- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- gawin76
Średnia Polska

Stało się. Pięć lat oczekiwań - najpierw pełnych niedowierzania, potem niepokoju, wreszcie rosnącej dumy i nadziei. Dziś doczekaliśmy się zwieńczenia tego wszystkiego, doczekaliśmy się inauguracji mistrzostw Europy w Polsce. Na Stadionie Narodowym w Warszawie w obecności niemal 60 tysięcy widzów reprezentanci Polski musieli przejść próbę ogniową, pierwszą z przynajmniej trzech najważniejszych sprawdzianów w życiu kadry Smudy.
Jak wypadła ta próba? Sportowo mocno przeciętnie.
Remis to co prawda nie jest zły wynik. Właśnie remis wydawał się zdecydowanie bardziej prawdopodobnym rozstrzygnięciem dzisiejszego meczu od dowolnego innego rezultatu, natomiast spodziewałem się ze strony naszej drużyny po prostu... lepszej gry. Większej determinacji, większego zaangażowania, większej walki i odwagi. A przede wszystkim - lepszej koncentracji.
Przyzwoicie zagrali moim zdaniem Lewandowski, Polański i Piszczek, Tytoń swoim spektakularnym wejściem na boisko uplasował się w odrębnej kategorii, natomiast pozostali zaprezentowali się co najwyżej średnio, słabo lub... Hm, no tak jak Szczęsny.
Druga połowa w naszym wykonaniu była FATALNA, bez reakcji na zmieniający się przebieg spotkania, bez pomysłu na wykorzystanie liczebnej przewagi nad Grekami, bez koncepcji na zneutralizowanie poczynań odmienionego w stosunku do pierwszych czterdziestu pięciu minut rywala, z indywidualnymi szarżami jako głównym sposobem prowadzenia ataku, niepewną grą w defensywie i sparaliżowaną ławką rezerwowych na czele z wodzem całej ekipy. Nie lubię tego.
Można było wygrać ten mecz w pierwszej połowie, można było też przegrać go w drugiej połowie. Remis musimy zatem uszanować, ale... Cóż, powiedzmy, że przed pojedynkami z Rosją i Czechami do poprawienia jest wiele.
Sądzę zresztą, że Grecy muszą być z tego wyniku niezadowoleni jeszcze bardziej niż my. To co wydarzyło się w drugiej połowie zapewne nie pozwoli im porzucić rozważań na temat tego co byłoby gdyby pierwsza połowa została przez synów Hellady rozegrana w sposób choć odrobinę lepszy jakościowo. Nie wspominając nawet o karnym Karagounisa.
Wypada raz jeszcze przypomnieć, że w ostatnich turniejach gospodarzom w meczach otwarcia wiodło się raczej marnie (porażki Szwajcarii i Portugalii, remisy Anglii, Szwecji, Niemiec), a jednak w lwiej części przypadków potrafili wyszarpać z turnieju coś dla siebie. W meczu otwarcia najlepiej pod względem wyniku zaprezentowała się Belgia, po czym... odpadła z mistrzostw. Oby była to dla nas trochę co prawda naciągana, ale jednak korzystna wróżba.
* * *
Dobra, jeszcze parę słów suplementu po drugim dzisiejszym meczu.
Gdyby istniało jakieś proste i niezawodne przełożenie jakości gry zademonstrowanej w spotkaniu z przeciwnikiem 'X' na to co można zaprezentować z rywalem 'Y', należałoby sądzić, że Rosjanie oraz Czesi urządzą nam najprawdopodobniej w kolejnych meczach tak zwaną 'jesień średniowiecza', a posługując się terminologią bardziej piłkarską - nie pozwolą nam powąchać piłki.
Rosjanie - dynamit w ataku. Śmiertelnie niebezpieczni w pojedynkach indywidualnych, zachwycający szybkością rozegrania futbolówki w strefie obrony przeciwnika. Czesi - wysoka kultura gry w środku pola, Rosicky i Plasil dostarczający w tej strefie boiska argumentów, o jakich możemy jedynie pomarzyć. Mecz we Wrocławiu może bez tylu nielogicznych zwrotów akcji jak nasz, ale pod względem piłkarskiej jakości sportowego widowiska, bez porównania lepszy.
Ogólnie nie rozumiem głosów przekonujących, ze byliśmy dziś świadkami dobrej inauguracji wielkiej imprezy. Na przykład Przemysław Rudzki napisał na FB słowa następujące: "(...) Co za thriller! Niewiarygodne otwarcie, jedno z najlepszych, jeśli nie najlepsze, jakie pamiętam (...)". Za dużo TVP czy co? Niewiele z takich wypowiedzi rozumiem, nasz mecz z Grecją był przecież nafaszerowany błędami z obu stron, rozpaczliwie pozbawiony płynnej gry i efektownych akcji rozegranych w dobrym tempie, klasyczna kopanina w wykonaniu dwóch mocno średnich ekip.
