A+ A A-

Ho-lig-łódź, czyli po sezonie, przed sezonem. (3/4)

Podsumowania ligowo-filmowego część trzecia. W niej zaś o tych, którzy chcieli – i czasem nawet mogli – walczyć o coś więcej, niźli tylko łapanie kreski.

Wisła Kraków 28 punktów (43 przed podziałem), 12 zwycięstw/13 remisów/12 porażek, bramki 56:48.

GRANO: „Imperium koroduje” – wbrew pozorom wcale nie eSeF, tylko „skandynawski” dramat psychologiczny.

Zostawiając na boku wszelkie kibicowskie sym- i antypatie przyznać należy, że Wisła Kraków to najsilniejszy polki klub piłkarski początków XXI wieku. Za panowania Bogusława Cupiała – którego początek sięga przecież jeszcze poprzedniego stulecia – ekipa z Reymonta sięgnęła po osiem tytułów Mistrza Polski, parokrotnie była bardzo blisko awansu do Ligi Mistrzów i momentami absolutnie niepodzielnie rządziła krajowym podwórkiem. O jej niegdysiejszej mocy najdobitniej być może świadczy fakt, że niegdysiejsze żądania myślenickiego nababa, by jego piłkarscy podopieczni w trzydziestu kolejkach zdobyli dziewięćdziesiąt punków wcale nie były takie znowu odrealnione.

Oczywiście, dziś po tej potędze pozostały jedynie wspomnienia oraz przewymiarowany, mało estetyczny stadion, po którym w zeszłym sezonie czasami hulał porywisty wicher. Jednakże wbrew obawom co poniektórych (i nadziejom innych), białogwiezdne imperium wcale nie rozpadło się z wielkim hukiem. To nie był film katastroficzny. Żadnych walących się budynków, trzęsień ziemi, pożarów, tsunami i tym podobnego efekciarstwa. Zeszły sezon w wykonaniu Wisły to smutna opowieść o bardzo poważnie chorej byłej gwieździe. Wielbiciele patrzą na nią ze współczuciem i resztkami nadziei. Ale nawet przeciwnicy, przynajmniej niektórzy, wyzbyli się większości nienawiści. Pozostało im jedynie politowanie.

COMING SOON: Dalej to samo.

No chyba, że jakimś cudem zdarzy się cud. Gwiazda ni z gruchy, ni z pietruchy wstanie z łoża boleści, przeciągnie się i zacznie grać po staremu. Ze świecą jednak szukać naiwniaka, który byłby w stanie w to uwierzyć.

Ewentualnie Cupiał popadnie w jeszcze gorsze tarapaty, wskutek czego aparatura podtrzymująca gwiazdę przy życiu straci zasilanie i... sami wiecie.

Lechia Gdańsk 29 (41), 13/10/14, 45:47.

GRANO: „Gagatki z biało-zielonej gromadki” – młodzieżowy film przygodowy.

Na początku sezonu w Wielkiej Dyni rojno było i gwarno. Tabuny ludzi wpadały tam i wypadały, ruch normalnie jak na nieodległym Monciaku w wakacyjny weekend. Dla postronnego widza cała ta krzątanina była niewątpliwie pocieszna. Ot, taki sobie zabawny teatrzyk. Mniej do śmiechu musiało być kibicom Lechii, którzy wchodzili w sezon z nadziejami na walkę nawet o Mistrzostwo, a przynajmniej o puchary.

No i na koniec się prawie tych pucharów doczekali. Z tym że – jak wiadomo ze znanej reklamy – prawie robi wielką różnicę. Cóż, tak to czasem w wesołych gromadkach bywa.

COMING SOON: ???

Lechia nie jest ani pierwszym, ani też – uprzedzając nieco fakty – ostatnim klubem Ekstraklasy, którego najbliższą przyszłość trudno przewidzieć. Jednak w przypadku gdańszczan owa trudność jest wyjątkowo duża. Biorąc pod uwagę jedynie boiskową jesień A.D. 2015, kibice Biało-Zielonych mogliby mieć całkiem rozsądne podstawy do optymizmu. Gdy jednak zmieścimy w kadrze również zasady funkcjonowania klubu en bloc, które – delikatnie rzecz ujmując – rozsądne nie są...

