A+ A A-
  • Zbyszek
Przed meczem jak zwykle rozmawiałem z Gawinem ,który nie ukrywał swego sceptycyzmu, natomiast ja liczyłem na wygraną ,a to z tego powodu ,że po pierwsze większość piłkarzy Jagiellonii musi być solidnie zmęczona po meczu we Florencji, po drugie Legia organizuje swą grę coraz bardziej sprawnie i po trzecie ,że taktyka gry Jagi jest coraz lepiej rozpracowana ,a tzw. średnia umiejętności piłkarzy Legii jest wyższa niż rywali. Niestety choroba niewygrywania ma nadal ciężki przebieg Smile. Jak to był rzekł w I wieku n.e filozof Protagoras "Człowiek jest miarą wszechrzeczy " na co w filmie "Rejs" "poeta" po grze w "salonowca " był rzekł :" Nie mogę być jednocześnie twórcą i tworzywem" co w naszej przypadłości prowadzi do doceniania czynnika ludzkiego w spirali zdarzeń , a właściwie nieszczęść, Już od tysięcy lat ludzie zastanawiali się nad zagadkami bytu w tym nad tym , co sprawia ,że coś jest i czego nie ma i dlaczego . Wielki filozof Arystoteles sformułował 4 prawa przyczynowości , które jego zdaniem prowadzą do celu , gdyż według niego cel był wyznacznikiem działania i jego jedynym kryterium. Natomiast w XIV wieku n.e niesłusznie zapomniany William Ockham ( ten od "brzytwy") odrzucił ten pogląd ,a właściwie go odwrócił , pisząc o przyczynach sprawczych . Tym samym kto docieka przyczyn katastrofalnej sytuacji jakiej doświadcza Legia ma rację, a jednocześnie jej mieć nie może , gdyż prawda wedle Protagorasa jest relatywna ,a tylko niektóre przyczyny ( które ?) skutkują negatywnymi efektami, mimo ,że ich twórcy byli święcie przekonani ,że muszą one przynieść efekty pozytywne. Właściwie z kierownictwa Legii w tym temacie głos dał tylko Dyrektor Sportowy Michał Żewłakow , który był rzekł,iż wszystko się w maszynie dotychczas dobrze działającej zacięło od meczu z Samsunsporem ( 02.10,2025) , w który trener Iordanescu niepotrzebnie namieszał w składzie , po którym przyszły następne porażki . Według mnie,albo Żewłakow usiłuje robić nas w konia ,co byłoby do przyjęcia, albo , co bardziej prawdopodobne , to co podał jako diagnozę świadczyłoby o jego rażącej niekompetencji. Legia w tamtym spotkaniu miała "prawo " przegrać , bo wartość rywali była dwa razy wyższa,a mimo to Legia miała wszystkie parametry korzystniejsze od przeciwnika ( np. posiadanie piłki 58 do 42) . Niezależnie od racji stojącej za tą wypowiedzią Żewłakowa , takie prostactwo , sprawi ,że Marek Papszun nie zgodzi się na dłuższą pracę z Żewłakowem, gdyż nie jest to dla niego równorzędny partner do dyskusji i "w interesach ". Różnica wiedzowa jest zbyt duża. Dla mnie , amatora kwaśnych jabłek , zwolennika przyczyn sprawczych , a nie wydumanych z sufitu, rzecz nie psuje się , nie gnije z wtorku na środę ,ale ten proces zaczyna się dużo wcześniej. My tylko obserwujemy efekty tego procesu i wielu , takich jak Żewłakow myli skutek z przyczyną. Np. jak wrzucimy do worka kartofli jeden zgniły ziemniak to dopiero po kilku tygodniach zobaczymy ,że wszystkie ziemniaki zgniły,a co dopiero jak wrzucimy takich zgniłków 30% Smile. .Nie twierdzę ,że w poprzednim sezonie 2024/25 wszystko było cacy ,ale tylko ślepy nie zauważy i nie skojarzy ,że w przerwie międzysezonowej nastąpiło równoczesne zatrudnienie nowego trenera , b.selekcjonera reprezentacji Rumunii oraz sprowadzono do klubu zawodników z silnym CV jak : Kamil Piątkowski (l.25) poprzednio m.innymi w Rakowie, Red Bull, Granadzie i Kasimpasie, Arakiusz Reca (l. 30 - Bergamo, Spezia) , Petar Stojanovicz ( l. 30 - Dynamo Zagrzeb, Empoli, Sampdoria), Henrique Arreriol ( l.20 - Sporting. reprezentant