem trenera mogący praktycznie grać tylko na jednej pozycji.

Jak dla mnie korekty w składzie winny przedstawiać się następująco:
Junior ŚO - za Astiza
Bereszyński LO - za Brzyskiego
Furman DP - za Vrdoljaka
Sa N - za Saganowskiego.
Guilherme ławka i pewne wejście na drugą połowę w miejsce Żyry bądź Dudy.
2niedziela, 03, maj 2015 18:50
Zbyszek
Gawin przedstawił w sumie dość optymistyczny obraz przewidywanych zmagań w dogrywce Ekstraklasy.
Nie tracąc optymizmu jak na razie wszystkie statystyki przemawiają za Lechem. Zdobył on od nas więcej punktów ogółem w meczach spośród czołowej ósemki, zdobył więcej od nas punktów w meczach na wiosnę i co ważniejsze mamy od nich i nie tylko mniej korzystny bilans w meczach z przeciwnikami na boiskach na których będziemy grać mecze dogrywkowe.Oczywiście można statystyki bagatelizować,że one nie grają,ale niestety odzwierciedlają one tendencję i to co widać wyraziście; nasza drużyna gra nierówno, a do tego wiele drużyn rozszyfrowało Legijne atuty i taktycznie potrafi je neutralizować.

Z drugiej strony zapytajmy : co ma powiedzieć trener Lecha jeżeli idzie o mentalność jego drużyny?.Większość graczy jego zespołu meldowała się za Legią w dwóch poprzednich sezonach. Twierdził on,że po ligowej wygranej mają przewagę psychologiczną co w trakcie meczu okazało się zaletą do czasu utraty pierwszej bramki.Trafnie zauważył Gawin iż zespół Lecha w pewnym momencie jak by przestał grać. Po meczu trener Skorża obwinił o porażkę sędziów co akurat rozumiem / chce zdjąć presję z graczy/, ale to samo czynili jego piłkarze co świadczy o dużej frustracji. Takie przekonanie o krzywdzie nie jest immanentną cechą mentalności zwycięzców. Raczej tych przyzwyczajonych do porażek i je usprawiedliwiających.

Niestety i u nas na poletku integracji mentalnej i koncentracji też jest duży wyłom. Jego przejawem zewnętrznym jest nieudzielanie wywiadów pismactwu przez piłkarzy Legii po zdobyciu Pucharu.Jak by nie patrzeć piłkarze nasi mają całkiem sporo racji. Są opluwani, doszukuje się w drużynie wrogości, zawiści, braku ambicji i innych negatywnych zdarzeń co jest krzyczącym fałszem."Warszawka" medialna koncentruje swój jad na Legii, bo tyłka jej się nie chce ruszyć i wyjść poza opłotki stołecznej chatki.I uważają,że łgarstwa lepiej się sprzedają jak fakty i odrobina chociażby obiektywizmu.Po to, aby dopiec, dokuczyć, upodlić. Taka już ich padlinożerna natura. Więc obiektywnie zasługują na wzgardę.Tyle tylko,że moment nieodpowiedni i emocje trzeba wywalić na zewnątrz, a nie trzymać w sobie. Jak najszybciej zapomnieć o meczu poprzednim i myśleć tylko o kolejnym. Ale jak?, jak w głowie on nadal tkwi.A do tego tworzy to pole dodatkowego teraz niepotrzebnego konfliktu. Bo sądzę,że ataki będą jeszcze silniejsze i pisamctwo jeszcze bardziej się zjednoczy, aby tę Legię ciągnąć w dół. Bo w polskim piekle nie trzeba diabłów, aby wyrywających się z beczki smoły wsadzać do niej z powrotem.Tę umiejętność posiedliśmy w stopniu najwyższym i stale się w niej doskonalimy. Więc pismactwo zamiast refleksji,że może przesadzało poczuje się tymi pokrzywdzonymi i zapała żądzą odwetu. Gdyby nasi potrafili się odciąć od emocji towarzyszących doniesieniom medialnym: "to psy szczekają, karawana idzie dalej" ,ale jak widać jest to dla nich sprawa bardzo ważna. .Bo klimat mentalny w otoczeniu jak jest przyjazny to sprzyja wzrostowi poczucia wartości.Czyli jak ktoś powietrze psuje to świadomie drużynie chce zaszkodzić.

