- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- gawin76
Wariant pesymistyczny
Przygoda reprezentacji Polski z mistrzostwami Europy dobiegła końca. Wygląda na to, że z grubsza udała nam się organizacja turnieju, udała nam się atmosfera, udały stadiony. Nie udało się jedno - reprezentacja. Jeżeli dać wiarę popularnemu hasłu jednego ze sponsorów reprezentacji, głoszącego, że 'wszyscy jesteśmy drużyną narodową', to jej zdecydowanie najsłabszym ogniwem okazali się niestety piłkarze wraz ze sztabem szkoleniowym.
Wniosek to gorzki, ale innego być po prostu nie może. Już na kilka dni przed meczem z Czechami było oczywiste, że ekipa Smudy przejdzie do historii - bądź jak drużyna, która zrobiła spektakularny 'wynik', jakim w naszych warunkach byłoby bez wątpienia wyjście z grupy na mistrzowskiej imprezie, bądź jako przegrany z kretesem zespół, który nie potrafił pokonać żadnego z trzech dość przeciętnych rywali w trzech meczach rozegranych przed własną publicznością. Niestety, ziścił się wariant drugi.
Mecz z Czechami był meczem fatalnym. Zdecydowanie najgorszym meczem reprezentacji Smudy od czasu przegranej bez walki towarzyskiej potyczki z Włochami. Przypominał trochę pojedynek Korea - Polska na azjatyckich mistrzostwach świata. Dobrze zaczęliśmy mecz, stworzyliśmy kilka sytuacji, ale kiedy przeciwnik się pozbierał i zaczął grać swoją piłkę, w jednej chwili niemal przestaliśmy istnieć na boisku.
Czesi, czyli drużyna która pozwoliła się znokautować Rosjanom w inauguracyjnej potyczce podczas Euro, z której wyśmiewali się nawet rodzimi kibice, w której napastnikiem jest człowiek, którego fizyczna forma wydawała się być poniżej wszelkiej krytyki, z której wyrwano przed meczem z Polską ząb trzonowy w osobie Tomasa Rosickiego. Ci Czesi przez ostatnie piętnaście minut pierwszej połowy i całą drugą, po prostu wycierali nami podłogę. Właśnie tak - wycierali podłogę. Podeszli do nas bardzo blisko, będąc przy piłce grali z nami w dziada, będąc w defensywie błyskawicznie odbierali nam futbolówkę, wygrywali indywidualne pojedynki, zmuszali do nieustannych fauli. Byli szybsi, silniejsi, o niebo lepiej zorganizowani.
A my? Bezradni, zmęczeni, nie będący nadążyć za Czechami, nie potrafiący przetrzymać futbolówki, wymienić kilku podań, nie wspominając o oddaniu strzału na bramkę. Do tego fatalne, kompletnie nic nie wnoszące zmiany (Grosicki wyglądał na ochłap rzucony Szpakowskiemu i Juskowiakowi, którzy wywoływali 'Grosika' od początku turnieju), brak jakiegokolwiek mentalnego lidera kadry, (nie) dobrze znany z meczu z Grecją zupełny brak reakcji zespołu na niekorzystny dla nas obraz gry.
W tym najważniejszym momencie w życiu ekipy Smudy, w obliczu prawdopodobnie największego wyzwania przed jakim kiedykolwiek stanął polski futbol, my nie byliśmy gotowi na to, żeby cytując Polanskiego, 'nap...lać' przez 90 minut.
Nie było drużyny.
Szanse, które mieliśmy w pierwszej połowie. W tym miejscu dwie sprawy. Po pierwsze, wykorzystanie dowolnej z tych szans najprawdopodobniej niczego by nie zmieniło. Czesi wróciliby do gry identycznie jak uczynili to Grecy, raczej nie można mieć co do tego większych wątpliwości. Różnica w jakości gry obu drużyn była po prostu zbyt duża. Po drugie, mimo punktu pierwszego, którąś z tych szans należało wykorzystać. Wstrzyknąć sobie zastrzyk adrenaliny, Czechom - trującego jadu. Tymczasem wszystkie sytuacje zostały spartaczone w sposób najgorszy z możliwych - bez oddania celnego strzału na bramkę. Kolejno Lewandowski, Polanski, Boenisch. Trochę zbyt gorąca głowa, w efekcie drżąca noga i strzał lądował daleko poza światłem bramki. To nie był jednostkowy przypadek, ale niestety reguła. Aż tylu świetnych sytuacji zmarnować nie wolno, w futbolu to grzech śmiertelny, niewybaczalny. Nasza drużyna po prostu nie dorosła do tego meczu. Zabrakło nam rutyny, pewności siebie, zabrakło zwyczajnie sportowej klasy.
Jeszcze o środku pomocy. Nie chcę pozować na wielkiego znawcę kopanej, od tego są inni, ale gorzko przypominam, że pisałem przed turniejem, że to zdecydowanie najsłabsze ogniwo naszej drużyny, że właśnie w tym elemencie z łatwością bije nas każdy z grupowych rywali. Moglibyśmy spierać się z Czechami co do piłkarskiej jakości naszych zawodników na niemal każdej pozycji - tylko nie w środku pomocy. Jeżeli ktoś taki jak Rafał Murawski musi być wodzem środka pola tej kadry, to znaczy że jest źle. Bardzo źle. Postawa Czechów, zwłaszcza Jiracka, który skorzystał na fuszerce Murawskiego, może to tylko potwierdzić.
Nie mam zamiaru dziękować naszej drużynie za walkę i ambicję. Nie widziałem dziś walki ani ambicji. Jedyne co widziałem to futbolowy zgon koncepcji Franciszka Smudy. Z pełną świadomością wpiszę się zatem w łatwy do przewidzenia ton zawodu, rozczarowania oraz krytyki i powiem:
Nawaliliście Panowie. Nawaliliście po całości. Nie ma dla Was absolutnie żadnego usprawiedliwienia.


Tym razem nie będę racjonalistą,lecz napiszę emocjonalnie. Dlatego z góry przepraszam jak kogoś urażę.
Po wpisach po meczu z Rosją miałem ochotę ostro się odciąć. Ale przyszła refleksja. Przecież z większością tu piszących różnimy się zasadniczo mentalnie. Ja też kiedyś taki byłem. Cieszący się z byle jakiego wyniku reprezentacji /było to w latach 60-tych/. Ale przyszły wielkie sukcesy Legii i Górnika, a potem reprezentacji. Przypomnę: złoto olimpijskie w 1972r. i 3 miejsce na MŚ w 1974 roku, po wspaniałej grze. Wtedy nie tylko u mnie zmieniła się optyka. Już ochłapy nas nie interesowały. Przekonaliśmy się, że Polacy w piłkę grać potrafią i wymagaliśmy od nich, aby to czynili stale. Dlatego, gdy w 1976r. zdobyliśmy olimpijskie srebro uznaliśmy to za klęskę i ś.p. Kazio Górski musiał odejść, a krytyka dotknęła większość zawodników.
Nie zadowoliło nas też 5-6 miejsce na MŚ w 1978r. i uznaliśmy to za porażkę i Jacek Gmoch też z posadą selekcjonera się musiał pożegnać. Trzecie miejsce na MŚ w 1982r. przyjęliśmy bez euforii jako coś nam należnego i właściwie zastanawialiśmy się dlaczego nie było złota. I znowu w 1986r. tylko wyjście z grupy uznaliśmy za klęskę i kolejny selekcjoner /Antoni Piechniczek/ też miejsca dłużej nie zagrzał. Mam to nie tylko w pamięci, ale i w świadomości, więc nie mogę mieć mentalności takiej jaką ma kibic powiedzmy Andory czy San Marino cieszący, że jego drużynie udało się zremisować dajmy na to z Wyspami Owczymi. Nie rozumiałem jak można cieszyć się z remisu ze słabiutką drużyną Rosji. Owszem wygrali oni z Czechami 4:1, ale byli od Czechów gorsi. Czesi mieli więcej z gry, więcej przebiegli kilometrów, mieli więcej celnych podań, w tym do przodu, więcej strzałów na bramkę, także celnych. Mieli gorszą skuteczność, bo tylko 14%, przy 80% Rosjan. Taki fart Rosjanom drugi raz się nie powtórzył.
Nie wiem czy przy innej taktyce i innym ustawieniu i zestawieniu byśmy z Rosjanami wygrali /zapewne tak/, ale byśmy pokazali, ze naprawdę chcemy coś osiągnąć. Ale czy trener i drużyna byli do tego zdolni? Moja odpowiedz brzmi-nie. Powiem tak, byłem za tym, aby Smuda 2,5 roku temu został trenerem-selekcjonerem reprezentacji. Uważałem, że mamy przeciętnych zawodników i motywator jest im potrzebny. Liczyłem także, że będzie to Smuda z pracy z Widzewem, Wisłą czy Lechem. Nawet nie dopuszczałem myśli, że może to być Smuda z pracy z Legią.
Przypomnijmy. Trener Smuda poczuł się niebywale wyróżniony,że zatrudniono go w Legii po pracy w jakiś tam prowincjonalnych klubikach i od razu w głowie mu się poprzewracało. Uwierzył, że jest najlepszy i wszystko może. Począł ściągać za duże pieniądze swoich zawodników, którzy owszem w swoich klubikach byli gwiazdkami, ale w Legii przy normalnym trenerze mogli marzyć o ławie. Pomimo to grali ze skutkiem dla Legii katastrofalnym. Z ich zakupu mogli się tylko cieszyć poprzedni właściciele. Natomiast graczy będących często podstawą drużyny Smuda wyp..... . Właśnie tak. Nie potrafił jak dorosły, przyzwoity człowiek powiedzieć: Panowie nie pasujecie mi do drużyny, szukajcie sobie nowej roboty. On jak najgorszy cham musiał ich wyp..... czym się publicznie chwalił. Sam został tylko zwolniony, bo po tym co zrobił powinien być przykładnie wyp... .
Wydawało mi się, ze jak nawet takie głupie zwierzęta jak słoń czy niedźwiedź można nauczyć tańczyć to człowiek też się czegoś nauczy. Niestety znowu Smudę ogarnęła mania wielkości. Znowu zaczął dobierać swoich,a nie swoich wyp.... . Gdy to zaczął robić powinien być natychmiast zwolniony. Pozwolono jednak na ten festiwal prymitywizmu i chamstwa. Na tę zabawę niedouczonego kretyna dobrem narodowym. To nie Smuda jest winny. On jest jaki jest i inny nie będzie. Kultury osobistej, wykształcenia, ogłady czy przyzwoitości już nie nabędzie. Winni są ci co go na tej posadzie trzymali. To oni w pierwszej kolejności powinni odejść i to natychmiast.
Do tego Smuda pokazał żałośnie ubogi warsztat trenerski i brak logiki. Każdy miał wiedzę, ze my potentatami piłkarskimi nie jesteśmy. Wydawać się więc by mogło, że drużyna będzie przygotowywana na grę kilkoma wariantami i systemami zależnie od gry przeciwnika. Nic takiego nie miało miejsca. Całe 2,5 roku graliśmy systemem 1-4-2-3-1 i do takiego drużyna była zestawiona. Na EURO w meczach z Rosją i Czechami trener ustawił zespół w systemie 1-4-3-3 /Lewandowski nie grał na szpicy, ale był cofnięty do środka/, którym to systemem grać nie potrafiliśmy. Dziś nie ma możliwości improwizacji, gdyż współczesna piłka oparta jest o wyuczone i wytrenowane zagrania czynione jak to się mówi na pamięć. Dodatkowo trener robił wrażenie jak by nie wiedział jaki potencjał ma zespół.
W wojsku wiedzą, że samoloty myśliwskie i armaty przeciwpancerne służą do obrony, a samoloty bombowe i czołgi do atakowania. Ta niewiedza spowodowała kompletne niewykorzystywanie potencjału ofensywnego Lewandowskiego, Obraniaka, Błaszczykowskiego czy Rybusa. Zawodnicy ci mieli główne zadanie gonić rywali i odbierać im piłki, zaś pozostali bronić. Tak jak byśmy w grupie mieli samych Hiszpanów. Ale nawet ten system był stosowany niekonsekwentnie, gdyż graliśmy bez lewego skrzydła. W meczu z Czechami trener przeszedł sam siebie, bo zaczął zmieniać zawodników zmieniając równocześnie ustawienie drużyny.
