A+ A A-

Po prostu ważny mecz

W przededniu czekającego nas arcyważnego ligowego meczu z Polonią muszę przyznać, że jakoś nigdy nie potrafiłem wciągnąć się w emocjonalny aspekt wewnątrz warszawskiej rywalizacji. Wątpliwe teleologicznie dążenie do udowodnienia dominacji w stolicy blednie w moich oczach w zestawieniu z wartością trzech skromnych punktów, które mogą kolosalnie przybliżyć Legię do zdobycia mistrzowskiej korony.

Przy okazji przedzierania się przez zapowiedzi jutrzejszego meczu przypomniały mi się zresztą dwa drobne wydarzenia tkwiące gdzieś głęboko w zakamarkach kibicowskiej pamięci, które dość trafnie ilustrują mój specyficzny stosunek do ekipy z Konwiktorskiej.

Oba wydarzenia miały miejsce w 1993 roku. Pierwsze z nich tuż przed niesławnym odebraniem Legii tytułu mistrzowskiego. Na stadionie WP zorganizowana została wówczas feta, jak się rychło okazało przedwczesna. Scenariusz owej fety 'posypał się' okrutnie, mikrofon przejął 'Bosman', który postanowił powiedzieć kilka słów o każdym zawodniku mistrzowskiego - jak nam się wtedy zdawało - składu. Przy okazji Grzegorza Wędzyńskiego, stwierdził rzecz następującą: "Ten chłopak przyszedł do Legii z drużyny naszego największego wroga". Młodym kibicem będąc, tymi słowami byłem szczerze zdumiony. Ba, buntowniczo zagniewany nijak nie mogłem pogodzić się z ich przekazem, uznając że 'Bosman' buja w jakichś własnych wyimaginowanych obłokach. W tamtym momencie Polonia nie znaczyła bowiem dla mnie więcej niż - pardon, panowie poloniści - Ursus czy Hutnik Warszawa.

Jesienią tegoż feralnego roku odbyły się natomiast deszczowe derby przy Łazienkowskiej, pierwsze po wieloletniej banicji Polonii w niższych klasach rozgrywkowych. Mecz był pokazywany w warszawskich kablówkach przez stację Top Canal. Nie potrafię jednak sobie przypomnieć, czy to reporter tej akurat stacji, czy może raczej lokalnego oddziału TVP zagadnął przed meczem Dariusza Dziekanowskiego, zaliczającego akurat swój ostatni króciutki epizod w barwach Legii, na temat tego jak popularny 'Dziekan' czuje się przed pierwszymi w swojej karierze derbami Warszawy. Dziekanowski z właściwym sobie spokojem odparł, że pierwszoligowe derby stolicy absolutnie nie są dla niego niczym nowym, występował bowiem w takich meczach przeciw Legii jeszcze jako piłkarz warszawskiej Gwardii.

Chyba właśnie w tamtym momencie mój pozbawiony jakiejkolwiek pompatyczności stosunek do drużyny naszego największego lokalnego rywala uległ ostatecznemu zakonserwowaniu, a tego niezbyt poważnego spojrzenia nie potrafię wyzbyć się do dziś. Trochę to tak jak z kuzynem, którego kiedyś targało się za ucho jednym palcem. Z kuzyna wyrósł przypakowany kulturysta, a ty wciąż traktujesz tego byczka z poufałym protekcjonalizmem.

W tej sytuacji rezerwuję sobie prawo do nierozpatrywania jutrzejszego meczu przez pryzmat rzekomej rywalizacji o pierwszeństwo w Warszawie.

Przez pryzmat rywalizacji o mistrzostwo Polski - o, to już inna sprawa.

W piątek gramy z rywalem do zdobycia tytułu, z rywalem - uwaga! - obecnie prawdopodobnie najgroźniejszym ze wszystkich.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu sezonów nie było zbyt wielu sytuacji, w których mecz obu warszawskich drużyn był pojedynkiem bezpośrednich kandydatów do mistrzostwa Polski. Oczywiście nie sposób nie zauważyć, że zdecydowanie częściej 'nawalała' w tym względzie Polonia, ale zdarzyło się niestety i tak, że to my byliśmy tylko tłem.

Mecz o wadze podobnej do jutrzejszego rozegrany został wiosną 1998 roku. Konkretnie 8. kwietnia, w 23. kolejce, podczas której druga w tabeli Legia zmierzyła się z trzecią Polonią. Oba zespoły dzielił zaledwie jeden punkt, natomiast Legię od liderującego ŁKS-u - dwa punkty. Mecz srodze rozczarował, padł remis 1:1, bodaj najciekawszym punktem tamtego widowiska była wizyta legendarnego Jean-Marie Pfaffa, który zdaje się coś swoją osobą reklamował, co - tego już nie pomnę.

Runda wiosenna pamiętnego dla nas sezonu 2001/02 rozpoczęta została już jesienią 2001. W drugiej kolejce połączonej grupy mistrzowskiej siódma w tabeli Polonia (13 punktów) podejmowała drugą Legię (17 punktów). Wynik - 0:0. W rewanżu rozgrywanym 5. kwietnia już jako lider tabeli (32 punkty) gościliśmy Polonię, która traciła do nas 7 punktów. Pozbawiliśmy wtedy polonistów jakichkolwiek złudzeń, bezdyskusyjnie zwyciężając 3:0.