Musimy przy prognozach mieć świadomość,że większość naszych graczy ma już doświadczenie w zdobywaniu trofeów krajowych i ogranie na arenie międzynarodowej i to owocuje jak w finale PP. Ale sztab szkoleniowy mamy niedoświadczony , który dopiero uczy się dużej piłki.A trener Berg wykazuje duże braki warsztatowe. To,że zawodnik tej klasy co Orlando Sa nie ma należnego miejsca na boisku świadczy tylko o tym,że trener nie umie zagospodarować go w zespole i z korzyścią dla niego i wyników.Popatrzmy na takiego Michniewicza, który wie jak to się robi i w niedługim czasie ustawił grę Pogoni pod Zwolińskiego . Michniewicz w ogóle to takie alter ego Berga. Wygadany, z kontaktem,dowcipny, a nasz kostyczny, odległy i mówiący stale to samo.Podobnie w pracy trenerskiej :nasz dogmatyczny, konserwatywny,uparty, a Czesław stale by coś zmieniał, ulepszał , poprawiał. Uważam,że trener Berg nie docenia umiejętności indywidualnych zawodników jakich ma, zaś Michniewicz ich przecenia.Nasz robi taktykę na bazie motoryki, a Czesław jej kosztem. Dlatego z trenerem Bergiem przedłużono umowę, a Michniewicz gdzie by nie był, siedzi na walizkach. Chyba,że wreszcie pojmie,że nie jest wiecznym eksperymentatorem ale rzemieślnikiem, dobrze znającym i wykonującym swój fach.

Trener Berg ma dużo braków w warsztacie trenerskim, a główną wadą jest trzymanie się jednego od początku pobytu schematu gry w obronie i ataku. Pisałem o tym kilkakrotnie, więc nie będę powtarzał.Ale ma też wiele zalet wynikających z tego,że dla niego utrwalone zasady są wartością samoistną. Jedną z nich jest to co przejął od SAFa,że nikt nie może być większy od klubu.To się słabo przyjmuje, ale on jest konsekwentny i to zawodnicy zaakceptują i zaczną rozumieć i się podporządkowywać. Trzeba trochę więcej czasu. Druga jest tym co jest również ganione, a co niesłusznie nazywa się rotacją w takim pejoratywnym znaczeniu.W tym jednak widać długofalową mądrość trenera.Chodzi bowiem o to,że jak Legia zdobędzie Mistrza to każdy / prawie/ zawodnik kadry będzie mógł z czystym sumieniem i wysoko podniesioną głową powiedzieć ; miałem i ja w tym sukcesie swój udział.Jest to bardzo ważny element zespalający i wręcz jednoczący grupę wokół wspólnego dla każdego celu.

Niestety jak każdy widzi nasza drużyna gra bardzo nierówno i to jest naszą największą bolączką.Szczególnym niepokojem napawa fakt,że ta uwaga dotyczy w głównej mierze gry obronnej.Patrząc obiektywnie to wygraną w PP zawdzięczamy w dużej mierze bramkarzowi. Dlatego zgadzam się z Dzynkiem, że powrót do drużyny Dossy juniora jest pilny i konieczny.Kolejny lekki przestrach wzbudza wyrażne pogorszenie się jakości gry Dudy. Jest to młody zawodnik,ale takie wahania formy są zbyt duże.A przy tym często widać niezrozumiałą agresję tak jak by miał pretensje do rywali,że ośmielają się mu przeszkadzać czy odebrać piłkę. Ktoś musi mu trochę sodówki upuścić z łebka z korzyścią dla niego.Zaś Orlando Sa bardzo żle znosi siedzenie na ławie oraz bycie poza kadrą.Mimo,że jest to już doświadczony zawodnik jak wchodzi na boisku to nie wykonuje założeń taktycznych, ale za wszelką cenę chce udowodnić,że mu się miejsce w pierwszym składzie należy.Dlatego jego pełna przydatność dla drużyny jest wątpliwa.

