- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
Nagie miecze!?
Czy dzień 11 października 2014 roku zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskiego futbolowego oręża? Czy przywołane „nagie miecze”, pomnikowy archetyp polsko-niemieckich stosunków, tym razem symbolicznie obwieszczą, że król choć niedawno namaszczony, jest faktycznie nagi?
Czy mistrzowie świata są do pokonania i to przez chudopachołków z okolic siedemdziesiątej pozycji w rycerskim rankingu, czy też raczej po raz enty parweniusze przekonają się, że w rycerskie szranki nie mają po co stawać, odbierając lekcje pokory od teutońskich fechtmistrzów? A skoro tych zmożonych ranami, braknie, czy zbić na kwaśne jabłko wojów z nad Wisły i Odry mogą nawet knechci znad Renu i Łaby?
Ha, w naszych szeregach, już podnoszą się głosy, że czy to z pierwszym, czy to z drugim niemieckim zaciągiem mierzyć się napinając wszystkie muskuły nie warto, sromota porażki i tak jest pewna, a z zadanych ran przed dużo ważniejszym pojedynkiem ze szkockimi braveheartami można się nie wygrzebać. Zatem wszystkie siły należy zachować nie na 11, a na 14 października ponieważ w tej dacie należy szukać przełomu, wygranej rozpoczynającej marsz po drugie miejsce w grupie? Tym samym mamy medialną kibicowsko-dziennikarską dyskusję. „Odpuścić” batalię z mistrzami świata, koncentrując się na równorzędnym, a przynajmniej wydającym się „w zasięgu” przeciwniku, czy też honorowo walczyć o całą pulę, bez kunktatorskich, zachowawczych założeń? Pierwszą opcję zda się w nieco zawoalowany sposób sugerował Mateusz Borek, zdecydowanym otwartym jej orędownikiem jest Andrzej Grajewski powołujący się na własną znajomość realiów futbolowych po obu stronach Odry, ci chcą uchodzić za realistów, optymistów twierdzących, że właśnie kiedy jak nie teraz jest największa szansa na odniesienie pierwszej wiktorii nad sąsiadem, na dodatek w królewskiej mistrzowskiej glorii, jest chyba jednak więcej. Czyli nadzieja w narodzie nie ginie!? Fakt jest faktem, że już przed meczem rozbrzmiewają wewnętrzne gorączkowe polemiczne potyczki.

Od kibicowsko-dziennikarskich sporów dużo ważniejsze jest nastawienie trenersko-piłkarskie. Tu jednak jedno zastrzeżenie, przedmeczowe werbalne deklaracje płynące i ze sztabu szkoleniowego i od samych zawodników, nie mają tu kompletnie żadnego znaczenia, wiadomo, że przed kamerami i mikrofonami będą zapewniać, że „dadzą z siebie wszystko”, „nikogo się nie boją, każdego można pokonać” i oni też „wychodzą na murawę, żeby wygrać” itp. itd. Jak będzie w rzeczywistości , to jednak dopiero 90 minut w sobotni wieczór pokaże. Już był sławny w gębie motywator, „kiełbasy w górę” zawsze zalecający, ale onegdaj przeciwko Angolom na Wembley siedmiu defensorów na plac desygnował, a cała jedenastka wyglądała jakby wyszła „z pełnymi portkami”.
Czy Nawałka jest przekonany że z Niemcami trzeba stoczyć bój o trzy punkty, czy w odpowiedni sposób natchnie do tego swoich podopiecznych i czy oni wiarę swego pryncypała podzielą, a przy tym czy faktycznie stać ich będzie na „mission impossible”, czy zamierzą siły na zamiary, czy zamiar okaże się nie podług sił, to stwierdzimy po meczu. Wówczas będą albo wiwaty, spazmy euforii, (najmniejszy głos krytycznej analizy przed kolejnym eliminacyjnym spotkaniem uzna się za obrazoburczy), albo „realiści” z ciężko skrywanym „triumfem” oznajmią, że przecież jakikolwiek pozytywny wynik nie miał prawa paść, skoro polska piłka to dno, to bajdurzących o szansach na wygraną z mistrzem świata należało w oczywisty sposób powysyłać do psychiatryków. Albo, albo, emocjonalna opiniotwórcza skrajność - nasza chyba narodowa specjalność!?
Zanim to niechybnie nastąpi, jeszcze na spokojnie, do wybranej partii można się zapisać. Zatem niżej podpisany, iocosus twierdzi, że z niego… optymista! W wygraną z Germanami wierzę, choć Neuer, Mueller, Goetze, Schuerrle, Kroos, Hummels to fechtmistrze, a nie knechci, a rację ma i też Kamil Glik twierdząc, że ci którzy zastąpią wiekowych lub kontuzjowanych czempionów będą chcieli się za wszelką cenę wykazać, odpłacić się Joachimowi Loewowi za wykazane zaufanie, zatem i „osłabienie” może być jedynie pozorne. Mój optymizm nie wynika również z jakiejś wielkiej atencji wobec Adama Nawałki, ba, nawet wręcz przeciwnie, raczej dotychczasowymi decyzjami jestem rozczarowany niż zbudowany. Wybraniec Zibiego przez rok czasu zda się nie rozwiązał żadnego problemu gnębiącego kadrę od 2008 roku, od zwycięstwa w Chorzowie z Czechami. Czarodziejskiej różki elegancki pan Adam niestety nie posiadł przynajmniej w sparingach jej nie użył, repra cały czas stanowi raczej zlepek piłkarzy, indywidualistów niż dobrze rozumiejący się i zgrany kolektyw. Lewy jak bywał osamotniony w ataku, tak ciągle nim pozostaje, cztery bramki z amatorami z Gibraltaru nie są pod tym względem probierzem. Lewego obrońcy selekcjoner nie znalazł, w najważniejszych meczach sezonu być może wybiegnie na plac piłkarz, który w kadrze na tej pozycji nigdy nie grał, czyli Artur Jędrzejczyk. W reprezentacji jest wakat w linii pomocy i na pozycji „8” i „10”, na skrzydłach przy absencji Błaszczykowskiego pewniaków brak, Grosik od udanego występu z Gibraltarem zaliczył tylko 70 minut w Ligue 1, Rybus na kadrze permanentnie nie pokazuje tego na co go stać. Kwestia kapitana reprezentacji, a w zasadzie chyba źle skrywana ambicjonalna rywalizacja o liderowanie na kadrze cały czas się tli, brzydko pachnie, truje atmosferę, jest nierozwiązana . Ostatnia moja przykra refleksja, w eliminacje do Euro 2016 wkraczamy z subiektywną oceną posiadania najgorszej pary środkowych obrońców na przestrzeni ostatnich kilku dekad.
