A+ A A-

Zezem. Lepsze jest wrogiem dobrego (II)

Kiedyś malutkie okienko, wkrótce duże okno, a dziś ogromny wgląd na cały świat. Mowa oczywiście o telewizji. Nikt chyba nie wyobraża sobie bez niej życia, tak, jak większość klubów "Ekstraklasy" bez jej pieniędzy, swego istnienia.

Zanim do tego doszło to w niedużej miejscowości niedaleko Warszawy pierwszy telewizor pojawił się na początku 1958 roku, a przywiózł go świeży repatriant od swojej rodziny z Litwy. Telewizor nazywał się "Rubin". Pół miasteczka przychodziło to dziwo oglądać. A można było tylko wieczorem, bo wtedy szedł program. Telewizor stał na szafie, miał przekroju z 8 cali. Program był czarno biały i nadawany 4 godziny dziennie. Mój ojciec dostał talon na telewizor pod koniec 1958 roku i kupił na raty odbiornik produkcji czeskiej o nazwie "Alesz". To cholerstwo miało większy ekran od "Rubina, bo chyba z 10 cali, ale psuło się niemiłosiernie co miesiąc i trzeba było wymieniać lampę wysokiego napięcia o nazwie PY 83, która nie zawsze była dostępna. Wkrótce zaczęto produkować polskie składaki o nazwie "Wisła" i nasz produkt "Belweder", całkiem nieudany psuj. A potem poszło jak burza. Pierwszą Olimpiadę na żywo transmitowano w 1960 roku z Rzymu /niezapomniany Bikila Abebe/, zaś Mistrzostwa Świata w piłce z 1966 roku w Anglii z finałem Anglia-RFN 4:2. Największy boom jaki przeżyłem jeżeli idzie o oglądanie jakiegoś programu w telewizji, a transmisji w szczególności, to był pierwszy mecz Polaków na MŚ w piłce w Niemczech w 1974 roku z Argentyną 3:2. Bez przesady można powiedzieć, że cała Polska to oglądała. W moim miasteczku ruchu w sklepach i na ulicach nie było wcale, z okna miałem widok na szosę Warszawa - Poznań i żaden samochód nią nie przejeżdżał, a w telewizji pokazywano puste ulice Warszawy i innych miast. Tak nie było nawet podczas meczu Polska-Rosja na EURO 2012, który oglądało ponoć 14,5 miliona  telewidzów.

Piłka klubowa obecna była w programie telewizji od początku lat 60-tych, początkowo sporadycznie, bo raz w miesiącu. I tu telewizja jako medium odcisnęła swoje piętno, dla Legii bardzo korzystne w 1969 roku. Na sześć kolejek przed końcem na czele tabeli był Górnik Zabrze przed nami i 18 maja na Stadionie Śląskim przy udziale 60 tys. widzów i wielu telewidzów po nieuznaniu bramki dla zabrzan na 2:2 zaatakowali oni sędziego Hirscha i mecz został przerwany. Wydział Gier i Dyscypliny PZPN ukarał Górnika walkowerem, a my po wygraniu ze Stalą Rzeszów zostaliśmy liderem i nie oddaliśmy prowadzenia do końca. Gdyby nie transmisja to nie wiadomo czy by meczu nie powtórzono. A tak potem zapisaliśmy piękną kartę w PKME dochodząc do półfinału. Niestety meczów z UT Arad i St. Etienne na wyjeździe nie transmitowano, gdyż uznano, że koszty za wysokie, a szanse niewielkie. Dopiero po wyeliminowaniu Francuzów zrobił się taki szum, że następne mecze z Galatasaray i Feyenoordem już transmitowano. Od początku 1971 roku raz w tygodniu był pokazywany jeden mecz z kolejki. Przy czym kluby musiały telewizji za ten przywilej płacić. Tak, to one płaciły telewizji. To, że to telewizje płacą jest w Polsce efektem wejścia na rynek Canal+ jako pierwszej telewizji kodowanej i  płatnej.

