- a-c10
@ Zbyszek:
Ja też przepraszam za zwłokę. Wygląda na to, że w temacie "dobrodziejów" obaj opacznie się zrozumieliśmy. Cóż, bywa. Wcale nie chodziło mi o jakiś przesadny, a rzekomo im należny respekt. Bardziej o to, że postulowane przez Ciebie drakońskie kary byłyby przeciwskuteczne. Najprawdopodobniej zaowocowałyby bowiem zwinięciem żagli przez tę ostatnią garstkę Filipiaków, Mioduskich, Rutkowskich i reszty. A tego, mimo wszystkich wad w/w, zdecydowanie bym nie chciał.
Co do określenia wagi problemu bezpieczeństwa na stadionach i ogólnego wizażu trybun, oczywiście jak najbardziej się zgadzam. Przy czym im dłużej o tym myślę, tym bardziej staję się orędownikiem odpowiedzialności zbiorowej. Rozumianej jednak nie jako dążność do karania ogółu za winy jednostek, a jako wspólnotowe działania w wiadomej sprawie prowadzone przez wszystkie kluby. Zobacz, stadionowa bandyterka może sobie wzajemnie ubliżać. Może się zapewniać o "dozgonnej" nienawiści. Może zrywać stare sojusze i zawierać nowe. Może nawet - halo, Kraków...? - nawzajem się zabijać. Gdy tylko jednak pojawi się cień zagrożenia dla jej wspólnych interesów, natychmiast zapomina o wszelkich animozjach i zwiera szyki. Po drugiej stronie barykady zupełnie tego nie ma. Coś tam kiedyś próbowała Legia, jeszcze za ITI. Coś kombinował Osuch w Zawiszy, Bednarz w Wiśle, a teraz Filipiak w Cracovii. Ja już nawet nie chcę się zagłębiać w oceny jakości poszczególnych prób, bo i nie ma to specjalnego sensu. Grunt, że wszystkie te działania były, są i pozostaną skazane na niepowodzenie, bo prowadzą je pojedyncze podmioty. Dramatycznie brak mi w polskiej piłce świadomości, że my nie mamy problemu z kibicami (kibolami, pseudokibicami, jak zwał, tak zwał) Lecha, Legii, Cracovii, Wisły, Arki, etc. Mamy problem z luźno powiązaną i jeszcze luźniej związaną z konkretnymi klubami grupą ludzi, która uparcie psuje nam produkt. Nasz wspólny produkt pod nazwą "polska piłka ligowa". Jestem głęboko przekonany, że dopóki tego nie dostrzeżemy, pozostaniemy - wybacz - w ciemnej dupie.
Dlatego też uważam, że w wiadomej sytuacji pan Mioduski potwornie się wydurnił. Co on chciał w ten sposób osiągnąć? Wbić szpilę Rutkowskim? Pokazać jaki to on sam jest cacy, a jego, ekhem, koledzy z Poznania be? Cóż, chuligance tylko w to graj.
Co zaś się tyczy "łapania się za bary"
Jest rzeczą niewątpliwą i dyskusji niepodlegającą,że nasza piłka ewoluuje w dobrym kierunku i że jej rozwój następuje.
Eee... naprawdę? Cóż, nazwij mnie malkontentem, ale ja tego rozwoju i dobrego kierunku nie widzę. Co gorsza, dostrzegam stały regres. Owszem, stadiony nam wypiękniały, a transmisyjnych zabawek nie musimy się od dawna przed nikim wstydzić. Niestety, gwóźdź programu robi się coraz bardziej pordzewiały. I o to, podobnie jak Garm, mam pretensje do "dobrodziejów". Wiecznie uśmiechnięte pyszczki, okrągłe frazesy, wydumane opowieści o wizjach, koncepcjach i innych banialukach. I tak od lat. A gdy przychodzi co do czego, na boisko wybiega banda z sezonu na sezon coraz bardziej nieudacznych, piąto-, szóstorzędnych grajków, którzy pozorują grę w piłkę. Jak na moje, jest to zwyczajnie słabe. Długo wierzyłem w te gładkie farmazony. Długo przyjmowałem wodolejstwo. Wygląda jednak na to, że ucho mojego dzbana definitywnie się oberwało.
This is a comment on "Dlaczego rzucam Ekstraklasę?"