Co mi karze zatem sądzić, że możemy pokusić się o wygraną z najlepszą ekipą globu?
Zaklęcia! No przecież w końcu po sześciu latach jakiś mecz z czołową drużyną powinniśmy wygrać, nawet przypadkiem, dlaczego nie z triumfatorami mundialu, przecież każdy futbolowy spec twierdzi że poziom się wyrównuje, Portugalię ogrywa Albania, a Hiszpanów Słowacja. Zachodnich sąsiadów ostatnio pokonali i siatkarze i piłkarze ręczni i nawet koszykarze, jesteśmy w grach zespołowych zmorą Niemców, winniśmy się im śnić po nocach, ale żeby to się ziściło futboliści muszą prawem serii wziąć przykład z kolegów z innych dyscyplin. Palec boży sprawił, że Kuba Błaszczykowski jest ciągle kontuzjowany, być może dzięki temu zespół skonsoliduje się wokół Lewego, przysłowiowy „brak chemii” przestanie być reprezentacyjnym problemem. Kamil Glik udowodni w końcu, że to włoscy kibice mają rację opiewając kapitana Torino pieśniami, wbrew wątpiącym w talent sceptykom pokroju iocosusa. Łukasz Szukała w polu karnym przy rzucie rożnym stanie na palcach, dzięki temu piłka uderzy go w głowę doprowadzając do rozpaczy bezradnego Neuera.
Jestem optymistą! A nawet jeżeli przegramy, to przecież korona nam z głowy nie spadnie, bo nie my ją nosimy, niech kto inny się przejmuje, 11 października nie mamy nic do stracenia. Kontuzje mogą się przydarzyć i podczas treningu, rozruchu, oszczędzać się na Szkotów nie ma sensu. Lewy, Piszczek, Krychowiak, Glik mecze co trzy dni powinni wytrzymać, zgodnie ze statusem graczy o już międzynarodowej renomie, na pozycjach „uzupełniających” niech Nawałka rotuje bo i tak „pewniaków” na nich nie posiada, a być może odkryje „swoich” Bronowickich, Golańskich.
Odnośnie samego trenera, nie oczarował mnie, do tej pory drużyny nie odmienił, Davidem Copperfieldem się nie okazał, ale … ale Jerzy Engel zanim złamał pewną klątwę to w pierwszych sześciu sparingach smaku triumfu nie zaznał, do Kijowa z reprą na początku milenium jechał nie z większymi nadziejami, aniżeli obecnie ma prawo posiadać Nawałka.
Grajmy zatem o pełną pulę, o trzy punkty, o historyczne zwycięstwo, a jakim składem? Dziennikarskie wróble ćwierkając anonsują następujące personalne ustawienia:

Skład nasz wielce prawdopodobny z uwzględnieniem wymieniających się na pozycjach Lewandowskiego z Milikiem, jednakże… jednakże mam nadzieję, że to mimo wszystko ściema. Oczywiście trener dokonuje jak najbardziej adekwatnych z jego punktów widzenia wyborów, a kibic jedynie może sobie popitolić, ale jeżeli już, to skoro na zgrupowaniu przed meczem z Gibraltarem był ćwiczony modny obecnie schemat z trójką środkowych defensorów, to niech on będzie właśnie realizowany!?

Dotychczas defensywa była naszą piętą achillesową, zatem z mistrzami świata zaryglujmy środek własnego przedpola, trójką obrońców z dwoma defensywnymi pomocnikami, a ciężar przechodzenia z obrony do ataku niech przejmują Piszczek z Rybusem - boczne wahadełka. Dla tego drugiego taka pozycja, o ile w destrukcję włożyłby pełne zaangażowanie i koncentrację, nie zaniedbując przy tym ofensywnych wycieczek, być może okazałaby się strzałem w dziesiątkę!?
Pitolniczego wyjaśnienia wymagają jeszcze dwie pozycje. Czy 32-letni Sebastian Mila zbawi reprezentację? Być może nie, ale przyszło mi do głowy takie wspomnienie z piłkarskiej prehistorii, z roku 1980. Otóż w ówczesnym Euro rozgrywanym we Włoszech, czarnego konia czyli Belgię doprowadził do finału filigranowy 35-letni środkowy pomocnik Wilfried van Moer. Rok wcześniej powrócił do belgijskiej kadry po pięcioletniej przerwie, a o jego wpływie na grę niech świadczy fakt, że w tymże roku w plebiscycie Złotej Piłki France Football zajął czwarte miejsce za takimi tuzami: 1.Rummenigge, 2.Schuster, 3. Platini. Może i przed Sebastianem na wzór Wilfrieda dopiero apogeum reprezentacyjnych futbolowych osiągnięć. Posiada niewątpliwie osobowość, charakter, umiejętności piłkarskie, gorzej z motoryką, ale przy trenerze Pawłowskim Mila staje się im starszy tym chudszy, a zatem i żwawszy, dynamiczniejszy. W Warszawie Mila to raczej kibicowska „podpadziocha”, ale gdyby tak Kuchy jakąś zwycięską brameczkę Niemiaszkom załadował, przekonałby ostatecznie największych wobec siebie malkontentów. Klepać mistrzów świata to my raczej nie będziemy, szans trzeba szukać w szybkim rozegraniu, w rzucaniu prostopadłych piłek za plecy obrońców i to tak żeby „libero” Neuer do nich dobiec nie zdołał, a zdaje się że właśnie Kucharczyk byłby w stanie go ewentualnie ubiec. Wolę w gazie legionistę, aniżeli formy szukającego Milika, lub równie szybkiego, ale ostatnio mało grającego Grosika.