Nawet chłopcy od podawania piłek wiedzą, że tego bez wcześniejszego przygotowania się nie czyni. W efekcie graliśmy końcówkę jakąś pokraką 1-4-1-3-2. Czesi mogli się tylko śmiać z nieporadności naszych piłkarzy nie wiedzących kiedy wyjść i gdzie na pozycję, gdzie podać piłkę. A Lewandowski, który w Borusii jest zasypywany podaniami w reprezentacji prawie w ogóle nie otrzymywał piłek. Jak więc mieliśmy strzelać bramki i wygrywać mecze?
Jeden z piszących /z grzeczności nie wymienię kto/ wzniósł pomnik Smudzie, twierdząc, że zastał on dno i zbudował gmach. Co ślepemu po okularach, kiedy nie zauważył, ze to nie budowla, lecz wioska patiomkinowska. Ta gra Dyzmy została zakończona z wielką sromotą.
Ja co prawda uważałem i uważam, że najważniejszym jest, aby impreza się udała, a wynik sportowy naszej drużyny jest na drugim planie, ale to co się stało wymagało skomentowania. Nie jest to novum, gdyż wielokrotnie tu i jeszcze w BzK dawałem wyraz swemu oburzeniu i zaniepokojeniu sposobem pracy trenera Smudy.
On nie dorósł osobowościowo do tej funkcji. Nie rozumiał, ze to narodowa reprezentacja, a nie jego prywatna i powinna obowiązywać zasada wszystkie ręce na pokład i uczciwa selekcja. Nie chciał za swojej kadencji nikogo do pomocy, aby tylko sobie przypisać ewentualny sukces, tak teraz, gdy idzie na dno nie znajdzie przyjaciół gotowych podać mu rękę na ratunek
Poza meczem z Rosją, wyglądaliśmy bardzo nieciekawie fizycznie, a taktycznie... Cóż, przed meczem oglądałem niemiecki ZDF, nasze przedmeczowe studio w TVP doprowadza mnie do szału, była tam pokazywana uproszczona analiza gry naszej drużyny. Jeden z pierwszych elementów, na jaki Niemcy zwrócili uwagę - 25 metrów odstępu pomiędzy środkiem pomocy a Robertem Lewandowskim. W dzisiejszej piłce takie odstępy między formacjami są zupełnie niespotykane, nie mam pojęcia czy gra tak jakakolwiek poważna drużyna. Mam też do Smudy żal o to, że zrezygnował z tej odwagi i konsekwencji, która wydawała się charakteryzować go tuż przed Euro. Oczywiście ogromnie żałuję Rybusa, który był w świetnej formie, a mistrzostwa skończyły się dla niego po 60 minutach meczu z Grecją, ale najgorsze jest to, że Franz w chwili próby ostatecznie wrócił do tego co wbił sobie do głowy dwa lata temu. Nie zaufał swoim własnym przygotowaniom i swojej własnej długotrwałej selekcji.
Natomiast to nie Smuda rąbał panu Bogu w okno w pierwszym kwadransie gry i to nie Smuda wyłożył na tacy piłeczkę Czechom przy kontrze na 0:1. Lepszych polskich zawodników niż ci, którzy uskuteczniali takie 'kwiatki', nie znajdzie nie tylko Smuda.
Mecz z Rosją zaciemnił obraz sytuacji. Zborna grała cały czas przez środek, na Czechów to starczyło, ale na defensywnie ustawionych Polaków i dobrze broniących Greków to za mało.
Ba pokuszę się o stwierdzenie, że pepiczki przez zbytnią chęć wygrania z Rosją zapłacili frycowe.
Co do Smudy, facet dużo gadał, a nic nie zrobił. Za grosz w nim było pokory i autokrytyki.
Wybacz Gawinie, nie zgodzę się z Tobą co do "zwalenia" winy tylko na przygotowanie fizyczne (choć to pozostawiało wiele do życzenia). Jednak uważam, że najsłabszym ogniwem naszej reprezentacji był jej szef, Franciszek Smuda. Owszem przed meczem zadziałało to czego od niego oczekiwaliśmy, Franek jak nikt potrafił tchnąć ducha w zawodników, nastawić ich mentalnie... szkoda tylko, że nie wykorzystał tego nastawienia do końca. Nie dobił Rosjan jak o to błagali. Oddalając w nieskończoność potrzebę zaryzykowania i zaatakowania przeciwników.
Niestety decyzje trenera odnośnie personaliów, jak i samej taktyki były złe lub... gorsze. Dziura między Lewandowskim a resztą "ziała" przez trzy spotkania i nikt nic z nią nie robił. Murawski zagrał trzy tragiczne spotkania, ale Franek dzięki takim a nie innym wyborom (jestem przekonany, iż trener wiedział jak fatalny jest Matuszczyk) nie miał kogo tam postawić. Natomiast miał kim zastąpić Obraniaka, jednak bał się, że inni nie wytrzymają presji. Trzeba przyznać, że Ludo wytrzymał. Tylko co z tego skoro przez większość spotkania dreptał bezproduktywnie wszerz boiska.
Owszem zgadzam się, że mamy takich piłkarzy jakich mamy, inni nie będą. Odnoszę jednak wrażenie, że nawet z tych któych mamy nie udało się wykrzesać pełnego potencjału.Nie mam ochoty się znęcać, bo to i tak nie przyniesie większych korzyści. Przytoczę tylko ocenę pracy trenera która bardzo mi się spodobała (autor Marek Siwiec):
- "Ten człowiek zrobił to, co potrafił, a nie potrafił nic więcej. Kiedy porównywano jego profil z innymi trenerami, którzy przyjechali na to Euro, to wyszło średnio. Metodami rękodzieła statków kosmicznych się nie da zbudować, a tu trwa pokaz statków kosmicznych. A piłkę nożną i tak będziemy oglądać, bo się pokazała z fajnej strony"
Jak dla mnie prawie idealny opis "naturszyka" (sam o sobie tak mówi) Smudy.
Hierarchia przyczyn naszego niepowodzenia jest dla mnie następująca: 1) przygotowanie fizyczne, 2) taktyczne, 3) selekcja.
W kwestii parametrów fizycznych, nikt nie przekona mnie, ze były one odpowiednie. Wciąż pamiętam Rybusa tracącego na kilku metrach przewagę nad ścigającym go greckim obrońcą w meczu otwarcia, wczoraj zbyt często widziałem Piszczka obieganego przez Pilara (owszem, zawodnik błyskotliwy, szybki, ale w Bundeslidze nie zdarzało się, żeby taki np. Ribery obiegał Piszczka kilka metrów za linią boczną). Zawodnicy byli dalecy od apogeum formy fizycznej zarówno w meczach z Grecją, jak i Czechami, w obu spotkaniach w pewnym momencie odcięło nam prąd.
Z tym wiążą się poniekąd kwestie taktyczne. Najlepsze fazy zarówno w meczach z Grecją jak i Czechami mieliśmy krótko po rozpoczęciu gry, kiedy na świeżości atakowaliśmy wysoko przeciwnika, odbieraliśmy mu piłkę i ponawialiśmy ataki. Nie byliśmy w stanie wytrzymać takiego tempa gry na dłuższą metę, ba nie byliśmy też w stanie stosować arytmii gry, po prostu najpierw szaleńczo atakowaliśmy, a potem padaliśmy jak kawki.
Jeżeli chodzi o selekcję, są to niuanse. Żewłakow nie musiałby być lepszy od Perquisa, Wawrzyniak od Boenischa. W zasadzie sądzę, że na pewno by nie byli. Co prawda nie byłbym zaskoczony gdyby tak zupełnie prywatnie 'Rumiany' udał się do Smudy i w zaciszu czterech ścian nazwał Franza tak jak ten sobie na to zasłużył, ale to sprawa między nimi dwoma, w kontekście gry reprezentacji był to drobiazg. Murawski był zgodnie z moimi oczekiwaniami dramatyczny, jasne, ale kto za niego? Bądźmy poważni z Borysiukiem czy Wilkiem - Murawski w polskiej lidze naprawdę na luzie nakrywa czapką każdego innego środkowego pomocnika. Niestety na skalę międzynarodową to jest zaledwie ćwierć piłkarza, nie można go porównać do Hubschmana, który swego czasu wyleczył z gry w Szachtarze Lewandowskiego, czy do Plasila, który od wielu lat spokojnie radzi sobie w bardzo zaawansowanej taktycznie i technicznie lidze francuskiej.
Jest oczywiste, że Smuda jako szef całego przedsięwzięcia pod nazwą reprezentacja Polski bierze główną odpowiedzialność za sportowe fiasko. Ale ze swojej strony o piłkarzach nie powiem ani jednego dobrego słowa. Ani jednego.
Jeżeli wczoraj to była walka na śmierć i życie w ich wykonaniu to ja jestem brytyjska królowa, to raz. Dwa, w takich meczach granica między zwycięstwem a porażką często sprowadza się do drobiazgów, na które nie ma wpływu nieudolny trener, głupi prezes czy bezmyślnie wymądrzający się kibic. Czasem wszystko sprowadza się do jednego czy drugiego kopnięcia piłki. Powtarzam - to nie Smuda nie potrafił (nie raz, ale kilka razy) strzelić w światło bramki w pierwszej połowie. I to nie Smuda kretyńską stratą podarował Czechom bramkę akurat w momencie (pierwszym w drugiej połowie!), w którym zaczynaliśmy jakby powoli wydobywać się z czeskiego nelsona.
Przegrała cała reprezentacja, przegrali oni wszyscy, przysłowiowego ciała dali Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek i cała reszta. Możemy wylewać kubły pomyj na Smudę, ale naprawdę nie on jeden tu zawiódł.
- "Ba pokuszę się o stwierdzenie, że pepiczki przez zbytnią chęć wygrania z Rosją zapłacili frycowe."
Dokładnie tak samo by się skończyło gdybyśmy my posłuchali JE pana Zbyszka i wykorzystali tak jak twierdzi pana Zbyszek naszą siłę ofensywną. Turniej przegraliśmy w meczu z Grecją który był meczem pierwszym. Tu fakt zaszkodziło kunktatorstwo trenera. Mając w perspektywie dwa mecze zadowolił się remisem i druga sprawa co już pisałem głowy zawodników w tym meczu. Mając bramkę przewagi i Greków w dziesięciu myśleli że po zamiatane. Ogólnie zgadzam się z sir Gawinem. Piłkarz klasy Lewandowskiego nie ma prawa tak spartplić akcji. Polański drugi który zbyt przejął się swoimi słowami że trzeba od początku napi... Jak się gra głową na tym turnieju pokazali naszym zawodnikom inni.
Wasilewski i ponownie Lewandowski mieli lepsze sytuacje niż np. Mario Gomez. Panowie szlachta oczywiście że trener musi wziąć odpowiedzialność na siebie. Dokładnie dlatego byłem też za zwolnieniem Skorży. Ale tak jak pisze sir Gawin są mecze w których bez trenera piłkarze powinni grać jak z nut. W meczu z Czechami grali tak ja napiszę pierwszą połowę. gdyby Polański Lewandowski wykorzystali setki łyknęlibyśmy tych Czechów z palcem w d.. Też o tym pisałem. Nie zakładałem takiej indolencji strzeleckiej. Podsumowując sir Gawin pisze klawo jak cholera i ja mu mogę tylko podziękować.
PS
JE panie Zbyszku żadnego pomnika Smudzie nie wznosiłem. Napisałem że ja zaczynam mieć do niego szacunek z powodu tego że z gówna ukręcił bat. Teraz można rzec że jednak nie ukręcił i ok jako główny konstruktor beknął z tym że tu znowu odsyłam do sir Gawina nie tylko z tego powodu że nie umiał.
