A+ A A-

Rosja 2018: Déjà vu

Tradycji stało się zadość. Po dwóch grupowych porażkach na mistrzostwach świata, Polacy wygrali swój trzeci mecz. Podopieczni Adama Nawałki pokonali Japonię 1:0 po golu zdobytym w 59. minucie meczu przez Jana Bednarka. Mimo porażki Japończycy zdołali wyjść z grupy i w jednej ósmej finału zmierzą się z Belgią. Obok Polaków z mistrzostwami pożegnał się Senegal, który uległ Kolumbii 0:1. W kolejnej fazie turnieju Kolumbijczyków czeka mecz z Anglikami.

Zwycięstwo na otarcie łez trzeba oczywiście docenić, ale pożegnanie Polski z mistrzostwami nie wypadło imponująco. Mecz był bardzo słaby, prowadzony w wolnym tempie, z niewielką ilością strzałów i sytuacji bramkowych. W pierwszej połowie nasi reprezentanci sprawiali wrażenie zespołu, który tego meczu nie chce, wręcz się go boi. U Polaków raził brak pewności siebie, niecelne podania, niezrozumienie intencji kolegi z zespołu. Japończycy na naszym tle wyglądali lepiej, grali z większym luzem - ale tylko do czasu. W miarę upływu minut coraz wyraźniej widać było, że przedstawiciele Azji raczej nie sforsują polskiej defensywy, o ile ta sama nie sprawi im jakiegoś prezentu. Ataki naszej reprezentacji, choć nieczęste, były groźniejsze. Wreszcie po rzucie wolnym Bednarek zdobył bramkę, po której Japończykom zajrzało w oczy widmo odpadnięcia z turnieju. Japońskie natarcie prawdopodobnie doprowadziłoby do goli dla… Polski, stuprocentową sytuację zdążył przecież zmarnować Lewandowski, ale w sukurs Japonii przyszła Kolumbia, która zdobyła bramkę w meczu z Senegalem. W tym momencie Japończycy uznali, że lepiej polegać na Kolumbijczykach niż na sobie i oddali końcówkę meczu bez walki. Polacy z kolei nie dążyli do zdobycia drugiego gola, przez co mecz zamienił się w farsę przypominającą ostatnie minuty wtorkowego meczu Francji z Danią.

Kulminacją tej farsy był pech Błaszczykowskiego, który przez trzy minuty czekał na zmianę przy linii bocznej – i jej się nie doczekał. Mniej więcej trzydzieści sekund przed końcem doliczonego czasu gry zdesperowani trenerzy zaczęli dawać polskim zawodnikom sygnały, by padli na murawę, symulując uraz, co miało pozwolić Błaszczykowskiemu na wejście na boisko, ale sędzia Sikazwe ‘przejrzał’ to mierne aktorstwo i ani myślał przerwać gry.

Japonia z pewnością zagrała znacznie słabiej niż w poprzednich meczach, już bez takiej dynamiki i pomysłowości w ataku. Polacy z kolei wrócili do ‘swojej’ dawnej gry – bezpiecznej, nieefektownej, obliczonej na wykorzystanie jednej z kontr. I okazało się, że w czwartkowe popołudnie to wystarczyło na Japończyków, że nawet grając słabo i bez większego przekonania, Polska jednak potrafi wygrać mecz na mistrzostwach świata.

Nie dowiemy się już co by się stało, gdyby trener Nawałka postawił w poprzednich meczach na inną taktykę i zaufał innym wykonawcom. Być może nie zmieniłoby to nic, bo Polacy ewidentnie nie trafili z formą na turniej, ani fizycznie, ani mentalnie. Wiemy natomiast, że na własne życzenie przegraliśmy z przeciętnym Senegalem, a miejsce w fazie pucharowej turnieju zabrała nam Japonia, która okazała się być tak silna, że w meczu z nami kurczowo broniła… porażki. Rzecz jasna podobne nieszczęśliwy turniej może zdarzyć się dosłownie każdej reprezentacji na świecie, ale przynajmniej nazwijmy rzeczy po imieniu – to co pokazała Polska na mistrzostwach świata w Rosji, to była zwykła fuszera.

Niczego zbliżonego do fuszery nie zademonstrowali Belgowie, którzy nie oglądali się na rzekomo łatwiejszą mundialową ‘drabinkę’, tylko, grając bez kilku podstawowych zawodników w składzie, zasłużenie pokonali Anglię 1:0 i zajęli pierwsze miejsce w grupie G.

Po piętnastu dniach z codzienną dawką futbolu nadszedł czas na dzień przerwy. A od soboty emocje fazy pucharowej.

