A+ A A-

Legia On Tour: Club Brugge - Legia

8-osobowa grupa fanów Legii ruszyła z Warszawy na 2-dniowy wyjazd do Belgii i Niemiec. Zaplanowana podróż miała dwa etapy. Pierwszy to Brugia i wspieranie Legii w walce o wyjście z grupy Ligi Europy. Drugi - Hanower i mecz Bundesligi Hannover 96 – Hertha Berlin. Dzielimy się naszymi wrażeniami z różnych kultur dopingu, wyglądem stadionów, atmosfery panującą przed, w trakcie i po meczu.

 

HOTEL Value Stay Bruges

W czwartek po około 15 godzinach jazdy zameldowaliśmy się hotelu w południowej dzielnicy Brugii Sint-Michiels.

Szybki prysznic i o godzinie 13:00 opuszczamy hotel. Udajemy się do centrum miasta podziwiać uroki starego miasta. Pogoda dopisuje, jest słonecznie i ciepło około 17⁰C.

MIASTO BRUGIA

Brugia to nieduże miasto liczące około 117 000 tysięcy mieszkańców. Stanowi wyjątkowy przykład średniowiecznej zabudowy, która zachowała swoją historyczną strukturę, rozwijającą się przez stulecia, gdzie pierwotna zabudowa gotycka jest częścią tożsamości miasta. To miejsce, w którym można spędzić weekend (lub znacznie dłużej), zatracając poczucie czasu. Starówka od 2000 roku znajduje się na liście UNESCO. Wyjęta ze średniowiecznych bajek o księżniczkach i rycerzach i poniekąd tak traktowana. Pierwsze fortyfikacje powstały w pierwszym wieku przed naszą erą, a prawa miejskie Brugia otrzymała już w 1128 roku. Miasto przeżywało wzloty i upadki, dzięki modernizacji portu Zeebrugge w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych (początek dali Niemcy, budując go dla swoich u-bootów w czasie II wojny światowej) Brugia odzyskała znaczenie gospodarcze.

W tłumie turystów trudno rozpoznać mieszkańców, prawdopodobnie wolą bardziej ciche boczne uliczki oraz mniej turystyczne godziny i dni. Spokoju turystów nie zakłócają również żebracy i bezdomni. Ich po prostu nie ma – policja stoi na straży wypoczynku tysięcy osób, zostawiających tu pieniądze. Można pić spokojnie alkohol na ulicy, a awanturujących się osobników policja poucza i pomaga trafić do domu.

Dużą atrakcją jest też główny plac, na który w tygodniu przychodzą uczniowie i studenci na lunch, siedząc w grupkach dookoła pomnika plotkując w promieniach słońca. Jest Belfort (tak! ta słynna dzwonnica, z której jest przepiękny widok na czerwone dachy miasta oraz okolice.

Urok architektury nie pozwala oderwać wzroku, są wielowiekowe kościoły i budynki, w których kamienie trzymają w tajemnicy niejedną historię.

Belgia słynie z produkcji czekolady. Co krok to sklep z olbrzymim asortymentem wyrobów z czekolady efektownie i smakowicie wyeksponowanych witrynach sklepowych.

Z powodu obfitości kanałów w historycznej części miasta nazywane jest flamandzką Wenecją. Gondolami można udać się na niedługą trasę i podziwiać zabudowę z perspektywy wody.

Oczywiście kraje Beneluksu to rowery. Jednak nie w tak dużym stopniu jak w Holandii.

Po spacerze udajemy się do jednej z knajp skosztować polecanego przez kolegów miejscowego browaru „brugse ZOT”. Piwko okazuje się bardzo dobre.

Na mieście brak jakichkolwiek oznak atmosfery, że za 4 godziny odbędzie się mecz Ligi Europy. O tym wydarzeniu przypominał widok spacerujących naszych kibiców ubranych w barwy klubu. Jedynie większa ilość policji mogła by sugerować że Brugii będzie miało miejsce jakieś wydarzenie. O dziwo, policja źle oznaczyła miejsce zbiórki dla naszych fanów.

Nie spotykamy żadnego sympatyka miejscowej Brugii, za to sporą ilość turystów przyglądającą się nam z zaciekawieniem. Po degustacji piwa ruszamy na zbiórkę i następnie przechodzimy na stadion. Wejście na sektor gości przebiega szybko i sprawnie. Nawet miła pani przed kontrolą osobistą wita nas w języku polskim, życząc wygranej Legii.

STADION

Jan Breydel Stadion – wybudowany został w 1975 roku. W 1999 roku stadion został przebudowany, by móc gościć finały Euro 2000. Nazwa stadionu wywodzi się od nazwiska jednego z przywódców powstania we Flandrii – Jana Breydela.