Podczas gdy Rosjanie czy Czesi akcje rozgrywali za pomocą szybkich podań my inicjowaliśmy swoje prowadząc piłkę przy nodze. Na palcach jednej ręki moglibyśmy chyba policzyć składne akcje w których za pomocą podań wdarliśmy się w strefę obroną rywali (najlepsza okraszona strzałem Polańskiego ze spalonego). Aż prosiło się aby grać piłką, aby ganiać rywali a nie siebie. Zamiast tego Lewandowski w ataku był kompletnie osamotniony, a wyrwa pomiędzy pomocną i atakiem ogromna. Nasz pomysł na zniwelowanie jej to albo długie podanie i heroiczny bój Lewego, albo 25 metrowy rajd z piłką przez tą strefę (wobec braków fizycznych wiadomo ja się kończący). W dodatku długimi fragmentami gry oddaliśmy pole rywalom i to my biegaliśmy za piłką tracąc siły. Podsumowując, owszem przygotowanie fizyczne leżało, jednak trener Smuda taktycznie nie pomógł ani o jotę. Chyba nawet wręcz odwrotnie.
Co do meczu z Czechami mości Gawinie i braku walki o każdy metr boiska... to przypomniała mi się Lechia Gdańsk. Mecz z Rosją był tak pod względem motorycznym jak i emocjonalnym wystrzelaniem się na całego, tak jak Legia oddał co miała w meczu z Ruchem Chorzów. Potem jedna i druga drużyna nie bardo miała co z siebie wykrzesać. Nie da się jechać tak „nabuzowany” w każdym meczu, kiedyś musiało zejść powietrze i zeszło. Po raz kolejny okazało się, że przygotowanie mentalne to ważny czynnik, ale nie decydujący. Czy winiłbym aż tak bardzo piłkarzy? Nie jestem pewien czy w tych warunkach mieli dużo więcej do zaoferowania.
Jakie konkretnie inne wybory taktyczne i personalne Twoim zdaniem podniosłyby jakość tej drużyny na tyle, że byłaby ona w stanie zacząć grać w piłkę?
- "Ależ tu nie chodzi o obwinianie wyłącznie piłkarzy, raczej walczę o sprawiedliwe obdzielenie winą wszystkich 'podejrzanych'. "
To dążenie rozumiem, również nie jestem zwolennikiem spalenia jednego winnego na stosie i "po sprawie". Niemniej jednak mamy mało danych by móc rzetelnie określić przewiny. Z całą pewnością możemy tylko wskazywać na te, które było widać gołym okiem. Pozostałe pozostaną w sferze domysłów. Strzelanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.
- "Jakie konkretnie inne wybory taktyczne i personalne Twoim zdaniem podniosłyby jakość tej drużyny na tyle, że byłaby ona w stanie zacząć grać w piłkę"
Przede wszystkim zaczął bym od tego aby ta drużyna zaczęła grać w tą piłkę. Jako całość, jako zespół. Obserwowaliśmy tą próbę w meczu z Grecją. Zespół grał to co wcześniej ćwiczył, odległości między formacjami były mniejsze. Większość akcji podaniami pochodzi właśnie z tego meczu.
Niestety podczas przerwy stało się... coś co odmieniło losy meczu. Senator pisze o zbytniej pewności siebie, ale ja raczej odniosłem wrażenie, że z takim nastawieniem zespół na tą drugą połowę wyszedł. Od pierwszego kopnięcia piłki zespół oddał pole, dając grać rywalom. Mi to wyglądało na taktykę na drugą połowę ustaloną w szatni.
Kolejne mecze to już gra zrywami, raz Piszczek, raz Błaszczykowski, a wszystko okraszone podaniami do Lewandowskiego. Jak dla mnie to, że dużymi fragmentami wyglądało to mimo wszystko całkiem nieźle to bardziej zasługa zawodników niż trenera. Właśnie tych umiejętności do których się odwołujesz, pewnych cech wolicjonalnych które wzbudzały mój nieskrywany podziw (Bonisch, Borussia Trio, Polański, Perquis).
Smuda widząc (musiał widzieć to co wszyscy komentujący) problemy w zespole kompletnie nic z tym nie zrobił. Nie zmniejszył dziury [pomiędzy formacjami ataku i pomocy, nie zrobił nic z drepczącym Obraniakiem, nic z bezproduktywnym Murawskim, ciągłe wystawianie beznadziejnego Boenischa też raczej nie pomogło. Z iloma "szynami kolejowymi" w składzie da się wygrywać? Ile sił kosztowało kolegów wyżej wymienionych naprawiani ich błędów?
W końcu wybacz Gawinie, że nie odpowiem wprost na tak zadane pytanie. Mogę sobie mieć rożne koncepcje, ale i tak ich nie sprawdzimy. O ich wadach i zaletach można by mimo to dyskutować długo i namiętnie. Tylko, że to niczego nie zmieni. To trener widział tych piłkarzy na treningu, to On podjął takie a nie inne decyzje. Dlaczego? pewnie nigdy się nie dowiemy. Będzie zapewne mnóstwo spekulacji, hipotez, ale "prawdziwej prawdy" pewnie nie uświadczymy.
Choć głosy mówiące o kompletnym braku rywalizacji i o tym, że wiadomo było kto zagra niezależnie od tego co było na treningu też nie świadczą o tym wszystkim najlepiej. Jeśli faktycznie tak było to... pewne zmiany są jakby w pełni usprawiedliwione, brak innych też jestem w takim wypadku w stanie zrozumieć.
Tak na prawdę w tych mistrzostwach na swoim poziomie zagrali Błaszczykowski, Tytoń, Lewandowski i... wspomniany Polański (nie widziałem by grał jakoś lepiej). Reszta piłkarzy to już większy lub mniejszy zjazd. Najgorzej to wyglądało u Obraniaka i Murawskiego, którzy... zagrali we wszystkich meczach. Czemu tak było? Pewnie nie poznamy odpowiedzi.
Co by jednak nie mówić o Smudzie, to nie wierzę, że w kilkanaście dni "popsuł" 23 piłkarzy. Wielu z nich też powinno mieć nam coś do powiedzenia. Podejrzewam jednak, że raczej radośnie "utopią" trenera niż uderzą się w pierś.
Nie Ciebie miałem na myśli. Pozdrawiam.
JE panie Zbyszku mało ważne
"Gdy wieje wiatr historii
ludziom jak srebrnym ptakom
rosną skrzydła
a trzęsą się portki
pętakom".
Za głupi jestem, żeby zrozumieć, że nie mógł trenerem być człowiek starannie wykształcony i cywilizowany. Kiedy będzie i u nas pod tym względem normalnie?. Teraz trzeba wyciągnąć to co pozytywne z tej klęski, aby zamienić ją na zaczyn przyszłych sukcesów.Od opinii publicznej i dziennikarzy oczekuję rozliczenia kierownictwa PZPN i to jak najszybciej. Już to kiedyś napisałem,ale przypomnę. Widać było ogromny dysonans w przygotowaniach do EURO władz politycznych, samorządowych, gospodarczych i nas obywateli.
Robiliśmy wszystko co mogliśmy, a nawet więcej. Tylko w PZPN była cmentarna cisza i brak realnego wsparcia drużyny. Znaleźli frajera na którego można będzie zrzucić niepowodzenie, bo trener Smuda jest honorowy i nie unika odpowiedzialności. Za te kpiny z największego polskiego święta i z milionów Polaków należy ich rozgonić na cztery wiatry. A co do pomocy Smudzie to wiemy, że by jej nie chciał, ale trzeba było mu uświadamiać jeszcze przed EURO, że ma szukać najwłaściwszych zawodników także na podstawie badań.
Powiedzmy sobie szczerze, że np. Obraniak miał w meczu z Czechami 32 podania, a taki Rosicky w połowie meczu Czech z Grecją 69. Przecież tak mało aktywny zawodnik nie mógł być ofensywnym pomocnikiem. Defensywni pomocnicy Murawski i Polański mieli w meczu z Czechami łącznie ok. 100 kontaktów z piłką przy celności podań 50%, zaś ich odpowiednicy czescy ok. 170 przy celności 80%. Czesi grali głównie z pierwszej piłki, my te piłki najpierw przetrzymywaliśmy zwalniając grę.
Można powiedzieć, że byliśmy źle przygotowani motorycznie, ale to jest część prawdy. Po prostu ci i inni zawodnicy tak grają. Nie dam się wciągnąć w nic nie wnoszącą dyskusję o personaliach w drużynie. Uważam, że obowiązkiem trenera jest przeprowadzenie uczciwej selekcji tak, aby ci co najwięcej dają drużynie w niej grali. Na gorąco powiem, że Mila /nie lubię go/ miałby sam ze 100 podań przy celności 85% i Lewandowski by nie nadążył strzelać na bramkę.
Teraz zacznie się polowanie z nagonką na sprawców prawdziwych i domniemanych klęski. Ja uważam, że miała ona przyczyny strukturalne i samo odejście trenera Smudy niewiele poprawi.
Odnośnie kolektywu czy też drużyny stworzonej przez Smudę to proponuję wywiad z Wawrzyniakiem z oficjalnej. Sądzisz, że Wawrzyniak czuje ducha drużyny? I myślisz, że tylko on uważa, że promowanie swoich, w beznadziejnej formie, ulubieńców to wada trenera, która nie wpływa korzystnie na atmosferę w drużynie?
Tak grając, fortuny u buków nie zarobisz
@ Zbyszek
Smudy nie ma co bronić, jego czas minął. On sam zresztą chyba doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nawet mimo kiepskiego wykształcenia
Mamy więc kilku pewniaków (tym zawsze jest dobrze), kilku "cichych" którzy głosu nie podniosą, kilku młodych którym za bardzo zależy by coś powiedzieli. Jednak z czasem pojawi się coraz więcej "odważnych" i o pewnych kwestiach się dowiemy. Jak choćby o tej "oryginalnej" wersji rywalizacji w kadrze.
O czym Wy piszecie ? O ile Wawrzyn rzeczywiście mówi z goryczą to już Rybus mówi wyraźnie drużyna przegrała, my przegraliśmy. Obaj jeśli mają żal to do trenera. To jest zresztą naturalne lepiej winę przypisać trenerowi i tak odchodzi. Pozwólcie że ja jednak podtrzymam swoją opinię o tym że ta reprezentacja stanowiła kolektyw .
A za co ja?
kolosalna pomyłka sorki
Jest poniedziałek czwarta rano a Ty ani u siebie ani u nas nic nie napisałeś. Ile można czekać?
Ja jednak bardziej wierzę Wawrzyniakowi niż Rybusowi. Dlaczego? Bo z ust Rybusa nigdy nie słyszałem nic poza typowymi dla piłkarzy frazesami. A Wawrzyniak potrafi szczerze.
Ja sądzę, podobnie zdaje się jak Monrooe, że prawdę o naszej "drużynie" będziemy poznawać powoli. Ale w końcu się uda.
@ Gawin
A co, towarzystwo nie odpowiada?
Jednak ten niby przewrócony, zdaje się twierdzić, że się tylko potknął, a po prawdzie to jest doskonały! Primabalerina śmigajaca po futbolowym parkiecie.
"Nie zmieniłbym niczego, co zrobiłem w tych mistrzostwach i przygotowaniach. Wszyscy wiedzieliśmy, że mamy 12-13 piłkarzy i resztę chłopaków, którzy dorastają i dopiero wchodzą w wielką pilkę.
Zmiany, taktyka?
- Jeszcze raz powtórzę: ani taktycznie, ani osobowo niczego bym nie zmienił. Poprowadziłbym wszystko tak samo. Nie spieprzyłem niczego, ..."
Oto dlaczego przegraliśmy, ten facet do analizy, refleksji nie jest i nie był zdolny, bronić własnych wyborów każdy ma prawo, tłumaczyć się z podjętych decyzji również, wykazywać motywy swojego postępowania i dylematy, przed którymi było się postawionym, jest wręcz obowiązkeim by powiedzenie "Mądr! Polak po szkodzie." miało sens. Jeżeli jednak nie dopuszcza się do siebie możliwości błędu, uważa się za nieomylnego, własną perspektywę uznaje sie za dogmat, to mamy efekty!
