- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Monrooe & Walles
Pożegnanie z ligą
Sezon 2011/2012 już za nami, jedni się cieszą, inni chodzą z głową w ramionach. Rok, jak co rok, powie ktoś z boku. Jednak tylko pod warunkiem, że nie uczestniczy od środka w tym wszystkim, czym jest nasza liga. Zaangażowanym, związanym z uczestniczącymi w niej zespołami emocje nie pozwalają na taki luksus. Analizując wydarzenia tego sezonu postanowiłem na chwilę oderwać się od ocen Legii Warszawa i pokusić się o podsumowanie zakończonych rozgrywek bardziej „globalnie”. Poprosiłem autorów czarnej-eLki o pomoc i wzięcie udziału w głosowaniu, miało ono na celu wskazanie jasnych stron zakończonych rozgrywek w wykonaniu naszych ligowców.
W naszej zabawie skupiliśmy się na tym, by wyłonić najlepszą drużynę, trenera, piłkarza oraz sędziego. Chodziło o to by przedstawić tych, którzy to zrobili na nas największe wrażenie w zakończonym sezonie. Aby było jasne chcę zauważyć, iż nie było żadnych kryteriów, dla jednych liczyły się wrażenia artystyczne, dla innych ogrom wykonanej ciężkiej pracy. Jedni docenili miejsce w tabeli na koniec tegorocznej rywalizacji, inni skupili się na różnicy pomiędzy przedsezonowymi przewidywaniami a osiągniętym wynikiem. Byli tacy, którzy wskazywali na konsekwencję i przejrzystość sędziowskich decyzji, ale też i tacy, którzy doceniali „nieobecność” rozjemcy na placu. Zasada była jedna, do każdej kategorii wpisujemy trzy kandydatury, pierwsza dostaje trzy punkty a ostatnia jeden. Dla porządku zaznaczę, iż maksymalna ilość punktów, jaką można było zdobyć to 18. Jak nam to wyszło? Wyniki wraz z uzyskanymi punktami oraz krótkim uzasadnieniem poniżej:
Drużyna:
- Ruch Chorzów – 12 pkt.
- Śląsk Wrocław – 11 pkt.
- Legia Warszawa – 6 pkt.
Ruch Chorzów drużyną roku, to było więcej niż pewne. Biorąc pod uwagę fakt, z jakiego pułapu startowali „Niebiescy”, oraz fakt zachowania szans do „ostatniej minuty” zarówno na mistrzostwo jak i na puchar Polski. Nie udało się, to prawda, jednak nie zapominajmy, że Ruch był ekipą mającą grać o środek tabeli. Oczywiście pod warunkiem w miarę szybkiego zapewnienia sobie utrzymania w lidze, a to udało im się uzyskać ze sporą nawiązką. Brawa dla zespołu z Chorzowa, należą im się za walkę, za umiejętne wykorzystanie wszystkich słabości rywali. Tak niewiele brakowałoby ten XV tytuł w historii stał się faktem.
Śląsk Wrocław, bezapelacyjnie największy zwycięzca tego sezonu. Niby był wśród kandydatów do tytułu od samego początku, jednak trzeba przyznać, że na starcie został nieco zlekceważony przez Wielkich tej ligi. Bardzo szybko jednak pokazał, że będzie się liczył w walce o najwyższe trofea, a na półmetku odskoczył na cztery punkty. Biorąc pod uwagę skuteczność gry ekipy Lenczyka, niewielu wierzyło w udaną pogoń. Jednak w przerwie zimowej trener postanowił zmienić styl wrocławian na bardziej dojrzały, trzeba przyznać, że eksperyment wypadł fatalnie. Pan Orest jednak nie czekał, szybko wrócił do starych przyzwyczajeń. Chwile trwało zanim zespół powrócił na właściwe tory, ale w porę przebudziła się maszyna w zielono -biało - czerwonych barwach. W dodatku na tyle skutecznie by wygrać trzy ostatnie spotkania i zostać mistrzem polski ad. 2011/2012. Było ciężko, to fakt, jednak finał jakże szczęśliwy dla zawodników trenowanych przez Oresta Lenczyka. A zwycięzców się nie sądzi.
Legia Warszawa, ponoć największy przegrany sezonu 2011/2012. Ja się z tym jednak nie zgadzam. Oczywiście tak jak i reszta kibiców stołecznego zespołu, marzyłem o głównym trofeum, ale widząc grę zespołu jeszcze na jesieni nie spodziewałem się, że podopieczni Macieja Skorży dadzą radę nawiązać skuteczną walkę ze Śląskiem Wrocław. Zbyt wiele sił kosztowała warszawiaków walka na trzech frontach, chcąc być sprawiedliwym trzeba im oddać, że z zespołów grających w ostatnich latach na wiosnę w europejskich pucharach zdobyli najwięcej. Wydaje się, że do pełnego sukcesu zabrakło im tych cech, jakie zaprezentowali główni rywale. Umiejętności wykorzystania własnej siły (Śląsk Wrocław) jak i skorzystania ze słabości przeciwnika (Ruch Chorzów).
Trener:
- Waldemar Fornalik – 14 pkt.
- Orest Lenczyk – 9 pkt.
- Pavel Hapal - 6 pkt.
