- gawin76
Tutaj blisko mi do stanowiska Dalkuba, tzn. głowa jest oczywiście istotna i sam pisałem o tych stałych fragmentach i analogii do Legii Iordanescu (Astiza też by trzeba dopisać), kiedy wiadomo było, że któryś wolny / rożny / aut przeciwnika wręcz musi zakończyć się bramką, natomiast jest to jednak wtórne, tzn. pierwotną przyczyną są kwestie stricte piłkarskie. W tamtej Legii coś się bardzo mocno pod tym względem nie zgadzało i w obecnej reprezentacji też niestety troszkę się nie zgadza.
Dyskutowaliśmy wyżej o bramce na 3:1, otóż Wiśniewski w wywiadzie z rozbrajającą szczerością przyznał, że zostawił Gyokeresa, bo taki nawyk wyniósł z gry we Włoszech. Nie że taką mieli komunikację z Cashem, nie że takiego zachowania oczekuje selekcjoner, tylko tak go nauczyli we Włoszech, w których już go dawno nie ma! Problem naszej lewej strony to też taktyka, Szwedzi wiedzieli, że tam będziemy mocno przesunięci do przodu, Walemark celowo zostawał szeroko, miał przestrzeń i możliwość gry jeden na jednego, to było widać od literalnie pierwszej ofensywnej akcji Szwedów. Oczywiście Puchacz dawał się ogrywać, Frankowski też, ale przecież i my potrafiliśmy na skrzydłach wypracować sobie pozycję do dośrodkowania (poza Skórasiem, który dał fatalną zmianę). Tylko że w szwedzkim polu karnym był tłok i ich środkowi wygrywali głowy, u nas hulał wiatr jak przy tej nieszczęsnej trzeciej bramce. I te zwieszone głowy i pogodzenie z losem wynikały z tego, że drużyna wiedziała, że w drugiej połowie jest słabsza, że nie ma już sił ani argumentów, żeby znów dogonić wynik.
Nie chcę za to wszystko winić Urbana, to byłoby słabe i pod tezę, bo stawiam dolary przeciw orzechom, że Janek pracował z kadrą w dokładnie ten sam sposób co teraz, kiedy Polska nokautowała Finlandię i dwukrotnie remisowała z Holandią. Może mają rację ci, którzy twierdzą, że tragiczne odejście Jacka Magiery wyrządziło też nieodwracalne szkody w naszym sztabie, bo Jacek uzupełniał i odciążał Urbana w tych aspektach, do których selekcjoner nie czuł szczególnego powołania. Ale jedno jest pewne, to nie jest ten sam Janek Urban, który po remisie z Holandią żartował z Koemanem, że za trzecim razem ich dorwiemy (w sensie że na MŚ). Panowie wyżej spekulują, ze teraz to jest zachowanie człowieka, któremu jest już w sumie wszystko jedno, jeżeli tak to znaczy, że koniec tej kadencji jest tuż tuż. Oczywiście jest też możliwość, że Urban święcie wierzy w swój kontrakt z PZPN i spokojną pracę do 2028, sądząc, że w Lidze Narodów może bawić się składem i nawet zlecieć do dywizji C, ale taka naiwność prawdopodobnie również oznacza nieodległy kontrakt dla kolejnego selekcjonera.
This is a comment on "Ligi Narodów czas"