Porównując jednak wielkość tych wpłat z pieniędzmi, jakie od telewizji otrzymują kluby na Zachodzie, można zasadnie powiedzieć, ze nijak się one mają do rzeczywistej różnicy w poziomie dochodów realnych społeczeństw. Ten poziom to około 1 do 3, zaś współczynnik we wpływach z praw telewizyjnych to 1 do mniej więcej 20. Zauważyć wypada, ze telewizje niekodowane praktycznie piłki klubowej nie pokazują i nie partycypują w kosztach. Dlaczego? Bowiem fetyszem stała się oglądalność, a piłka ma ją mierną. Jest to jakieś tłumaczenie, lecz nie do końca sensowne. Ostatnio TVP ubolewała, że nie otrzymała od UEFA praw do transmisji meczów reprezentacji od jesieni 2014 roku do 2018 roku, twierdząc że kwota 150 mln zł, za jaką te prawa kupił Polsat jest dla niej za wysoka. Jest to ten typ braku biznesowego myślenia, jaki cechuje niereformowane od czasów PRL polskie firmy. Tam też się nic nie opłacało. Wszyscy chcieli dobrze, ale nic z tego nie wychodziło. Ludzie mówili, żeby choć raz chcieli źle i żeby też im nie wyszło. Polsatowi się opłaca, a TVP nie. Przez takie postępowanie traci ona w ogóle rację bytu.

Najwięcej pieniędzy na ligę przeznacza Canal +. Kiedy jednak beznamiętnie przyjrzymy się opłacalności tego przedsięwzięcia to przestaniemy narzekać. Średnia oglądalność jednego meczu w tej stacji to ok.200 tys. telewidzów. Płacą oni średnio 40 zł abonamentu miesięcznie. Wpływy brutto z tego tytułu to ok.100 mln zł rocznie. Dochodzą wpływy z reklam. Mecze w Polsat Sport ogląda średnio o ok.100 tys. osób wiecej. Jakie są wpływy tej stacji z części opłat za pokazywanie jej poprzez satelitę i kabel nie wiemy, ale na pewno o wiele niższe niż C+. Jednym słowem: piłka nożna w telewizjach na siebie nie zarabia. Nawet na te pieniądze, jakie obecnie dostaje. Nie zarabia i już. Składa się na to wiele czynników. Do podstawowego należy brak codziennego, masowego zainteresowania piłką nożną w ogóle, a klubową w szczególności. Motorem napędowym, jak wykazuje historia, dla mody na piłkę, były zawsze sukcesy reprezentacji. A ta jak wiadomo cienko przędzie. Drugim czynnikiem były sukcesy klubów na arenie międzynarodowej. Tu też jak nie wpadka to kompromitacja. Do tego niesłychanie nieprzychylne piłce media. Gdzie szukać nowego Janka Ciszewskiego?  Żeby tylko te ze sportem mające niewiele wspólnego, ale i te sportowe są wrogie. Z jednej strony narzekania na małą frekwencję na meczach i niską oglądalność, a z drugiej zniechęcanie poprzez wylewanie kubłów pomyj za byle co. Jak nie ma za co to za zmyślone afery i rzekome skandale. Swoje dokładają tzw. fachowcy, czyli znane nazwiska z przeszłości. Nie potrafią wyzbyć się nawyku ględzenia, że dziś wszystko jest do niczego, bo jak oni grali to wszystko było naj... Jakoś bez echa przeszła ich przygoda w PP kiedy to przegrali z juniorami z Konstancina. Piłka się zmieniła. Stała się bardziej atletyczna, szybsza, ale to nie znaczy, że jest gorsza niż była. Tylko my trochę za światem nie nadążamy. Odstręczanie od  niej, przez ludzi się z niej wywodzących, po prostu nie przystoi. Aby piłka dobrze się sprzedawała musi się dobrze kojarzyć i być popularna. Niestety Canal+ tego osiągnąć nie potrafi, bo chyba kierownictwo tej stacji, a zwłaszcza jej pionu sportowego nie dorosło do wyzwań. Zakazywanie pokazywania chociażby bramek z meczów w innych stacjach to nie tylko kuriozum, ale też podcinanie gałęzi na której się siedzi. Do tego brak pomysłu na rozszerzenie bazy abonenckiej. Radzę zatrudnić Pana Kmitę z Polsatu. On pokazuje jak można z niczego zrobić coś. Np. siatkówka wszędzie, poza Japonią, jest sportem niszowym i żeby nie to, że to sport olimpijski, byłaby w zaniku. U nas dzięki Polsatowi to sport topowy.

