A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że Jagiellonia nadal zjeżdża. W Jagiellonii jak rozprzedali najlepszych graczy i miejsce w tabeli się obniżyło za winnego uznali trenera Mamrota i zatrudnili Bułgara w charakterze cudotwórcy. Tylko,że ten Iwajło Petew to być może dobry trener,ale fartu to on nie ma. Mało tego on sam opowiada jaki to on nieszczęśliwy i niewinny jest . A zaczął przed 11 laty jako trzydziestoczterolatek całkiem udanie. Po roku pracy na szczeblu III ligi bułgarskiej trafił do II ligowego Łudogorca Razgrad, w którym nowy właściciel miał mocarstwowe ambicje. I Petew je zaczął spełniać.Po roku awansował do I ligi ,a po kolejnym i w następnym zdobył Tytuł, Puchar i Superpuchar. Niestety w 3 roku pracy nowy sezon zaczął od porażek w meczu o Superpuchar,w pierwszym meczu ligowym i w pierwszym spotkaniu eliminacji LM. I go zwolnili.a on się zarzekał,że najwyższą formę rychtował na decydujące mecze o awansie do LM.Po tym został natychmiast zatrudniony w klubie Lewski Sofia, który chciał tego cudotwórcę . Tego samego dnia kiedy podpisał angaż przebrał się w dres i koszulkę Lewskiego i udał się na inauguracyjna konferencję prasową. Ale tamtejsi kibole natychmiast go akcesoriów klubowych pozbawili i mógł się tylko pocieszać,że majtek klubowych nie ubrał. Ten skandal pokazały chyba wszystkie telewizje świata.Niestety Petew jest z nim stale kojarzony. U nas 31 lat temu piłkarze i działacze Widzewa wyrzucili do rowu z autokaru jadącego na mecz do Stali Mielec ówczesnego ich trenera Jana Tomaszewskiego,ale on uniknął takiej identyfikacji. Może i za 24 lata i o przygodzie Petewa nikt pamiętał nie będzie. Natychmiast znalazł pracę w Apoelu Nikozja i dzielnie piął się na szczyt,ale w ostatnim meczu w którym do Mistrzostwa brakowało punktu ktoś z trybun rzucił petardę. I po Tytule. Wówczas Federacja Bułgarska obsadziła go w roli trenera reprezentacji. W eliminacjach do Euro 2016 zajął w grupie ostanie miejsce,ale przekonał,że wyselekcjonował taką grupę,że klękajcie narody , więc go zostawiono na eliminacje do MŚ 2018. Lecz kiedy przegrał 1 mecz z Luxemburgiem postawiono na kogo innego.Trafił do Dinama Zagrzeb,ale przegrał do HNK Rijeka wszystko co było do przegrania i w klubie w którym 2 miejsce w Chorwacji jest klęską być dłużej nie mógł. Trafił znowu na Cypr do Omonii Nikozja,ale oskarżył piłkarzy o ustawianie meczów, więc go natychmiast spławiono i zażądano pół miliona Euro odszkodowania. Kiedy przeprosił od kary odstąpiono. Przed Jagą pracował w Al Qadish,ale spuścił klub do II ligi i został bez roboty. U niego nie chodzi o to,że miał różne przypadłości , bo to się może zdarzyć,ale o to,że on to rozpamiętuje,że on cały czas spogląda wstecz,że wręcz żyje przeszłością. Wydaje się,że powinien oczyścić swoją głowę z rozważań co by było, gdyby było.Komentatorzy Bułgarscy twierdzą,że jego silną stroną są umiejętności motywacyjne, bo taktyczne ma mocno umiarkowane. On z kolei sam powiada,że preferuje futbol ofensywny. Wczoraj mieliśmy tego dowody. Z motywacji nic nie wyszło, bo jak motywować ludzi mówiących w ośmiu językach,ale nie znających ani słowa po bułgarsku i angielsku.A gra ofensywna odbywała się w odwrotnym kierunku, bo pewno zapomniał im powiedzieć, gdzie jest przód. Można się śmiać,ale nasi rywale tak nieporadni chyba nie są jak to wczoraj demonstrowali Przy czym to nie do końca jego wina , przecież "krawiec kraje jak mu materii staje". A w Jadze od paru lat prowadzona jest kadrowa gospodarka rabunkowa. Sprzedaje się każdego , kto chce kupić. W