A+ A A-

Legia - Lech 2-1: Huśtawka nastrojów

To był bardzo trudny mecz dla Legii i bardzo ważne zwycięstwo. W niedzielny wieczór nasza drużyna zmierzyła się w Warszawie z Lechem i wygrała 2:1. Szybkie prowadzenie zapewnił Legii Marko Vešović, a o zwycięstwie przesądził Michał Kucharczyk, skutecznie egzekwując rzut karny w 86. minucie meczu.

 

Po fatalnym meczu z Jagiellonią Białystok trener Romeo Jozak dokonał kilku skład w składzie naszej drużyny. Wyjściowa jedenastka wyglądała następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Astiz, Pazdan, Hloušek – Mączyński, Rémy – Vešović, Radović, Hämäläinen - Eduardo. Na ławce rezerwowych usiadł nowy nabytek Legii, Cafú. Goście rozpoczęli w składzie: Burić – Gumny, Janicki, Vujadinović, Kostewycz – Trałka, Gajos – Răduţ, Majewski, Šitum – Gytkjær.

W 2. minucie Rémy posłał podanie ze środka pola do wbiegającego na wolne pole Vešovicia. Vešović przyjął piłkę i pokonał Buricia. Legia prowadziła 1:0. W 8. minucie Jędrzejczyk oddał strzał po podaniu Mączyńskiego z rzutu wolnego. Niestety uderzenie było zbyt słabe. Jędrzejczyk ponownie spróbował szczęścia w 13. minucie, ale ekwilibrystyczna próba naszego obrońcy nie zagroziła Buriciowi. W 15. minucie pierwszą szansę miał Lech. Răduţ otrzymał piłkę w polu karnym, odwrócił się i oddał strzał, który Malarz wypchnął na rzut rożny. Po nim strzał głową oddał Vujadinović. Wydawało się, że wyrównanie jest nieuchronne, ale Malarz popisał się fantastyczną interwencją. W 24. minucie Jędrzejczyk nierozważnie popchnął przeciwnika szykującego się do wznowienia gry z autu. Nasz obrońca ujrzał żółtą kartkę, która wyklucza go z udziału w kolejnym meczu. Za chwilę Malarz z dużym trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką po przypadkowym strzale Majewskiego. W 30. minucie Radović oddał strzał głową po dośrodkowaniu  Hämäläinena. Kolejny gol dla Legii był blisko, ale piłka odbiła się od poprzeczki, słupka i wróciła w pole.

Do przerwy Legia prowadziła 1:0. Mecz nie obfitował w płynne akcje, ale był szybki, wyrównany i druga połowa zapowiadała się interesująco.

Drugą odsłonę meczu od mocnego uderzenia mógł zacząć Lech, ale Hloušek zablokował strzał Majewskiego, a Răduţ nie trafił w bramkę. Lech prowadził grę. Legia czekałą na okazje do kontr i dwukrotnie miała szansę na to, by skontrować przeciwnika. Raz nieprecyzyjnie zagrał Hloušek, a potem ostatnie podanie zepsuł Radović. W 61. minucie Kucharczyk zmienił Vešovicia. W 63. minucie było 1:1. Eduardo stracił piłkę w środku pola, Răduţ ruszył lewym skrzydłem, z łatwością ograł Jędrzejczyka i wypatrzył Gytkjæra, który z bliska umieścił piłkę w bramce. W 66. minucie mocny ale niecelny strzał oddał Majewski. W 68. minucie Hämäläinen wypatrzył Kucharczyka na prawym skrzydle. Kucharczyk wpadł w pole karne, uderzył, ale piłka minęła bramkę gości. W 69. minucie Niezgoda zmienił Eduardo. W 75. minucie Kucharczyk doskonale podał w pole karne, Niezgoda miał stuprocentową sytuację, ale źle uderzył piłkę głową. W 80. minucie Szymański zmienił Radovicia. Po drugiej stronie boiska Malarza niepokoili Majewski i Răduţ, jednak nasz bramkarz był na posterunku. W 85. minucie Kostewycz zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym. Po chwili wahania sędzia Marciniak wskazał na rzut karny. Do piłki podszedł Kucharczyk i pewnie wykorzystał ‘jedenastkę'. W końcówce świetną okazję miał Szymański, ale Burić obronił uderzenie naszego zawodnika. Gości dobić mógł też Kucharczyk, ale chybił. W obu sytuacjach nasi zawodnicy powinni podawać do lepiej ustawionych kolegów. Ta nieskuteczność mogła zemścić się w ostatnich sekundach meczu. Goście mieli rzut wolny tuż zza linii pola karnego. Strzał oddał Gajos, piłka odbiła się od muru i o centymetry minęła bramkę Legii.