Na tym tle obserwujemy pomysły, głównie Prezesa Leśnodorskiego i Prezesa Biszofa, aby utworzyć odrębny kanał telewizyjny dla Ekstraklasy. Nasz Prezes powiada, że jak by to nie wyszło to chciałby stworzyć chociaż Legia.TV. Są to mrzonki. Na przeszkodzie stoi przede wszystkim bariera frekwencyjna i nawyk myślenia wielu osób, że jest to rodzaj darmowej należności. Aby bowiem o czymś takim myśleć to oglądalność płatnicza powinna wynosić te 3 mln abonentów piłkarskich przynajmniej. Na to trzeba by kilku lat ciężkiej pracy marketingowej, a nie tworzenia zbędnych bytów. Nadto przy tej frekwencji bez ponoszenia kosztów to i od C+ można by liczyć na na 10 razy większe wpływy. Drugim powodem jest różnica mentalna pomiędzy naszym Prezesem, a innymi. W pierwszej części wskazałem,że 16 % osób ma skłonność do pozytywnego ryzyka i Pan Leśnodorski się w tym przedziale mieści. Reszta to ci drudzy. Oni nie chcą ryzykować. Im jest dobrze. Może być lepiej, ale tak jak jest oznacza, że jest dobrze. Trzeba zacząć od zmiany tego nastawienia, bo sami w tej materii nic nie zmienimy. Piłka bowiem nie polega na grze solo, lecz wspólnie z innymi przeciw, ale przecież razem. Dla poprawy wpływów poprzez poszerzenie bazy musimy zacząć wygrywać na arenie międzynarodowej. My i reprezentacja. Musimy zacząć zmieniać klimat dla piłki z zimnego na coraz cieplejszy.

Dyskusja (5)
1poniedziałek, 24, luty 2014 23:54
Senator
Ja swojego pierwszego telewizora nie pamiętam, dobrze jednak kojarzę finał olimpijski, a jeszcze lepiej mecz na Wembley. Mogę się mylić ale chyba przed tym meczem pokazywano puste ulice. Samo spotkanie oglądałem w domu plus kolega i co teraz śmieszne z flagą. Z ta flagą już po meczu zbieraliśmy wkoło bloku drąc się okropnie Smile Tyle wspomnień, co do jądra to pełna zgoda, sukces napędza koniunkturę. Z innymi wątkami też się zgadzam. Jeśli sto razy bbędą wmawiać nam że coś jest be to w końcu uwierzą tym bardziej gdy nie widzą, a nie widzą bo zakodowane. Nie kupią bo mówią że be i kółko zamknięte.
2wtorek, 25, luty 2014 06:55
Zbyszek
@Senator.
Tak mecz na Wembley 17.10.1973 roku był wielkim wydarzeniem, ale jak by to powiedzieć ilość telewizorów w mieszkaniach nie była zbyt duża. Ja pisałem o fetyszu oglądalności, nie zainteresowaniu. Dopiero awans do Mistrzostw Świata rozbudził zainteresowanie i rozgrzał atmosferę do maksimum. Pracowałem wtedy na kierowniczym stanowisku w budownictwie i wiem, że na świetlicy w siedzibie tego Przedsiębiorstwa przy ul. Improwizacji 2 w Warszawie zakupiono i zainstalowano duży telewizor. Tego wcześniej nie było. Tu oglądałem mecz z Haiti. Tak było na wszystkich naszych budowach. W Domach Centrum przy Marszałkowskiej również zainstalowano telewizory i klienci mogli ten mecze oglądać. Podobnie było w innych miastach i w fabrykach. Masz w jednym zupełną rację, Janek Ciszewski stał się ikoną naszej piłki. On nie miał tego pozoranckiego zamysłu przypodobania się swoim oponentom i bredzenia jak to jest żle tylko zawsze uważał, że jest dobrze. Dziś takich nie ma. Mówienie dobrze o polskiej piłce uchodzi za obciach. Dziś takie gesty jak chodzenie z flagami po meczu reprezentacji jest wyśmiewane. Pisałem: tę mentalność musimy zmienić, ale nie hasełkami tylko pokazaniem, że chcemy być. I ten ruch należy do kopaczy. Ja i Ty i wielu to wesprze, ale nie stworzy faktów. Niestety.
3wtorek, 25, luty 2014 08:00
kibic50
@Ciszewski, puste ulice i pierwszy telewizor

Oczywiście nie pamiętam nazwy, bo było to baaardzo dawno temu.
Pamiętam za to, że tata miał dobry sposób na jego naprawę. Wystarczyło uderzyć pięścią. dopiero po latach zrozumiałem ten fenomen Smile

Pierwsze wyludnione ulice mnie się kojarzą z rokiem 1970
Trzy mecze Górnik vs As Roma i słynne: "Rzucona moneta!"

http://www.youtube.com/watch?v=6owcF6vAipQ
4środa, 26, luty 2014 23:12
CTP
A ja swój pamiętam, "Fregata":

MŚ w 74 za bardzo nie pamiętam ale już Mundial w Argentynie, rękę Kempesa i wybronionego karnego Deyny pamiętam doskonale.
5czwartek, 27, luty 2014 07:18
kibic50
@CTP
Swoją "plazmą" sprowokowałeś mnie do poszperania w google i znalazłem. To cudo nazywało się "Szafir" Smile

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/662388,pierwszy-stary-telewizor.html

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1