Wybór Ruchu Chorzów na drużynę sezonu 2011/2012 determinuje nominację Waldemara Fornalika na najlepszego trenera. Trener „Niebieskich” w tym roku przeszedł samego siebie, nikt, ale to nikt nie przypuszczał, że trenowana przez niego ekipa może dojść tak daleko. Pomimo mnóstwa przeciwności, jakimi były ubytki kadrowe, niewielki budżet zmuszający do poszukiwań zawodników niechcianych, oraz ogromne problemy finansowe awansował do europejskich pucharów (o miejscu w lidze wspomniałem już wcześniej). W dodatku prowadzeni przez tego szkoleniowca zawodnicy nie tylko utrzymują wysoką dyspozycję, ale też wyraźnie podnoszą swoje umiejętności. Waldemar Fornalik doskonale potrafi wykorzystywać swoich graccy, a taktykę zespołu ustawia tak, aby ich cechy pomogły w odniesieniu kolejnych zwycięstw.
Orest Lenczyk to największy konkurent „Waldek Kinga”, jednak jego szanse zredukowała bardzo słaba dyspozycja prowadzonego zespołu. Jedynie umiejętne „tasowanie” składem w poszukiwaniu optymalnego ustawienia pozwoliły rzutem na taśmę zdobyć najcenniejsze trofeum. Trener Lenczyk nie kombinował, widząc fatalną formę swoich podopiecznych postawił na te elementy, które mogły przynieść zwycięstwo, w efekcie Śląsk Wrocław grał obrzydliwą, ale skuteczną piłkę (te dwie cechy odróżniają trenera Lenczyka od szkoleniowca warszawskiej Legii. Kto wie, może gdyby trener Skorża zastosował podobne metody teraz On byłby „number one”). Mając na uwadze końcowy sukces nikt tego jednak roztrząsał nie będzie. Niemniej jednak sposób gry i styl, jaki prezentowali podopieczni nestora naszych trenerów musiał odbić się na naszych ocenach. Zapewne afera „podsłuchowa” też odegrała swoją rolę, nie tak wyobrażam sobie relacje trenera z własnym zespołem. W tej konkurencji szkoleniowiec Ruchu również wydaje się bezkonkurencyjny.
Ostatnie miejsce na pudle przypadło szkoleniowcowi Zagłębia Lubin, Czechowi Pavlovi Hapalowi. Teoretycznie nie powinien być rozpatrywany, przejął zespół od Jana Urbana i... przegrał wszystko, co było do przegrania. Włodarze „Miedziowych” nie wykonywali jednak nerwowych ruchów. Runda wiosenne nagrodziła w pełni ich spokój, lubińskie Zagłębie było najlepszym zespołem drugiej tury rozgrywek. Dystansując nie tylko mistrza, ale całą stawkę zespołów z „ambicjami”. Co ciekawe u Hapala zaowocowało to, za co ganiony był/jest trener Maciej Skorża. Przez cały okres wiosenny krytykowany był za wystawianie bezproduktywnego Darvydasa Sernasa, nie dawano spokoju nabytkom niedawnego opiekuna MSK Žilina. Szkoleniowiec stał jednak murem za swoimi podopiecznymi, nie interesowały go ani opinie dziennikarzy, ani naszych rodzimych ekspertów. Osiągnął sukces i teraz to On jest górą, to jego metody są wychwalane, a im bliżej końca tym mniej głosów krytycznych. Niestety dla szkoleniowca Legii, jemu się nie udało, dziś to krytycy mają rację. To tylko pokazuje jak cienka jest linia dzieląca sukces od porażki.
Piłkarz:
- Sebastian Mila - 14 pkt.
- Danijel Ljuboja - 7 pkt.
- Arkadiusz Piech – 4 pkt.
Klasyfikację na najlepszego piłkarza zwyciężył Sebastian Mila, przedstawiciel wymarłego gatunku. Jedyny piłkarz w naszej rodzimej lidze zasługujący na to by nosić „dychę” na plecach. Nie dość, że świetnie potrafi regulować tempo gry to jeszcze doskonale wykonuje stałe fragmenty gry. Te niezwykle rzadko spotykane w naszej lidze cechy powodują, iż Sebastian ma ogromny wpływ na grę swojego zespołu. Nie ma wątpliwości, Śląsk Wrocław z Milą i bez Sebastiana to dwie różne drużyny. Żaden inny zawodnik w Ekstraklasie nie miał aż takiego wpływu na swoją drużynę. Co ciekawe są tacy, którzy dostrzegają cechy prezentowane przez rozgrywającego wrocławian w Rafale Wolskim. Ja aż tak daleko bym się nie posuwał, przed młodym legionistą jeszcze daleka droga, aby faktycznie można było dostrzec w jego sposobie gry klasę Sebastiana. Choć niewątpliwie "Wolak" jest na dobrej drodze, to wciąż wiele treningów przed nim.