Zadanie dla nas na wtorek: Polska musi być bardziej drużyną. Tylko tak możemy pokonać Rosję i potem Czechy.
Podoba mi się ten amok, który zapanował w Warszawie w związku z Euro. Naprawdę nie poznaję mojego miasta, nie poznaję tych ludzi! Szkoda byłoby, gdyby to skończyło się za szybko.


Nie wiem, czy dobrze zauważyłem, ale od ~30 minuty zwiększyły się przerwy między formacjami Polaków, zabrakło sił?
Piłkarze zagrali w sumie lepiej, niż się spodziewałem. Zawiódł przede wszystkim trener.
We wtorek ogrywamy zbyt pewną siebie Rosję i będzie dobrze.
Miałem podobne wrażenie - jakby z czasem szczególnie zaczęło brakować reakcji z naszej strony na wchodzenie Greków w martwą strefę między obroną a pomocą, z tego zrobił się w drugiej połowie niezły bałagan. I niekoniecznie mam na myśli bramkową akcję Greków - to akurat był po prostu klasa atak.
Z drugiej strony, wraz z upływem minut coraz bardziej doceniam ten punkt, który ostatecznie udało się dowieźć. Sprawia on przecież (zwłaszcza w zestawieniu z naprawdę niezłą pierwszą połową), że nasz awans do ćwierćfinału nie jest żadną utopią, tylko całkiem prawdopodobnym rozwiązaniem. Rosja, mimo dzisiejszego wyniku, naprawdę nie wydaje mi się zespołem totalnie nie do ogrania. Celowałbym nawet w to, o czym pisze Garm - rozbuchaną pewność siebie Maładców, którzy - co tu gadać - przez pierwszy mecz zwyczajnie przespacerowali. A potem są jeszcze Czesi, na których miejscu bałbym się, że to my im zrobimy z dupy jesień średniowiecza. Kultura gry Rosickiego i Plasila może i dawała jakieś argumenty. Najwyraźniej jednak były to argumenty nie na temat
Szukać poszczególnych winnych można, ale ja mam taką wredną manierę, że ocenę zaczynam od przygotowania fizycznego, jak zawodnikowi odcina tlen na skutek czego pustak przestaje pracować to tworzy się obraz piątkowego meczu.
@a-c10
Ja jakoś Szczęsnego próbuję zrozumieć, pierwsza bramka to jakiś kabaret, a karny sprokurowany celowo, jakby nie zostawił nogi, pewnie liczył, że sędzia nie zauważy to było by już 2:1 dla Greków, a z tak dysponowaną drużyną to mógł przewidzieć że z odrobieniem straty będzie ciężko, zaryzykował. Co nie zmienia faktu, że w eliminacjach MŚ2014 nr 1 powinien być Boruc.
Wiesz, mnie się zdaje, że w tym konretnym przypadku pustak siadł wcale nie przez niedobór tlenu, a wskutek bardzo toksyczniego gatunku pewności siebie. Rozumiesz, takiego w stylu "chłopaki, jest dobrze. Prowadzimy, gramu u siebie, gramy w przewadze, choćby się posrali, to nic nam nie zrobią". Jak drużyna wychodzi na drugą połowę z takim nastawieniem i parę minut później, właściwie z pierwszej sensownej akcji rywala, dostaje gonga, to łapie dysonans poznawczy i kompletnie staje. To właśnie, moim zdaniem, stało się z naszymi chłopakami.
I tu, jak sądzę, jest rola trenera, który powinien ryknąć z ławki, a przede wszystkim wpuścić na plac kogoś ze świeżymi nogami i świeżą głową, żeby nieco towarzycho rozruszał. Smuda tego nie zrobił. Smuda w ogóle nie wiedział, jak sobie poradzić z Grecją, która gra w 10tkę, a mimo to - bezczelna! - wzięła i wyrównała.
Nawet jednak przy takiej apatii trenera pewnie i dałoby się z tą Grecją wygrać, gdyby nie błazenada Wojtusia. Ja wiem, że on celowo sprokurował karnego. Nie mam tylko pojęcia po jaką cholerę w ogóle pchał się w stronę Salpingidisa. Gdyby został w bramce, miałby wszelkie szanse zareagować z większym sensem.
Boruc??? Numerem 1 w el.MŚ'14??? A mógłbym prosić o jakieś uzasadnienie tej śmiałej tezy?
Czy przez zbytną pewność siebie zostawiali by tyle miejsca między formacjami? Na poparcie mojej tezy wypowiedź Bońka .
Co do Boruca, przecież to ciągle bardzo dobry bramkarz, ma odpowiednie umiejętności i doświadczenie, jak nie będzie miał jazd w życiu osobistym będzie niezastąpiony.
