A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Cracovia - Legia 1-1: Zniwelowane atuty

W sobotni wieczór Legia zmierzyła się w Krakowie z Cracovią. Mecz był wyrównany i zakończył się zasłużonym remisem. Legia prowadziła po bramce Ševčíka, ale gospodarze wyrównali jeszcze przed przerwą. W drugiej połowie wynik nie uległ zmianie.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Deziel – Wszołek, Kapustka, Ševčík, Urbański, Chodyna – Zjawiński, Adamski. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Madejski - Kakabadze, Henriksson, Traoré, Burlet - Knap, Klich, Al-Ammari - Hasić, Nordås, Minczew.

W 3. minucie w pole karne Legii wbiegł Nordås i uderzył z lewej nogi. Piłka minęła bramkę. W 6. minucie Wszołek dośrodkował do Chodyny, jednak strzał naszego zawodnika został zablokowany. W 22. minucie doszło do zamieszania w polu karnym Legii po wrzucie piłki z autu. Deziel wybił piłkę. W 26. minucie Legia objęła prowadzenie. Ševčík obrócił się z piłką i uderzył celnie zza pola karnego. W 39. minucie Wszołek samodzielnie wymierzył sprawiedliwość w rywalizacji z Burletem i ujrzał żółtą kartkę. W 44. minucie gospodarze wyrównali. Nordås skopiował wyczyn Ševčíka, uderzając precyzyjnie zza pola karnego.

Do przerwy był remis. W grze Legii wiele rzeczy się nie zgadzało i można było mieć obawy przed drugą połową meczu.

Od 46. minuty na boisku pojawił się Reca, który zastąpił Wszołka. Cracovia ruszyła do ataku, ale przewaga gospodarzy nie przekładała się na okazje strzeleckie. Legia miała swoją szansę w 57. minucie, kiedy Adamski znalazł się w dobrej sytuacji w polu karnym, niestety nasz napastnik nie poradził sobie z piłką, która pechowo odbiła się na nierówności. W 64. minucie Wjunnyk zmienił Ševčíka. W 73. minucie Kakabadze uderzył zza pola karnego. Hindrich złapał piłkę. W 82. minucie Arsenić i Kuchta zastąpili Deziela i Zjawińskiego. W 84. minucie Hasić zgubił naszych obrońców, wpadł w pole karne, ale nie trafił w bramkę. W 86. minucie Legię uratował Hindrich. W 88. minucie Szymański zmienił Kapustkę. W doliczonym czasie gry właśnie Szymański mógł przesądzić o zwycięstwie Legii, jednak Madejski odbił piłkę.

To był dla Legii trudny mecz. Cracovia grała szybko, aktywnie, agresywnie i naszej drużynie zabrakło piłkarskich atutów, by wypunktować przeciwnika. Legia wciąż pozostaje bez porażki w tym sezonie. Naszą drużynę czekają teraz starcia z duetem liderów Ekstraklasy. W przyszłą niedzielę do Warszawy przyjedzie Lech Poznań, a w kolejny piątek zmierzymy się w Zabrzu z Górnikiem.

Dyskusja (10)
1niedziela, 18, październik 2026 08:51
iocosus
W debiucie Paulo Sousy z Węgrami w pewnym momencie na placu gry pojawiło się trzech napastników: Lewy, Milik i Piątek wczoraj Marek Papszun również desygnował trzech napadziorów: Adamski, Zjawiński, Winnjuk czyli na wskroś ofensywnie, a mnie piekielnie korci żeby pomarudzic .

Kiedyś Wojciech Łazarek w potyczce z Cyprem przebił Sousę i u niego równocześnie na murawie chyba pół zespołu stanowili „środkowi” atakujący. Zastrzeżenie wobec „środkowych” konieczne, ponieważ chodzi mi o tzw. nominalnych egzekutorów a nie o skrzydłowych, fałszywe dziewiątki, defensywnych napastników. (To ostatnie pojecie to koszmarek.)