Aż takiego wpływu jak zwycięzca naszej klasyfikacji na swój zespół nie miał Danijel Ljuboja. Serbski internacjonał zrobił dla Legii bardzo wiele, ale Z drugiej jednak strony Danijel ma jedną przewagę nad piłkarzem Śląska, mianowicie potrafi zaprezentować swoje walory na tle rywali w rozgrywkach międzynarodowych. Sebastian „gasł” w meczach wrocławskiej drużyny, jakie ta rozgrywała w lidze Europy. Ljuboji jakby nie robiło różnicy gdzie występuje czy na stadionie w Łodzi czy na Łużnikach. Paradoksalnie najciężej grało mu się na placu budowy w Białymstoku czy na kameralnym obiekcie Podbeskidzia Bielsko-Biała. Trzeba jednak przyznać, że graczom z zachodu ciężko przestawić się na naszą ligową młockę. Coś mi jednak mówi, że i Leo Messi miałby problem z grą gdyby jeden z obrońców przeciwnika skupiał się tylko na kolejnych ciosach w jego plecy, gdy tylko na horyzoncie pojawia się piłka. Tyle, że sędziowie w Europie zwracają uwagę na takie faule, niby niewielkie, ale jednak przewinienie niepozwalające na normalną grę w piłkę. Serb pewnie by się przystosował, ale to wymaga jednak czasu. Ten sezon i tak należał do niego, aż niemożliwym wydaje się policzenie w ilu akcjach bramkowych swojej drużyny brał udział Danijel. Nie zawsze była to asysta, ale często to On swoim zagraniem umożliwiał rozwinięcie się akcji bramkowej (idealny przykład to gol akcja zakończona golem Kucharczyka z Ruchem Chorzów).
Trzecie miejsce w naszej zabawie zajął piłkarski wojownik, bo tak trzeba nazywać napastnika wicemistrza polski Arkadiusza Piecha. Nie tyle umiejętności, nie bajeczna technika, a właśnie serce do walki to znak firmowy napastnika „Niebieskich”. Potrafi porwać swoją grą kolegów, często jest tak, że wchodzi w mecz jak „buldog w kurnik”, a przeciwnicy tylko patrzą jak Arek po raz kolejny podnosi ręce w geście triumfu. Przy okazji wcale nie imponuje skutecznością, wcale nie ma jakichś specjalnych warunków fizycznych a jednak wcale jemu to nie przeszkadza raz po raz dochodzić do sytuacji strzeleckich. A, że potrafi zagrozić bramce przeciwników kilka razy w meczu to i skuteczność wcale nie martwi. Doskonale zastąpił Andrzeja Niedzielna a moim zdaniem nawet przeskoczył niedawnego i obecnego kolegę z zespołu. Jest tak dobry, że gdy sławniejszy kolega wrócił do zespołu to już nikt nie myślał o tym by to Piecha posadzić na ławce. Moim zdaniem powinno znaleźć się dla niego miejsce w szerokiej kadrze na euro, ale o tym decydują inni.
Sędzia:
- Tomasz Musiał - 13 pkt.
- Hubert Siejewicz - 10 pkt.
- Dawid Piasecki – 2 pkt.
Najlepszym polskim arbitrem w sezonie 2011/2012 został Tomasz Musiał z Krakowa. Biorąc pod uwagę perypetie tego sędziego związane z debiutem w Ekstraklasie w sezonie 2010/2011, a raczej brakiem debiutu
to można powiedzieć że przebył drogę od zera do bohatera. Dwa lata temu był obiektem drwin piłkarskiej Polski teraz jest na jej ustach w zupełnie innym kontekście. Jak widać dłuższe przebywanie z pielgrzymami na Jasną Górę zapewniło mu przychylność niebios a dobrze wykonywana praca zatarła tamto niefortunne wydarzenie. Należy docenić u tego arbitra to że bardzo dobrze „czuje” grę. Osobiście lubię sposób prowadzenia zawodów przez tego sędziego. Ustawia poprzeczkę dla czystej sportowej walki dość wysoko a jednocześnie potrafi zapanować nad zawodnikami i nie dopuszcza do tego żeby mecz przeistoczył się w rzeź niewiniątek. Nie nadużywa przy tym kartek a już praktycznie w ogóle nie stosuje popularnej u niektórych arbitrów metody „uspokojenie”meczu poprzez wykartkowanie zawodników. W 21 meczach pokazał 56 kartek co daje średnia 2,67 kartki na mecz. Także z tego powodu ma bardzo dobry kontakt z zawodnikami którzy doceniają sposób w jaki prowadzi zawody. Nic porozumienia między zawodnikami a arbitrem jest czasami wręcz namacalna a jak wiemy, i często widzimy, nie jest to sprawą prosta. Dodatkowo wybrał sobie bardzo dobrych asystentów w osobach Sebastiana Muchy oraz Jakuba Ślusarskiego. Musiał śmieje się że jest jak na sędziego w idealnym towarzystwie bowiem jego asystentami jest prawnik i lekarz ortopeda.
Drugie miejsce zajął w naszym rankingu Hubert Siejewicz z Białegostoku. W Ekstraklasie prowadzi zawody od sezonu 2004/2005 a więc sędzia zdecydowanie bardziej doświadczony od naszego zwycięzcy. Charakterystyczną cechą tego sędziego jest „wzrok bazyliszka”.