Dyskusja (16)
1piątek, 29, czerwca 2018 02:22
Senator
Mecz zamienił się w farsę ponieważ obie drużyny miały to co chciały.
My zwycięstwo, oni awans. Ileż jest takich meczów w których zadowolone z wyniku drużyny pozorują grę. Ileż jest takich meczów w których sędzia czuje co jest grane i kończy równo z 90 minutą.
W sporcie liczy się wygrana i cel jaki trzeba osiągnąć i to tyle co chciałem napisać. Acha,nie wierzę w spiskowe teorie Zgreda.
Ok jeszcze jedno od rozbitej psychicznie drużyny, odsadzonej od czci i wiary nic innego nie oczekiwałem. Wygrali i git. Dobre i tyle.
2piątek, 29, czerwca 2018 10:52
dalkub
Senatorze

czy aby obie drużyny miały to co chciały? Rozumiem ze ten mecz był dla Polaków nie tylko meczem o zwycięstwo, ale przede wszystkim o pokazanie tego że im sie zwyczajnie chciało i trochę mam nadzieję dla ogromnej ilości kibiców zawiedzionych tym co widzieli i tym co potem usłyszeli. Mogli nie umieć - co stwierdził i trener i kapitan, ale chcieć powinni. Drużyna której się chce przebiegła aż 80 kilometrów? czyli gdyby Fabian nie zrobił kroku i nie było zmian zawodnik średnio przebiegłby 8 kilometrów. Chcesz powiedzieć że Polacy mieli to co chcieli? wynik tego meczu dla Polaków był najmniej ważny i tak do domu i tak do domu, ale pokaz stania pozostanie w pamięci kibiców długo oj długo.
3piątek, 29, czerwca 2018 12:36
gawin76
Michał Zachodny wrzucił to na Twittera, czyli krążące wczoraj w sieci dane z 80 kilometrami to był fake:

4piątek, 29, czerwca 2018 13:04
dalkub
dobrze - zatem dodałem to sobie i wyszło mi poniżej 100 km - jeden zawodnik przekroczył 10 km i to ledwo - no brawo gryźli trawę że hej
5piątek, 29, czerwca 2018 15:35
corazstarszy
Ja oglądałem Senegal - Kolumbia, oczekując fajniejszego futbolu. Mecz nie był fajny, ale z tego, co czytam o Polska - Japonia wybrałem jednak mniej źle. Może ich ten rozżarzony Wołgograd trochę tłumaczy.
3. kolejka fazy grupowej miała swoje gorsze mecze, choć były też takie pary jak Hiszpania - Maroko i Portugalia - Iran, gdzie nie wiadomo było, co oglądać.
Dobrze, że teraz 1/8.
Z tego, co czytam o Arturze Jędrzejczyku, to bez wpadek i bez błysku. Czyli mniej źle niż można było sądzić na podstawie sezonu ligowego. Michała Pazdana też raczej nikt nie będzie wskazywał wśród winowajców, a za Senegal dostał jednoznacznie pozytywne noty. Czyli Legia na MŚ nienajgorzej. Zarobimy ok. 2 mln PLN
https://legia.net/wiadomosci,73532-legia_zarobi_na_mundialu.html
Poprzednio taka historia się wydarzyła w 2010 w związku z grą (nawet w 1/8 finału) Jana Muchy.
6piątek, 29, czerwca 2018 15:42
Zbyszek
Kiedy słucham i czytam tych bredni głoszonych jako prawdy objawione to gdybym miał włosy na głowie to bym je sobie wyrwał,ale za to z piersi wyrywa mi się rozpaczliwy lament i krzyczę z rozpaczy.Odkrywam bowiem,że jestem wygnańcem, zbłąkanym podróżnikiem w czasie,że nie rozumiem tego mętnego języka,że to co dla mnie jest oczywiste.dla nich jest paradoksalne,że to co dla mnie jest oczywiste, uznawane jest za paradoksalne,zaś banalna głupota, którą oni wiecznie mają na ustach, nie może mi nawet wejść do głowy.

Mecz z Japonią nie zmienił, bo nie mógł, negatywnego postrzegania występu reprezentacji Polski na tegorocznym Mundialu. Przy tej jednak okazji mamy do czynienia z istnym festiwalem głupoty, obłudy, cynizmu, fałszywego współczucia i jawnej nienawiści.Tych głosicieli ich wrednych prawd należałoby wrzucić do jednego wora i dla dobra ogółu utopić w jakimś szambie,bo czystej wody szkoda.Ich bowiem ta reprezentacja, trener, nasi piłkarze w ogóle nie interesują. Oni chcą zaistnieć w mediach, pragną kosztem innych mieć swoje 5 minut zafajdanej i plugawej sławy.
A przecież Nawałce należy się rzetelna ocena. To on awansował do EURO 2016 z silnej grupy z Niemcami, Irlandczykami i Szkotami,to jego drużyna przegrała po rzutach karnych w ćwierćfinale z późniejszymi triumfatorami tamtego turnieju, to nasz zespół po 12 latach przerwy awansował do MŚ w Rosji z trudnej grupy z Danią, Rumunią i Czarnogórą.

