- Zbyszek
Prawie dokładnie rok temu polski przedsiębiorca Robert Dobrzycki odkupił od innego biznesmena Tomasza Stamirowskiego 76 % akcji klubu Widzew Łódź ( dziś ma tych akcji 82,3 %). Nieco wcześniej , bo w marcu Dobrzycki wymusił zatrudnienie w miejsce Igora Ceriny jako Dyrektora Sportowego Litwina Mindaugasa Nikoliciusa,a ten zaproponował w miejsce trenera Myśliwca Chorwata Żeljko Sopicza , b. trenera HNK Rjeki. Większościowy właściciel po kupnie akcji powiedział,że powiesił w swoim gabinecie w klubie powiększona tabelę Ekstraklasy z Widzewem na miejscu 13 , co by do takiego upadku klubu więcej nie dopuścić . Postanowił dokapitalizować klub ,a większość środków przeznaczyć na zakup klasowych graczy i płacenie im wynagrodzeń na miarę ich umiejętności .
Nikolicius , który był Dyrektorem w Hajduku Split sprowadzał graczy z klubów chorwackich ,a ponieważ Sopiczowi prowadzenie zespołu nie wychodziło zdołał jeszcze w jego miejsce sprowadzić Chorwata Igora Iovicevicza , który był trenerem m.innymi w Dynamie Zagrzeb, Dnipro, Szachtarze ,a do Widzewa trafił z Łudogorca Razgrad. To był ostatni ruch Litwina , bowiem w październiku zastąpił go wieloletni pełnomocnik zarządu Pogoni do sprawa sportowych Dariusz Adamczuk, który dostał takie samo stanowisko w Widzewie ,a Dyrektorem Sportowym, został Piotr Burlikowski , pełniący tę funkcję w wielu klubach w tym w Cracovii i ostatnio w Zagłębiu Lubin.
Adamczuk pokazał na swoim stanowisku klasę , bowiem generalnie nie można niczego zarzucić sprowadzonym przez niego zawodnikom , a nawet widać dobre rozeznanie potrzeb oraz zrozumienie dla potrzeb kompatybilności . Adamczuk to b. prawy obrońca reprezentacji olimpijskiej z 1992 roku ( srebrny medal pod wodzą Janusza Wójcika). Np. z Włoskiej Spezii sprowadził reprezentanta Przemysława Wiśniewskiego , który jest prawonożny i odkupił do niego z Legii na środek obrony lewonożnego Steve Kapuadiego . W ten sposób obaj się uzupełniają i mogą grać ze sobą w linii ,jak też w pionie.
Obaj dyrektorzy i Nikolicius i Adamczuk sprowadzili następujących zawodników : Osmana Bukariego prawoskrzydłowego z Austin ( MLS) za 5, 5 mln USD, Emila Korviga , ofensywnego pomocnika ze Spezii za 3 mln Euro, Przemysława Wiśniewskiego , środkowego obrońcę ze Spezii za 3,1 mln Euro,Andi Zequikriego , środkowego napastnika z Genk za 2, 6 mln Euro, Steve Kapuadiego , środkowego obrońcę z Legii za 2 mln Euro, Mariana Fornalczyka, lewoskrzydłowego z Korony Kielce za 1,5 mln Euro, Steve Andreu , środkowego obrońcę z Charleroi za 1,3 mln Euro, Carlosa Isaaca, prawego obrońcę z Cordoby za 1 mln Euro, Christophera Chenga , lewego obrońcę z Sundenfiordu za 900 tys Euro, Samuela Alvareza , prawoskrzydłowego z Botero za 750 tys Euro, Velijko Ilicza, bramkarza z TSC Serbia za 500 tys. Euro, Ricardo Vinesa , środkowego obrońcę z Real Betis za 425 tys, Euro, Bartłomieja Drągowskiego bramkarza z Panathinaikos za 300 tys. Euro, Macieja Kikolskiego , bramkarza z Legii za 300 tys Euro, Petro Therkildsena prawego obrońcę z Djurgarden za 100 tys Euro, oraz bez odstępnego Lindona Selahiego , ofensywnego pomocnika z Rijeki, Pape Ba , środkowego napastnika z Schalke, Lukasa Leragera defensywnego pomocnika z Kopenhawn, Sebastiana Bergera środkowego napastnika z GKS Katowice, Angela Baenę prawoskrzydłowego z Wisły Kraków i Tonio Teklicza , ofensywnego pomocnika z Tranbonsporu.
