- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- a-c10
Para piętnaście. cz. 4
i. FIFA Infantino, czyli profeta Kowalczyk.
Jeszcze ze dwa lata temu wydawało się, że koniec rządów Seppa Blattera w FIFA może być tylko taki, jak koniec rządów innego działaczowskiego dinozaura, Julio Grondony, w AFA – naturalny. Ot, po prostu: któregoś pięknego dnia przyjdzie wreszcie zegarmistrz światła purpurowy i – jak to ładnie ujął Diego Maradona – uwolni wreszcie świat od tego gangstera.
Niespełna rok temu, gdy stało się jasne, że nie będzie trzeba czekać aż tak długo, powiało nadzieją. A przynajmniej gros futbolowego światka właśnie taki powiew bardzo chciał poczuć. No bo oto przecież, po niemal dwóch dekadach, najbardziej eksponowane stanowisko w futbolu opuszczał człowiek, który ucieleśniał całe zepsucie światowej kopanej: wszechobecną korupcję, kupczenie stołkami, handel prawami organizacji wielkich imprez i długi szereg innych wałków. Od tej pory mogło być przecież tylko lepiej, prawda?
Dziś, gdy wiadomo już, kto został nowym szefem FIFA, można śmiało powiedzieć, że raczej nie będzie. I to wcale nie dlatego, że jednego łysego Szwajcara zastąpił inny, jeszcze bardziej łysy Szwajcar* (Gianni Infantino jest tylko pół-Włochem). OK., można niby się pocieszać, że nie będzie też gorzej. Na stołku mógł się przecież rozsiąść osobnik podejrzewany o podżeganie do morderstw i tortur, na tle którego była prawa ręka Michela Platiniego jawi się zupełnie sympatycznie. Ale właśnie: była prawa ręka Michela Platiniego. Facet, który przez ostatnie lata był niezwykle blisko skompromitowanego eks-bossa UEFA’y i nawet jeśli – czemu raczej trudno dać wiarę – czynnie w nich nie uczestniczył, na pewno miał ich świadomość. Sam zresztą dał się poznać jako, ekhem, sprawny reformator: (współ)autor przegranej idei FFP oraz projektu pod uroczą nazwą Liga Narodów.
Generalnie wynik tych wyborów najtrafniej – choć raczej nieświadomie – przewidział swego czasu Wojciech Kowalczyk. Szyld już się zmienił. Jedziemy dalej.
ii. Warszawiacy i Górale, czyli wielki krok dla Legii, kolejny duży dla całej polskiej piłki.
Jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych moja osiadła w Zakopanem ciotka podśmiewała się troszeczkę z mieszkańców swych okolic, co to za chicagowskie dutki pokupowali sobie byli fikuśnych sprzętów RTV i AGD zapomniawszy, że nie mają w domach... elektryczności.
Jeszcze całkiem niedawno polski futbol wyglądał ciut jak te niegdysiejsze góralskie chałupy. A w zasadzie to nadal wygląda. Stadiony śliczne i efektowne, tylko jakoś nie ma kto na nich grać, a co za tym idzie, nie bardzo jest komu na nie przychodzić.
Po takich wieściach, jak ta o pomyślnej finalizacji rozmów na temat budowy ośrodka szkoleniowego Legii w gminie Grodzisk Mazowiecki, wypada odłożyć na bok wszelkie kibicowskie animozje i zwyczajnie się cieszyć. W kolejnym miejscu podłączono prąd.
iii. Państwo Nieograniczonych Środków.
Przez następnych kilka miesięcy kibice europejskich klubów mogą spać w miarę spokojnie. Przedsezonowe okno transferowe w Chinach właśnie się zamknęło, toteż prawdopodobieństwo, że kolejny gwiazdor wyfrunie ze Starego Kontynentu do ChRL na kilka miesięcy spadło (niemal) do zera. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że trzysta trzydzieści milionów euro z okładem wydanych tylko w tym roku przez kluby z Państwa Środka na nowych piłkarzy to dopiero początek procesu budowy potęgi tamtejszego futbolu.
