A+ A A-

Mentosy

Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało! „Uważam, że nic jeszcze nie osiągnęliśmy. Na pewno jesteśmy szczęśliwi po tym meczu, ale nie popadajmy w jakąś euforię. Uważam, że żeby coś osiągnąć droga jest bardzo długa. Trzeba się jeszcze bić i udowadniać, by móc mówić o jakimś sukcesie”  - Grzegorz Krychowiak po meczu z Szwajcarią. Co się zatem musi wydarzyć, by coś się stało?

 

Pokonajmy wpierw Portugalię! Czy to możliwe? Polski kibic w uniesieniu zakrzyknie, no jasne, cykniemy Ronaldo i spółkę, bukmacher odpowie - wątpliwe. Piłkarz stwierdzi – a  czemu nie! Trzeba się bić! I tu mamy kibicowsko-zawodnicze biało-czerwone zjednoczenie, solidarność prawie pełną. Wbrew pierwotnym prognozom ekspertów, dla których pięć meczów na Euro to kres możliwości ekipy Nawałki, wbrew wyliczeniom analityków przypisujących nam małe szanse na półfinał, wbrew handlowym korporacjom, które zawierzyły w statystyczne dane i uznały szósty mecz na turnieju za mało prawdopodobny, tym samym uczyniły go wyzwaniem jako promocyjny wabik.

W tej symbiozie, zawartej w odezwie, że trzeba się piłkarsko bić na murawie i wtedy wszystko jest możliwe, jest też pewien rozdźwięk miedzy euforycznymi kibicami i dziennikarzami w ekstazie, a twardo stąpającymi po ziemi profesjonalnymi piłkarzami, imponującymi mimo młodego wieku dojrzałością i spokojną, wyważoną  oceną realiów. Gdy  odlatujący od rzeczywistości, nawiedzony dziennikarz pyta się na konferencji: „To było błogosławieństwo, te niewykorzystane sytuacje z Niemcami,  drugie miejsce w grupie i awans do tej mniej mistrzowskiej części drabinki, czy gdzieś przeszła myśl taka,  że możemy zagrać z drużynami w naszym zasięgu, czy w takim razie wszystko co mniej niż finał to będzie niedosyt?” (6’57 konferencji z 26 czerwca) nie kryjący zdziwienia pytaniem Arek Milik odpowiedział że „Zawsze grali i będą grać o zwycięstwo ... teoretycznie faworyci na papierze grają po drugiej stronie drabinki, ale to nie znaczy że po naszej stronie są słabi rywale ... każdy zespół może z każdym wygrać na tym turnieju ... z tym finałem to spokojnie, pan się troszeczkę rozpędził ... cieszymy się ... chcemy awansować do kolejnej rundy ... mamy dobry zespół, musimy udowodnić że zasługujemy na awans i to wyszarpać na boisku”. Tyle dwudziestodwulatek w skrócie, jako przeszło dwa razy starszy, równie rezolutnie i rozważnie na to pytanie bym samemu nie odpowiedział. Kiedy reporter podczas wywiadu przywołał kibicowskie przekonanie że „nie no, ta Portugalia do cyknięcia” to Kuba Błaszczykowski  z westchnieniem stwierdził że „Fajnie to nazwałeś ... racjonalnie i na chłodno, Portugalia jest zawsze silną reprezentacją ... mają indywidualności, ale my mamy drużynę ... szanujemy każdego rywala, bez tego nie da się w sporcie (cokolwiek osiągnąć), ale znamy też swoją wartość  co już udowadnialiśmy”. Ponownie trudno sensowniej by było byłego kapitana wyręczyć. I doprawdy w tym tonie brzmią prawie wszystkie wypowiedzi  kadrowiczów Nawałki. Co ważniejsze, za tymi słowami podążyła równie rozważna postawa na murawie, nikt nie odlatuje, nikt też się po kątach nie chowa, nie przeprasza że żyje i nie chodzi ze spuszczoną głową. Z pokorą, bez fanfaronady, ale i bez kompleksów, robią co do nich należy, krok po kroku, Nawałka ich natchnął i przekonał, że jako drużyna są w stanie zrealizować to co sobie założyli.