W tzw. międzyczasie zwolniony został trener Jovicevicz i od marca trenerem Widzewa jest Aleksandar Vukovicz, którego podstawowym systemem jest 4-3-3 i do pierwszego składu z graczy zakupionych zdołali się przebić : Drągowski, Isaac, Wiśniewski , Kapuadi, Alvares, Lerager, Korvig, Bergier i Fornalczyk. Z uwagi na kontuzję Leragera jego miejsce Selahi ,a cały czas próbowany jest Bukari. To na Ghańczyka wylewane są przez mediaworkerów kubły pomyj , jak to on byłby winien degrengolady Widzewa. A przecież chyba nawet idiota wie ,że nie może być niczemu winien , bo nie gra ,a jak gra to ogony . A jest to zawodnik, który był wyróżniającym się skrzydłowym w słowackim Trencinie ,Nantes, Genk i Crvenej Zvezdie skąd za 7 mln USD przeszedł do Austin (MLS). Wczoraj wszedł na ostatni kwadrans jako widoczny znak przejścia Widzewa z gry zamkniętej w niskiej strefie do gry otwartej co by powalczyć o wygraną,ale nie możemy Bukariego ocenić , bowiem reszta zespołu na niego nie gra , nikt mu nie podał piłki , tak jak by był bojkotowany.
Nie odkryję Ameryki powołując się na wywiad jakiego udzielił Maciej Skorża w sierpniu 2012 roku już wówczas niszowej "Gazecie Stołecznej" . Na pytanie dlaczego Legia w sezonie 2011/12 odpowiedział ,że zadecydowała nie tylko fatalna końcówka rundy ( o przyczynach drastycznego spadku wydolności w 3 ostatnich meczach nie wspomniał),ale przede wszystkim,że zespół stracił za dużo punktów w trakcie sezonu. Obwinił siebie o to ,że dał sobie wmówić ,że za daje za mało szans zawodnikom sprowadzonym przez nowomianowanego Dyrektora Sportowego. Stwierdził,że tych szans dawał graczom na poziomie co najwyżej III ligi dawał za dużo ,ale miał takie wrażenie ,że władze klubu bardziej słuchają Jóźwiaka , który skarży się na niego ,że nie wystawia nowych, dlatego ,że są słabi ,ale dlatego ,że Skorża jest z nim w konflikcie. Przypomnijmy te Jóźwiakowe nabytki ( paru dobrych graczy też mu się trafiło , na zasadzie ślepej kury i ziarna) : Dong, Piotr Augustyniak , Paluchowski, Górski ,Antolovicz, Knezevicz, Hubnik, Mezenga, Cabral, Manu , Ogbuke, Kelhar, Makhnowsky, Majkowski, Zbozień, Blanco, Nacho Novo. Ohayon i Bruce.
Jak by nie patrzeć to tegosezonowy nabór do Widzewa jest bogatszy w zawodników umiejących grać w piłkę ,ale jest nadmiarowy, bowiem praktycznie sprowadza się do zbudowania nowego zespołu , scementowania go i wytworzenia nowej hierarchii. Podobny proces zaszedł w Legii , tylko ,że Papszun ma znacznie lepiej opanowany warsztat trenerski od wymienionych trenerów Widzewa , jak też od Iordanescu.
Czyli jak by nie patrzeć to stare powiedzenie " Co za dużo to niezdrowo" ma sens także i w futbolu.
Media opanowało istne szaleństwo dywagacji jakie zmiany kadrowe nastąpią w Legii w przerwie letniej, a co ma swe źródło na suficie. Otóż mediaworkerzy zapomnieli ,że jeszcze w lutym właściciel klubu Dariusz Mioduski zapowiedział ,że o sprawach kadrowych kierownictwo klubu będzie decydować generalnie po zakończeniu sezonu ,a praktycznie po pewności zapewnienia sobie ligowego bytu przez drużynę.
