- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Euro za pasem
Po licznych perturbacjach, o których wszyscy wiedzą, wreszcie zbliżamy się do rozegrania turnieju piłkarskiego o tytuł Mistrza Europy. Turniej naznaczony jest liczbą 11, bowiem odbędzie się w 11 miastach, w 11 krajach, od 11.06 do 11.07.2021.
Mecze odbędą się na następujących stadionach: Stadion Olimpijski w Baku, Parken w Kopenhadze, Wembley w Londynie, Allianz Arena w Monachium, Puskas Arena w Budapeszcie, Stadio Olimpico w Rzymie, Johan Cruyff Arena w Amsterdamie, Arena Narodowa w Bukareszcie, Stadion Krestovskij w Petersburgu, Hampden Park w Glasgow i Estado la Castuja w Sevilli.
W eliminacjach wystartowało 55 drużyn, z czego do finału zakwalifikowało się 20, które uzupełnione zostały 4 najlepszymi zespołami z Ligi Narodów. Podział na grupy jest następujący:
- grupa A – Turcja,Włochy ,Walia i Szwajcaria (grają w Baku i Rzymie),
- grupa B – Dania, Finlandia, Belgia, Rosja (Kopenhaga i Petersburg),
- grupa C – Holandia,Ukraina,Austria, Macedonia Płn. (Bukareszt, Amsterdam),
- grupa D – Anglia, Chorwacja, Szkocja, Czechy (Londyn, Glasgow),
- grupa E – Hiszpania, Polska, Szwecja, Słowacja (Petersburg, Sevilla),
- grupa F – Węgry, Portugalia, Francja,Niemcy (Budapeszt, Monachium).
Terminarz gier w naszej grupie: 14.06 - Polska – Słowacja (Petersburg), Hiszpania - Szwecja (Sevilla), 18.06. - Szwecja – Słowacja (Petersburg), 19.06 - Polska – Hiszpania (Sevilla), 23.06. Hiszpania – Słowacja (Sevilla), Szwecja – Polska (Petersburg).
Do dalszych gier kwalifikują się zespoły, które zajmą dwa pierwsze miejsca w grupach oraz cztery najlepsze według odrębnej tabeli spośród tych, które zajęły 3. miejsca. Tak wyłonione 16 drużyn dalej będzie eliminować się w systemie pucharowym. Półfinały i finał rozegrane zostaną na londyńskim Wembley.
Skład piłkarskiej reprezentacji Polski (w nawiasach numery na koszulkach):
Bramkarze: Szczęsny (1), Skorupski (12), Fabiański (22)
Obrońcy: Piątkowski (2), Dawidowicz (3), Kędziora (4), Bednarek (5), Rybus (13), Glik(15), Helik (25), Puchacz (26)
Pomocnicy: Kozłowski (6), Linetty (8), Krychowiak (10), Klich (14), Moder (16), Płacheta (17), Frankowski (19), Zieliński (20), Jóźwiak (21)
Napastnicy: Lewandowski (9), Świderski (11), Kownacki (23) i Świerczok (24).
Nie będę podawał składów naszych grupowych rywali, gdyż to byłoby tylko zamulanie miejsca. Zwrócę tylko uwagę na fakt, że w drużynie Hiszpanii tylko 8 zawodników gra w klubach niehiszpańskich i są to: de Gea – MU, Sanchez – Brighton, Llorente - Leeds, Garcia – MC, Rodri – MC, Ruiz – Napoli , Olmo – Lipsk, Torres- MC i Morata – Juventus. Podczas kiedy w drużynie polskiej w krajowej lidze gra tylko 4 zawodników, w szwedzkiej tak samo 4 , zaś w słowackiej tylko 2 oraz dwóch jest z ligi polskiej (Kuciak z Lechii i Satka z Lecha). Reszta gra w klubach zagranicznych.
Jeżeli chodzi o zawodników klasy światowej to w drużynie Hiszpanii nie ma innych. W naszym zespole są to: Lewandowski, Zieliński, Krychowiak i w porywach Szczęsny. W zespole Szwecji są to: Lidelof MU, Forsberg Lipsk, Kulusevski Juventus i Isak Real Sociedad. Dużym osłabieniem Szwedów jest brak Ibrahimovicia. Słowacy mają takiego tylko Skriniara z Interu, bo Hamsik gra obecnie na obrzeżach wielkiej piłki w Szwecji. W składzie Słowaków jest także znany z gry w Legii Ondriej Duda. Podobnie widzą realną siłę gry reprezentacji w naszej grupie agencje ratingowe oraz firmy bukmacherskie, które Hiszpanię statuują na 2. miejscu, Polskę na 17., Szwecję na 19., a Słowację na 21 wśród uczestników Euro. Oznacza to równocześnie, że uważają oni, że Polska wyjdzie z grupy.
W naszych mediach po ogłoszeniu kadry przez trenera reprezentacji Sousę rozgorzała dyskusja, w której kwestionowano niepowołanie Grosickiego i Sebastiana Szymańskiego. Trochę to przypominało polskie piekiełko w którym tacy nieudacznicy trenerscy jak Hajto usiłowali pouczać trenera reprezentacji. Należy być dalekim od odbierania zasług Grosickiemu, ale to on sam wybrał odsunięcie od reprezentacji, o czym zresztą publicznie poinformował mówiąc, że nie żałuje swojej decyzji, natomiast Szymański w meczu eliminacji do MŚ z Węgrami, kiedy wyszedł w I składzie, dał plamę, nie dlatego, że zagrał słabo, ale dlatego, że nie wykonywał poleceń taktycznych trenera. Sousa jak każdy wysokiej klasy szkoleniowiec zrozumie błędy, ale nie daruje niewywiązywania się z założeń taktycznych czyli egoistyczną samowolkę. Pewnikiem Szymański następnym razem zagrałby inaczej, ale terminarz nie dał czasu na powtórkę.
Aby jednak nasza drużyna nie tylko wyszła z grupy, ale była groźna dla najlepszych, to przed trenerem Sousą stoi zadanie, którego nie udało się rozwiązać jego poprzednikom, a mianowicie wkomponowanie do drużyny zawodników klasy światowej w osobach Lewandowskiego i Zielińskiego, aby w reprezentacji byli przydatni co najmniej tak dobrze jak w klubach. Jest bowiem rzeczą absolutnie niezrozumiałą, że Lewandowski w Bayernie, naszpikowanym dużej klasy zawodnikami jest traktowany jak lepszy od nich i jest przez nich obsługiwany, a w naszej reprezentacji każdy wuj gra na swój strój. W Bayernie gra się pod Lewandowskiego i na niego, podaje mu się piłkę w każdej sytuacji, wspomaga się go w akcjach, odciąga się rywali od niego, kiedy wchodzi w atak nigdy nie jest samotnym białym żaglem itd.. W reprezentacji każdy zachowywał się jakby patrzył: uda się gwiazdorowi czy się nie uda. Podobnie jest z Zielińskim, który w Napoli w otoczeniu dużej klasy zawodników ofensywnych spełnia właściwie rolę wolnego elektronu. Tacy zawodnicy jak Osimeh, Politano, Lozano, Insigne czy Ruiz do tego stopnia ufają Zielińskiemu. Wiedzą, że Zieliński jest tak utalentowany, że widzi więcej, myśli szybciej i jak szachista zna kilka posunięć naprzód i potrafi przewidzieć rozwój wydarzeń na boisku. Dlatego w Napoli każdy gracz jest w każdej chwili gotowy do przyjęcia piłki zagranej przez Zielińskiego, czego w naszej reprezentacji się nie uświadczy. Każdy z nich i Lewandowski i Zieliński byłby brylantem i dobrodziejstwem w każdej reprezentacji, tylko nie u nas.