Nikt nie powie,że turniej w Rosji był dla nas udany,ale niedorzeczne jest zarzucanie trenerowi,że nie przygotował fizycznie zawodników. Trener mówi,że jego piłkarze byli dobrze przygotowani fizycznie. Polemika na ten temat to nie jest słowo przeciwko słowu, ale dyletanctwo różnych Hajtów ściera się z fachowością.Nie ma żadnych przesłanek do kwestionowania słów Nawałki.Powielił on bowiem i miejsca i cały cykl przygotowań jakie przeprowadził przed EURO 2016 i nikt nie ględził o nieprzygotowaniu pod względem motorycznym.Miał on nowoczesną aparaturę badawczą, a cały proces tak jak 2 lata temu nadzorował dr fizjologii Remigiusz Rzepka. Niech nikogo nie zwiodą statystyki kilometrażu naszej reprezentacji, bowiem nasza drużyna pod tym względem plasuje się w ścisłej czołówce . Większość zespołów osiągnęła przebiegi w granicach 95-97 km, a niektóre nawet mniej. W ogóle z różnych względów , w Rosji, w tej fazie rozgrywek intensywność gry była niska w porównaniu np. z meczami w różnych ligach . Ale i w RPA i w Brazylii nie była wyższa.
Jeżeli więc nie w tym tkwił nasz problem to w czym?.

Otóż ,jeżeli można mówić o nieprzygotowaniu to w wymiarze taktycznym, organizacji gry, głównie ofensywnej i w nieodpowiednim doborze zawodników. Nie wolno jednak przy tej ocenie zapominać o podstawowym i newralgicznym elemencie, a mianowicie o braku w kluczowych meczach ostoi i filarze obrony Kamilu Gliku. Zabrakło go w ostatnim momencie, kiedy trener nie miał czasu , ani możliwości na przygotowanie i sprawdzenie jego następcy. A ten brak oznaczał,że z Glikiem w składzie do błędów skutkujących utratą bramek z Senegalem by nie doszło i ten mecz bylibyśmy w stanie skromnie wygrać, a być może uzyskać remisik z Kolumbią.Wówczas wszyscy pieliby z zachwytu jaki to selekcjoner wspaniały ,a drużyna wielka.!

Powyższy zapis nie oznacza,że trener Nawałka zdał egzamin z dojrzałości .
Nie do przyjęcia jest sytuacja w której drużyna przystępuje do najważniejszej i docelowej imprezy bez sprawdzonego w bojach systemu gry. Nigdy wcześniej nie zagraliśmy 4-1-3-2 jak z Senegalem czy 5-2-1- 2 jak z Kolumbią.. Jak to jest ważne pokazał mecz z Japonią, w którym klasyczne 4-2-3-1 było na tyle elastyczne, aby wygrać.
Nie do przyjęcia jest szukanie najlepszej jedenastki w trakcie turnieju , co wyglądało jak wyciąganie królików z kapelusza.Nie mamy przekonania czy trener wiedział kogo na co stać, czy dokonywał świadomych i odpowiedzialnych wyborów, czy też kierował się jakąś irracjonalną wiarą,zamykał oczy na ewidentne mankamenty patrząc na nazwisko lub też co gorsza kierował nim prywata.
Żadne cudowne ozdrowienie , ani nawrócenie nie nastąpiło, bo nie mogło, za to nastąpiło twarde lądowanie i bolesne zderzenie z rzeczywistością.

Powszechnie wiadomo,że gra ofensywna jest najtrudniejszym do wyuczenia i wytrenowania elementem piłkarskiego kunsztu.Najlepsza opiera się na kreowaniu nieszablonowych sytuacji przez samych klasowych zawodników. Lecz i ona musi być wsparta wyuczonymi i wyćwiczonymi schematami. Kiedy brak jednego i drugiego, jak w naszej drużynie, to ona meczu wygrać z silnym rywalem nie jest w stanie.
Na drugim biegunie sztuki piłkarskiej jest obrona. Jest ona znacznie łatwiejsza do opanowania.Niestety nie tylko brak Glika spowodował,że gra naszego bloku defensywnego byłą niepewna, chaotyczna i bardziej oparta na improwizacji niż na mocnej organizacji gry, konsolidacji i przede wszystkim zgraniu i wzajemnym zrozumieniu.
Cechą bowiem charakterystyczną drużyny prowadzonej dotychczas przez Nawałkę,a wcześniej przez Górskiego, Gmocha i Piechniczka była bardzo sprawna gra defensywno-obronna.Rywale musieli bardzo się namęczyć , aby strzelić nam gola.W Rosji to nasi gracze ułatwiali rywalom zdobywanie bramek.