Chodzi nie tylko o zawodników którym kończą się kontrakty: bramkarze ;Tobiasz, Hindrich ( koniec wypożyczenia) , Banasik; obrońcy :Augustyniak, Jędrzejczyk, Kun, Pankov; pomocnicy : Elitim , Kapustka, wypożyczenie Krasniquiego, Mozie oraz napastnik Nsame. Już wiemy ,że Pankov realizuje to co zapowiedział jesienią ub, roku ,że po skończeniu kontraktu odejdzie z Legii.Mnie osobiście jego szkoda, bo to bardzo dobry zawodnik ,a do tego profesjonalista, który szalenie ceni swoja godność i honor. Pankov ma kilka pretensji do klubu , począwszy od tego ,że za udział w bójce po meczu w Alkmar jesienią 2023 roku został ukarany grzywną 750 Euro i zobowiązany do zapłaty odszkodowania stewardowi w kwocie 1500 Euro u spodziewał się ,że to ureguluje klub, co nie nastąpiło . Uważał ,że powinien grać i nie rozumiał odsunięcia od składu przez m.innymi Iordanescu , a do tego uważał ,że zarabia stanowczo za mało . Natomiast podobne deklaracje składa Tobiasz,ale chyba ich celem jest podbicie bębenka , bowiem to Legia nie jest napalona na przedłużenie w nim umowy. Na przykładzie obecnego składu bramkarzy Legii widzimy jak obniżyła się ich wartość sportowa. Od zawsze co dla mnie oznacza prawie 63 lata w Legii bramkarz mieścił się na pudle najlepszych bramkarzy ligi ,a obecnie : Mrozek, Brkicz,Strączek, Trelowski, Abramowicz, Andeew, Cojocaru i Drągowski biją naszych na głowę.
Gdyby to ode mnie zależało to z czystym sumieniem przedłużyłbym umowy tylko a Augustyniakiem i Elitimem. Na pewno wysokie umiejętności mają i Kapustka i Nsame ,ale więcej czasu leczą urazy i się rehabilitują niż grają. Natomiast czterem zawodnikom , którym umowy się nie kończą dałbym wolną rękę w wyborze klubu a są nimi : Arreiol, Kacper Urbański, Mirko Colak i Mileta Rajovicz. O ile bowiem dość łatwo jest nauczyć zawodników technik obronnych , to w grze ofensywnej wymagana jest duża skala talentu i jak zawodnik ma tego talentu tyle ile kot napłakał to szkoda w niego inwestować.
Rzadko zdarza się we współczesnej piłce taka krystalicznie czysta wojna systemów : zrównoważone 3-5-2 w wydaniu Marka Papszuna i stricte defensywne 4-3-3 wdrożone przez Aleksandara Vukovicza.
Najpierw omówię system 3-5-2 zastosowany przez Legię przeciwko 4-3-3. Jak widzieliśmy system Legii charakteryzował się zwartym rozmieszczeniem zawodników w obrębie pola gry.Najniższą linię tworzą trzej obrońcy, nad nimi w strefie średniej trójkąt z ostrzem skierowanym ku górze tworzą trzej pomocnicy , szerokość ustawienia zespołu zapewniają dwaj wahadłowi ,a wysokość dwaj napastnicy o podobnej charakterystyce.W tej strukturze aż 8 graczy wyjściowo wypełnia wewnętrzne sektory boiska ( dwie półprzestrzenie i pas centralny). Począwszy od niskiej strefy grający 3-5-2 uzyskują przewagę liczebną nad jednym napastnikiem systemu 4-3-3 . Do tego napastnika mogą dołączyć skrzydłowi,ale tak jak wczoraj różnicę liczebną na naszą korzyść tworzyła pozycja nisko ustawionego rozgrywającego ( Bartka Kapustki). Fragmentarycznie wraz z trójką defensorów tworzył tzw. strukturę diamentu zapewniając katy podań " o linię wyżej ". W tej analizie pomijam fakt,że zawodnicy Widzewa za bardzo nam w tworzeniu struktur nie przeszkadzali . W strefie średniej często dochodziło do równowagi liczebnej , gdyż pomocnicy stali w "lustrzanym odbiciu" i tylko jeden z nich, u nas Elitim ,a w Widzewie Selahi mogli stać się wolnymi zawodnikami do otrzymania piłki. W strefie wysokiej dwóch naszych napastników przeciwstawiało się takiej samej liczbie środkowych obrońców rywali . Moim zdaniem błędem było wystawienie na Wiśniewskiego Nsame zamiast Rajovicza, gdyż Duńczyk jest wyższy i szybszy i pewno lepiej by sobie radził z Wiśniewskim.Z punktu widzenia systemowego to takie ustawienie 2 na 2 jest z perspektywy drużyny atakującej pożądane z uwagi na dynamikę gry i brak możliwości asekuracji ze strony innych graczy broniących, tym bardziej kiedy wysoko mogli wchodzić w boczne sektory wahadłowi. Wczoraj lepiej w tym wariancie radził sobie Wszołek .