O tym się zresztą mówi od jakiegoś czasu. Ba, taki Krzysztof Stanowski może sobie chodzić w glorii proroka, bo przecież już rok temu przewidział chińską ofensywę. Mnie jednak spojrzenie szefa Weszło! – podzielane przez wielu Europejczyków – wydaje się nader protekcjonalne, a przede wszystkim z gruntu fałszywe. I nie chodzi nawet o jakieś bajanie o chińskiej omnipotencji. Rzecz w tym, że futbolowym możnym z Pekinu i Szanghaju ani w głowie jakieś wrogie przejęcia Barcelon i Reali. Choć w podrabianiu wszystkiego jak leci Chińczycy są arcymistrzami świata, futbol zapragnęli mieć swój, oryginalny.
Te trzysta trzydzieści milionów to tylko impuls. Zachęta dla niemal półtoramiliardowej, karnej nacji, której właśnie kazano uczyć się futbolu w szkołach, by potraktowała ten futbol poważnie. Podobno cele Chińczyków to zorganizować Mundial i wygrać Mundial. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby oba udało im się zrealizować znacznie wcześniej, niż to wieszczy Stanowski.
* Ot, ciekawostka: wiecie jaka odległość dzieli Visp i Brig, czyli miejscowości, w których przyszli na świat Blatter i Infantino? Dziewięć i pół kilometra. Mawia się czasem o chichocie historii. Tym razem zachichotała geografia.


Pewno ma rację, bo mądry choć emocjonalny to facet. Światowa piłka jest w dobrych rękach.Chyba,że Amerykanie uznają ją za organizację przestępczą i zabronią jej działania. Wtedy chyba znowu zamiast przelewów będą musieli dolary przewozić w walizkach.Z pominięciem USA i krajów zaprzyjaźnionych. Więc chyba się przeniosą na Kajmany. Tylko co im po pieniądzach na tej wysepce.?.Już wiem. Będą ogniska nocami palić z papieru
Pewnie,że się cieszę z Akademii. Lecz tak uśmiecham się półgębkiem.Bo wolałem ,aby w moim rodzinnym Błoniu. Ale terenu za mało było.Bo Legia jest potęgą poza Warszawą.Bo tam obywatele jak wybierają Burmistrza czy wójta to domagają się,aby robił coś dla nich i dla ich rodzin. Jakiś basen, boisko, jakiś plac zabaw czy cóś takiego.Bo przywykli. We wsi Warszawa obywatele przywykli,że dla sportu nie robi się nic. Tyż można się przyzwyczaić i z tym żyć.A właściwie bez tego.Tylko mnie jedno napawa obawą,że ci rodzice to więcej na paliwo będą wydawać.W Warszawie jak przywozili dzieciaki to nawet jak który miał 100 metrów to musiał autem ,aby ta biedna dzieciaczyna za bardzo się nie zmęczyła przed zajęciami idąc pieszo ,a co nie daj Boże jadąc komunikacją miejską.Piłka nożna od zawsze była sportem, podobnie jak np. boks ludzi z tzw.pospólstwa, przyzwyczajonych do pracy,traktujących sport nie tyle jako zabawę ile bardziej jako coś co daje możliwość wybicia się. Stąd najwybitniejsi piłkarze,a i cała masa poślednich nie wywodzi się z rodzin dobrze sytuowanych,ale z tych biedniejszych. A w Legii to raczej rodzice dzieci lepiej sytuowanych chcą,aby ich pociechy miały jeszcze lepiej.Efekt jeden. Z samej Warszawy w Legii od lat nie ma żadnego liczącego się piłkarza.Sam pamiętam jak w latach 60-tych zanim dostałem korki i dres to musiałem się wykazać, Talentu zabrakło,a i poważna kontuzja przeszkodziła, ale z tego pokolenia mieliśmy najlepszych sportowców. W latach 70-tych każdy dostawał strój sportowy markowej firmy, wyjazdy na zgrupowania, też za granicę i w sporcie najwięcej było dzieci działaczy. Po nich jak dorośli w drugiej połowie lat 80 i w pierwszej lat 90 nie było czego zbierać.
