- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Senator
Legia - Warszawa
Jest godzina druga w nocy, do meczu z Polonią pozostało 18 godzin. Tak się praca potoczyła, że byłem na Woli, Żoliborzu, Ursynowie i w dalekim Ursusie. Patrzyłem na ulice, plakaty, billboardy i... nic. Nikt prócz nas kibiców nie wie, że już dziś Derby Warszawy.
Mecz dwóch drużyn, z których jedna prowadzi, a druga mocno naciska na fotel lidera ekstraklasy. Można właściwie powiedzieć - nie ma sprawy. Kto ma wiedzieć ten wie, a na Łazienkowskiej komplet. Jednak mi trochę smutno. Mój klub, moje miasto - a żyją obok siebie.
Komu powinno zależeć na tym aby Legię było widać w Warszawie? Odpowiedź dla mnie jest oczywista - i klubowi, i władzom miasta. O kibicach naszego klubu nie wspominam, bo to rzecz oczywista, mam nadzieję nie tylko dla tych zaangażowanych.
Jest piękny stadion, który powstał za pieniądze nas tu mieszkających i pracujących, władze stolicy nie bez racji są z niego dumne i mocno podkreślają swoją rolę. Podkreślają też że stadion powinien służyć wszystkim mieszkańcom Warszawy. Pełna zgoda, problem w tym, że mieszkańcy pozbawieni są najprostszej informacji - co, gdzie, kiedy, związanej z Ł3.
Dlaczego Klub również nic nie robi w tym kierunku? Czyżby zadowolił się ponad stu tysiącami wydanych kart kibica?
Nie mam tu na myśli jakiejś ciągłej obecności barw Legii na billboardach, plakatach czy stałych tablicach witających wjeżdżających do Warszawy. Wiem, pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze, ale podstawowa informacja w postaci choćby plakatów troszkę ciepłych barw miastu by dodała.
Kibice próbowali i pewnie nie raz będą próbować rozklejać plakaty zapraszające na mecz, ale sami tych kosztów na dłuższą metę nie udźwigną, więc może by tak pomyśleć, że skoro są chętni do takiej pracy, to klub czy miasto nie powinny rozważyć wykorzystanie tego potencjału, o ile to zmiejszy koszty.
Pamiętam wiadukty nad Trasą Łazienkowską nad Wislostrada, a na nich: 'Zapraszamy na Spartak', 'Zapraszamy na Rapid'. Niby niewiele, a jak to cieszyło oko. Kto to robił nie wiem, stawiałbym na kibiców.
Jeśli już o kibicach, to tu też tym razem jednak słabiutko. W ciągu tych kilkunastu godzin pracy zauważyłem dosłownie paru w czapkach czerwono-biało-zielonych. Zamiast zatem tworzyć niedorzeczne apele typu 'nie przejdą', może lepiej byłoby w dzień taki jak dziś pokazać od rana, ilu nas - kibiców Legii - jest w stolicy.


Nie wiem, nie jestem do końca przekonany. Myślę natomiast, że jest to spowodowane dwoma kwestiami. Pierwsza, bardzo istotna jest taka, że klub w tej chwili ma poważniejszy problem niż zapełnianie stadionu w 100%. Problemem numer jeden jest część biznesowa, to ona będzie generowała lwią część przychodów z dnia meczowego. To ona będzie najbardziej przewidywalna w kwestii określania przychodów z niej płynących. Jak ta część zacznie funkcjonować zgodnie z planami to prawdopodobnie pociągnie też resztę. Zacznie się po prostu "moda na Legię" Czas kiedy na stadion będzie ciężko kupić bilety i to na jakiekolwiek miejsca.
Drugim powodem dla którego odpuszczono plakatowanie (poza finansami oczywiście) jest pomysł by stadion zapełnił się na zasadzie reakcji. Może być to "efekt mistrzostwa", może być to na skutek efektownej gry w pucharach. Generalnie wydaje mis się, że w klubie panuje przekonanie, że wraz z wynikami (a na nie parcie jest spore) przyjdzie też i frekwencja. Może i mają rację.
