- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem. Jaki tener jest potrzebny piłkarzom? cz. 2
W poprzednim wpisie omówiłem zasadnicze zręby przygotowania motorycznego piłkarza. Lecz piłka nożna to jeszcze technika, psychika i taktyka. Na wiosnę napisałem o technice tekst "Zezem. O kopaniu i bieganiu" i o mentalności "Zezem. Po pierwsze głowa". Tam zawartych uwag powtarzał nie będę.
Niemniej widzę potrzebę ich rozszerzenia w kontekście tematu niniejszych rozważań. Technika opanowania piłki jest tym elementem, dzięki któremu piłkarze najmocniej zapisują się w pamięci kibiców. Wielcy piłkarze opanowali tę rzadką sztukę wybierania z arsenału własnych umiejętności określonych, skutecznych działań i stosowania ich w czasie gry. Przed meczem w czerwcu 1968 roku piłkarze Brazylii /wygrali z nami 6:3/ pokazywali sztuczki, jakich u nas nikt, poza Brychczym i Korzeniowskim, nie potrafił wykonać. Sceptycy powiadali, że te zagrania określały jedynie predyspozycje ruchowe zawodnika i możliwości rozluźniania mięśni, bowiem hołdowali oni, jak np. Jacek Gmoch, definicji techniki sportowej prof. dr Kazimierza Fidelusa jako "sposobu wykonania zadania ruchowego wyznaczonego przez taktykę, uwzględniającego poziom rozwoju cech motorycznych i psychicznych". Większość trenerów wie, że dobre opanowanie techniki pozwala na wykonanie zadań ze znacznie mniejszym wysiłkiem. Widać to zwłaszcza w końcówkach meczów, kiedy wskutek procesów zmęczeniowych obniża się efektywność działań, szczególnie u tzw. 'drewienek'. Wspomnieć w tym miejscu należy o pojęciu tzw. techniki użytkowej, które oznacza, że inną techniką ma dysponować piłkarz grający na określonej pozycji, np. środkowy obrońca i boczny, skrzydłowy itd. Zastosowanie techniki w grze o stawkę było zawsze trudne. Większość z nas nie pamięta tych czasów, w których brylowali tacy technicy jak di Stefano, Puskas czy Pele. Ośmiela się twierdzić, że w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych wybitni technicy mieli łatwiej, gdyż nie musieli brać udziału we wszystkich działaniach swoich drużyn. Dziś jest dużo trudniej, bowiem małe odległości pomiędzy graczami powodują, że bajeczne popisy indywidualne działają paradoksalnie na korzyść przeciwnika, gdyż pozwalają na cofnięcie się do obrony, odbiór piłki i szybki atak. W tych warunkach radzą sobie tylko wirtuozi. O pewnej słabości naszej piłki świadczy fakt, że są u nas defensorzy, którzy niejako wyspecjalizowali się w wyczekiwaniu na błąd techniczny rywala,zwłaszcza przy przy przyjęciu piłki, ale i jej podawaniu. Inną ułomnością techniczną jaką obserwujemy jest brak strzału i odpowiednio podania /w Legii np. Ojamaa/. Polega to na tym, że technika uderzenia piłki wymaga usztywnienia stawu skokowego w momencie styku stopy z piłką. Jak tego nawyku nie wykształcono, takie kopnięcie nie będzie ani silne, ani celne. Drugim negatywnym nawykiem jest brak usztywnienia odcinka szyjnego kręgosłupa poprzez podniesienie głowy w momencie oddawania strzału przez co piłka leci za wysoko. Tu też musi być wykształcony nawyk przyciskania brody do klatki piersiowej w takim momencie.