Czy przez zbytną pewność siebie zostawiali by tyle miejsca między formacjami?
Tak, bo doszli do wniosku, że już nie muszą się starać.
No to teraz nie zgadzam się i z Tobą, i z Bońkiem
re: Boruc
Oglądam nałogowo Serie A. Od momentu transferu Boruca do Fiorentiny widziałem go w naprawdę sporej ilości spotkań. Gdybym miał policzyć te, w których swą boiskową postawą zasłużył na powołanie do kadry, na pewno starczyłoby mi palców jednej dłoni.
Czy to ciągle dobry bramkarz? Nie wiem. To na pewno był dobry bramkarz. I to wciąż może być dobry bramkarz. Jakby złapał na nowo formę i ją ustabilizował - czemu nie, super. Niemniej, twierdzenie, że w eliminacjach MŚ2014 nr 1 powinien być Boruc (ten Boruc dzisiejszy, z sezonu 2011/2) wydaje mi się kompletnie nieuzasadnione.
Ja jakimś maniakiem Serie A nie jestem, kilka razy z nudów oglądałem jego popisy, ale czy bronił jakoś źle? Jakoś tego nie odebrałem tak, ale może trafiłem właśnie na jego dobre mecze.
Ma sporo racji. Grecy źle weszli w mecz, byli jakby spięci, rozkojarzeni, przegrywali starcia jeden na jednego. W drugiej połowie pojawiły się świetne zmiany (Santos nakrył Smudę czapką niczym Skorża Karpina
W temacie przygotowania szybkościowego. Wydawało mi się zawsze, że Rybus jest niezły w tym elemencie. Tymczasem w drugiej połowie była taka sytuacja, kiedy wyszedł przed obrońcę i wydawało się, że wejdzie sam w pole karne. Grek dogonił Maćka z łatwością i zabrał mu skórę jak dzieciakowi...
Moim zdaniem bramkarze w tej kadrze są dobrani źle, a pierwotnie (przed dowołaniem Sandomierskiego) byli dobrani jeszcze gorzej. Jeśli nie Boruc (oglądałem z doskoku, więc zdaję się na Twoją opinię), to na pewno Kuszczak powinien w tej kadrze być. Jeśli nie wręcz w pierwszym składzie.
gawin76 -> Jak (prawie
Druga sprawa - porównanie trenerów. Jestem daleki od wychwalania po tym meczu Santosa, bo jak dla mnie, to on popełnił poważny błąd w wyjściowej jedenastce. Dlaczego Salpignidis nie grał od początku? Wyobrażacie sobie, jaką mielonkę by nam zrobił z obrony, gdyby grał więcej, niż trzy kwadranse? Na niewątpliwy plus należy mu natomiast policzyć fakt, że potrafił swój błąd naprawić.
Dokładnie to samo gdzieś wczoraj pisałem, bodaj na blogu Steca. Chodzi o tę sytuację, kiedy Piszczek wolał zupełnie nie w swoim stylu wrzucić 'na pałę' wzdłuż linii zamiast wycofać do wolnego Rybusa. Była też sytuacja, w której Błaszczykowski 'nie widział' dobrze pokazującego się przed polem karnym Obraniaka, wolał wrzucić skórę w koszyk greckiego bramkarza, tylko dlatego że gdzieś tam czaił się 'Lewy'. Co za dużo to nie zdrowo.
ja swoje mniejsze zainteresowanie imprezą Euro już tłumaczyłem, nic się w tej materii nie zmieniło. Zresztą, za jedną z gazet powtórzę - Już wygraliśmy, jako kraj, jako naród, jako organizator. To czego dokona nasz zespół jest już tylko dodatkiem. Na pewno nie podzielam zdania Garma i szafowania słowem kompromitacja. Mamy taki zespół jaki mamy i nawet w tej grupie każdy wynik jest możliwy. Jednak nie dzięki klasie naszej reprezentacji, a dzięki szczęśliwemu losowaniu. Gdybyśmy trafili tak jak Ukraina to.. wszystko byłoby jasne już przed pierwszymi meczami.
Być może dlatego sam mecz z Grekami mnie nie zaskoczył. Nie zaskoczyła mnie gra Szczęsnego, który zaprezentował się tak jak w ostatnich meczach Arsenalu - czyli słabo skoncentrowany i... jednocześnie nadmiernie pewny siebie.
Nie zaskoczyła mnie też taktyka zmian Franka Smudy który już w meczach sparingowych pokazywał, że ma pierwszą jedenastkę co do której jest przekonany i... rezerwy które równie dobrze mogłyby być naszymi Ciotkami (z całym szacunkiem dla Ciotek). Po raz kolejny przekonaliśmy się o tym, że korzystanie z dostępnych na ławce piłkarzy to dla Franciszka Smudy konieczność, która zdaniem trenera wczoraj nie zaszła.