W 2009 roku pierwszy wiosenny mecz rozegraliśmy 27. lutego przy Konwiktorskiej. W tabeli prowadził w tamtym momencie Lech, z którym szliśmy 'łeb w łeb', punkt za nami czaiła się Polonia. Wynik - oczywiście 0:0. W wyścigu do korony ostatecznie triumfowała atakująca z drugiego szeregu krakowska Wisła.

W meczach dwóch bezpośrednich rywali do zdobycia mistrzostwa Polski, Polonia jeszcze z Legią nie wygrała, co jest optymistycznym prognostykiem przed jutrem. Potrafiła jednak skutecznie popsuć nam szyki remisem, co już tak optymistyczne nie jest.

Jutro bowiem trzeba wygrać.

Mamy wszystkie atuty w ręku. Prowadzimy w tabeli, gramy u siebie, przy rekordowej widowni. Zwyciężając Polonię, zostawiamy podopiecznych Zielińskiego już 8 punktów za sobą, wywieramy presję na grającym swój mecz po nas Śląsku, stawiamy się w wyśmienitej sytuacji przed następną kolejką i meczem znów u siebie - tym razem z grającym już tylko o przysłowiową pietruszkę Bełchatowem.

Takiej szansy nie można, nie wolno zmarnować, tu nie ma miejsca na błąd. Mecz z Polonia jest zbyt ważny by pozwolić sobie na jakąkolwiek lekkomyślność, na odstawienie nogi, na brak powrotu za swoim zawodnikiem. To prawdopodobnie najważniejszy mecz w całej rundzie, niezmiernie istotny dla końcowych rozstrzygnięć w tabeli.

Potrzebna jest koncentracja i świadomość celu. Zdecydowanie i agresja. Niezbędna jest technika Ljuboji, konieczny spokój Kuciaka. Błysk Wolskiego i pracowitość Gola. Doświadczenie Żewłakowa i zapał Rzeźniczaka. Szybkość Kucharczyka i twardość Wawrzyniaka. Spryt Radovicia i siła Jędrzejczyka.

Potrzebujemy wszystkiego co najlepsze!

Dyskusja (4)
1czwartek, 15, marzec 2012 08:39
yonx
Pfaff wtedy reklamował bodajże ekologiczną kredę do malowania linii boiska Very Happy Rzeczywiście był to jedyny punkt tego bardzo nudnego spotkania, który po latach pamiętam.
2czwartek, 15, marzec 2012 09:40
Monrooe
Z tą Polonią to ja mam jeszcze gorzej. Zupełnie nie potrafię złapać bakcyla nienawiści do lokalnego rywala (może trochę dlatego, że generalnie nie potrafię nienawidzić drużyn przeciwników). Co ciekawe nie zawsze tak było, pamiętam jak dziś lata gdy byłem jeszcze pięknym młodzieńcem i wychodząc wraz z innymi ze stadionu śpiewałem na cały głos - "K,K,KSP .... Polonia, Ole!!!" wtedy byłem pewien, że "Ich" nienawidzę, a jednak... nie udało się tego uczucia w sercu zachować.Ba, nawet nie umiem wytłumaczyć o co mi chodziło. Teraz wychodząc z naszego pięknego stadionu i słysząc tą samą przyśpiewkę wzruszam ramionami. Pamiętam ale.. nie rozumiem. Można być wielkim rywalem, można być odwiecznym wrogiem ale tylko i wyłącznie na płaszczyźnie sportowej.

Tak szczerze mówiąc absolutnie nie interesuje mnie walka o prymat w Warszawie, ani mnie to ziębi ani grzeje. Natomiast bardzo jestem zainteresowany końcowym miejscem w lidze. To dla mnie jest odzwierciedlenie siły obu ekip, rozpatrywanie tego po dwóch meczach jest dla mnie nie tylko niezrozumiałe co zupełnie niepotrzebne. Zresztą porównywanie siły tego czy tamtego zespołu tez mnie jakoś specjalnie nie ekscytuje, wolę skupiać się na sytuacji we własnym klubie. Na naszej polityce, na naszej sytuacji w tabeli, a ta od dawna nie wyglądała tak dobrze.

Co mnie może obchodzić sytuacja Polonii gdy Legia przoduje w tabeli i ma wielki szanse na koronę (i to nie tą z Kielc). Ten mecz budzi moje zainteresowanie tylko przez pryzmat naszej dyspozycji jaką uda nam się zaprezentować. Jedyne emocje to te związane z kolejnym ważnym meczem na drodze do upragnionego tytułu. a Polonia? jak dla mnie równie dobrze moglibyśmy zagrać z tą z Bytomia. Najważniejsze są trzy punkty.
3czwartek, 15, marzec 2012 11:28
gawin76
@ yonx

Fakt, chodziło o malowanie linii! Teraz dopiero skojarzyłem Wink Dzięki.
4czwartek, 15, marzec 2012 12:38
Senator
"Zmienić tej tradycji nikt nie jest w stanie LEGIA byla jest i wielka pozostanie" To pierwsza sprawa. Jaki nie padł by wynik zdania nie zmienię. Dobrze że jest lokalny rywal natomiast w Warszawie Legia zawsze będzie numer 1 i tabela nie ma tu żadnego znaczenia.
Strasznie irytują mnie telefony kiedy raz na jakiś czas Legia nie wykaże swej wyższości na boisku. Mam szczerą nadzieję że po piątkowym spotkaniu telefon będzie milczał.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1