Zawodnicy często wspominają że chcieli czasami coś wymusić na arbitrze albo przekonać go do swoich racji ale natrafiając na jego słynne spojrzenie nagle potulnieli. W tym sezonie dodatkowo zyskał uznanie po udziale w świetnym filmiku „Na podsłuchu” ukazującym pracę arbitra oraz jego komunikacje z asystentami. Sędzia który pozwala grać zawodnikom, dobrze stosuje przywilej korzyści. Jest sprawiedliwy i ustawiając sobie w meczu dozwolony u zawodników zakres agresywności praktycznie zawsze to realizuje niezależnie od sytuacji na boisku. Nie znosi boiskowych „jaskółek” i tępi je bardzo zdecydowanie. Nie boi się podejmować trudnych decyzji chociaż czasami sprawia wrażenie jakby zbyt długo analizował daną sytuację. Ostatnio zdarzają mu się momenty rozkojarzenia ale prawie nigdy w kluczowych momentach spotkania. Jest bardziej surowy od Tomasza Musiała. W 17 meczach pokazał 72 kartki co daje średnią 4,24 kartki na mecz. Ma bardzo dobrych asystentów w osobach Konrada Sapeli i Radosława Siejki.
Na trzecie miejsce na podium został zaciągnięty siłą Dawid Piasecki ze Słupska. Niestety różnica pomiędzy pierwszą dwójką a resztą stawki jest dość znaczna nie tylko w przyznawanych punktach ale także w postawie na boisku podczas meczów. Pozostali arbitrzy mieli bardzo wyraźne swoje wzloty i upadki dlatego w tym miejscu zamiast panu Piaseckiemu poświęcimy kilka słów pozostałym arbitrom. Czasami zastrzeżenia dotyczyły ich pracy, czasami współpracy z asystentami, czasami winni byli sędziowie liniowi. Mieli dobre okresy w tym sezonie ale także potrafili swoimi decyzjami może nie tyle wypaczyć wynik zawodów ale zepsuć widowisko. Zdarzało im się sędziować zbyt drobiazgowo albo nie rozróżniać ostrej dopuszczalnej walki od boiskowego bandytyzmu. Potrafili wstrzymywać dobrze zapowiadające się akcje nie stosując przywileju korzyści, czasami brakowało im odwagi przy podejmowaniu trudnych decyzji. Pomimo pewnych niedociągnięć to do tak skandalicznych decyzji naszym arbitrom na szczęście jeszcze daleko.
Miało być "globalnie" wybaczcie, więc moje częste nawiązania czy wręcz porównania do sytuacji Legii Warszawa, nie jednak mam zamiaru ukrywać, że wiele spraw postrzegam przez pryzmat wydarzeń w naszym klubie. To samo tyczy się zarówno trenera Skorży jak i jego podopiecznych. Łatwiej jest zrozumieć pewne zależności i wydarzenia na podstawie zachowań innych. Tak też właśnie, dlatego pozwoliłem sobie na włączeni do tej zabawy kilka kwestii, które to wydawały mi się bardzo podobne do tego, co przeżyliśmy na Łazienkowskiej 3. Czasem z jakże zupełnie odmiennym dla nas skutkiem. No cóż, piłka nożna to strasznie wredna dyscyplina.


Ale co zrobić, demokracja.
Przy okazji, polecam lekturę podsumowania sezonu autorstwa bywalca czarnej-eLki, a-c10
Zawsze możesz się odwołać
Fakt nieco nietypowy to wynik, ale jest to efekt zapaści Śląska w rundzie wiosennej.
Widać ciężko jest zagłosować na zespół, który tak fatalnie zaprezentował się w ostatnim okresie.
Moim zdaniem to trochę tak jak z zawodnikiem który grając cały mecz jak "ostatni dziad" strzela pod koniec spotkania dwie fuksiarskie bramki i zostaje "Man Of the Match", tylko... całkiem na odwrót
Zresztą przypomina mi to ankietę którą wypełniali kibice Legii Warszawa na Legia.net przed meczami z Lechią Gdańsk i Jagiellonią. 90% opowiadało się za natychmiastowym przedłużeniem kontraktu z trenerem Skorżą. Po dwóch dwóch meczach te same 90% nakazało natychmiastowe zwolnienie warszawskiego szkoleniowca. Dwa mecze tak wpłynęły na ocenę pracy pana Macieja? Na całokształt z całego sezonu (przed chwilą oceniany tak pozytywnie)? Ano tak.
Właśnie tak się to kreci. Ostatnie wrażenia są bardzo ważne w dyscyplinie sportu zwanej piłka nożną.
"Nigdy nie byłem zwolennikiem takiego podejścia, że liczy się tylko łyner, a wszystkich od drugiej lokaty w dół gryzą kundle. Owszem, Ruch był w finale PP i przegrał. Owszem, Ruch był przez kilkadziesiąt minut samodzielnym rekordzistą, jeśli chodzi o tytuły MP i ostatecznie nim nie został. Taka szansa może się szybko Niebieskim nie powtórzyć. To wszystko prawda. Ale jeszcze prawdziwszą prawdą jest to, że Ruch odniósł naprawdę ogromny sukces. Drużyna bez pieniędzy, bez gwiazd, teoretycznie skazana na śródtabelową anonimowość okazała się być – to nie żart – najsolidniejszym, najbardziej niezawodnym zespołem w całej piłkarskiej Polsce (niech mi rasiowi ekstremiści wybaczą). Gloria!"