Techniki powinno się uczyć we wczesnej młodości. I powinni to robić najlepsi szkoleniowcy, głównie byli świetni zawodnicy. Ale niestety tak nie jest, też z tego powodu, że płace do takiej roboty nie zachęcają. Aby nawyki techniczne pozostały na stałe, musi musi być stały kontakt z piłką, najlepiej przez cały rok. Wykształciła się nawet taka metoda kształtowania motoryki. Nie jest natomiast prawdą,że do wykształcenia wysokiej techniki niezbędne są boiska równe jak stoły. Taki Pan Lucjan Brychczy, niedościgły technik, uczył się jej na hałdach. Można zaryzykować wręcz twierdzenie, że im lepszy technicznie zaawansowany zawodnik, tym w trudniejszych warunkach terenowych ja wyćwiczył. Równe boiska dają szansę na opanowanie techniki przyjęcia piłki, zwodu, dryblingu, strzału itp. nie tylko przez najbardziej uzdolnionych. Pozwalają też na zwiększenie płynności gry oraz szybsze rozgrywanie akcji.
Inna trudność polega na tym, że na zupełnie wstępnym etapie musimy nauczyć adepta zachowań technicznych, które tak naprawdę będą użyteczne dopiero za kilka lat. Na szczęście od lat wypracowano swoiste, powtarzalne elementy szkolenia, swego rodzaju alfabet. Od wielu lat kanonem stało się szkolenie najmłodszych w klubie na boiskach, a nie samouctwo na podwórku. Rozwój techniczny musi być skorelowany z postępem w przygotowaniu motorycznym, głównie siłowo-szybkościowym. Na tzw. podwórku kształtuje się głównie technikę statyczną. Do tego boisko pozwala na wyrobienie wyobraźni przestrzennej oraz związane z tym wybieranie zagrań piłki na dalsze odległości. Ja nie mogę odżałować, że Marcin Mięciel za późno trafił do klubu i nigdy tej wyobraźni w sobie nie wyrobił. Częstą słabością świetnych techników wynikającą ze zbyt długiego grania ze słabszymi rówieśnikami jest ich natychmiastowe wchodzenie w drybling po przyjęciu piłki. Ogranicza to ich przydatność w dorosłej piłce do gry zespołowej. Potrzeba czasu np. u Rybusa, aby wyzbyli tego nawyku.
Powiada się, że techniki uczy się prze całe piłkarskie życie. Ja tego poglądu nie podzielam. Są bowiem zawodnicy np. młodzi piłkarze Legii, którzy nauk już nie potrzebują, bo są świetnie wyszkoleni. Mają problemy z wytrzymałością, siłą, taktyką decyzyjnością, zespołowym współdziałaniem, ale nie z techniką. Natomiast ci, którzy mają z tym problemy w niektórych aspektach muszą braki eliminować w ramach tzw. dodatkowych zajęć własnych, bowiem w zespole z europejskimi aspiracjami, zawodników mających problemy np. z przyjęciem piłki być nie może.