Oczywiście można stwierdzić, że i plan minimum i maksimum już został wykonany, a w takim razie cele są zrealizowane, a jeżeli tak to nieubłaganie musi nastąpić chwila samozadowolenia, a z nią i pewne samouspokojenie, przy którym pobudzić się ponownie do maksymalnego wysiłku, na krawędzi własnych możliwości może być trudno. Taka groźba istnieje, nie sposób jej wykluczyć, ale właśnie wszystkie przytoczone cytaty zdają się świadczyć, że ta ekipa idąc kroczek po kroczku własnego celu jeszcze nie zrealizowała. Nie wiadomo z jakim skutkiem, ale chce się o ten cel ciągle bić, czyli wygrać najbliższy mecz i póki co tylko to się liczy. Jak widzę Nawałkę na konferencji przedmeczowej w Marsylii skupionego, nie rozluźnionego tym co już jego zespół osiągnął, ale wręcz zwartego w sobie, skoncentrowanego, bez cienia uśmiechu, poważnego, nawet rzec by można  pochmurnego, przyczajonego niczym borsuk przed atakiem, to wiem, że samozadowolenia i samouspokojenia w nim jeszcze nie ma. Jeśli brać na poważnie to co piłkarze mówią, a nie dali powodów żeby im nie wierzyć, to w nastawieniu mentalnym są zgodni  z trenerem. To są „mentosy”, nie landrynki, dropsy, ale ‘mentalne herosy’, faceci których siła wewnętrzna, opanowanie, spokój, pewność  ale i pokora, świadomość siebie i dążeń stanowi niepodważalny atut. Jeśli potwierdzą to na marsylskiej murawie  zwycięstwo z Portugalią stanie się bardziej prawdopodobne, choć bynajmniej nie przesądzone.

Kibic ma prawo zakrzyknąć: Tylko zwycięstwo! Ale na chłodno, trzeba wyraźnie stwierdzić, przy najlepszym nastawieniu mentalnym, optymalnym wyborze taktyki i jej równie dobrej realizacji, przy maksymalnym wysiłku i determinacji  ten mecz z Portugalią i tak możemy przegrać. Klasa rywala, kunszt posiadanych indywidualności sprawia, że z czymś  takim trzeba się liczyć. Oczywiście na boisku należy dążyć  do wygranej i w to wierzyć, ale to podopieczni Fernando Santosa są faworytem i nie powinno się o tym zapominać. Jestem w tym gronie, które wolało za rywala w ćwierćfinale Ronaldo z Nanim zamiast Modricia z Rakiticiem. Uważałem Chorwatów za lepiej zorganizowany zespół, za to o równie wysokim potencjale zaawansowania technicznego, ale Portugalczycy wyczekali „Krawaciarzy”, przeciwstawili się dobrze zespoloną defensywą i  ostatecznie okazali się zdolni do zadania decydującego ciosu. Wyeliminowali  tym samym  zespół powszechnie chwalony za grę, podczas gdy sami  za swą dyspozycję byli raczej krytykowani, tylko co jest istotniejsze, przeczołganie się przez grupę, czy taktyczne przetrzymanie i  odprawienie z kwitkiem tych którzy już sami siebie widzieli w finale?

Duża cześć dziennikarzy podnosi frustrację Ronaldo na obecnym Euro, ale póki co  to nielubianej  Krystynie z kolegami wykazaną cierpliwością i konsekwencją udało się wytrącić z równowagi i sfrustrować chorwackich wirtuozów. Fernandro Santos: „Wierzę, choć nie jestem przekonany. Ale widzę potencjał tego zespołu. Nigdy się o nich nie martwiłem. Może nie zawsze robiliśmy to, co chcieliśmy, ale nasza walka trwa dalej. Kolejny mecz, kolejna batalia, tak aż do finału. Finał po finale.” Sens tych słów brzmi znajomo, świadczy że trener wie jak zbudować nastawienie w zespole, jeżeli było nadwątlone remisami w grupie to po wyeliminowaniu Chorwatów morale musi w drużynie  piąć się do góry. Taktycznie Santos przygotuje dla Polaków  wilcze doły i zasieki, wykonawców rzetelnie wykonujących jego zalecenia już wiemy, że posiada, nie zlekceważą nas, tego też musimy być pewni, brakiem wiedzy o przynależności klubowej Biało-Czerwonych zwieść bym się nie dał. O tym że CR7 z Nanim, a także Quaresmą  i Renato Sanchezem spuścić z oka na chwilę nie wolno, przekonywać nie trzeba. Jeżeli dwaj ostatni  wejdą w drugiej połowie z zapasem sił, gdy my będziemy  wypluci  i na oparach tak jak  z Helwetami  to i Santo Fabian może się okazać za krótki,  każdego z wymienionego kwartetu stać na to samo co zrobił Shaqiri.