Śląsk Wrocław 35 (46), 15/13/9, 50:43.

GRANO: „Zombie z marmuru” – tragikomedia.

Sztuczne, bądź wtórne formy życia to temat wyjątkowo chętnie eksploatowany przez filmowców. Również nasza ligowa kinematografia od niego nie stroni, o czym dobitnie świadczą choćby Sztuczni – grupa najwierniejszych kibiców Górnika Łęczna, która zresztą zasługuje na osobny tekst. We Wrocławiu postanowiono pójść o krok, a może nawet kilka kroków dalej. Zamiast nieżywych (ale prawdziwych!) fanów, czy też klubu-zombie (popularny trick do niedawna „z powodzeniem” stosowany np. w Widzewie) postawiono (na) zombie-pomnik.

Pomnik ów upamiętnia Rafała Dutkiewicza, najwspanialszego władcę Wrocławia od czasów, no… właściwie to wszech czasów. Nadano mu (pomnikowi, nie prezydentowi, a szkoda) formę sportowego białego słonia: wielgachnego, na dobrą sprawę nikomu niepotrzebnego stadionu na Maślicach.

To by jednak było zdecydowanie zbyt mało, by oddać geniusz El Presidente. Postanowiono zatem tchnąć w molocha przynajmniej jakieś pozory życia i zainstalowano na nim drużynę Śląska. Poczciwy WKS grał był sobie uprzednio na kameralnej Oporowskiej, która była dlań obiektem jak ulał. To nie, kazano mu grać na pomniku, pośród bra... eee... sporadycznych gwizdów i szumiącego wiatru.

Cóż, jaki prezydent, taki pomnik.

COMING SOON: „Było sobie szycie” – ciekawostka przyrodnicza.

Szycie, ma się rozumieć, grubymi nićmi. Podobno miasto oddaje władzę w klubie i zamierza przyglądać się dalszemu rozwojowi sytuacji z tylnego siedzenia. Gdyby faktycznie do tego doszło, należałoby jedynie przyklasnąć. Niestety, co poniektórzy – och, niewątpliwie zaplute karły reakcji i inne takie szkodniki – twierdzą, że za klubową kierownicą zasiądzie teraz nikt inny, jak grupa przydupasów pana prezydenta. A więc, jak na Górnym, tak i na Dolnym: nihil novi sub sole Silesiae.

Jagiellonia Białystok 41 (49), 19/8/10, 59:44.

GRANO: „Pszczółka Jaga” – bajka niekoniecznie dla dzieci.

Z całego szeregu względów jedna z najlepszych produkcji minionego sezonu.

Po pierwsze: wschód naszego kraju jakoś nigdy nie kojarzył się z piłkarską potęgą. Sama Jagiellonia całkiem przecież niedawno występowała ledwie na trzecim poziomie i rozgrywała, ekhem, epickie boje „derbowe” z Łomżyńskim KS. A tu proszę: w stu procentach zasłużone podium Ekstraklasy.

Po drugie: stadion w stolicy Podlasia (wg samych białostocczan najdłużej budowany obiekt piłkarski na świecie) wreszcie stoi i naprawdę cieszy oko. Jednak poza stadionem (i zwyczajowo rewelacyjną murawą) w kwestii infrastruktury Pszczółki nie mają nic. Tymczasem właśnie na tym niczym powstał zespół w ogromnej mierze oparty o młodzież.

Po trzecie: Michał Probierz. W jednej osobie nieokrzesany cham, doskonały motywator, świetny mentor młodzieży, zadufany w sobie burak... Można go cenić, można go nie cierpieć, ale naprawdę trudno obojętnie przejść mimo.

COMING SOON: „Hydra, kołyska i europejskie puchary” – opowieść o dorastaniu.