Nie chcę oceniać naszych szans, albowiem w odróżnieniu od pismactwa obca mi jest tromtadracja i fałszywy patriotyzm polegający w wydaniu sportowym na tym, że najpierw nadmuchuje się balon, że oto nasi to prawie najlepsi na świecie, a kiedy oni nie spełnia absurdalnych oczekiwań, to ich się miesza z błotem. Ponadto wielką i niezapomnianą nauczką było dla mnie doświadczenie sprzed Mistrzostw Świata w RFN w 1974 roku, którym chcę się podzielić. Dzisiejsi kibice zblazowani sukcesami naszej reprezentacji nie są w stanie pojąć, że do czasów kiedy trenerem został Kazimierz Górski dostawaliśmy w kuper prawie od każdego, a pojedyncze wygrane jak z ZSRR w 1957 roku czy z wicemistrzem świata CSRS w 1963, albo remisy z Włochami traktowane były jako wiekopomne wydarzenia. Stąd taka euforia po awansie do MŚ W 1974 roku, ale równocześnie strach przed kompromitacją. Wszyscy, kibice i dziennikarze, wiedzieli że remis na Wembley zawdzięczamy nieskutecznej grze Anglików, bo gdyby wykorzystali oni tylko 50% stuprocentowych sytuacji to byłoby 6 czy 7 do 1. Wiedział o tym również trener Górski ze sztabem (Gmoch, Strejlau) i postanowili oni zmienić naszą grę z defensywnej na ofensywną. Aby wdrożyć zawodników do odmiennych zachowań boiskowych nasza drużyna w okresie 1974 roku od lutego do czerwca rozegrała dwa oficjalne mecze międzypaństwowe z nisko notowanymi w owym czasie rywalami Belgią 1:1 i Grecją 2:0, ale też rozegrała 11 meczów nieoficjalnych (z Schalke 04 w Gelsenkirschen 1:0, z Fiorentiną 0:1, reprezentacją armii Algierii 3;0, reprezentacją olimpijską Jugosławii 5:0, Fortuną Dusseldorf 1;1, VfB Stuttgart 1:4, Twente 2:0, reprezentacją ligi Węgier 1:0, Anderlechtem 2:0. Malagą 1:0, i w Maastricht z tamtejszą drużyna amatorską). Wszystkie mecze z drużynami klubowymi z Niemiec rozegrano w Niemczech, tam gdzie MŚ. We wszystkich tych meczach nasza reprezentacja grała słabo, chaotycznie, bez polotu i właściwie nastroje przed turniejem były pesymistyczne, bo powszechnie uważano, że i Włosi i Argentyńczycy łatwo nas ograją. A na mistrzostwach nastąpił pokaz gry, erupcja talentu i pokaz siły, a tacy zawodnicy jak Deyna, Lato, Gadocha i Szarmach wymieniani byli wśród najlepszych graczy świata. Oczywiście można zauważyć, że pan Kazimierz miał do swojej dyspozycji wszystkich graczy, bo ci grali tylko w kraju, ale przecież dziś do innych lig nie wyjeżdżają najgorsi, tylko najlepsi. I nikt chyba nie sądzi, że nie są tam przygotowani do wysokiego wyczynu.
Poważnym mankamentem naszych przygotowań do Euro 2020 stanowił brak meczów o charakterze sprawdzianów koncepcji gry i przydatności do jej realizacji zawodników. Nie byłby to samo w sobie problem, gdyby Sousa chciał grać przedpotopową organizacją zmasowanej obrony i kontrataków jak poprzednicy, z góry skazującą naszą drużynę na niepowodzenie. Ale reprezentacja Sousy ma odejść od gry pasywnej na rzecz aktywnej. Lecz nie było gdzie i kiedy sprawdzić skuteczności jej zastosowania, bo mecze o punkty w eliminacjach do MŚ z Węgrami, Andora i Anglią nie za bardzo się do tego celu nadawały. Mecze towarzyskie z Rosją i Islandią spełniają wymogi sprawdzianów, ale w ograniczonym zakresie. Dlatego możemy skonstatować, że wiemy, że nic nie wiemy czyli wiemy i tak bardzo dużo. Tym samym mówienie o naszych szansach to wróżenie z fusów.
Mistrzostwa Europy czy Świata to nie miejsce, ani czas na eksperymenty, bo to impreza docelowa, a dla wielu naszych zawodników jedna z ostatnich za zdobycie jakichś trofeów z reprezentacją. Jednocześnie to sprawdzian poziomu profesjonalizmu w prowadzeniu reprezentacji i ogólnie stanu futbolu w danym kraju. Tu żaden amator, żaden cudak zwany cudotwórcą, żaden farciarz, nie ma szans. Dziś liczy się metoda i umiejętność korzystania z najnowszych zdobyczy techniki, technologii, a do trenera należy wybór optymalnych rozwiązań i zastosowań. Czas ignorantów mija bezpowrotnie.


Przed spotkaniem z Islandią wiele szumu medialnego i wręcz zachwytu wywołały opisy jak to trener Sousa poprawił atmosferę w drużynie i jak to dzięki tej wyśmienitej i przyjacielskiej atmosferze przerobimy rywali naszych na sieczkę. Ja za długo siedzę w tym piłkarskim grajdole, abym dał się na ten bałach nabrać. Nie atmosfera wygrywa, ale zawodnicy, albo umieją grać ,albo nie umieją. Widocznie jednak Sousa zauważył, że wcześniej stosunki pomiędzy zawodnikami były tak tragiczne, że było to nie do wytrzymania i on mógł, albo udać ,że nic się nie dzieje, albo próbować poprawić interakcje. Ich ewidentna poprawa na pewno nie zaszkodzi. Tylko ,że ja pamiętam ( o czym pisałem w kilku felietonach np. o "Wielkiej Legi"),że i w Legii i w reprezentacji w czasach największych triumfów zawsze były waśnie pomiędzy zawodnikami , czasami na granicy nienawiści. Te niechęci nie przenosiły się jednak na boisko. Np. o czym wszyscy wiedzą Deyna i Gadocha nienawidzili się szczerze, mocno i z wzajemnością ,ale "Kaka" w meczach szukał na boisku Roberta,a ten wiedział, że Kazio go znajdzie. Np. na MŚ w RFN w 1974 roku powszechnie uważanym za najlepszego gracza naszego zespołu był Gadocha, który miał 90% asyst, a wszystko dzięki genialnemu wykorzystaniu go przez Deynę. To dzięki nim Lato został królem strzelców ,a Szarmach vice. Podobne , a nawet większe animozje towarzyszyły drużynom podczas MŚ w 1978 roku i 1982 roku, Być może gdyby np. w 1978 roku ich nie było to sukces byłby okazalszy ( tematu nie rozwijam, chyba, że ktoś będzie zainteresowany). Nie jestem w stanie wskazać dokładnej cezury od kiedy nastąpiła degeneracja czyli niechęci przeniosły się na boisko. Czy to zjawisko wystąpiło z ogromnym nasileniem dopiero za kadencji Smudy czy miało wpływ na nasze klęski już wcześniej. W każdym razie widocznie dla trenera z zewnątrz było na tyle silne i widoczne, że musiał przedsięwziąć środki zaradcze. Mnie mierzi to co się wyprawia wokół reprezentacji , to lobbowanie, pewno nie bezinteresownie, ta dominacja interesów menagów,, to krytykanctwo , to mądrzenie się byle palantów, ta tromtadracja itp.. Ten cuchnący stan powoduje nie tylko dominanta szmalu ,ale przede wszystkim upadek autorytetu trenera. Kiedyś trener rządził i miał głos decydujący, dziś traktowany jest jak parobek. Kiedyś jak by trenerzy zauważyli, że ktoś symuluje grę to by go wynieśli na kopach , a dziś wynosi się trenera.
W reprezentacji na Euro zabraknie kluczowego dla układanki taktycznej Sousy zawodnika jakim stał się Milik. Jego obecna sytuacja to klasyczna ilustracja do fragmentu dawnego wierszyka ,że "Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły". Wszyscy ubolewają, a wcześniej olewali. Nikt nie podjął w odpowiednim czasie decyzji, ani w klubie ,ani w reprezentacji. Bo jego większe i mniejsze problemy z kolanem ciągną się jeszcze od czasów Napolii. I ich nierozwiązanie w postaci zabiegu jest niezrozumiałe. Przy dzisiejszym stanie medycyny zabieg na łąkotce to 2-3 tygodnie przerwy w treningach. To znowu mi przypomina podobną sytuację w jakiej znalazł się przed 48 laty Lubański, który już od 1972 roku odczuwał dysfunkcjonalność kolana, ale był potrzebny klubowi (Górnik) i reprezentacji. Dopiero po meczu z Anglią w czerwcu 1973 roku kiedy upadł na boisku , bo kolano nie wytrzymało, przestano bagatelizować jego stan zdrowia. Tylko, że wówczas ta łąkotka to była poważna operacja , nie zawsze udana. Najpierw wykonano ją w Piekarach Śląskich , bez poprawy ,a następnie w klinice w Wiedniu u słynnego dr. Schenka. Z efektem połowicznym , bo Lubański na MŚ w 1974 roku nie wystąpił i nigdy nie wrócił do dawnej klasy. Głupi nie wymyślił powiedzenie " Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj".