Tyle kibicowskiego pitolenia, jaki skład desygnuje Adam Nawalka ostatecznie przekonamy się w sobotni wieczór, z jakim nastawieniem wyjdą piłkarze – również. Jeżeli zagrają z determinacją, zaangażowaniem, pomysłem, współpracując na murawie, błędy im odpuszczę, każdy wynik jako kibic zaakceptuję. Nie zdziwię się jak przegrają, ale jak wygrają również. Czyli obstawiam... 1:1! ![]()


Co do tego co może wydarzyć się na boisku, no cóż, jeżeli Niemcom wyjdzie granie 'swojego' to nie ma bata. Rozniosą nas przede wszystkim taktycznie, nie pozwolą powąchać piłki. W takim przypadku skończy się gdzieś między 1:3 a 1:5. Ale liczę na... niefrasobliwość tej drużyny. Bo ona bywa niefrasobliwa, zwłaszcza w grze defensywnej, to zaskakujące i niby mało niemieckie, ale naprawdę zdarza, wystarczy przypomnieć sobie MŚ i mecze z Ghaną czy Algierią. Tylko w takim przypadku trzeba mieć dynamicznych skrzydłowych, którzy potrafiliby wykorzystać wysokie ustawienie ich obrońców. Oczywiście Lewy jest fenomenalny przy prostopadłych piłkach za plecy obrońców, ale akurat on pewnie będzie uważnie pilnowany, na skrzydłach powinno być znacznie luźniej niż w środku. Poza tym Ruediger czy Durm to jednak poziom niżej niż Boateng i Hummels. W kontekście wagi skrzydeł nie za bardzo widzi mi się gra trójką środkowych i wahadłowymi na bokach, wydaje mi się że akurat na Niemców przydaliby się skrzydłowi w zwykłych rolach. Już prędzej ustawiłbym 4-3-3 z cofniętym Milą zamiast Milika. Z podobnych względów nie widzę w tym meczu miejsca dla Michała Żyro, przynajmniej nie na prawej stronie jak u nas, to chyba nie byłaby gra dla niego. Za to tak jak Ty iocosusie, myślałem o Kuchym. W obecnej formie i przy podobnych zadaniach stawianych mu przez Berga w Legii, to mógłby być strzał w dychę.
Ale obstawiam, że żadnego taktycznego kombinowania ze strony Nawałki nie będzie, przewidywany dziennikarski skład okaże się rzeczywistym, a nasza reprezentacja będzie usiłowała grać swoje, czyli... na razie jeszcze nie wiadomo co. Pewnie bylibyśmy teraz w stanie wygrać z Niemcami maks jeden mecz na dziesięć czy dwanaście rozegranych, ale remisu 'w ciemno' mimo wszystko jutro nie biorę
Analogicznie akcje Biało-Czerwonych znacznie wyżej stoją za Odrą, niźli przed. Powiedzieć, że Niemcy się nas boją, byłoby pewnie nadużyciem, zdecydowanie jednak - wg słów F. - uważają nas za najpoważniejszego grupowego rywala i zwłaszcza mecz w Warszawie traktują w kategoriach wysokiego priorytetu. Uważają ponadto, iż drużyna Lewandowskich, Krychowiaków, Glików (!!!) i Szczęsnych najzwyczajniej w świecie kiedyś musi zatrybić. I mają nadzieję, że nie stanie się to jutro. My - wiadomo. Narzekamy na selekcyjny chaos Nawałki, lipną grę w sparringach i w ogóle, dupa, dupatuum et omnia dupa.
Jedyny sensowny wniosek, jaki się mi i szwagrowi nasunął, to to, że i u nas, i u nich panuje obecnie nielichy pierdolnik. Co z niego wyniknie - Gott im Himmel raczy wiedzieć.
Osobiście chciałbym, aby nasi chłopcy wyszli na boisko natchnieni... Adamem Małyszem. Nie przepadam za dyscypliną, która rozsławiła Orła z Wisły, jednak filozofia dwóch dobrych skoków (połów?) mocno do mnie trafia. Zostawmy historię historykom, histerię histerykom, a kalkulacje kalkulatorom. Zagrajmy tak, jak najlepiej potrafimy. Może urodzi się z tego historyczne zwycięstwo. Może remis, który też by się przydał. A nawet jeśli przyjdzie znów łyknąć porażkę - trudno. Sama świadomość rozegrania dobrego - choć przegranego - meczu przeciw świeżo upieczonym Mistrzom Świata może ładnie zaprocentować jż w następnym spotkaniu.
"Oszczędzanie sił" uważam za pomysł kompletnie idiotyczny. Najprawdopodobniej doprowadziłby on do tego, że we wtorek wieczorem mielibyśmy tyle samo punktów, co obecnie. Ulgowe potraktowanie Niemców - nawet rezerwowych - skończyłoby się zapewne ciężkim laniem, jakimś 0:5, czy czymś takim. A podnieść się w trzy dni po podobnym rezultacie byłoby niezmiernie ciężko.