Teoria systemu 3-5-2 zakłada włączanie się bramkarza jako dodatkowego zawodnika obrony przy wprowadzaniu piłki do gry od własnej bramki ,ale ani Tobiasz ani Hindrich takich umiejętności nie posiedli.
Dzięki spójnej strukturze w strefach wewnętrznych tzw. wolnymi zawodnikami stawali się wahadłowi Kun i Wszołek oraz na przemian Elitim z Szymańskim. Takie pozycjonowanie pozwalało na wytwarzanie wahadłowym wolnego pola na obu skrzydłach. Przy czym Legia zaczęła odnosić korzyść z takiego pozycjonowania się względem rywali dopiero w ostatnim kwadransie kiedy to trener Widzewa dał sygnał do umiarkowanego otwarcia gry swego zespołu , gdyż zakres wolnego pola w bocznych sektorach uległ znacznemu wzrostowi co wykorzystywał zwłaszcza dynamicznie biegający na skrzydełku Kacper Chodyna.
Zawodnicy Widzewa przez 75' stojąc w niskim bloku obronnym wycofywali skrzydłowych i jak widzieliśmy byli w stanie zablokować wszystkie sektory boiska w strefie 1/3 , którymi nasi zawodnicy mogliby się przedostawać w ich pole karne. Wówczas ustawienie 4-3-3 zmieniało się w 6-3-1 w którym ich boczni pomocnicy odcinali od podań naszych zawodników grających z boków boiska. Jednocześnie jak widzieliśmy taka struktura nie pozwalała na szybkie przejście graczy Widzewa na połowę Legii po odzyskaniu piłki.Bowiem powyżej linii piłki znajdował się tylko ich napastnik Bergier a i to nie zawsze , gdyż nawet skrzydłowi mieli do wolnych przestrzeni na skrzydłach daleką drogę.
System 4-3-3 uznawany jest powszechnie jako "klasyczny" dla ataku pozycyjnego wewnątrz pola gry. W najniższej linii występują dwaj środkowi obrońcy ,którzy mogą uzyskać wsparcie od nisko ustawionego środkowego pomocnika oraz dwóch bocznych obrońców. W moim przekonaniu para stoperów Wiśniewski - Kapuadi jest najlepsza obecnie w lidze, a Wiśniewski to połączenie tarana ze ścianą. W kolejnej linii pozycjonuje się tercet pomocników , przy czym dwaj boczni mają szeroki wachlarz możliwości gry z piłką jak i bez niej.Formację ataku tworzą trzej gracze , którzy zależnie od sposobu rozegrania ataku mogą występować zarówno szeroko jak i wysoko. Jak już wspomniałem wczoraj przez ok. 75' skrzydłowi zamykali boczne sektory strefy 1/3 i do ataków włączali się sporadycznie.Zespołowi Widzewa chodziło o to ,aby skrzydłowi niwelowali przewagę liczebną Legii , która wynikała z włączenia się do ofensywy w sektorze 3/3 przez wahadłowych oraz ofensywnego pomocnika. W strefie 2/3 teoretycznie powinno dochodzić do równowagi liczebnej 3 na 3, lecz "trójkąty ' obu drużyn są odwrócone odmiennie co stwarza możliwość przewagi pozycyjnej w systemie 4-3-3 z uwagi na obniżenie pozycji środkowego pomocnika , gdyż ofensywny pomocnik grający za dwoma napastnikami w ustawieniu 3-5-2 takiej możliwości nie ma . A pozycja ta bywa kluczowa w budowie i rozwinięciu ataków do wyższej bazy , już na połowie przeciwnika..Na szczęście dla Legii wczoraj zespół Widzewa tej możliwości nie wykorzystywał, gdyż pomocnicy brali bezpośredni udział w niskiej obronie strefowej. Wczoraj zespół Legii tylko kilka razy i to bliżej końca spotkania mógł zetknąć się możliwościami prowadzenia ataków bramkowych przez trójkę napastników przy jednoczesnym obniżeniu stref przez bocznych obrońców i wytworzeniu wolnego pola w bocznych korytarzach.Generalnie trener Widzewa wykorzystał bardzo dobrze możliwości paraliżowania gry ofensywnej rywali jakie tkwią w samym systemie 4-3-3, kiedy to w każdym pasie pionowym atakujący napotykają na swej drodze trzech rywali , którzy cofając się zamykają wszystkie sektory.
