A+ A A-
  • Kategoria: MS2014
  • gawin76

Dzień dwudziesty drugi: Demolka

Poznaliśmy pierwszego finalistę mistrzostw świata. Została nim reprezentacja Niemiec, która w meczu półfinałowym rozgromiła Brazylię 7:1. Losy meczu rozstrzygnęły się między 23. a 29. minutą. Niemcy zdobyli wtedy cztery bramki, ustalając wynik pierwszej połowy na 5:0 i praktycznie przesądzając losy awansu do finału. Półfinałowy pogrom gospodarzy z pewnością zajmie eksponowane miejsce w mundialowych kronikach, podobnie jak i wyczyn Miroslava Klosego, który zdobył swoją szesnastą bramkę w historii występów na mistrzostwach świata.

Trudno rozbierać wtorkowy mecz na czynniki pierwsze pod względem czysto piłkarskim. Różnica jakości między reprezentacjami Niemiec i Brazylii nie jest przecież aż tak potężna, żeby usprawiedliwić końcowy wynik w postaci zwycięstwa Niemców 7:1. Sposób, w jaki Niemcy strzelali bramki w pierwszej połowie, bezkarnie 'klepiąc' zupełnie biernych Brazylijczyków, zdaje się świadczyć nie tyle o tym, że zderzyły się dwie drużyny znajdujące się obecnie na przeciwnych biegunach pod względem poziomu gry w piłkę nożną, lecz raczej o tym, że jedna z tych drużyn kompletnie rozsypała się pod względem mentalnym i taktycznym.

Brazylijczycy naprawdę wierzyli w zwycięstwo, co w sumie nie powinno nikogo dziwić. Potomkowie Garrinchy i Socratesa mieliby wystraszyć się drużyny, która nie umiała pokonać Ghany i potrzebowała dogrywki, żeby strzelić bramkę Algierii? Scolari i jego ludzie musieli być pewni, że są w stanie zaatakować Niemców i zepchnąć ich do obrony, że dodatkowa motywacja biorąca się z atmosfery wsparcia dla kontuzjowanego Neymara, wzmocniona jeszcze fanatycznym dopingiem publiczności, pozwoli im wznieść się na poziom wystarczający do prowadzenia wyrównanej gry i odniesienia zwycięstwa.

A potem nastąpił niezręczny moment – otóż okazało się, że nie wystarczy wnieść na stadion koszulki Neymara i drzeć się wniebogłosy podczas hymnu narodowego, że chęć zwycięstwa należy jeszcze poprzeć pomysłem na grę i umiejętnościami, że przeciwnik ma w środku pola fenomenalnie dysponowanych Kroosa, Khedirę i Schweinsteigera i jest w stanie poprowadzić piłkę niczym po sznurku od jednego pola karnego do drugiego. Brazylijczyków sparaliżowała beznadziejnie stracona bramka na 0:1 po zdumiewającym błędzie w kryciu, na skutek którego Mueller miał mnóstwo czasu i miejsca na celny strzał po rzucie rożnym, a kolejne bramki powiększały szok i niedowierzanie drużyny Scolariego, ułatwiając Niemcom przeprowadzanie następnych zabójczych akcji. To był czysty triumf profesjonalizmu i doskonałego przygotowania drużyny do meczu nad dziecięcą naiwnością i brakiem umiejętności reagowania na przebieg wydarzeń na boisku.

Błędem jest zrzucanie odpowiedzialności za wynik na nieobecność Thiago Silvy czy Neymara, nieprawdą twierdzenie, że można było przewidzieć klęskę brazylijskiej drużyny na podstawie przeciętnych występów we wcześniejszych meczach. We wtorkowy wieczór reprezentacja Brazylii w pewnym momencie po prostu stanęła, przestała grać w piłkę, zupełnie straciła koncept, koncentrację i wolę walki. Aż chce się napisać wprost – żenada.

Tak sobie myślę, że jeżeli ktoś mógł zrobić coś takiego Brazylii – to właśnie Niemcy Joachima Loewa. Drużyna, która nie lubi kalkulować, nie chce cofać się taktycznie na swoją połowę, nie musi odpoczywać. Wynik mógł być wyższy, sam Mesut Oezil mógł przecież zadbać o to, żeby mecz zakończył się wynikiem 8:0 zamiast 7:1. Niemcom należą się najwyższe słowa uznania i szacunku - tym półfinałowym popisem trwale zapisali się w historii, niezależnie od tego co wydarzy się w finale. A już w październiku ta niesamowita drużyna przyjedzie do Warszawy, by zmierzyć się z reprezentacją Polski w meczu eliminacji do mistrzostw Europy...