Napisałem powyżej ,że widać było wczoraj na boisku koleżeństwo. Wbrew temu co opowiadali te medialne fachury każdy kto ma kolegów, przyjaciół wie, że jednym z elementów tych stosunków jest szczerość i naturalność relacji. Do tej pory widzieliśmy np. w zachowaniu Lewandowskiego oficjalność i fasadowość. Wczoraj widzieliśmy Roberta gestykulującego , otwartego , pokazującego jak chciałby ,aby koledzy do niego grali . I widać było po naszych zawodnikach więcej luzu na boisku, a i brak sztywności na ławie rezerwowych.
Także przed meczem dziennikarze podali skład w jakim rozpocznie mecz nasz zespół i okazało się, że trafili w połowie jak kulą w płot . Przyznam, że pogubiłem się w ocenie tego w jaki sposób Sousa chce budować zespół zdolny do podjęcia walki o wyjście z dość łatwej grupy. Nie bardzo rozumiem po co Sousa wystawiał kilku zawodników w meczach z Rosją i Islandią. Czyżby chciał ich dopieścić, dowartościować ? A może nam chciał wykazać, że jego powołania nie są pomyłką, że zawodnicy czynią postępy ?. A moje niezrozumienie bierze się stąd, że przecież ( wszyscy wiedzą kogo mam na myśli) wszyscy wiedzą ,że oni są za słabi, aby wyjść na boisku nawet w meczu z najsłabszą w grupie Słowacją. Oczywiście zmiana pokoleń kiedyś musi nastąpić, ale nie może ona polegać na tym, że w obliczu ważnej imprezy gorszy zastępuje lepszego.
Mecz z Islandią nasza reprezentacja zaczęła w ustawieniu 3-5-2. Tyle tylko, że z wyraźnym ofensywnym przechyłem, bo podział funkcjonalny był taki 3-1(defensywa) oraz 4-2 (ofensywa). Ten dysonans sam w sobie sprawił ,że zgubiona została formacyjność gry i tym samym komplementarność zadań. Na boisku gracze śpiewali solo w dużej odległości od siebie, a wolne przestrzenie zagospodarowywali słabi piłkarsko Islandczycy. Skutkiem takiej beztroski był nacisk rywali na naszą obronę, która w tym składzie "pękała szwach" , bo zbudowana została z tandetnego materiału. Ten materiał ludzki jakim dysponuje obecnie Sousa jednoznacznie wskazuje na to, że jak chce on grać z trójką obrońców to ustawienie powinno wyglądać 3-6-1. Wśród tej Szóstki powinien być Zieliński jako swego rodzaju libero. W systemie 3-5-2 , a właściwie 3-4-1-2 Zieliński ma konkretne zadania co wydatnie ogranicza jego możliwości i sposób grania. Widać to było w I połowie, w której jak w poprzednich meczach za poprzedników Sousy był on zagubiony. On jest bardzo przydatny dla drużyny ,ale musi grać, jak w Napoli, na swoich warunkach. On jest artystą ,a nie wyrobnikiem. Nieśmiesznym było to, że Sousa zmienił ustawienie na 3-6-1 dopiero kiedy Zielińskiego nie było na boisku. Zauważyć wszakże wypada, że jedynym zawodnikiem, który zdał egzamin był młodziutki Kacper Kozłowski. Są tacy wybrzydzacze, którzy orzekną , że na tle tak słabych przeciwników wypaść dobrze to żaden cymes. No tak. Tylko nikt innym zawodnikom nie zabronił, żeby zagrali równie dobrze.
Nie mogę nie podzielić się smutną refleksją, mając świadomość, że może ona nie być trafna. W moim przekonaniu kluczem do awansu kosztem Słowacji i Szwecji będzie nie ofensywa, ale szczelność i skuteczność gry obronnej. Oba te zespoły , uwzględniając różnice ( o czym pewno napiszę kilka zdań przed każdym meczem) grają pragmatycznie rozumiejąc własne ograniczenia i możliwości. Nie rzucą się na nas, nie wdadzą się wymianę ciosów, ale będą konsekwentnie grając szybkim atakiem i polować na nasze błędy w obronie. Filozofia Sousy polegająca na tym, że aby wygrywać trzeba strzelić o jedną bramkę więcej od przeciwnika może okazać się błędna. Bardziej praktyczny wydaje się być pogląd, że aby ich wyeliminować należy stracić o jedną bramkę mniej.
"Nadzieja bywa matką głupich" więc i ja tuszę, że wczoraj to był totalny kamuflaż. Że nic nie graliśmy w meczu o nic, aby zagrać jak uznani artyści na wielkiej scenie w meczach o coś. Że nasza reprezentacja odrodzi się jak Feniks z popiołów.
Ja z kolei po raz kolejny zapodam, że nikomu nie odbieram prawa do dowolnego wypowiadania swego zdania w każdej sprawie. Byle nie było obrażające. Ja tylko zaznaczam ,że moje doświadczenie życiowe nie pozwala mi na kwestionowanie wyborów personalnych osoby odpowiedzialnej za ich dokonanie. Ja bardzo rzadko negatywnie oceniam takie wybory np. przez trenerów nie tylko z powodów prakseologicznych ,ale również moja wiedza praktyczna jak i wynikająca z obserwacji pozwala mi na stwierdzenie, że każdemu trzeba dać szansę za urzeczywistnienie jego możliwości i aspiracji. Nikogo nie wolno przekreślać na podstawie np. jego przeszłości ,gdyż on ma zapisać swoimi dokonaniami karty przyszłości. Bo to co było już się odbyło, jest poza nami. Tu nasuwa mi się porównanie do dania komuś nowemu kredytu , który on najpierw dostaje , a dopiero potem go spłaca. A na jedno i drugie czyli pokazanie co się potrafi i na spłatę rat trzeba czasu.
Odnosząc się do kwestii szczegółowej to ja parę zdań o Słowacji napisze pewno jutro, bo muszą dawkować wysiłek umysłu. Zaznaczę tylko o czym napisałem w części wstępnej ,że mnie doświadczenie i pamięć o dochodzeniu drużyny trenera Górskiego do gigantycznego sukcesu , kiedy to po latach upokarzających klęsk zostaliśmy 3 drużyną świata, nauczyły raz na zawsze ostrożności i wstrzemięźliwości w odbieraniu drużynie czy komukolwiek szans przed zawodami.
Na razie nie wygląda to dobrze ,ale równie dobrze możemy wystrzelić.
Wstępnie muszę zgodzić się z krytykami decyzji personalnych Sousy ,że niektórzy nie zasłużyli na powołania ani dokonaniami, ani prezentowanymi umiejętnościami. Być może Sousa widzi ich jako czynnik przyszłościowy na eliminacje i ewentualnie finały MŚ. Ale takiego podejścia nie byłbym w stanie zaaprobować, bo Euro to impreza docelowa , a nie poligon doświadczalny na niewydarzone eksperymenty personalne. Ale zawsze mam na uwadze Ewangeliczne przesłania ( Mt 7, 15-20) że "Po owocach ich poznacie".
Mowa oczywiście o ocenie naszych szans w tegorocznym Euro2020.Zdecydowanie wolę te katastroficzne nastroje niż tromtadrackie.