ten sposób odeszli tej klasy zawodnicy co :Czernych, Chomczenowski, Klimala, Bezjak,Burliga, Frankowski, Sheridan, Tomasik,Świderski, Novokovas i Guilherme. Natomiast sprowadzono tylko kilku graczy reprezentujących jakiś lichy poziom : Pospiszila, Arsenicza,Kadleca, Prikryla i Iliewa. W ostatniej chwili zakontraktowano dwóch Jasiów Wędrowniczków Makuszewskiego i Borysiuka.Chyba po to,żeby się odbudowali i znowu powędrowali w dal. Mnie natomiast oburzyło , przyjęte i powtarzane bezmyślnie przez niego i przez media powiedzenie,że zawodnicy powinni mieć chłodną głowę i gorące serce. Otóż autorem tego powiedzenia jest morderca i ludobójca, twórca CZeKa Feliks Dzierżyński.Było ono sztandarowym hasłem CZeKa, NKWD i urzędów bezpieczeństwa tzw, demoludów. Ciekaw jestem czy ci, którzy z taką lubością je powtarzają mówili by : "Jak to powiedział towarzysz Dzierżyński ( tu nazwa zawodu)musi mieć chłodną głowę i gorące serce". O tym,że jak nasz prezes pomyśli , to i wymyśli. Najpierw wypada prezesa Mioduskiego pochwalić,że wykonał dwie efektowne wolty , co prawda nie na koniu,ale na sucho, lecz uzyskał dzięki nim oczekiwane efekty. Po pierwsze odciął się od pierwotnego komunikatu zarządu o tym,że klub nie wie co się stało na trybunie północnej w czasie meczu z ŁKS i że Legia nie jest stroną sprawy. Słusznie pojął,że tego kto nie chce brać odpowiedzialności, to silniejszy, czytaj PZPN , szybciutko nauczy pokory , a ponadto jak się nie jest stroną to traci się prawo do odwołania. Prezes wyraził ubolewanie, przekonał,że sprawa powinna być rozpatrywana w trybie zwykłym,a nie nagłym i uzyskał zawieszenie kary. Z kolei w sprawie powiększenia ligi , któremu w wywiadach był przeciwny pod wpływem argumentów zmienił zdanie. Co prawda w czwartek podczas spotkania w PZPN jeszcze chciał rocznego opóźnienia,ale kiedy przyszło do wyrażenia zdania tak czy nie, z pełnym przekonaniem był jako pierwszy za. W gazetach napisano głupstwa,że przegrał. W sposób oczywisty wygrał, bo wygrała nasza piłka. Można tylko powiedzieć,że stało się to o 4 lata za późno. I tylko niewielkim usprawiedliwieniem jest szantaż Kanału+.Pisałem o tym na FC i miałem kilkaset polubień. Obowiązkiem centrali , czy to PZPN czy Zarządu ESy było reagowanie na zmianę zewnętrznych warunków funkcjonowania. Zwiększenie liczby uczestników ME i MŚ, powstanie Ligi Narodów, spadek naszych drużyn w rankingu UEFA i rozgrywanie eliminacji od I rundy spowodowało,że ligę trzeba było kończyć na początku maja. Mecze decydujące o miejscach w tabeli stały się parodią jako rozgrywane co 3 dni, co było też niszczące dla zawodników. Mało czasu na odpoczynek powodował,że nasze drużyny dostawały w kuper od słabszych od siebie. Czyli ilość drużyn ma być dopasowana do potrzeb szkoleniowych a,nie do widzi mi się biurokratów. W końcu wyśmiewano prezesa,że kiedy mówił o losach Pekharta w Las Palmas to opowiadał bajeczki. Rzeczywiście nie powinien bajdurzyć,bo w dobie internetu łatwo dane zweryfikować, ale to nie znaczy,że automatycznie krytycy mieli rację przesądzając ,że jest to nietrafiony transfer, bo zawodnik nic nie umie i jest wyjątkowo wolny.Wczoraj Pekhart , co prawda na tle zdemoralizowanego rywala, zaprezentował się co najmniej obiecująco. Więc nieśmiało powiem,że być może pan Bortnik zna się trochę lepiej na piłkarzach, niż byle pismak. Natomiast prezes nie popisał się kiedy przypisał pismakom odpowiedzialność za takie ekscesy jak ten podczas meczu z ŁKS.Zarzucił mediom,że to one niejako reklamują zadymiarzy,którzy robią to co robią wiedząc,ze