Legii mecz ułożył się znakomicie i przebiegał według scenariusza, w którym wystarczyło tylko ‘dobić’ gości drugą bramką. Było na to wystarczająco wiele szans, ale zawiodło wykończenie i nasza drużyna mogła przypłacić to utratą punktów. W grze Legii niepokoi nieumiejętność utrzymania się przy piłce na połowie przeciwnika, nerwowe i chaotyczne rozwiązania podejmowane w pozornie prostych sytuacjach. W niedzielny wieczór wizualnie akcje Lecha wyglądały lepiej, zwłaszcza w drugiej połowie, na szczęście, jak wiadomo, w piłce nożnej nie przyznaje się punktów za styl. Odnieśliśmy bardzo ważne zwycięstwo w rywalizacji o tytuł mistrzowski.

Dyskusja (9)
1niedziela, 04, marca 2018 21:11
mohikanin
Jak wynika ze statystyk z transfermarkt Legia wystawiła przeciwko Lechowi swój najstarszy skład w historii. Średnia wieku podstawowej jedenastki wyniosła 31.6 roku. 9 zawodników z podstawowej jedenastki przekroczyła rocznikowo 30 lat.

Do drużyny przed rundą dołączyło 10 zawodników w tym 9 obcokrajowców, miała być przebudowa drużyny, a mamy najstarszą drużynę w historii.
2niedziela, 04, marca 2018 21:17
kibic50
Po kolejnym nie najlepszym meczu tym razem inkasujemy 3 pkt.
Jeśli po bardzo kontrowersyjnej ręce Pazdana w Lubinie sędzia odgwizdał karnego, to dlaczego dziś Marciniak miałby nie odgwizdać ?
Los raz zabierze, raz odda i tak to się kręci.
W poprzedniej kolejce Lech dostał a dziś oddał.

Cieszą 3 pkt ale na dobrą grę musimy jeszcze poczekać.
3niedziela, 04, marca 2018 21:22
corazstarszy
Zawodnik Kostewycz ma duże zasługi dla Legii w zwyciężanych meczach z Lechem. To on pilnował Hamalainena w kwietniu 2017 w Poznaniu. Teraz w najgłupszy możliwy sposób dał dobry powód do karnego. Oczywiście, Remy i Malarz najlepsi w Legii, ale bez Ukraińca wygranej by nie było. Dobrze, że się Legia poprawiła w porównaniu z meczem wtorkowym, ale jest tak jak Gawin pisze:
'W grze Legii niepokoi nieumiejętność utrzymania się przy piłce na połowie przeciwnika, nerwowe i chaotyczne rozwiązania podejmowane w pozornie prostych sytuacjach. W niedzielny wieczór wizualnie akcje Lecha wyglądały lepiej, zwłaszcza w drugiej połowie'.
Mi po wtorku MP wydaje się nieosiągalne. Raczej zła wiadomość jest taka, że Lechia zamieniła Owena na Stokowca i pierwszy mecz pod jego wodzą przypada za tydzień przeciwko Legii.
U nas wiele spraw do poprawy.
4niedziela, 04, marca 2018 22:27
QD
Ja po tym meczu jestem przekonany, że Hlousek nie pasuje do koncepcji Jozaka.
W naszym ustawieniu bocznie obrońcy mają wypełniać lukę po brakujących skrzydłowych, a więc muszą mieć jakiś zestaw umiejętności ofensywne. U Adama niestety jest tylko dośrodkowanie. Dziś idąc na sam na sam widać było jak bał się nawet spróbować strzelić i panicznie szukał KOGOKOLWIEK do JAKIEGOKOLWIEK podania. Szczególnie szkoda i irytuje to, bo za równo koledzy, jak i on sam potrafi dochodzić do sytuacji co najmniej interesujących.
5poniedziałek, 05, marca 2018 09:07
Moros
Panowie czy tylko mi się zdaje, czy w trzecim meczu pod rząd długimi momentami oddajemy/przegrywamy walkę o środek pola. Już od meczu z Cracovią obserwuję taką sytuację, że drużyny przeciwne doprowadzają do sytuacji, że piłką jest w górze i po walce powietrznej, którą z reguły przegrywamy, potrafią sobie sprowadzić piłkę do ziemi i rozpocząć akcję. U nas tego nie ma. Nie potrafimy "główkowych przebitek" wygrać i ta ciągle wraca pod nasze pole karne. I tak się zastanawiam, czy to przypadkiem nie jest pokłosie tego, że grając takim ustawieniem jakim gramy, mamy o jednego zawodnika w środku mniej. Wczoraj do walki o środek był Remy i Mączyński. Ze strony Lecha wcały czas widziałem w tej strefie Trałkę, Gajosa i wspomagającego ich Majewskiego, który był trochę wolnym elektronem. Nie jestem ekspertem od taktyki, może nasi gracze jeszcze nowego systemu się uczą, ale niepokoi mnie, że nie jesteśmy w stanie w środku pola robić skutecznego pressingu na piłkę, w efekcie czego rywale ogrywają nas i tworzą sobie sytuacje. Lech i Cracovia ograniczyły się głównie do prób wrzutek albo zatrzymywali się na naszej obronie, tudzież wymuszali faul. Jak było z Jagiellonią, wszyscy wiem ale tam graliśmy w dziesiątkę. Tak się zastanawiam czy my aby mamy zawodników do obecnego ustawienia.