U 18, 20 i 21 Portugalii), Emil Krasniqui ( l. 27 - Rapid i Sparta Praga) , Damian Szymański ( l.30 - Achmat Grożny i AEK Ateny), Kacper Urbański ( l. 21 - Bolonia, Monza), Antonio Colak ( l,32 - Darmstadt, Rijeca, Rangers, Parma, Spezia), Mileta Rajovicz ( l. 26 - Watford, Broendby) . Noah Weisshaunt ( l. 24 - FC Freiburg , reprezentant Niemiec U 18, 20 i 21) . Nadmienić wypada ,że wszyscy Polacy to byli reprezentanci kraju. Czyli na poziomie teorii wszystko się zgadzało . bo do Legii nie trafili ludzie przypadkowi ,a mimo to praktyka okazała się bezlitosna. Piszę o tym z pewnym zażenowaniem ,bowiem nie trzeba specjalistycznej wiedzy, a wypada tylko nie być ślepcem ,aby nie zauważyć ,że wszędzie , w każdym klubie i nie tylko - zachodzi ścisła korelacja między jakością trenera jako autorytetu i zawodników o ustalonej renomie. Dlatego w poważnych klubach zatrudnia się trenerów mających na koncie sukcesy . Tym samym w moim przekonaniu zatrudnienie trenera Iordanescu było błędem założycielskim , na dodatek takim jaki przy pewnej dozie wiedzy o współczesnym futbolu popełniony być nie powinien . Trener Iordanescu publicznie wyznawał swoje credo sprowadzając je do przewagi w posiadaniu piłki i traktowaniu tego założenia jako bazy do gry efektownej , skutkującej zwycięstwami . Dziś ( tak od 14 lat) takie poglądy to anachronizm, a wprowadzanie ich w życie to gotowy przepis na klęskę. Iordanescu gaworzył tak jak by nie było Sacchiego, szkoły portugalskiej, hiszpańskiej , niemieckiej czy francuskiej, których założenia prezentowałem na tych łamach ,a które oparte były na kontroli przestrzeni, sekwencyjności i sieciowości. Przewaga w posiadaniu piłki w nowoczesnym futbolu może być pomocnicza i często jest korzystna ,ale nie może być ani kluczem do wygrywania, ani tym bardziej celem gry. Drużyna Legii pod wodzą Iordanescu zagrała jeden poprawny taktycznie mecz z Lechem o SuperPuchar wygrywając go grą bez piłki.W pozostałych meczach rundy jesiennej Legia wyglądała jak drużyna amatorów usiłująca przeciwstawić się zawodowcom . Czasami amatorom uda się wygrać ,ale tylko czasami. W tzw. nowoczesnym futbolu coraz większego znaczenia nabiera polityka transferowa , na co silny wpływ wywarła sytuacja Realu Madryt , który mając za trenera Zinedine Zidane i za wszechstronnego napastnika Cristiano Ronaldo od sezonu 2015/16 ( wygrana w finale LM z Atletico Madryt) przez 3 kolejne sezony wygrywał Ligę Mistrzów. Odejście tych dwóch dżentelmenów sprawiło,że w wiosną 2019 Real odpadł w ćwierć finale z Ajaxem. Historia ta pokazała,że zarówno świat futbolu jak i rynki ciągle się zmieniają , więc kierownictwa klubu nie mogą liczyć na niezmienność w czasie składu personalnego zespołu. Tym bardziej,że w przypadku zawodników mamy cały czas do czynienia z rynkiem pracownika . Zapotrzebowanie na wysokiej klasy graczy jest większe, niż ich podaż. Więc tym ważniejsza jest jakość pracy skautingu pozwalająca na utrzymanie wysokiego poziomu gry dzięki dopływowi odpowiedniej klasy zawodników. Ciągła,a nie akcyjna rekrutacja zawodników jest sposobem na sukces . To co zrobiono w Legii latem 2025 roku było szkodliwe i zawetowało proces naturalnej ewolucji. Można powiedzieć ,że efektywny zespół to nie przypadek , to nie kwestia daru od Boga ,że ktoś jest dobrym skautem , trenerem , dyrektorem ,a inny nie.Wszystko zależy od determinacji , stałego uczenia się , ciężkiej pracy i planowania. Zawsze może zdarzyć się jakaś niekorzystna sytuacja ,albo ich splot i często osoby funkcyjne nie mają na takie zdarzenia wpływu ,ale powinny je