To oczywiście wizja biznesowa. Jednak jak znam Senatora jemu chodziło o coś zupełnie innego. Fakt jest taki, że na dzień przed meczem derbowym, mającym ponoć wielkie znaczenie w światku kibicowskim a tu nic. Kompletnie, nul, zero, ani widu ani słychu. Zapytałem dziś we firmie "zwykłych" ludzi czy wiedzą co dziś będzie się działo w stolicy i... muszę przyznać, że wyobraźnia ludzka nie ma granic. Nawet jednak Lucek nie przypuszczał, że może mi chodzić o mecz dwóch Warszawskich drużyn.
Tu rację ma autor, wina leży zarówno po stronie klubów jak i po stronie miasta. Ono kompletnie nie jest zainteresowane imprezą tej rangi jaka dzieje się na jego łonie. Nie ma szans na kasę to widać nie ma co się wychylać. Ot nic nikogo nie obchodzi. A piłka ponoć w grze...
Wszyscy widzieliśmy zaproszenia na mecze Ligi Europy. Kibice zrobili to jak najmniejszym kosztem co absolutnie dziwić nie może. czy napisy na prześcieradłach wszystkim się podobały? pewnie nie. Dla mnie było ok bo był znak, przekaz. Jeśli zrobiłby to klub czy miasto przeznaczając jakąś przecież niewielką kwotę estetyka byłaby zupełnie inna.
Nie ma symbiozy nie ma zależności a moim zdaniem powinna być może wtedy wielu by zrozumiało ze jeśli idzie się ulicą nawalonym jak szpak w barwach to śpiewanie Wisełka taka a taka uwłacza temu klubowi i temu miastu. Nie wiem jak dotrzeć do matołów i czy to możliwe .
Wracając jednak do tworzenia relacji społecznych poprzez budowanie atmosfery święta to jednak mi się wydaje, że poza winnymi, wielokrotnymi w tej kwestii recydywistami jakimi są zarówno władze klubowe jak i miasta, to za tworzenie atmosfery ale także informacji o tym, że coś się dzieje odpowiedzialni mogą być też kibice. Mi również bardzo podobało się jak widziałem transparenty "wszyscy na Spartak" ale mam takie wewnętrzne przeświadczenie, że podobało mi się to tylko dlatego, że zrobili to kibice. Ja osobiście poczułem wtedy pewną więź.
Pytanie jak to odebrała Twoja koleżanka która kwituje derby "aha"
Reakcja mogła być skrajnie inna, coś w stylu co oni za "szmaty" wieszają.
Gdyby wesprzeć tych kibiców ( inna sprawa czy by chcieli
Estetyka ważna rzecz, więc skoro Nieznani mogą zrobić świetną oprawę na mecz mimo wszystko dla nielicznych będących na meczu, to zapewne byliby zdolni do stworzenia odpowiednich form informacyjnych. Z braku zdolności plastycznych wsparłbym taką akcję jedynie finansowo.
Jak napisał Monrooe klub ma swoje problemy, a na pewno głownym nie jest brak "zwykłych" kibiców. Również trwałość trendu nie jest zapewne dla nich problemem na "dziś". Jeśli będzie szansa na mistrzostwo to kibice będą na meczach nawet z ŁKSem - takie zapewne jest myślenie (choć delikatne obniżenie cen biletów na mecz z Gryfem należy uznać za jakąś formę zachęty). Martwi mnie tylko to, że u nas kibicowanie dla wielu postronnych osób kojarzy się z delikatnie mówiąc nieakceptowanymi społecznie zachowaniami. Zmienić taki wizerunek możemy tylko my kibice, bo na pewno nie zrobią tego wspaniali dziennikarze , dla których każdy z szalikiem to kibol.
Swego czasu rozlepiałem plakaty na mecze Legii. Było łatwiej, bo za darmo no i wszędzie, nawet na grubych drzewach. Dziś ta metoda wydaje się staroświecka. Aktualnie jedynym medium którego słuchają ludzie jest telewizja i to publiczna. A w niej nie ma sportu i nie ma piłki nożnej w klubowym wydaniu. Piłka nożna zeszła do katakumb, żeby nie powiedzieć do kanału i to kodowanego. Dopóki mecze i magazyny nie wrócą do otwartej dla wszystkich telewizji nie będzie tłumów na meczach. Włodarze klubów muszą wybrać i policzyć, czy opłaca im się brać jakieś tam pieniądze z telewizji kodowanych i mieć pustki na trybunach czy też otrzymywać być może mniej kasy, ale mieć pełne stadiony.