Ponoć Portugalia „nam leży”. Ostatnie dwa spotkania zremisowaliśmy, a trzecie pamiętne z 2006 roku wygraliśmy. Tylko, że ja bym powrócił do czwartego pojedynku, również toczonego na dużej imprezie, gdzie Biało-Czerwoni  zda się byli pewni swoich umiejętności. W kontekście porównań Marek Koźmiński stwierdza:
Przed nami mecz z Portugalią. Rozumiem, że odniesienia do sytuacji z 2002 roku, kiedy Polska przegrała na mundialu w Korei 0:4, nie mają sensu?
Akurat w tym przypadku mają. Jestem w stu procentach przekonany, że gdybyśmy zagrali w nim tak, jak graliśmy w eliminacjach, czyli bardzo wysoką defensywą, to nie przegralibyśmy go tak wysoko, Portugalczycy mieliby z nami ciężko. Może nawet udałoby się nam wygrać. Tamci piłkarze portugalscy są możliwościami zbliżeni do dzisiejszych: Luis Figo to taki Ronaldo, wtedy mieli Pedro Pauletę, dziś go nie mają, ale mieli jeszcze kilka podobnych nazwisk w obronie i pomocy. A my na nich ruszyliśmy na hurra, wyprowadzili cztery kontry i się skończyło.
Taki był wtedy plan?
Tak mieliśmy grać. Odsłoniliśmy się na własne życzenie i daliśmy im grać w sposób dla nich najbardziej komfortowy. Po drugie sami nie byliśmy w stanie tak grać. W eliminacjach ustawialiśmy się na 40 metrze i broniliśmy, w mistrzostwach mieliśmy grać do przodu. I tu jest analogia: gdybyśmy zechcieli zagrać z Portugalczykami tak, jak nie gramy na tym turnieju, to byłoby źle. My w tym turnieju gramy bardzo taktyczną piłkę i to nam wychodzi. Jest czterech z tyłu, plus dwóch pomocników, a reszta jak najszybciej wraca. Ile kontr dostaliśmy w tym turnieju? Jedną, może dwie. Tak samo trzeba zagrać z Portugalią – uważnie z tyłu, a z przodu Lewy z Milikiem niech się przepychają z Pepe, niech się włączają do tego boki.
(futbolfejs.pl)

Niby proste, pod radami wiceprezesa PZPN się w pełni podpisuję, ale nawet przy optymalnym planie i jego pełnej realizacji Portugalczycy są w stanie strzelić gola „z niczego”. Sekunda nieuwagi wystarczy, a wówczas  nie będzie już nic do stracenia, trzeba będzie gonić wynik zatem i się otworzyć. Możemy zostać zmuszeni do takiej gry jak w 2002 roku, bo nic innego już nam nie pozostanie, oprócz nadziei  i modlitwy kibicowskiej o inny efekt.

Piszę to wszystko, w ramach przestrogi  zdumiony entuzjazmem kibicowskim, który nas ogarnia przed konfrontacją z Portugalczykami. Niekiedy to brzmi tak jakbyśmy mieli ich wciągnąć nosem, mają zaledwie trzech dobrych piłkarzy, na turnieju z formą cieniują, Krystyna ma muchy w nosie, Nani z Quaresmą szczyt formy już za sobą, wydaje się że jakbyśmy z nimi przegrali to nie tylko niedosyt by pozostał ale i poczucie ogromnej niewykorzystanej szansy  gdzie tam na półfinał, na sam finał.

Otóż, z tą euforią to spokojnie, czy aby się troszeczkę nie rozpędzamy, każdy zespół może z każdym wygrać na tym turnieju (zatem i przegrać), musimy udowodnić  że zasługujemy na awans i to wyszarpać na boisku!  Piszę „my” bo trzymam kciuki za tych ‘mentosów’ i bardzo chciałbym sobie pośpiewać: nic się nie stało, Polacy nic się nie stało – a na to daję sobie przyzwolenie tylko w jednym przypadku, jeżeli znajdziemy się w półfinale Euro 2016! Mały kolejny  kroczek do celu by został uczyniony.