przewidzieć i tym samym mieć wpływ jakie działania powinny być podjęte kiedy do takiej sytuacji dojdzie. W Legii nikt nie był przygotowany na odejście Feio i nikt nie miał planu gdyby Iordanescu nie podołał wyzwaniu . Nadzieja,że jakoś to będzie nie jest strategią. Ciągła rekrutacja jest podstawą sprawnego funkcjonowania każdego zespołu pracowniczego , ale wraz z nią musi być powiązana stała selekcja. Wielu szefów, w tym trenerów przyjmuje założenie ,że jak słonia można nauczyć tańczyć to z każdego zawodnika obdarzonego talentem wskutek szkolenia wyrośnie supergracz. Otóż zawodnik oprócz talentu musi chcieć być najlepszy, gdyż jak wykazują badania psychologiczne tylko 20% sukcesu rozwojowego stanowi wsparcie i szkolenie , pozostałe 80% to ciężka praca, samozaparcie i chęci . Trener nie może chcieć bardziej od zawodnika,ale też musi pogodzić się z tym ,że nie każdy będzie grał na miarę Ronaldo czy Messiego ,ale musi grać na miarę swego potencjału .. Komentatorzy telewizyjni zwrócili uwagę na fakt,że Legia po raz pierwszy w tej rundzie zmierzyła się z zespołem grającym innym systemem taktycznym ,gdyż Legia zagrała 3-5-2 ,a Jagiellonia 4-2-3-1. Tym samym ich gra nie była lustrzanym odbiciem. System gry 4-2-3-1 odznacza się zbilansowanym rozmieszczeniem zawodników na boisku. W strefie niskiej dwaj środkowi obrońcy :Konstantopulos i Vital grając nieco z tyłu mieli zapewnione bezpośrednie linie podań przez bocznych obrońców :Wojtuszka i Montpoję oraz dwóch defensywnych pomocników : Flacha i Pozo. Ich konkretne pozycje podczas ataków uzależnione były od rozgrywającego Imaza. W systemie 4-2-3-1 pozycja zawodnika grającego na umownej pozycji "10" staje się unikatowa.Nie tylko obdarzony jest dużą swobodą pozycyjną,ale okazuje też wsparcie partnerom po stronie piłki w tzw. umownym centrum gry, gdy ta transportowana jest przez skrzydłowych : Szmyta i Mazurka do wyższych stref. Ci dwaj pełnili funkcje "wąskich" rozgrywających blisko osi środkowej boiska, jak i szerokich skrzydłowych przy liniach bocznych, w tym skrajnych napastników . Rolę środkowego napastnika wypełnia wszechstronny Pululu odpowiedzialny za wysokość ataku ,wydłużenie pola gry oraz za obniżenie ustawienia w kierunku piłki. Z uwagi na jego mobilność , dużą szybkość lokomocyjną oraz siłę fizyczną ( niski środek ciężkości) jest to kluczowy zawodnik w grze ofensywnej Jagiellonii. W fazach przejściowych oba zespoły przemieszczały się w ustawieniach 3-4-3 i w takich wypadkach ważne było wygrywanie pojedynków na pozycjach "jednoimiennych" . Generalnie system 4-2-3-1 jest bardziej zorientowany na utrudnianie gry rywalom ustawionym 3-5-2 przy jednoczesnej ofensywie w postaci szybkiego ataku i w razie jego niepowodzenia przechodzeniu w atak pozycyjny. Trener Jagiellonii Siemieniec wymaga ,aby zawodnicy każdą akcję ofensywną starali się kończyć strzałem na bramkę. Trener Papszun dzisiaj wybrał metodę pozycjonowania się zawodników nie względem partnerów z własnej formacji ,ale względem zawodników przeciwnika. Ponieważ obie drużyny rozpoczynały akcje ofensywne od własnej bramki to boczni obrońcy i pomocnicy Jagi starali się uniemożliwić naszym wahadłowym : Kunowi i Chodynie wyższych interwencji ,ale ci z kolei starali się wchodzić w strefę pomiędzy bocznymi obrońcami a skrzydłowymi Jagi co zwłaszcza w I połowie wpływało na opóźnienie w zorientowaniu w kryciu ( kiedy i kogo) . Oprócz "zamrożenia " wahadłowych gracze Jagi potrzebowali jeszcze wypracowania przewagi w najniższej strefie . Problemem do rozwiązania wówczas stawała się obecność w polu karnym naszych