Do pompowania balonika swoje trzy wydechy przyłożył nawet iocosus
Zdumiewa mnie ta wiara w naszą reprezentację przed każdymi eliminacjami. Mimo że z natury jestem optymistą, to z grą naszych "gwiazd" nie wiążę żadnych nadziei. Wynik 0:2 biorę w ciemno, choć obawiam się wyższego wpier...u.
Ostatni raz, kiedy z ogromną nadzieją zasiadłem na trybunach "narodowego" był mecz z Ukrainą. Szybkie bang bang wybiło mi reprę na lata.
Dwa nagie miecze, jak przeczytałem ten tytuł to pomyślałem o Kucharczyku i Jodle. Nadzy w technice ale waleczni i bitni do bólu. Może to właśnie Oni dadzą impuls do walki na całego?
Piłkarze są pod presją, w mediach można przeczytać jak to inne dyscypliny dają radę Niemcom i tylko Oni nie więc niech pokażą, że gorsi nie są. Przegrają będzie jazda. Oczywiście wszyscy którzy realnie patrzą na piłkę doskonale zdają sobie sprawę remis będzie gites malina, przegrana normą i wtedy tylko możemy oceniać styl naszej kopanej .
Kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Mam wrażenie, że rozpoczynająca się jutro (niech mi dzielni Gibraltarczycy wybaczą) kampania eliminacyjna jest pierwszą od długich lat - sześciu? dziesięciu? czternastu? - przed którą pompowania jest jak na lekarstwo. Wyważony głos Iocosusa jest jednym z najbardziej optymistycznych, na jakie w ostatnich dniach napotkałem. Generalnie oczekiwania wobec kadry już dawno nie były tak niskie.
Zabawne to trochę, bo przecież - głównie wskutek reformatorskich zapędów wujka Michela - jeszcze nigdy nie było tak łatwo. Niemcy Niemcami. Droga do Francji wiedzie przez Irlandię i Szkocję, a to - z całym szacunkiem - naprawdę nie są ekipy nie do pokonania.
1. Goetze - 48 mln €
2. Podolski - 20 mln €
3. Muller - 50 mln €
4. Schuerle - 23 mln €
5. Kross - 45 mln €
6. Kramer - 8 mln €
7. Durm - 6 mln €
8. Hummels - 50 mln €
9. Boatteng - 28 mln €
10.Rudy - 3 mln €
11.Nouer - 40 mln €
Razem:.................321 mln €
1. Lewandowski - 50 mln € (???)
2. Grosicki - 3 mln €
3. Milik - 2,5 mln €
4. Rybus - 4 mln €
5. Krychowiak - 5 mln €
6. Jodłowiec - 1 mln €
7. Piszczek - 12,5 €
8. Szukała - 2,5 mln €
9. Glik - 6 mln €
10.Jędrzejczyk - 3 mln €
11.Szczęsny - 16 mln €
Razem:....................105 mln €
Oczywiście znam regułkę, że pieniądze na boisku nie grają, ale w przypadku tych dysproporcji jakoś nie mogę w to uwierzyć.
@a-c10
"Droga do Francji wiedzie przez Irlandię i Szkocję, a to - z całym szacunkiem - naprawdę nie są ekipy nie do pokonania"
Zgoda, ale pitolimy nt meczu z Niemcami.
@Senator
Nie takie walczaki próbowali wygrać z Niemcami na MŚ.
Nasze szanse wiążę raczej w tym, że nas "oleją". Jedna kontra i obrona Częstochowy. Coś jak ostatni mecz Legii
Korekta. Za Humelsa dają już 50 mln €
pitolimy nt meczu z Niemcami
Recht. Zauważ jednak, że trudno dziś w mediach znaleźć jakieś dęcie w surmy, podnoszenie rangi nieobecności poszczególnych piłkarzy w drużynie Loewa, naciski na to, by Robercik wreszcie odpalił, etc. Ba, doszło do tego, że niektórzy otwartym tekstem proponują, by ten mecz olać, bo i tak nie mamy szans i trzeba się skupić na realniejszych celach. Ja takie podejście - powtarzam - uznaję za bezdennie głupie, jednak moim zdaniem pokazuje ono jak bardzo zmalały oczekiwania wobec Biało-Czerwonych. I w sensie ogólnym, i przed tym konkretnym meczem.
"Zauważ jednak, że trudno dziś w mediach znaleźć jakieś dęcie w surmy"
Może nie tylko ja zadałem sobie trochę trudu
Też liczę na tego naszego Jodłę, że parę razy przepchnie się w środku pola i będą z tego dobre kontry, coś jak w Trabzonie. Tylko że chyba jednak ważniejsze jak będą ustawiać się z Krychowiakiem w grze defensywnej, no a tutaj problem jest taki, że ostatni raz to oni grali ze sobą rok temu, w dodatku bardzo słabo to wyglądało (0:2 ze Słowacją). A i forma u Jodły ostatnio nierówna. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby Nawałka miał wystawić np. Mączyńskiego.
@ kibic50
Całe szczęście, że Słowacy nie zapatrzyli się wczoraj na Transfermarkt
Natomiast słowacki wzór obawiam się dla nas nie do powtórzenia, nie wydaje mi się, żebyśmy mieli zawodników predysponowanych do tak konsekwentnej gry w defensywie. Niemcy też nie zwykli rozgrywać piłki godzinami po obwodzie, jak czynili to wczoraj Hiszpanie.
Co do meczu z Ukrainą, też miałem po nim kryzys wiary w reprezentację. Nawet szlachetny Walles mnie wtedy przywoływał do porządku za nazbyt gwałtowną jazdę po naszych futbolistach
Słuszna uwaga co do dyspozycji Jodlowca . Kiedy łapie gaz nie ma lepszego, niestety potrafi zgrać też słabo co uwidacznia się szczególnie w celnosci podań, a to dla szwagra a-c10 będzie czystą radością.
Jeśli Niemcy zagrają wysoko to i nasz Kucharczyk ma pole do popisu. Jego szybkość można wykorzystać.