Bezpośrednio przed meczem z Czechami ( mam świadków
Do wykształcenia Smudy nic nie mam, jest naturszczykiem i jako taki chłopek - roztropek był wybierany, wygrałby z Czechami i byłby noszony na rękach, nawet tu na c-L.
To drugie się skończyło, natomiast to pierwsze nie zafunkcjonowało. Zamiast trenera odważnego charkternika, mieliśmy kunktatorskiego cykora. Dlaczego we Franzu nastapiła taka przemiana, ot ciekawe pytanie, ale dla psychoanalityka, bo też do takowego w tej chwili chyba Pana Franciszka należałoby skierować.
Nie pisałbym tego gdyby drugi "mistrz" jako prezes pzpn nie zaczał coś paplać, o jakichś rozmowach ze Smudą, ustaleniach, sorki, dla mnie temat absolutnie skończony i miałem przynajmniej słowo pochwały dla Smudy, że sprawę postawił jasno, sam stwierdzil, że jego kontrakt z kadrą się skończyl.
@ Gawin
Jasne, że Murawski zawiódł, jeżeli mamy odnosić jakiekolwiek sukcesy, to tego rodzaju piłkarze w kluczowych momentach muszą mieć optymalną dyspozycję, ja miałem nadzieję, próżną, że Murawski jeżeli nawet nie dojdzie do tej formy jaką prezentował w Lechu w pucharach, to przynajmniej będzie prezentował się tak, jak w meczu Lecha z Legią, niestety!
1)Skąd sympatia do Smudy (społeczna nie moja
2)Co Smuda zdziałał, a co powalił? Facet stworzył ekipę może nie najlepszych zawodników, ale pasujących do jego koncepcji i mu posłusznych. Drużyna jako taka nie istniała, bo to jego zdanie miało zastąpić "ducha drużyny". Czy to źle? Dla mnie nie. Skoro uznał, że tak trzeba to proszę uprzejmie, ale niestety oznacza to też wzięcie pełnej odpowiedzialności za WSZYSTKO co się dzieje na boisku - nie ma nikogo kto mu pomoże i pociągnie w chwilach kryzysu. "W praniu" okazało się, że taki człowiek był potrzebny (np w końcówce meczu z Grecją). W takim razie czy jest szansa by Smuda wyciągnął wnioski i poprawił się? Ja sądzę, że nie. Teraz miał mnóstwo czasu na dobranie sobie idealnych zawodników do jego pomysłu i przygotowanie ich. Tymczasem ja nie wiedziałem za bardzo jakiegoś specjalnie przygotowanej koncepcji gry. Może w meczu z Rosją jakiegoś pomysłu dało się doszukać, ale bardziej na zasadzie "sklecenia czegoś na szybko" niż szerszej koncepcji. Odniosłem wrażenie jakby Smuda dobrał sobie zawodników (zapewne pod względem charakterologicznym), a dopiero ich umiejętności wymusiły taki system gry jaki widzieliśmy, a to już duży problem. Cenię umiejętność improwizacji, ale nie gdy jest jedyną umiejętnością człowieka.
3)Czy są szanse, na poprawę pod dalszym panowaniem Smudy? Według mnie nie. Smuda jest uparty. Co prawda jego dotychczasowa konsekwencja zniknęła w ostatniej chwili i ugiął się pod wpływem mediów, ale nie wyszło mu to na dobre. Przykładem może być kwestia bramkarza, gdzie zrezygnowana ze zgranego z obroną Szczęsnego, na rzecz szczęścia Tytonia- również świetnego bramkarza, ale będącego dopiero numerem 3 w czasie przygotowań! To samo tyczy się zmian w czasie spotkania, które jednak nie odmieniały oblicza drużyny. Znając dotychczasowe ruchy Franka, śmiem twierdzić, że teraz tym bardziej zamknie się w swoim pierwotnym pomyśle i nie zrobi nawet pół kroku w kierunku jego poprawy.
Ale Szczęsny sam powiedział, że niewiele go to obeszło. I znając go to jestem w stanie w to uwierzyć. Chodzi o coś innego, może mało uchwytnego, ale nie wyobrażam sobie, żeby Górski, Piechniczek czy nawet Engel wpadli by na taki pomysł jak Smuda. To są drobiazgi (i ten Wawrzyniak i teraz Szczęsny) ale pokazują, że ten obraz jednej, wielkiej, szczęśliwej rodziny jest jednak trochę wypaczony.
Powiem tak, dla mnie syn chciałby być taki jak ojciec ale jeszcze bardzo wiele mu brakuje.Nadrabia miną i grą. Czy kiedyś będzie taki jak ojciec? wątpię. To coś trzeba mieć, Wojtek tylko udaje, że ma. Niemniej jednak może być tak, że nie wszystko było zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami i Szczęsny poczuł się zdradzony i oszukany.
ps: z Engelem to raczej chybiłeś, facet zrobił lepszy numer niż Smuda
Ale ja nie twierdzę, że Szczęsny to spoko koleś. Mam o nim podobne zdanie do Ciebie - nie zmienia to faktu, że nie sądzę żeby kłamał w przytoczonej przeze mnie kwestii.
A co do Engela - no cóż, w sumie wyniki miał podobne do Smudy (choć to oczywiście nieprawda bo drużyna Engela uczciwie zapracowała na grę na wielkim turnieju).
Ty ponownie swoje. Smudy nie ma przegrał sam z sobą .Takich historyjek będzie więcej. Jest winowajca więc wolimy jak w bęben. Pokaż mi jakąś wypowiedź piłkarza że grupa czytaj drużyna nie byla zintegrowana że były waśnie, kłótnie. Znajdziesz dawaj wtedy obalisz moje zdanie że Smudzie udało się stworzyć kolektyw . To co obecnie przedstawiasz dla mnie w żaden sposób nie pokazuje że drużyna nie byla całością.
Ależ Senatorze, ja wcale nie twierdzę, że Smuda jest jedynym winowajcą tego co się wydarzyło na Euro, o czym zresztą pisałem. Aż mi włosy dęba wczoraj stanęły jak usłyszałem wypowiedź Błońskiego, że "jest grupa kilkunastu bardzo dobrych piłkarzy, z która Smuda nie potrafił nic zrobić". Gdzie Ci bardzo dobrzy piłkarze? Może Błońskiemu się reprezentacje pomyliły. A co do waśni w drużynie to wydaje mi się, że lekko się rozmijamy w naszym rozumowaniu - to że nie było waśni i kłótni w drużynie może, ale nie musi, być zasługą trenera. Ja tylko delikatnie wskazuję na aspekty, z których nie wynika zbyt duża rola trenera w tworzeniu Drużyny (wielkie "D" celowo). Ale już przestanę, bo nie chcę za bardzo podpaść
Widzę że zbliżyliśmy stanowiska
pytanie komu ją zawdzięczamy. Tu można rzeczywiście się zastanawiać czy głównym budowniczym był trener czy sami piłkarze.
jedną stronę. Tak zapewne było i tym razem. Choć i tak się dowiadujemy, że nie do końca wszyscy musieli ciągnąć.
Po raz kolejny powtórzę, Smuda dobrał ludzi pod względem charakterologicznym. To znaczy tych z "charakterami" odrzucił. Potem nie ma co się dziwić, że zabrakło tego na boiskach Euro 2012. A za zacięcie chwaliliśmy słabego Boenischa, czy przeciętnego Polańskiego. Ale za to możemy powiedzieć, że w reprezentacji była cisza i spokój.
Tylko czy to aby nie dlatego, że nie było komu się oderwać od tego pięknego wizerunku. Dopiero teraz słychać pojękiwania Wawrzyniaka, Szczęsnego i ostatnio Grosickiego (który i tak nazywa się małą rybką). Jak zwykle
wśród takiej grupy ludzi odwaga przychodzi po fakcie, szkoda.
słychać pojękiwania nie grających na trenera co jest rzeczą naturalną a gdy jeszcze wiadomo że to trener dał dupy takich chętnych będzie więcej.
Ten sam Grosicki mówi tak - " My, piłkarze, motywowaliśmy się sami, atmosfera wewnątrz grupy była znakomita, " czyli nie szukaj sensacji gdzie jest nie ma.
Daleki jestem od stwierdzeń, że była opisywana przez "Grosika" sielanka, ale też nie twierdzę, że czaili się na siebie z nożami. Ba, mając na uwadze materiał z jakiego dobierał Smuda, ta pierwsza opcja jest bardziej możliwa.
Jednak jak było naprawdę? teraz tego się nie dowiemy. Za kilka lat pewnie tak, teraz raczej poczytamy "skrzywdzonych".
A teraz po kolei. O atmosferze
Wspaniała atmosfera według trenera Smudy to martwa cisza. Trener Smuda podczas odprawy wstaje, mówi i to jest wszystko. Żadnych pytań,wątpliwości czy swojego zdania. Każdy kto by się odezwał pożegnałby się z kadrą. Jak zawodnik coś zdaniem trenera zbroił to dostawał krótki wulgarny opieprz. Żadnych usprawiedliwień, w ogóle żadnych słów. Podczas zgrupowań zawodnicy przebywali oddzielnie w swoich pokojach. Spotykali się tylko na zajęciach. Też cisza, żadnych rozmów.Trening i koniec. Dopiero w hotelu w Warszawie grupa spotykała się razem,ale bez trenera. Taki styl pracy trener Smuda miał także w każdym klubie. Mówiąc o atmosferze i Grosicki i Dudka dodawali: "teraz się miedzy sobą spotykamy". Ja nie kwestionuje odczuć zawodników, ja tylko twierdzę, że trener nie wiedział nic o prawdziwej atmosferze w drużynie i nie miał na nią żadnego wpływu. Dlatego powtarzane dywagacji faceta, który nie ma pojęcia o czym mówi nie jest poważne.
Kolejny element to selekcja.
Tu trzeba kilka uwag natury ogólnej. We współczesnej piłce o ocenie i przydatności poszczególnego zawodnika decydują nie tylko umiejętności techniczno-taktyczne. Każdy zawodnik musi wykonać na swojej pozycji określoną pracę polegającą na przebiegnięciu iluś tam kilometrów,w tym sprintem, określonej ilości podań, w tym do przodu i celnych, iluś tam odbiorów itp.. Zobrazuję o co idzie przykładem z Legii. Kibice narzekają na Janusza Gola, a w poważaniu mają Ivicę Vrdoljaka. Wszystkie dane /dostępne w Kanale/ wykazują, że Gol wykonuje w podanych parametrach większą od IVa pracę o 30 do 50%. Jestem dziwnie spokojny, że drużyna złożona z samych Goli rozniosłaby drużynę złożoną z samych Vrdoljaków. IV w Legii jest bardziej przydatny dla ozdoby, bo do gry już jakby mniej. Nasza drużyna narodowa złożona była prawie w całości z samych Vrdoljaków. Inaczej mówiąc jak trener mógł rzetelnie ocenić pracę wykonywaną przez zawodnika na rzecz drużyny jak nie prowadził i nie korzystał z żadnych badań, bo wiedział lepiej.
I z tego samego ogródka. W drużynie greckiej podstawowym defensywnym pomocnikiem był Kostas Fortounis z 1KFC. Z klubu Ariela Borysiuka. W tym klubie to Borysiuk jest uważany za najlepszego defensywnego pomocnika. Można więc zadać pytanie: czy trener Santos nie wie co czyni czy może ma tak słabych graczy, że musi korzystać z Fortounisa? A nasz ma tylu światowej klasy graczy, że dla lepszego od Kostasa nie znalazło się miejsce nawet w szerokiej kadrze?. Nic z tych rzeczy - Ariel był po prostu nie nasz.
I na koniec o taktyce.
