- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- a-c10
Para piętnaście, cz. 3
i. Cztery do zera? Nie róbmy z siebie frajera.
Wielu piłkarskich szkoleniowców reaguje oburzeniem, gdy ich praca oceniana jest na podstawie tego, czy piłka wpadła do bramki, czy też nie.
Choć podobne stanowisko wygląda jak niedroga próba ucieczki przed odpowiedzialnością za (ewentualną) porażkę, nie sposób nie przyznać mu swoistej racji. Bo przecież rolą seniorskiego trenera jest nakreślenie sposobu, w jaki jego podopieczni mają atakować bramkę rywala i bronić dostępu do swojej oraz przygotowanie ich do wykonania tego zadania. W przypadku selekcjonera reprezentacji ten ostatni obowiązek ma bardzo wąski zakres, sprowadza się niemal wyłącznie do doboru właściwego personelu kopiącego. Tym bardziej jednak trudno takiego selekcjonera obarczać odpowiedzialnością za to, gdzie poleci futbolówka kopnięta przez któregoś z zawodników.
Biorąc to wszystko pod uwagę, sobotni mecz reprezentacji z Gruzją został przez Adama Nawałkę koncertowo spartaczony. Przez grubą większość meczu Biało-Czerwoni wyglądali jak za późnego Beenhakkera: czterech obrońców, przed nimi dwóch typowych przecinaków, a dalej reszta, biegająca po boisku bez widocznego ładu i składu, ewidentnie w myśl nieśmiertelnej zasady „jakoś to będzie”. Dodatkowo do sześćdziesiątej którejś minuty grali w okrojonym składzie, albowiem na placu przebywał – dla niepoznaki przebrany w biały trykot – dwunasty Gruzin. Peszkadze? Przeszkadze? Jakoś tak. Dobre serce naszego selekcjonera niewątpliwie trzeba pochwalić, jednakowoż tolerowanie tego sabotażu przez ponad godzinę to chyba jednak zbytek altruizmu.
OK., zrzędzenie po meczu wygranym 4:0 zakrawa na idiotyzm. Zadanie zostało wykonane, a co do sposobu, to obyśmy dożyli takich czasów, gdy będziemy mieć podstawy, by kręcić nań nosem. Niemniej jednak, euforia po tym wskazaniu nie zakrawa, tylko stanowi idiotyzm. Do końca eliminacji pozostały bowiem jeszcze trzy poważne spotkania (Gibraltaru, z całym szacunkiem, nie liczę). Po dotychczasowych grach nasza kadra wygląda jak co najwyżej średni jeździec, którego ni z gruchy, ni z pietruchy wsadzono na bardzo wysokiego konia. Czy pogalopujemy na tym rumaku na francuskie boiska, czy też tuż przed metą spadniemy zeń na łeb, na szyję – czas pokaże.
ii. Agonia Korony, odc. tysionc pińcet sto dziewińcet.
W Trybunie Lu... eee... na Weszło! pisali niedawno o tym, jak to Komisja Licencyjna w pocie czoła pracuje na rzecz tego, by polska piłka rosła w siłę, a ludziom (ciekawe którym?) żyło się dostatniej. Ba, mało że pracuje! Efekty jakie! Sezon stary już się skończył, nowy jeszcze nie zaczął, a tu już wiadomo, że wszystkie kluby, co do sztuki, mogą grać! Znaczy chyba, że pieniąchy mają zdrowe jak, nie przymierzając, rumiane liczko traktorzystki Maszy. I wszystko byłoby pięknie niczym na plenum KC, gdyby parę dni temu nie gruchnęła wieść, że Korona Kielce żebrze w ratuszu o niemal trzy miliony złotych dofinansowania.
Nie no, jasne. Nihil novi sub sole. Kieleccy szantażyści podobne szopki odstawiali już kilkakrotnie i – jak do tej pory – zawsze udawało im się wyrwać dodatkowe sianko. Za każdym razem jednak miejscy rajcy bulili haracz z coraz to większym niesmakiem i wcale niewykluczone, że wreszcie powiedzą „basta!”. A wtedy Złocisto-Krwiści nie przystąpią do rozgrywek (w chwili obecnej mają ledwie kilku piłkarzy na zawodowych kontraktach, nowych podpisywać nie mogą).
Jak to się ma do starań Komisji? Podobno nie działa ona na podstawie ogólnego wrażenia, tylko twardych dowodów, znaczy dokumentów. Coś tu śmierdzi, nieprawdaż? Albo Koroniarze przedstawili działaczom trefne papiery, albo całą tę Komisję można zwyczajowo o kant dupy...
iii. Kapitalistyczni wyzyskiwacze, czyli mój wkład własny w renesans sztuki epistolarnej.
