- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- sektor212
Legia On Tour cz.2 Hannover 96 – Hertha Berlin
Zapraszamy na ciąg dalszy reportażu z wyjazdu na mecz Ligi Europy Club Brugge - Legia Warszawa. Drugim punktem programu była wizyta na meczu Bundesligi Hannover 96 - Hertha Berlin.
Brugia. W piątek po śniadaniu o godzinie 10:00 wyruszamy na miasto na zakupy. Około godziny 11:30 ruszamy w podróż powrotną do Warszawy z przystankiem na mecz w Hanowerze. Podczas jazdy (trasa miała 550 km) dużo dyskutujemy o przegranej w Belgii i obecnej sytuacji kadrowej w Legii. Pomimo kilku zatorów na autostradzie, o zmroku docieramy do przedmieść Hanoweru. Jadąc przez miasto, mijamy kilka podświetlonych (wydaje się, że specjalnie uruchomionych na czas meczu) drogowskazów „HDI Stadion Parking”. Wspomagając się nawigacją bez problemu dojeżdżamy pod sam stadion. Parkujemy samochód w odległości 400 metrów od bramek wejściowych. Pospiesznie udajemy się do kas po zakup biletów. Na miejscu okazuje się, że pozostało tylko 15 minut czasu do kupienia wejściówek, a musimy obejść cały stadion dokoła (kasy są z drugiej strony). Później kasy będą zamykane. Nagle jak z podziemia wyrasta koleś oferujący nam zakup biletów na mecz w tej samej cenie co w kasach, po 30€. Szybko sprawdzamy u ochrony czy bilety nie są fałszywe i po krótkich negocjacjach kupujemy osiem wejściówek, uzyskując rabat 5€ na browarek. Mamy 2 godz. 15 min. do rozpoczęcia meczu. Niewiele, rezygnujemy więc z jakiegokolwiek zwiedzania Hanoweru, ograniczamy się do obejrzenia HDI Areny z zewnątrz. Bryłą przypomina nasz Narodowy bez zewnętrznej biało czerwonej kolorystyki.

W PIGUŁCE HISTORIA KLUBU
Pełna nazwa klubu - Hannoverscher Sportverein von 1896. Klub został założony w 1896 roku, jego największym sukcesem były dwa tytuły mistrza Niemiec w okresie przed założeniem Bundesligi, w latach 1938 i 1954 oraz Puchar Niemiec w roku 1992, kiedy to zespół zdobył to trofeum jako klub drugoligowy. Był to pierwszy zdobywca Pucharu Niemiec spoza Bundesligi. W 2002 roku Hannover ponownie awansował do Bundesligi. Zajmuje w niej zwykle pozycję w dolnej lub środkowej części tabeli, ale w sezonie 2011/2012 drużyna zajęła 4. miejsce w rozgrywkach ligowych. W Europie hanowerczycy pokazali się dwa razy:
Liga Europy 2011/2012 dochodząc do 1/4, ulegli dwukrotnie Atlético Madryt po 1:2.
Liga Europy 2012/2013 dochodząc do 1/16, nie dali rady Anży Machaczkała po 1:1, 1:3.
Głównym sponsorem klubu jest spółka budowlana – Heinz von Heiden.
Po krótkiej lekcji historii wracamy do wydarzeń. Chwilę spacerujemy wzdłuż stadionu i zaczynamy się zastanawiać co jest grane. Widzimy więcej kibiców z Berlina niż z Hanoweru. Przy bramkach wejściowych jesteśmy w jeszcze większym szoku! Pod samym stadionem stoi mobilny sklep (samochód dostawczy, gdzie cały boku pojazdu otwiera się i powstaje lada handlowa) z koszulkami, szalikami i pamiątkami... Herthy Berlin. Obok również mobilny bufet w barwach klubu z Berlina. Widok u nas w kraju raczej nie spotykany. Mnożą się pytania w naszych głowach. Czy jesteśmy w strefie dla kibiców przyjezdnych? To co tu robią kibice Hanoweru? Tylko trzy wozy policyjne czuwające nad bezpieczeństwem. Co pod stadionem robią puste koszyki sklepowe z marketu? Odpowiedzi na nurtujące nas pytania otrzymaliśmy po godzinie.
Wracamy do knajpy przy parkingu gdzie zostawiliśmy nasz pojazd. Typowa knajpka składał się z dwóch części: bary, grille, stoły na zewnątrz oraz restauracja z toaletą w wewnątrz.

