W tym miejscu chcielibyśmy prowadzić naszą futbolową rozmowę "na aucie", czyli dyskusję w tematach, które nie zostały uwzględnione w artykułach w innych działach. Zachęcamy do udziału w naszym swoistym "klubie dyskusyjnym"!
Trybuna jest wolna dla każdego, każdy ma prawo się wypowiedzieć, zabrać głos w dowolnym piłkarskim temacie, w poważnym lub w żartobliwym, ironicznym tonie, obowiązuje freestyle tylko z jednym zastrzeżeniem. Niech poziom wypowiedzi, dyskusji przełamuje stereotyp piłkarskiego kibica jako zacietrzewionego półmózga, pieniacza uzewnętrzniającego swoje frustracje, wylewającego jad i napinającego się dla samej napinki.
Gdy trzeba, spierajmy się, polemizujmy, brońmy własnych poglądów, przekonań, ale zawsze...
TRZYMAJMY POZIOM!


Raków zademonstrował to samo co w lidze, tzn. w monotonnym tempie tłukli głową w mur. Wydaje mi się co prawda, że nie wszystko jeszcze w ich przypadku stracone, bo to Maccabi to mocno przeciętna drużyna, ale muszą złapać dynamikę i poprawić skuteczność, nie wiem na ile da się to usprawnić na przestrzeni jednego tygodnia.
Oczywiście rozumiem różnicę w sposobie funkcjonowania, który zbliża Zvezdę raczej do modelu Dynama Kijów czy Szachtara Donieck sprzed dekady czy dwóch i fakt, że w parze z taką swobodą finansową idzie ciągłość budowy zespołu, jego regularne wzmacnianie itp., że Lech zmierzył się z drużyną ograną w europejskich pucharach, która jeszcze została dopakowana.
Natomiast mam pełne przeświadczenie, że z tą drużyną można było jednak powalczyć. Tylko że po pierwsze kontuzje, po drugie rejterada Sousy, po trzecie chaotyczne i pospieszne wprowadzanie nowych zawodników, którzy nie są jeszcze gotowi, by brać na siebie ciężar gry, po czwarte przestrzelona forma (a byłem pewien, że tak doświadczony trener jak Frederiksen trafi z przygotowaniem fizycznym), po piąte brak jakiejkolwiek elastyczności taktycznej, arytmii, zejścia do niskiego pressingu. Grali z silniejszym przeciwnikiem i jeszcze mu pomagali zamiast przeszkadzać.
Tylko że, cóż, fazę ligową europejskich pucharów i tak już mają zapewnioną, trzy lata temu zmiażdżył ich Karabach, a parę miesięcy później straszyli Fiorentinę w ćwierćfinale LK. W naszym przypadku zmylony krok oznacza znacznie poważniejsze problemy, taki jest między innymi ciężar gatunkowy walki o mistrzostwo Polski.
że WAM się jeszcze chce zwracać na coś takiego uwagę, mówię tu o medalach itp. tematach. ci ludzie są emanacją społeczeństwa, które jest jakie jest. Podobnych osobników wybiera od lat, podobnych hołubi bo u nas ten co nie pije to jest donosiciel albo lewak itd. Wiem że to obciach, tylko że ja już dawno wybrałem się na emigrację wewnętrzną w stosunku do wielu tego typu rzeczy i wiem że z wieloma osobami mieszkającymi w tych granicach nie łączy mnie nic z wyjątkiem używania tego samego języka w komunikacji codziennej, choć i to mam wrażenie nie jest naszą wspólną cechą w 100%
"Szymon Jadczak z "WP" ujawnia, że nowozatrudniony w reprezentacji ochroniarz Roberta Lewandowskiego, Dominik G. ps. "Grucha" jest oskarżony przez prokuraturę o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która zajmowała się bójkami, uprowadzeniami, prostytucją i propagowała faszyzm. Kulesza przyznaje, że to on zaproponował zatrudnienie byłego członka bojówki chuliganów Jagiellonii Białystok w roli ochroniarza Lewandowskiego." (meczyki.pl)
Ale przecież: "Prezes PZPN został uhonorowany za wybitne zasługi w popularyzowaniu piłki nożnej w Polsce, promowanie zdrowego trybu życia i aktywności fizycznej w społeczeństwie".