A pierwszym naszym rywalem będzie reprezentacja Słowacji, powszechnie uważana za najsłabszy zespół w naszej niezbyt mocnej grupie. Słowacy zmieniali trenerów jeszcze częściej niż my. Przy czym od 2013 roku zawsze jako asystent, później dyrektor techniczny przy reprezentacji był obecny jej obecny trener 48-letni Stefan Tarkovicz, od listopada 2020. Eliminacje do MŚ w Rosji zaczynali z Kozakiem , potem Tarkovicz był tymczasowym trenerem , aż funkcję objął Hapal i po ukończeniu eliminacji do Euro 2020 przestał nim być. Tarkovicz jest trenerem reprezentacji Słowacji nie mając doświadczenia piłkarskiego i trenerskiego , bo był I trenerem w Koszycach, Preszovie i Żilinie ,łącznie 1,5 roku, ale dużo więcej przegrywał niż wygrywał. Tylko, że takich trenerów w historii piłki nożnej nie było tak mało i wszyscy oni charakteryzowali się przywiązywaniem ogromnej wagi do taktyki i organizacji gry oraz przygotowania fizycznego. Nie inaczej jest w obecnej reprezentacji. Mają zawodników, poza Skriniarem, o mocno przeciętnych umiejętnościach ,a mimo to potrafili w barażach do Turnieju wyeliminować obie Irlandie ,a w meczy eliminacji do MŚ 2022 pokonali Rosję 2;1. Co prawda wcześniej remisując z Cyprem i Maltą. Reprezentacja Słowacji gra systemem 4-2-3-1 w sposób klasyczny ,ale jest silnie zdyscyplinowana taktycznie. Zanim w skrócie omówię na czym zasadza się ich gra to podam przewidywany przeze mnie skład. Jest on zasadniczo różny od tego podawanego w mediach ,a oparłem go na obserwacji ostatnich meczów Słowaków z Rosją ( 2:1), Bułgarią ( 1:1) oraz Austrią ( 0:0).
Bramka : Kuciak (Lechia Gdańsk). Obrona : Pekarik (Hertha), Satka ( Lech Poznań), Skriniar ( Inter) , Hubocan ( Omonia Nikozja) . Defensywni pomocnicy : Kucka ( Parma), Hromada ( Slavia Praga) . Pomocnicy : Haraslin ( Sassuolo), Duda ( Hertha), Mak ( Ferencvarosz). Napastnik : Schranz ( Jablonec).
W rezerwie , gotowi wejść na boisko, pozostają : bramkarz Dubravka ( Newcastle), obrońcy Vavro ( Huesca) i Kostelnik (Slovan Liberec). Pomocnicy : defensywny Lobotka ( Napoli) i pozostali pomocnicy Benes ( Augusburg), Weiss( Slovan Bratyslava) oraz ewentualnie Hamsik ( Goeteborg) . Napastnicy : Bozenik ( Feyenoord), Duris ( Omonia) i Strelec ( Slovan Bratysłava).
Najbardziej ustabilizowaną formacją jest obrona ,a najmniej atak. Jedyny ,moim zdaniem, niezły napastnik Schranz zszedł w ostatnim meczu z Austrią ( 6.06.) po kilku minutach z bólem mięśni uda, zaś Strelec doznał urazu kostki w meczu z Bułgarią.
Za trzymanie gry w środku pola i jej organizację odpowiadają grający w trójkącie Kucka , Hromada ( Lobotka) oraz Duda. Szczególnie pracowity i prący do przodu jak czołg jest 34-letki Kucka. Oni to robią miejsce do ataków skrzydłami dla Haraslina , znanego z gry w Lechii i Maka. We wspomaganie ataków udział bierze środkowy obrońca Skriniar, szczególnie groźny przy stałych fragmentach gry. Kiedy atakują jednym skrzydłem to w polu karnym zawsze znajduje się napastnik i drugi skrzydłowy. Obrońcy boczni generalnie asekurują skrzydłowych. Bronią strefą ,ale też potrafią ustawić średni pressing w okolicach środka boiska. Nie dają się zepchnąć do rozpaczliwej, chaotycznej obrony i nawet jak rywale ich przycisną to są zorganizowani.
Tylko w meczu z Bułgarami posiadali przewagę w parametrach takich jak posiadanie piłki, podania , strzały . W meczach z Rosją i Austrią mieli posiadanie piłki na poziomie 30%, podań mniej od rywali o 50%. Zwraca uwagę fakt, że żadnemu z przeciwników, nawet Rosji, nie ustępowali ilością przebiegniętych kilometrów co oznacza ,że dobrze sobie radzą w grze bez piłki. Ponadto mimo niewielu oddanych strzałów na bramkę, poniżej 10 , mają wysoki , bo prawie 60% odsetek strzałów celnych.
Według mnie o wyniku zadecyduje postawa naszej obrony o co mam spore obawy, zwłaszcza o boki, tam gdzie oni są mocni , bo szybcy. Sądzę ,że strzelimy im , co najmniej jedną bramkę i jeżeli nie stracimy żadnej to jesteśmy pół drogi do awansu.
@Dalkub.
Jak zrozumiałem na postawie własnego doświadczenia wiesz jak wyleczyć Milika. Gratuluję kolejnej specjalności i zalecam polecić swoje usługi tym nieukom, medykom. Wybacz, ale pomimo całej sympatii do Ciebie po leczenie się jednak nie zgłoszę.
Potem Nawałka „sfakenił” Mundial w Rosji. No, przynajmniej tak się wówczas wydawało, choć przyznać trzeba, że Senegal to jednak ciut wyższa półka od Słowacji. Zastąpił go Jerzy Brzęczek. I wtedy dopiero zaczęła się jazda. Graliśmy nadal brzydko i topornie, wciąż jednak robiliśmy wyniki. Niby mniej okazałe (choć jak to zweryfikować, skoro Brzęczek, o czym jeszcze za chwilę, nie dotrwał do turnieju?), niemniej wszystkie cele udało się poprzedniemu selekcjonerowi zrealizować. Nie uchroniło go to jednak przed byciem traktowanym jak brudna szmata. Bo tylko Wisła Płock. Bo głupi. Bo jak Lewandowski ma słuchać takiego kmiota (uszami, kurwa, a jakże by inaczej?)? Bo Brzęczyszczykiewicz. Bo „Krystian, próbuj!”. Bo przestawianie się czegoś w głowie Zielińskiego (po dzień dzisiejszy wciąż niedokonane). Bo Małgorzata Domagalik. Bo 389,67% kibiców w jakiejś internetowej ankiecie domaga się jego dymisji. Bo „wymowne milczenie”. Bo słabe konferencje prasowe. Bo jeszcze tysionc pińcet sto dziewińcet niezwykle istotnych rzeczy.
Aż wreszcie któregoś dnia pewien niegdyś wybitny piłkarz, a dziś nieodpowiedzialny leń i bufon zwlókł się z wyra nie tą nogą, co trzeba i Brzęczka zwolnił. Po czym z wrodzoną spostrzegawczością jorgnął się, że… o kurwa! Przecież trzeba jeszcze kogoś zatrudnić! Wybór padł na przeciętnego trenera z Portugalii rodem, którego wiedza nt. polskiej piłki ograniczała się do znajomości Lewandowskiego oraz paru naszych reprezentantów występujących w Serie A. I jeszcze Jana Pawła II (świeć, Panie, nad jego duszą). Przyszedł ów importowany zbawca, poklepał trochę bzdur (ale nie po polsku, znaczy, ma się rozumieć, mundry, nie?) i…
… i wydawało mi się – wspominałem zresztą o tym dość szeroko – że nic się nie zmieni. Jakżeż się myliłem, o jakżeż! Zmiany zaszły i to widoczne gołym okiem. Co prawda, Paulo Sousa nie zmontował nam ataku, ale za to bardzo skutecznie rozmontował obronę. Już nawet przeszkadzanie (jedyne, co nam do niedawna jeszcze jako-tako wychodziło) przestało być naszym atutem. W sześciu meczach pod wodzą nowego selekcjonera straciliśmy dziesięć goli. Nie ukłuli nas tylko reprezentanci Andory (jedyni, z którymi udało nam się wygrać). Co zaś się tyczy pozostałych przeciwników, tylko Anglię da się zaliczyć do ścisłej kontynentalnej czołówki, a i to chyba z przymrużeniem oka.
W światku motoryzacyjnych graciarzy funkcjonuje takie powiedzonko: „może i nie jest szybki, ale za to dużo pali”. Wypisz-wymaluj Biało-Czerwoni A.D. 2021. Gdy Brzęczek tłumaczył, że Austria to nie ogórki, dostał zjebki za szukanie wymówek. Dziś oberwaliśmy w pysk od ekipy Dudów, Haraslinów i Satków. Postęp, kurwa.