Nie flekując więc Nawałki i naszych reprezentantów, za całokształt, bo na takie obcesowe potraktowanie nie zasłużyli, nie wolno zapomnieć,że ich występ na tegorocznym Mundialu był nieudany.

Natomiast jeżeli idzie o o poszukiwanie tanich i podszytych podłością tanich sensacyjek i magielnych plotek to oświadczam,że ja w te plugastwa mieszał się nie będę.Nawet gdybym coś słyszał, albo wiedział to nie powtórzę.

Natomiast są takie łachudry (choć wolę rosyjskie określenie swołocz), którzy ośmielali się mówić,że mecz z Japonią to gra o honor.Drużyna i jej trener wedle pryncypialnych zasad honoru nie utracili. Traci honor ten ,,który nie potrafi uznać wyższości przeciwnika z którym przegrał .Bredzenie o honorze przez mediaworkerów reżimowej telewizji jest żałosne i kuriozalne.

I na zakończenie fragment pięknego wiersza Wisławy Szymborskiej.
".. Znam ludzi, którym w sercach zgasło,
lecz mówią : ciepło nam i jasno
i bardzo kłamią, gdy się śmieją.
Wiem jak ułożyć rysy twarzy,
by smutku nie zauważyć. .."

Obyśmy tylko zdrowi byli.
7piątek, 29, czerwca 2018 19:40
Senator
@Zbyszek
Mecz z Japonią nie zmienił, bo nie mógł, negatywnego postrzegania występu reprezentacji Polski na tegorocznym Mundialu.
I oto mi chodziło. Nawet jak by wygrali 5 :0 wymyśli by co innego aby drwić i szydzić.
8piątek, 29, czerwca 2018 20:11
świrekwampirek
Wyprzedzający na trzeciego czy wciskający się bez kolejki, kombinator i mały oszust i cwaniaczek występuje pod każdą szerokością geograficzną tylko wszędzie jest potępiany i odpowiednio piętnowany tylko nie w Polsce. Nie w tym kraju to oznaka zaradności i dymania frajerów (czytaj uczciwych ludzi) a takich w tym kraju trzeba dymać bo to słuszne tu jest.
Życzę polaczkom z całego serca że już w najbliższych eliminacjach odpadną po podobnej szopce.
9piątek, 29, czerwca 2018 23:33
a-c10
@ Dalkub:

czy aby obie drużyny miały to co chciały?

No właśnie. Ja przyznam szczerze, że wciąż jestem po wczorajszym meczu (?) dość mocno zażenowany. Wiadomo: przegrać można zawsze i z każdym. Jak komu mało dowodów, niech popyta za Odrą. Wiadomo: Senegal przeciętniaki i my też przeciętniaki, w dodatku i my, i oni dalecy od optymalnej formy. Typowa gierka w dwa uda. Udało się im. Bywa. Przed meczem z Kolumbią można było mieć jakieś nadzieje, że rywala zeżre presja. W końcu podobnie jak my grał o pozostanie w turnieju. Niestety, nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, podopieczni Pekermana zagrali świetne spotkanie, dodatkowo byli morderczo skuteczni i nie pozostawili nam jakichkolwiek szans. W efekcie Mundial skończył się dla nas już po drugiej kolejce fazy grupowej. Się zdarza. Pisałem wtedy, powtórzę teraz: nie widzę w tym nic hańbiącego. Ba, jestem święcie przekonany, że każdy rozsądnie kombinujący człowiek, opierający swe oczekiwania wobec Biało-Czerwonych o rzeczywistość, nie o własne, bujające w obłokach chciejstwo, po prostu musiał poważnie brać taki scenariusz pod uwagę.

Wczoraj jednak oczekiwania wobec Biało-Czerwonych jak najbardziej były oparte o realia. Już nie - łomatkobosko! - medale, nie ćwierćfinały, nie wyjście z grupy nawet, a wyjście z całej tej rozpierduchy z twarzą. Powrót do domu na pewno na tarczy, ale też z podniesionym czołem. No i dobra, do tej osiemdziesiątej którejś tam minuty nawet się to udawało. OK, bardziej na solidną tróję, niż pełnokrwistą piątkę, ale co tam, nie bądźmy drobiazgowi. Potem jednak przyjęliśmy zaproszenie Japończyków do tej żałosnej parodii meczu piłkarskiego. Po co? Dlaczego? Żeby dowieźć to 1:0? A po co nam ono? No bądźmy szczerzy, wynik wczorajszego meczu miał dla nas znaczenie nawet nie drugo-, a jakieś tam jedenastorzędne.