"Zdrowego trybu życia" czyli za promowanie pod egidą pzpn "biesiadnego zazuzizuzizaj", za wypowiedzi w rodzaju: "Jadą sponsorzy, jadą ich zaproszeni goście, jesteśmy my. Siadamy, kolacja jest o 19-20. Z boku stoi wino, wódka, szampan czy piwo – kto sobie, ile życzy. Ja sobie nie wyobrażam, że pana zaproszę czy ktoś pana zaprosi i co? Siedzicie tak bez niczego?" , za wypełnianie takiego "credo" w następujący przypisywany sposób: "Cezary Kulesza, prezes PZPN, miał być kompletnie pijany podczas meczu eliminacji do Euro 2024 Polska - Albania. Jak relacjonują świadkowie w rozmowie ze źródłem, w przerwie spotkania Kulesza miał tracić kontakt z rzeczywistością - nie pojawił się na trybunach, zaczepiał kobiety, wypowiadał nieadekwatne słowa, klepał ludzi i wieszał się na szyi Daniela Obajtka, deklarując mu miłość. Po meczu prezes PZPN miał być wyprowadzany siłą z loży przez wiceprezesów, którzy mówili mu: - Czarek, wychodzimy teraz, dla twojego dobra."
Według doniesień kampania wyborcza na prezesa PZPN w wykonaniu Cezarego Kuleszy wyglądała następująco:
" Nic nie mówił o planach PZPN-u, rozwoju piłki i sprawach merytorycznych.
- Bo on żadnego planu nie miał – przekonuje mnie osoba ze środowiska PZPN-u. Ze 115 ważnych i oddanych przez działaczy PZPN głosów, Koźmiński otrzymał 23, a Kulesza – 92.
Miażdżąco wręcz wygrał biznesmen.
„W części środowiska było zaskoczenie entuzjazmem, jaki zapanował po wyborze Cezarego Kuleszy. Ci, którzy go znali doskonale wiedzieli, czego można się spodziewać po jego rządach” – mówi nam jeden z działaczy. Inny twierdzi, że już od dawna było wiadomo, że wygra.
Jak tego dokonał?
- Wódką – słyszę.
- Kampania Kuleszy to były spotkania w grupkach, libacje - napić się wódki i pogadać. Alkohol był głównym wątkiem, a nie merytoryczne sprawy o piłce – przekonuje osoba, która była blisko tych wydarzeń.
- To modus operandi Czarka – wódką załatwia wszystko. Stara szkoła. Czarek był w tym doskonały, zresztą idealnie wpasowuje się w gusta działaczy – to prostolinijni ludzie, którzy piją wódkę, a nie wino. Gdyby Koźmiński z winem jeździł, to stwierdziliby, że upadł na głowę – komentuje inny z istotnych ludzi w PZPN. Twierdzi, że Kulesza spotykał się przy alkoholu z różnymi działaczami w knajpkach. Często tete a tete. Ale najważniejsze, grupowe „libacje” w trakcie kampanii odbywały się w należącym do Kuleszy Hotelu Atlanta, w Starym Jeżewie, na drodze S8 do Białegostoku.
Jedna z osób ze środowiska związku: - Swoją kampanię to Kulesza już prowadził od 2016 r., gdy został wiceprezesem PZPN. I to intensywnie. Spotkania alkoholowe, nawiązywanie relacji, budowanie katalogu przysług. Był też członkiem rady nadzorczej ekstraklasy i stworzył wzajemną sieć powiązań – „ja ciebie poprę, a ty poprzesz mnie” – opisuje nasz rozmówca.