Wybieramy miejscówkę na zewnątrz i rozsiadamy się wygodnie. Zaczynamy konsumpcje naprawdę (wierzcie nam na słowo) bardzo dobrych kiełbasek z grilla podawanych z pieczywem na tackach z musztardą lub ketchupem, jak i lokalnego browaru nalewanego z kija z beczek.

Smakiem piwa nie raczyli się tylko dwaj kierowcy. Im pozostał wyłącznie smak coca-coli. Z minuty na minutę knajpka wypełniała się fanami obu drużyn (już ze znaczącą przewagą fanów Hanoweru).
Klimat przy barach nie przypomina bawiących się kibiców. Nie ma chóralnych śpiewów. Uśmiechnięci, dyskutują przy muzyce (takie niemieckie disco polo) płynącej z głośników. My w tym czasie rozprawiamy dlaczego młody Niemiec miał do sprzedania kilkanaście biletów (nie wszystkie od niego odkupiliśmy). Po wymianie zdań dochodzimy do jednej tezy. Musiał otrzymać je za darmo z firmy, w której zapewne pracuje. Wykorzystał sytuacje łatwego zarobku i po cenach kasowych upłynniał je pod stadionem.
Godzina 19:30 oznacza koniec czasu spędzonego w lokalu. Udajemy się na stadion idąc wraz z fanami obu zespołów. Brak jakiejkolwiek agresji. Na trasie do Areny panuje dość duży tłok. Idąc, mijamy kolejne tzw. punkty sprzedaży piwa przypominające były handel z praskiego Bazaru Różyckiego (brakuje tylko okrzyku 'piwo flaszka alpaszka' czy 'schabowy, faszerowane, ziemniaki gorące' ). Metalowe małe wózki oświetlone z góry (metalowa rurka z małą lampką led) załadowane po brzegi zgrzewkami piwa butelkowego (przeważnie Becks). Stoją dosłownie co 20-50 metrów i zachęcają do zakupu piwa.
Dochodzimy do stadionu. Kibice obu klubów wymieszani wchodzą tymi samymi bramkami. Jak wcześniej mieliśmy wątpliwości o strefę kibiców przyjezdnych to okazuje się, że takiej strefy nie ma. Być może oba kluby sympatyzują ze sobą. Przy wcześniej opisanym mobilnym sklepie Harthy Berlin jest sporo osób kupujących. Okazuje się, że zakupy robią przeważnie fani zespołu z Berlina mieszkający poza stolicą oraz kolekcjonerzy. Puste koszyki sklepowe okazują się koszami na puste butelki po piwie. Nikt nie rzuca (tłucze) na chodnik, tylko odkłada do stojących koszy. A uwierzcie nam, spożycie piwa jest olbrzymie. Można je spożywać na ulicy, pod stadionem, na stadionie, w zasadzie wszędzie. Co czwarta mijana osoba ma w ręku piwo. Co ciekawe, przy tak dużym spożyciu nie widać osób pijanych (zataczających, przewracających). Jak oni to robią? Można się by zastanawiać... Dobra, pozostawmy sprawy trunkowe.
Pomocna mapka dla kibiców udających się na HDI Arena Hannover:

HDI-Arena Hannover
Stadion został zbudowany w 1954, a przed MŚ w 2006 zmodernizowany. Na co dzień używany przez klub Hannover 96. Od 1954 do 2002 nazywał się Niedersachsenstadion; od 2002 do 2013 AWD-Arena. Od 2014 HDI-Arena. Jego pojemność wynosi 48 933.

Wejście na stadion odbyło się równie sprawnie jak w Belgii, z jedną małą różnicą. W Brugii tak jak i na naszym stadionie kontrola osobista odbywa się za bramkami. Na HDI Arena ochrona sprawdza wszystkich kibiców przed bramkami wejściowymi. Po przeszukaniu udaliśmy się do czytników biletów. Po przejściu przez kołowrotki zrobiło się trochę swojsko. Poczuliśmy się odrobinę jak na naszej Legii z uwagi na zewnętrzne zielone podświetlenie stadionu - tylko herb inny. Sklep z pamiątkami przypominał nam były nasz sklep (kontener), tylko w nowszym wydaniu. Wybór koszulek, szali, czapeczek, flag czy pamiątek dość spory jak na ograniczoną powierzchnię handlową kontenera. Cały towar ładnie wyeksponowany. Zainteresowanie zakupami kibiców również dość duże (cały czas mała kolejka oczekujących). Podejrzewamy, że od głównego wejścia jest dużo większy sklep kibica z pełnym asortymentem przypominający zapewne nasz Fan Store.