Były prezes PZPN pan Listkiewicz zapytał paru wybitnych trenerów co ich zdaniem było przyczyną fatalnej gry naszej reprezentacji. Odpowiedzieli: "taką taktyką to się grało przed 30 laty". Trochę przesadzili, bo zmiany w roli pomocników zaczęły się po MŚ w 1982 roku. Natomiast rzeczywiście nie jest znana od gdzieś 20 lat gra 3 defensywnymi pomocnikami w jednej linii. Owszem jest ich 3 w systemie 4-3-3 i 4-3-2-1 ale grają nie w linii, ale w literze V. System 4-3-3 jest bardziej zrównoważony, a system 4-3-2-1 jest bardziej ofensywny bo w nim gdy drużyna atakuje to czynie to 7 zawodnikami, a w asekuracji jest 3/2 środkowych obrońców i 1 defensywny pomocnik/. Bowiem ustawienie jest jednym z elementów realizacji taktyki czyli narzędziem i dobrzy trenerzy sprawnie się tym narzędziem posługują. Prze wiele lat różnicowano pracę trenera klubowego i reprezentacji mówiąc, iż trener w klubie dobiera koncepcję do zawodników, a trener reprezentacji zawodników do koncepcji. Od wielu lat to też się zmieniło. W reprezentacji dobiera się taktykę tak, aby wyeksponować najlepsze siły zespołu.
Dla przykładu Hiszpanie mają wspaniałych pomocników i ich trener rozszerza im strefę pomniejszając strefy innym. To ci pomocnicy przemieszczają się wraz ze strefami i dopiero po nich przesuwają się poszczególne formacje i zawodnicy /tzw. strefa przesunięta/. A u nas mając światowej klasy napastnika graliśmy nie na niego i dla niego tylko obok niego. A więc grając bez skrzydeł i bez dogrywającego i przede wszystkim nie wykorzystując Lewandowskiego nasz zespół był bez szans.
Trener Smuda twierdzi,że mamy drużynę. Tego właśnie nie wiem. Ale wiem,że nawet jak mamy to stworzoną do porażek, a nie do wygrywania,
Smuda przez prawie trzy lata nie wygrał żadnego meczu o punkty. Nieuczciwa kategoria? Przez prawie trzy lata nie wygrał żadnego meczu z finalistą Euro. Jest jednym z najgorszych selekcjonerów reprezentacji Polski w historii, a sam ma się za Bóg-wie-kogo. Przejawiany przezeń poziom oderwania od rzeczywistości kwalifikuje się już chyba do leczenia w zakładzie zamkniętym.
Dzięki za troskę, żyję, mam się dobrze i mam zamiar zostać Irlandczykiem. Znalazłem już odpowiednich przodków, złożyłem wniosek o paszport w ambasadzie i kupiełm rudą farbę do włosów
@ Zbyszek:
Ja może inaczej rozumiem grzeczność, acz wg mnie wymaga ona podania tożsamości polemisty i odnoszenia się do jego słów, nie zaś klepania piętrowych farmazonów o jakichś tam pomnikach. Murarz ze mnie żaden, rzeźbiarz to już w ogóle fatalny, zaś moje słowa o tym, że Smuda z pobeenhakkerowskich zgliszczy ulepił coś na kształt drużyny to nie pomnikotwórstwo, a zwykłe stwierdzenie faktu. Dostrzeżenie tego faktu naprawdę-nie-boli.
Wiesz, ja się często z Tobą nie zgadzam, aczkolwiek naiwnie - jak widać - podejrzewałem Cię o nieco szerszy arsenał stylistyczny. Zasłanianie własnego zacietrzewienia Gałczyńskim nie robi dobrze zacietrzewieniu, a Gałczyńskiego to po prostu szkoda. Natomiast "erystyczny" chwyt z Dyzmą zszedł już nawet z najbardziej tandeciarkich bazarów. Naprawdę nie stać Cię na coś choćby ociupinkę bardziej oryginalnego?
Zresztą, mniejsza z tym. Wiesz co jest zdecydowanie najsłabszym punktem Twojej analizy (a-na-czego???
Och, jasne. Wolny kraj, możesz więc ad mortem usrantem "wymagać" od naszych przeciętnych piłkarzy, prowadzonych przez tego, czy innego przeciętnego szkoleniowca, by bili się o medale. Z równą skutecznością mógłbyś "wymagać" od byle ulicznego grajka, że będzie uderzał w struny niczym Paco de Lucia. Wszelkiego powodzenia życzę.
"Niedouczonych kretynów" i innych tego typu wyziewów nie zamierzam nawet trącać, bo mocno kłóci mi się to z pewnym słowem na "g", którego użyłem w początku swej wypowiedzi.
Tak Was sobie czytam, panowie i - z całym szacunkiem - zaczynam się zastanawiać, czy Wam się aby na pewno nie pomerdały reprezentacje. My nie jesteśmy Niemcy, Hiszpania, ani Włochy. Nie jesteśmy nawet ta "słabiutka" Rosja, czy Szwecja. My jesteśmy Polska. Przeciętniaki. Środek tabeli europejskiej II ligi. Owszem, zagraliśmy na Euro, bo je organizujemy. W przeciwnym wypadku by się to raczej nie udało. Owszem, ten występ mógł wypaść lepiej, zwłaszcza biorąc pod uwagę autorament rywali. Nie wypadł, bo - niestety - zarówno sztab szkoleniowy z selekcjonerem na czele, jak i sami piłkarze popełnili szereg błędów. Ale...
...popełnili te błędy, bo są właśnie przeciętniakami. Gdyby nimi nie byli, Smuda mógłby realnie marzyć o pracy w swej ukochanej Bundeslidze, Murawski podbiły ligę rosyjską, Boenisch przeniósłby się z Werderu do Bayernu, nie Stuttgartu, Obraniak zamieniłby Lille na PSG, nie Bordeaux etc., etc. Żaden z nich nie zawiódł, bo mu się nie chciało, bo sobie olał (no, tu Szczęsny jeszcze podpada), bo niepoważnie potraktował swoje obowiązki. Żaden, a więc i nie selekcjoner. Stąd też - jakkolwiek do radości po porażce mi daleko - zajadłość, z jaką niektórzy z Was po nim jadą, wydaje mi się zdecydowanie przesadzona.
No i pamiętajmy o tym, że naprzeciw naszych chłopaków stanęły trzy inne drużyny z trzema innymi trenerami. I miały własne pomysły na przebieg i wynik tych spotkań.
re: przygotowanie fizyczne
Ojejku, długo tak jeszcze można?
re: atmosfera
Panowie, ale to jest portal piłkarski, czy meteorologiczny?
Ja (pewnie reszta też) mam przeświadczenie, że my nawet nie wykorzystaliśmy swoich możliwości. Nie chodzi mi o to, że nie zakwalifikowaliśmy się do ćwierćfinału (bo to uznałbym za niebywały sukces), ale o to, że graliśmy poniżej naszych własnych możliwości. Jak widzę suche liczby opisujące nasz występ to jeżą mi się włosy na głowie. Ja mogę zrozumieć mniejszą ilość indywidualnych akcji, czy słaby procent celnych podań. Tak mamy.
Jednak gdy czytam, że z Czechami w drugiej połowie jako drużyna przebiegliśmy 30 kilometrów! to już zaczynam mieć wątpliwości nie tylko do naszych wątpliwych umiejętności piłkarskich. Przyjmując, że piłkarz średnio przebiega 10 kilometrów w ciągu meczu, to na prosty rozum wychodzi mi, że graliśmy w szóstką zawodników w polu + bramkarz. Wybacz to już nie jest efekt takiego czy innego stanu polskiej piłki. Jeśli jako zespół przebiegamy średnio o 10 kilometrów mniej to już na starcie jest tak, jakbyśmy mieli jednego gracza mniej. To też wina stanu naszego piłkarstwa?
Wygląda jednak na to, że albo się komuś nie chciało, albo jednak tak nielubiane przez Ciebie przygotowanie fizyczne leżało kompletnie. Tak jak nie rozumiem kompletniej krytyki tej reprezentacji, tak też zadziwia mnie tak swobodne godzenie się z niektórymi faktami. Podsumowując daleko mi zarówno do postawy Zbyszka, ale równie nieblisko to Twojej. wolałbym nazwać niektóre rzeczy po imieniu, bez zbędnego zadęcia, ale tez bez owijania w bawełnę.
Ja pozostanę przy swoim, a właściwie przy zdaniu tych wszystkich którzy przy kadrze byli i samego Grosickiego , że drużyna na tym turnieju była jednością i atmosfera była ok. Nie było obozów podziałów itp. Oczywiście możemy dyskutować czy to zasługa Smudy i jaki miał w tym udział ale negowanie tego faktu uważam osobiście za chęć szukania dziury w całym. Argument że siedzieli w pokojach zupełnie do mnie nie przemawia. Nie siedzieliby to wtedy trzeba napisać że Smuda nie panuje nad kadrą i ci robią co chcą- tak?
Sprawa selekcji. Już sir Gawin prosił przewielebnego aby ten podał nazwiska tych pominiętych którzy zrobiłby różnicę, nie podał żadnego .Teraz pan pisze Borysiuk . Jestem pewny na 90% że nawet nasz główny fachowiec Monrooe nie uzna Borysiuka na tyle lepszego od Murawskiego że gdyby ich zamienić zespół zyskałby znacząco. Kogo jeszcze pominął Smuda? nie ma sensu o tym pisać bo te kwestie dla mnie doskonale przedstawił sir Gawin. Jeśli zarzucanych przewin nie podpiera pan przykładami to są one bezwartościowe. Tak więc spokojnie czekam na nazwiska które odmieniłyby oblicze tej drużyny.
Co do punktu trzeciego tu z mojej strony polemiki nie będzie za cienki Bolek ( nie chodzi o naszego
Albiceleste, jak sądzę większość z oponentów Smudy nie chce go spalić na stosie, ale zamknąć w zakładzie psychiatrycznym, a to zasadnicza różnica
Jako zdeklarowany smudofob odżegnuję się również od etykieki fizjologa, lub meteorologa, jeżeli już, to miano samozwańczego "psychiatry" zamykającego pacjenta w odizolowanym miejscu z elektrowstrząsami, jest adekwatne, tu przyznaję, który świr jest większy, zamykany czy zamykający, często bywa problematyczne, a że kibic-pasjonat to czubek, owładnięty manią prześladowczą, zafiksowany na małej kuli, za którą po trawie ugania się 22 dorosłych facetów w krótkich spodenkach, tworząc sens egzystencji, to temu nie będę się przeciwstawiał.
Nabijać się ze Smudy nie miałem zamiaru, po meczu stwierdził że jego kontrakt z kadrą dobiegł końca i ok. Poniósł porażkę, jak wielu trenerów szczególnie w naszej polskiej rzeczywistości, szkoleniowy chleb powszedni niemalże by chciało się napisać, tylko, że Franz niedoszły mesjasz polskiej piłki, swoimi wypowiedziami daje dowody, że za świętego cały czas chce uchodzić i dopiero to prowokuje świętokradczą nadaktywność. Obrazoburcze wyrażane opinie.
Albiceleste wygrana z Czechami pozbawionymi swej czołowej gwiazdy i z drugą sadzącą babole, to nie jest sukces na miarę zdobycia mistrzostwa świata, również mistrzostwa Europy to nie gwarantowało, jedynie ćwierćfinał, czy była to zatem mission imposible dla drużyny opartej o podwójnych czempionów Bundesligi, z bramkarzami z czołowych europejskich klubów, z trenerem, który dotychczas raczej nie pękał i o którym mówiło się, że ma jaja. My na włanych "śmieciach" całkeim niedawno powieźliśmy południowych sąsiadów 2:1, a tamten mecz pamietali Wasilewski, Dudka, Błaszczykowski, Murawski, Brożek, grał w nim również Wawrzyniak, a tu ewidentnie Smuda uznał, że dysponuje kimś lepszym. Lewandowski z Mariusza przemienił się w Roberta i wspólnie z Piszczkiem, wydawało sie, że też tworzą wartość dodaną, zatem czy mieliśmy prawo oczekiwać i na Euro 2012 wygranej. Oczywiście potencjał polskich piłkarzy nie powala na kolana, nie wygrali z Niemcami, Portugalią, Włochami, i tego na turnieju bezwarunkowo kibic choć szalony entuzjasta pewnie też by nie wymagał, ale wyjścia z grupy mógł realnie oczekiwać. Z tego, z takiego celu, powinni być rozliczani i piłkarze i sztab szkoleniowy. Możemy się zastanawiać, kto w jakiej części bardziej zawiódł, nie podołał, niech z takich analiz będą wyciągane wnioski, ale jeżeli głównodowodzący selekcjoner na dzień dobry, the day after, oświadcza, że on wszystko zrobił doskonale, żadnego błędu nie popełnił, to racjonalna dyskusja staje się zamknięta, pozostaje skierowanie do psychiatryka.