Dziś drugi półfinał, w nim klasyczne starcie drużyn Holandii i Argentyny. Miejmy nadzieję, że tym razem obejrzymy widowisko emocjonujące i wyrównane - godne tej fazy turnieju.

Dyskusja (6)
1środa, 09, lipiec 2014 10:54
Garm
Brazylijczycy okradli Chorwatów, a potem brutalnie na zmianę przez cały mecz wycinali Rodrigueza. Za to drugie zapłacił Neymar. Za to pierwsze odpłacili im wczoraj Niemcy. Chciałbym, żeby taka nauczka spotykała wszystkich boiskowych oszustów.
2środa, 09, lipiec 2014 10:59
Drugą połowę "meczu" Brazylia vs Niemcy obejrzałem na żywo, pierwszą z odtworzenia.
Powiem tak, chroń nas (Legię) Boże od takich "gwiazd"
3środa, 09, lipiec 2014 11:15
CTP
@kibic50
Masz na myśli Kroosa czy Lahma? Wink
4środa, 09, lipiec 2014 12:07
@CTP

Tych to akurat nie, bowiem aby oglądać ich grę, wystarczy zapłacić 150 zł za abonament nC+ Nie trzeba sprzedawać stadionu.
5środa, 09, lipiec 2014 12:54
corazstarszy
Mistrzostwa jednak są wspaniałe. O tyle można żałować, że nie było emocji.
Rozsypka canarinhos rzeczywiście taka, że szok. Bo takie wyniki w półfinałach nie padają. Dotychczas, z tych mistrzostw, które ja pamiętam, rekordowe w półfinałowym strzelaniu były Holandia 4 lata temu – 3-2 z Urugwajem, Niemcy i Francja z 1982 – 3-3 po dogrywce (1-1 w normalnym czasie). Jak była wizualizacja wyniku, czasu meczu i nazwisk strzelców bramek, to te ostatnie musiały się przesuwać, bo by się inaczej jednocześnie wszystkie nie mieściły. Sądziłem, że Hiszpania – Holandia 1-5 to będzie najbardziej kosmiczny wynik tych mistrzów. Wczoraj była przebitka.
W związku z brakiem odczuwania napięcia wokół tego, kto awansuje, myślałem o czym innym: jaki elegancki był Szachtar Donieck w 2006, że Legii tyle nie nastrzelał w Warszawie w el. ChL, choć mógł.
Brazylia, z którą zawsze sympatyzowałem, na tych mistrzostwach do tego stopnia mi się nie podobała, że przyznaję, że wręcz czekałem na ich przegraną. Zawsze mieli piłkarzy wspaniale wyszkolonych indywidualnie. Tym razem wystawili takich, którym piłka sprawiała wyraźny kłopot. To Niemcy grali tak jak kiedyś grała Brazylia (może nie jak ta bezmedalowa z 1982, ale np. jak ta z 2002).
Akurat dane było mi w tym roku widzieć osobiście zbiorowe oglądanie meczu na mundialu i radość Niemców. Byłem w ostatnim tygodniu czerwca w Canterbury, czas spędzając na tamtejszym campusie. Jak już zrobiłem to, co miałem, schodziłem do baru w college’u z 9 ekranami. Akurat w czwartek 26 czerwca trafiłem na Niemcy – Stany Zjednoczone. Poprzedniego dnia, gdy był mecz Argentyna – Nigeria, było pustawo. Ale tego dnia, bar wypełniony był dokumentnie młodymi studentkami niemieckimi. Nawet na podłodze siedziały. Większość w koszulkach reprezentacji, wszystkie z makijażem reprezentacyjnym na policzkach i girlandami hawajskimi w barwach narodowych na szyi lub głowie. Wszystkie grzecznie i w skupieniu, nie gadając ze sobą w trakcie, oglądały mecz. Największy pisk był oczywiście przy golu, drugi największy, gdy Goetze wchodził na boisku (chyba kawaler, najlepsza partia w Niemczech i chyba kanon męskiej urody w reprezentacji). I gdy w doliczonym czasie, Amerykanie zrobili kontrę i mogli wyrównać, też było błagalne ‘Neeeein’. Po meczu, ustawiły się do damskiego WC w kolejce, wychodziły ze zmytym makijażem i już normalnie ubrane. Było to przeurocze. A niektóre na dodatek były na tyle ładne, że trudno mi nie sympatyzować z reprezentacją Niemiec.
6środa, 09, lipiec 2014 13:16
anonimowy_legionista
@Garm

Muszę ci to przyznać - pięknie napisane Very Happy

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1