Co do wczorajszego meczu, to czytam tu i ówdzie, że Lech był lepszy. Myślę, że to jednak były opinie wyrażone na gorąco, na podstawie ostatnich minut, gdzie mieli mnóstwo stałych fragmentów gry. Wcześniej mogliśmy ten mecz zamknąć i by był spokój. Tak to jest pożywka dla medialnych ekspertów w postaci rzutu karnego, decydującego o wyniku. My jak zwykle w ostatnich meczach nie umieliśmy utrzymywać się dłużej przy piłce na połowie przeciwnika. Łudzę się, że jest to efekt tego, iż od drugiej połowy meczu ze Śląskiem, nie możemy zagrać w optymalnym zestawieniu. A to brak Philipsa, a to Antolicia, wczoraj ich obu. Za tydzień konieczne będą nowe przemeblowania, bo oprócz Antolicia nie będzie też Jędrzejczyka i Astiza. Znowu skład będzie kombinowany. Ważne jednak jest to, że mimo tych przeciwności, nie tracimy kontaktu z Jagiellonią. Czekam z niecierpliwością na prawdziwą wiosnę z normalnymi boiskami i temperaturą.
6poniedziałek, 05, marca 2018 16:39
a-c10
@ Moros:

Mnie teksty o rzekomej "lepszości" Lecha każą się zastanawiać czy ja to aby na pewno ten sam mecz oglądałem. Trener Bjelica utyskuje, że oczekiwania w Poznaniu znacznie przewyższają możliwości. I generalnie ma rację. Szkopuł w tym, że podnoszenie potencjału Kolejorza należałoby zacząć od poważnych dyskusji o tym, czy chorwacki szkoleniowiec nadal powinien prowadzić ten zespół. Wielokrotnie wyrażałem swój głęboki sprzeciw wobec nadmiernego rozkręcania karuzeli trenerskiej. No ale tym razem facet sam się podkłada. Ot, np. opowiadając w pomeczowym studio, że ma szesnastu nowych piłkarzy, ale przecież trener ten sam, system i mentalność też. Przecież to jest klasyczna definicja głupoty wg Einsteina: robić ciągle to samo i oczekiwać odmiennych efektów.

Schodząc z ogółu na szczegół: tylko kompromitującej nieskuteczności rywala (Kucharczyk! Niezgoda!!!) Lech zawdzięcza, że nie przegrał wczoraj znacznie wcześniej i znacznie wyżej. Bo o to właśnie sam się prosił. Pressing ośmioma ludźmi tuż pod polem karnym przeciwnika?! Tak można grać w końcowych sekundach meczu przy niekorzystnym wyniku. Lech stosował takie pomysły przez pół godziny mając wyjazdowe 1:1. Panie kochany, to je sirkus. Tylko słoni brakowało, bo klauna zrobił z siebie Bjelica, a w rolę akrobaty doskonale wcielił się Kostewycz (o nim jeszcze potem).