Natomiast apogeum farsy nastąpiło w doliczonym czasie gry. Skoro nasi reprezentanci chcieli umożliwić wejście na boisko Jakubowi Błaszczykowskiemu, najprostszym ku temu sposobem było nacisnąć na Japończyków, spróbować wyrwać im piłkę i - niech tam - wywalić ją w aut. A w najgorszym wypadku któregoś sfaulować. Turlanie się po boisku i symulowanie kontuzji było pomysłem kompletnie żenującym. Czyli dokładnie takim samym, jak końcówka tego Mundialu w wykonaniu naszej reprezentacji.

pees.
Mogę się tylko domyślać o co chodzi Zbyszkowi z mediaworkerami. Na czas Mistrzostw kompletnie odciąłem się od rodzimych mediów. Jedynym miejscem w sieci, gdzie można coś po polsku poczytać o Mundialu, na które zaglądam, jest Ce-eLSmile Może zatem coś za kimś powtarzam, ale nawet jeśli, to nieumyślnie.
10niedziela, 01, lipca 2018 06:33
czarnuch
Jednym zdaniem - Nawałce i jego chłopcom należy się szacunek. Cóż,że wszyscy zamieszani w mundial dali kolokwialnie ujmując - dupy. Zbyszek jak zwykle pięknie opisał meritum sprawy zapominając o pomyśle z Arłamowem. Dziennikarze też co nieco pozapominali na czas przed i w trakcie mundialu. Nawałka i ekipa również. Oczywiście amnezja dotknęła również wszelkiej maści ekspertów. No ale już stricte o spotkaniu z Japonią...

Wgl mnie ten mecz nie interesował. Już mniejsza o same sportowe kwestie.. Jedyne o czym myślałem to o tych wszystkich kibicach,którzy za kadrą pojechali choćby i do Rosji. Ba, zwłaszcza o tych,którzy zaopatrzyli się wyłącznie w bilety na Japonię. Śmieszyło mnie za każdym razem,gdy czytałem czy też słuchałem o meczu o honor. Nie wiem o jaki honor chodziło ale nie o ten sportowy. Być może trenera bądź kapitana, nie wiem szczerze powiedziawszy. Dla mnie honor skończył się w meczu z Kolumbią. Natomiast ostatni mecz - pożegnalny - stanowił dla mnie dopełnienie obrazu kadry. Słowa piłkarzy i trenera jakie padły podczas tego mundialu wyłącznie to potwierdzają.

Pazdan jeden z lepszych w Rosji o przygotowaniach: "– Teraz chyba nie ma sensu o tym mówić. Może kiedyś przyjdzie na to czas. Na kadrę przyjeżdża się, żeby wygrywać. To nam się kompletnie nie udało. Trzeba było zdobyć punkty z Senegalem, ale jak się traci takie bramki... Kolumbia była od nas po prostu lepsza. Dwa lata temu na Euro wszystko zagrało, tutaj było zupełnie odwrotnie. Byliśmy dziwnie spięci, nie potrafiliśmy grać w piłkę na wysokim poziomie." - oczywiście przygotowania były tip top i żodyn nie zna się tak jak niepoprawni optymiści.

Ad vocem grajków...
Zbyszek jednych chce nazywać swołoczą.. Ja podobne odczucia mam w kontekście niektórych zawodników z drim timu Nawałki. Nadal mierzi mnie widok skazanego za korupcję w narodowych barwach... Ex kapitana,który jedyne,co ma do powiedzenia po przegranym Euro to kwestia biletów.. Nowego, galaktycznego kapitana Roberta L. pseudonim zapomnijoREALU,który w każdym wywiadzie musi podkreślić,że mu nie podają, że sam walczy, sam nie wygra i ogólnie to był ich max na co ich wszystkich tam stać. No ale skoro po wszystkiemu wychodzi trener, cały na biało i ogłasza,że niski pressing to wykonywanie założeń taktycznych to nie ma czemu się dziwić Smile
11niedziela, 01, lipca 2018 11:28
dalkub
Mówiąc szczerze zmusiłem się do przeczytania wypowiedzi Zbyszka i czytam to z coraz większym i zaciekawieniem i zdziwieniem i jakąś taką fascynacją. Zastanawia mnie dlaczego wiedzy tak szerokiej nie można wykorzystać, spostrzeżenia wydają się być ciekawe i jest z nimi tylko jeden problem - on nie wytrzymują porównania z rzeczywistością niestety. Zacznijmy od tzw. przygotowania fizycznego - stwierdza Zbyszek:

"Trener mówi,że jego piłkarze byli dobrze przygotowani fizycznie. Polemika na ten temat to nie jest słowo przeciwko słowu, ale dyletanctwo różnych Hajtów ściera się z fachowością.Nie ma żadnych przesłanek do kwestionowania słów Nawałki.Powielił on bowiem i miejsca i cały cykl przygotowań jakie przeprowadził przed EURO 2016 i nikt nie ględził o nieprzygotowaniu pod względem motorycznym".