dwóch napastników : Rajovicza i Adamskiego. Gracze defensywni Jagi starali się ten problem rozwiązać wykorzystując bramkarza w rozegraniu i rozstawieniu w sektorach półbocznych stając się "wolnymi' zawodnikami do progresji z piłką w tych rejonach boiska.Ta progresja miała też na celu sprowokowani ataku na nich ze strony ofensywnych pomocników Legii : Kapustki i Biczachczjana. W ten sposób widać było ,że w okolicach bocznych sektorów ich pola karnego tworzyły się dwa romby mające im zapewnić wsparcie awaryjne, utrzymujące,ale też i progresywne . W ten sposób w przypadku przejścia do natarcia mogli dysponować liniami podań ( sekwencje) oraz zabezpieczenie pod piłką w przypadku jej straty ( sieć). Liczyli też na to ,że prowokując graczy Legii do gromadzenia się w strefie 3/3 zyskają przewagę liczebną i pozycyjną w wyższej bazie. Tą metodą o mały włos, a zaskoczyli by nasz zespół w 3', gdyby Szmyt nie uzyskał piłki zagraniem ręką. Kolejnym sposobem na budowanie akcji od tyłu przez Jagiellonię było przechodzenie na tzw. asymetryczną czwórkę z tyłu , kiedy to jeden z bocznych obrońców pozycjonuje się szeroko i wysoko, prawie jak wahadłowy , dzięki czemu sytuuje się pomiędzy napastnikami a skrzydłowymi i ofensywnymi pomocnikami Legii. I to ten wariant okazał się dla Jagii zgubny , bowiem Chodyna wykorzystywał te wyjścia Montpoji do szybkiego ataku po skrzydle i dogrywaniu piłki równolegle do końcowej linii boiska co spowodowało,że naciskani przez napastników Legii defensywni gracze Jagii ( Vital i Flach) skierowali piłki do własnej bramki. Z kolei zespół Legii w obronie był ustawiony w romb , którego boki stanowili Piątkowski i Augustyniak ,a od bramki głębokość trzymał Pankov,a od pola gry Elitim. Mimo pochwał za dobrze zorganizowaną grę przez zespół Jagiellonii i ich dyscyplinę taktyczną to bramki zdobyli nie wskutek własnej przemyślności ,ale dzięki szczęściu. Przy pierwszej owszem nieco zaspał Elitim ,ale Flachowi wyszedł strzał życia ,a przy drugiej piłka odbiła się od Pankova na nogę Pululu . Oceniając taktykę obu drużyn to widać różnice w przyswojeniu zasad i metod na korzyść zespołu z Białegostoku , który był także bardziej zdyscyplinowany taktycznie ,ale nie można nie dostrzec postępu w grze Legii, której brakuje przede wszystkim cierpliwości w konstruowaniu akcji ofensywnych . Mecz zaczął się jak u Hitchcocka , kiedy to sędzia Karol Arys posiłkował się VARem sprawdzając "czystość" akcji przed faulem bramkarza Hindricha na Szmycie w polu karnym Legii i słusznie uznał ,że zawodnik Jagiellonii zagrał piłkę ramieniem a więc częścią ręki i rzutu karnego nie podyktował . Dzisiaj jak to się potocznie mówi arbiter pozwolił grać ,ale kilku naszych graczy , głównie w I połowie ( Kapustka, Chodyna, Elitim, Adamski ) przegrywając walkę o piłkę z graczami Jagiellonii mieli pretensje do sędziego , że ich zdaniem powinien odgwizdać faule na nich za trzymania i popchnięcia rękoma - ale nie mieli racji . Walka o piłkę na tym właśnie polega,że używa się siły fizycznej i to wygrywający ma rację w tym sensie ,że nie można go karać za to ,że wygrał pojedynek będąc lepszym ( silniejszym). Lecz te drobne zdarzenia wskazują,że piłkarze Jagi byli bardziej zdeterminowani , że bardziej im zależało,że mniej dbali o swoje kości ,a bardziej o dobro swojej drużyny .Ten stan bierności przerwali Augustyniak i Pankov, którzy ruszyli do boju i pociągnęli za sobą resztę zespołu,a pewnikiem w przerwie swoje dołożył Papszun. Trudno nie zgodzić się z Gawinem ,że czeka nas twarda walka o utrzymanie i nikt nam nawet punkcika nie podaruje.