Ani, Sousie, ani Łazarkowi, ani Markowi Papszunowi wczoraj, duża liczba napastników w jedenastce nie pomogła, wszystkie mecze zakończyły się remisami.
Co z tego, że na placu są w dużej liczbie nawet uznani egzekutorzy wykańczający akcje zespołu, skoro tych akcji nie ma kto tworzyc? Wolę dynamicznego skrzydłowego z dryblingiem, lub kreatywną dziesiątkę niż multiplikowanego egzekutora.

Cóż Marek Papszun ma inną koncepcję i nadzieję, że Adamski z Winnjukiem to jednak nie są tylko egzekutorzy finalizujący akcje ale i właśnie piłkarze potrafiący je wykreowac. Mhm, oby Diabeł miał rację, a mnie żeby przyszło posypac głowę popiołem, ale jeżeli nasze wieże w napadzie mają wspomagać Reca z Chodyną na wahadłach/skrzydłach, to gdy myślę o finezyjnych akcjach takiego kwintetu to tak jakoś zaczynam się drapać po głowie z chyba niezbyt mądrą miną?
2niedziela, 18, październik 2026 09:41
Pietras
Wjunnjuk zastapil Sevcika w 65 min. Do tego czasu bylo Markowe 3-5-2
3niedziela, 18, październik 2026 10:49
corazstarszy
Występu Legii za słaby nie uznam. Rok temu, gdy kontuzji doznał Nsame, Cracovia zawiesiła poprzeczkę niżej, a wygrała bezproblemowo. Wczoraj nie stanęła przeciwko nam słaba drużyna, jak można by sądzić po ich miejscu w tabeli czy niedawnej passie czterech przegranych. Byli skoncentrowani i zdyscyplinowani, dobry mecz rozegrał Nordas, Hasić ma pierwiastek kreatywności i to pokazał. A my? Cały czas podkreślamy nasze braki jakościowe i to, że wyniki są lepsze w proporcji do stanu posiadania. Tak było i teraz. Obrońcy mieli dużo ciężkiej pracy. Oceniam, że spisali się dobrze.
Mieliśmy szczęście w sytuacji z Knapem. Mógł i powinien być karny - dla mnie o wiele bardziej czytelna sytuacja niż tydzień temu z Kapustką i Ertlthalerem.
Tradycyjnie, moje zaufanie do Papszuna jest tak duże, że nie krytykuję obsady personalnej poszczególnych miejsc.
Remis z gatunku tych, które (przed meczem i po meczu) ja biorę z pocałowaniem w rękę.
Teraz mecz z najsilniejszą obecnie drużyną ligową. Uważam powtórkę z meczu kwietniowego na Bułgarskiej za realną. Szanse Legii na remis wyceniam na jakieś 20 proc. Nasze zwycięstwo w tej chwili mi się nie mieści w głowie. Ubywa nasz najbardziej kreatywny zawodnik Jakub Żewłakow.
4poniedziałek, 19, październik 2026 20:12
a-c10
@ Corazstarszy:

w sytuacji z Knapem. Mógł i powinien być karny

Powinien, w rzeczy samej. O tyle jednak mało mnie to wzrusza, że:

a) Piotra Lasyka uważam za jednego z bardziej bezstronnych i mniej gwiazdorzących arbitrów Ekstraklasy. Owszem, zdarza mu się pomylić (jak każdemu) i teraz też przytrafił mu się błąd. Na jego usprawiedliwienie warto jednak zauważyć, że to była trudna sytuacja, gąszcz nóg i w ogóle. Jak na moje, właśnie przy takich okazjach powinien reagować VAR. Nie zareagował, co stanowi 1500 100 900tny argument za tym, że cały ten wynalazek jest bez sensu;

b) nasz prezes-atencjusz Wink mógłby być taki trochę mniej hop do przodu. W poprzedniej kolejce w meczu z Zagłębiem dostaliśmy jedenastkę z dupy (tę pierwszą). Teraz nie dostaliśmy ewidentnej. O ile generalnie nie zgadzam się z Rafałem Janickim i jego teorią o „zerowaniu” w przeciągu sezonu, tak akurat tym razem karma, dziwka jedna, wróciła natychmiast. Bywa.