Albiceleste Twoje stwierdzenie " Owszem, ten występ mógł wypaść lepiej, zwłaszcza biorąc pod uwagę autorament rywali. Nie wypadł, bo - niestety - zarówno sztab szkoleniowy z selekcjonerem na czele, jak i sami piłkarze popełnili szereg błędów" otwiera dyskusje, słowa Smudy ją zamykają, sam się skazuje na takie, a nie inne traktowanie.
@ Senator
Senatorze, dywagując w przypadku Smudy, być może swój cojonez zamienił w majonez po wtopie z Hiszpanami, byc może od tego momentu zamiast wygranej bardziej zaczęło mu zależeć na uniknięciu blamażu.
Co do twórcy maksymy "kiełbasy w górę i golimy frajerów" to on również jest przywoływany jako dowód szkoleniowego defetyzmu, siódemka defensorów na Wembley jest mu cały czas wypominana.
Z charyzmatykami tak bywa, są nieobliczalni, zdolni do wszystkiego, gdy nie mając nic do stracenia, do takiego miana aspirują, chcą je uzyskać, obsesja utrzymania się na piedestale tworzy z nich kunktatorów.
@a-c10.
Czytałem Twoja "dogłębną"analizę przyczyn kolejnego spadku Cracovii. Do dziś mam zajady ze śmiechu. Miej litość nade mną. Teraz też mnie znowu rozśmieszasz.Miej trochę powściągliwości,bo mogę spaść z fotela i jeszcze zrobię sobie krzywdę.Nie mogę się odnieść, bo nie mam do czego. Popraw się. To nie ja jestem winien blamażu. Klniesz na posłańca, który przyniósł złą nowinę. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że od 2 lat było dla mnie jasne, że nic z tego nie będzie. Mądrość ludzi doświadczonych głosi, że "lepiej z mądrym stracić, niż z głupim zyskać". Gałczyński nie potrzebuje takich obrońców jak Ty. Ja w odróżnieniu od wielu nie poddałem się kolejnym tromtadracjom. Dla mnie egzamin cywilizacyjny był ważniejszy od sukcesu sportowego. Ale chciałem, aby trener i drużyna zrobili to co do nich należy jak najlepiej. Nie zrobili. Małość i klikowość to było to co ich charakteryzowało. Szczęśliwy jesteś, że tego nie doświadczyłeś w czasach słusznie minionych. Od 2,5 roku żyłem w koszmarze, bo te niby zapomniane praktyki żyją. Skończyło się jak tamten koszmar. I tylko nieliczni chcą to zagłaskać.Zawsze trzeba mieć refleksję za czy się opowiadam. Pozdrawiam i życzę trochę dystansu. Po chrześcijańsku przebaczam
@Senator.
Przykro mi, ale jeżeli pod świetną atmosferą rozumiesz to co mówią zadowoleni z siebie kopacze to się nie zrozumiemy. Spoiwem tych gnojków było wywalczenie premii za nic i biletów dla wszystkich znajomych. Wybacz,ale to świadczy o kompletnej demoralizacji. W innych krajach,w których grają nie wpadli by w ogóle na takie pomysły.
Dowodzi to też braku autorytetu u prezesa Laty, który chciał kupić sobie nie za swoje pieniądze następną kadencję, ale też u trenera Smudy, który w ogóle nie wiedział o tym czym naprawdę są zainteresowani jego zawodnicy. W tej kwestii zgadzam się ze Zbyszkiem Bońkiem. Naprawdę nie musieli wygrać,bo nie wynik jest najważniejszy, ale powinni chcieli chcieć. Popatrz na drużynę Ukrainy i porównaj styl. Tylko styl. W takiej sytuacji to ja się wstydzę. Wolałbym, ażeby to czynili sprawcy. Ich samozadowolenie mnie dobija. Może rzeczywiście nie pozostaje nic innego jak rozpieprzyć to wszystko i zacząć od początku?. Tylko zawsze znajdą się apropagi,które będą tym błaznom lizać tyłki. Szanuję Twoje zdanie. I napiszę Ci, że Twój tekst o Deynie był szeroko i pozytywnie komentowany wśród studentów Politechniki Warszawskiej. Serdecznie pozdrawiam.
Tajes, panie sierżancie!
Co do meritumu: ja się przecież jak najbardziej zgadzam, że nie wykorzystaliśmy (do końca) swoich możliwości. Na pewno parę rzeczy dałoby się zrobić lepiej. Tyle, że a) pomiędzy "nie wykorzystaliśmy do końca możliwości", a "ponieśliśmy druzgocącą klęskę" dostrzegam naprawdę sporą przestrzeń; b) te "parę rzeczy" rozkłada się w miarę równo na selekcjonera (jako szefa sztabu), piłkarzy, media. Co z kolei oznacza, że robienie ze Smudy skończonego dekla i obrzucanie go - pardon - gównem jest cokolwiek nie na miejscu.
Przygotowanie fizyczne? Faktycznie, nie lubię fetyszyzacji tego zagadnienia. Tak en bloc. Więcej, niemiłosiernie mnie irytuje (żeby nie określić tego ostrzej) łatwość zwalania winy za niepowodzenia tych, czy owych futblistów na to, że rzekomo nie mieli oni siły biegać. Przecież to się nie klei. Każdy z nas, jak mniemam, zaliczył w życiu choć jeden epizod, podczas którego musiał przeskoczyć własne ograniczenia. I tak widzę grę na takim turnieju, jak Euro. Brakuje tchu, przed oczyma wirują różowe płaty, ale zap-ten-tego-dalasz, bo to jest TA okazja, następnej najprawdopodobniej nie będzie. Owszem, po meczu mogą cię zgarnąć na oiom w stanie "jedna noga za burtą", ale co tam.
Oczywiście, to wszystko należy umieścić w odpowiednim kontekście. Wiadomo, że byle amator z oponą nad biodrami nie wytrzyma z zawodowcami choćby pięciu minut. Ale mówimy w końcu właśnie o zawodowcach, którzy cały sezon szurali gałę w klubach (jedni mniej, inni więcej) i jakoś dawali radę. To co, teraz te parę(naście) dni zgrupowania uczyniło z nich kaleki? Powtarzam, dla mnie to się nie klei.
Znacznie bardziej czepiałbym się przygotowania mentalnego. Ale o tym później, bo muszę wracać do roboty
Podobnie jak przedmówcy nie zgodzę się co do opinii o naszych zbyt dużych wymaganiach. Tak jak już mówili koledzy: nikt nie oczekiwał. Jesteśmy drużyną przeciętną - to fakt, ale Czechy czy Grecja są (a raczej powinny być) w naszym zasięgu. Czy więc szaleństwem jest oczekiwać zwycięstwa w meczach z nimi? Szczególnie, że turniej odbywa się w Polsce. Tymczasem w spotkaniu z Grecją miałem wrażenie, że chłopaki grają "na alibi" - "weszła brama? super! wyrównano? też dobry wynik, bo w meczu otwarcia to wszystko można. oby się za mocno nie zmęczyć". Z Rosją podobny scenariusz. Nikt nie oczekiwał zwycięstwa to i nikt nie spróbował o nie zawalczyć - "planowana była porażka, to się cieszmy z remisu. co z tego, że przeciwnik leży i prosi o dobicie? lepiej się nie wychylać". To są rzeczy o które mam pretensje! Irlandia przegrała wszystkie swoje spotkania, a mimo to chciałbym by nasza reprezentacja tak walczyła. Ukraina odpadła, ale też nie można powiedzieć, że nie podjęła rękawicy. Nasza ekipa chyba od początku uwierzyła w tą "przeciętność Polski" i oddawała mecze walkowerem. Jedynie z Rosją zawalczyli i gdy tylko zaczęło trybić to się tego przestraszyli. Świadomie nie używam słowa "drużyna", bo ja drużyny nie widziałem. Nie twierdzę, że racje mają Ci co wierzą w jakieś wewnętrzna zgrzyty, ale dla mnie drużyna to coś więcej niż grupa lubiących się i dogadujących ludzi. Ci ludzie nie mieli wspólnego celu, nie potrafili przewidzieć zachowań kolegów...
Z co do samych umiejętności technicznych to ja bym wcale nie był takim pesymistą. 3 zawodników mistrza Niemiec, bramkarze z Arsenalu i PSV.. no ogólnie skład może nie z czołówki światowej, ale niezupełnie anonimowy. O zlaniu Anglików, lub Hiszpanów 4:0 nie ma co marzyć, ale przypinać sobie tabliczki "chłopiec do bicia" też nie musimy.
Mnie to i tak najbardziej zdołował fakt, że dla naszych kopaczy pieniądze i dodatkowe wejściówki były najważniejsze . Wkurza mnie to, że kapitan kadry robi lament, że 8 darmowych wejściówek na stadion to mało (mi nie udało się kupić ani jednej
Niestety mieliśmy słabych kopaczy, bardzo, bardzo słabego trenera, a niektórym zaszczyt i honor związany z grą w kadrze przesłoniła mamona. Smudy już nie ma, ale leśne dziadki z PZPNu powinny wykluczyć niektórych piłkarzy z kadry za grę dla KASY , a nie dla kraju.
Czechy czy Grecja są (a raczej powinny być) w naszym zasięgu.
Oczywiście. To w ogóle bardzo trafne określenie. W naszym zasięgu. Dokładnie tak samo my jesteśmy w ich zasięgu. Tym razem oni sięgnęli nas. Cóż, futbol.
Jasne, powtarzam po raz kolejny, wcale nie musiało tak być. Przy czym mam kompletnie różne od Twoich odczucia co do mentalnego nastawienia naszych reprezentantów (czy to aby nie z Tobą o tym rozmawiałem po Grecji?
Co do umiejętności technicznych: gdyby Piszczek grał w klubie tak, jak w kadrze na Euro, Owomoyela pewnie po dziś dzień byłby podstawowym prawym obrońcą BVB. Po napastniku klasy światowej, za jakiego uważany jest Lewandowski, można by oczekiwać, że strzeli więcej, niż jedną bramkę w trzech meczach, prawda? Kapitan Błaszczykowski też poradził sobie średnio na zwierza. Nie, nie chodzi mi o jakieś tam bilety, czy insze premie. Interesuje mnie to, co piłkarz robi na boisku, nie co paple w wywiadach. Chodzi o wybiórczą ślepotę przy graniu z kimś innym, niż koledzy z BVB. Bramkarz Arsenalu pokazał, że umiejętności to może i ma, ale mentalnie na pewno nie dorósł do grania na wielkiej imprezie. I tak można jeszcze długo.
Nie, rzecz nie w tym, aby teraz sobie, tak dla odmiany, urządzać przejażdżki po piłkarzach. Wydaje mi się po prostu, że większość opinii o klasie naszych futbolistów okazała się nazbyt optymistyczna.
W ogóle sądzę, że kość niezgody między nami (znaczy między mną, a Tobą; mną, a Monrooe'm; etc.) tkwi w tym, że ja się domagam
(kurde, kompletnie mi umknął Twój komentarz, przepraszam)
Dlaczego tak istotne jest to, co mówi Smuda? Po pierwsze, (eks)selekcjoner jakoś nas tym razem swym udziałem w dyskusji nie zaszczycił, możemy więc paplać skolka ugodna i nie zważać ne jego zamknięcie
No a skoro Smuda to psychol, być może całkiem zasadne byłoby pozostawienie go na stanowisku? Nie oszukujmy się, na tym stołku nikt normalny długo nie wysiedzi, prędzej raczej, niż później zwariuje. I po co na to czekać, skoro mamy już gotowego wariata?