Panie Mioduski, panie Leśnodorski, panie Wandzel!
Nie jestem, ani nigdy nie byłem kibicem Legii Warszawa. Jest to jedyny powód, dla którego nie przestanę nim być właśnie teraz, gdy doszły mnie wieści o waszym skandalicznym postępowaniu wobec Ochotniczej Straży Pożarnej Sulejówek – Miłosna.
Jako się rzekło, nie jestem kibicem waszego klubu. Niemniej jednak, w wielu dyskusjach – również z fanami drużyny z ul. Łazienkowskiej! – stawałem w obronie waszych poczynań, podkreślałem pozytywne aspekty waszych działań, ba!, zdarzało mi się nawet stawiać was za wzór ludzi profesjonalnie zarządzających klubem, umiejących wnieść do zmurszałego, zdziałaczałego środowiska polskiej piłki odrobinę ożywczej świeżości. Jakże głupi byłem i naiwny, o jakże! Teraz jednak łuski wreszcie spadły z moich oczu. Jasno i przejrzyście widzę wasze szkaradne, wiecznie wykrzywione żądzą zysku oblicza. Biznes! Biznes! Biznes! Tylko on wam w głowie! W jego imię gotowiście do najpodlejszej nawet wszeteczności. Za marne trzydzieści pięć tysięcy złotych – co to dla was?! – potrafiliście zniszczyć sens społecznikowskiego życia kibiców waszego klubu, sulejowskich strażaków, od dwudziestu lat w pocie czoła, z narażeniem własnego zdrowia przykładających rękę do tego, by mogły odbywać się mecze waszej drużyny.
Kończę już pisanie do was. I tak poświęciłem wam zbyt wiele czasu. Zwrócę się teraz do (byłych, mam nadzieję) kibiców Legii Warszawa. Bracia! Doskonale rozumiem, jak niełatwo jest wyrzec się kibicowania klubowi o pięknej, niemal stuletniej, obfitującej we wspaniałe momenty historii. Wiem, że dla wielu z Was Legia jest jak Matka. Wiem też jednak – jako i, tuszę, Wy wiecie – że są na tym świecie złym rzeczy ważne i ważniejsze. Nie pozostańcie więc obojętni na hańbę, jaką okryty został klub z Łazienkowskiej.
Chicago Fire to też całkiem fajna ekipa.


O euforii nie ma co mówić, bo wygrana z tak słabą drużyną jaką jest obecnie Gruzja to był nasz obowiązek. To 4:0 (co najmniej) powinno zresztą 'urodzić' się z zupełnie innego boiskowego scenariusza.
Personalnych wyborów Nawałki ('dwójka przecinaków') nie czepiam się, bo on buduje tę drużynę wokół Milika i Lewandowskiego, w związku z czym w składzie zwyczajnie nie ma miejsca dla 'nie-przecinaka' w środku pola. A tak nawiasem mówiąc, kiedy widzę jak wygląda Krychowiak kiedy bierze się za rozgrywanie, hm... To już wolę go jako przecinaka
Ciekawsza sprawa to widoczne od meczu z Niemcami trwałe zorientowanie naszej drużyny na przyjmowanie przeciwnika na swojej połowie i grę z kontry. Nie widzę żeby był jakiś szczególny progres w jakości naszej gry defensywnej, tzn. im bardziej pozwalamy przeciwnikowi grać, tym więcej stwarza on sytuacji. Gdzie nam do Grecji Rehhagela, która potrafiła tak zamknąć mecz, że przez 90 czy 120 minut przeciwnik miał pół okazji do zdobycia gola
Z Gawinem się nie zgadzam,że nasza defensywa grała żle, bo dopuszczała słabych Gruzinów do wchodzenia w nasze pole karne. Inaczej się nie da.Nawet najmniejszy żuczek w dzisiejszej piłce troszkę poswawoli i każdemu leciutko zajdzie za skórę. Wyniki w innych grupach są tego dowodem.Więc cieszmy się ,że nie zaliczyliśmy wpadki. A byliśmy blisko. Przestańmy marudzić, nawet jak wygrywamy.
Korona Kielce twardo walczy o byt. Ja jej nie kibicuję, gdyż dość dobrze znam jej trzydziestoletnią korupcyjną tradycję.Jeden z właścicieli tego klubu przed laty ze łzami w oczach błagał mnie, abym w Warszawie komuś zapodał i on był gotowy zeznawać, bo go z torbami puszczą. Usiłowałem przez pismactwo coś zadziałać,ale ono wiedziało i wiedziało też,że pisanie, alarmowanie nic nie da, bo wszyscy prawie w tym tkwią.Bo przekupstwo stało się normą, a uczciwość wyjątkiem.I wszyscy właściciele w tym tkwili choć nikt tak naprawdę nie chciał.