I jeszcze takie coś: ostatnimi czasy kolega Krzysztof zapoczątkował na Ce-eL ciekawy trend retoryczno-intelektualny. Otóż domaga się ów forumowicz powoływania piłkarzy, których co prawda w akcji zbytnio nie oglądał, ale opiera ich ocenę na statystykach i opiniach dziennikarzy. No to pozwolę sobie przypomnieć, że dziś bite 90 minut rozegrał zawodnik, który nie gdzie indziej, jak w samej Bundeslidze bije strzeleckie rekordy (fakt, nie metafora), a dziennikarze reagują na niego jak siódmoklasiści na materiały filmowe o działalności prorodzinnej. Towarzyszył mu inny futbolista, na co dzień gracz klubu z czołówki Serie A, który też kręci tam niezłe liczby, a zdaniem – ekhem – ekspertów jest o pół kroku od ścisłego światowego topu.
Pojawiły się też jakieś farmazony o związkach kiepskiej formy reprezentacji z czasem, jacy (niektórzy) kadrowicze spędzili w Lechu Poznań. Sorry, ale to jest taka intelektualna egzotyka, że… No cóż, powiem wprost: autorom tego typu „poglądów” radziłbym przemyśleć sens dalszego stosowania środków odurzających.
Jeden z dziennikarzy napisał po wczorajszym meczu, że mieliśmy do czynienia w naszym wykonaniu z podróbkami rodem z bazaru. Ponieważ nie podał na czym one polegały to leciutko temat rozwinę. Otóż piłka nożna we współczesnym wydaniu nie polega na nowatorstwie ,ale na doskonaleniu i rozwijaniu, a przede wszystkim na wykorzystywaniu zdobyczy współczesnej techniki w procesie treningowo-szkoleniowym oraz do stworzenia odpowiedniej organizacji gry. Tym samym każdy może w każdym meczu odnaleźć reminiscencje z tego co zaistniało onegdaj.
Tak samo było i wczoraj np. zakresie ustawienia i organizacji gry i to w obu drużynach.
Drużyna Polska zagrała systemem 1-3-6-1, które było stosowane już w latach 80-tych przez reprezentację Argentyny , zamiennie z systemem 3-5-2 oraz przez kilka drużyn włoskich na początku lat 90-tych . Tylko ,że wówczas wśród 3 obrońców byli środkowy i dwaj boczni . Obecnie wśród trójki obrońców są sami środkowi. Natomiast Sousa wymyślił efemerydę, bo obok dwóch środkowych zagrał boczny . Trochę z własnego wyboru , bo nie powołał Jędrzejczyka, a trochę z braku szacunku dla sprawdzonych rozwiązań taktycznych i doboru pod nie odpowiednich wykonawców. Do tego Sousa zastosował manewr znany nam z Legii z czasów kiedy prowadził zespół Magiera ,a mianowicie do wolnego elektrona jakim był VOO dołożył on jako asekurującego Michała Kopczyńskiego . Taką rolę miał spełniać wczoraj Karol Linetty, a do tego miał być Jokerem wchodzącym w pole karne jako zawodnik najmniej pilnowany przez rywali.
Z kolei trener Słowaków , widocznie nie mogąc skorzystać z dwóch podstawowych napastników, wybrał wariant znany z Legii , kiedy jej trenerem był Berg, który być może podpowiedział mu Ondriej Duda. Mianowicie w systemie podstawowym 4-2-3-1 na boisku nie występuje nominalny napastnik, a jego funkcję spełniają na przemian dwaj ofensywni pomocnicy . W Legii byli to Duda i Radovicz ,a wczoraj Duda i Hamsik. W Legii jak nasz zespół wchodził w atak pozycyjny, to obaj grali jak napastnicy w polu karnym. Wczoraj Słowacy tak nie zdołali zagrać, bo nie byli w stanie, może nie chcieli zastosować ataku pozycyjnego. Czyli nihil novi sub sole. Czyli dziś łatwiej zjeść beczkę soli niż wymyśleć oryginalne rozwiązania węzła gordyjskiego..
W innej rubryce komentatorzy Czaro-Elkowi pastwią się nad grą naszej drużyny używając do jej określenia słowa chaos. Otóż słowo chaos już dość dawno temu przestało oznaczać nieporządek, bowiem coraz większa cześć naukowców do opisu zjawisk zachodzących w świecie używa sformułowanej przez siebie teorii chaosu. Żeby nie przynudzać chodzi o to ,że dotychczas procesy wedle wiedzy miały mieć charakter przyczynowo-skutkowy i byli naukowcy, którzy uważali ,że wszystko można zapisać w języku nauki, co w zasadzie prowadziło do neodeterminizmu. Współczesne teorie głoszą, że większość zjawisk ma charakter samoistny, co nie znaczy, że losowy. Tym samym można wedle teorii chaosu nimi zarządzać, bo determinantami się nie dało . Tylko, żeby zarządzać to musi być zarządzający , a kiedy go nie ma to chaos wymyka się spod kontroli i staje się goły jak " święty turecki" czyli jest to pospolity bałagan, nieład, galimatias, rozgardiasz, zamęt, mętlik, bezhołowie prowadzący do anarchii .
Przy czym chaos zjawisk ma charakter niejako samoistny, natomiast ten wczorajszy burdel zaprowadził sam Sousa.
Teoretycznie przewidział on, że Słowacy zagrają głęboką obroną ze ścisłym podziałem strefowym, a w ofensywie kontratakiem. Więc nasza drużyna miała zagrać wysoko ustawioną strefą, aby panować nad środkiem pola i uniemożliwiać rozprowadzanie ataków przez ich trójkę pomocników , a w ataku kryci indywidualnie Lewandowski i Zieliński mieli grać poza polem karnym , aby umożliwić wchodzenie w nie innym zawodnikom ( Linetty, Rybus, Jóźwiak, Klich).
Tylko, że plan zawiódł, bo trener Słowaków okazał się bardziej dociekliwy i udało mu się odciąć Lewandowskiego od podań i ograniczyć pole gry Zielińskiego , zaś pozostali byli z pola karnego wypychani i w I połowie nie oddaliśmy żadnego celnego strzału na ich bramkę. Do tego bardzo dobrze rozeznał nasze słabości, co przyznajmy zbyt trudne nie było. Bowiem ustawienie po prawej stronie Bereszyńskiego , który środkowym obrońcą nie jest w parze z Jóźwiakiem , który nie umie bronić było rozwiązaniem niebezpiecznym i jak się okazało szkodliwym . Bowiem ktoś nazwał dwóch skrajnych zawodników w systemie 3-3(2)-2), lub 3-2(2)-3 albo 3-2(2)-2-1 wahadłowymi , podczas kiedy wszyscy , wszędzie nazywają ich kryjącymi, bo taka powinna być ich rola boiskowa. System z 3 środkowymi obrońcami i dwoma kryjącymi ma w założeniu zwiększyć bezpieczeństwo własnej bramki, a nie je osłabić.
Ale największym grzechem Sousy jest to ,że on od początku swej kadencji zmusza zawodników do samobójczej w naszym wykonaniu metody rozwiązywania wszystkich problemów ofensywnych podaniami i to do przodu. Jak to mówił jeden z generałów, którzy przegrali bitwę "Po pierwsze nie mamy armat" , tak my do takiego grania nie mamy wykonawców. Po drugie takie myślenie i słusznie nazywa się życzeniowym, gdyż najprostsza logika z jednej strony wskazuje, że piłka jest szybsza od najszybszego zawodnika ,ale z drugiej możemy skonstatować ,że co z tego ,że piłka znajdzie się w określonym miejscu na boisku jak zawodnicy za nią nie nadążą. Ponadto takie granie eliminuje w zasadzie indywidualne ataki i rozrywanie obrony przeciwnika przez tworzenie przewagi pozycyjnej oraz co gorsza ogranicza grę bez piłki .