Być może większe stadiony spowodują pójście po rozum do głowy. I trzeba zamienić komentatorów z opowiadaczy pseudofachowych bredni na entuzjastów każdym okrzykiem przekonujących, ze piłka to fajny, radosny i plebejski sport.
Mamy do czynienia obecnie z niszą w której siedzą jak w więzieniu pospołu nie prosty kibic ale wyrafinowany snob a opowiada im o meczu nie zwykły sprawozdawca, ale jakiś ekspert. To się musi zmienić. Nie ma co narzekać na prasę. Takie naszły czasy, że kiedyś taki Przegląd Sportowy miał większy nakład niż wszystkie dzisiejsze dzienniki razem wzięte. Dodatkowo nawet jak piszą o piłce to dla większości czytelników są to artykuły o jakiś fantomach, bo przecież oni tego nie są w stanie obejrzeć. Prasę mógłby od biedy zastąpić internet, ale skręcił w drogę wiodącą na bezdroża i tam nie znaczy nic. Niestety internet stracił swą pierwotną magię i wskutek opanowania tzw. popularnych serwisów przez gawiedż raczej odstręcza niż zachęca.
I ta wszechogarniająca zniechęcająca do czegokolwiek propaganda nihilizmu, że nic nie warto, że wszystko jest do niczego,że wszystko złe.
To, że w takich warunkach ludzie jeszcze cokolwiek chcą, nawet chodzić na mecze napawa mnie pewnikiem, niepoprawnym, ale jednak optymizmem. Jeszcze i na naszej ulicy zaświeci słońce.
Pierwszą jest wałkowana już wszędzie po sto razy przerażająca opinia o kibicach, co było widoczne na meczach LE. Nawet na spotkaniach z mało medialnymi drużynami frekwencja była duża, bo i ryzyko „dymu” zerowe. Oświadczenia jak typu tego przed tymi derbami też nikogo nie stonują, a jedynie dadzą sygnał innym „pewnie będzie ostro i nie wiemy czy będziemy w stanie nad tym zapanować”
Ciekawszy jest jednak drugi powód. Polityka względem kibiców, a w szczególności karty kibica danego klubu. To właśnie w tym „danego klubu” jest najtrudniejsza kwestia . Jak ja mam wytłumaczyć człowiekowi, który w życiu nie był ma jakimkolwiek meczu, że zanim przyjdzie po raz pierwszy już musi się zdeklarować jako kibic i to (w moim wypadku) od razu Legionista? Osobiście zgadzam się z ich niechęcią do takich deklaracji bo faktycznie nie są kibicami. No ale ok. Potrzebny jest jakiś system? Dobrze. Argumenty „za” znamy i jesteśmy w stanie to zaakceptować, ale czemu od razu taki człowiek musi się zdecydować na konkretną drużynę? Na dodatek ze świadomością, że jakby kiedyś chciał wejść na mecz innego zespołu to mogą mu odmówić? To jest kłopot! Kolega się śmieje, że łatwiej wejść na strzeżony teren wojskowy, czy nawet więzienia, bo tam jak w jednym dostaniesz przepustkę to i do drugiego jest szansa na wejście do innego skazanego. Można przecież stworzyć jeden system kart dla całej ekstraklasy. Taniej by to wyszło, wygodniej... Nawet na wyjazdach byłaby większa kontrola kto się gdzie chce pojawić, a nie tak jak teraz półanalfabeta z stosem kartek wyszukuje dane wchodzących kibiców gości. O takich szczegółach jak rezygnacja z ograniczeń dostępu do biletów dla kibiców innych drużyn nawet nie wspomnę (właśnie chyba polonia ostatnio ogłaszała, że w ramach mądrej promocji swego klubu, jedynie kibice drużyny gości nie będą mogli kupić biletu na dowolną inną trybunę niż ta im dedykowana). Na razie reklama jest nie potrzebna bo nie istnieje „target”. Ci co nie chcą się deklarować nie przyjdą, turyści z innych miast nie zostaną wpuszczeni.. komu więc się reklamować? Miałoby taki sam sens jak jakieś kibicowskie vlepki – zaznaczałyby naszą obecność, ale nic poza tym.