Natomiast zaskoczyło mnie jedno. Taktyka zespołu po przerwie. Do tej pory żyłem w przekonaniu, że gdy prowadzi się w meczu, w którym rywale mają jednego zawodnika mniej to wystarczy jak najdłużej utrzymywać się przy piłce. Grać choćby w poprzek boiska zmuszając uszczuplony skład przeciwników do biegania. Tracenia niezbędnych sił. Natomiast my zaraz po gwizdku sędziego (bardzo nam przychylnego) oddaliśmy inicjatywę rywalom i... sami zaczęliśmy biegać za futbolówką. Nie rozumiem dlaczego, nijak nie wiem skąd taki pomysł na drugą odsłonę meczu. Szczególnie, że przed meczem trąbiło się o zabójczej skuteczności Greków. Szczególnie mając w pamięci słabość naszej defensywy dla której to drugi, trzeci mecz w tym ustawieniu.
Niestety, ja porażki nie upatruję w kondycji, nie upatruję w poszczególnych graczach (choć Szczęsny, Wasilewski, Perquis i Boenisch zagrali fatalnie) a w koncepcji trenera (niestety bo jak zauważył a-c10 to można by poprawić).
Moim zdaniem mecz otwarcia zremisowaliśmy dzięki odrobinie szczęścia i sędziemu (tam naprawdę był spalony?), a "próbowaliśmy" przegrać przez decyzje (lub ich brak) trenera, a to w kontekście kolejnych spotkań martwi najbardziej.
Nie sposób też nie zgodzić się z przewielebnym Monrooe, kiedy pisze o braku zmian i taktyce, która moim zdaniem wynikała właśnie z " toksycznej pewności siebie". Spalony był oczywiście minimalny i gdyby sędzie nie zauważył nikt pretensji mieć by nie mógł.
Mhm, zmian w meczu z Rosją nie przewiduję, oprócz tej oczywistej, tak sobie myślę, jaka musi być u Pana Franciszka w tej chwili determinacja, żeby tym medialnym gryzipiórkom, wszystkim którzy ośmielają sie go krytykować jednak się 'odwdzięczyć'!
Pytanie, czy upór dla oponentów, lub konsekwencja dla zwolenników, faktycznie zadziała. Moje proroctwo odnośnie meczu z Grekami 'zniweczył' Przemek Tytoń, z Rosją wieszczyłem "cud na Wisłą" i pozostanę w tym konsekwentny, niestety z większym nastawieniem na współudział sił nadprzyrodzonych. Troszkę truchleję mając przed oczyma szybkość mołodców w zestawieniu z dynamiką naszej defensywy, ale ... nie mam tez wątpliwości, że Moskalom bramki możemy ładować. Pierwsza połowa turniejowej inauguracji mimo wszystko to pokazała.
Taka jeszcze uwaga. Obejmując kadrę Smuda odżegnywał się od powoływania "farbowanych lisów", później diametralnie zmienił zdanie, moim zdaniem nie uczynił tak tylko i wyłącznie z pokładanej wiary w większe umiejetności narodowych stranieri. Powołując ich Pan Franciszek ma pewność, że jemu nie podskoczą, są zależni właśnie od niego, jego autorytetu podważać nie będą, choćby żartując z werbalnych wpadek, niedoskonałości w posługiwaniu językiem polskim. Trener w obronie swojego autorytetu wykluczył Żewłakowa i Boruca, być może słusznie, a z całą pewnością miał do tego prawo, ale rozliczany będzie z efektu jaki osiągnie. Wydaje sie, że jest zafiksowany na swoich wybrańcach, zmianę koncepcji personalnych odbierałby jako porażkę, przyznanie się do błędu, a przy tym chyba faktycznie wizja ewentualnej porażki go paraliżuje.
Jeżeli Szczęsny ponosi karę, to współwinym osłabienia drużyny i sprokurowania karnego jest Boenisch, to on złamał i nie utrzymał linii obrony, z jego strefy poszła centra zamieniona na bramkę, to lewa flanka ewidentnie szwankowała. Zastanawiam się co zadecydowało, że Boenisch wygrał rywalizację z Wawrzyniakiem. Naszego Rumianego znamy doskonale, również pod względem sadzenia baboli, spektakularnych wtop, nieuzasadnionego gapiostwa, ale tego w tej chwili nie można wykluczyć i w odniesieniu do byłego (?) piłkarza Werderu. Za to legionista zdecydowanie przeważa i pod względem ogrania, czucia piłki i dyspozycji fizycznej, tak musi być jeżeli ktos w sezonie rozgrywa 50 spotkań, a ktoś inny mniej niz palców u jednej ręki. Nie chcę w Boenischu szukać kozła ofiarnego, ale wykazać że Smuda wyrządza szkodę i Wawrzyniakowi i Boenischowi i reprezentacji. Owszem może być przekonany o większym potencjale piłkarza z Bundesligi, mógłbym się nawet z tym zgodzić, jak również ze stwierdzeniem, że z każdym meczem jego dyspozycja powinna wzrastać, tylko że to jest ryzyko, które w meczu z Grekami się nie opłaciło i to samo może mieć miejsce w kolejnych spotkaniach. Może odpali, zrobi rajd, strzeli bramkę, zaliczy asystę, ale czy Euro jest turniejem testowym do dochodzenia do formy? W przypadku porażek Boenisch bedzie kozłem ofiarnym złożonym na ołtarzu Euro, a po rozegranej w pełnym wymiarze rundzie jesiennej, w przyszłym roku w eliminacjach Mistrzostw Świata, być może mógłby być w kadrze debeściakiem.