Więcej punktów gastronomicznych niż na Legii, co nie dziwi z uwagi na większą pojemność stadionu. Szybkość obsługi w bufetach wielce zadawalająca. Nawet w przerwie meczu kolejki nie były dłuższe niż 3-5 osób. Z czego wynika dużo sprawniejsza obsługa cateringowa niż na naszym stadionie? Po pierwsze płatność można dokonywać kartą (zbliżeniową), na którą wcześniej wpłaca się środki (gotówką również można płacić lecz chyba nie wszędzie). Nawet obsługa chodząca w czasie meczu między sektorami sprzedająca piwo płatność przyjmuje wyłącznie na zasadzie karty zbliżeniowej. Po drugie przygotowane kanapki, hod-dogi, hamburgery, frytki czy inne specjały oraz napoje podawane są bez dodatków. Po odejściu od bufetu kibice udają się do pobliskich mini bufetów/stanowisk, gdzie znajdują się wszystkie dodatki typu ketchup, musztarda, inne sosy, cukier, mieszadełka, serwetki, itp. Każdy sam wedle własnego smaku uzupełnia zakupiony fast food czy napój. Te dwa czynniki znacznie przyspieszają obsługę. Piwo na Arenie niskoprocentowe (w granicach 3-3,5%) sprzedawane jest wyłącznie w plastikowych kubkach. Za kubki pobierana jest kaucja wysokości 1€. Takie rozwiązanie znacznie ogranicza zaśmiecanie stadionu. Po meczu wszyscy kibice zwracali kubki i odbierali kaucje. Oczywiście przy barach z piwem jest największy tłok.

Udajemy się na nasz sektor S6. Nasze miejsca znajdują się za bramką. Widok na boisko mieliśmy taki:

Na stadionie jest czysto. Oświetlenie trybun oraz przejścia między rzędami takie same jak na Ł3. Nad nami (na górnej trybunie) znajdują się dwa sektory wypełnione najbardziej zagorzałymi (ultras) fanami Herthy. Na 40 minut przed meczem dają znać o sobie głośnym dopingiem.