No to może tak tych prywatnych w futbolu nie gloryfikujmy.Nie stanowili oni remedium na futbolowe bolączki.Na dodatek takie poglądy są w modzie wyłącznie w kraju nad Wisłą.Wmawiane nam z ogromnym sukcesem przez "ekonomistów' celebrytów, którzy od wiedzy ekonomicznej odeszli wiele lat temu .Dziś nie ma w świecie i w Polsce też żadnego poważnego ekonomisty, który by wbrew faktom twierdził,że prywatne jest lepsze od np. państwowego. W tzw. realsocjalizmie tak,ale w gospodarce tzw. rynkowej czyli kapitalistycznej już nie.Liczy się efektywność, a nie formalna forma własności.To już nie tylko Stiglitz, ale najbardziej dziś popularny Thomas Piketty,ale znany ekonomista polskiego pochodzenia Ignacy Sachs,ale szefowa MFW Christine Lagarde, ale szefowa FED Janet Yellen,ale niedawni nobliści Akerlof czy Sholler,ale Prezes PTE prof. Mączyńska tak twierdzą.Innymi nazwiskami chętnie służę.Dziś miałkie i mętne hasełka neoliberalizmu pochodzące od dobrego ekonomisty, ale i niezłego jajcarza Miltona Fredmana odchodzą tam gdzie ich miejsce, nie tyle do lamusa, ile na śmietnik historii.Doktryna neoliberalizmu jest wygodna dla części biznesmenów, a głównie dla polskich polityków.Bo co ona głosi; nie masz pracy?Trudno, taki mamy rynek pracy.Słabi ci płacą?.Co robić,tak działa rynek.Nic się nie da zrobić. Nie da się rozwiązać żadnego problemu.Urok tej teoryjki polega na prostocie.bo uważa ona,że rynek i prywatna własność wszystko same załatwią. Jest to mechanizm ,który ma objaśnić całą skomplikowaną rzeczywistość.Niestety rzeczywistość skrzeczy, a ludzie domagać się poczęli rozwiązywania problemów.A kluczem ma być racjonalizm,a nie jakieś wydumane teoryjki.
Natomiast Korona płaci za konflikt Prezydenta Miasta z radnymi , który nie ma zaplecza w Radzie Miasta, w której opozycja ma większość. To nie klub szantażuje / co za wstrętne słowo/ kogokolwiek tylko Prezydent przypomina,że właściciel ma obowiązki wobec przedmiotu swojej własności. Wygrywa, gdyż grozi,że poda się do dymisji co spowoduje nowe wybory i ponieważ większość mieszkańców jest za Koroną to obraz radnych mógłby się radykalnie zmienić. I tak to trwa.Oczywiście wolałbym,,aby stosunki własnościowe w Koronie były takie jak w Legii,ale też wolałbym, aby było w niej więcej profesjonalizmu i wiedzy o meritum działalności.Ale jak już nie ma się tego co się lubi, to mimo wszystko wolę jak Korona trwa, gromadzi młodych ludzi na trybunach i szkoli kilkaset dzieciaków niż miało by tego nie być. Z powodu jakiś pieniędzy czyli papierków, które nawet do podcierania tyłka nie bardzo są przydatne.Więc robienie z nich bożka sens ma niewielki. Raczej jest to złoty cielec. Z naciskiem na cielca.
Burmistrz Sulejówka w odróżnieniu od Prezydenta Kielc nie zaryzykował. Stał się więżniem swego politycznego zaplecza. A ono jest takie samo prawie wszędy. Nie lubi tych co mają i co chcą coś zrobić. Chciał ,aby Legia w Sulejówku była i równocześnie nie była.Taki drobny cwaniaczek. Dlatego zbiera owoce, a właściwie nie zbiera.A oświadczeniami jakie ogłasza staje się śmieszny.I dobrze,że potraktowałeś ten temat żartobliwie.Ja natomiast mam negatywne doświadczenia ze Strażą i wiem,że ona ma za duże uprawnienia i jest poza jakąkolwiek kontrolą.Odwołań od jej decyzji w zasadzie nie ma, gdyż rozpatrują je oni sami. Więc każdy ich podpis na inwestycji to nie łapówka. ale konieczność datku na ich Fundacje. Jak jest datek to zastrzeżenia nawet najpoważniejsze znikają.Czyżby Burmistrz coś budował,że tak o tę Straż dba
Przepraszam,że z opóżnieniem ,ale najpierw apelacja, skarga na Ministra Infrastruktury do WSA, odwołanie od decyzji. I tak czas płynął. Najpierw robota. On mądrych nie lubi