Sam obiekt nie robi wielkiego wrażenia. Wizualnie bryła stadionu przypomina Ł3. Można by powiedzieć, stadion jakich wiele w Europie. Jednak im dalej, tym gorzej. Wygląd toalet jak na budowie. Bufet – nasz sanepid nie dopuścił by do sprzedaży żywności w takich warunkach. Proponowany asortymentu wielu z nas zaskoczył (co najwyżej napoje i hot-dogi). Bufet nie przygotowany na czas. Dopiero po 30 minutach (napoje wcześniej) od wejścia na stadion można było zakupić zimnego hot-doga za 3,50 €.

Udajemy się na trybunę i ponowne rozczarowanie. Połowa część sektora gości jest nie zadaszona. Jak później czas pokazał duża część kibiców miała przyjemność oglądać i dopingować naszą Legię w strugach deszczu. Średnia przyjemność. Krzesełka brudne. Przejścia pomiędzy rzędami makabrycznie małe. Jeżeli ktoś chciał przejść (minąć ciebie) między rzędami, to ustępując mu miejsca należało wchodzić na siedziska. Inaczej się nie dało. Widok na płytę stadionu dobry poza lewą stroną pola bramkowego. Zbyt wiele elementów zabezpieczeń przesłaniało widok tej części boiska.

Oświetlenie trybun znacznie słabsze niż na naszym stadionie. Panował półmrok. Osobiście nie uważamy taki stan oświetlenia za mankament. To co najważniejsze dla kibiców czyli boisko było oświetlone jak trzeba. Oczekując na pierwszy gwizdek zastanawiamy się nad frekwencją. Ilu fanów Brugii wybierze się na mecz? 10 minut do rozpoczęcia, a trybuny wypełnione zaledwie w 15-20%. Ku naszemu zdziwieniu sektory miejscowych zapełniają się bardzo szybko w ostatnich pięciu minutach. Tak więc Belgowie nie mają w zwyczaju wcześniej zasiadać na trybunach. Zapewne do samego końca raczą się piwem w bufetach dyskutując a miejsca na trybunach zajmują w ostatniej chwili.

Reasumując, stadion Legii prezentuje się dużo lepiej.

Kultura dopingu jest podobna jak w Anglii. Większość fanów Brugii ubrana w elementy barw klubu (koszulka, szalik, czapka). Kibice żywiołowo reagują do wydarzeń na boisku, oklaskując udane zagrania swoich piłkarzy. Również spory gwar powstawał w odniesieniu do podejmowanych decyzją sędziego przeciw Belgom. Energicznie podrywali się z siedzeń i gestykulując głośno wyrażali swoje niezadowolenie (ale to raczej standard na każdym stadionie). Miejscowi fanatycy (młyn) w drugiej połowie może 2-3 razy poderwał cały stadion do głośnego wspólnego krótkiego dopingu. Tyle razy doping Belgów był słyszalny w naszej części stadionu.

Nasz sektor wypełniony po brzegi zaprezentował się super. Dobry doping przez cały mecz. Szczególnie w drugiej połowie (miej więcej od 60 minuty) należy się duże uznanie dla kibiców wspierających na żywo naszą Legię. Legionistom nie do końca układał się gra, a czas uciekał. Dla podniesienia ich na duchu i zachęcenia do jeszcze większej walki otrzymali od nas potężne wsparcie w postaci głośnego dopingu już do końca meczu.

Po końcowym gwizdku podziękowaliśmy zawodnikom za grę. Po około 30 minutach pozwolono nam opuścić stadion. Czekał nas spacer do hotelu około 3,5 km. Powrót był mało przyjemny z uwagi na rzęsiście padający deszcz. W drodze powrotnej okazało się, że miasto jest wymarłe. Nie było gdzie zjeść kolacji. Na szczęście jakieś 800 metrów przed hotelem znaleźliśmy otwarty niedrogi punkt gastronomiczny z dużym asortymentem potraw gdzie można było spożyć dużą dobrą kolację płacąc do 12 €. Do hotelu dotarliśmy około godziny 23:00 zdrowo przemoczeni.

(cdn.)

Dyskusja (4)
1piątek, 13, listopad 2015 15:02
Monrooe
Jak zwykle re-we-la-cja. Strasznie lubię te czarno-eLkowe "wycieczki". Żal tylko, że i tym razem nie mogłem się wybrać.
2piątek, 13, listopad 2015 15:44
Pozazdrościć Wink
3piątek, 13, listopad 2015 16:26
Zbyszek
Jak bym sam tam był. Takie plastyczne. Świetny tekst.
4piątek, 20, kwiecień 2018 23:02
Filip
Szukam szalika z tego meczu bądź meczu u nas posiada ktoś?

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1