Tzw. obserwatorom mecz się nie podobał czyli mówiąc wprost nie podobała się im taktyka zastosowana głównie przez zespół Widzewa. Tyle tylko ,że ci sami obserwatorzy z Łodzi nie dostrzegają ,że Widzew przegrał nie dlatego ,że wybrał taktykę obrony w niskiej strefie ,ale dlatego ,że w końcówce meczu od tej taktyki odstąpił i zaczął atakować bramkę Legii - tym samym otwierając się na głębsze ataki Legii.
Gawin opisał akcje wczorajszego spotkania , więc ja dorzucę tylko garść spostrzeżeń. Wczoraj Papszun postawił na Kapustkę jako na ofensywnego pomocnika i na Nsame jako drugiego napastnika. Nie miało to większego wpływu na grę Legii jako ,że nasz zespół nadal nie potrafi zagospodarować przestrzeni na swoja korzyść.
Oglądając Legię w tym sezonie odnoszę wrażenie ,że dotyka naszych zawodników demencja . Jak w jednym spotkaniu widać,że jakiś element został poprawnie opanowany to w następnym gramy tak jak byśmy o tej wiedzy zapomnieli. Postęp w grze polega na tym,że do poprawionego jednego elementu dodaje się następny i następny , mając poszerzającą się bazę tego co umiemy stosować. Np. kiedy już wydawało się ,że Legia opanowała grę w fazach przejściowych tak wczoraj przejście z fazy obrony ( brak piłki ) do fazy ataku po jej odzyskaniu było fatalne. Przede wszystkim było wolne, niedokładne i prowadzone zbyt nikłymi siłami , a nadto w ruchu do przodu był tylko ten kto aktualnie był przy piłce.
Ponadto nasi zawodnicy zapomnieli ,że przy tak niskiej obronie strefowej aż prosiło się o oddawania strzałów zza linii pola karnego , nie tylko po to ,aby ewentualnie zdobyć bramkę ,ale aby wyciągnąć rywali z kich pola karnego i nieco je rozgęścić.
Widząc dobrze zorganizowaną obronę Widzewa nasz zespół z każdą minutą tracił wiarę w możliwość strzelenia rywalom bramki i coraz częściej wybierał warianty bezpieczne , tak aby samemu bramki nie stracić.Tym razem trener Papszun zmianami pomógł zespołowi,a wprowadzenie Chodyny było strzałem w dziesiątkę, gdyż to on rozruszał nasz atak i to on przeprowadził decydyjące natarcie.
Można krytykować trenera Vukovicza ,ale moim zdaniem nie za wybór super defensywnej taktyki ,ale za odstąpienie od niej w końcówce spotkania czego sygnałem było wpuszczenie na boisko typowego skrzydłowego Bukariego . Twierdzenie ,że brak Shehu i Leragera nie wytrzymuje krytyki , gdyż Widzew co jak co ,ale ławkę ma bardzo mocną.Przy czym podobnie jak w Legii nasuwa się pytanie co robi sztab medyczny opiniując pozytywnie , ponoć po badaniach zatrudnienie faceta mającego ścięgno Achillesa w strzępach .