Dyskusja (13)
1czwartek, 30, czerwiec 2016 11:47
dalkub
Iocosus

Mam wrażenie że za ten tekst kilku panów cie "pojedzie" - że nie masz pojęcia o sporcie, że jesteś malkontentem i defetystą, a po ewentualnie wygranym meczu ten tekst wyciągną i będą nim machać z wielkim uśmiecham na ustach - mając w myślach różne epitety skierowane do ciebie.
Myślę bardzo podobnie jak ty. Jest w drużynie Portugalii kilku zawodników, których umiejętności są na takim poziomie że potrafią strzelić z niczego. Po meczu z Chorwacją wiemy też że potrafią skutecznie przeszkadzać i się bronić, a z kontry na dużych pustych przestrzeniach każdemu gra się łatwiej.
Uważam i nadal będę uważał nawet jak dojdziemy do finału i zdobędziemy złoty medal, że obserwując to co się dzieje z rozsądkiem, wyłączając emocje to wynik osiągnięty jest ponad stan. Ponad stan naszych zawodników i ich umiejętności piłkarskich, pewnie nie wszystkich ale większości niestety już tak. Gramy świetnie jako kolektyw, ofiarnie, dużo biegamy, jest tu walka, nie ma odpuszczania, z bardzo dobrze dobraną taktyką - to jest nasza siła. Ja jednak sobie zadaję pytania - ile piłek Pazdan zdoła zablokować? ile Fabian wyjmie spod poprzeczki? czy Jędza grając nie na swojej stronie zawsze będzie się tak ustawiał i odbierał? czy Mączyński nie spuści z tonu (choć moim zdaniem jest to najsłabszy zawodnik z tej jedenastki)? czy wreszcie jakiś rezerwowy da jakość i wzmocni drużynę po wejściu?
Takich pytań jest wiele - szczerze niektóre postawy Polaków są zupełnie irracjonalne - oczywiście pozytywnie irracjonalne - kiedyś jednak zejdą na swój poziom, oby nie dzisiaj.......
2czwartek, 30, czerwiec 2016 13:05
Walles
Panowie zgadzam sie z wami w 100% a jednoczesnie nie zgadzam się w całości Smile Krytyka kibicowskiego entuzjazmu w moim odczuciu może być tylko w jednym przypadku. Gdy po ewentualnej porażce z Portugalią ci sami kibice będa wylewali na piłkarzy pomyje. Zadawane przez dalkuba pytania sa słuszne a zarazem kompletnie chybione. Dlaczego nie pytamy ile razy Neuer będzie ratował Niemców, ile piłek wyciagnie napastnikom Boateng i ile odbiorów zaliczy Kroos z Khedirą? Ile bramek z niczego strzeli Ronaldo, iu przedrybluje Nani i ile interwencji zaliczy Pepe. A ile to razy bramkarze nas ratowali w tym turnieju? Pytajmy kiedy setki będzie wykorzystywał Milik i kiedy trafi Lewandowski oraz czy dogonią Grosika Very Happy. Przypomnę tylko że poprzednia victoria nad Portugalia nastąpiła w momencie kiedy nasi przeciwnicy własnie sięgneli po 4 miejsce na świecie i byli vicemistrzami Europy. Przypomnę że graliśmy wtedy Golańskim, Bronowickim i Rasiakiem. Przypomnę że niedawno pokonaliśmy mistrzów świata. I w końcu przypomnę że dziesiątki tysięcy naszych kibiców pojechało do Francji aby wspierać biało-czerwonych. Postawa kibiców jest irracjonalna? Powiem tak, postawa kibica wspierającego swój zespół nigdy nie jest irracjonalna. Nie przejdzie mi przez gardło nazywać irracjonalnymi 10% populacji Islandii która pojechała na mecz z Anglią. Ja im tak po kibicowsku zazdroszczę. Tego że tam byli, że byli świadkami tego wydarzenia na żywo, że ich sen trwa i że będą o tym wspominać do końca zycia. Wink
Czy wygramy z Portugalią? Nie mam pojęcia ale przed meczem wole szukać pozytywów niz negatywów. Widzę szansę na możliwość pokonania rodaków Krystyny jednak po porażce nie będę krzyczał "Hańba, nie wracajcie" Wink
Jak wiadomo jestem zakręcony na puncie X muzy. Więc przed tym meczem przypomina mi sie scena z filmu "Trener" z Samuelem L. Jacksonem - szkolny parkiet zastawiony ławkami szkolnymi

"Naszym największym strachem nie jest to że jesteśmy zbyt słabi tylko zbyt silni. Nasz blask nas przeraża nie ciemność. Umniejszanie swojego znaczenia nie służy światu.Nie bój się tylko po to żeby inni czuli się przy tobie bezpiecznie. Przyszliśmy na świat by świecić. Ten blask jest w każdym z nas. Kiedy widać nasz blask pozwalamy innym robić to samo. Uwalniając się od własnego strachu wyzwalamy od niego innych. "

Do boju biało-czerwoni! Very Happy Very Happy

3czwartek, 30, czerwiec 2016 13:30
Zgred Maruda
Jeżeli zrozumiałem Iocosusa - przedstawia dwie przeciwstawne pojęcia o tym co się dzieje we Francji.
Cytując słowa naszych reprezentantów ( stojąc za nimi murem) pokazuje, że głupawki nie dostają, mało tego -może nawet kierują się swoją racjonalnością...bo wierzą w siebie i swoje umiejętności ( odwrotnie od ciebie)...
Drugie pojęcie to ta radość i bliskość kibiców, którym wolno- podkreślam WOLNO twej racjonalności nie stosować. To bardzo piękne chwile, piękny czas polskiej piłki, na które czekaliśmy ze "spuszczonymi łbami" tyle lat...
To kto IM zabroni tej wiary, "która" w liczbie pewnie 40.000 zasiądzie na stadionie w Marsylii. Myślisz, że twoja racjonalność ICH zatrzyma? Twój sportowy defetyzm wpłynie, że zasiądą w ciszy?...