Trybuny podobnie jak w Belgi prawie puste. Większość fanów na 30 minut przed meczem w dalszym ciągu oblega punkty gastronomiczne. Drużyny wybiegły na rozgrzewkę. Ciekawostką tego momentu jest zachowanie piłkarzy z Berlina. Cały zespół podbieg w sam narożnik boiska i wita brawami przybyłych na stadion kibiców Herthy. Fani odwzajemnili brawami i ruszyli z 10-minutowym dopingiem. Do meczu pozostało 5 minut. Trybuny błyskawicznie zapełniają się kibicami. Okazuje się, że nasz sektor oraz przyległe zapełnia się kibicami obu drużyn. Obok siebie siedzą fani Hanoweru i Herthy. Trzy rzędy wyżej siada ojciec w szaliku Hanoweru z synem ubranym w czapkę i szalik Herthy Berlin. Trochę to dziwne. Oczywiście większość kibiców zajmuje miejsca z piwem w dłoniach. Jezusie, ile oni tego piją! Zapewne dzień meczu to dzień olbrzymich zysków dla browarów i ich dystrybutorów. Piją hektolitrami, lecz powtarzam, pijanych nie widać. Mają zdrowie. Nareszcie długo oczekiwany moment. Piłkarze wychodzą na boisko przy płynącym z głośników (zdecydowanie za głośno) hymnie Hanoweru oraz oprawą przygotowaną przez miejscowych ultrasów. Samego śpiewu hymnu fanów Hanoweru w zasadzie nie słychać. Jedynie przy refrenie (dosłownie dwa może trzy słowa) można usłyszeć śpiew kibiców. Wygląda to trochę dziwnie, może i śmiesznie. Do własnego osądu hymn Hanoweru plus oprawa w linku poniżej.
Pierwszy gwizdek. Obie przeciwległe trybuny ruszają z dopingiem. Pod względem decybeli wydaje się głośniej niż na Ł3. Zwyczaj niemieckich ultrasów to duża ilość flag na kijach, których nie brakuje z obu stron. Od pierwszej minuty składzie Hanoweru gra nasz rodak Artur Sobiech. W pierwszej połowie umiejętnie odcięty od podań, mało widoczny. Nie za bardzo potrafił zgubić dobrze czytających grę obrońców Herthy. Hanower i Hertha rozpoczęły w takim samym ustawieniu 4-2-3-1. Od początku meczu od razu rzuca się w oczy szybkie tempo gry. Obie drużyny starają się grać na jeden kontakt. Dużo obustronnego pressingu w środkowej części boiska. Z obrony czy po odbiorze piłki w środku błyskawicznie starają się przechodzić do kontrataków. Zarówno Hanower czy Hertha grają bardzo szeroko. Boczni pomocnicy czy obrońcy (często ustawieni kilka metrów od siebie) poruszają się przy samej linii w momencie posiadania piłki przez ich zespół. Kiedy jeden zbiegał do środka, zabierając ze sobą obrońcę, powstawał wzdłuż linii wolny korytarz dla drugiego, który natychmiast wbiegał w wolną strefę. Kiedy następował strata piłki, natychmiast obaj szeroko ustawieni zawodnicy zbiegali do środka, zawężając grę rywalowi i podłączając się do pressingu. Przy każdym wprowadzaniu piłki do gry przez bramkarzy na obu skrzydłach pomocnicy i napastnicy ustawiali się szeroko na obu stronach. Przez takie ustawienie w środku było więcej miejsca i luźniej. W naszej ekstraklasie przy wykopach bramkarzy zazwyczaj obie drużyny ustawiają się w jednej części boiska, gdzie panuje straszny ścisk. To w zasadzie jedyna tak mocno rzucająca się w oczy taktyczna różnica (nie mylić z wyszkoleniem technicznym zawodników, bo tu różnica jest zdecydowanie większa). Po 10 minutach gry widać było, że ten fragment taktyki lepiej opanowali berlińczycy i uzyskali optyczną przewagę. Więcej byli przy piłce mniej popełniali indywidualnych błędów. Hertha stwarzała coraz groźniejsze sytuacje. Bramka była tylko kwestią czasu.
Na trybunach był nieustany doping. Przyśpiewki Herthy ograniczały się do wspierania własnej drużyny (melodyjne w miarę proste słowa) bez ubliżania drużynie przeciwnej. Swoją antypatię do gospodarzy ograniczali do gwizdów przy stałych fragmentach gry. Raz przy rzucie rożnym skandowali wulgarnie (typu spier...lisz). Również raz w pierwszej połowie odpali piro w taki ilości, że nie została zadymiona trybuna ani boisko, co wiązałoby się z przerwaniem na chwile meczu. Głośny, rytmiczny w takt bębna doping był miły dla ucha i podkreślał dobrą atmosferę meczu.

Doping fanów Herthy w czasie meczu w krótkich jednominutowych filmach, linki: https://www.youtube.com/watch?v=82aws-elNCg, https://www.youtube.com/watch?v=ht13FBd8G5M, https://www.youtube.com/watch?v=8X_Gr8_QFbI
Tak żywiołowy doping jest na trybunach za bramkami. Pozostała część widowni odzywa się zdecydowanie rzadziej. Reakcje związane są wyłącznie z wydarzeniami boiskowymi. Swoją wyższość gry berlińczycy udowodnili w 33 minucie, strzelając pierwszą bramkę. Jeden z nas odczuł to można powiedzieć osobiście. Radość fanów Herthy siedzących za nami była tak gwałtowana i spontaniczna, że w momencie wznoszenia rąk ku górze, część ich piwa wylądowała na jego plecach. Szczęście w nieszczęściu, że została zalana tylko kurtka. Widok po golu był dla nas lekko nie naturalny. Rozglądając się na boki, widzimy radujących się kibiców przybyłych z Berlina pomiędzy z niezadowoleniem siedzących fanów Hanoweru. Po golu śpiewy berlińczyków nasiliły się. Piłkarze Hanoweru próbowali szybko odrobić straty, lecz ich akcje zazwyczaj kończyły się na 20 metrze. W takiej atmosferze zakończyła się pierwsza połowa. W przerwie najbardziej oblegane były piwne bary i toalety.