Vukovicz jak to skrótowo opisałem wykorzystał prawie w 100% potencjał defensywny tkwiący w systemie 4-3-3, lecz które to wdrożenie jednocześnie uniemożliwiało prowadzenie szybkich z udziałem kilku graczy akcji ofensywnych. Można było nawet podejrzewać ,że Vukovicz zakazał swoim graczom strzelenia gola Legii co by naszych zawodników nie obudzić ze snu i co by zezłoszczeni nie zdobyli paru widzewskich skalpów. Nie należy dziwić się Vukoviczovi ,który wie,że na Legii nawet jak by jego zespół wypruł żyły to i tak nie wiadomo czyby wygrał , więc chciał zdobyć punkt poprawiający bilans a skupić się na zdobyciu punktów z teoretycznie słabszymi niż Legia rywalami : Lechią ; Koroną i Piastem.
Przy ocenie postawy sędziów powinniśmy brać pod uwagę fakt , że przepisy gry są po to ,aby je przestrzegać , a obowiązkiem arbitra jest dbanie o to aby tak przepisy działały . Generalnie w decyzjach arbitra nie powinno być woluntaryzmu ,ale aby tak było to sama znajomość przepisów i ich interpretacji nie wystarczy . Trzeba mieć pojęcie czym jest , na czym polega i w czym się przejawia wina. Arbiter powinien także wiedzieć ,że istnieje cuś takiego jak prawa fizyki i znać chociażby te o sile statycznej, dynamicznej ,a zwłaszcza o sile bezwładności.Dobrym porównaniem jest sytuacja w której kierowca auta jedzie poprawnie , przestrzega zasad i nagle pojawia się na jezdni przechodzień .kierowca naciska hamulec,ale samochód wpada na pieszego . Mimo ,że pieszy jest poszkodowany to nie ma mowy o ukaraniu kierowcy , nie ma mowy o jego winie,gdyż prawo fizyki zadziałało .
Sędzia Myć jest dobrze wyedukowany , który stara się podejmować decyzje w sposób adekwatny do przebiegi zdarzeń i stopnia udziału w nich zawodników. Rzadko reaguje impulsywnie i nie poddaje się presji zawodników, z reguły tych , którzy przegrali pojedynek o piłkę czy o pozycję. Nie tylko prawa fizyki ,ale zwykła logika wskazuje ,że w walce o piłkę to jeden zawodnik wygrywa , a więc ten drugi jest przegrany. Rzadko zdarza się, aby wygrana dokonała się w sposób niedozwolony z naruszeniem przepisów , natomiast bardzo często zdarza się ,że przegrany chce dowieść ,że został sfaulowany. Więc przy podejmowaniu decyzji arbiter musi pamiętać ,że zawodnicy mają ręce, nogi, tułów, głowy i inne części ciała i choćby chcieli to one nie znikną , a to oznacza ,że w taki czy inny sposób muszą dotknąć rywala i np .kiedy się wyrywają to trafiają w jakąś część ciała przeciwnika.
Sędziom nie wolno poddawać się emocjom, bowiem piłka nożna to twardy sport ,a nie pokraczny balet dla niedotykalnych panienek . Wczoraj kilku graczy m.innymi Wszołek , Piątkowski , Kun i zwłaszcza Wiśniewski sygnalizowało ,że należy ukarać tych , którzy ich trafiali łokciem lub przedramieniem w twarz,ale arbiter nie zareagował uznając,że był to niezawiniony element dozwolonej walki o piłkę.
Więc wczoraj Myć bardzo oszczędnie gospodarował kartkami , a te którymi ukarał Wszołka za spóźniony atak na nogi Selahiego oraz Elitima za podcięcie od tyłu Fornalczyka były zasadne.
W 91' sędzia Myć słusznie ukarał kartkami dwóch "kogutów' Kornika i Chodynę za chęć walki na piąstki . Wspominam o tym ,gdyż ten incydent ujawnia stan napięcia nerwowego wynikającego ze stawki meczu jakim podlegali uczestnicy wczorajszego spotkania . Tym większa była odpowiedzialność arbitra za utrzymanie zawodników w ryzach i tym większa pochwała dla Mycia ,że mu się udało.
Przed wczorajszym spotkaniem media podgrzewały atmosferę,że to mecz o 6 punktów,że może decydować o być albo nie być,ale trenerzy obu drużyn wiedzieli ,że remis byłby korzystnym wynikiem , gdyż w kolejnych meczach i Legia i Widzew liczą na łatwiejszą zdobycz punktową. Legia wygrała , bo Widzew był gorszy . I tyle w tym temacie.
This is a comment on "Legia - Widzew 1-0: Kamień z serca"