"Ja jednak sobie zadaję pytania - ile piłek Pazdan zdoła zablokować? ile Fabian wyjmie spod poprzeczki? czy Jędza grając nie na swojej stronie zawsze będzie się tak ustawiał i odbierał? czy Mączyński nie spuści z tonu (choć moim zdaniem jest to najsłabszy zawodnik z tej jedenastki)? czy wreszcie jakiś rezerwowy da jakość i wzmocni drużynę po wejściu?"

Nie uściślając złej woli można by napisać tak:
Ja sobie zadaje pytania - ile piłek Ronaldo strzeli nad bramką? Ile Patricio zle obliczy? Czy Nani będzie miał problem z piłką? Czy Carvalho zdąży za Grosickim? Moim zdaniem jest to najsłabszy zawodnik z tej drużyny...itp, itd

Iocosus cytując naszych podstawowych zawodników przedstawia ich mądrość i dorosłość sportową. Jest taki element w sporcie potocznie zwany "drużyną"...być może w ostatnich latach bardzo wyświechtany, ale do "łask" powtórnie powrócił, a za sprawą "rybaków" z Islandii nabrał jak sądzę jeszcze większego znaczenia.
Racjonalnie rzecz biorąc synowie potomków Króla Artura, że o rycerzach okrągłego stołu nie wspomnę powinni...ha ha no powinni...Smile może paradoksalnie właśnie ta racjonalność - wywiozła ich w pole...Smile ?

Rozumiem w życiu ludzi, którzy są realistami, są ułożeni, racjonalnie dbają o finanse swoje, swoich rodzin, dzieci. To jest OK bo z drenującymi nas bankami trzeba racjonalnie.
Ale wybacz tego "sportowego" ducha twojej ciągłej negacji - ni jak zrozumieć nie potrafię...jak bardzo cię "ten sport" skrzywdzić musiał skoro tak między słowami go wręcz "poniżasz"...?
Ten turniej pokazuje jeden fakt bezsporny!
Nie ma "ukłonów" w stosunku do nominalnie lepszych, wartościowszych, niebotycznych -NIE...
Mam przed oczami piękny moment meczu Islandczyków, mianowicie w około 90- tej minucie za wprowadzonym, wypoczętym młodym
Rashfordem (86 min) biegnie "jakiś tam Son" -który stracił piłkę, mając w nogach cały mecz jeszcze blokuje Anglika...dystans powrotu około 50 metrów...racjonalnie myśląc udać się to nie mogło...a jednak.

Ze sportowym pozdrowieniem
4czwartek, 30, czerwiec 2016 13:42
Zgred Maruda
No proszę pisaliśmy razem z Wallesem w jednym czasie, nie znając swoich wpisów...a sens wypowiedzi bardzo zbliżony

pozdrawiam Walles

I aby jasne było: ktoś dzisiaj przegrać musi, to jest sport, ale
cytując Klasyka:
"no mecz można wygrać, przegrać albo zremisować"
"piłka jest jedna, a bramki są dwie"
5czwartek, 30, czerwiec 2016 14:25
iocosus
Jeżeli za to co powyżej ktoś mi przypisze defetyzm, a następnie po meczu uzna, że ma okazję żeby ze mnie drwić, szydzić, hejtować, co mu się żywnie podoba, to oby tak się stało, niech to się ziści, każdą uszczypliwość zniosę jakakolwiek by nie była i tak będę przeszczęśliwy!

A tak w ogóle, w imię wygranej różne wota są czynione, ja miałbym taką jedną kibicowską propozycję, jeżeli dziś odprawimy Portugalczyków z kwitkiem, to niech Dalkub odpuści Kibicowi50, a Kibic50 Dalkubowi. W takiej intencji obopólne wyrzeczenie się wzajemnych docinków mogłoby nastąpić. Jeżeli dziś umoczymy to jeździjcie panowie po sobie dalej, z lubością, ale jak wygramy to pax między Wami!? Stać Was na takie ewentualne poświęcenie! Wink

Dalkub dla mnie ćwierćfinał jest ponad stan polskiej piłki, jej ogólnej kondycji, pod tym względem nie jesteśmy w pierwszej europejskiej ósemce, ale to za co cenię Nawałkę to wpojenie przeświadczenia, że obojętnie jak dotychczas poszczególni piłkarze byli wartościowani, klasyfikowani, obojętnie w jakich klubach i ligach grali, to w obecnej grupie z wiodącymi Lewym, Krychą, Glikiem, Fabianem i z ich równie istotnym udziałem przy nich, stać taką drużynę na wszystko. Mogą ograć i mistrza świata. Ta ekipa umiejętnie łączy pokorę z brakiem kompleksów, przyznaję że mi to imponuje.