Druga połowę Hanower rozpoczął z dużym animuszem. Jednak Hertha w dalszym ciągu w miarę kontrolowała grę. Na telebimach zostaje podana informacja, że na stadionie jest 40.200 widzów. Wysokie tempo meczu podobnie jak w pierwszej odsłonie. Mimo przewagi w polu gości, gospodarze stwarzają dwie sytuacje 53. i 55. minucie, w których mogli pokusić się o wyrównanie. Kolejna niezła akcja Hanoweru kończy się odbiorem piłki na 16 metrze i berlińczycy wyprowadzają kolejny zabójczy kontratak (dwa podania) zakończony golem. 0:2, a Hertha nie zmienia sposobu gry. Nie zwalnia tempa swoich akcji. Nie cofa się do obrony. Nie muruje bramki starając utrzymać korzystny wynik. W dalszym ciągu gra ofensywnie, dążąc do strzelenia trzeciej bramki. Taka postawa trenera czy zawodników w naszej ekstraklasie to raczej rzadkość. Widać, że w Niemczech szanuje się kibiców wypełniających stadiony. W 69. minucie w wydawałoby się niegroźnej sytuacji błąd popełnia defensor Herthy i sędzia dyktuje rzut karny zamieniony na bramkę. Wynik 1:2. Kibice jak i zawodnicy Hanoweru poczuli krew. Między 70. a 80. minutą trzykrotnie podrywają się fani Hanoweru i głośno (robiącym naprawdę wrażenie) zagrzewają wspólnym dopingiem (wszystkie trybuny) zawodników do strzelenia wyrównującej bramki. Mimo tak przytłaczającego (ale krótkiego) wsparcia miejscowych, sektory zajmowane przez przyjezdnych z Berlina ciągle dopingują swoich piłkarzy. Te 10 minut to naprawdę heroiczna walka piłkarzy na boisku, jak i dopingujących kibiców na trybunach. Duża dawka emocji mimo braku 100% sytuacji. To jest jedyne 10 minut, kiedy piłkarze z Berlina nie kontrolowali gry. Po 80. minucie wsparcie miejscowych kibiców na HDI Arenie słabnie, podczas gdy fani Herthy jakby rozkręcali się jeszcze mocniej. Za swój wspaniały doping otrzymują nagrodę od piłkarzy w postaci trzeciej bramki strzelonej również z rzutu karnego w 86 minucie. 1:3 i rozpoczyna się świętowanie kibiców przyjezdnych. Nikt z nich nie usiadł już do końca meczu. Podskakują, wzajemnie się ściskają, ostentacyjnie manifestują swój triumf w Hanowerze. Link: https://www.youtube.com/watch?v=2qXdCTftyyY
Cześć kibiców Hanoweru opuszcza stadion. Inni siedzą w milczeniu. Coraz więcej kibiców biało niebieskich barwach z różnych części stadionu schodzi w nasz sektor pod bandy reklamowe. Kiedy sędzia kończy mecz na dole (koło nas) jest ich naprawdę dużo. Około 3500-4000 berlińczyków czeka na przyjście piłkarzy.

Kiedy zawodnicy Herthy zjawiają się w narożniku boiska rozpoczyna się wspólne śpiewanie i tańczenie piłkarzy z rozradowanymi kibicami.

Radość trwa dobre 15 minut. Spora część piłkarzy przechodzi za reklamy okalające boisko i obdarowuje fanów Herthy koszulkami meczowymi. Ogólnie panuje atmosfera jakby wygrali rozgrywki Bundesligi. Widok stojącej obok mnie starszej kobiety (podejrzewam jakieś 55-60 lat), wymachującej szalikiem to obraz niecodzienny na naszych stadionach. Przy chóralnych śpiewach kibiców z Berlina, zadowoleni z obejrzanego widowiska opuszczamy HDI Arenę i kierujemy się ponownie do tej samej knajpy, gdzie byliśmy przed meczem na szybką kolację (oczywiście grillowane przepyszne kiełbaski). Drogę ze stadionu do lokalu ponownie umila nam (tak jak w Belgii) obficie padający deszcz – przekleństwo tego wyjazdu.