A nie, przepraszam. Za słonie (w składzie porcelany) robili wczoraj Raduts z Szitumem. Temu pierwszemu wyszedł jeden drybling, po którym to dryblingu zresztą źle podał i tylko sporej dozie farta zawdzięcza, że Gytkjaer zdołał wstrzymać nogę i zagarnąć jakoś piłkę do bramki. Po za tym obaj w/w futboliści spacerowali sobie gdzieś po spalonym, psując akcje własnej drużyny. Mógłby mi ktoś wyjaśnić co oni tam robili? Zgubili bilet na tramwaj? Soczewka któremuś wypadła...?

Na koniec ten Kostewycz. Widziałem w życiu wiele kontrowersyjnych, czy wręcz niesmacznie niesłusznych karnych. Ale tutaj to naprawdę nie ma się czego czepiać. Najpierw typ zupełnie bez sensu skoczył na plecy Mączyńskiemu. Gdyby Mąką był sprytniejszy, to by się położył i karny byłby za bezdyskusyjny faul. Potem jeszcze zaczął bez ładu i składu wymachiwać rękami. No i trącił piłkę. I tyle. Z czego tu w ogóle rejwach robić?

Dlatego...

@ Corazstarszy:

MP wydaje się nieosiągalne

Que...? No dobra, ja rozumiem, że to Ekstraklasa i że na pewno wiadomo tu tylko tyle, że nic na pewno nie wiadomo. Być może za miesiąc Lech zacznie wymiatać i/albo Górnik znów zgłosi mistrzowskie aspiracje. Póki co jednak, "na dziś" Waszym jedynym kontrkandydatem do tytułu wydaje się Jaga. A czy ona będzie grać choć w połowie tak super, jak we wtorek, to się jeszcze zobaczy.

Że to trochę smutne, że taki zespół, jak obecna Legia nadal jest poważnym pretendentem do MP? Pewnie. Mnie to zresztą chyba bardziej smuci, niż Was. Ale co zrobić?
7poniedziałek, 05, marca 2018 17:22
Zgred
@a-10