W przemówieniu Koźmiński nawiązał do tego - prosił, by nie głosować „stołkami”. Krzysztof Stanowski w Kanale Sportowym, w dniu wyboru Kuleszy na prezesa, zapowiadał: „nastają bardzo ciekawe, biesiadne czasy dla polskiej piłki”. O sposób wygrania tych wyborów, spotkania przy wódce, liczbę spotkań organizowanych dla działaczy w jego hotelu i inne kwestie zapytałem Cezarego Kuleszę. Nie odpowiedział na żadne z kilku pytań."
Rzeczywistość po wyborach na prezia miała wyglądać następująco:
"Mecz z Andorą w listopadzie 2021 – opowiada mi o tym kilku rozmówców. Wtedy działacze polecieli w standardowym trybie, trzydniowym, ale prezes i wiceprezesi już wcześniej – w sumie wyszło pięć dni na zgrupowaniu z drużyną.
Z Barcelony działacze PZPN dojeżdżali autobusem (w Andorze nie ma lotniska), a Kulesza z wiceprezesami minibusami. - Co bar, to zatrzymywali się na kilka szotów wódki i jechali dalej - relacjonuje jeden ze świadków.
- Picie przez 5 dni. Przychodzili na treningi pijani, zaczepiali piłkarzy, gadali głupoty. To przelało czarę goryczy – dodaje drugi. Inny były pracownik PZPN-u przypomina sobie scenę z tego wyjazdu, gdy w tym czasie polska młodzieżówka wygrała niespodziewanie z Niemcami 4:0. Podczas rozgrzewki przed meczem na stadionie w Andorze wpadł Kulesza ze świtą. - Krzyczał: „coach, coach!” do Sousy i zaczął go ściskać. Powtarzał, że Polacy wygrali. Sousa był zniesmaczony, bo mocno wtedy waliło od Czarka – wspomina świadek.
"Dymisja"-rezygnacja Sousy też jakoby miała mieć zakrapiany kontekst:
"Po przegranym meczu eliminacyjnym z Węgrami, Kulesza wezwał Sousę na rozmowę. Do spotkania jednak nie doszło, bo zostało odwołane w ostatniej chwili z powodu „innych ważnych planów prezesa”. Sousa był tym faktem mocno zniesmaczony, zwłaszcza, że dotarły do niego przekazy świadków pomeczowych wydarzeń w loży prezesa, którzy przyznawali, że Kulesza bezpośrednio ze stadionu został zawieziony do Białegostoku, będąc prawie nieprzytomnym."
Tomasz Włodarczyk z Meczyki.pl opisał aferę, jaka miała miejsce na Mistrzostwach Świata w Katarze, rok wcześniej. PZPN, przez układy z MSZ i Ambasadą RP w Katarze, wysłał tam paletę wódki i kabanosów, choć jest to ostro karane w tym kraju. Alkohole garażowane były w osobnym pokoju w hotelu Al Sultan Beach Resort, gdzie stacjonowali działacze PZPN i ich goście. Pito „niemal bez przerwy”, a piłka nożna była tylko dodatkiem - taki obraz wyłaniał się z tekstu Włodarczyka.
Goniec.pl i tę aferę jeszcze dokładniej zweryfikował i opisał.
Czytaj więcej: https://goniec.pl/sledztwo-gonca-polski-zwiazek-wodki-noznej-tak-sie-bawia-wlodarze-polskiej-pilki-kb-wbc-020725
O tym co powyżej tylko przypomniałem wszak jest nam kibicom doskonale znane. Cezary Kulesza zapiewajło od "Barki" z działaczami PISu, oto kawaler Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski.
"U cioci na imieninach jest flaszka, dwie butle wina
Śledź, pączki i wieprzowina, są goście i morowo jest."
To nic innego jak podziękowanie za te wszystkie szmaty wiszące na stadionach przed wyborami . Kiboli orderem nie odznaczy to górze podziękował .