Z kolei trening mentalny to dziś jedno z głównych zadań trenera. W pewnym okresie usiłowano do sztabów szkoleniowych dokooptowywać psychologów, lecz to egzaminu nie zdało, gdyż w gabinecie nie da się odtworzyć emocji towarzyszących samej grze. Należy przy tym mieć świadomość, że nadal w teorii i praktyce nierozstrzygnięty jest dylemat pomiędzy teorią twórcy definicji stresu prof. dr. Hansem Selyem, z jej konsekwencjami, a tymi, którzy mają zdanie odmienne jak np. w Polsce prof. dr. Ireneusz Malarecki. Prof. Sely twierdzi, że "stres jest nieswoistą reakcją organizmu na wszelkie stawiane mu żądania", podkreślając, że "długotrwałe działanie jakiegoś bodźca na organizm wcześniej czy później prowadzi do załamania się mechanizmów adaptacyjnych i przyśpieszonego wyczerpania organizmu". Według Sely'ego reakcja nieswoista związana jest z mechanizmami neuroendoktrynologicznymi /międzymózgowo-przysadkowymi/ i wiele obserwacji naukowych wykazało, że wstrząsy emocjonalne potrafią zachwiać całym mechanizmem obronnym organizmu. Odmienny pogląd prezentuje prof.Malarecki, który pisze, iż "W świetle teorii stresu Selyego człowiek ma skończone możliwości adaptacyjne i istnieje obawa,że intensywny trening i uczestnictwo w zawodach może te możliwości nadmiernie wyeksploatować. Teoria stresu w rozpatrywanym aspekcie oddziaływania systematycznego treningu na organizm nie uwzględnia potencjalnych możliwości kompensacyjnych ustroju, dzięki którym przystosowanie adekwatnych do obciążenia przerw wypoczynkowych prowadzi nie tylko do pełnej odnowy organizmu, ale również do odnowy z 'nadwyżką', to jest superkompensacji. W związku z tym racjonalny trening umożliwia nie tylko racjonalne wyrównanie strat energii przystosowania, ale również jej przyrost". Istotą tego sporu było to czy należy przeciwdziałać stresowi czy też oswajać z nim sportowców. Chodziło o to, aby związany z emocjami grających mecze ludzi stres okiełznać tak, aby nie był on czynnikiem paraliżującym.
Współcześnie wielu trenerów, zwłaszcza z tzw. wyższej półki stara się łączyć dwie metody i dwa rozwiązania tego samego zjawiska. Z jednej strony wpajają poprzez taktykę elementy treningu mentalnego, a z drugiej biorą niejako stres na siebie zdejmując go z zawodników np. po przegranych meczach. Równocześnie dokonując wzmacniania pewności siebie graczy.
Jest to zadanie o tyle trudne, że trener też jest narażony na stres i on też musi wyrobić w sobie mechanizmy kompensacyjne. Zawsze jednak nadmierna i często nieuzasadniona presja nie jest czynnikiem sprawczym motywującym, zaś często stanowi czynnik destrukcyjny. Szczególnie jest to szkodliwe, gdy jest elementem interakcji pomiędzy członkami klubu na wszystkich jego szczeblach.


W swoim "piłkarskim" życiu miałem styczność z wieloma trenerami, wśród których byli zarówno tzw łagodni, jak i zamordyści.
Z doświadczenia wiem, że złotego środka nie ma, ale podejmowanie polemiki z perspektywy lat, w których grałem, to tak jakbym chciał przekonywać "co powinny jeść dinozaury, aby nie wyginąć"
Inne czasy, uwarunkowania, dyscypliny i przede wszystkim pieniądze.
Pokuszę się o komentarz, na zasadzie dookreślenia jak samemu w szczegółach interpretuję pewne sformułowania, zagadnienia.
„technika użytkowa” – dla mnie różnica jest taka, że można być mistrzem w panowaniu nad futbolówką, w operowaniu, żonglowaniu piłką, jej podbijaniu każdą częścią ciała, trafianiu w poprzeczkę z linii pola karnego 10/10, a na boisku, w meczu, pożytek z tego jest i tak znikomy. O kimś takim powiem, napiszę, że „techniki użytkowej” mu brak, może z kogoś takiego i sztukmistrz-cyrkowiec, ale nie wyśmienity piłkarz, bo brak mu jeszcze balansu, przyspieszenia, zwrotności, szybkości reakcji, dynamiki zwodu, orientacji w polu, itd. itp.