Generalnie mecz dwóch średnich ekip, z których jedna do tej pory punktuje ciut powyżej, druga ciut poniżej możliwości, obie jednak jakoś bardzo się od siebie nie różnią. Zasłużony remis.

zaufanie do Papszuna

Ja wiem, że to kwestia marginalna i raczej Na Aut, obawiam się jednak, że tam szybko zniknie. Chciałbym mianowicie spytać, co Szanowni Panowie (oraz ewentualnie Panie i inne Osoby) uważają o obecnej sytuacji Rakowa. Michała Świerczewskiego zdarzało mi się, także tutaj, stawiać za wzór szefa ekstraklasowego klubu. Rozsądek, cierpliwość, wytrwałość, hojność, no i te słynne „kompetencje, nie reputacje”. A tu wychodzi na to, że chłop miał po prostu mega farta, że postawił na podwarszawskiego wuefistę…
5poniedziałek, 19, październik 2026 23:49
corazstarszy
a-c10
Co do meczu jeszcze, to dodam, że aby Legia dobiła do statusu średniej ekipy, to potrzebnych było wiele miesięcy wytężonej pracy wielu osób, zwłaszcza Papszuna. Gdy pomyślę, gdzie byliśmy rok temu, za tę średniość jestem wdzięczny.
Raków chyba przez wielu był tak postrzegany w sposób, jaki przedstawiłeś. I sam M. Świerczewski - wydawało się, że przewyższa innych trzeźwym spojrzeniem na klub. Jak to czas zmienia często ludzkie sądy. Żal mi Świerczewskiego - ile pieniędzy, serca, starań w to włożył, a teraz patrzy jak mu wszystko marnieje.
Jestem zaskoczony tym, że następcom tak źle idzie, choć może nie powinienem pamiętając o kadencji Szwargi, wzorowego ucznia, zawczasu przygotowywanego do objęcia schedy po Papszunie. Pamiętam także Kroczka z czasów, gdy prowadził Cracovię i opinię miałem o jego tam pracy dobrą.
Ciekawe myśli na temat stylu pracy Papszuna wyraził nasz legendarny zawodnik i były dyrektor sportowy klubu J. Zieliński w niedawnej rozmowie z Ćwiąkałą. Wygląda na to, że jest to styl tak specyficzny i unikalny, że następcy nie ogarniają. I to martwi, bo i w Legii on kiedyś zakończy pracę. I co wtedy?
https://legia.net/news/jacek-zielinski-w-legii-brakuje-jednosci-cierpliwosci-i-konsekwencji/105432

‘Jest jednak jeszcze jeden aspekt, który nie dotyczy już bezpośrednio jego warsztatu. Niedawno rozmawiałem o tym ze swoim kolegą i zastanawialiśmy się, czy w Legii zdają sobie sprawę z tego, że Marek ma tendencję do bardzo mocnego uzależniania klubu od siebie. Wystarczy spojrzeć na Raków. Kiedy odchodził stamtąd za pierwszym razem, problemy nie pojawiły się natychmiast, ale po pewnym czasie zaczęły być widoczne. Został po nim dobry zespół, być może nawet lepszy niż później, a wielu zawodników znajdowało się wtedy w innym wieku i innej formie. Kiedy natomiast wrócił do Rakowa po raz drugi, po jego kolejnym odejściu wszystko posypało się znacznie szybciej. Moim zdaniem wynika to między innymi z tego, że nie tworzy wokół siebie ludzi, którzy po jego odejściu mogliby przejąć odpowiedzialność za funkcjonowanie zespołu i kontynuować ten model. Albo inwestuje w osoby, które później nie są w stanie tego udźwignąć.
W efekcie klub staje się bardzo mocno uzależniony od jednego trenera. Jeżeli podobny proces będzie postępował w Legii, to być może jeszcze nie teraz, ale za jakiś czas klub może mieć ogromny problem, jeśli będzie chciał Papszuna zwolnić albo obrać zupełnie inną drogę. Taka zmiana może okazać się bardzo kosztowna i przez pewien czas mocno odbić się na wynikach sportowych.’
6wtorek, 20, październik 2026 09:00
Pietras
@ corazstarszy
Zieliński był świetnym piłkarzem ale marnym dyrektorem sportowym. Tu sa potrzebne zupełnie inne umiejętności, doświadczenie, charakter, znajomości, jezyki, itp, itd. Nie każdy ma wszystko.
Czy Papszun faktycznie zostawi po sobie spaloną ziemię? To się okaże. Czy ten cytat z ostatniego akapitu to od Zielińskiego? Jego działalność już sie odbiła.
Mówiło sie też niedawno, że pan Marek nie stawia na Polaków, ani na młodych. Słabo się zestarzało.
7wtorek, 20, październik 2026 11:53
iocosus
Ac-10: „Michała Świerczewskiego zdarzało mi się, także tutaj, stawiać za wzór szefa ekstraklasowego klubu. Rozsądek, cierpliwość, wytrwałość, hojność, no i te słynne „kompetencje, nie reputacje”. A tu wychodzi na to, że chłop miał po prostu mega farta, że postawił na podwarszawskiego wuefistę…”

