A+ A A-

Z kim w czwartek

sporting clube de portugalPamiętacie mecze takie jak Zagłębie Lubin - Legia 2:1 z jesieni 2010 roku? Albo jak GKS Bełchatów - Legia 2:0 z wiosny 2011 roku? Jeżeli nie wrzuciliście z pamięci męczarni, jakie fundowała nam i sobie wtedy Legia, to wiecie w jakiej dyspozycji aktualnie znajduje się nasz najbliższy pucharowy rywal - Sporting Lizbona. 

Wczorajsza porażka Sportingu z Marítimo prawdopodobnie nie zaowocowała szczególnie odkrywczymi spostrzeżeniami w notesie trenera Skorży, Sporting pokazał bowiem dokładnie to samo, co pokazuje już od przynajmniej kilku tygodni.

Trenera Domingos Paciência musi mieć świadomość, że jego zespół znajduje się w wyraźnym kryzysie. Wczoraj w desperacji kilka razy wznosił dłonie ku niebu po fatalnych zagraniach swoich podopiecznych, między innnymi po kiksach urugwajskiego snajpera Ribasa.

Jak ocenić szanse na to, żeby podobne reakcje towarzyszyły szkoleniowcowi Sportingu w najbliższy czwartek?

Wydaje się, że wszystko w naszych nogach i głowach. Naprawdę nie taki diabeł (a w zasadzie lew) straszny.

Marítimo zagrało niemal identycznie jak kilka tygodni temu zagrała ze Sportingiem drużyna Bragi. Klucz do sukcesu to uważna gra w obronie, aktywna postawa w środku pola i cierpliwe oczekiwanie na nieuniknione błędy defensorów z Lizbony. Marítimo swój cel osiągnęło bez większego wysiłku, a zwycięstwo gospodarzy powinno być jeszcze okazalsze - w ostatniej minucie do pustej bramki nie trafił Miranda.

Zarówno z Bragą, jak i wczoraj z Marítimo bezzębny Sporting nie był w stanie zdominować gry, atakował zrywami, miał problem z utrzymaniem płynności i tempa gry, niemal w ogóle nie stwarzał sytuacji strzeleckich. Łatwo tracił bramki i nie był w stanie odrobić strat.

Przed hurraoptymizmem jednak przestrzegam!

Pomińmy już Bragę, o napastniku klasy Limy możemy obecnie tylko pomarzyć. Również Marítimo to zaawansowana technicznie drużyna, dysponująca szybkimi napastnikami w dobrej formie fizycznej, którzy sprawiali kolosalne problemy wysoko ustawionym obrońcom Sportingu.

W czwartek stawiamy krok w nieznane, bez prawdziwego testu nie jesteśmy w stanie ocenić na co nas stać pod względem fizycznym, nie można zarzykować twierdzenia, że Legia jest w stanie zagrać ze Sportingiem w równie skuteczny sposób jak ostatni ligowi rywale Portugalczyków.

Bez wątpienia nie możemy się na naszych czwartkowych gości rzucić, nie wolno nam zagrać tak lekkomyślnie jak z PSV w listopadzie. Indywidualnie większość zawodników Sportingu przewyższa naszych piłkarzy o klasę. Carrillo czy Matías Fernández przy obrońcach pozostawionych bez asekruacji będą z dziecinną łatwością wygrywać pojedynki indywidualne i wbiegać w nasze pole karne. Schaars jest w stanie fizycznie zdemolować Ivicę i Janka Gola razem wziętych, a Onyewu wygra każdą głowę tak we własnym, jak i naszym polu karnym. To są naprawdę bardzo dobrzy zawodnicy.

Dobrzy zawodnicy, którzy jednak jako drużyna nie są w tym momencie w stanie zebrać się do kupy. Wyjdźmy zatem na boisko z pełną koncentracją i wiarą, że z tym rywalem można powalczyć. Jeżeli cała drużyna będzie jednym organizmem, jak miało to miejsce choćby w Bukareszcie, kolejna runda jest w naszym zasięgu.

Wydaje się, że w czwartek możemy spodziewać się następującego zestawienia Sportingu:

sporting

Zagadką jest czy na środku obrony zamiast Andersona Polgi nie pojawi się Peruwiańczyk Rodríguez bądź wypożyczony z ligi brazylijskiej Xandão, podobno wielki talent, z którym wiąże się w Lizbonie wielkie nadzieje. Xandão zameldował się na murawie wczorajszego popołudnia od pierwszego gwizdka, jednak prawdę powiedziawszy jego występ nikogo na kolana powalić nie mógł.

W pomocy zabraknie etatowego środkowego pomocnika Eliasa, który jest 'spalony' z racji zanotowania w tegorocznej edycji europejskich pucharów występu w barwach Atletico Madryt. Prawdopodobnie zabraknie także Diego Capela i Jeffrena, którzy z racji kontuzji mogą być wykluczeni z gry nawet do końca lutego.

Wczoraj zamiast Izmaiłowa mecz rozpoczął Bruno Pereirinha, jednak jego poczynania na skrzydle Sportingu lepiej skwitować milczeniem, więc zmiana na doświadczonego Rosjanina wydaje się wielce realna.

W końcówce meczu do van Wolfswinkela dołączył Ribas i Sporting przeszedł na grę dwoma napastnikami, jednak aktualna forma Ribasa pozostawia wiele do życzenia. Van Wolfswinkel, mimo że po kontuzji jest cieniem zawodnika, jakiego pamiętam jeszcze ze styczniowego pojedynku z Porto, jest pewniakiem do miejsca w pierwszym składzie. Ribas mógłby natomiast ewentualnie zacząć mecz na skrzydle w miejsce Izmaiłowa.

Nazwiska robią wrażenie, ale gra tego zespołu jest aktualnie naprawdę... koszmarna.

Mamy szansę i zróbmy co trzeba, żeby ją wykorzystać!

Dyskusja (2)
1niedziela, 12, lutego 2012 17:16
Monrooe
Dzięki Gawinie,
przyznaję, że z uwagą śledzę Twoje doniesienia z "obozu przeciwnika". Sam niestety nie mam czasu podglądać naszych rywali. Cieszą też wieści o niezbyt wygórowanej formie zespołu z Lizbony. Dotychczas to raczej Oni mogli cieszyć się na wieści z Warszawy. Powiedzmy, że mamy remis.
2niedziela, 12, lutego 2012 18:20
Zbyszek
Takze dziękuję. Coś nie mogłem wczoraj obejrzeć przez internet ani Bayernu z 1FCK ani Sportingu z Maritimo. I LSHunter i Soccer SopCast odmówiły posłuszeństwa jakby te mecze dla mnie zakodowano. Przynajmniej wiem czego mniej więcej po Sportingu mam się spodziewać

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1