Zgadzając się z Tobą w kwestii pojmowania świata ( piłkarskiego) z perspektywy trenera Bjelicy - mogę mieć jedynie nadzieję, że Rutkowscy nie ulegną Wink presji dziennikarskiego środowiska z Wielkopolski i w/w będzie jeszcze długo panował na ławce Lecha.
Z naszego punktu widzenia to idealny "coauch", taki "przyczajony tygrys i ukryty smok" w bajdurzeniu o (nie) możliwościach, predyspozycjach i oczekiwaniach.
Na szacunek zasługują cytowane przez Bjelicę pewne kluczowe doznania rodzinne w przetrwaniu kłopotów...ale - już oczekiwanie ze strony medialnego środowiska związanego z Bułgarską równie pięknej "rodzinnej" pomocy jest jak "samopał" Very Happy
Oby jak najdłużej trwał w swojej wizji, w swych ocenach i co najważniejsze w umiejętności Wink motywowania swoich piłkarzy.
Ten tzw. "circus" jest OK
8poniedziałek, 05, marca 2018 18:54
Zbyszek
O tym,że trener Lecha nie wie co to poprawność polityczna.
Przeczytałem w ostatnim czasie parę wywiadów trenera Lecha Nenada Bjelicy i kilkoma refleksjami z nich wynikającymi z Państwem się podzielę. Ale najpierw dwa tytuły ze "Skarbu kibica" z roku 2017 "Sezon prawdy dla Bjelicy" i obecny "Moment prawdy i weryfikacji".Prawda, jakie odkrywcze Smile.
Wypowiedzi samego trenera kontrastują z całą masą wodolejstwa i zakłamywania rzeczywistości, które serwują nam ludzie naszej piłki.Można nabrać przekonania ,że Bjelica jakoś do tej metody nie mówienia rzeczy ważnych nie pasuje. Moja córka mówi,że mojemu pokoleniu zazdrości,że ma naturalną zdolność przelewania myśli na papier i że potrafi z bliźnimi normalnie rozmawiać.No tak,ale w tzw. moim pokoleniu nie nawykliśmy do publicznego prania brudów.O nich rozmawialiśmy po cichu, w cztery oczy. Natomiast dziś stało się oczywistym,że rozmawia się przy pomocy mediów.Może też się zdarzyć,że ktoś nie chce słuchać.Z jaką przypadłością mamy do czynienia w przypadku trenera Lecha nie wiemy,ale tak ostrej krytyki władz własnego klubu dawno nie słyszałem.Lecz najpierw Bjelica dość nieporadnie usprawiedliwia siebie.Powiada,że nie wie skąd taka huśtawka nastrojów i amplituda poziomu gry, bo przecież on piłkarzy trenuje tak samo i oni grają to samo.Może w tej powtarzalności tego samego tkwi przyczyna.Bowiem piłka nożna, nawet u nas,rozwija się pod każdym względem.zwłaszcza motorycznym i taktycznym.Wielce do tego postępu przyczynili się dwaj trenerzy Legii Henning Berg i Staś Czerczesow.Do czasu Berga w naszej piłce mieliśmy do czynienia z prymitywizmem taktycznym a"la Smuda, albo dogmatyzmem w rodzaju Skorży. Trenerzy na kursach niektórych są tak edukowani,aby mieli wiedzę na czym zasadza się taktyka i organizacja gry wynikająca z ustawienia . Tylko ,że często jest to traktowane jako punkt końcowy,a nie punkt wyjściowy.Stąd takie wynaturzenia jak gadki komentatorów o grze wynikającej z jakiś numerków,że np. 6 ma grać tak, a tak , a 8 jeszcze gorzej itd.itp. A kto to powiedział ?. To nie jest żaden Dekalog.Berg pokazał,że można do taktyki podejść twórczo i stawiać takie zadania zawodnikom,aby jak najbardziej szkodzić wrogom ,a siebie umacniać.Nie rozwiną tego zagadnienia, lecz odeślę do przeczytania moich 5 felietonów pod zbiorczym tytułem "Luna ?". Czerczesow zaś udowodnił,że aby zawodnicy mieli moc to muszą mocno trenować i że ten trening ma sięgać po górny pułap ich możliwości fizycznych. Kilku naszych trenerów skorzystało z tych nauk. Mało tego analitycy w klubach nabierają nie tylko doświadczenia i wiedzy,ale mają do dyspozycji coraz bardziej wyrafinowane programy komputerowe co pozwala im rozwikłać w krótkim czasie meandry gry rywali i zastosować radykalne środki zaradcze.To powoduje,że grane schematy, powtarzalne i przewidywalne są dobre na krótką metę.Stagnacja rodzi w sobie zalążek porażki.
W dalszych wywodach Bjelica bez osłonek obwinia władze Lecha o wywieranie nadmiernej presji i stawianie zbyt wysokich wymagań, nieadekwatnych do realnych możliwości.Podejrzewać,że ma na myśli głównie znaną wypowiedź Piotra Rutkowskiego ,że całe myślenie musi być nakierowane na zdobycie Tytułu,że piłkarze muszą być bardziej pazerni,że wszyscy muszą udowodnić,że chcą zdobyć mistrzostwo i że nie akceptuje on zadowolenia się 2 lub 3 miejscem. A Bjelica na to pyta :"A na którym miejscu był Lech w tabeli zanim ja do niego przyszedłem i które miejsce zajął w poprzednim sezonie ?".Jak by nie patrzeć to wyciągnął drużynę z zapaści do czołówki, awansował do Pucharów i wszedł do Finału PP. Jego zdaniem ,aby zanotować dalszy postęp wynikowy to trzeba zespół wzmacniać,a nie osłabiać.Mówi,że rok temu w Lechu grało 5 reprezentantów różnych krajów, a teraz został 1 i to kontuzjowany.Lech chwalił się,że zarobił duże pieniądze na Bednarku,Kędziorze, Kownackim, Kadarze i Tettehu,ale zdaniem Bjelicy ich następcy są dużo gorsi.Gani władze klubu,że poszły na ilość sprowadzanych graczy,a nie na ich jakość. Pyta,na co mi 14 nowych zawodników skoro większość z nich to zapchajdziury.Nie wiemy czy on świadomie sabotuje taką "politykę " klubu,ale faktem jest,że większość składu I zespołu stanowią zawodnicy ze 'starego"Lecha.Z przekąsem stwierdza,że o "klasie" nowych zawodników świadczy,że zadawalają się kontraktami na poziomie 5 tys. Euro miesięcznie.I tu niestety wyłazi z niego , jak u wszystkich tych prowincjuszy kompleks Legii, bo powiada on " A w Legii płacą 35 tys, Euro".Co go to kmiota obchodzi. Legia gra w innej lidze finansowej i niech kurdupel nie bajdurzy,że jest olbrzymem, bo to śmieszne.Moim zdaniem sam Bjelica nie jest bez winy,bo trudno zrozumieć całą masę jego wyborów,że wspomnę tylko o tym,że narzekał w wywiadach na Majewskiego,że jesienią balował,a go wystawiał, a teraz kiedy uczciwie trenuje to gra rzadko.Trudno zrozumieć taką logikę.Jak spojrzymy kompleksowo na wypowiedzi Bjelicy to dostrzeżemy,że on w Lechu swego miejsca nie widzi i odcina się od zarzutu braku osiągnięć jako powodu zwolnienia.Więc trzymanie Blelicy to taka dalekowzroczna krótkowzroczność.Mnie ciekawi tylko czy go zwolnią po rozmowie , czy tak jak modnie e-mailem albo komunikatem w mediach. Przed laty jak Smuda będąc w Niemczech doglądał budowy domu i dowiedział się z telewizji,że został zwolniony z Wisły wziął koniak, wsiadł do BMW i pojechał do Krakowa. W siedzibie klubu wlał władzom do koniakówek trochę napoju, powiedział "Żegnam i trzaskając drzwiami wyszedł.Ale Franek to jest facet nie do podrobienia,a takich coraz mniej.