Dużo racji jest w tym co piszesz.
Przy poziomie naszego futbolu, przy braku rozpoznawalnych gwiazd, przy warunkach pogodowych skutkujących tym, że od października/listopada do marca/kwietnia oglądanie meczu wiąże się z mniejszym lub większym dyskomfortem dla organizmu, jest jasne, że piłka to rozrywka dla pasjonatów, a to target wąski i nie domagający się działań reklamowych.
Mimo wszystko dyskretna wizualizacja obecności Legii 'na mieście' mogłaby w pewien sposób przysłużyć się budowaniu wizerunku klubu w Warszawie, nie jest to co prawda korzyść bezpośrednio wymierna, ale jednak przy ogólnie złym wizerunku piłki nożnej i kibica w Polsce, być może nie należałoby takich działań tak całkowicie lekceważyć.
Z kartami kibica jest to rzeczywiście bardzo poważny feler systemu, w ogóle sposób w jaki to wszystko jest pomyślane i realizowane od lat (pierwsze identyfikatory odebraliśmy przecież już w 1997 roku) świadczy o tym jak postrzega się i traktuje kibiców w naszym kraju.
Oczywiście była akcja, jest i reakcja - każdy kibic zajmujący określone miejsce na stadionie musi być z oczywistych względów zidentyfikowany, ale czy musi się to wiązać z hermetyzacją kibicowskiej społeczności i utrudnieniami dla tych, którzy nie odczuwają potrzeby identyfikacji z określonym klubem - wątpliwe.
Dzisiejszy układ: media-klub-kibice uznaje się za constans. Jest to piramidalna bzdura. Jest on tylko spetryfikowany. Mamy do czynienia z kurczeniem się od wielu lat rynku piłkarskiego. Obraca się on w zaklętym i kompletnie oderwanym od rozwijającej się rzeczywistości dyktatu ubogich klubów Ekstraklasy rzucających się na ochłapy w postaci kilku milionów złotych bez których by nie istniały. Jest to sztuczne oddychanie potrzebne do życia człowiekowi a nie jakiemuś klubowi. Ten jak istnieje tylko dzięki jałmużnie z kanału nie musi istnieć. Psuje rynek i przez to jest zbędny. Na razie mówimy, że w innych krajach są i kibice i duże pieniądze z telewizji. U nas też jest to możliwe. Przypominam,ze Legia była przeciwna oddawaniu na wyłączność kanałowi Ligi. I miała rację. Biedne kluby patrzące bez perspektywy czasowej nie rozumieją, że rynek jest mały i się kurczy. Może się powiększać, ale kluby nie będą nic z tego miały. Bez popularyzacji poprzez pokazywanie meczów w telewizjach otwartych rynek ten się znacząco nie powiększy. Paradoksalnie leży to też w interesie kanału.
Dziś jeszcze mamy do czynienia z przestarzałym poglądem, iż kibic na stadionie jest niejako lepszy od tego w kapciach. Obaj mają szanse łożyć na swój klub i na piłkę w wydaniu Ekstraklasy. Oczywiście atmosfery nic nie zastąpi, ale telewizja wszędzie stanowi o sile finansowej klubów.
Najlepiej o co mi chodzi i o co bezskutecznie wojowała Legia podać na przykładzie. Obecnie telewizje kodowane mają ok. 1mln abonentów. Opłata miesięczna za kanał to ok. 35 zł miesięcznie co daje ok. 420 mln rocznie. Z tego niech 220mln to koszty. Pozostałe 200 mln to 100 mln dla Ekstraklasy i 100 mln zysk operatora. Rynek teraz liczy ok.3,5 odbiorców mających kabel lub talerz. Ale ten rynek na kanał się nie rozszerza. A nawet gdyby; to kluby przy umowie na 3 lata nic by z tego nie miały. Wzrósłby tylko i to ogromnie zysk nadawcy. Przy konieczności odbioru już za niewiele ponad rok telewizji tylko cyfrowej może znacząco wzrosnąć liczba abonentów. Przy wzroście do 3 mln kluby nadal będą miały 100mln ale zysk kanału wzrośnie do ponad 700 mln. Ale żeby tak się stało to piłka musi stać się popularna.