Smuda jest zafiksowany na swoich wyborach, odniesie sukces, będzie uważał siebie za godnego do namaszczenia na "narodowego futbolowego patriarchę", poniesie porażkę nic go nie uchroni, etykietka "Dyzmy" przylgnie i może już zabraknąć sposobności, żeby ją odkleić.
Dobrze prawisz
Będziecie teraz wieszać na mnie psy i wcale nie będę miał o to żalu bo może i piszę bzdury jak mało który
W sporcie nie lubię politycznych zaszłości, ale podtekstów nie da się uniknąć taka historia obu narodów.
Taktyka na Rosję powinna być prosta, autobus + kontra, ale Smuda zawsze puszcza swoją "chabetę" sprintem, pomóc może nam też sauna narodowa ważne, żeby tylko tego dachu nie otwierali, skoro tak lamentują, że duchota - szans do weryfikacji niestety nie miałem, może Rosjan to trochę zgasi.
Dla przeciwwagi, pamiętajmy że przy zwycięstwie nad Rosją może się zdarzyć tak, że we wtorek będziemy już jedną nogą w kolejnej rundzie
Oby nie było do tego okazji!
Byc może Boenisch we wtorek strzeli gola, a Wawrzyniak wpuszczony na boisko po raz któryś tam, wykazałby sie gapiostwem we własnym polu karnym, nie zmieni to mojego poglądu, że decyzja Smudy dla mnie była i jest bardzo kontrowersyjna, szukajac łagodnego określenia - ryzykowna.
Boenisch wczoraj w defensywie raził niepewnością, zwyczajny brak ogrania na poziomie ligowym.
A oprócz tego wiara w „cuda nad Wisłą” obowiązuje i niech kibic Senator defetyzmu nie sieje. Obojętnie jak Rosjanie zagrają z nami, jakoś powątpiewam by drużyna zaczynająca turniej z wysokiego „C” w ten sam sposób go zakończyła.
- "Wawrzyniak może popełniłby mniej błędów z tyłu, ale z przodu byłaby już kompletna pustka i plaża."
Hmm, dość dziwne założenie. Z reguły Kuba Wawrzyniak był kojarzony odwrotnie. Zdecydowanie za bardzo do przodu a za mało koncentracji z tyłu. Mało tego, uważam że para "Wawrzyn" - "Ryba" mogłaby być jakąś przeciwwagą dla pary Piszczek - "Błaszczu". Być może ubogim, ale jednak zawsze.
........
Generalnie pełna zgoda z iocosus-em, nie roztrząsając kwestii zawalenia lub nie w "sytuacji bramkowej", moim zdaniem Boenisch należał do najsłabszych ogniw naszego zespołu. Ogrywany był niemiłosiernie, dodatkowo sam popełniał głupie błędy i niepotrzebne faule (pomimo świadomości zagrożenia jakim te miały być w wykonaniu Greków). Facet ma problemy z wydolnością, a o przyspieszeniu nie ma co marzyć (całe szczęście jest wielki, więc te długie nogi nieco niwelują problem braku szybkości). Co gorsza Sebastian technicznie też ma ogromne problemy, przyjęcie piłki w jego wykonaniu to sztuka dość osobliwa. Nie wiem w jakiej formie jest Wawrzyniak, ale postawienie akurat na byłego piłkarza Werderu (w tej formie) jest dla mnie nie do końca zrozumiałe.
w kategoriach cudów pełna zgoda reszta jednak mnie nie przekonuje, a trójka z Dortmundu już w pierwszym Meczu mnie zaczęła irytowac grając sama. Defetyzmu też nie sieje, bo awansujemy wygrywając z Czechami, którzy z Grekami na bank nie przegrają.
Słuchaj senatorski „defetysto”
W jednym się zgadzamy, obaj będziemy trzymali kciuki za Czechów w konfrontacji z Grekami, mam nadzieję, że to ci dużo mówi
Jak Rosjanie zagrają z taką samą skutecznością jak Oranje z Duńczykami do 62 minuty meczu, to wszystko jest możliwe, to jest piłka nożna!