Mączyński rozgrywa turniej życia, nikt mu już tego nie odbierze, Pazdek być może wskoczy do klubu i na stabilny poziom o który mimo wszystko byśmy go nie podejrzewali wcześniej, co nie znaczy, że dziś błędu jakiegoś nie uniknie, przecież bardziej doceniany Glik ze Szwajcarami dopuścił się ‘wielbłąda’ po którym tylko Santo Fabianowi zawdzięczamy obecny etap rozważań. Portugalczycy są faworytem w tym meczu, ale przecież my nie jesteśmy w takiej sytuacji jak Islandczycy w konfrontacji z Angolami. Wartość ekipy Nawałki jest jednak wyżej szacowana i to się nie zmieni, nawet przy odpukać dzisiejszej porażce, tak jak piłkarze nie staną się z dnia na dzień wirtuozami jeżeli CR7 i s-kę pokonają. Niech ci co nie są wyceniani jak Lewy i Krycha zagrają tak jak dziesięć lat temu przywołani już przez Wallesa Mariusz Lewandowski, Grzegorz Bronowicki, Paweł Golański, wówczas obojętnie jaki pułap umiejętności będzie przypisywany i tak przejdą do historii polskiej piłki.

Walles: „Gdy po ewentualnej porażce z Portugalią ci sami kibice będą wylewali na piłkarzy pomyje” - trafnie interpretujesz moje intencje, cieszmy się i emocjonujmy, przecież to jest najpiękniejsze co nam kibicom jest dane, ale nie odlatujmy w przestworza, żeby później na ziemię nie spaść i szukając przyczyn czemu tak dotkliwy upadek został zaliczony, właśnie coś tam zaczniemy wylewać, no bo przecież „mniej niż finał to będzie niedosyt”.
Wyobrażamy sobie takie zdanie, rzucone choćby po porażce z Holandią, a przecież to było nie tak dawno?

Zgredzie jak najbardziej słuszna uwaga że odwołuję się właśnie do piłkarzy, którzy w przeciwieństwie niekiedy do nas kibiców, zda się bardzo twardo stąpają po ziemi. Powtórzę, pokora z brakiem kompleksów, znalezienie tego balansu niezmiernie mi się podoba. Jestem pewien że w intencji wygranej to Dalkubowi byś nie tylko odpuścił, ale nawet go wycałował z dubeltówki! Wink
6czwartek, 30, czerwiec 2016 15:29
a-c10
Ja tekst Iocosusa odbieram jako wyraz racjonalnego optymizmu. Że to niby oksymoron? Ależ nie! I to właśnie w tym wszystkim jest najfajniejsze.

Owszem, dla Biało-Czerwonych ćwierćfinał ME to wynik zdecydowanie ponad stan. Mnie się nawet nie chce analizować personaliów, przynależności klubowych, doświadczeń na arenie m/nar, itp. W zupełności wystarczy pobieżny rzut oka na ogólny stan piłki nożnej w naszym kraju. Kraju, w którym akademie piłkarskie, owszem, istnieją. Niestety niemal wyłącznie w nabzdyczonych fanfaronadach klubowych prezesów. W którym przyznanie się do zainteresowania rodzimym futbolem naraża - a przynajmniej dotąd narażało, może wreszcie coś się zmieni - na towarzyski ostracyzm. W którym średnia widzów całej kolejki najwyższej klasy rozgrywkowej potrafi się zmieścić na jednym stadionie Bundesligi. OK, my sobie możemy być ponadstukrotnie liczniejsi od Islandczyków. Ale w sensie bieżących możliwości futbolowych to wcale aż tak znowu im nie odjeżdżamy.

Biorąc to wszystko pod uwagę, dla mnie chłopaki mogą dziś przegrać nawet 0:7. Wciąż pozostaną bohaterami.

Jednak oprócz radości z wyniku odczuwam chyba nawet równie silną radość ze zmiany mentalności naszej kadry i retoryki wokół niej. Nagle - jak to w ogóle możliwe?!? - jak ręką odjął skończył się emocjonalny rollercoaster. Nie ma pyszałkowatego hurraoptymizmu ("a psiech tam, Ronaldo. Rozjedziemy ich w kwadrans, a potem spokojnie popilnujemy wyniku, żeby się zanadto przed półfinałem nie namęczyć!"). Ani śladu - excusez le mot - srającego po gaciach defetyzmu, podszytego kompleksami i obezwładniającym poczuciem niższości ("o kurwa, kurwa, kurwa! Ronaldo! Nani! Quaresma! Chłopaki, spierdalamy!"/"Ej, Cristiano, daaaj koszulkę! No weeeź, nie bądź żyła!"). Jest spokój i szacunek dla rywala, ale jest też grunt pod marzenia. I to wcale nie marzenia ściętej głowy.