"Zawsze za to byłem (i mam zamiar pozostać) zwolennikiem tezy, że zwycięzców się nie sądzi"
A tu że brzydko, że obniżka formy, że fart. Co innego docenić niewątpliwie osiągnięcia Ruchu i fachowość trenera, a co innego twierdzenie, że ten zespół to debeściaki sezonu 2011/12.
najlepszą drużyną w tym sezonie bez najmniejszego cienia wątpliwości była Legia . Stwórzcie z tych dwóch pierwszych drużyn jedną drużynę, wybierzcie z nich najlepszych piłkarzy a i tak takich meczów jak rozegrała Legia w Bukareszcie czy Moskwie nie mają najmniejszych szans rozegrać. Ogólnie z nami wielkich szans nie mają. Ten zespól który wygrał demokratyczne ( co za ujowy ustrój ) z nami przegrał no ile razy? Czy z drugim zespołem mamy gorszy bilans czy lepszy? Czyli ponownie po co komplikować sprawy proste i oczywiste?
Trener.
Tego ze Śląska nie lubię więc ok osobiste antypatie ale też sprawa banalnie prosta. który trener osiągnął to co żaden z tych wymienionych ? Ok Hapal powinien być miejsce wyżej ale bezdyskusyjnie pierwszy to
czarny? siwy? nie wiem jaki RUMAK . Dostał zespól z którego śmieli się wszyscy, nawet takie Weszło dworowało co chwila a najlepsze że na początku i z niego . Później cisza jak makiem zasiał. Gość zrobił niemożliwe . Lech gra w pucharach co jeszcze kilka miesięcy temu nikomu do głowy taki scenariusz by nie przyszedł do głowy.
Zawodnik tu nie będę mądrzejszy od reszty Mila bez niego Śląsk mógłby co najwyżej być piąty.
Sędzia. Tu znowu mam wątpliwości bo dla mnie najlepszy jest mój syn
@ Gawin
Zwycięzców się nie sądzi powiadasz... i masz rację. Dlatego my ich nie sądzimy
@ Senator
Wybacz, niech ten Rumak jeszcze trochę "pokopytka" w naszej lidze. Niech przepracuje jeden czy drugi okres przygotowawczy. Przekonamy się co tak naprawdę ma do zaoferowania. W tej chili absolutnie nie ma co się równać z trenerami których doceniliśmy. Ba, gdyby trzymać się Twojej oceny to zdecydowanie przebija go Michał Probierz. Objął ŁKS w jeszcze gorszym stanie, a osiągnął z nim tyle, że aż włodarze uwierzyli w swój zespół - błędnie. Tego bilansu najlepszy Rumak nie przebije.
Najlepszą drużyną Legia powiadasz? hmm.. czy to nie Ty aby jesteś jednym ze zwolenników odwołania szkoleniowca tej najlepszego w Twojej klasyfikacji zespołu? Dość oryginalna forma podziękowania
ech, te plebiscyty, nie dogodzisz nikomu a jeszcze po łbie się dostanie
Toć to oczywista oczywistość że chcę aby odszedł. Mając najlepszą drużynę zaprzepaścił swoim decyzjami tytuł Mistrza kraju. Co tu kombinować i nad czym deliberować?
Trener. Plebiscyt sezonu 2011/12 więc też nie rozumiem o co biega? Ile lat miał przepracować aby w sezonie 2011/12 wybrać jego. Będzie plebiscyt dekady to proszę patrzymy w kontekście długoletnich działań. Tu chodzi o ten jeden sezon. Dołożył do pieca wszystkim z Monrooe i Stanowskim na czele.
Primo - to nie ja 'powiadam' tylko a-c10
Secundo - nie 'sądzę' zwycięzców, wręcz przeciwnie, ubolewam, że naszym zdaniem zwycięzca ogląda plecy 'najlepszej drużyny'. Subtelna różnica
Jak będzie plebiscyt na trenera rundy lub raczej jej kawałka to wygra... Probierz za swoją pracę w ŁKS-e. Drugi w tej rywalizacji zaś będzie... Hapal, który i tak lepiej grał ze swoim "zdegradowanym" po pierwszej rundzie Zagłębiem.
A na trzecim miejscu przycwałuje Rumak
Życzyłbym sobie aby więcej naszych trenerów tak mi dokładało jak szkoleniowiec Lecha. Potrzebujemy prężnych młodych szkoleniowców, mamy z nimi taki sam problem jak z piłkarskim narybkiem. Czyli jeden wielki brak.
@ Gawin
Coś mi mówi, że gdyby Norwich zdobyło tytuł wicemistrza w Premiership to tez o Nich mówiło by się więcej niż o ewentualnym mistrzu kraju. Czasem trzeba docenić za wielką pracę jaką trzeba włożyć by osiągnąć coś do czego inni są zdecydowanie bardziej przystosowani.
Coś mi mówi, że Ruch zdobył 14 tytułów mistrzowskich, z czego ostatni w 1989, a Śląsk jeden tytuł, skromne 35 lat temu, w związku z czym przykład Norwich, jak również kwestię 'przystosowania' do sukcesu pozwolę sobie uznać za stwierdzenia nieznacznie chybione
"Swobody demokratyczne zostały nadużyte tak, że można ... znienawidzieć całą demokrację. ... To wszystko skierowane było przeciw każdemu, ... obrzydzano życie ciągłą nagonką ... Nie upadłem tylko dlatego, że jestem silniejszy od was wszystkich." Wybacz Panie Józefie.