Jeżeli ambicją Michała Świerczewskiego było uczynienie z prowincjonalnego w skali polskiej piłki, bo oprócz królewskiego stołecznego Krakowa, w obiegowej opinii uważanego za zimową stolicę Polski – Zakopanego, to przecież Częstochowa jest duchową stolicą naszego kraju, mhm, obojętnie co piszący te słowa w tym temacie sądzi. W każdym razie jeżeli Świerczewski z klubem z niższych lig chciał udowodnic, że osiągnie polski ekstraklasowy top, to właśnie to zrobił. Reszta to już może być tylko powielaniem tego sukcesu, być może już mniej frapującym i pociągającym.

Jeżeli natomiast Michał Świerczewski chciał zbudowac silny klub, stabilny odnoszący sukcesy raz mniejsze, raz większe ale latami oraz żeby ten klub potrafił namieszac również na europejskich boiskach wzorem choćby takiego Bodo/Glimt to obecnie faktycznie ma chyba zagwozdkę ale nie wiem czy karuzela z trenerami to błąd jeden z kluczowych, prawda, ale czy nie wynikający z innych pozornie „mniejszych” błędów.

Owszem stabilność w tym i szkoleniowa jest ważna żeby sportowo się rozwijac, ale z bardzo dobrym trenerem, plus wykładając dużą kasę na transfery jak się okazuje przechodząc poszczególne szczeble Mistrzostwo Polski można zdobyć ale już zbudowanie klubu na lata i na europejskie puchary jawi się problemem.

Tu trzeba by porównac Raków z tym Bodo/Glimt. Tekst z 2024 roku:
Bodo/Glimt i sukces z niczego. Dlaczego udało się nawet na końcu świata, ale nie w Polsce? (weszlo.com)

Mhm, ś.p. prof. Janusz Filipak chciał postawic na “swojego” Papszuna i Kjetyla Knutsena z Bodo w jednym tylko, że wybrał Michała Probierza. Natomiast warunki do zbudowania silnego, stabilnego klubu w Krakowie według mnie za kadencji pana profesora były sporo lepsze niż na dalekiej północy Norwegii lub w duchowej stolicy Polski pod wiadomym patronatem.

Wikingowie mogą się z nas śmiac z tych naszych żalów i tłumaczeń jaki to mamy klimat mało sprzyjający futbolowi, jakimi to ubogimi krewnymi jesteśmy w zestawieniu z zachodem Europy, z tego że dwóch lub trzech Polaków w klubie z polskiej Ekstraklasy to już jest bardzo dużo, a taka obecna Legia to wręcz ewenement! Ewenementem jest również jednak ilu nastolatków z legijnej Akademii woli szukac ścieżki rozwoju w innych klubach niż w Legii.
8wtorek, 20, październik 2026 12:25
iocosus
Corazstarszy o Marku Papszunie: „ma tendencję do bardzo mocnego uzależniania klubu od siebie. (...) nie tworzy wokół siebie ludzi, którzy po jego odejściu mogliby przejąć odpowiedzialność za funkcjonowanie zespołu i kontynuować ten model. Albo inwestuje w osoby, które później nie są w stanie tego udźwignąć. W efekcie klub staje się bardzo mocno uzależniony od jednego trenera. Jeżeli podobny proces będzie postępował w Legii, to być może jeszcze nie teraz, ale za jakiś czas klub może mieć ogromny problem, jeśli będzie chciał Papszuna zwolnić albo obrać zupełnie inną drogę.”