U cioci na imieninach są goście i jest rodzina
Więc program się rozpoczyna do śmiechu no i do łez
Wuj Michał jest za magika, szwagierka walczyka fika
Brat szwagra odstawia byka, a zięć torreadorem jest
Gość jeden na grzebieniu gra operę
Drugi niby z radia jest szpikerem
Mańka jest dziewczyna, gwiazdę robi z kina
Felka wróży z rąk i z nóg
U cioci na imieninach jest flaszka, dwie butle wina
Śledź, pączki i wieprzowina, są goście i morowo jest
Wuj Michał jest za magika, szwagierka walczyka fika
Brat szwagra odstawia byka, a zięć torreadorem jest
U cioci na imieninach są goście i jest rodzina
Więc program się rozpoczyna do śmiechu no i do łez
"– Myślę, że najbardziej zauważalną zmianą, po przyjściu Edwarda Iordanescu, jest to, że jest margines i czuć, że trener to trener."
Dzisiaj sporo się o tym mówi, nie mniej po raz kolejny potwierdza się to, że Feio nigdy nie powinien trafić do Legii.
Raków, Motor, Legia, Dunkierka to jest zbyt dużo przykładów na to jakim toksykiem i mentalnym dzieckiem jest ten człowiek.
Za stary się powoli robię na takie emocje
Coś w tym jest
"W grudniu 2021 roku Legia Warszawa przegrała 0:3 z Radomiakiem Radom w domowym meczu 19. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. (...) W 85. minucie Nascimento upadł w polu karnym po kontakcie z Bartłomiejem Ciepieą, sędzia pokazał zawodnikowi Radomiaka żółtą kartkę za symulowanie, ale po skorzystaniu z systemu VAR zmienił decyzję i wskazał na wapno. Rzut karny wykorzystał Karol Angielski.
Legia Warszawa - Radomiak Radom 0:3 (0:1)
Bramki: Wieteska (sam. 45’ +1), Maurides (65’), Angielski (87')"
źródło: Legia.com
Na drużyny z Karolem Angielskim w składzie Legia musi uważać i mieć się na bacznosci!
W Lidze Konferencji zaczynają się schody dla Jagiellonii i Rakowa. Pierwsi grają z Silkeborgiem, drudzy z Maccabi Hajfa. Dziś oglądałem ich pierwsze połowy, wyglądało to bardzo słabo, potem jak przełączyłem w przerwie naszego meczu sprawdzić jak im idzie to byłem trochę zaskoczony, że takie pozytywne wyniki. Na pewno będzie ciekawie w środę i w czwartek.
@Garm1981
Wizualnie jest to najfajniejsza Legia od dłuższego czasu, ale Banik w dwumeczu strzela jej gole w praktycznie każdej sytuacji, którą ma, a my tradycyjnie swoje szanse marnujemy na potęgę. Ciężary.
Co więcej, Aktobe też było mocniejsze, chociaż że ograją Spartę Praga w pierwszym meczu, tego się jednak nie spodziewałem
Mozna pomyslec ze tylko Legia ma realne szanse coby odpasc z LE ????
Myślałem, że Lechowi będzie znacznie trudniej, tymczasem Breiðablik okazał się tak słaby, że Lech strzelał bramki na stojąco. Do Islandii lecą na jednostkę treningową, a potem Crvena Zvezda. Bardzo jestem ciekaw tego dwumeczu, myślę że Frederiksen tak celował z przygotowaniami, żeby Lech wszedł w kolejną rundę już na znacznie wyższym pułapie dyspozycji fizycznej.
Jagiellonii rzecz jasna nie widziałem, ale wynik bardzo dobry.
Raków w swoim stylu męczył i nudził w pierwszej połowie meczu z Ziliną, no ale po przerwie zmiażdżyli tych Słowaków, powinno być pięć czy sześć do zera, skończyło się na trzech i to na pewno wystarczy.