No więc Zbyszek twierdzi że drużyna była przygotowana do turnieju fizycznie, bo ........ tak stwierdził trener Nawałka, a Zbyszek akurat w tym względzie Nawałce wierzy. To że nawet zawodnicy Nawałki wypowiadali się że o tych przygotowaniach to kiedyś powiedzą to nie ma dla Zbyszka znaczenia. Idźmy dalej - oczywiście inni którzy twierdzą inaczej, w sumie takie jak to określił Zbyszek "Hajty" to dyletanci, choć mam wrażenie że część tych dyletantów zrobiła od trenera Nawałki nieco większe kariery i ma na swoim koncie jakieś tam sukcesy, ale ok przyjmijmy że Nawałka się zna a "Hajty" nie. Mamy jednak jeszcze coś takiego jak ekran telewizora i nie tylko potrafimy popatrzeć na człapiących naszych tuzów którym mocy starcza na 15 minut w meczu z Kolumbią, ale oglądamy inne nacje, piłkarsko wcale nie takie znowu poważne, jak Iran, Egipt, Maroko, gdzie sposób i szybkość przemieszczania, agresywność, bliskość przeciwnika zadziorność waleczność była skrajnie różna od tego co pokazywały nasze Orły.
Czym Zbyszek to tłumaczy - ano tłumaczy to "Otóż ,jeżeli można mówić o nieprzygotowaniu to w wymiarze taktycznym, organizacji gry, głównie ofensywnej i w nieodpowiednim doborze zawodników". Ja to jest jednak możliwe skoro ta opinia jest diametralnie różna od opinii - no właśnie od opinii trenera Nawałki, czyli Zbyszek wierzy trenerowi jak mówi że byli dobrze przygotowani fizycznie, ale że byli dobrze przygotowani taktycznie już nie wierzy. W sumie można i tak.
Idźmy dalej - no więc według Zbyszka przygotowania były dobre, bo........ ano były takie same jak poprzedni - to jedna ze złotych myśli - ja bym powtórzył przygotowania z 1982 roku, wtedy bylibyśmy pewni medalu. Zbigniew nie chce pamiętać, że wtedy zawodnicy byli o 2 lata młodsi - praktycznie wszyscy, zawodnicy kluczowi dla kadry grali cały czas w swoich klubach ( z wyjątkiem Kuby - o czym za chwilę), nie byli po ciężkich kontuzjach, niektórzy po kilku, byli w lepszej formie fizyczno piłkarskiej niż obecnie. To jakoś nie zastanowiło? Krychowiak przed ME zdobywał LE, teraz od marca nie grał w najsłabszej drużynie Premiership, Lewandowski był bez formy od mniej więcej 3-4 miesięcy, Milik po ciężkiej kontuzji, Mączyński nie załapał się do 23, Piszczek 33 lata i duże problemy z biodrem. I wreszcie Kuba, który powtórzył to co zrobił przed Euro - ćwiczył indywidualnie i tam doszedł do siebie, ale tu już nie doszedł, bo i był starszy, więc ciężej i miał 2 czy 3 kontuzje więcej.
Jeżeli już powiemy sobie to co widzieliśmy w telewizorze - nasi biegali ale o tempo wolniej niż inni, nie podejmowali akcji indywidualnych, biegowych, nie wychodzili do agresywnego pressingu - no chyba że do niskiego pressingu w meczu z Japonią - to musimy powiedzieć z czego to może wynikać:

1. ano po pierwsze ze złego mimo wszystko przygotowania fizycznego - wg. mojej skromnej wiedzy w tym względzie zawodnicy człapią jak mieli za dużo a nie jak za mało - jakby mieli za mało to padaliby po 60-75 minutach, a nasi byli jednostajni przez cały mecz
2. po drugie mieli w tzw. dupie te mistrzostwa i im się nie chciało
3. Po trzecie nawalił im mental

w punkt 2 nie wierzę zwyczajnie, w punkt 3 może 20%, punkt 1 80%

Teraz przejdźmy do taktyki - wg Zbyszka głównego powodu naszej kompromitacji - ano Nawałka zaczął mistrzostwa klasycznie 4-4-2 z akcentem ofensywnym w postaci Zielińskiego na środku pomocy. Nawałka przedobrzył bo chciał prowadzić grę, czego Polacy nie potrafią i to prawda że taktyka mu nie pomogła. Potem poszedł w 352 co było idiotyczne, bo zawodnicy nie wiedzieli co grać. Nawałka uwierzył że druga połowa meczu z Senegalem wyglądała lepiej niż pierwsza - może - ale nie ze względu na taktykę a ze względu na to że z 5 zawodników ofensywnych zrobiło się 4 a z 5 defensywnych 6 - ot cała filozofia. Tak taktyka nie pomogła ewidentnie, źle dobrani zawodnicy również, ale każdy kto choć trochę kopał piłkę na poziomie powyżej podwórkowego wie, że jak nie ma zdrowia do biegania i nie jest przynajmniej tak dobry fizycznie jak przeciwnik to żadnej taktyki nie zrealizuje. Zawsze gdzieś się spóźni, popełni błąd nie dobiegnie, przegra pojedynek itd.