Według mnie Diabeł jak każdy pragmatyk wyciska z tego co ma wszystko, jak sok z cytryny. Dlatego zespoły „pragmatyków” muszą być w ciągłym rozwoju ze zmianami personalnymi włącznie, inaczej kadrowa stagnacja niechybnie je „zabije”. To już wyższa sztuka trenerska jak utrzymac „stabilność” nie popadając w „stagnację”.

Papszun to naturalny lider i albo zespół ludzi z którymi współpracuje to zaakceptuje, albo ci którym to nie pasuje odejdą, poszukają dla siebie innego miejsca, albo Papszuna trzeba było nie zatrudniac, a jeżeli jego liderowania się nie akceptuje to trzeba go zwolnic natychmiastowo!

Dlatego cholernie mnie dziwi ta obecna sytuacja z Bobicem, sportowo jest super a panowie już zaznaczają swój teren, już sobie zaczynają pokazywac kto ma większego, kto więcej tu znaczy i od kogo więcej zależy. Co będzie gdy przyjdzie sportowy dołek, a wcześniej czy później przyjdzie!? Papszun i Bobic takie dwa charaktery w jednym klubie to poroniony pomysł i proszenie się o kłopoty. Albo akceptujemy Papszuna jako „dyktatora” i niech dyrektor sportowy będzie z jego poręczenia, albo jak chcemy żeby to Bobic rozdawał karty, to od razu zwolnijmy Papszuna i przestańmy się łudzic.

„Czy Papszun faktycznie zostawi po sobie spaloną ziemię?” – być może, ale już o tym pisałem, za dwa lata, obojętnie na wyniki sportowe uczyńmy z Papszuna Dyrektora Sportowego. Albo niech zostanie naszym warszawskim Alexem Fergusonem, dajmy mu na to szansę, albo nie było sensu go zatrudniac.
9wtorek, 20, październik 2026 18:00
gawin76
@ ew. karny

Ejże, to przecież nie był ani ewidentny faul, ani bezdyskusyjny błąd sędziego, miękka sytuacja i jeżeli sędzia z boiska puścił to VAR właśnie nie powinien się wcinać, no chyba że chcemy mieć mecze przerywane i analizowane przy każdym dośrodkowaniu w pole karne i piłkarzy z rozmysłem pajacujących częściej niż prosto kopiących piłkę. Nie chodzi tu ani o Legię (o, na przykład ten ancymon Adamski próbował wymusić karnego w poprzedni w weekend w meczu z Wisłą, starając się nieudolnie przykryć fakt, że zepsuł niezłą sytuację), ani o Cracovię, tylko ogólnie o piłkę nożną, chyba w ogóle blisko mi w tej kwestii do stanowiska, o którym pisał Senator w wątku dotyczącym meczu z Wisłą. A w Krakowie już na stówkę nie stało się nic co usprawiedliwiałoby dramatyczny pad Knapa i jego teatralne wicie się po murawie przez około minutę. Ja jakimś wielkim futbolistą nie byłem, ale piłkę kopać dla sportu uwielbiałem, być może z tego względu typ Knapopodobny (o dziwo spotykany nie tylko w Ekstraklasie, ale także na podwórkach i boiskach szkolnych Very Happy) zawsze budził we mnie szczególny niesmak.

@ Papszun, Świerczewski i Zieliński

Nie jest to takie znów rzadkie, że w procedury wierzy się bardziej niż w człowieka, całkiem często myli się także szczęście z fachowością Wink Ale i analogicznie pech czy błąd nie równa się natychmiast jakiejś dyskwalifikującej amatorce. Świerczewski po prostu dostał (dostaje) nauczkę i lekcję pokory, której raczej się nie spodziewał, pytanie co z tym zrobi, do jakich konkluzji i działań ostatecznie go to pchnie. Wiadomo, że w Rakowie mierzy się z pewnymi obiektywnymi ograniczeniami i gdyby ten projekt padł to mas, powiedzmy sobie szczerze, ten fakt nie poruszy, ale jednak szkoda by było, bo my potrzebujemy silnych klubów, a Raków bezdyskusyjnie stał się takim.