Duńczycy wygrali w pełni zasłużenie, nawet za nisko (gdyby mieli na prawej obronie Piszczka - lub kogokolwiek mającego pojęcie o dośrodkowywaniu piłki - goli byłoby kilka razy więcej). Wreszcie objawił się na mistrzostwach dobry lewy obrońca (Poulsen), moim zdaniem obok strzelca bramki i Sneijdera najlepszy na placu.
W kwestii bramkarzy jeszcze - ja na początku stosunek do historii "Szczęsny jr w kadrze" miałem wybitnie chłodny. Jeśli bardzo chcesz, mogę Ci nawet odgrzebać odnośny tekścik
Ale z drugiej strony, nie należy też np. takiego Szczęsnego grzebać żywcem. Ok, Wojtuś spier**lił wczorajszy mecz. Wypada mieć nadzieję, że i z tej wtopy, i kilku wcześniejszych, arsenalskich, wyciągnie naukę. Wtedy możemy mieć (i Kanonierzy tyż
@ wszyscy:
W kwestii "Boenisch vs. Wawrzyniak" - wybaczcie, panowie, ale mam wrażenie, że niesie Was trochę legijny szowinizm
Co do rozważań o ogólnych szansach - znalazłem wczoraj gdzieś w necie (zabij, a nie pomnę gdzie) taką wypowiedź (cytat na pewno b. niedokładny, ale sens +/- ten sam): wymagamy od piłkarzy, by do ostatniego gwizdka grali z wiarą w sukces. Dajmy z siebie to samo.
I już zupełnie ode mnie: w przeciwieństwie do poprzednich trzech wielkich turniejów, w jakich braliśmy udział w bieżącym stuleciu, po pierwszym meczu mamy na koncie punkt. OK, mogliśmy, powinniśmy mieć trzy. Ale mamy jeden. Dzięki niemu wszystko wciąż w nogach (i głowach) naszych chłopaków. Euro trwa i nic jeszcze nie zostało stracone.
Albiceleste w kibicowskiej wierze w niezłomnym trzymaniu kciuków za reprę jesteśmy zgodni, ale tyś zdziebko wiekszy optymista ode mnie. Jeżeli lewa flanka obrony jest nasza piętą achilesową, to by znaczyło, że w innych miejscach jesteśmy niezłomni i niezniszczalni, a to trochę karkołomna opinia.
Zgadzam się, że wystawienie Wawrzyniaka niesie ze sobą ryzyko, mnie bardziej ciekawi czym kieruje się Smuda decydujac się na podjęcie ryzyka związanego z desygnowaniem na murawę Boenischa. Moim zdaniem racjonalne argumenty raczej przemawiały za Rumianym, ale Smuda mając tego świadomość, wybiera własną intuicję, własny trenerski nos, przeświadczenie. Gdy raz je nabędzie, ugruntuje, jest w tym, jedni życzliwi napiszą konsekwentny, drudzy złośliwi określą, jak osioł uparty. "Nos" Pana Franciszka nie zawodził, poda na to dowody, również w imię tej trenerskiej intuicji Smuda w zasadzie przez narodowa aklamację został na selekcjonera wybrany. Ja nie neguje prawa do własnych wyborów, podejmowania takiego, a nie innego ryzyka, w przypadku Smudy pojawia się jednak sytuacja, że zawierzając własnemu "nosowi", wbrew powszechnie panującym opiniom, gdy przeczucie trenerskie zawiedzie, to Franz w swoich tłumaczeniach staje się raczej bezbronny, nieporadny, w obliczu krytyki reagujący nerwowo i arogancko.
Odwrotna sytuacja, gdyby wybór na przekór dziennikarskim i kibicowskim głosom jednak się potwierdził, czyli na przykład Boenisch strzela Ruskim decydującą o zwycięstwie bramkę, charyzma trenera dokonujacego wyborów pod wpływem wewnętrznego natchnienia, zaczęłaby wzlatywać powyżej wierzchołka daru Stalina. Triumfujący Smuda, na którego spływa łaska futbolowej opatrzności to patriarcha, który może rzec wszelkim swoim krytykantom: "Co wy k....a wiecie o futbolu!"
Dlatego zakładam, że Smuda swoim koncepcjom, personalnym rozwiazaniom pozostanie wierny, jeżeli 'nos' go nie zawiedzie duma i przekonanie o własnym piłkarskim natchnieniu, będzie go rozpierała, w przypadku porażki, rogoryczeni i w swych nadziejach zawiedzeni w dezawuowaniu nie pozostawią na nim suchej nitki.
Jako 'medialnego frustrata' krzyczącego o Magierze widziałem Hajtę, Albiceleste czyżbyś zmieniał pozytywne o nim zdanie?