Stadiony większe nie będą, cen w nieskończoność podnosić nie można.
Pozostaje rynek telewizyjny. I ten rynek trzeba otworzyć. Leży to w najbliższym interesie dużych i medialnych klubów, ale w perspektywie nieodległej zacznie się opłacać i mniejszym. Trzeba tylko wyjść z opłotków w świat i mieć rozmach. Tu liczę na Pana Miklasa i Radę Nadzorczą Ekstraklasy. My potrzebujemy sukcesów, a kluby, aby je mieć potrzebują pieniędzy. Żadne zachęcanie ludzi sytuacji znacząco nie zmieni. Konieczne jest zerwanie z monopolem.
Nie interesowałem się jak wyglądały ostatnie propozycje zmian, więc nie chcę się wypowiadać czy zmierzałyby w dobrym kierunku, ale jeśli tak, to uprzywilejowanie większych klubów nie jest wg. mnie nieuczciwe. To właśnie duże kluby ciągną poziom całej ligi, więc dodatkowe bonusy z tego tytułu są jak najbardziej do przyjęcia.
Chodzi o wyjście poza tę krótką, klaustrofobiczną perspektywę następnego meczu. O budowanie relacji pomiędzy mieszkańcami miasta, a klubem. I tu, jak mniemam, jakaś forma reklamy wizualnej mogłaby być użyteczna.
2) Słowa QD przypomniały mi przypadek mojego znajomego sopocianina. chłop bardzo żywo interesuje się piłką, ale od lat nie był na meczu Ekstraklasy. Bo on nie ma swojego ulubionego klubu. Czuje się tak samo mocno (i słabo zarazem) związany i z Arką, i z Lechią. Gdy ekipy z Trójmiasta grają z przeciwnikami "z Polski", trzyma za nie kciuki. Gdy są derby, kibicuje tym, którzy akurat są niżej w tabeli. Wśród przyjaciół i rodziny ma tak biało-zielonych, jak i żółto-niebieskich. Prawdziwy ideał "nowoczesnego" kibica, zupełnie wyzuty z plemienności. I on nie chadza na mecze, bo go wk..., że ktoś mu się każe opowiadać po tej, czy tamtej stronie.
3) Utyskiwania JE pana Zbyszka na telewizję kodowaną uważam za słuszne kierunkowo, acz jednak znacznie przesadzone. Pamiętajmy, że C+ ma mnóstwo zalet. Jakością realizacji, komentarza, sposobem pokazywania ligi bije, w moim osobsistym odczuciu, konkurencję na głowę. I to mimo ostatniej obniżki lotów. Z kolei najbardziej dostępna telewizja otwarta w naszym kraju - TVP - sport przedstawia w sposób koszmarny. Ja np. bardzo lubię koszykówkę (jest to dla mnie sport nr 3, po futbolu i rugby, ex aequo z tenisem i nartami alpejskimi). Staram się, w miarę możliwości, śledzić PLK. I aż za dobrze pamiętam drastyczne, bestialskie wręcz przerywanie transmisji meczów (finałowych!!!) i zastępowanie jej obrazkami z jakiejś sejmowej komisji. Wyobrażacie sobie, szanowni panowie, że oglądacie piątkowe derby, już-już Wolski ucieka Kokoszcc, już-już rysuje się (wreszcie!) jakaś szansa na bramkową akcję, aż tu... zonk. Odpowiednia doza reklam, a po niej wykrzywione w tych paskudnych grymasach pyski Niesiołowskich, Brudzińskich, Palikotów i reszty???
Niemniej, jak pisałem wyżej, w słowach Zbyszka racja jest. Tyle, że moim zdaniem problem dałoby się zupełnie prosto rozwiązać. W kodowanej zostaje całość kolejki ligowej, od pierwszego do ostatniego gwizdka, plus studia, magazyny, etc. Natomiast otwarta ma prawo (i obowiązek!) pokazać jeden, dowolnie wybrany, mecz każdej kolejki plus obszerny magazyn ze skrótami reszty.