Na mój mały rozumek różnica jest taka, że Hiszpanie są w kryzysie, Niemcy zdobyli MŚ a Słowacja jak sam napisałeś puknęła nas 2:0
Wiara u kibica umiera ostatnia.
Ja jednak wolę być mile zaskoczony niż niemile rozczarowany. Ponownie.
" Mecz z Niemcami uważam za strasznie fajne wydarzenie, my tu nie mamy zupełnie nic do stracenia, możemy tylko zyskać"
Pamiętam podobne komentarze przed meczem repry Smudy z Hiszpanią
Optuję za systemem z "pendolino", bo nie wierzę w tych naszych obrońców, oni jeszcze w miarę dobrze asekurują, siły, chęci i umiejętności fizycznej walki im nie odbieram, ale pozostawieni jeden na jeden, gdy przeciwnik ma piłkę przy nodze, tracą głowę, pewność siebie, w ich poczynania wkrada się lęk przed błędem, panikują i błędy faktycznie popełniają. Dlatego zamiast na dwóch postawiłbym na trzech w linii „centrów”, na dodatek z stricte defensywnymi dwoma pomocnikami przed nimi.
Frapuje mnie jakby Rybus wywiązywał się z zadań w destrukcji i czy potrafiłby połączyć to z wahadłowym przemieszczaniem się w bocznym korytarzu, w tym systemie ich funkcjonowanie wspólnie z Piszczkiem by było kluczowe, ten drugi, uznany, do takiej funkcji wydaje się idealnie predestynowany.
Ale, fakt jest faktem , że dla Nawałki byłby to systemowy skok na główkę, właśnie o to mam do niego pretensje, przecież gra trójką w obronie nie stała się modna z dnia na dzień, a on jej ani razu nie wypróbował, nawet przez 45 minut, gdyby choćby pan Adam zainteresował się refleksjami Garma na c-L zamieszonymi w czerwcu 2013 być może zdobyłby się na urozmaicenie swoich założeń taktycznych.
http://czarna-elka.pl/index.php/trybuna-komentatorow/12173-pendolino-w-warszawie
@ A-c10
Zainteresował mnie ten wywiad z niemieckim fachowcem:
http://www.sport.pl/pilka/1,65037,16772154,El__Euro_2016___Polacy_powinni_zaatakowac_Niemcow_.html#indeks_news
Koresponduje z Twoimi spostrzeżeniami, ale zafrapowała mnie również taka poboczna zawarta w nim dygresja:
„Wielu wydaje się, że wyszkolenie dobrego obrońcy to proces znacznie prostszy od "tworzenia" kreatywnych pomocników.
Kiedy na przełomie wieków zmienialiśmy całe szkolenie, inspirację czerpaliśmy z podróży do krajów, które są bardzo znane z tego, zwłaszcza do Holandii. Ponieważ sam trenowałem wtedy zespoły młodzieżowe, to pamiętam, że jedną z ich zasad było szkolenie dzieci tak, by stały się pomocnikami albo napastnikami i w późniejszym wieku nauczyć ich gry w obronie, bo... to łatwiejsze. Nie można tego zrobić na odwrót, zmusić wyszkolonego obrońcę do gry kombinacyjnej. To może być jeden z powodów, bo korzystamy z tego modelu, uczymy młodzież taktyki, kreatywności. Kevin Grosskreutz jest graczem tak uniwersalnym, że na mundial był rezerwową opcją na prawej obronie. Jeszcze lepszym przykładem jest jego kolega z Dortmundu, który pewnie w sobotę zagra na lewej stronie. Erik Durm, przychodząc do Borussii, był napastnikiem, następnie przekwalifikowanym na pomocnika, by w pierwszym zespole teraz grać jako obrońca!”
Oczywiście szkolenie w Niemczech a w Polsce to niebo a ziemia, ale kierunki przynajmniej mogą być powielane. Jeżeli w Polsce holendersko-niemieckie założenia „kserujemy” to i nasze perturbacje z obrońcami potrafiącymi bronić, skutecznie odebrać piłkę, stają się trochę bardziej wytłumaczalne. Szukając i szkoląc dzieciaki „tak, by stały się pomocnikami albo napastnikami” to w takim trybie piłkarze rodzaju Władysława Żmudy, Pawła Janasa, Jacka Zielińskiego przez sito selekcji podczas treningów by nie przeszli. Byli naturalnie uzdolnieni, ale w odbiorze, nie w rozgrywaniu piłki. Może dlatego piłkarz potrafiący wyłuskać piłeczkę spod nóg staje się rarytasem.
@ Kibic50
„Szybkie bang bang wybiło mi reprę na lata.” – no nie, kibole mają na reprę wytegowane, a Kibic50 do spółki z nimi!?
„pieniądze na boisku nie grają, ale w przypadku tych dysproporcji jakoś nie mogę w to uwierzyć.” – przytoczona szacunkowa dysproporcja wynosi ok. 3:1 na korzyć niemieckiej jedenastki, ale zestawienie wartości kadr Trabzonu i Legii to ok. 84 mln do 20 mln €, zatem 4:1!!! Biorąc pod uwagę te dysproporcje Polska ma jednak większe szanse na pokonanie Niemców, aniżeli miała Legia na wywiezienie korzystnego wyniku z Trabzonu.
Nie to, żebym się upierał, że Niemców rozniesiemy w proch i pył, do psychiatryka nie chcę trafić
@ Senator
„Przegrają będzie jazda.” – raczej nie, z powodów, które wymienia Albiceleste, oczekiwania wcale nie są tak wielkie, wszak po sześciu latach porażek, w założeniu szlachetna wspierająca w trudnych chwilach kibicowska przyśpiewka zamieniła się w najbardziej wykpiwany kabaretowy motyw, kto żyw i udaje że piłką się interesuje to z niej drwi i szydzi. Teraz być może tego też nie zabraknie (odpukać!) ale skala aż tak wielka być nie powinna, za to z pewnością po porażce wzrosłaby ewidentnie presja na wygraną ze Szkocją. W przypadku wtopy i w drugim meczu, jazda po reprze już mogłaby być duża, loteria i giełda z nazwiskami następców Nawałki w mediach mogłaby się zacząć.