Jeżeli dla takich ma być ta Akademia to szkoda fatygi
Chińczycy są jacy są. Wszyscy razem wydają na transfery mniej rocznie niż średni klub angielski, hiszpański czy włoski w tydzień. Tylko wydają inaczej . Tamte kupują towar markowy i wiedzą za co płacą, a Chińczycy kupują tandetę.I ją przepłacają pokazując,że dla nich pieniądz tak naprawdę nie ma wartości. W ten sposób psują rynek. Zachowując wszelkie proporcje są jak niejaki Józef Wojciechowski,który też kupował za poważne jak na nasze warunki pieniądze byle kogo i też psuł rynek do tego stopnia,że menedżerowie żądali za jakiegoś marnego grojka dużych pieniędzy, bo jak nie to go damy do Polonii. A był to biznesmen nie mieszczący się w pierwszej 200 najbogatszych Polaków. Wielkiej Polonii mimo,że chciał i dużo wydawał nie zbudował. Bo z gliny dziś można jak i kiedyś lepiankę ulepić,ale pałacu murowanego się nie zbuduje.
A swoją drogą myślałem,że zdań kilka poświęcisz karnawałowi w poście czyli walce "Zibiego" z betonową bandą na zjeździe Delegatów PZPN.Podczas której Prezes wygrał,ale przegrał i redaktor Stanowski popełnić chce z tego powodu seppuku zawodowe. Tak się z prezesem złączył,że chyba poważnie chce z nim razem pójść na dno.Bo ja najwcześniej mogę o tym napisać dopiero w sobotę 12 marca. Jestem bowiem mocno zajęty.ale znajdę czas na powiadomienie i publicznie zapowiadam,że jeżeli PZPN z prezesem na czele zrobią ten sam numer z biletami na finał PP co w ubiegłym roku to powiadomię Ministra Sportu oraz Prokuratora Generalnego ,że Zarząd PZPN to organizacja przestępcza o charakterze mafijnym.
1) Z tą "rodziną" to mam wrażenie, że panowie działacze nieco przefajnowali. Znaczy im się chyba nadal w głowie nie mieści, że ten quasi-mafijny układ się wypalił. Jeśli - kiedy? - z szafy Infantino polecą trupy, łacno może się okazać, że tych papierków, co to się nimi pali ogniska na Kajmanach, nie ma skąd brać.
2) Nie no, jasne. Teren terenem, sprzęt sprzętem, infrastruktura infrastrukturą, a koniec końców całym tym majdanem zawiadują jednak ludzie. I ludzie decydują kto i w jakim celu będzie z tego całego dobrodziejstwa korzystał. Niewątpliwie jednak wypada się cieszyć, że w ogóle jest o czym decydować.
3) Oj, myślę że jednak mocno Chińczyków nie doceniasz. Moim zdaniem z Józiem W. to oni raczej za wiele wspólnego nie mają.
Kupują tandetę? Bogać tam... Ileż ja bym dał, żeby na Ziemię Świętą zawitał taki Guarin. Albo Gervinho. Albo - o! - Lavezzi
Przepłacają? Z jednej strony na pewno. I jest to nawet w jakiś sposób zrozumiałe. W chwili obecnej czym innym mieliby kusić, jak tylko kasą? Z drugiej: a jeśli to wszystko nie jest jakimś kaprysem kilku niemiłosiernie nadzianych skośnookich bonzów? Jeśli to naprawdę zaplanowana strategia, oparta nie - jak bredzi Stanowski - na kopiowaniu, a na kreowaniu? Chińczycy potrzebują gwiazd. U siebie. Na miejscu. Jako inspiracji do grania dla literalnie milionów dzieciaków. Najwyraźniej pojęli już, że Messi w telewizji może być, owszem, inspiracją do grania, ale wyłącznie w plejstejszyn. Oby nam też się kiedyś udało to zrozumieć.
4) Z Prezesem Pierwszej Reprezentacji problem mam taki, że z jednej strony jego wyczyny zasługują na osobny, dłuższy tekst. Z drugiej, nie chce mi się na niego strzępić palców.
pees.
Błonie urocza miejscowość, bardzo dobrze mi się kojarzy