„Od wielu lat kanonem stało się szkolenie najmłodszych w klubie na boiskach, a nie samouctwo na podwórku.” – samouctwa na podwórku już nie ma, zniknęło. Kiedyś gra w gałę, była dla młodych chłopaków sposobem na spędzanie czasu, posiadała i funkcję integracyjną i motywacyjną, ambicjonalną wśród dzieciarni. Kto dobrze pomykał z piłką przy nodze, miał poważanie w grupie rówieśniczej, wśród kolegów. Postawię tezę, mało odkrywczą, że to było podstawą polskich piłkarskich sukcesów z lat 70, początku 80. Masowość uprawiania z tego można było przebierać już do kwalifikowanego futbolu. To się skończyło, a kwalifikowany futbol dostał na dodatek ekonomicznej zadyszki przy transformacjach ustrojowych. Dlatego „szkolenie dzieciarni” jest tak cholernie obecnie ważne, akademie, „przedszkola piłkarskie” muszą spełniać tą rolę, którą kiedyś pełniło „podwórko”. Na nim też był świetny trening, "kwadraty", siatkonoga przez ławki, gra na te ławki jako bramki na małym asfaltowym placu 2 na 2 lub 3 na 3 bez bramkarza. To była zabawa, naturalna forma spędzania czasu na równi z oglądaniem ‘czterech pancernych’. Na podwórku 14-latek trenujący w klubie wcale nie musiał być najlepszym, najszybszym, najlepiej się kiwającym i strzelającym najwięcej goli w grupie swoich rówieśników.
„trening mentalny to dziś jedno z głównych zadań trenera. W pewnym okresie usiłowano do sztabów szkoleniowych dokooptowywać psychologów, lecz to egzaminu nie zdało” – zgoda, w tym sensie, że to trener powinien lub nawet musi być psychologiem. „Psychologiem” w znaczeniu umiejętności obserwacji i znajomości ludzkich charakterów i sposobów zachowań i na tej podstawie wyciągania wniosków i podejmowania optymalnych decyzji. Pod tym względem czasem „naturszczyk” może się okazać kimś dużo lepszym od jakiegoś „dyplomowanego” fachowca, ale kwestie psychologiczne, również z kierunku psychologii społecznej, z zasad funkcjonowania grupy, winny stanowić jeden z podstawowych, niezbędnych kierunków szkolenia trenerów sportowych. Trener z licencją z najwyższego poziomu powinien posiadać wiedzę, żeby poprowadzić nie tylko trening piłkarski, ale i integracyjno-motywacyjne zajęcia grupowe w dowolnej poważnej firmie, korporacji. Krzyk „golimy frajerów” do tego nie wystarczy.
„stres” – psychologia to młoda dziedzina nauki, która cały czas się kształtuje. Z uporem będę podkreślał że jedenastu piłkarzy wybiegających na boisko, może różnie reagować na te same bodźce zewnętrzne. Napięcie emocjonalne jednego może stymulować, a drugiego paraliżować, kwestia żeby znać takie wewnętrzne mechanizmy i zgodnie z taką wiedzą umiejętnie postępować.
„trener też jest narażony na stres i on też musi wyrobić w sobie mechanizmy kompensacyjne” – bardzo słuszna uwaga, trener bazujący na własnym doświadczeniu i na tej podstawie wychodzący z założenia, że to co było lub ciągle jest dobre dla niego, w odpowiedni pozytywny sposób właśnie jego stymuluje, koncentruje na zadaniu i chce to przenieść na podopiecznych, może trafić kulą w płot, mając doczynienia z zawodnikami o innym niż trener typie osobowości i temperamentu.
Dzięki za trafne, własne refleksje.Więc gwoli pogłębienia zagadnienia to w felietonie :"Po pierwsze głowa" wskazałem na rys historyczny w którym dochodziło do styku piłki nożnej z psychologią. Na pewnym etapie wytworzyła się specjalizacja pod nazwą psychologia sportu.Ona to sprecyzowała cele treningu mentalnego, środki i metody jego skuteczności.Przypomnieć wypada,że dr Parzelski - psycholog sportu pracował w Legii od jesieni 2008 roku do maja 2010 roku, prawie za całej kadencji trenera Urbana.Uważał on,że psycholog to nie karetka pogotowia, ani straż pożarna i że trzeba pracy długofalowej.Wskazywał zawodnikom,aby się mediami nie przejmowali, bo one nie wyznaczają ich wartości i że lepiej oprzeć się na słowach trenera.Jak został zatrudniony Legia zaczęła wygrywać a on sam stał się ulubieńcem mediów i to jemu przypisywano wygrywanie meczów.Pamiętamy jak w 2010 roku kończył Urban i jak jeszcze gorzej radził sobie Białas. Wtedy obwiniano trenerów.O psychologu jakby zapomniano,zasłużył na ordery za "sukcesy", zaś szkodził kto inny i to on dostał kopa. Trener Urban doszedł do wniosku,że psycholog ani ziębił, ani grzał i jak by go nie było to też by gorzej nie było.