Myślę, że dla Świerczewskiego jest zatem jeszcze nadzieja, czy jest dla Jacka Zielińskiego, tego niestety nie wiem. Chciałbym dostrzec w nim jakąś głębszą samokrytyczną refleksję, której chyba nie dostrzegam, i nie chodzi tu nawet o tekst o Papszunie, choć akurat ta obserwacja o uzależnieniu ma niską wartość merytoryczną, tzn. jaki szef, pracując w określonym środowisku X lat, narzucając określoną etykę pracy i odnosząc przy tym sukcesy, nie uzależnia tak naprawdę od siebie tej organizacji?
10wtorek, 20, październik 2026 21:14
corazstarszy
@Pietras
dziękuję za reakcję.
‘Czy Papszun faktycznie zostawi po sobie spaloną ziemię’.
To zupełnie nie tak. Wprost przeciwnie - raczej zostawia po sobie drużynę funkcjonującą na maksymalnych obrotach (przez dłuższy czas funkcjonującą, nie np. przez pierwsze dwa miesiące - to jest godne podziwu, bo na ogół te maksymalne obroty tak długo nie trwają). I w momencie jego odejścia, okazuje się, że jest problem i że następcy nie potrafią tych najwyższych obrotów utrzymać. O ile można uznać zatrudnienie Tomczyka, Kroczka i Kaczmarka za w miarę gwałtowne i nieplanowane z dużym wyprzedzeniem, to ze Szwargą było inaczej - był przygotowywany do sukcesji, wszystko widział, we wszystkim uczestniczył, do wszystkiego miał dostęp. I też nie dał rady.
Dlatego uważam, że Zieliński wskazał realny problem, przed którym i Legia kiedyś stanie. Ja upatruję przyczyn takiego załamania wyników i gry Rakowa za pierwszym i za drugim razem po odejściu trenera Papszuna w cechach jego osobowości. Metody i zawartość treningów można podpatrzeć i naśladować, zasady można przejąć i starać się wdrażać takie same. Ale cudzej osobowości (umiejętności wpływania na drugiego człowieka) i charyzmy nie da się naśladować. A Marek Papszun to ma - potrafi dotrzeć, i to na długo, z przekazem do piłkarzy i sprawić, że na boisku realizują przyjęte ustalenia. I w momencie, gdy piłkarze takiego charyzmatyka tracą, pojawia się problem. Są przyzwyczajeni do pracy z charyzmatycznym warsztatowcem, a zostaje im co najwyżej warsztatowiec. Nie chodzi o żadną spaloną ziemię. Tutaj się zgadzam, że Zieliński diagnozuje przyczyny problemów z następstwem po Papszunie w sposób pokrętny i karkołomny.
Również w tej kombinacji cech osobowości i twardych umiejętności trenerskich widzę, w większym stopniu niż kiedyś, przyczyny dobrej gry Rakowa w czasach Marka Papszuna.
Co do Zielińskiego, nie tęsknię za nim i nie chcę, żeby wrócił do Legii, ale chciałbym być sprawiedliwy. Do dzisiaj np. opłakuję odejście Pankova i Elitima. To on ich tutaj sprowadził i nie sprzedał, gdy były oferty, uznając, że albo przedłuży z nimi umowę, albo niech dograją do końca cały kontrakt. Stało się to drugie, już bez udziału Zielińskiego. Ale w tym wypadku zasługa idzie na jego konto. Podobnie, szybko udało mu się spowodować zdjęcie z listy płac Lirima Kastratiego i nieco mniej szybko - Ihora Charatina. Więc, nie wszystko robił źle. Jak chyba się zgodzimy, dyrektor sportowy Legii łatwego życia nie ma i nawet nie pamiętam, który sobie zaskarbił uznanie kibiców (czy w ogóle taki był?).
Ale, podsumowując, Raków ma do dzisiaj problem z dobrym następstwem po trenerze Papszunie. I jest możliwe, że Legia kiedyś również taki problem będzie mieć.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1