Na usprawiedliwienie Nawałki powiem tyle - powołał tych jakich powołać mógł bo innych nie ma, byli w takiej formie i zdrowiu jakim byli - a w 10 dni nikogo się nie doprowadzi do formy fizycznej - niestety. Facet przekombinował na koniec. Niech odejdzie w spokoju, ale na koniec jeszcze jedna uwaga w kwestii "łachudrów" - ano słowo honor jest tu może złe, ale ten trzeci mecz to powinien być meczem o szacunek dla siebie i dla kibiców - i tak powiem że tak jak po dwóch meczach Nawałce mimo głupot opowiadanych na konferencjach należał się szacunek, tak po ostatnim meczu jak dla mnie spadł w czarną dziurę, wpuszczając na boisko Peszkę, oglądając popisy pressingu swoich podopiecznych oraz stojącego kilka minut przy linii Kubę, a na koniec sugerując Grosickiemu symulkę zamiast zasugerować podejście do przeciwnika - to była żenada roku. żegnam Nawałkę bez żalu i mam nadzieję na trenera z zagranicy, choć wiem że ma materiał ludzki co najwyżej na awans na imprezę tej rangi co ME czy MŚ - przykre ale prawdziwe.
12niedziela, 08, lipca 2018 09:31
Zbyszek
@Dalkub.
Z łaski swojej przedstaw choć jedno osiągnięcie Hajty jako trenera.Nie ma żadnego i nikt go nie chce zatrudnić, bo on nic nie umie i co najgorsze cofa się w rozwoju.Mało tego z tych bredni na drugi dzień się wycofał i stwierdził,że go poniosło i nie to miał na myśli. Ale wsparł swoim nazwiskiem ten jazgot kundli .
I popatrz ci sami , którzy tak ochoczo kopali Nawałkę kiedy zapowiedział,że odchodzi chcą mu budować pomnik. To tylko potwierdza,że ich ta drużyna, trener, zawodnicy, ba i my kibice nic ,a nic nie obchodzą, oni żyją w innym wymyślonym świecie, w którym prawda, fakty,honor, wiarygodność nie mają żadnego znaczenia, bo nie mają ceny.Na takich jest ładne staropolskie określenie : łachudry.A ja od łachuder trzymam się z daleka.
13poniedziałek, 09, lipca 2018 14:50
dalkub
Zbyszku - użyłem wyrażenia "Hajty" kontynuując twoją nomenklaturę - rozumiem że są w niej wszyscy którzy krytykują Nawałkę za mundial w Rosji - chcę powiedzieć że również Piechniczek, którego tu przytaczasz i który ma chyba lepsze osiągnięcia od Nawałki jasno się wypowiedział że drużyna Polski była źle przygotowana fizycznie do tego turnieju i żeby było jasne wcale nie jest pewne czy to Nawałka ich źle przygotował, bo być może lepiej przygotować tej drużyny się nie dało
14poniedziałek, 09, lipca 2018 21:03
Zbyszek
@dalkub.
Ja zrozumiałem Twój wpis. Wyrażenia "Hajto": użyłem jako przygany, bowiem nie wypada b. reprezentantowi w taki sposób wypowiadać się o swoich kolegach, w tym przyjaciołach.Dobrze ,że się z nich wycofał i powiedział,że wszyscy powinniśmy być razem z reprezentacją na dobre i na złe. Piechniczka bardzo ceniłem za jego kilkusetstronicowy "Raport z Mundialu 1982 roku", który był dla mnie szkołą precyzyjnego rozumienia i fachowego mówienia o futbolu.Ja często wolę styl felietonowy w którym mogę sobie z różnych nadętych popisów pokpić.
Ale nie o oceny takich czy innych osób chodzi tylko o to,że mówiąc o nieprzygotowaniu głoszą nieprawdę.Bo najprostsza definicja prawdy jest taka,że jest to zgodność z rzeczywistością,w tym z faktami. Na łamach PS można było przeczytać pismaka, który reprezentacji zarzucił fizyczne nieprzygotowanie podpierając się faktami z przeszłości jak to niektórzy popijali..Ten sam pismak popadł w zachwyt jak to Rosjanie byli wyśmienicie przygotowani przez wychwalanych przez niego trenerów przygotowania fizycznego z Rosji i Hiszpanii i jako przykład tego wybiegania i tej szybkości podał,że Rosjanie w meczu z Hiszpanią przebiegli 145 km. Ja , który nie mam problemów z liczeniem szybciutko podzieliłem to przez 4 ( 120 trwanie meczu :4) i pomnożyłem przez 3 ( 90 minut nominalnego czasu gry) i wyszło mi,że Rosjanie przebiegli w meczu niecałe 110 km. A Polacy w meczach z Senegalem i Kolumbią przebiegli prawie 111 km. Nasi nieprzygotowani,a Ruskie przygotowani wyśmienicie. Nie dostrzegasz tu fałszu i czarnej propagandy.O Japonii nie piszę, bo nasi wygrali mecz i też przebiegli ok.100 km w niecałe 80 minut.
Dlatego m.innymi staremu piernikowi Piechniczkowi nie wierzę,bo pieprzy bez sensu i na stare lata zdradza to co było jego atutem. On sto razy sprawdzał czy to co mówi ma poparcie w faktach. Ale i on uległ tej modzie braku odpowiedzialności za słowo.Dla mnie szkoda,że jeden z moich autorytetów padł na łopatki.
15poniedziałek, 09, lipca 2018 21:33
Zgred
#nomenklatura ocen