Trener Skorża do sztabu psychologa nie doprosił.
Natomiast furorę robił Paweł Habrat - psycholog pracujący z trenerem Stokowcem w Polonii i w następnych klubach, ale też został doproszony przez trenera Smudę do sztabu kadry na EURO 2012.Wielu mówi,że EURO przegraliśmy w głowach, ale to pewno plotki
Prezes Leśnodorski namawiał trenera Urbana na zatrudnienie psychologa sportu w sztabie, na co ten kategorycznie odmawiał, twierdząc,że na papierze to to co oni robią wygląda obiecująco, ale skutek zabiegów jest żaden, albo ujemny.Kompromisowo podjęto współpracę z Agencją Motywacyjną propagującą w Polsce metodę "Mental Win" rozwijającą siłę i odporność psychiczną / tak w reklamie/.Tylko ,że ta metoda wymyślona w Anglii i rekomendowana przez zupełnie nieznany Brytyjski Instytut Liderów Biznesu i Menedżerów opierała się o wyniki testu MTQ48. Test ten zawierał cztery zagadnienia : podejście do wymagań, kontrola siebie i swego wpływu na otoczenie, zaangażowanie i pewność siebie. Wszystko dla mendedżmentu . W programie były 2 sesje grupowe po 3 godziny i 2 sesje indywidualne po 2 godziny. Zorganizowano jedną sesję grupową, bo reszta miała być dobrowolna.Oczywiście nikt nie przyszedł,no może poza Michałem Żewłakowem, którego gdzieś w pobliżu widziano
Bo test trzeba dostosować do odbiorców, nakreślić do czego ma służyć i umieć go opisać co wymaga pogłębionej wiedzy fachowej.A to co robili, z piłką i piłkarzami i ich problemami i ich kształtowaniem nie miało nic wspólnego.Trener Urban skomentował :" Kiedyś sam współpracowałem z psychologiem ,ale to nie są psycholodzy tylko jacyś motywatorzy. Ki diabeł?".Ja od zawsze wiedziałem,że podstawowymi narzędziami psychologów są obserwacja i eksperyment. Nie wykłady i nie pogaduchy, do diabła.
Nie należy się dziwić,że trener Berg o takich "psychologach" słyszeć nie chce, a i Prezes tym razem nie naciska.
Ja osobiście jestem za współpracą trenera z psychologami, gdyż powinni posiadać oni wypracowane metody rozwiązywania problemów w interakcjach pomiędzy ludżmi i należy z tego korzystać.Ale muszą to być fachowcy o sprawdzonych i sprawdzalnych kompetencjach, doświadczeniu i rzeczywistych osiągnięciach.Bo większość zna metody pracy indywidualnej, a piłka to gra i to zespołowa.
Przepraszam za opóżnioną reakcję,ale wczoraj miałem za dużo roboty i nawet Tu nie zajrzałem. a teraz oglądam mecz i wziąłem sobie trochę "wolnego". Robota nie wybiera, a właściwie to wybiera. Tych głupich. Przeglądam się w lustrze. Tak. To ja. Ukłony.
Zaniechaj przeprosin dzięki temu przynajmniej będę samemu miał śmiałość prosić o powszechną wyrozumiałość w tej kwestii.