Te systemowe słabości ograniczyły nasze możliwości redukcji silnych stron przeciwnika, a nawet umożliwiły ich skuteczne wykorzystanie. Mnie coraz bardziej wdjabla ,że ja w sumie amator kwaśnych jabłek potrafię zauważyć ,że ,aby z takimi Słowakami wygrać to trzeba powstrzymać ich szybkich skrzydłowych i ściśle pokryć pod bramką niezwykle groźnego przy stałych fragmentach gry Skriniara. A sztab robi sobie żarty z poważnej sprawy , bo pierwszą bramkę zdobywa skrzydłowy po szybkim ataku ,a druga Skriniar po rzucie rożnym. I stało się to co można było przewidzieć, że strzelimy im co najmniej jedną bramkę i jeżeli nie stracimy żadnej to wygramy. Wczoraj przegraliśmy na własne , czyli Sousy życzenie.
O , delikatnie mówiąc życzeniowym myśleniu, a tak po prawdzie o braku rozeznania w formie zawodników przez trenera było wystawienie Krychowiaka. Krychowiak w tak marnej formie fizycznej, bez szybkości nie miał prawa wyjść na boisko. Był spóźniony za każdą akcją i do piłki . Ambicja kazała mu chcieć, ale nie mógł i osłabił drużynę. Ale współwinny jest trener.
Zwolnienie Brzęczka było ze wszech miar słuszne. Jednak wszystko wskazuje na to, że zatrudnienie Sousy było błędem. Bowiem albo mamy mieć reprezentacją Polski, albo reprezentację Sousy. Albo złożoną z najlepszych ,albo jego wybrańców. Obecnie nie mamy ani jednego, ani drugiego. Mamy zawodników, a nie mamy drużyny.
@A-c10.
Dziękuję ,że jesteś. Dyskusja z Tobą to czysta radość.
@Dalkub.
Nie nabzdyczaj się tak mocno. Bo pękniesz i narobisz smrodu.
i nawzajem, mam coraz większe wrażenie że w swojej megalomanii odleciałeś już tak daleko że ciężko będzie cię ściągnąć na ziemię
Ja zapraszam na poważną rozmowę tych, którzy chcą rozmawiać . Jak kto nie chce niech przynajmniej nie przeszkadza. A Ty zachowujesz się jak chłopaczek, który przychodzi np.do teatru nie żeby kontemplować sztukę, ale aby szeleścić papierkami od cukierków i żreć popcorn.
Wybacz, ale nudzisz mnie.
Po meczu Hiszpanów ze Szwedami doszło do wymiany zdań pomiędzy wiceprezesem Federacji, który w imieniu kibiców wyraził niezadowolenie z gry i wyniku ,a trenerem Luisem Enrique . Trener się nie bronił ,ale zaatakował Federację, że nie spowodowała zaszczepienia zawodników, że kwarantanna i izolacja były zbyt restrykcyjne, że warunki treningowe były odmienne niż zastane na boisku i że wreszcie boisko w Sewilli było nierówne, twarde i dużymi fragmentami pozbawione trawy. Nikt z trenerem nie polemizował, nie wołał go na dywanik, nikt nie oskarżał o "cichy chód', nikt nie straszył konsekwencjami. Natomiast premier Andaluzji obiecał opinii publicznej, że osobiście dopilnuje, aby życzenia trenera odnośnie stanu murawy zostały spełnione. Tuszę, że aluzję zrozumieliście.
A w reprezentacji Hiszpanii odkąd sięgam pamięcią, a będzie tego już 62 lata gra się to samo i tak samo. Trenerzy się zmieniają, zawodnicy się zmieniają , nie przemija tylko miłość graczy do piłki sprowadzająca się do tego ,aby ją trzymać przy sobie jak najdłużej. Hiszpanie technikę stacyjną cenią najwyżej . Jest to rzecz ze wszech miar trudna do opanowania i ocierająca się o granice sztuki. Bowiem polega nie tylko na indywidualizmie ,ale i na współpracy zespołowej , gdyż trzeba umożliwiać zabawianie się piłeczką koleżkom z drużyny. A do tego celu służą podania. I w tym elemencie Hiszpanie wykazują kunszt nieosiągalny dla innych . Trzeba bowiem umieć podać piłkę na odpowiednią odległość , z odpowiednią siłą i na właściwą wysokość. Ba i trzeba umieć piłeczkę tak przyjąć, najlepiej ze zwodem, aby ona na milimetr nie odskoczyła, nawet wtedy kiedy przyjmuje się ją w biegu.
Ja pamiętam te czasy kiedy i nasi wybitni piłkarze posiedli tę umiejętność. Najznakomitszym pod tym względem był "Mistrz" Lucjan Brychczy, a niewiele mu ustępował Wiesiek Korzeniowski. Natomiast skutecznością podań na dalsze odległości (powyżej 20 metrów) imponowali najbardziej Kazio Deyna i Robert Gadocha. W tamtych latach ( 60-te i początek 70-tych) nie było tyle ruchu na bosku i tego skostniałego skracania pola gry, więc często było tak ,że pomiędzy mającym piłkę, a tym do którego miała ona być skierowana stawał gość z obcej drużyny i zasłaniał. Pan Lucjan potrafił zewnętrzną lub wewnętrzną przednią częścią stopy nadać piłeczce taką rotację, że mijała bokiem wroga i trafiała do partnera. Jak trzeba było to podbiciem posyłał piłkę koledze nad głową bezradnego przeciwnika.
Tak się nasz "Mistrz" popisywał również w pierwszym meczu jaki nasza reprezentacja zagrała z Hiszpanami w dniu 28.06.1959 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie ( wynik 2:4). Mecz obejrzałem w telewizji, ale niewiele pamiętam. Za to pamiętam tak jak by to było wczoraj wygrany przed czasem pojedynek Zbyszka Pietrzykowskiego z Rumunem Negreą na ME W Lucernie w tym samym roku. A potem Igrzyska w Rzymie w 1960 roku i męczarnie Polskiej drużyny w piłce nożnej i odpadnięcie z turnieju z Danią, złoto Zdzisława Krzyszkowiaka, oszukanie Walaska w walce z Crookiem i porażkę Pietrzykowskiego z Cassiusem Clayem. Ja jestem naocznym świadkiem historii czyli wchodzenia do cywilizacji epoki telewizji. W Błoniu , gdzie mieszkałem - do 1957 roku nie było zasięgu telewizji i tylko się słyszało w radiu, że jest taki wynalazek. A jak już był zasięg to telewizory można było kupić tylko na talon otrzymywany w zakładzie pracy i po paru miesiącach oczekiwania. Pierwszy telewizor miał nasz sąsiad, który miał rodzinę na Litwie i przywiózł go stamtąd. Z pół Błonia przychodziło to dziwo oglądać. Moja rodzina oglądała telewizję od końca 1957 roku. Pana Lucjana po raz pierwszy na boisku zobaczyłem, w sierpniu 1963 roku. A po tamtym meczu z Hiszpanami prasa hiszpańska okrzyknęła Brychczego obok Alfredo di Stefano i Luisa Suareza Miramontesa najlepszym zawodnikiem meczu. Późniejsza , pewno plotka, głosiła, że Real zaproponował PZPNowi niebotyczną na owe czasy sumę 100 tys. USD za "Kiciego" ( dziś to wartość ok. 100 mln USD).Działacze obawiali się, aby Brychczy nie wybrał tak jak członkowie "Złotej Węgierskiej " drużyny Sandor Kocsis, Laszlo Kubala i Zoltan Czibor pozostania w Hiszpanii i na rewanż do Madrytu (14.10) już go nie zabrali. To kolejny rodzaj hołdu z okazji 87 rocznicy urodzin Mistrza.
To co gra drużyna Hiszpanii przez coraz większą liczbę fachowców nazywane jest aktywną grą defensywną. W moim przekonaniu taka nazwa ma większy sens niż określenie jej jako reaktywną. Choć moim skromnym zdaniem do sposobu gry Hiszpanów określenia ofensywny czy defensywny nie przystają. Jest to gra schematyczna, konstruktywistyczna nakierowana na maksymalne zabezpieczenie bezpieczeństwa przy wykorzystaniu największych posiadanych atutów i wykorzystaniu wszystkich zasobów. Wspaniałe, ale dość jałowe i raczej jednostronne wyszkolenie techniczne pozwala im na trzymanie piłki tak indywidualnie , jak i zespołowo. Nie sięgając daleko to w pierwszym meczu ze Szwedami posiadanie piłki było 86% do 14% ,a ilość podań 917 do 162 na ich korzyść. A mimo to mogli przegrać, chociaż byłoby by to niesprawiedliwe. Ten stan powoduje, że szalenie trudno z nimi wygrać, ale i Hiszpanie mają trudności z wyraźnym wygrywaniem spotkań.