W minionym sezonie Jaga nie musiała kompletnie nic. Z góry wiadomo było, że spadek jej nie grozi, ba, nawet lądowanie w dolnej ósemce zdawało się mało realne. Z kolei presji na puchary (o tytule nie wspominając) nie odnotowano. Nic, tylko grać.

W bieżącym sezonie puchary w wykonaniu Pszczółek już wystartowały (i to całkiem efektownie), a w lidze na podopiecznych Probierza – było nie było medalistów mistrzostw kraju – każdy będzie się choć trochę spinał. Jak sobie z tym poradzą?

Legia Warszawa 42 (56), 21/7/9, 64:33.

GRANO: ‘Not another teen movie’ – opowieść o dojrzewaniu.

No wiem, na to tak naprawdę czekaliście.

Obok białostockiego najlepszy punkt festiwalu. Przy okazji po raz kolejny okazało się, jak trudno być filmowcem we własnym mieście. O ile bowiem fani Legii raczej nie są zachwyceni fabułą (ze szczególnym uwzględnieniem zakończenia), tak widz postronny wyszedł z seansu jak najbardziej ukontentowany. I to wcale nie przez jakąś tam mniej, lub bardziej wyimaginowaną niechęć do ekipy z Ł3, czy „bułgarskie” ciągotki. To była po prostu bardzo dobra, świetnie opowiedziana historia.

Dziewczę z dobrego, zamożnego domu, tuż po renomowanym gimnazjum, pod rąsię z norweskim absztyfikantem, idzie do liceum. Na dzień dobry ociupinę dostaje po nosku. Następnie jednak rozpoczyna się prawdziwy miesiąc miodowy, który – choć zakłócony przez jedno żenujące niedociągnięcie w papierach – przynosi bohaterce mnóstwo radości.

Niestety, już wtedy na horyzoncie majaczą życiowe rafy. W zimie trafia się jak zawsze trudny wybór między wartościami nie-, a materialnymi. A potem – choć przecież decyzja podjęta została jedynie słuszna – to już równia pochyła. Ostatecznie koronę na balu zgarnia kto inny, a świadectwo – choć przecież obiektywnie nie najgorsze – na ścianę w domu rodzinnym raczej nie trafi.

I wszystko byłoby w miarę ok., gdyby nie to, że dziewczyna, zamiast stanąć przed lustrem i zrobić autospowiedź, dąsa się i fochuje.

COMING SOON: Na dwoje babka wróżyła.

Jedno, co pewne, to że będziemy mieć do czynienia z tą samą bohaterką. Wiele jednak zależy od tego, jak – i czy w ogóle jakkolwiek – zareaguje ona na poprzedni sezon.

Jeśli nadal będzie się odymać, stroić miny i obwiniać cały świat za swe własne niepowodzenia, następny sezon może być znacznie mniej ciekawy. Gdyby jednak tę autospowiedź zrobiła i – co najważniejsze – wyciągnęła z niej wnioski...

Lech Poznań 43 (54) 19/13/5, 67:33.

GRANO: „Pociąg zwany nieprzegrywaniem” – kino drogi.

Jest sobie taki niemiecki film zatytułowany „Jeniec”. Opowiada o oficerze Wehrmachtu (chyba), który najpierw trafia na front, potem trafia do łagru, następnie z niego ucieka i idzie. Idzie, idzie, idzie, (...), idzie. I tak przez bite trzy godziny filmu. Aż wreszcie, na ostatnim moście odgradzającym go od wolności, drogę zastępuje mu szef łagru, jego główny prześladowca. I gdy wydaje się, że szlag bombki trafił, choinki nie będzie, ówże szef łagru mówi „to JA wygrałem”, po czym... puszcza jeńca wolno.