Spierać sie nie będę choć różnice dostrzegam.
Trabzon to jednak nie jest mistrz Europy.
Odrzuciwszy po jednym najdroższym piłkarzu różnica na korzyść Niemiec zmienia sie na 5:1
Pisząc tak a nie Inaczej miałem na myśli te ostatnio modne przykłady z innych dyscyplin gdzie zawodnicy dali radę Niemcom. Z tym że przecież zaznaczylem ci co pojęcie mają cisnąć reprze nie będą.
Naszym problemem jest nierówna kadra. Przy trzech czterech zawodnikach uznanych w Europie cała reszta to już drugi a może i trzeci garnitur. To własne z tej większości Nawalka musi wydobyć ponadnormatywne zachowania i umiejętności.
„Nawałka musi wydobyć ponadnormatywne zachowania i umiejętności.” – pełna zgoda, a zarazem wątpliwość czy jest do takich czarów zdolny? „Cudotwórca” z krainy depresji, zanim zaczął pieprzyć o krainie woodboxów zahipnotyzował, że są na „international level” takich piłkarzy jak na przykład wzmiankowani już przeze mnie Grzegorz Bronowicki i Paweł Golański, ha jeszcze sprawił że „fizyczny” Mariusz Lewandowski na tle Portugalczyków rozgrywał piłkę niczym Xabi Alonso.
Jak widać i po wypowiedziach z naszego kibicowskiego grona w prestidigitatora Nawałkę nie wszyscy wierzą.
O meczach z MŚ z 2006 roku 1:0 i ME z 2008 roku 2:0 nie będzie refleksji, bo każdy z Was ma je własne.
Po tamtych pięknych dla naszego futbolu latach siedemdziesiątych pozostały tylko wspomnienia. Gdyż na dziś i to od wielu lat nie mamy drużyny zdolnej podjąć w miarę wyrównaną walkę nie tylko z Niemcami. Czy dziś nadarza się ku temu okazja? Moim zdaniem tak. Niemcy są w bardzo słabej formie /poza Thomasem Muellerem/, a ich drużyna nie ma tej siły dynamicznej jaką prezentowała podczas Mundialu w Brazylii. Widziałem ich w meczu z Argentyną /1:4/ w którym nie mieli nic do powiedzenia i ze Szkotami, gdzie tylko samobójczej taktyce Szkotów zawdzięczają wygraną.
Bo jak z nimi grać na dziś to wiadomo. Dokładnie tak jak zagrał Piast w ostatnim meczu z Legią. Drużyna niemiecka swą siłę gry opiera na kolektywnym współdziałaniu wszystkich graczy w poczynaniach w ofensywie i defensywie, ze szczególną rolą czwórki obrońców. To obrońcy wprowadzają piłkę do gry, potem cały czas skracając pole gry asekurują atakujących, a nawet po odegraniu piłki do tyłu przez napastników przenoszą ciężar gry na inną stronę bądż w inny rejon boiska. Dlatego kluczowe jest uniemożliwienie im odgrywanie tej roli poprzez stałą obecność przy nich i wywieranie presji. Do tego defensywni pomocnicy przy atakach drużyny niemieckiej muszą chronić przedpole naszej bramki będąc góra 5-7 metrów przed linią naszej obrony, gdyż w tym rejonie Niemcy rozprowadzają swoich napastników. Natomiast w ataku wiele problemów obronie Niemieckiej sprawiali Argentyńczycy wchodząc z piłką w ich pole karne po przekątnej i odgrywając piłkę do biegnącego z tyłu jakieś 5-6 metrów innego własnego zawodnika, który po otrzymaniu piłki oddawał błyskawiczny strzał. Do tego wykorzystywanie błędów w rozegraniu piłki na własnym przedpolu przez ich obrońców /a popełniają ich masę/. Tu wymagana jest przede wszystkim obecność, a następnie aktywność i skuteczność. Jak się cofniemy i zastosujemy obronę Częstochowy jak sugeruje Tomaszewski to po nas. Otwartym pozostaje pytanie: czy mentalnie i fizycznie jesteśmy w stanie utrzymać ciężar takiej gry?
Na drugim byłem na stadionie dziesięciolecia. Pamiętam bramkę Gadochy, a potem bang, bang, bang i do domu. Najbardziej kuriozalną bramkę strzelił głową najniższy na boisku Gerd Muller przy biernej postawie Tomaszewskiego.
Mecz z 74 obejrzałem wczoraj w TVP sport.
Jejku jak my wspaniale graliśmy. Pomimo bagna piłka chodziła jak po sznurku. Niemcy byli tłem dla naszych piłkarzy, a Tomaszewski obronił karnego. Jednak nie wirtuozeria naszych piłkarzy najbardziej rzuciła mi się w oczy.
Piłkarze pomimo arcytrudnych warunków w zasadzie grali bez fauli. Tak czystej gry dziś nie uświadczysz. Niebywałe
@Zbyszku
" Czy dziś nadarza się ku temu okazja?. Moim zdaniem tak. Niemcy są w bardzo słabej formie / poza Thomasem Millerem/, a ich drużyna nie ma tej siły dynamicznej jaką prezentowała podczas Mundialu w Brazylii"
Takiej, jaką mieli w Brazylii nie mają, ale jakąś tam jednak mają.
My natomiast jak nie mieliśmy tak nie mamy. Niestety.
Sukces w postaci remisu rozważam wyłącznie w kategoriach cudu.