I tu pytanie: wie ktoś, jak z Ekstraklasą radzi sobie Polsat (ja nie oglądam, to nie mam pojęcia)?
4) Ciągnąc temat mediów: mnie się zdaje, że trzeba naciskać na mainstream. Angielskie media sportowe zajmują się angielską piłką. Hiszpańskie - hiszpańską, niemieckie - niemiecką, włoskie - włoską (z tymi miewam kontakt, przypuszczam, że np. w Portugalii i Holandii jest circa tak samo). A u nas? Wchodzę na internetowe wydania Wyborczej, czy PS i mogę się stamtąd dowiedzieć, co Frank Lampard zjadł na kolację, że cioteczna szwagierka siostry Cristiano Ronaldo jest w ciąży, że kot Alexa Fergusona ma wrzody żołądka, etc., etc. Plus jakieś tandetne pseudoanalizy żywcem przedrukowane np. z Daily Telegraph. A co mnie to, jasna amoralna, interesuje?!?!
Owszem, ostatnimi czasy proporcje jakby się poprawiły. Ale i tak uważam, że polski sport jest przez polskie media po chamsku zaniedbywany.
Przy okazji chciałbym oddać wyraz swojemu prywatnemu uwielbieniu komentarza sportowego w wykonaniu Przemysława Pełki. Nie wiem, jak to jest możliwe, że ten człowiek nie jest w naszym kraju gwiazdą komentatorską pierwszej wielkości. W zakresie, którym się zajmuje, ma wręcz encyklopedyczną wiedzę - i to w dość różnych dziedzinach typu piłka nożna czy hokej na lodzie. Z dużą przyjemnością słucham też polsatowych komentarzy Włodarczyka (zdaje się Tomasza).
Jeśli chodzi o ekspertów, to w obu stacjach bywa różnie. Waldemar Prusik z Polsatu nie ma na przykład do powiedzenia absolutnie nic. Przez cały mecz Śląska z Legią powtarzał opinie Borka. Z drugiej strony nawet nudny Prusik nie dobija nawet do czwórki na skali, na której Murawski z C+ jest idealnym ucieleśnieniem tekstu z genialnego filmu "This is Spinal Tap": "The numbers go up to eleven!"
Nie utyskuję na kanał. Używam tego przezwania świadomie. Jak by to nie brzmiało jesteśmy /mówię o oglądactwie ligi/ marginesem.
Telewizje otwarte, niekodowane nie są dostępne dla tzw mas, tak, że my możemy siebie nazwać koneserami. Ale mała dostępność piłeczki zwolenników jej nie przysparza.
Nie narzekam też na media. Nazywam tylko rzeczy po imieniu. W dziedzinie ekonomii, polityki, kultury, aby pisać trzeba coś wiedzieć. Okazuje się, że o kopanej najlepiej nie wiedzieć nic, bo wtedy można pisząc bzdety być oryginalnym.
Po ostatnich derbach Warszawy jeden z dużych dzienników napisał wyłącznie o rzekomych burdach kibiców, że ośmielili się mieć transparenty, że coś krzyczeli co się jaśnie oświeconemu z czymś kojarzyło. Dla niego stadion to salon ugrzecznionych marionetek wykonujących wyuczone gesty podobające się tym, którzy są ponad. Mam dla takich radę: nie chodźcie na stadiony. To miejsce nie dla was. Ono jest dla ludzi.
Inny dziennik napisał, że obie drużyny zadrwiły z kibiców. Tak jakby kibic to był jakiś imbecyl, którego cieszy jak mecz jest swoistą grą podwórkową, gdzie każdy robi co chce, byle były bramy. Tacy też są i nic się na to nie poradzi.
Generalnie mamy do czynienia z sytuacją w której najgorsi parają się dziennikarstwem sportowym. W tej niechlubnej pogoni za głupotą przoduje Polsat. A w nim niejaki Mateusz Borek. Powiem bez bicia,że tenże zna się na boksie i kiedy o tym sporcie mówi słucham go z przyjemnością. Natomiast na piłce nie zna się zupełnie i co gorsza kompletnie jej nie rozumie. Ogólnie w Polsacie popadli w manierę przebicia kanału pseudofachowością. Też są tzw eksperci, którzy wyuczonymi formułami chcą objaśniać rzeczywistość. Polsat korzysta z sygnału kanału i komentatorzy sprawozdają ze studia. Opowiadają nie o meczu tylko o tym co widzą. A widzą mecz w krzywym zwierciadle kamery. Niestety kanalarze przebijają polsatowców brakiem umiaru.