Na koniec musi paść pytanie ; czy to ,że sobie gorzej Legia radzi jak rok temu to nasza niejako wina czy też poziom innych drużyn wzrósł i już tak łatwo nie mamy.Moim zdaniem nadal żywimy się słabością innych. Mamy dużą grupę zawodników w kadrze,ale tych klasowych jak na lekarstwo.Mówienie więc o szerokiej kadrze jest szkodliwą iluzją.Wśród młodych zawodników nie ma na dziś ani jednego, który by był realnym wzmocnieniem i podniesieniem jakości gry. Dlatego oczekuję ,że wreszcie zajmujący się transferami pozytywnie zaskoczą i przydadzą drużynie tego co ją wzmocni i pozwoli realnie myśleć o Lidze Mistrzów.
3sobota, 09, maj 2015 08:15
Zbyszek
Dziś nasza drużyna gra bodaj najważniejszy mecz w dogrywce.Jak się kolokwialnie powiada : stawką jest 6 punktów.Mecze z Lechem są w ostatnich latach wyrównane i zacięte , więc nad wynikiem nie ma co gdybać. Lepiej wygrać niż przegrać to chyba jasne.
W nieco odmiennej sytuacji jest Lech, który bardziej jest zainteresowany wygraną, bo remis go nie zadawala. Dlatego zacznę od tamtej drużyny.A właściwie od trenera, którego znamy .
Trener Skorża jest człowiekiem inteligentnym i jak na ludzi pracujących w piłce prezentuje, choć nie zawsze, dość wysoki poziom intelektualny.A przy tym potrafi realnie oceniać swojej drużyny możliwości.My też nie głupsi od niego i zrobimy to podobnie Smile.Pod względem motorycznym obie drużyny prezentują się prawie identycznie. Zawodnicy mają tego świadomość, więc gra na dużej intensywności przez całe 90 minut nie będzie im obca.Natomiast w Legii jest dwóch graczy, którzy mają tzw. wrodzoną szybkość / Kucharczyk i Kosecki/ i tylko w tym elemencie lekko Legia przeważa. Technicznie również poziom jest zbliżony.I tu przewag któreś z drużyn nie szukajmy, bo nie znajdziemy. Mentalnie to Legia ma leciutką przewagę.W dwóch ostatnich latach to Lech oglądał jej plecy. W niedawnym finale PP też przegrał, pomimo,że zagrał bardzo dobre spotkanie.Dochodzą do tego pogłoski o rozliczeniach z niektórymi graczami Lecha po rozgrywkach oraz potyczki na linii trener i Prezesi Lecha a Szef Kolegium Sędziów o czym " warszawka" milczy a co w Poznaniu jest tematem.Taktyka obu zespołów też nie poraża. Grają bardzo podobnie. Co prawda system 4-2-3-1 wymusza niejako określone zachowania taktyczne, lecz i trener Skorża i trener Berg żadnego nowatorstwa nie pokazują.Lech ma w tym mniejsze możliwości, gdyż ma w większości graczy jednowymiarowych. Legia ma większe, ale z nich nie korzysta. Legia mogłaby teoretycznie grać i na skrócenie pola gry jak i na jego wydłużenie / tu rola Koseckiego i Kucharczyka/, czy na jego rozszerzenie albo zawężenie / tu rola Masłowskiego ew. Pinto/.Gramy na skróconym polu gry i do tego rozszerzonym, gdzie nie ma miejsca dla Orlando Sa,Koseckiego, Pinto czy Masłowskiego, a w obronie dla Dossy Juniora.Cóż taki wybór trenera. Ocenimy po efektach.
Jak z tego przeglądu widać trener Lecha nie ma żadnych przesłanek, aby w "normalnej " grze widzieć szanse na wygraną. Ale przecież znamy Pana Macieja który z każdej sytuacji stara się znależć wyjście. I będzie próbował nas obejść sposobem. Ma na to nawet dwa. Pierwszy nie wyklucza drugiego.I nie są to żadne wynalazki,ale metody sprawdzone w meczach dwóch w miarę wyrównanych drużyn.Moim zdaniem Lech nie zaatakuje od początku meczu. natomiast postara się,aby stworzyć gdzieś 25.-30 metrów od naszej bramki ogniska zapalne. Z prawej ich strony namieszają , powalczą z Brzyskim i nastąpi szybkie zagrania w kierunku środka do Linnetyego, który natychmiast zagra prostopadłą piłkę do wchodzącego w nasze pole karne Hamalajnena. Pomimo,że gramy strefą to nie zawsze trzymamy odległości w poziomie. Przy takim podaniu Astiz asekurujący Brzyskiego zejdzie do środka,zaś Brzyski nie zdąży nadążyć. Jak to nie wyjdzie to zrobią podobny manewr z drugiej strony, ale tym razem zagranie do środka będzie do Hamalajnena, a ten wypuści w " uliczkę" Sadajewa.I tu też może wyłonić się luka, bo Kuba Rzeżniczak zbytnio wychodzi do przodu i nie trzyma linii.
Jak to się uda to Lech się cofnie i będzie grał z kontry długą piłką ,pomiędzy naszych środkowych obrońców.
Natomiast jak nie wyjdzie to będą się uporczywie bronić do ok.75 minuty i wtedy frontalnie zaatakują 7-8 zawodnikami i poprzez przewagę liczebną będą chcieli zdobyć bramkę. Taki atak w ostatnich minutach uwieńczony golem bywa przesądzający, bowiem narastające zmęczenie i nerwy nie dają wielu możliwości na odrobienie straty.