Ponieważ mnie poproszono o kilka słów odnośnie sędziów to i w sędziego się zabawię. Bo przeciez to jest zabawa, czyż nie? Tak? To odłóżcie z łaski swojej "długie, sękate pały" na bok.
W moim odczuciu, biorąc pod uwagę jak ta liga przebiegała, na miano najlepszej drużyny sezonu czy tez debeściaka nie zasłużyła żadna drużyna. Zastrzegam oczywiście że nie mam zamiaru umniejszać w żaden sposób sukcesu Śląska. Skoro było tak źle to dlaczego inni nie zrobili tego co Śląsk? Wiele przyczyn się na to złożyło ale to Śląsk koniec końców pokonał własne słabości, rywali i zdobył tytuł Mistrza Polski. Nie mam zamiaru pisać więc że wygrał ligę niezasłużenie, że to słaby mistrz etc etc etc. Po 30 kolejkach zgromadził najwięcej punktów więc pozostawił na placu boju 15 pokonanych.
Jednak zadane pytanie nie brzmiało kto zdobył Mistrzostwo Polski tylko o drużynę sezonu 2011/2012. Nie było też innych podkategorii w kategorii drużyna typu największa niespodzianka, największe odkrycie, najładniejszy dla oka futbol etc etc.
Moim zdaniem każdy mógł tutaj swobodnie interpretować to co widział na boiskach ekstraklasy. Jak to w plebiscycie. Niedawno ukazał się felieton Rafała Zarzyckiego o tym że szacunek należy się tylko zwycięzcom a który mnie osobiście doprowadził do szału. Więc dopuszczam to że przy tak nierównej formie drużyn z czołówki każdy będzie szukał czegoś co jemu odpowiada. I przy takiej sinusoidzie formy jaką zaprezentowały kluby w naszej kopanej zaistniał dość szeroki zakres interpretacji. Tyle.
Ależ zacny Wallesie, ani śladu tu po 'długich, sękatych pałach'. Raczej dostrzegam szermierkę na olimpijskim poziomie w wykonaniu dżentelmenów o wzorowych manierach
Cieszy mnie niezmiernie, że odnotowałeś fakt, ze nasza zabawa miała formułę plebiscytu
parafrazując to, co powyżej zostało powiedziane, i nieco puentując, z piknikowej perspektywy, chciałbym powiedzieć, że mierząc "siły na zamiary" to Ruch Chorzów faktycznie jest "zwycięzcą" tego sezonu
Trener Rumak również. Podpobnie jak Legia "największym przegranym" (no może jeszcze Wisła Kraków)
zaznaczam... mierząc siły na zamiary
był kiedyś taki mądry człowiek, miał na imię Albert... i On powiedział, że "prędkość nie zależy od układu odniesienia" (Nobla za to dostał, czy jakoś tam...)
i patrząc przez pryzmat słów tego Alberta, to faktycznie najlepszy jest WKS, a najgorsza Cracovia
to jest właśnie ten "układ odniesienia"
Dlaczego nazwałem Ruch najbardziej solidną drużyną Ekstraklasy 2011/2? Przeklejam od siebie: Ruch przegrał tylko siedem spotkań. Zaledwie jedna z tych porażek była wyższa, niż dwubramkowa (Lech (w) 0:3, 19.8.11., to był okres, kiedy Lechowi wychodziło wszystko i jeszcze trochę). Również tylko jedna (co dla mnie w temacie solidności niezwykle istotna) poniesiona została z rywalem, który skończył rozgrywki w dolnej połowie tabeli (Lechia (w) 0:1, 28.11.11., po samobóju Stawarczyka). Do rejestru wpadek Niebieskich doliczyć należy jeszcze domowe remisy z Podbeskidziem i - zwłaszcza - ŁKSem (oba 2:2) oraz wyjazdowy z Bełchatowem (1:1). 1:1 w Lubinie z Zagłębiem nie liczę, bo choć Miedziaki ostatecznie uplasowali się w dolnej połowie tabeli (9), to ten mecz miał miejsc w okresie, gdy już im szło (10.3.12.). Czyli w sumie tych wpadek narachowałem cztery. Plus jedna wysoka przegrana, to pięć. Mało, prawda?
Co zaś się tyczy drużyny sezonu, cóż, po to chyba wymyślono rozgrywki ligowe, by na ich podstawie w sposób wymierny rozstrzygać podobne dylematy. Gdyby Norwich zostało wicemistrzem Anglii, za drużynę sezonu w Premiership uznałbym ten zespół, który uplasował się oczko wyżej. Bez względu na to, czy byłby to Man Utd, czy QPR. Analogicznie drużyną minionego sezonu w Ekstraklasie jest Śląsk. Bo 56 to więcej, niż 55. I więcej, niż 53. Matematyka nie kłamie.