No cóż, nie będąc zupełnie zainteresowany dalszym ocenianiem rzeczy przegranej już na wstępie, czyli Mundialu, jakoś nie mogę się nie zainteresować Zbyszkowego "hajtowania - hajty" ...
Jakie to ładne, jakie cenne i co ważne tak wyniosłe ( !) Nikt inny - jak Pan Zbigniew zupełnie nie dawno rozpływał się nad świetnym postrzeganiem meczów w ocenie byłego piłkarza Hajty Tomasza, przypisując mu zmysłowość, idealną ocenę sytuacji i zwyczajną mowę - mowę wprost z szatni, z potu, ze smrodu butów, z...itd i itp.
Tego samego Tomasza Hajto, który pieprzył jak potłuczony po 2002 roku kiedy z jego tylko wiadomych względów zawsze był z drugiej strony Paulety ( z tej niestety złej strony)...
Po latach ( ?) wraca ten mówca, którego "urodził w bólach" niejaki redaktor Borek na łamach polsatowskiego "Caffe Futbol" i ma zdanie o lidze, o kadrze jako - wróż ...Wróż, który idzie rzygać prawie przed kamerami ( swoisty Big Brother) bo niestety kamery zabrakło w mówiąc kolokwialnie - kiblu...
Ciekawa ta sympatia, nakładająca się z antypatią, Taki wieki "mag" wyciął Zbyszkowi numer, ale jak ? kurła...Wink potrafił
Pan Zbigniew "wytnie w pień" wszystkich kundli jak sam prawi, wszystkich co do jednego:

"I popatrz ci sami , którzy tak ochoczo kopali Nawałkę kiedy zapowiedział,że odchodzi chcą mu budować pomnik."
No nie -to nadużycie bardziej niż "hajtowe" -

i dalej:
"To tylko potwierdza,że ich ta drużyna, trener, zawodnicy, ba i my kibice nic ,a nic nie obchodzą, oni żyją w innym wymyślonym świecie, w którym prawda, fakty,honor, wiarygodność nie mają żadnego znaczenia, bo nie mają ceny"

Dokładnie te same słowa mogą pasowac do oceny reprezentacji polski wypowiedziane przez jej piłkarza zachowującego anonimowość...
Boli ? Ma BolećWink z małym dodatkiem o cenie...
16wtorek, 10, lipca 2018 08:54
dalkub
Zbyszek

Nie obraź się, ale mam ostatnio coraz silniejsze wrażenie że piszesz "pod tezę" - jeżeli jakaś wypowiedź pasuje do Twojego obrazka to zdecydowanie ją bierzesz pod uwagę, jeżeli natomiast coś Ci nie pasuje to albo to pomijasz albo dezawuujesz.
I na koniec - próbowałem o tym pisać innemu forumowiczowi, choć do niego nic nie dociera i on czyta w sobie tylko znany sposób, że ilość przebiegniętych kilometrów ma znaczenie drugorzędne, chodzi w piłce o elementy które nazywamy wytrzymałością szybkościową i szybkością jako podstawowe. Ja wczoraj przebiegłem 5 km w 30 minut i to wcale nie znaczy że jestem w formie, bo mam ze 20 kilo nadwagi, ale jak próbowałem ścigać się z moją córką na 800 metrów to 13 latka dołożyła mi 15 sekund na tym dystansie - taka to różnica. Pisząc "Polacy nie biegali" nie mam na myśli że cały mecz stali, a mam na myśli to że biegali wolniej od konkurentów, startowali gorzej itd.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1