Trenerze Nawałka, panowie - dziękuję!
7czwartek, 30, czerwiec 2016 16:38
dalkub
sukcesu naszej kadrze w który nie wierzyłem nikt nie odbierze - jestem z tego powodu szczęśliwy bo zakładałem że zagrają 3 maks 4 mecze i wyjście z grupy będzie okupione jakimś horrorem - tak wiem Zgred że nie mam tego czegoś choć nie do końca wiem czego. Niewątpliwy sukces nie przesłania mi mankamentów i problemów, ale jeżeli dzisiaj wygrają będę się radował równie mocno jak inni a może nawet trochę bardziej.
Walles - zupełnie się z Tobą nie zgadzam - to że Neuer obroni Khedira odbierze Kroos przerzuci i że coś strzeli Ronaldo było dla nas pewne - dziwilibyśmy się gdyby było inaczej, to że Pazdek jest królem pozytywnych memów i że to wg. kibiców on ma zatrzymać CR7 i go nakryć czapką to wiemy od 2-3 tygodni, bo wcześniej jakbyś coś takiego napisał to zostałbyś zabity śmiechem.

I zakrzyknę jak to często w piłkarskiej szatni: Na nich k............ i po zwycięstwo
8czwartek, 30, czerwiec 2016 18:20
Zbyszek
Walles słusznie daje prawo kibicom , zwłaszcza tym młodszym do wiary, nawet przesadnej w sukces reprezentacji.Jest to absolutnie normalne. Ja też chciałbym, aby kolejne pokolenie mogło za ileś tam lat powiedzieć swoim synom ,córkom czy wnukom,że za moich czasów to reprezentacja odniosła taki czy taki sukces. Ja swojej pamięci im nie oddam i mam pełną świadomość,że moje opowieści o latach 1972 -1982 choć ładnie brzmią to niewiele wzbudzają prawdziwych emocji. Zgoła inaczej mówi się o własnych przeżyciach opartych na osobistej obserwacji od cudzych opowieści . Teraz mają i oni swoja szansę na swoją dobrą pamięć.
Ale myśmy też w 1974 roku mieli tylko nadzieję opartą na wierze i na niczym więcej. W grupie Mistrzostw Świata w Niemczech mieliśmy Włochów , Argentynę i Haiti. Zajęliśmy I miejsce. W II turze rozgrywek grupowych trafiliśmy na bardzo w owym czasie mocne Jugosławię, Szwecję oraz faworyta Niemców. Przegraliśmy tylko z późniejszym Mistrzami Niemcami. W meczu o 3 miejsce pokonaliśmy Brazylię. A reprezentacja nasza przed turniejem była znacznie niżej notowana niż ta dzisiejsza. Drużyna kopa dostała po wygranej i remisie z Anglikami w eliminacjach do turnieju też bardziej cenionymi niż dzisiaj.Trenerem tamtej drużyny był Kazimierz Górski wraz z Andrzejem Strejlau i Jackiem Gmochem.
W 1978 roku na MŚ w Argentynie trenerem reprezentacji był Jacek Gmoch.W grupie mieliśmy Niemców z którymi zremisowaliśmy 0:0 oraz Meksyk i Tunezję z którymi wygraliśmy. Jacek tak sterował wynikami abyśmy trafili do grupy południowoamerykańskiej z Argentyną, Brazylią oraz Peru. Uważał on , czemu dał wyraz na piśmie po tournee po Ameryce Płd. ,że wie jak wygrać z tymi drużynami. Ale obrzydliwe walki o szmal w wykonaniu zwłaszcza Tomaszewskiego trwające całą noc przed decydującym meczem z Argentyną nie dały nam szans na równą walkę, gdyż drużyna była rozbita skłócona i niewypoczęta.A zdaniem wielu fachowców akurat wtedy mieliśmy najlepszy zespół na świecie.
W 1982 roku podczas MŚ w Hiszpanii trenerem był Antoni Piechniczek. W grupie mieliśmy Włochów, Kamerun i Peru. Zremisowaliśmy z Włochami i Kamerunem , wygraliśmy z Peru trafiając w II turze rozgrywek grupowych na faworyzowanych Belgów i bardzo mocny ZSRR. Z Belgami wygrywając 3:0 rozegraliśmy jeden z lepszych meczów w historii polskiej piłki ,a bohaterem został zdobywca wszystkich 3 bramek Zbigniew Boniek.W półfinale przegraliśmy z późniejszymi Mistrzami Włochami, którzy nie tylko grali wyśmienicie,ale mieli w składzie super strzelca Paolo Rossiego, który nigdy wcześniej ani później tego co pokazał na tych MŚ nie ujawnił. W meczu o 3 miejsce pokonaliśmy faworyzowaną Francję 3:2.