Tymczasem po 30 minutach od zakończenia meczu (już wykąpani, przebrani, gotowi do powrotu) piłkarze Herthy specjalnie drugi raz pofatygowali się do kibiców siedzących na trybunach, by dalej świętować wygraną. Sytuacja na naszych stadionach nie spotykana. Warto zobaczyć link: https://www.youtube.com/watch?v=9z1d2RrlnLo&feature=youtu.be
Co ciekawe, wielu kibiców Hanoweru nie jest specjalnie przygnębionych. Uśmiechając się, konsumują kolejne piwa, wymieniając się opiniami z przegranego meczu. Można stwierdzić, że nie ma w nich jakiegoś wielkiego ciśnienia na wynik. Znają wartość swojej drużyny i cudów nie oczekują. Wiernie przychodzą na mecze, gdzie potrafią dobrze i miło spędzać czas.
Po kolacji około 23:30 i uzupełnieniu płynów w rzęsiście padającym deszczu ruszamy do Warszawy. Wycieraczki ledwo wyrabiają się zbierać wodę z przedniej szyby. Padać przestaje dopiero na wysokości Berlina. Ojczyzna wita nas mgłami, które towarzyszą nam do samej Warszawy. W centrum meldujemy się o 6:50 rano. I Tak kończy się nasza wyprawa. Zmęczeni rozjeżdżamy się po domach.
Koszt wyjazdu 760,00 zł na osobę (przejazd, hotel, bilety na mecze). Do w/w kwoty należy doliczyć własną konsumpcję podczas podróży. Dla zainteresowanych skrót i bramki z opisanego meczu można obejrzeć wpisując poniży link:
http://www.fullmatchesandshows.com/2015/11/06/hannover-96-vs-hertha-berlin-highlights/



Na stadionie Hanoveru byłem drugi raz . Tak więc prostuję dwie informacje. Gotówką nie zapłacisz w żadnym z punktów gastronomicznych. Takie rozwiązanie funkcjonuje chyba na wszystkich niemieckich stadionach, przynajmniej tak było i w Hamburgu i na stadionie Schalke.
Były przymiarki do takiego rozwiązania i u nas ale podobno prawo nie pozwala w skrócie chodziło o to że pieniądze może przechowywać tylko bank.
Duży sklep jest również i naprawdę robi wrażenie nie mniejsze niż nasz.
Z ciekawostek które tylko zaznaczył Sektor212 to wspomniane zamknięcie kas na dwie godziny przed meczem. Tak się dzieje przed każdym spotkaniem .
Zapewne rozwiązanie które ma swoje plusy i minusy u nas raczej spotkało by się z oburzeniem kibiców.
Ilość ludzi stojąca w kolejce do kas na 5 minut przed meczem zawsze mnie zastanawia i nie mogę zrozumieć tego "fenomenu "
A te piwne udogodnienia może kiedyś i w Warszawie uda się zaszczepić, gdyż pod tym względem jesteśmy zapyziałą prowincją.Nie dla mnie te delicje , bo już od szpuntu odpadłem,ale dla tych co jeszcze mogą.Ażeby to zobrazować to pamiętam jak bodaj w 1984 roku / jeszcze stan wojenny, aczkolwiek zawieszony/wyjechałem służbowo do Wrocławia . W Warszawie alkohol od 13-tej , w sklepach na kartki, a w knajpach do tzw. konsumpcji czyli 50-tka i pół jajka na twardo. Piwo w sklepach tylko Wareckie kupowane po 2 godzinach stania w kolejce i to takie , które dziś po otwarciu wylało by się do sedesu.A we Wrocławiu naprzeciw Dworca Głównego w uliczkach knajpki w piwniczkach domów. I konsumpcja od rana, gdyż dojechałem tam nocnym. Żadne od 13-tej, żadne obowiązkowe żarło. Dla zdrowia setka, pół Buskowianki i kawałek chlebka uprzejmie pokrojonego z salcesonem ,albo śledzikiem. A piwa skolko ugodno w sklepie naprzeciw Teatru Polskiego / w samym centrum/, do wyboru do koloru. Nie dziwota,że jak człek z tej Kongresówki wyjechał na ten dziki zachód to ledwo do hotelu trafił. Wtedy człek czuł, tak jak Wy Panowie że jest na Zachodzie Swobodzie. Przepraszam za osobisty wtręt,ale piwo przez Panów wypite i na mnie widocznie podziałało
P.S. A w Hannowerze fizjologiem jest nasz rodak Pan Kowalczuk i to od już od ponad 20 lat.