„Wczoraj trening: Szczesny - Piszczek, Gilk, Szukała, "Wawrzyn" - Grosicki, "Krycha", "Jodla", Rybus - Milik, "Lewy". Zagrał "Jedza" i Mila
Jednak jeśli chodzi o skład trener Nawalka już się nie waha - raczej pokazał Arturowi i Sebastianowi, ze tez na nich liczy...”
Mhm, w przednich formacjach mamy dwóch asekurujących walczaków i dobrze, dwóch dynamicznych skrzydłowych – dla mnie ze znakiem zapytania i dwóch napadziorów z ciągiem na bramkę, oby gdy jeden będzie ściągał uwagę obrońcow to ten drugi potrafił to wykorzystywać, brak mi jednak kogoś kto potrafiłby utrzymać się przy piłce, ją porozdzielać, gdy trzeba zwolnić akcję, albo ją właśnie otwierającym zagraniem przyspieszyć … no brak mi doświadczonego … Mili.
Mam tez nadzieję, że Rumiany jeżeli w pierwszym składzie wyjdzie to nie zawiedzie, a pierwszym na zmianę będzie w takim razie nie Jedza, a Kuchy.
Nie znamy się osobiście lecz jestem bliski formą i treścią kibicowania ( jeżeli istnieje taki model)- zawsze emocja- dopiero potem rozpieprzanie wszystkiego na czynniki pierwsze.Sprawa Naszej Narodowej Reprezentacji jest dla mnie czynnikiem całkowicie dodatkowym. Jedynym ostatnio trenerem, który potrafił przekazać myśl swoją był Holender, którego Nasze "Piękne Bagno" zatopiło!
Pewne osoby z bliskiego kręgu zainteresowanych "budową" tej Naszej Reprezentacji dalej przy swych kominkach- komentują i wpływ dalej mają bo TO PRZECIE NASZA MYŚL SZKOLENIOWA
I nic nie zmienimy bo o ile twarz - chama Laty zasłoniła twarz udanie medialnego Bońka znaczącej różnicy nawet ślepy nie dostrzeże!
@Kibic podnosi szybki łomot - historycznie uwarunkowany i całkiem z rzetelnym rozumem... JEDNAK?
Kiedy ? jak nie teraz ?
Ten rok pokazał nieprawdopodobną siłę sportu Polskiego na wszystkich bieżniach, salach, boiskach i nawet na drogach.
Dlatego bez zbytecznego przedmeczowego marudzenia może zrobimy to dzisiaj tzn.11.10.2014roku
Tylko niech "wartość" myśli szkoleniowej będzie odważny, się udać może
CZEGO WSZYSTKIM NA CL - ŻYCZĘ
Kamil Glik Superstar!!!
Uff, warto nie tracić kibicowskiej nadziei!
PS. Fajny ten rok dla polskiego sportu.
Nie spiepszmy tego ze Szkocją
Ależ ten Mila ma nóżkę ułożoną
A Pan Sebastian zostawił Pana bramkarza za "miliony" ojro z wyciągniętą do bólu rączkom
Jodłowiec- super, ale Go Nam zamęczą- niestety
Analogie do Legii i meczu z Trabzonem aż nadto widoczne. Podobnie ze statystykami, poprzeczką i miejscem w tabeli
Nareszcie Wembley odejdzie do lamusa. Mamy kolejny "histo(e)ryczny" sukces. Mam tylko nadzieję, że nie będziemy o nim mówić przez kolejne 40 lat...
Ps
Jestem dumny z "Januszy". Dali radę, czym zadali kolejny kłam jakoby tylko "kibol" robił niepowtarzalną atmosferę. Bez burd, rac i jobów. Brawo !
Przebieg meczu był mniej więcej taki jaki można było teoretycznie założyć. Zawodnicy niemieccy to wielka klasa sportowa wynikająca z wysokich umiejętności i ogrania z mocnymi rywalami skutkująca pewnością siebie i swobodą w grze. W ich przypadku daje to taki efekt jak by piłka ich szukała: podania znajdują zawsze adresata, wybicia piłek przez rywali zawsze trafiają do nich i wygląda to tak, jakby ich było więcej na boisku. Więc ich przewaga pozycyjna /przebywanie na naszej połowie/ i w posiadaniu piłki nie była żadnym zaskoczeniem. Natomiast masowe stwarzanie sytuacji bramkowych wzbudzało u nich poczucie nonszalancji i najpierw pewności, że którąś się na pewno wykorzysta, a kiedy tak się nie działo poczucie spięcia i nerwowości. My zagraliśmy rozważnie w tym sensie, że wszyscy nasi gracze brali udział w poczynaniach defensywnych, ale nie wszyscy uczestniczyli w obronie, co uniemożliwiało przeciwnikom natychmiastowe ponawianie ataków, które by nas wcześniej czy póżniej zniszczyły. To, że naszych 2-3 graczy było w rejonie środka boiska uniemożliwiało Niemcom zamknięcie nas w polu karnym i ograniczało ich możliwość stworzenia przewagi liczebnej, zwłaszcza poprzez to, że Roberta Lewandowskiego stale pilnowało ich dwóch zawodników. Zawodników Polskich indywidualnie trudno oceniać, gdyż większość z nich umiejętności indywidualne ma na tle rywali wątłe. Dlatego można pisać tylko o zachowaniach na boisku. Mnie najbardziej irytował Grosicki za indywidualizm i gubienie strefy. Ale najbardziej byłem wnerwiony tym co wygadywali nieszczęśni komentatorzy, bo to jest często tak jak się przed meczem założy kto jest lepszy i wygra, a kto gorszy. Borek krytykował Jodłowca za jego zdaniem niecelne podania i tokował, że dobry to on na naszą ligę, bo gdzie indziej to się inaczej gra. Otóż Jodłowiec dopóki miał pełnię sił fizycznych był jednym z naszych najlepszych zawodników i dużo lepszym od Krychowiaka. Grał tak jak mu kazał trener, a więc po odzyskaniu piłki miał zagrywać do wychodzących natychmiast do przodu partnerów. Tylko, że oni w pierwszej połowie wbrew nakazowi Nawałki nie wychodzili, o co trener miał do nich pretensje, gdyż przechodzenia z obrony do ataku nie było widać. Do tego Jodła najczęściej przechwytywał piłki i był w ich posiadaniu, więc musiał coś z nimi robić.Do tyłu i na boki podania były bez sensu, a wejście w drybling to jawna strata, toteż grał do przodu w tzw. kierunku. Hajto ględził, że powinniśmy indywidualnie utrzymywać się przy piłce. To życzenie stoi w sprzeczności z możliwościami naszych graczy, gdyż tylko Robert tę umiejętność w stopniu dostatecznym posiadł. Więc inni jak by się do takich zaleceń stosowali to by na własnej połowie w pobliżu własnej bramki piłki po prostu tracili. Po takiej gadce świadczącej o dogmatyżmie wiadomo dlaczego Hajto na razie na trenera się nie nadaje. Najlepszym naszym zawodnikiem był Szczęsny,który wybronił kilka bramek.