zaistnieją w mediach. Pismacy winni ?, nigdy w życiu. Rzucili się na niego hurmem i o mało by go nie zadeptali. I trochę racji mieli. Ponieważ prezes nie wykonał pracy analitycznej. Powinien był odróżnić 4 płaszczyzny jakie się ujawniły wokół incydentu. Jedna to taka,że szmata na stadionie był niestosowna. Klub nie powinien jednak odżegnywać się od odpowiedzialności . Kwestia ewentualnej wysokości kary jest oddzielnym zagadnieniem. Moim zdaniem wchodzimy tu w niesłychane nośne zagadnienie jakim jest wolność słowa. Ja np. uważam,że ma prawo mówić głośno,że piwa produkcji Kompanii Piwowarskiej spożywał nie będę i innych namawiam do bojkotu ich produktów. Ponadto na incydent poskarżyć się powinna firma francuska,a ona tego nie uczyniła. Natomiast nie wolno pominąć chamskiego odnoszenia się do własnego zawodnika. Druga to próba wykorzystania każdego pretekstu wrogów Legii do ataku na nią.I w tym upatruję największej winy matołectwa.Że dają dogodny pretekst do poniewierania nazwą naszego klubu.I nie potrafią się tej zmasowanej, wrogiej propagandzie przeciwstawić. Trzecia to sama sprawa tzw. ratowania Polonii. Przyjaciele Polonii to są sami wrogowie Legii i oni utrzymują,że niejako obowiązkiem każdego jest ratować Polonię. Ja się od takiej postawy odżegnuję, bo uważam,że chwasty trzeba wyrywać,a nie pozwalać,aby one rosły kosztem pożytecznych i potrzebnych roślinek . I wreszcie dopiero czwarta to postawa mediów. Tu nasz prezes pobłądził, bowiem trafne spostrzeżenia mieli Boniek i Probierz. Prezes PZPN mówił, o tym,że pismaki nadają nadmierną rangę błahym zdarzeniom traktując je jako sensacje. Podczas kiedy wiele rzeczy dziejących się na trybunach to sprawy normalne i że nie można kibicom narzucać dworskiego ceremoniału, bo to się nie przyjmie.Natomiast w sprawach ważnych w piłce i wymagających poprawy media milczą. Mnie osobiście boli,że media nie podejmują krytyki szkodliwego przepisu ustawowego,że prezesi związków sportowych na szczeblu centralnym mogą pełnić swe funkcje tylko przez dwie kadencje. Każdemu komu zależy na dobru naszej piłki powinien optować za tym,aby Boniek pozostał,bo jest bardzo potrzebny naszej piłce. Probierz natomiast skrytykował pokazywanie tylko tego w naszej piłce co najgorsze. Zapytał : dlaczego np pokazywane są najgorsze zagrania, pudła ,a nie najlepsze?. Odpowiedziano mu,że chce ingerować w pracę pismaków.Tylko,że to obrazuje ich stosunek do zawodu jaki wykonują i do polskiej piłki. Nie powinniśmy tego nastawienia dłużej tolerować. O tym,że zmiany w stosunku do poprzedniego meczu wyszły na dobre. Z Rakowem, do dziś nie wiem czemu, zagraliśmy w ustawieniu 4-4-2. Wczoraj trener wrócił do systemu 4-2-3-1. Do tego wprowadził Wieteskę ( z konieczności), Novikovasa za Rosołka i Gwilię za Martinsa. Każdy z nich rozegrał dobre spotkanie. Wieteska był tym do którego Majecki najczęściej podawał piłkę i tym który ją z obrony wprowadzał do gry. Ponadto brał udział przy stałych fragmentach gry pod bramką Jagi. Novikovas biegał najszybciej w Legii i miał najwięcej sprintów,a ponadto oddał najwięcej strzałów z dystansu.Widać,że ,aby dojść do wysokiej formy potrzebuje utrzymania rytmu meczowego . Dla Gwili pozycja defensywnego pomocnika jest moim zdaniem optymalna. Wypada zwrócić uwagę na jego wzorową współpracę z Luquinhasem. No i trzeba odnotować udany debiut Pekharta. Zagrał 15 minut. W tym krótkim czasie kilka razy zabierał się z akcjami, miał 3 sytuacje do strzelenia bramki, raz niecelnie uderzył głową, drugim razem piłka została zablokowana, za trzecim