Pełna zgoda odnośnie docenienia wartości tego jednego punktu zdobytego w inauguracji, mogło go nie być. Przy tym, moim zdaniem gry z pierwszej połowy na arenie europejskiej nie musimy sie wstydzić, to nie był jakis archaiczny, pozbawiony dynamiki i pomysłu na grę futbol.
Wiem, prawda boli. Przepraszam, mogłem to ująć jakoś delikatniej
A poważniej: OK, ten nasz reprezentacyjny Achilles generalnie słabo przypomina herosa. Tu i ówdzie wygląda niby dobrze, bardzo dobrze nawet, ale w innych miejscach prezentuje się średnio, czy zgoła mizernie. Jakby jednak na to nie patrzeć, jego lewa pięta w chwili obecnej (i od dosyć dawna) jest po prostu najsłabszym ogniwem. Bez względu na to, czy uosabia ją Boenisch (w bieżącej dyspozycji), Wawrzyniak, Magiera, Lisowski, czy ktokolwiek inny. Stąd dywagacje o tym, że gdyby nieogranego Sebastiana zastąpił np. Jakub, to byłoby och-ach-jakże wspaniale, uważam za deczko bezsensowne.
Smuda przez całą karierę był trenerskim naturszczykiem. Swoje decyzje argumentował niezbijalnym "bo tak i ch..!", zaś na krytykę reagował alergicznie. To jest Franz. Taki Franz odnosił sukcesy w Widzewie, Wiśle i Lechu. Taki Franz objął dwa i pół roku temu stery reprezentacji. Skąd zatem oczekiwania, że on się specjalnie na Euro zmieni? I po co miałby to robić?
Co do krytykantów i "oceniaczy" selekcjonera (w tym nas
Hajto zawsze wydawał mi się deko niezrównoważony. Nie przeszkadzało mi to bardzo cenić go jako piłkarza. I nie przeszkadza trzymać kciuki za rozwój jego kariery szkoleniowej
Wstydzić, myślę, nie musimy się niczego. Przejrzałem sobie wczoraj reakcje zagramanicznych mediów na mecz otwarcia. W większości naprawdę entuzjastyczne. Wygląda na to, że piszą nas znacznie lepiej, niż my sami siebie widzimy
Im bliżej było do naszego meczu z Achajami tym bardziej wypełniało się treścią stare powiedzenie ś.p. Pana Kazimierza Górskiego, że: "Mecz można wygrać, przegrać albo zremisować". Oznacza ono, że wyniku przed rozpoczęciem meczu nie należy przesądzać, ale też każdy przed meczem wierzy, że to jego będzie na wierzchu. Tuż przed meczem zapomnieliśmy o rankingach FIFA, o tym, ze cieszyliśmy się niedawno, iż los dał nam szansę, że mamy tylko 4 zawodników na średnim europejskim poziomie. Prawie uwierzyliśmy, że naszych obowiązkiem jest z Grekami wygrać.
Pierwsza połowa zdała się tę prawie pewność potwierdzać, lecz mecz trwa 2 razy po 45 minut. Moim zdaniem rozegraliśmy zupełnie dobre spotkanie. W pierwszej połowie znacznie ponad aktualne możliwości, zaś w drugiej nieznacznie poniżej. Tego dnia nie byliśmy w stanie wytrzymać przez cały mecz tej szybkości jaką sobie narzuciliśmy od początku meczu. Biorąc pod uwagę to co nam przekazywano to system przygotowań zakładał, ze forma będzie rosnąć i nie będzie najwyższa na pierwszy mecz. Jestem spokojny, że już w meczu z Rosjanami pod tym względem będzie lepiej. Na marginesie dodam, że nie rozumiem jak "Kowal" może takie idiotyzmy wygadywać, że on nie rozumie po co te ciężary. Ja nie rozumiem jak taki dyletant w ogóle bierze się za komentowanie piłki. Można czegoś nie wiedzieć, ale można przeczytać, albo zapytać się tych co wiedzą. Chwalić się zaś nieuctwem nie przystoi.
Otóż w piłce nożnej z opóżnieniem przejmowano niektóre metody treningowe z lekkiej atletyki, najpierw interwał /trening wytrzymałości/, a ostatnio trenowanie siły /poprawa szybkości/. Trening siłowy wziął się ze znajomości funkcji mięśni i wiedzy, że za szybkość odpowiada mięsień czworogłowy uda. W biegu na 100m mężczyzn przez wiele lat nie można było przełamać bariery 10,00 sek i dopiero to "odkrycie" zrewolucjonizowało sprint. Nawet do tego stopnia, że aby przyśpieszyć rozwój tego mięśnia stosowano sterydy /przykład Bena Johnsona z Olimpiady w Seulu jest tu znamienny/. Więc praca nad tym mięśniem jest rzeczą absolutnie normalną i stosowaną przez wszystkich. Nie byliśmy natomiast jeszcze gotowi z tzw. świeżością, a frontalny atak wziął się z nadmiernego pobudzenia motywacyjnego.