Dlatego nie popadajmy w euforię. Niemcy w meczu z nami mieli znacznie większą przewagę niż grając ze Szkotami. Szkoci przegrali, gdyż wszyscy brali udział w poczynaniach obronnych przez co pozwalali Niemcom bezkarnie okupować własną połowę. Po raz kolejny widać,że piłka nożna to gra wynikowa i pod wynik ustala się opinie. Zdaniem komentatorów graliśmy wspaniale i już. Nie dajmy się na to nabrać. Natomiast jest szansa, że jako drużyna nabierzemy więcej wiary i więcej pewności siebie po tak ogromnym sukcesie co przy determinacji w grze pozwoli w dłuższej perspektywie na ogrywanie i innych przeciwników.
Ale o meczu ze Szkotami po ich potyczkach z Niemcami i Gruzją zdań parę jutro.
Rezultat fantastyczny - ograć świeżo upieczonych mistrzów świata i taką kapitalną reprezentację to niesamowita rzecz. Z czystym sumieniem na mundialu to im kibicowałem. I jeszcze mającą trenera, który w tak dodatni sposób zmienił ich grę, ciągle prowadząc do sukcesów na wielkich imprezach. Też miałem takie myśli jak tutaj wyrażane: Trabzonspor - Legia, pokolenia piłkarzy rozgrywających bardziej wyrównane mecze, lecz bez zwycięstwa. Niesamowite. Przed meczem wyobrażałem sobie, że gra z Niemcami wyzwoli u Polaków wszystko to, co każdy ma najlepszego do zaoferowania. Tak się nie stało: wielu grało chyba gorzej niż potrafią. A wynik: 2-0. Coś niesamowitego. Duża radość.
Gdyby w Legii zagrał któryś tak jak Durm przy golu Mili, dał się odepchnąć i zajął się pokazywaniem sędziemu, że niby faul był, to bym sklął na czym świat stoi: że nierób, podrób, gwiazdeczka, mięczak, itd. Ale teraz doceniam tylko siłę i wszechstronność Roberta Lewandowskiego.
Tak już na spokojnie( obejrzałem powtórkę) - malinka
Historia pokazuje pewne rzeczy, które są jednak wartością.
Szczęsny zaczął mecz dobrym chwytem, a potem łapał piłki ale tak po prawdzie strzelane w "koszyczek" - taki cwaniak jak Szczęsny - mam na uwadze doświadczenie- łapał i się w duchu uśmiechał.
Jedna sytuacja - Podolski w poprzeczkę ( strzał niecelny) ale parę centymetrów niżej- brama!I ten nowy z pochodzenia Marokańczyk - obrona rewelacyjna bo obrońcy zasłaniali piłkę.
Kiedyś w 1973 roku bramkarz Angielski umiał jedynie patrzeć na poczynania kolegów
Dopiero teraz we wtorek zobaczymy. Mecz inny - wygrać trzeba.
Wygrać trzeba grając a nie broniąc się jedynie! Różnica zasadnicza.
Zobaczymy
Przeczytałem jak zawsze uważnie- jedynie nie zgadzam się, że Szczęsny Nam mecz wybronił. Nie licząc poprzeczki Podolskiego i małego zamieszania
Jeśli będziesz miał możliwość obejrzeć to z powtórzenia zobaczysz, że owszem wchodzili Nam w pole karne lecz strzelali- jak nie Niemcy?
Ten młody prawy obrońca o zgoła innym nazwisku niż Niemieckie strzelał chyba 6 czy 7 razy- ale zawsze w "rączki" Niejaki super gwiazdor Muller, czy też Muuler zupełnie odcięty! Błąkał się na skrzydle - ogólnie niewidoczny.
Teraz po prawdzie- ja nie uważam, że zagraliśmy Bóg wie jakie spotkanie.
Niemcy grali,a My się broniliśmy.Kłopot Niemców polegał na tym , że nie strzelali w sytuacjach, które mieli a My strzelaliśmy w sytuacjach, które zdarzyć się nie powinny. Oglądając drugą bramkę - jeżeli wyrzut z autu "rozwala" Niemiecką obronę to wytłumaczenia nie ma.I cała zgoda, że Lewandowski na plecy wziął obrońce, ale takich bramek nie tracą juniorzy. A jednak
Co do taktyki przytoczę tu jeden mecz! Finał Ligi Mistrzów ze znanym "magiem"... Chelsea Londyn grała potrójny autobus i na 3 minuty przed końcem niejaki Torres w kontrze wygrał trofeum. Piękno było ino sobie poszło
pozdrawiam