O tym,że nasz trener zszedł na ziemię.
Granie systemem 4-3-3 bez skrzydłowych ma umiarkowany sens i dobrze,że Jozak z tego ustawienia na tym etapie zrezygnował.Nie wspominając o tym,że mecze z Cracovią i Jagiellonią dowiodły,że fizycznie nasi zawodnicy na eksploatatywne wymogi systemu nie byli przygotowani.Ja wcześniej pisałem,że marzy mi się atak Radovicz w parze z Eduardo. No i się doczekałem Smile.Nawet jak nie są oni w najwyższej formie to ich umiejętności techniczne w dużym stopniu niwelują tę niedogodność.Mniej istotnym jest czy wczorajsze ustawienie wyjściowe było 4-2-3-1 czy 4-4-2, ważne ,że było bardziej zrównoważone i bezpieczniejsze niż ostatnio.

O tym,że szkoda było wystawiać Remyego i Vesovicza w obronie.
Jest rzeczą bezsporną,że ludziom powinno się powierzać wykonanie takich zadań, które są w stanie wykonać lepiej niż inne.Każdy kto kierował ludźmi wie,że jednemu bardziej pasuje np siedzenie cały dzień przy maszynie ,a drugi woli zajęcie w ruchu. Można każdemu z nich kazać robić to czego nie umie i nie lubi, tylko po co ?.W piłce nożnej jest podobnie.Tylko nie rozumiejący czym jest charakterystyka zawodnika mogą perorować,że każdy dobrze wyszkolony gracz może zagrać na każdej pozycji.Może dobrze stać, bo z graniem gorzej,a jak musi to oczywiście zagra tylko,że efekty z tego będą mizerne.Tak i Remy na środku obrony grał niepewnie, obawiał się popełnić błędu i czasami był jak sparaliżowany. Nie żeby grał beznadziejnie,ale w II linii gra swobodnie i wykorzystuje swoje umiejętności, przegląd pola i celność podań. Podobnie z Vesoviczem ,który na boku obrony się dusił, nie potrafił się odnaleźć, natomiast jako skrzydłowy odnalazł wigor, walczy, biega, zmusza rywali do stałego go pilnowania.I co najważniejsze ich akcja dała nam szybkie prowadzenie.

O tymże Lech podjął walkę o opanowanie środku pola.
Widać było,że Bjelica po analizie gry Jagiellonii przeciwko nam uznał,że piłkarze Legii nie są wstanie wykorzystać swego potencjału ofensywnego kiedy są atakowani już na własnej połowie boiska.Nie zagrał podobnie jak nie zagrała Jaga pressingiem, gdyż mogłoby to być zbyt ryzykowne, bowiem wydostanie się chociaż jednego zawodnika spod wysokiego pressingu może wywołać efekt domina.Jagiellonia wybrała konsekwentną obronę strefową ,a więc kontrolę nad przestrzenią boiska.Lech wybrał obronę kombinowaną, w rejonie własnego pola karnego strefa, zaś na pozostałym obszarze obrona indywidualna, a więc przeszkadzanie naszym zawodnikom w braniu czynnego udziału w akcjach.I trzeba przyznać,że całymi fragmentami meczu płynność gry nie była naszym atutem. Dopiero jak Lechici osłabli w końcówce meczu dostaliśmy nieco swobody.