Organizmu nie da się oszukać na dłuższą metę więc w 2 połowie drużyna siadła. Niestety w meczu widać było braki w organizacji gry do których należy zaliczyć w kolejności: 1. Nieumiejętność utrzymania skróconego pola gry pod naporem rywala. Gdy przeciwnik atakuje nasza obrona cofa się w panice na własne pole karne zostawiając wolne pole pomiędzy nią, a drugą linią. Sygnał do tej rejterady daje Wasilewski. 2. Kiepska współpraca bocznych obrońców i bocznych pomocników. Trener Smuda nie potrafił tego wypracować. Liczył na duety: Rybus-Wawrzyniak i Błaszczykowski-Piszczek zgrane w swoich klubach. Ale reprezentacja gra inaczej niż Legia i Borussia i wypadł Wawrzyniak. W Borussii Piszczek chodzi do przodu nawet przed Kubę, ale tam jego rolę w asekuracji przejmuje defensywny pomocnik. Natomiast w Legii Wawrzyniak był pod bramką rywali tylko kiedy Legia grając w ataku pozycyjnym zmusiła przeciwników do wycofania wszystkich sił do strefy obrony. Natomiast grając z Boenischem Rybus jest zagubiony, gdyż ten atakuje bez ładu i składu, gdy na to ma ochotę, a nie wtedy gdy sytuacja taktyczna tego wymaga.
W ogóle u Boenischa występuje to o czym pisze prof. Chmura, a mianowicie po długiej przerwie w grze meczowej zawodnik ma problem analityczno-decyzyjny. Dodatkowo Błaszczykowski nie gra jako prawe skrzydło, ale jako podawacz piłki wyłącznie do Lewandowskiego. W drugiej połowie, gdy Robert dostał plastra te piłki były marnowane. 3. Brak antidotum na zagrania piłek przez rywali z boku boiska do środka. Ani boczni nie blokują, ani pomocnicy nie przejmują tych piłek. Wygląda tak jak byśmy potrafili nieżle organizować grę w pionie, a już w poziomie nie. I kwestia ostatnia. Wielu domagało się zmian w składzie w 2 połowie. W TVN toczyła się rozmowa na ten temat pomiędzy Maciejem Szczęsnym a Janem Urbanem. Szczęsny atakował Smudę, że żle przygotował, ze powinien zmienić, wymienić. Nie chcę tego komentować, bo słowa same się cisną i nie są one cenzuralne. Zaś Urban mówił, ze trener wie co każdy zawodnik potrafi i jakiej jest formie. Zmiany powinny być dokonywane, aby poprawić grę, a nie dla zmian. Podał przykład zdjęcia Mullera przez trenera w finale LM i jak to się skończyło. Ja w pełni popieram Smudę i Urbana.
Przestańmy się oszukiwać,że na ławie mamy tuzy futbolu. W drużynie mamy 4 dobrych zawodników i 7 słabszych /oni stanowią wyjściowy skład/, zaś bardzo słabi lub jeszcze niegotowi na wyzwanie jakim jest EURO siedzą na ławie. Każda zmiana w podstawowym składzie /poza Szczęsnym, o którym kiedyś pisałem, że jeszcze mniej umie od Boruca, a za to jest popędliwym młodzianem bez doświadczenia i może tylko szkody narobić/ będzie zmianą na gorsze. Zmienić należy tylko jak podstawowy zawodnik złamie nogę albo padnie bez sił lub psychika mu siądzie.
I jeszcze o zespole Rosji. Widziałem ich mecze eliminacyjne i sparingi. Nie poznaję Sbornej. Zapewne ich nie doceniłem. Zaskoczyli mnie i Czechów doskonałą arytmią gry i konsekwencją taktyczną w ataku. Dotychczas nie umieli trzymać głębi ataku i wszyscy pchali się w strefę obrony rywali, gdzie byli dość łatwi do pokrycia. Inna sprawa, że Czesi nie odpowiedzieli głębią obrony co trafnie w analizie wykazał Jacek Gmoch. Mamy 3 dni, aby wdrożyć środki zaradcze. Chyba, że przyszykowali jeszcze inne niespodzianki.
I jeszcze o atmosferze wokół EURO. Osobiście doznałem szoku na stare lata. Moja osobista małżonka, która w ogóle nie interesowała się sportem tzn. meczów nie oglądała, wyników znać nie chciała i obśmiewała moją pasję na każdym kroku teraz flagi zakupiła z własnej nieprzymuszonej woli i samochód i balkon nimi ozdobiła i mecze ogląda i komentuje. A przeżyła mecz nasz z Grekami chyba bardziej niż syn. Mówi, ze teraz nie można inaczej tylko tak.