W zasadzie poza MŚ w 1978 roku startowaliśmy z pozycji tych gorszych i każdy prawie mecz był meczem o wszystko. Ale nasi zawodnicy w odróżnieniu od większości rywali byli głodni sukcesu.A głodny wilk jest groźniejszy od sytego i leniwego. Tak samo jak opinia publiczna, która miała dość porażek drużyny reprezentacyjnej i chciała,a nawet domagała się sukcesu. Piłkarze czuli tę ogromną i pozytywną presję. Oni o tym wiedzieli, oni to mieli w trzewiach i głowach; tak jak dziś.Więc nadzieje tej ogromnej rzeszy kibiców są nie tylko normalne, ale potrzebne, wręcz niezbędne do tego ,aby nasi chłopcy chcieli chcieć i dali z siebie więcej sił niż ich mają.
To dziś jest taki dzień w którym przechodzi się do historii,albo przechodzi się obok niej.Panowie ja też jestem z Wami.
9czwartek, 30, czerwiec 2016 22:55
Zgred Maruda
Jeżeli dojdzie do rzutów karnych, zmieniłbym Fabiana na Boruca!
10piątek, 01, lipiec 2016 00:40
Walles
O karne od medalu .....Ktoś by w to uwierzył wcześniej?
Rwa mać, szkoda. Panowie Piłkarze, jestem z was dumny. Kuba trzymaj się, mi jest smutno ale on ma przed sobą koszmarne godziny. Jakie emocje targają piłkarzami pokazuje prawie płaczący Fabiański który mówi że nie pomógł drużynie bo nie obronił żadnego karnego z 10 ... Szok.
11piątek, 01, lipiec 2016 02:47
Senator
@Walles
Tak myślę że Portugalczycy strzelali karne perfekcyjnie, żaden nie był do wyjęcia. Tak więc nie pomógł by i Boruc.
Coś dragicznego jest w Kubie Błaszczykowskim patrząc na jego całe życie. Naprawdę wielki szacunek dla niego że potrafi być tak silny a przy tym wielki jako człowiek.
12piątek, 01, lipiec 2016 08:05
Cholera sam już nie wiem co lepsze, bo gdyby wygrali, musiałbym odpuścić dalkubowi, "największemu z największych"...
Ale, że nie wygrali, to...
Ech, szkoda zdrowia. Niech facet dalej błyszczy pełnym blaskiem Wink

Jestem naprawdę dumny z naszej reprezentacji chyba pierwszy raz od bardzo dawna. Wreszcie oglądałem zespół facetów, którzy bez żadnych kompleksów stanęli na przeciwko Ronaldów, Krosów, Boatengów itd itp
Facetów, których całkiem niedawno jedyną przedmeczową myślą było wymienić sie koszulką z CR7
Rzuty karne to loteria. Nie tacy nie strzelili jak Kuba.
Dla mnie Błaszczykowski wyrósł na bohatera narodowego. Za całokształt...
Z ogromną niecierpliwością i nadzieją czekam na eliminacje MŚ. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
13piątek, 01, lipiec 2016 11:07
dalkub
kibic - błagam nie odpuszczaj - nie mógłbym się z ciebie śmiać, tak od czasu do czasu......

teraz o meczu - moim zdaniem zagraliśmy dzisiaj lepiej niż z Ukrainą i lepiej niż ze Szwajcarią - przegrana w takim stylu dla tej drużyny to jak zwycięstwo. Cieszę się że Lewy strzelił bramkę - zawsze to daje pozytywnego kopa na koniec w sumie bardzo dobrego sezonu. Cieszę się z postawy obrony i gry obronnej, bo stracić w takim turnieju 2 bramki w 5 meczach to fantastyczna sprawa - szczerze gdyby mi ktoś przed turniejem coś takiego opowiedział to .............. no właśnie. Mam nadzieję że dojdzie do tej kadry kilku zawodników nieobecnych - Rybka Wszołek, może kolejni młodzi i zwiększy się trochę rywalizacja oraz możliwość zmian - na tą chwilę to nasz największy mankament - krótka ławka.
Teraz moim zdaniem główne zadanie dla trenera - drużyna przejdzie z pozycji under doga na pozycje faworyta w kolejnych eliminacjach - i to muszą sobie ułożyć w głowie i na to się przygotować - już nikt ich nie zlekceważy, zawodnicy będą bardzo bacznie analizowani i podglądani, presja też się zwiększy - mam nadzieję że podołają.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1