Zaprosili do studia niejakiego Rumaka. Kto to jest Rumak, aby mu takie rewerencje robić? Chłopcy z nas zakpili. Co facet, który jest na razie nikim może nam objaśniać? W ten sposób można zaprosić każdego przechodnia i też będzie gadał co wie czyli i Salomon z pustego nie naleje. Tenże Rumak zamiast powiedzieć przyjdę jak chociaż jeden mecz wygram to z ochotą godną neofity zasiadł w studiu i opowiadał dyrdymały. Jak ci, nazwijmy ich parodystycznie, dziennikarze go słuchali. Jakby opowiadał prawdy objawione. A była to wiedza z pierwszej godziny kursów trenerskich. Ale w ten sposób i kanał i polsat tworzą wrażenie,że do oglądania piłki nie wystarcza zmysł wzroku, ale potrzebna jest jakaś wiedza szczególna. Wszystko to odstręcza normalnych ludzi od piłki.
Naprawdę wolę nie zawsze udolnych komentatorów Z TVP od udających znawców ich kolegów z kanału i polsatu.
no to czekamy na jakąś akcję zorganizowaną przez c-e, przy najbliższej okazji ;P
Pozdrawiam serdecznie.
1. Ilu jest w Warszawie kibiców Legii? Tego oczywiście nikt nie wie, aczkolwiek ponad 2 milionowe miasto nie jest w stanie zapełniać regularnie 30 tysięcznego stadionu (a dodajmy, że Legii kibicuje się również w innych miejscach kraju i jestem przekonany, że na każdym meczu jest dość liczna osób zamieszkałych poza Warszawą). Wydaje mi się, że bardzo duża jest grupa osób, które interesują się wynikami Legii, życzą jej dobrze, nawet raz na jakiś czas wybiorą się na mecz, ale one nie czują potrzeby tak namiętnego utożsamiania się z klubem, żeby gdziekolwiek chodzić w barwach - mam sporo takich kolegów z czasów studenckich.
2. W ocenie dużej części społeczeństwa bycie kibicem (tudzież "kibolem" bo przecież to to samo) jest zwyczajnie obciachem - bo przecież wszyscy wiedzą, że kibice to neandertale, wyzywający przeciwników i tłukący się z nimi na ustawkach. A, i jeszcze dodatkowo podpalający samochody na Mokotowie
3. Wielkość miasta. Jak już przyjmiemy, że wcale nie ma tak wielu osób, które chciałyby chodzić w barwach (choćby z powodów, o których piszę powyżej, ale też pewnie z innych), to łatwo sobie wyobrazić, że po prostu giną one w tłumie osób przelewającym się wiecznie po ulicach Warszawy.
"Kibole" a ja piszę że fajnie by było jak by chodzili bo może wtedy ludziska by zauważyli że nie taki diabeł straszny jak go malują.
Giną bo raz duże miasto dwa mało chodzi . Ja wychodzę z założenia, że fajnie by było jak by było widać. To taki mój nieszkodliwy "pierdolec"
W zwykły szary dzień jeszcze niech tam będzie, ale w dzień "meczowy"? Tego nie mogę przeboleć. W dzień w którym gra Legia na stadionie Wojska Polskiego nadal nic "na mieście" nie widać. Dopiero krótko przed meczem widać ludzi w szalikach. Szkoda. Będąc w Rzymie, Paryżu i Dublinie od samego rana widziałem, że miejscowa drużyna rozgrywa swój mecz. O tym pisze Senator.
I o tym i otym i otym co Ty piszesz odnośnie banalnego długopisu też
Tak jak pisałem ja mam lekkiego fiola i wszystkie elewacje bloków bym malował w barwy. Natomiast oczywiście każda forma dobra ale zmuszać nikogo nie wolno.