Z ostatnim sezonem Kolejorza było kubek w kubek tak samo. Najpierw sromotna klęska na froncie europejskim, potem może nie łagier, ale na pewno ciemna dupa, wreszcie marsz. No właśnie: marsz. Nie bieg, nie pęd, nie galop (Rumaka przecież zwolniono), tylko marsz. Mało efektowny, powolny, żmudny i mozolny, często przerywany potknięciami, ale jednak prowadzony w dobrym kierunku. I ten główny prześladowca, który też mówił „to ja wygrałem”, po czym przegrał bezpośredni mecz na własnych śmieciach. Reszta jest historią...

COMING SOON: „W kółko, panie Macieju” – dramat psychologiczny.

... która dopiero zostanie napisana. Czy Maciej Skorża pozostanie jeńcem swej estońskiej traumy? Czy utrzyma swe zwyczaje z czasów europejskiej przygody z Legią i Lecha też zamknie za murem siedmiu graczy odpowiedzialnych wyłącznie za defensywę? A może arabskie słońce i dłuższa przerwa od krajowej piłki skutecznie pana Macieja sterapeutyzowały?

Fakt faktem, grać będzie trzeba w kółko. I nie dostać przy tym kręćka. Czy skład Lecha jest na to gotowy?

Dyskusja (4)
1piątek, 17, lipiec 2015 11:29
Garm
Niezmiennie jestem fanem Twoich ligowych podsumowań. Co prawda najwyżej ceniłem te muzyczne, ale i to czytam z prawdziwą przyjemnością. Dziękuję i czekam na zwieńczenie cyklu.
2niedziela, 19, lipiec 2015 11:30
Monrooe
Hmmm, w zasadzie to byłbym kontent, gdyby autor tegoż podsumowania zabrał się za podsumowania kolejek w tym samym tonie.
3niedziela, 19, lipiec 2015 11:55
Zbyszek
@A-c10.
Chcę Ciebie uspokoić.Piłkarze Legii nie byli ani zbyt pewni siebie, ani aroganccy.To wymysły ludzi, którzy chcieliby pracować w Legii, a kiedyś w niej grać i nic z tego nie wyszło. Ot taka frustracja nieudaczników. Piłkarze Legii mieli za mało tej mentalności zwycięzców. I kwestią podstawową jest jej odbudowanie.Bo presji z naszych zawodników nikt nie zdejmie. Choćby dlatego,że wszelkie pismactwo zagniezdziło się w Stolicy i widzi tylko Legię, a właściwie to co się ich zdaniem najlepiej sprzedaje czyli prawdziwe lub częściej wydumane rzeczy złe.
Władze klubu i sztab muszą znależć jakieś antidotum i jakiś sposób na odgrodzenie chociaż częściowe od tego natłoku pisania i gadania o Legii.Bo można odnieść wrażenie,że piłki nożnej w Polsce właściwie nie ma, klubów żadnych nie ma ; jest tylko i wyłącznie Legia.
I czasami mnie do wdjabla, ale częściej cieszy. Nieważne jak, byle pisali.
4wtorek, 21, lipiec 2015 15:35
a-c10
@ Garm:

DziękiSmile

@ Monrooe:

byłbym kontent, gdyby autor tegoż podsumowania zabrał się za podsumowania kolejek

A w cymbał chcesz?

@ Zbyszek:

Ależ ja w żadnym wypadku nie próbuję udawać, że wiem, czego konkretnie Legii zabrakło. Uważam natomiast, że bardzo by się Wam przydała dłuższa chwila głębszej autorefleksji. Bez darcia szat, bez szukania tanich wymówek (obie postawy uważam za równie bezsensowne), za to z chłodną oceną tego, co było dobre, co było złe i próbą wyciągnięcia konstruktywnych wniosków i nauki na przyszłość. Jeśli/gdyby coś takiego się Wam uda/ło, to ta przyszłość może być dla Legii bardzo kolorowa.

W kwestii "legiocentryczności" polskich mediów piłkarskich - to właśnie, moim zdaniem, nie żadne tam niegdysiejsze wojsko, czy inne takie, jest powód niechęci, jaką powszechnie darzy się Wasz klub. Ale to chyba temat na inną dyskusję.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1