O tym,że nadal nasz zespół ma problem ze złapaniem właściwego rytmu gry.
Trener Jozak powiada,że Legia powinna dominować na boisku, gdyż to wynika z porównania potencjału naszych zawodników w porównaniu z konkurencją.I oczywiści ma rację. Tyle tylko,że aby osiągnąć ten stan w sposób trwały to zespól musi grać w swoim rytmie,a nie takim wymuszonym przez rywali.A ten stan polega z grubsza na podejściu i odejściu.Kiedy rywale mają piłkę to podchodzimy do nich,aby im utrudniać grę, a gdy my ją posiadamy to odchodzimy zmuszając ich do ganiania za nami i przegrupowywania sił.W obu wypadkach to my jesteśmy tymi aktywniejszymi i narzucającymi warunki gry. To jest tak jak z oddychaniem : wdech i wydech.Ten jest lepszy kto mnie wdycha,a bardziej oddycha, kto uwalnia się a niewoli i więcej hasa na swobodzie.I tej wolności i tego wydechu naszym brakuje.

O tym,że powinienem założyć worek pokutny.
Kilka miesięcy temu po paru niezbyt udanych meczach Malarza,w których był jak by rozkojarzony, niepewny, za wolno wprowadzał piłkę do gry i źle współdziałał z obrońcami skrytykowałem go pisząc,że jego czas się kończy, bo wiek ma swoje prawa. Nie wiedziałem,że miał on bardzo poważne problemy rodzinne i miał prawo do zmniejszenia koncentracji na piłce. Worek pokutny byłby dla mnie jak najbardziej wskazany,gdyż Malarzinho jest najsilniejszym ogniwem naszej drużyny.

O tym,że cofamy się zbyt głęboko.
To jest już drugi mecz po kolei w którym nasza drużyna stanowi blade tło dla rywali.Oczywiście można wycofywać się w rejon własnego pola karnego i grać z kontrataku,ale jest to zawsze niebezpieczne jeżeli rywalom się po drodze nie przeszkadza. Gdy wycofujemy się aż do linii pola karnego to musimy liczyć się z negatywnymi skutkami prostego błędu w postaci nietrafienia w piłkę, dania się okiwania itd.itp. Rywale zaś mają ten komfort,że do ich bramki odległość jest daleka i na jej pokonanie potrzeba czasu. Z kolei drużyna tak wycofana jak nasza ma większą część boiska do pokonania do bramki rywali i wytworzenie czystej sytuacji z uwagi na zmęczenie biegowe jest mocno utrudnione. Co nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla niewykorzystania kilku akcji bramkowych. I to jest bardzo mało zrozumiałe, bowiem taktykę gry 2 na 2 czy 3 na 2 lub 3 na 3 itd na tym poziomie nasi zawodnicy powinni mieć opanowane do perfekcji.

Nie będę osądzał zwycięzców. Za to docenię klasę sędziego Marciniaka.
9poniedziałek, 05, marca 2018 20:41
CTP
"Granie systemem 4-3-3 bez skrzydłowych ma umiarkowany sens i dobrze,że Jozak z tego ustawienia na tym etapie zrezygnował"

Pozwolę się nie zgodzić. Skład wyjściowy, to klasyczne 4-3-3. Dopiero w końcówce meczu, gdy na boisku pojawili się Niezgoda, Kuchy i Szymański przeszliśmy na 4-2-3-1. Swoją drogą, mam nadzieję, że z Lechią postawimy na ten ostatni wariant, bo naprawdę, wystawiając Hamalainena, Radovica i Eduardo w wyjściowej 11-tce Jozak zaczyna rozpalać ognisko pod swoim stołkiem.
Mecz w wykonaniu Legii, moim zdaniem, w ogóle nie różnił się od tego z Jagiellonią. Różnica polegała na klasie naszego przeciwnika - aktualnie Jagę i Lecha dzieli wręcz przepaść i wcale się nie zdziwię, gdy w najbliższy weekend poznaniacy dostaną w tyłek.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1