Może rzeczywiście tytuł najlepsza nie trafiony . Plebiscytu to zabawa i tak je traktujemy. Nie zgodze się też co do miana najsolidniejszej drużyny .Dla mnie bez cienia wątpliwości tą była Cracovia , żadna inna tak solidnie nie pracowała aby spaść .Jak 2X2=4 najsolidniej opracowała wariant degradacja
@a-c10
"Co zaś się tyczy drużyny sezonu, cóż, po to chyba wymyślono rozgrywki ligowe, by na ich podstawie w sposób wymierny rozstrzygać podobne dylematy."
Pozwolę sobie się nie zgodzić. Równie dobrze można powiedzieć, że najlepszą drużyną byłą właśnie Legia bo w PP wyeliminowała wszystkich swoich przeciwników i nie przegrała przy tym żadnego meczu. Czy te rozgrywki nie są bardziej miarodajne skoro dopuszczają wszystkie drużyny Polski, a nie tylko elitarną grupę 16? Twoje rozumowanie zakłada słuszność tylko jednego rodzaju rozgrywek, ale ekstraklasa to nie jedyne ważne rozgrywki w jakich brały udział Polskie zespoły. Ja osobiście nie widzę obiektywnych kryteriów według których dałoby się wybrać drużynę sezonu.
Muszę jednak przyznać, że w piłkarskiej ocenie ligi plebiscyt nie jest do końca trafioną metodą - ocena tej jest faktycznie dość precyzyjnie zawarta w tabeli końcowej. Plebiscyty siłą rzeczy uwzględniają też inne rozgrywki ("fakt zachowania szans do „ostatniej minuty” zarówno na mistrzostwo jak i na puchar Polski"). Jednak z drugiej strony my nie jesteśmy piłkarzami tylko kibicami. Oczywiście zdobycie tytułu jest dla nas sprawą ważna (lub wręcz najważniejszą), ale z wyjątkiem tej jednej która tytuł zdobędzie, kibice pozostałych nie przywiązują tak dużej wagi do miejsca jak do stylu. Dla kibica nie jest ważne czy jego drużyna byłą 2 czy 8, ale to jak się zaprezentowała. Dlatego Korona się cieszy z 5 miejsca, a Legie przeklina 3. Oceniając ligę z perspektywy kibicowskiej to właśnie plebiscyt zdaje mi się najlepszą metodą.
Ale do Senatora mam jednak jedno pytanie. Nie sądzisz, że ta "legijna megalomania", którą pielęgnujesz i której hołdujesz, nie jest po części ojcem, tego czego doświadczałeś na meczu z Koroną, a czemu się sprzeciwiasz? Jeżeli szukamy przyczyn tego, że zamiast dziewietnastu tytułów, mamy dziewięć, w tym jeden "odpisany", to oprócz działaczy, trenerów, piłkarzy, "kiboli" winnych takiego stanu rzeczy, to może również w "megalomani piknika" tkwi jakaś jednak mała skaza, jakiś błąd?
- "Zacznę od tego, że - wybaczcie - uważam wszelkie plebiscyty za deko bezsensowne."
Ależ a-c10 nie zgodzę się z Tobą kompletnie. To dzięki takim plebiscytom możemy sobie właśnie "pomojszować" a dzięki temu dowiedzieć się jak to widzą inni. Szczerze mówiąc miałem nadzieję, że uczestnicy czarnej-eLki przyłączą się do zabawy i po pierwsze skrytykują nasze wybory (zresztą my sami mamy jak widać problem z naszymi "laureatami"), a po drugie "wyskoczą" ze swoimi. A to oczywiście będzie przyczynkiem do ogólnej wymiany poglądów i szerokiej dyskusji. Po to właśnie są moim zdaniem takie plebiscyty i tak też je trzeba traktować.
@ Senator
Z jednej strony masz rację, jednak trzeba przyznać, że mają Oni największe doświadczenie usilnych w próbach spadania. Kto jak kto, ale chłopaki z ul. Kałuży mają największe doświadczenie w tej dziedzinie, w końcu od czterech lat próbują co rok. W tym sezonie już nie mieli sobie równych. W tym roku pracowali na ten spadek wszyscy, zawodnicy, trenerzy, działacze. Gdyby nie różnica w tabeli to bym powiedział, że Cracovia potrzebuje zmian tak głębokich jak... Legia.
Jest mi jednak strasznie smutno, że właśnie kluby o takiej tradycji, w dodatku z poważnymi pieniędzmi za kotarą, muszą ciągle zmagać się z własnymi słabościami. Zamiast walczyć na całego z przeciwnikami, marnują swój potencjał na skutek kompletnie nieprzemyślanych działań. Niestety przez tyle lat zarządzania nie dochowały się profesjonalistów na odpowiednich stanowiskach. W efekcie czego w tym sezonie poległy oba (po raz kolejny?), tyle, że upadek Cracovii boli bardziej niż zaprzepaszczona szansa Legii Warszawa (choć po kibicach oby ekip tego nie widać).