Mi się wydaje, że Błaszczykowskiego trochę przerosło jego ego. Jak nie grał w BVB to żalił się w mediach. Linki do artykułów;
TU
TU
TU
Wg mnie następny selekcjoner powinien się zastanowić czy on dalej ma być kapitanem kadry - ja bym go w ogóle nie powoływał. Z całego BVB można tylko Lewandowskiego powoływać z korzyścią dla drużyny narodowej.
Zdaje mi się, że my dostrzegamy te same cechy graczy i ich gry, ale zupełnie odmiennie je interpretujemy.
Ja nie twierdzę, że wszyscy zawodnicy zagrali źle. Wręcz przeciwnie - kilku mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło (np. Perquis). Trója z Dortmundu pokazała się przeciętnie, ale czy to kwestia ich osobistej przeceny swojej wartości? Nie wiem. Jestem skłonny zaakceptować Twoją wersję z przecenieniem siebie, ale główny problem dla mnie zostaje ten sam: każdy grał dla siebie, a nie dla drużyny. Kuba z Lewym zgrani? Fajnie, ale drużyna to nie 2, a 11 zawodników na boisku i kilku na zmianie. Gdyby Kuba się nie przeceniał, to może nie spróbowałby uderzyć w meczu z Rosją i nie zdobył by bramki (bo mu te strzały coś nie idą na co dzień i na 100 takich uderzeń Kuba trafiłby może 2 razy). Ja odebrałem grę naszej reprezentacji jako unikanie walki. Sam Lewandowski bez dobrej gry reszty to może co najwyżej z gumki od majtek strzelać (a i to dyskretnie bo karę od UEFA może dostać).
Nie rozumiem hojnego szermowania określeniami typu "klęska", "kompromitacja", itepe. - to akurat fakt. Jeśli takich określeń używamy mówiąc o Polsce, to lepiej nie rozmawiajmy o Holandii.
Albiceleste! Lepszy wariat zdiagnozowany, od takiego co swoje psychozy skrzętnie przed światem ukrywa, zgoda i faktycznie tak jak Ty raczej watpię, żeby ktoś absolutnie racjonalny i rozsądny pozbawiony krztyny szaleństwa sukces z reprą osiagnął, natchnął ją do czegoś nieprzewidywalnego, ponad stan. Takiego wariata chciałbym na stanowisku selekcjonera i zakładam, że być może podświadomie tym sie również kierowaliśmy w narodowej aklamacji przy powoływaniu Smudy.Tyle tylko, że ten "świr" gdy była ku temu okazja najlepsza, niepowtarzalna, nie odleciał, nie zdołał zebrać swoich pacjentów na oddziale i nie popłynęli w rejs, po którym mogliby być dumni z przypisywanych im ułomności, odchyleń od standardu, który głosi, jesteśmy przeciętnym krajem, z przeciętnymi piłkarzami i wyniki musimy mieć przeciętne.
Wariat Franciszek poddany elektrowstrząsom przyjął do świadomości, że otaczająca go rzeczywistość jest przeciętna, dlatego racjonalnie postawił na farmakologiczne "farbowane" wspomaganie, przed czym kiedyś kategorycznie się wzbraniał. Wyleczył się z jednego odchylenia od normy, pozostawał już "wariatem" świadomym, a ponieważ 'aktu szaleństwa' od niego i jego wpółpacjentów oczekiwano, pojawił się lęk, że realia są takie, że może temu nie sprostać. Ta fobia "normalności" sprawiła, że satysfakcjonował go remis w meczu otwarcia, gdy widmo porażki zajrzało w oczy, remis uznał za cel i przyjął z wdzięcznością również w "bitwie warszawskiej 2012" i w imię "normalności" pozostawił takie, a nie inne ustawienie taktyczne na Czechy. We wszystkich tych ruchach nie był wariatem, był cholernie, cholernie przewidywalny.
Ja chcę wariata na stanowisku selekcjonera, może pozornie wyglądać normalnie, gadać racjonalnie, ale w oku powinien być błysk szaleństwa, jakaś mania, że z przeciętności można stworzyć coś nieprzeciętnego, żeby czymś takim był owładnięty i na takim punkcie zafiksowany. Smuda pod tym względem jest wyleczony!
ja śledząc tą dyskusję się nie doczytałem. Proszę nie traktujmy dyskusji tutaj jako części tego co mamy na
zewnątrz. Wydaje mi się, że to jednak inna para "kaloszy".
Podobnie jak a-c10 mam gdzieś to co trener wygaduje w mediach - facet ewidentnie ma syndrom oblężonej twierdzy i jestem przekonany, że większość tego co wygaduje nie ma nic wspólnego z tym co myśli (może naiwnie). Niemniej jednak czytając Wasze ostatnie wypowiedzi docieramy powoli do mojego największego zarzutu wobec selekcjonera. Niestety Frankowi przez ten cały okres nie udało się stworzyć drużyny. Wytłumaczyć chłopakom z BVB, że nie są na boisku sami, nauczyć współpracy ze sobą środkowych pomocników, czy w końcu usystematyzować grę bloku obronnego.
Może i nie było kłótni, podziałów w tej szatni, ale współpracy też nie było. Błaszczykowski w ogóle mnie nie przekonał jako kapitan zespołu, a Smuda jako szef tej ekipy. Wyglądało to raczej tak, że każdy robił na boisku to co umie najlepiej, niestety bez zwracania uwagi na innych członków drużyny i co gorsza sytuacje na boisku. Takie to moje smutne podsumowanie (pozostawianie Lewego samemu sobie, czy odstawienie Rybusa od gry to tylko dwa przykłady).
Dla mnie wytłumaczenie, że chłopakom nie poszło, bo im się nie chciało, jest zwyczajnie za łatwe. I trochę groźne, bo prowadzi do przeświadczenia, że gdyby im się chciało, to rrranybossskie!
Dalej, wolałbym jednak zdecydowanie rozgraniczyć pewność siebie (rzecz nie tylko w sporcie nieodzowna) i przeświadczenie o własnej wspaniałości (rzecz nie tylko w sporcie zgubna). OK, fajnie, że Kuba nie bał się oddać trudnego strzału na bramkę Małafiejewa. W końcu kto nie strzela, ten nie ma szansy trafić. Niefajnie jednak, że najwyraźniej naprawdę uwierzył, że sam wygra mecz. No, ewentualnie do spółki z kolegami z BVB. Tyle, że niestety tych kolegów miał jedynie dwóch. Znaczy jakimś dziwnym trafem zabrakło w naszej kadrze Kagawy, Grosskreutza, Bendera, Hummelsa...
@ Iocosus:
zazdroszczę takiej westernowej sytuacji.
Podoba mi się ta analogia. W westernach taki 'lone gunman' zazwyczaj albo ostatecznie wygrywał, albo przynajmniej ginął z honorem. Mogę więc śmiało przypuszczać, że albo Was wszystkich powystrzelam, albo chociaż zanim sam dostanę kulkę, gruba większość z Was zdąży mi wymościć gniazdko w piekle
Poważniej: tak, Smuda ewidentnie zatracił ten swój błysk szaleństwa, który - bo przecież nie warsztat, czy wiedza taktyczna - wiódł go do wielu sukcesów w klubach. Ale to się już stało i się nie odstanie, a selekcjoner zapłacił za to posadą. Trudno, mimo całej swojej smudofilii rzewnie buczeć za nim nie zamierzam. Jestem też pewien, że mimo tego, co paple w wywiadach, F.S. po swojemu wyciągnie jakieś wnioski z tego, co stało się między 8mym, a 16tym czerwca br. Ale wyciągać je będzie już w nowym miejscu pracy, a że raczej nie będzie to ani Cracovia, ani Legia, nie sądze, aby ktokolwiek z nas tu obecnych był przesadnie tymi wnioskami zainteresowany. Zamiast więc jeździć po eksselekcjonerze, wolałbym się skupić na znalezieniu przyczyn, które doprowadziły do tego, że wziął i w kompletnie nonsensownym momencie znormalniał.
@ Monrooe:
Ja już o tym pisałem: wg mnie stworzenie drużyny podczas grania wyłącznie sparringów jest kompletnie niemożliwe. Nie pamiętam przypadku, aby komuś się to udało. I nic dziwnego, to przecież trochę tak, jakby posadzić kogoś na symulatorze i oczekiwać, że samo to zrobi z niego kierowcę rajdowego.
Natomiast to, co się - moim zdaniem - Smudzie mimo wszystko udało, to stworzenie zaczynu, z którego ta drużyna ma wszelkie szanse powstać. Jako smudofil
Ale Iocosus postawił diagnozę z którą ja się zgadzam. Przepraszam wszystkich za słowo które za chwilę użyje ale pasuje tu idealnie. On się obsrał. Najważniejsza impreza jego życia mojego i wielu mi podobnych a on Najzwyczajniej strefił . Mówią o nas Polakach że mamy ulanska fantazję. W Meczu z Grekami zabrakło decyzji odważnych to samo w pozostałych. Jednym słowem cechy charakteru nie predysponowaly Smudy aby te prawie trzy lata temu wybrać go trenerem reprezentacji na najważniejszą imprezę dla wielu z nas.
Senatorze, zaraz-zaraz, w psychologii istnieje coś takiego, jak dynamika. Jesteś pewien, że Smuda z Euro i Smuda sprzed tych prawie trzech lat to ten sam facet? Bo ja jestem pewien, że nie. I mam taką propozycję: zostawmy już te smudofilie i smudofobie, zapomnijmy na moment, żeśmy wszyscy wariaci i spróbujmy pogadać jak rozsądni ludzie.
Fakty są w miarę proste. W nowożytnej historii polskiej piłki na czterech selekcjonerów prowadzących Biało-Czerwonych na wielkich imprezach nie obsrało się dwóch. Tyle, że obaj - skoro już tak sobie wulgaryzujemy - nas olali. Engel zamiast przygotowaniami do Mundialu zajął się promocją swego wiekopomnego dzieła literackiego, a Beenhakker polską kadrę miał generalnie w dupie. Pozostali dwaj? Najpierw Janas za pięć dwunasta porzucił świetnie funkcjonujące 4-4-2 na rzecz sprawdzonego i zweryfikowanego jako nieprzydatne 4-2-3-1. Potem jeszcze bronił (bezskutecznie) nic nam nie dającego remisu z Niemcami. Smuda (specjalista od walki do końca o zwycięstwo!) bronił jak niepodległości remisów z Grecją i Rosją. 50% polskich selekcjonerów na wielkich turniejach w bieżącym stuleciu ufajdało się na rzadko. Dlaczego? Czy istnieje jakiś sposób na to, byśmy za np. dwa lata nie rozmawiali o obsranym Fornaliku?
Masz rację, nie on jeden. Kiedy napisałem że może psychologicznie pasował by Wójcik Iocosus od razu przypomniał mecz z Anglikami. Potrzeba gościa pewnego swojej wiedzy silnego psychicznie.Czy Fornalik jest taki? nie mam pojęcia choć dla mnie jeśli już bardziej pasuje mi Orest. Tyle tylko że znowu Iocosus przypomni jego rozmowę z zarządem Śląska. Jak widać aby być trenerem reprezentacji od której wymaga się więcej niż to możliwe trzeba być chyba cyborgiem ?
Jeżeli marzą nam się sukcesy potrzebujemy selekcjonera z talentem na miarę talentu Lewandowskiego, a mimo wszystko, takich samorodków na naszym futbolowym swojskim polu nie ma zbyt wielu, o ile są w ogóle!? Natomiast PMS pod wodzą nestora Piechniczka, nie dopuści byśmy pożytkowali się jakimś okazem z innej plantacji.