Mając od dyspozycji dużą liczbę świetnie wyszkolonych piłkarzy każdy selekcjoner reprezentacji Hiszpanii gospodaruje nimi wedle uznania i potrzeb. Nie inaczej postępuje i Lusi Enrique, lat 51 od 3 lat trener reprezentacji , a wcześniej wybitny zawodnik m.innymi Realu i Barcelony. Jako trener prowadził Barcelonę, Romę, Celtę Vigo i znowu Barcelonę. Znany jest z tego, że do nazwisk się nie przywiązuje i rzeczywiście potrafi składem zaskakiwać. Dlatego nie jestem w stanie w poczuciu odpowiedzialności wobec czytelników podać przewidywanego składu na mecz z Polską. Tak jak można było przewidzieć prawie 100% składu naszej drużyny na Słowacje ( jedyne zaskoczenie to Linetty), czy 9 graczy Słowacji oraz 100% Szwedów z zarezerwowaniem miejsca dla Kulusevskiego, tak Enrique ma w polu 16-17 zawodników z których każdy może grać.
W meczu ze Szwedami zagrali; bramkarz Simon ( 24 lata Athletic Bilbao). Obrońcy : Llorente (27 lat Leeds), A. Laporte ( 27 lat MC),Pau Torres ( 24 lata Villareal), Alba( 32 lata Barcelona) . Pomocnicy : Koke( 29 lat Atletico), Rodri ( 24 lata MC), Pedri ( 18 lat Barcelona) . Napastnicy :F. Torres (21 lat MC), Morata ( 28 lat Juventus) , Olmo( 23 lata Lipsk).
Rónorzędnymi graczami z pola są : F. Ruiz ( 25 lat Napoli),Moreno ( 29 lat Villareal), Alcantara ( 30 lat Liverpool), Oyjarzabal(24 lata Real Sociedad) oraz Sarabia ( 29 lat PSG) . Nie można zapominać o tym, że koronawirusa pozbył się Busquetes ( 32 lata Barcelona ) , kapitan drużyny i jest do dyspozycji selekcjonera. W dalszej kolejności kandydatami do gry są : bramkarz de Gea ( 30 lat MU) oraz gracze z pola Marcos Llorente ( 26 lat Atletico), Thiago ( 30 lat Liverpool) i Traore ( 25 lat Wolverhampton).
Systemową słabością Hiszpanów i to od lat jest brak światowej klasy środkowego napastnika, takiego jak np. Lewandowski. Natomiast najsłabszym ogniwem jak to słusznie wskazuje dziennikarz i znawca futbolu hiszpańskiego Tomasz Ćwiąkała jest ich bramkarz, który popełnia mnóstwo błędów i destrukcyjnie wpływa na obronę. Problem tylko w tym, że w odróżnieniu od gry w klubie w reprezentacji obrona nie dopuszcza wrażych napastników do niepokojenia go i nie daje mu szans na błędy.
Moim zdaniem wygrana z Hiszpanami jest poza naszym zasięgiem , ale przy dobrze zorganizowanej, płynnej i aktywnej defensywie możemy ,jak Szwedzi zremisować.
Tomasz Czernich (tt): Po bitwie pod Cecorą w 1620 roku padały zarzuty, że chorągiew husarska uciekła, nie krusząc nawet kopii. I tak to widzę w sobotę.
Jerzy Brzęczek własne kompleksy odreagowywał tworząc z reprezentacji symbol oblężonej twierdzy pod sztandarem "niekochani". To było przekłamanie, ponieważ styl gry budził wątpliwości ale nie do tego stopnia, żeby Narodowy w Warszawie nie wypełniał się kompletem kibiców. W tej chwili mam podejrzenie że tytuł filmu o reprezentacji na Euro mógłby brzmieć "obojętni" i byłby adekwatny.
Marcin Makowski (tt):
"Zwróciliście uwagę, że praktycznie nigdzie w Polsce przy okazji tego Euro nie ma nawet ułamka flag na balkonach, flag na autach i generalnie całej otoczki przedturniejowej? Jakby wyparowało zbiorowe zainteresowanie piłką albo wiara w reprezentację."
Problem z zainteresowaniem jest szerszy zapewne w jakiś sposób "pandemiczny" ale też rozczarowanie pierwszym meczem repry skutecznie ostudziło kibicowskie nadzieje, zgasiło iskry nadziei na coś znaczącego ze strony Biało-czerwonych. Mieliśmy mecz otwarcia, a teraz mamy klasyczny mecz o wszystko, po którym jeżeli przegramy możemy się żegnać z Euro równie klasyczną walką o honor w trzeciej potyczce. Wszystko już było, zaklęcia piłkarzy o husarii i walce do końca również i na nas kibicach wrażenia to raczej nie robi, raczej wywołuje wzruszenie ramion i pobłażliwy uśmiech - od ilu bramek w plecy obstawiać wynik z Hiszpanami. I czemu się dziwić takiemu stanowi rzeczy skoro Lewy najlepszy napastnik świata ze Słowacją rozegrał jeden z najgorszych meczów w reprezentacji. Jeden z najbardziej utalentowanych technicznie pomocników Europy grał jak zawsze na kadrze czyli nieprzekonująco. Uznany bramkarz po turniejach mistrzowskich winien zmienić nazwisko na Nieszczęsny, choć i faktyczna forma jest tegoroczną wiosną chyba najsłabsza od momentu wyjazdu z Anglii. Po Słowacji wiemy że Jóźwiak to nie Błaszczykowski, a Bereszyński to nie Piszczek. Bohater poprzedniego Euro zamienił się w antybohatera, może i dobrze że już jest wykartkowany, tylko kto za niego ma odbierać piłki Hiszpanom? O Bednarku i Rybusie raczej nie będzie piosenek jak o Pazdanie. Wiemy też że ten kto nazywa obecne pokolenie polskich piłkarzy najlepszym w historii, ten bluźni.
Jest wszechogarniające zwątpienie, zobojętnienie i tak sobie myślę że nie ma sensu tego zmieniać. Wierzyć do póki piłka w grze, pobudzać się, że jeszcze nie wszystko stracone, że husarska szarża, heroiczna zwycięska obrona Częstochowy itd. itp. tak już onegdaj bywało i pomijając rok 2016 zawsze kończyło się tym samym. Tak sobie pomyślałem że wiara kibiców w piłkarzy jest zbędna, nigdy w tych meczach "o wszystko" nie pomogła, zatem może lepiej żeby to nasze "najlepsze pokolenie w historii" uświadomiło sobie że w nich mało kto wierzy, a jeżeli ktoś tak deklaruje to jedynie urzędowo, z obowiązku. Niech te nasze orły się wkurzą, zirytują, że stali się kibicom obojętni, że w nich zwątpiono, że postawiono na nich już krzyżyk.
Tak sobie myślę że jeżeli z Hiszpanami mamy osiągnąć pozytywny rezultat to irracjonalnie, wbrew wszystkim regułom i na szczęście piłka bywa irracjonalna. Pacjent miał zawał ledwo dycha, lekarze rokują źle, karzą przygotować się na najgorsze, ale przecież nieborak jeszcze ducha nie wyzionął, a tu już datę pogrzebu wyznaczyli, spadek rozdzielają, ba przyszłą wdowę już ponownie za maż wydają, nazwisko nowego oblubieńca przewidują i naznaczają. Żeby nie było samemu w tym niecnym procederze uczestniczę niczym ksiądz dający ostanie namaszczenie, a któremu spod sutanny ogon wystaje. Żądam wyznania grzechów, skruchy, ogniem piekielnym straszę. Zatem niech ten nasz pacjent po zawale, nic nie mówi, nic nie deklaruje, ale niech kopnie księdza w tyłek, a piłkę ze dwa razy do hiszpańskiej bramki. W cuda nie wierzę, ale może w sobotni wieczór się nawrócę!