Cóż, przynajmniej dokonaliśmy tego, czego na trzy kolejki przed końcem wszyscy się po nas spodziewali
@ QD:
Czy te rozgrywki nie są bardziej miarodajne skoro dopuszczają wszystkie drużyny Polski, a nie tylko elitarną grupę 16? Twoje rozumowanie zakłada słuszność tylko jednego rodzaju rozgrywek
1. Hmmm... miało ono na celu wskazanie jasnych stron zakończonych rozgrywek w wykonaniu naszych ligowców. (podkr. moje) No właśnie. Jakbyśmy mówili nie o ligowcach, a pucharowcach (takich, czy siakich), bez chwili wahania przyznałbym palmę pierwszeństwa Legii.
2. Tak, zakładam słuszność, a właściwie wysoką miarodajność tylko jednego systemu rozgrywek - systemu ligowego. Bo w tym właśnie systemie liczy się równa dyspozycja przez cały sezon, nie zaś okazjonalne wyskoki formy. A przede wszystkim, ten system daje najbardziej wymierny obraz siły zespołu, bowiem musi się on (zespół, nie system
Dla kibica nie jest ważne czy jego drużyna byłą 2 czy 8, ale to jak się zaprezentowała.
To ja chyba nie jestem kibicem
Dlatego Korona się cieszy z 5 miejsca, a Legie przeklina 3
A to akurat jest, wydaje mi się, pochodna siły danego zespołu i oczekiwań wobec niego. Rzecz wysoce relatywna. Jaskrawy przykład: Legia cieszy się (i słusznie), bo dotrwała do wiosny w Europie, a z Man Utd kpią, choć przecież udało mu się nawet zajść szczebel wyżej.
@ Monroe:
dzięki takim plebiscytom możemy sobie właśnie "pomojszować" a dzięki temu dowiedzieć się jak to widzą inni.
Jeśli patrzeć na to z tej strony, to faktycznie, zgoda.
@ Iocosus:
Nie sądzisz, że ta "legijna megalomania", którą pielęgnujesz i której hołdujesz, nie jest po części ojcem, tego czego doświadczałeś na meczu z Koroną, a czemu się sprzeciwiasz?
Drążąc temat, do wydarzeń z meczu z Koroną dorzuciłbym ostatnie popisy wokalne wiadomych piłkarzy.
A co do żartu Senatora: ej no, dajcie spokój. Nie zaglądałbym tutaj bez pewności, że co jak co, ale zmagania z napinką i bufonadą mi tu nie grożą.
Mianowicie:
Ekstraklasa to jest taka liga, w której od lat dwoma najbardziej charakterystycznymi drużynami są Legia i Cracovia. Obie z wytrwałością godną Nagrody Nobla walczą o postawiony sobie cel. Niestety od lat kilku bez skutku walą głową w mur.
W tym roku wydawało się, że obie już mają los w garści, że obie osiągną cel. A tu gruch i ku uciesze gawiedzi Legia poległa w upokarzającym stylu. Cracovia natomiast cel zrealizowała. Tym razem w stylu niebudzącym żadnych wątpliwości, żeby przypadkiem komuś nie przyszło do głowy zniweczyć ten misterny plan tak jak w 2009. Nie chcę komentować wyczynów Legii bo to zbyt bolesne, jeszcze nie doszedłem do siebie po załamaniu nerwowym, które dopadło mnie w zeszłym tygodniu we czwartek dokładnie. Nad Cracovią z wiadomych powodów pastwić się jest mi zdecydowanie łatwiej. Kiedy kosztem ŁKS-u Cracovia pozostała wtedy w lidze pomyślałem sobie, że po takiej ucieczce spod gilotyny ktoś w tym klubie pójdzie po rozum do głowy. No i nie poszedł, to zadziwiające. Jakaż analogia do sytuacji Legii z 2010 – 4 miejsce i puchary psim swędem, pomyślałem wtedy, że przecież to jest niemożliwe, żeby nikt nie wyciągnął wniosków, że to już ostatni rok bez Mistrzostwa. Do tej pory się nie doczekałem. A kibice Cracovii tak – moje kondolencje, szczere.
Za jakiś tydzień dojdę do siebie i znów z niecierpliwością będę czekać na kolejny sezon. Miejmy nadzieję, że tym razem tegoroczny kubeł zimnej wody lub kąpiel w przeręblu, jak kto woli, wreszcie poskutkuje. Życzę podobnego katharsis drużynie i kibicom Cracovii, do zobaczenia za rok. Mam już dość Bełchatowa w Ekstraklasie, tak jak przez 14 lat czekałem na pożegnanie z Odrą. Pozdrawiam.
Szanowny kibicu nigdy nie pozwoliłbym sobie na podobny żart gdybym nie poznał tego przemiłego młodzieńca którego tu nazywamy kibicem innej drużyny osobiście.
@Ioscosus
Legijna megalomania moim zdaniem jest częścią nas i powinniśmy raz ją pielęgnować, dwa na swój sposób być z niej dumni. Oczywiście we wszystkim trzeba zachować umiar i mieć odpowiedni dystans. Jeśli ktoś go nie ma, ma ego wybujałe pod niebo to takie zachowania będą. Tylko co one mają wspólnego z megalomanią? I tu jeszcze odnośnik do a-c10. Ja był jednego z drugim nie łączył bo jednak będę trzymał się swojego zdania że to nie żadna nienawiść, czy chęć upokorzenia nas, a zwykła zawiść i bezsilność, że ci t co tak śpiewają nigdy tak wielcy i popularni jak nasz klub nie będą.