Legia ma w większości po prostu lepszych zawodników i tylko, albo aż musi to wykazać na boisku. Aby to uczynić musimy być skoncentrowani i cierpliwi.Nie przyjmować warunków rywala, wiedzieć,że ma on pomysły,ale robić swoje. Konsekwentnie szarpać tempo, zmuszać ich do biegania, przerzucać piłkę na ich połowę boska, wikłać ich w pojedynki indywidualne i starać się kończyć każdą akcję strzałem na ich bramkę.
Bowiem remis powoduje utrzymanie status quo co nam daje niewiele , ale za to Lechowi nic.
4sobota, 09, maj 2015 12:15
Garm
Mam obawy związane z wynikiem dzisiejszego meczu, a raczej z poziomem zaangażowania naszych zawodników. Do meczu w Poznaniu przystępowali w fałszywym poczuciu własnej wyższości i uważali, że kwestią czasu jest, kiedy Lech pęknie. Lech tymczasem nie tylko nie pękł, ale sam potrafił wykorzystać nasze niedostatki w asekuracji strefy środkowej i strzelić dwa gole. Późniejsza wariacka pogoń w 10 była skazana na niepowodzenie.

W ubiegłą sobotę natomiast Skorża wyraźnie lepiej od Berga przygotował swoją ekipę do gry i przez pierwsze pół godziny to Lech miał wyraźną przewagę. Inna sprawa, że za grę na takiej intensywności zapłacili wysoką cenę, kiedy to w ostatnich dwóch kwadransach nie byli w stanie poważnie zagrozić Legii mimo jej nieznacznego prowadzenia. Biorąc pod uwagę, że również w poprzednim warszawskim meczu Legia-Lech poznaniacy wyraźnie nie wytrzymali fizycznie trudów walki z doświadczonymi w rozgrywkach na takim poziomie legionistami, można to uznać za jakiś promyk nadziei... o ile Skorża powtórzy wcześniejsze założenia, w co wątpię.

Legionistom potrzeba dziś będzie cierpliwości i staranności w pojedynczych zagraniach, czyli tego, czego brakuje im przez całą wiosnę. Tutaj właśnie jest źródło moich kiepskich przeczuć, ale może znowu mnie zaskoczą? Chętnie bym zobaczył powrót do taktyki z dwoma środkowymi ofensywnymi pomocnikami i oparciem siły ofensywnej na najbardziej wysuniętych skrzydłowych. Przy słabej formie Kędziory i chimerycznym w obronie Douglasie może to potencjalnie dać ciekawe efekty.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1