– Jest to kolejny transfer, który zapowiadaliśmy. Co wniesie do drużyny Arek? Szybkość, wydolność i grę na dwóch pozycjach, jeśli chodzi o lewą stronę. To są jego atuty. Uważam, że wzmocni i podniesie jakość drużyny. Na pewno to kolejny element układanki dla trenera Edwarda Iordanescu. Dzięki temu będzie mógł łatwiej dobierać skład na odpowiednie mecze – mówi dyrektor sportowy Legii Warszawa, Michał Żewłakow. (Legia.net)
Chciałem lewego defensora lepszego od Kuna, tak żeby Vinagre przesunąć do pomocy, no to mam Arkadiusza Recę i powinienem się cieszyć. No to pomarudzę!
Po tym transferze, zawodowi eksperci futbolowi i z zakresu medycyny, w jednym mieście podniosą dumnie głowę, a w drugim ją ze wstydem opuszczą. Sprawdzimy za rok, czy w Poznaniu będą żałować, że zrezygnowali z Recy już na ostatniej prostej, po badaniach medycznych, czy też Warszawa zostanie wystrychnięta na dudka, czyli na Recę?
Kwestie medyczne to raz, dwa czy Reca jest lepszym obrońcą od Kuna? Z pewnością wyższym, co nie jest bez znaczenia, szybkością o ile jej nie stracił, również powinien przeważać, problem w tym, że Reca kojarzy mi się z piłkarzem, lekkoatletą, owszem dynamicznie poruszającym się do przodu, ale z tyłu z ogromnymi deficytami. Z tego powodu nawet, gdy był zdrowy, to zwolennikiem jego gry w reprezentacji nie byłem. Może mimo wszystko we Włoszech (gdzie jak nie tam?) grę w destrukcji, w odbiorze piłki Arek zdecydowanie poprawił. Nie zdziwiłbym się gdyby Recę ubiegłego lata ściągał Feio z myślą o grze na wahadle, teraz mam spore wątpliwości.
Ale w sumie jeżeli spełnione zostaną dwa warunki: 1.zdrowie, 2.dobra gra w defensywie, to ten transfer może być trafiony w dziesiątkę. Vinagre, pięterko wyżej może schodzić z lewego skrzydła do środka robiąc miejsce na dynamiczne rajdy bocznego obrońcy Recy. Na papierze, dla mnie ma to ręce i nogi, sprawdzimy czy i jak, takie założenie wyjdzie w praniu?
Ja zakładam, że on i jego menedżer wiedzieli gdzie jadą i chyba jakieś tam rozeznanie zrobili odnośnie nowego miejsca pracy? Wiadomo było od początku, że jest to bardzo mały klub z niewielkimi możliwościami finansowymi, organizacyjnymi, z małym stadionem i żadnych cudów tam nie należy oczekiwać. Nie wiem na co on i jego agent liczyli.
No i podobno jego charakter dał tam znać o sobie.
Tytułem przypomnienia odnośnie klubu z Dunkierki -
"W 1990 roku belgijski piłkarz Jean-Marc Bosman chciał się przenieś z rodzinnego R.F.C. de Liège do Dunkierki po tym jak skończył mu się kontrakt w belgijskim klubie. RFCL zgodziło się na transfer, jednakże zażądało od klubu z Dunkierki kwoty odstępnego. Bosman uznał to za złamanie unijnej dyrektywy o prawie wolnego przepływu osób i zaskarżył klub, belgijską federację i UEFA. W 1995 roku Trybunał Sprawiedliwości przyznał rację Bosmanowi, co spowodowało wielką zmianę w prawie transferowym na rynku piłkarskim. "
Dunkierka jest na znacznie niższym poziomie organizacyjnym, niż Legia i można zasadnie podejrzewać,że jak coś zaszwankowało to Feio , jak u nas, wpadł w szał. Tylko,że u nas te jego wybuchy szaleństwa tolerowano ,a we Francji po szybciutko pożegnano.
"USL Dunkerque i jego trener, Goncalo Feio, za obopólną zgodą postanowili rozwiązać umowę."
