- Kategoria: MS2014
- gawin76
Dzień dwunasty: Meksykańska fiesta
Poznaliśmy pierwsze pary 1/8 finału mistrzostw świata. Brazylia zmierzy się z Chile, a Holandia z Meksykiem. Największą niewiadomą dwunastego dnia brazylijskiego turnieju była odpowiedź na pytanie czy z grupy A obok Brazylii wyjdzie Meksyk, czy Chorwacja. Meksykanie jednoznacznie rozstrzygnęli tę wątpliwość, nie dając żadnych szans Chorwatom i zwyciężając 3:1.
Jest w tym brazylijskim mundialu coś ożywczego. Pomijając fakt, że obejrzeliśmy już przynajmniej kilkanaście meczów stojących na bardzo wysokim poziomie, cieszy entuzjazm, który widać w postawie wielu reprezentacji – emocjonalnych reakcjach piłkarzy i trenerów, wzruszeniu kibiców. Hymny śpiewane a capella, wokalne popisy kibiców reprezentacji Meksyku – to wszystko przypomina, że są jeszcze miejsca na świecie, gdzie futbol jest religią, a nie 'produktem'.
Meksykanie byli wczoraj wniebowzięci, czemu trudno się dziwić. Ich zwycięstwo nad Chorwacją było nadspodziewanie łatwe, bezdyskusyjne. Wizualnie wyglądało to tak, że Chorwaci długimi fragmentami meczu prowadzili grę, ale zagrożenie z ich strony było mizerne. Kilka ostrych dośrodkowań, kilka rzutów rożnych, trochę zamieszania przed polem karnym Meksyku, ale pierwsza czysta okazja strzelecka miała miejsce już przy stanie 2:0 dla Meksyku, kiedy w pole karne wdarł się Rebić. Meksyk był znacznie groźniejszy, wystarczy wspomnieć bombę Hectora Herrery w poprzeczkę, pechowy poślizg Oribe Peralty w polu karnym Chorwacji, czy siatkarską interwencję Dario Srny we własnym polu karnym, po której nie widzieć czemu nie było rzutu karnego. Chorwacja długo grała w sposób dość zachowawczy, atakując małą liczbą zawodników i praktycznie nie wykorzystując bocznych obrońców do prowadzenia akcji ofensywnych (zaskakujące zwłaszcza w odniesieniu do Srny), a kiedy Niko Kovac postanowił wreszcie zaryzykować i z każdą kolejną zmianą kładł większy akcent na ofensywę – Meksykanie momentalnie to wykorzystali. Syndrom 'zwieszonych głów' Chorwatów najlepiej zilustrowała bramka na 3:0, kiedy Rakitić biernie czekał aż Javier Hernandez wybiegnie mu zza pleców i wbije piłkę głową do pustej bramki.
W grupie B takich emocji nie było. Można oczywiście udawać, że to niezwykle ekscytujące, która z dwóch pewnych awansu drużyn zakończy grupę na pierwszym miejscu, a która na drugim, ale nie – brak prawdziwej stawki w nieunikniony sposób niesie ze sobą inny odbiór widowiska piłkarskiego, przynajmniej dla mnie. Mimo wszystko byłem trochę zaskoczony, że Holandia tak spokojnie ograła Chile. W meczu długo nie działo się nic, ale im bliżej końca, tym bardziej niebezpieczni byli Holendrzy, ostatecznie zdobywając dwie bramki i pieczętując swoją supremację w grupie B. Mecz 1/8 finału Holandii z Meksykiem (niedziela, 18:00) zapowiada się pasjonująco.
Chile zmierzy się z Brazylią i tu jestem większym sceptykiem jeżeli chodzi o poziom emocji. Pamiętam dwa mecze 1/8 finału mistrzostw świata pomiędzy tymi drużynami i w obu przypadkach były to mecze praktycznie bez historii. W 1998 roku Brazylia miała wyśmienity zespół, w starciu z którym Chile nie miało żadnych szans, mimo obecności w składzie tej drużyny pary strzelców wyborowych Ivan Zamorano – Marcelo Salas. W 2010 roku wydawało się, że różnica między tymi reprezentacjami nie jest już aż tak duża, ale Brazylia znów spokojnie wypunktowała Chile, wygrywając 3:0. Do trzech razy sztuka? Wątpię, ale... zobaczy się. Odpowiedź w sobotni wieczór (mecz rozpoczyna się o 18:00).
Dziś w mundialowym menu kolejne wielkie wydarzenie, mecz Włochy – Urugwaj. Włochom do awansu wystarczy remis, ale by powstrzymać Luisa Surazea i spółkę Włosi będą musieli wyrwać się z marazmu, w którym tkwili przez dziewięćdziesiąt minut meczu z Kostaryką. W cieniu tego meczu, walka o awans trwać będzie w grupie C. Pewni awansu Kolumbijczycy zmierzą się z Japonią, która ma jeszcze minimalne szanse na wyjście z grupy. Największą chrapkę do dołączenie do Kolumbii ma drużyna Wybrzeża Kości Słoniowej, ale Iworyjczycy nie mogą przegrać z Grecją.


W zasadzie wystarczy koncentracja, prosta zasada nie tracenia piłek i wzorowa realizacja założeń przedmeczowych
to jakoś tak staje mi przed oczami .... Grecja, mistrz Europy z 2004. A to co pokazują Meksykanie to czysty powiew świeżości. Jak patrzę na grę Meksykanów to aż chcę zakrzyknąć "Jeszcze piłka nie zginęła"
Druga drużyna która mnie ujęła w tych mistrzostwach to Ghana. Niestety w niewytłumaczalny sposób przegrali z USA i teraz szanse na awans mają tylko iluzoryczne. Szkoda.
W Chorwacji nawet tamta wielka generacja z lat dziewięćdziesiątych zaprzęgnięta do pracy (Suker prezydentem, trenerami Bilić, wyrzucony po eliminacjach Stimac czy teraz Kovac) nie potrafi pchnąć kraju do wyjścia z fazy grupowej kolejnych imprez. Tzn. wyszli wprawdzie w 2008, ale ich ćwierćfinał z Turcją to też przykład na to, że w ważnych chwilach 'nawalają', strzelić bramkę w 119. minucie i stracić w 120...
Jak na moje oko to reprezentacja Chorwacji grała na tych mistrzostwach w piłkę w stylu, który lata świetności ma już za sobą, opartym na powolnym budowaniu akcji, brakowało przyspieszenia i odwagi. Z Brazylią np. jak nie 'zamieszał' Olić to już nie było nikogo kto zrobiłby różnicę. Może to skutek uboczny posiadania tak znakomitego tercetu w środku pola jak Modrić, Rakitić i Kovacić, chociaż dwaj ostatni na pewno zawiedli, zwłaszcza szkoda mi Rakiticia, ustawiony tak defensywnie to nie był ten sam zawodnik.
Sympatyzowałem z tą drużyną przed turniejem, ale ich odpadnięcia nie żałuję, bo, podobnie jak Walles szukam na mistrzostwach 'powiewu świeżości'.
Inna sprawa, że pewnie chcielibyśmy mieć takie problemy jak oni.
Wystarczy szybko biegać, celnie podawać, dobrze dośrodkowywać, wysoko skakać, wychodzić na pozycję i strzelać z dystansu.
Proste jak budowa cepa
Ps
Zapomniałem o kozaku w bramce.
Za to jestem pod wielkim wrażeniem gry Marqueza i całego tercetu Herrera - Guardado - Vazquez w środku pola.