Czy aby teraz w związku z absencją Krychowiaka nie przydałby się niejaki (skreślony) Szymański (?) ale nie na skrzydle - na środku w destrukcji, w odbiorach i pod szybkie wyjście do rozegrania...
Hiszpanie rośli nie są, są natomiast zwrotni, szybcy - podobnie jak Szymański
Tak tylko pytam (?!)
Tak jak przed meczem z Hiszpanami naszła mnie refleksja historyczna związana z Panem Lucjanem Brychczym w czasach których chyba poza mną czytelnicy C-L nie znają z autopsji, tak teraz napomknę o spotkaniu ze Szwedami rozegranym w dniu 31.03.1999 roku zakończonego wynikiem 0:1. Tamten mecz kojarzy mi się niezmiennie z ówczesnym kapitanem reprezentacji Jerzym Brzęczkiem. Trener Janusz Wójcik , który zawsze wychwalał Brzęczka ponad miarę i nazywał go "Mój Kapitan" tym razem skrytykował go pisząc, "Najpierw Jurek Brzęczek mógł strzelić ,ale fatalnie przyjął piłkę i zmarnował okazję", "Na kilka minut przed końcem pierwszej połowy znowu fatalnie piłkę przyjął Brzęczek. Tym razem odebrał mu ją Szwed Ljundberg . ... Jasne ,że Jurek zawinił . Brzęczek biegł wolniej niż Szwed z piłką , nikt nie przyszedł mu z pomocą".
A o samym meczu tylko dwa cytaty:" Silni fizycznie Szwedzi szybko zaczęli dominować i grając na bardzo małym polu nie pozwalają nam narzucić swego tempa gry. ... Ku memu przerażeniu chłopcy nie potrafią od początku ruszyć do przodu. Nie grają szybko, dynamicznie, zdecydowanie. Są wolni , bojaźliwi. ... Druga połowa była jeszcze słabsza niż pierwsza.... Nie potrafili nawet zarobić na żółtą kartkę..".
Brzęczek jako trener robił dokładnie to samo z reprezentacją co z piłką w tamtym meczu. Nie był w stanie zrozumieć w którą stronę zmierza rozwój piłki, stanął w miejscu, stracił kontrolę nad biegiem zdarzeń i się rozkraczył, a kiedy się zorientował gdzie jest przód poruszał się wolno, tak, że nasi rywale oddali się od nas szybciej niż my za nimi podążaliśmy. Aż wreszcie ustał w truchcie i musiał zejść z bieżni . Te zawody były ponad jego skromne siły.
Ja nie bez przyczyny w zajawce przywołałem okres między końcem lutego, a końcem maja 1974 roku z czasów prowadzenia reprezentacji przez pana Kazimierza Górskiego. Pan Kazimierz miał ten komfort, że kiedy musiał zmienić sposób gry naszej drużyny mógł w sumie w 13 meczach eksperymentować i wdrażać do praktyki gry meczowej te rozwiązania które uważał, że usprawnią naszą grę. Trener Sousa takich możliwości jest pozbawiony z wielu przyczyn , o których każdy wie. Musi je jednak wprowadzać , jako niezbędne w meczach o coś. Więc efekty nowinek przyjdą na pewno, ale z pewnym naturalnym opóźnieniem. Ktoś powie, że miał dwa mecze towarzyskie. Otóż słusznie potraktował je jako okazję do dowiedzenia się który z graczy rezerwowych może być zmiennikiem w razie potrzeby dla graczy I składu. W dzisiejszym futbolu na szczeblu reprezentacyjnym trener tzw. jedenastkę wyjściową ustala na podstawie wszechstronnej wiedzy o zawodnikach , ich klasie, na tym w jakich klubach grają i jak ,a ich przydatność weryfikuje na treningach. Mecze to tego celu są mu zbędne, chyba, że jako selekcja negatywna. O doborze pod konkretny mecz w pewnej mierze decyduje także wybór wariantu gry związany z analizą gry przeciwnika. Dotyczy to szczególnie zasad w grze turniejowej ,w której utrwalona klasa zawodnika ma decydujące znaczenie dla jakości gry i wyniku.
Trener reprezentacji Szwecji Jane Andersson ( 59 lat) , podobnie jak trener Słowaków dobrym piłkarzem nie był. Jako trener prowadził zespoły niższych lig, aż dojrzeli go działacze Norrkoping i zatrudnili na 6 lat. Od 2016 roku prowadzi reprezentację Szwecji. Każdy kto obserwuje grę reprezentacji Szwecji zauważy, że jest to najbardziej tradycyjnie , najbardziej zachowawczo grająca drużyna europejska. Można to nazwać konserwatywną wizją futbolu widoczną nie tylko w ustawieniu 4-4-2,ale przede wszystkim w tym, że Szwecja to drużyna konsekwentnie budowana od tyłu. Moim zdaniem to najlepiej grający w defensywie zespół tegorocznych Euro. Szwedzi w przypadku zbliżenia się rywali pod ich pole karne grają w ustawieniu 6-4, z tym, że szóstka grająca bliżej bramki gra w linii ustawiona schodkowo ( strefa stacjonarna) , a czwórka zabezpiecza luki pomiędzy graczami podstawowej linii obrony przemieszczając się płynnie zależnie od położenia piłki . Nie tylko przeszkadzając, ale też starając się odebrać piłkę lub ją przechwycić ( strefa ruchoma).
Po odzyskaniu piłki przechodzą natychmiast do szybkiego ataku z udziałem 4-5 zawodników, a inicjuje go zawodnik , który odebrał piłkę i rozpoczyna się w miejscu jej odbioru. Szwedzi oczywiście starają się wykorzystać zdarzenia i sytuacyjne błędy rywali w obronie, ale ich najgroźniejszą bronią są prostopadłe podania za plecy obrońców oraz indywidulane wejścia w pole karne Isaka i jak gra to Kulusevksiego.
Skład Szwedów w zasadzie każdy nawet średnio zorientowany kibic mógł ustalić na wiele miesięcy przed Euro, bowiem Andersson nie przepada za zmianami. Chyba, że musi.
Skład reprezentacji Szwecji : Bramkarz Olsen ( 31 lat Everton). Obrońcy : Augustinsson ( 27 lat Werder), Danielsson ( 32 lata Dalian), Lindelof ( 26 lat MU) i Lustig ( 34 lata Solna). Pomocnicy : Forsberg ( 29 lat Lipsk), Ekdal ( 31 lat Sampdoria). Olsson ( 25 lat Krasnodar), i Larsson ( 36 lat Solna). Napastnicy Isak ( 21 lat Real Sociedad) i Berg ( 34 lata Krasnodar). Gdyby gotowy do gry był Kulsusevski ( 21 lat Juventus ) to zastąpiłby Larssona grając jako tzw. fałszywy napastnik, a w istocie dogrywający. Jako zmiennicy mogą wystąpić : Bengston ( 33 lata Vejle), Krafth ( 26 lat Newcastle), Claesson ( 29 lat Krasnodar), Quaison ( 27 lat Maintz), Cajuste (21 lat Midtjyiland) lub Svensson ( 34 lata Guanzhou).
Moim zdaniem nasza drużyna, mówiąc kolokwialnie, nie zaimponuje Szwedom grą kolektywną ponieważ rywale zgraniem , zrozumieniem , zespołowością biją nas na głowę. Możemy liczyć na błysk geniuszu Lewandowskiego , Zielińskiego lub może w roli kilera objawi się jakiś inny nasz zawodnik. Nie lekceważyłbym również możliwości wystąpienia zmęczenia u kilku ponad 30-letnich graczy "Trzech koron" .
Jestem umiarkowanym optymistą.
Bartłomiej jest moim wnukiem i przybył z rodzicami i swoją siostrą do babci i dziadka w odwiedziny. Pewno korzystał z komputera, aby typować i zmienił Nick. A ja poranna gapa nie sprawdziłem przed napisaniem tekstu i wyszło jak wyszło. Poprosiłem naczelnego ,aby zmienił nazwę autora i to wszystko. Mnie prawa autorskie nie interesują, ale nie chcę , aby mój wnuczek brał na swe barki odpowiedzialność za głupoty jakie wypisuję