Nie mam pojęcia, czy Fornalik okaże się grudką złota czy miką, choć jestem raczej przychylnie nastawiony do takiej kandydatury, obawiam się czy nie została przedstawiona na zasadzie sondy, wystawiona pod medialny ostrzał, a gdy przyjdzie co do czego, w ostateczności całą pulę zgarnie Engel lub Kasperczak, choć z drugiej strony Piechniczkowi chyba sie wydaje, że na Fornalika będzie miał wpływ, a z tymi drugimi juz tak by być nie mogło, wychodzi na to, że będę sprzyjał zamierzeniom starego Piechnika, koniec swiata!!!
Jeżeli moje pokładane w Fornaliku nadzieje miały się ziścić, to wierzę, że spod piechniczkowej kurateli by się wyzwolił, w każdym razie nie byłby sterowalny z tylnego fotela ustawionego przy kominku w Wiśle.
Panowie, nie będziemy mieli ani cyborga, ani pozytywnego wariata. A skoro nie da się znaleźć kandydata spełniającego wymagania, trzeba dostosować wymagania do dostępnych kandydatów. Czyli m.in. na dzień dobry nie robić im krzywdy. Inaczej co dwa lata będziemy przeżywać dokładnie to samo.
Mhm, kontrakt na cztery lata, to mrzonka, tym bardziej podpisany przez prezesa Latę "na wylocie", którego media za coś takiego utopiłyby w łyżeczce od herbaty, no chyba że trenerem miałby zostać Andrzej Placzyński!
Eliminacje do brazylijskiego Mundialu będą weryfikowały trenera, ktokolwiek nim będzie, kwestia, żeby sam wynik choć może kształtować kibicowskie czy też medialne nastroje, nie powinien być jedynym kryterium, od którego zależy to be or not to be selekcjonera.
Ja optowałbym za Kasperczakiem z uwagi na jego skuteczność w prowadzeniu reprezentacji co prawda afrykańskich, ale jednak. Nie miałbym też nic przeciwko Fornalikowi, którego zwyczajnie szanuję. Ma też moja sympatię, gdyż jest alter ego Smudy. Kulturalny, skromny, komunikatywny, wykształcony, zawodowo uczciwy. Nie słyszałem o żadnej ciągnącej się za nim aferze. Pomimo dobrego przygotowania zawodowego /magisterium po AWF i wszystkie licencje trenerskie/ nie udawał mędrka, ale współpracował z dr. Wielkoszyńskim i podkreślał udział tego fachowca w swoich sukcesach, podobnie jak i trenera Lenczyka.
Mam tylko obawy czy będzie miał niezbędny autorytet przy zawodnikach grających w klubach zagranicznych, a którzy pokazali jak bezczelni być potrafią. Po za tym trener Fornalik nie pokazał, że oprócz systemu 4-4-2, jakim nie gra od 6 lat chyba żadna europejska drużyna opanował jakiś inny bardziej do współczesnej piłki przydatny system. Eliminacje do MŚ to nie jest najlepszy czas na naukę. W każdym razie nie będę się wstydził za zachowanie Pan Fornalika i jego słownictwo i stosunek do innych ludzi, nawet nieprzychylnych.
Jeszcze zamykając temat Euro w wykonaniu Polski, chciałbym dodać, że mimo całej powyższej imponującej wielowątkowością dyskusji, ze swojego zdania się nie wycofuję.
Sportowy występ tej drużyny został fatalnie zepsuty, tak przez piłkarzy, jak i przez trenera, zupełnie nieważne przez kogo bardziej.
Poziom drużyn w grupie był wyrównany - zgoda - tym bardziej jedna taka drużyna grając z drugą, prowadząc do przerwy 1:0 i dysponując przewagą zawodnika, nie powinna nagle kłaść się na boisku i ograniczać do obserwowania poczynań przeciwnika. Smuda nie dość szalony, odważny? A cóż by dało wprowadzenie Wolskiego, Wawrzyniaka, Sobiecha czy zamiana 4-3-3 na 4-2-3-1? Pewnie tyle co i wprowadzenie Grosickiego i Brożka z Czechami.
Po prostu drużyna zamiast być w apogeum sportowej formy, była od niej daleka i tyle w tym temacie.
Jeszcze jeżeli chodzi o Smudę to mnie szczerze zdumiał fragment artykułu w poniedziałkowym 'PS', w którym spekulowano na temat kulis odsunięcia Rybusa. Jeżeli facet naprawdę poświęcił schematy wypracowane w toku sparingów i jednostek treningowych tylko dlatego że Rybus co innego o meczu z Grecją powiedział jemu, a co innego prasie, to nasz końcowy wynik w tej imprezie nie dziwi mnie już nic a nic.
(...)uważam, że przede wszystkim powinniśmy raz na zawsze zerwać z dwuletnią perspektywą pracy selekcjonera. Cysorz Franz umarł? No trudno, niech mu medialna ziemia lekką będzie. Król Waldek? Faktycznie, bodaj najsensowniejsza kandydatura ze wszystkich realnych, niech więc nam żyje i króluje. Ale niech, do cholery, robi to co najmniej do zakończenia el.ME'16 i to bez względu na przebieg i wynik el.MŚ'14, nic już nie mówiąc o samym Mundialu! Bo tak: szanse na wyjazd do Brazylii są - bądźmy szczerzy - cokolwiek umowne. Sprawia to tak autorament naszych rywali, koszmarnie ułożony kalendarz, jak i znikoma ilość czasu pozostałego do rozpoczęcia kwalifikacji. I co, Fornalik (Skorża, czy ktokolwiek inny) przerżnie te kwalifikacje, to urezać mu szyję i dawaj a piat' z kimś następnym? Co nam to przyniesie, (...)? Kolejne lata życia w nieziszczalnej ułudzie?
Moim zdaniem nowy selekcjoner powinien dostać zadanie przygotowania reprezentacji tak, aby nie tylko awansowała na następne Euro, ale pokazała się na nim co najmniej tak udanie, jak w tym roku Chorwaci i Duńczycy. Za cztery lata, przypominam, będzie już inny (swoją drogą strasznie głupi) system rozgrywek, więc powinno to starczyć do wyjścia z grupy, może nawet do osiągnięcia ćwierćfinału. Planowanie czegokolwiek więcej w obecnym stanie polskiej piłki uznaję za przejaw kompletnego braku kontaktu planującego z rzeczywistością. Owszem, jeśli w trakcie tych przygotowań uda się awansować na Mundial (i jeszcze coś tam na nim ugrać) - super. Jeśli nie - nie ma tragedii, jedziemy dalej.
Taki plan działania po pierwsze ugruntowuje autorytet szkoleniowca. Bo póki co, to ten autorytet równa do poziomu spotykanego w klubie zwanym Polonia W-wa, czyli 'co ty mi tu będziesz pieprzył, wujku, ja tu zostanę, a ciebie za trzy kolejki nie będzie'. Po drugie, umożliwia selekcjonerowi 'rozpoznanie bojem', czyli testowanie swych pomysłów w meczach o stawkę, ze zmotywowanymi rywalami, a nie w pozbawionych większego znaczenia sparringach. I to bez strachu o posadę. Po trzecie - i być może najważniejsze - sprawia, że drużyna jako całość (sztab + piłkarze) krzepnie, zgrywa się i nabiera doświadczenia. A tego ostatniego bardzo, ale to bardzo na tegorocznym turnieju zabrakło.
Szkoda tylko, że to, co ja tu piszę, to też jest nieziszczalna ułuda. Aby taki plan mógł zostać wprowadzony w życie, potrzeba prezesa PZPN o stalowych jajach, który nie ugnie się pod presją mediów i podburzanej 'opinii publicznej' i nie zwolni trenera po pierwszym niepowodzeniu, tylko spokojnie da mu pracować. A szanse na kogoś takiego mamy mniej więcej podobne, jak Śląsk Wrocław na półfinał Ligi Mistrzów.
Paradoksalnie uważam, że właśnie Lato mógłby się - w tym jedynym kontekście - okazać takim właśnie prezesem. Jemu już absolutnie nic nie może bardziej zaszkodzić. Media tak, czy inaczej topią go w tej łyżeczce herbaty dzień jak co dzień... Co, rzecz jasna, nie oznacza, że wierzę, że się okaże.
@ Gawin:
Smuda nie dość szalony, odważny? A cóż by dało wprowadzenie Wolskiego, Wawrzyniaka czy Sobiecha?
Nie no, tu to nawet ja widzę obsuwę Smudy
Co do rewelacji z Rybusem - kompletnie nie zaprzątałbym sobie tym głowy. Jak ktoś zechce komu innemu do*ebać, pretekst zawsze się znajdzie. Za koszulkę w paski, za koszulkę z gwiazdką, za czapkę, albo za beret, za szlugi z filtrem, albo bez...
@ Gawin 76.
Podobnie jak wielu dałeś się zafiksować przez trenera Smudę, iz to są zawodnicy wyselekcjonowani. Od ok. 1,5 roku wiadomo było kto zagra w podstawowe jedenastce. Nie przewidziałem tylko,że media tak nagłośnią kolejne chlanie Peszki,że Głowacki odmówi udziału /chwała mu za to/. To byli gracze dobrani pod pewnym kątem,a mianowicie byli to ci, którzy ze Smudą w klubach pracowali i ci, którym zaoferował grę na EURO w zamian za przyjecie polskiego obywatelstwa. Reszta była niechcianym dodatkiem.
Przykłady Wawrzyniaka, Rybusa, Mierzejewskiego czy Grosickiego pokazują, że byli traktowani jak intruzi, a nie swoi. Nie lubię dyskutować o personaliach, bo dla mnie to traci łatwizną i jest cokolwiek banalne, ale tym razem odstąpię od tej zasady. Składy Niemiec, Hiszpanii czy Włoch oparte są o graczy jednego klubu i jakoś sobie radzą.
Ja też tak bym zrobił i mój skład wyglądałby tak: Tytoń - Rzeżniczak/ Jedrzejczyk/, Żewłakow, Komorowski /Celeban/,Wawrzyniak - Gol, Borysiuk - Grosicki, Mila, Rybus- Lewandowski. Na pewno po paru sparingach osiągnęliby lepsze wyniki niż kadrowcy Smudy. Takie mam niezmienne przekonanie. Pozdrawiam.
Oczywiście że o Brazylię śmiało możemy walczyć. Grupa jest wyrównana, musimy zagrać ostro od początku o 7-9 punktów na jesieni, wtedy może być ciekawie.
Wierzyć to i ja wierzę, wiara powinna ginąć na samym końcu. Walczyć oczywiście powinniśmy. Ale jak sobie na to popatrzę na chłodno...
7-9 punktów jesienią? Czyli co, MNE-POL 2, POL-MDA 1, POL-ENG 1X, tak? OK, w bardziej normalnych warunkach to jeszcze jako-tako byłoby do zrobienia. Niestety, jedyny sparring przed eliminacjami już za półtora miesiąca (rywal jak zwykle wysokiej klasy...), niedługo później mecz z Vuciniciem i spółką, a my wciąż nie mamy selekcjonera i Bóg raczy wiedzieć (albo i nie), kiedy będziemy go mieć.
Ale i tak bardziej martwi mnie jesien... przyszłego roku. O ile w ogóle będą to dla nas jeszcze mecze o cokolwiek (wątpliwe), dwa ostatnie spotkania gramy w gościach u faworytów grupy. Kalendarz jest piękny niczym moja teściowa, nie ma co.
No i proszę Was bez przesady z tymi lamentami - nasza grupa jest po prostu wyrównana. Możemy męczyć się z Mołdawią, ale możemy też ograć Ukrainę czy nawet Anglię. Czarnogóra? Ciągle Vucinic i Vucinic. Vucinic sam wygra mecz tak jak i nam mecze wygrywa Lewandowski
Powinniśmy grać o awans i tyle. Każdy członek sztabu szkoleniowego i każdy piłkarz musi mieć świadomość celu. Co oczywiście w niczym nie przeszkadza temu, żeby cykl pracy selekcjonera był minimum czteroletni.
Znalezione we wczorajszym 'Dużym Formacie': Polecam.