trafił. Poza tym nie chował się ,ale przeszkadzał rywalom w wyprowadzaniu piłki. Widać,że w Las Palmas był rezerwowym ,ale był w treningu. Chyba mamy dobrego zmiennika dla Kante. O tym,że lepsi to ci co wygrywają,a nie ci co szybciej biegają i więcej walczą. W meczu z Rakowem daliśmy sobie narzucić walkę na to kto szybszy i kto bardziej agresywny pozostawiając gdzieś na uboczu umiejętności taktyczne. Ja często porównuje mecz piłkarski do pojedynku bokserskiego. W boksie kiedy spotykają się rywale o różnicy umiejętności to ten lepszy nie daje sobie narzucić sposoby walki przeciwnika. Ten słabszy chce iść na wymianę ciosów licząc,że w chaosie trafi mocno rywala i w ten sposób wygra. Z kolei ten o wyższych umiejętnościach walczy na dystans, wykorzystuje luki w obronie, nie spieszy się, nie daje się trafić, zbiera punkty i spokojnie wygrywa. Ja od Legii oczekuję postawy godnej tego lepszego boksera. Takiej jak we wczorajszym spotkaniu, ale w i w następnych. Moim zdaniem naszą drużyną na taką grę stać. O tym,że tym razem rozegraliśmy spotkanie po profesorsku. Po profesorsku oznacza ,że dokładnie widać różnicę pomiędzy porządkiem a bałaganem. Od początku meczu widać było w poczynaniach naszej drużyny spokój, opanowanie, wybijanie rywali z uderzenia, właściwe rozstawienie graczy na boisku, zamykanie skrzydeł ( już pierwsza akcja mogła zakończyć się bramką, gdyby Kante wszedł głową,a nie nogą), asekurację przedpola przed polem karnym ( vide pierwsza bramka ) . Bezpiecznie wyprowadzaliśmy akcje z własnego przedpola,albo długą piłką,lub też rozgrywaliśmy piłkę do tyłu ,aby rozpocząć akcję od skrzydła. Stosowaliśmy obronę strefową już na połowie rywali. Właściwie jedynym negatywem naszej gry było to,że nasi zawodnicy dawali się łapać zbyt często na spalone. Było to efektem stawiania na celność podania piłki kosztem szybkości rozegrania.A to z kolei wynika ze słabego jeszcze zrozumienia. Czyli do automatyzmu zagrań jeszcze droga daleka. O tym,że gra na wynik nie jest oznaką słabości,lecz siły. Koncepcja gry na wynik jest jednym z elementów dorobku teoretycznego Walerego Łobanowskiego. W wielu opracowaniach sprowadza się się ją do reguł sformułowanych przez Łobanowskiego,że lepiej jest wygrać np. siedem razy po 1:0 niż raz 7: 0 i sześć meczów zremisować lub przegrać oraz ,że lepszy jest wynik 1:0 niż np. 5:4. Przy czym ukraiński "pijany geniusz" uzależniał grę na wynik również od okoliczności taktycznych. Inne trzeba mieć nastawienie grając w pucharach,w tym na wyjeździe i u siebie,a inne w lidze. Gra na wynik w lidze powinna charakteryzować się tym,że jeżeli chcemy wygrać mecz to od początku powinniśmy dążyć wszystkim możliwymi środkami do zdobycia jako pierwsi bramki.Po jej zdobyciu z kolei drużyna powinna skoncentrować się na kontrolowaniu poczynań przeciwnika , których głównym celem musi być niedopuszczenie do utraty bramki. Oczywiście kiedy rywal będzie popełniał błędy to należy je wykorzystać.Ale generalnie głównym celem gry meczowej musi być wygranie spotkania,a nie zdobycie maksymalnej ilości bramek.Takie nastawienie to nie jest żaden minimalizm,ale mądrość i pragmatyzm.Nareszcie Legia wczoraj tak zagrała. Jednak można mieć wątpliwość czy to zawdzięczamy zmianie nastawienia taktyczno-mentalnego czy słabości rywali. Następne mecze przyniosą odpowiedź, a zwłaszcza jak trafnie podsumowuje Gawin swój tekst , ten z Cracovią . P.S. @Kibic 60. Jestem w stanie przyjąć do wiadomości,że nie posiadasz za grosz poczucia humoru. Tylko,że to nie jest żaden powód do chwalenia się tym brakiem.