Po 23 dniach pracy, no grubo tam musiało być
Patrząc z boku na to co się dzieje w klubie specjalnie to nie dziwi z jednej strony, a z drugiej odczuwam zażenowanie tym całym bajzlem jaki zafundował prezes&Sp.
Jest to też fatalny PR dla klubu, który powoli wykracza poza granice Polski.Iordanescu to jest rozpoznawalna postać w świecie piłki i coś takiego mocno nie służy Legii i polskiemu futbolowi.
Wstyd panowie z Ł3.
https://www.gsp.ro/international/stranieri/criza-exploziva-la-legia-varsovia-edward-iordanescu-a-fost-abandonat-de-conducere-820325.html
Trener Iordanescu komunikuje się z kibicami na poziomie elementarnej znajomości zasad przygotowań do sezonu i konstruowania zespołu do gry na średnim poziomie europejskim.
Najpierw trzeba powiedzieć,że trener ma bardzo mało czasu na przygotowanie drużyny do sezonu. W krajach zachodnich istnieje tylko jedna przerwa , letnia ,w rozgrywkach i jest tak skonstruowana ,że daje możliwość zrealizowania , w najlepszych zespołach pół cyklu przygotowawczego ,a dla wszystkich tzw. ćwierćcykla , który wynosi 6 tygodni . Jak by nie patrzeć okres od 18.06. do 10,07 tego warunku nie spełnia.
Wielu trenerów w okresie przygotowawczym stosuje podbudowę wytrzymałościową , aby na tej podstawie w sezonie piłkarzy mieli szybkość wytrzymałościową , która umożliwia intensywność i dynamikę.Lecz taki system ma tę wadę ,że na początku rozgrywek brakuje piłkarzom szybkości startowej., bo tej na podbudowie samej wytrzymałości ogólnej nie da się wypracować ( inne grupy mięśni są zaangażowane w te odmienne cechy motoryczne). Taki system stosował Smuda ,Czerczesow i Hasi.
Z tego co mówił trener Iordanescu to on ćwierćcykl postanowił zrealizować w tym okresie jaki miał do dyspozycji, a więc "katował" piłkarzy dwa ,a nawet trzy razy dziennie , więc efekty superkompensacji muszą przyjść,ale z pewnym opóźnieniem. Trener nas tylko uprzedza,żeby nas szaleństwo krytyki nie ogarnęło.
W gawędzie "Schodami w dół' opisuję krzywą spadkową jakości kadry Legii polegającą na tym ,że z klubu odchodzili zawodnicy wartościowi ,a na ich miejsce w większości przypadków sprowadzano szrot . Przed 9-10 laty w kadrze Legii większość to byli reprezentanci różnych krajów, czego obecnie brak.
Trener Iordanescu wie doskonale ,że fundamentem , ,kręgosłupem zespołu aspirującego do Tytułu Mistrzowskiego i do sukcesów w Europejskich Pucharach jest posiadanie trzonu złożonego z wysokiej klasy ogranych i doświadczonych zawodników w grze przeciwko silnym rywalom. I nie chodzi tu o samą ilość,ale o to aby w każdej formacji był taki gracz, który nie tylko trzyma ,ale stabilizuje wysoki poziom i potrafi dać pewność kolegom z formacji i całej drużynie. Taką metodę stosują doświadczeni trenerzy jak Papszun w Rakowie , Frederiksen w Lechu oraz młody ,ale z otwartą głową Siemieniec w Jagiellonii. Stąd oczekiwania trenera na transfery ,lub wypożyczenia zawodników stanowiących wzmocnienie drużyny w każdej formacji.
Nadto trener oczekuje od skautingu ,aby śledził zmiany kadrowe i miał w "zapasie " zawodników do sprowadzenia w miejsce tych, którzy z zespołu odejdą.
Niby to wszystko wiadomo, tylko jakoś w Legii kierownictwo postanowiło płynąć pod prąd wiedzy i doświadczenia - jak wszyscy ignoranci.