A+ A A-

2012

Co powinno się wydarzyć, aby rok 2012 był dla Legii rokiem udanym? Odpowiedź wydaje się być banalnie prosta - najpierw trzeba ograć zarozumialców z Lizbony w Lidze Europy, potem zakończyć sezon Ekstraklasy na pierwszym miejscu w tabeli, a następnie oddać się rozkoszy wysłuchiwania hymnu Ligi Mistrzów odgrywanego jesienią przy Ł3.

Do powyższej listy życzeń, która rzecz prosta nie jest niczym innym jak 'oczywistą oczywistością', pozwolę sobie dodać jeszcze trzy punkty:

1) Rafał Wolski

Mirosław Trzeciak, opisując w jakimś wywiadzie pamiętną bramkę Maradony na 2:0 z Anglią podczas MŚ w Meksyku, stwierdził że zrobienie czegoś takiego nawet nie przyszłoby mu na boisku do głowy. Po prostu nie wpadłby na to, że można przejąć piłkę na własnej połowie, rzucić się w pojedynkę na pół drużyny rywala, wbiec w pole karne i zdobyć gola - że można w ogóle czegoś takiego spróbować.

Rafał Wolski jest piłkarzem, który na taki pomysł mógłby wpaść.

Lekkość dryblingu i fantazja 'Wolaka' znamionują coś więcej niż talent - to najprawdziwsza boża iskra. Na nim samym i na całym klubie spoczywa w tym momencie obowiązek oszlifowania tego diamenciku.

Życzyłbym sobie zobaczyć w 2012 w Wolskim przemianę. Jeszcze nie w Maradonę. Niech będzie to metamorfozę z efekciarza, który czyha przez cały mecz na jedną okazję do błyśnięcia wymyślną sztuczką, w piłkarza, który rozumie, że jest częścią drużyny i śmiało bierze na swoje barki odpowiedzialność za tę drużynę.

2) Budżet

Rok 2011 był dobry dla klubowych przychodów. Średnia frekwencja osiągnęła przyzwoity poziom, udało się powalczyć w Lidze Europy, podpisano umowę z Pepsi.

Tyle że przestrzeń do dalszego powiększania przychodu nadal istnieje i bezwzględnie należy walczyć o jej wypełnienie. Frekwencja - choć najwyższa w lidze - wykorzystuje potencjał trybun w zaledwie około dwóch trzecich. Liga Europy - mimo wyjścia z grupy - oferuje nam zaledwie część finansowych profitów, na które mogą liczyć uczestnicy Ligi Mistrzów. Sponsorzy - z całym szacunkiem dla Pepsi czy ActiveJet - nadal jeszcze nie płacą nam takich pieniędzy, jakie płacone są w mocniejszych ligach.

Sukces sportowy nie może być celem samym w sobie, absolutnie nie powinien też być desperacką próbą odzyskania zainwestowanego kapitału (na przykład poprzez wypromowanie najlepszych piłkarzy i ich sprzedaż). Sukces sportowy musi być środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest stworzenie solidnych fundamentów dla stabilizacji klubu na określonym, wysokim poziomie.

Pomijając niejasną kwestię finansowych rozliczeń między Legią a ITI, podwyższanie budżetu powinno skutkować zwiększonymi możliwościami w zakresie sportowego rozwoju klubu. Z tego względu ściskajmy kciuki, aby pod koniec 2012 okazało się, że budżet Legii nadal będzie można podnosić.

3) Szalik a polityka

Prawem każdego człowieka jest posiadanie poglądów politycznych oraz korzystanie z wolności publicznego ich prezentowania w określonych przepisami prawa granicach.

Niemniej jednak szlag mnie trafia każdorazowo gdy przy okazji demonstracji politycznych widzę indywidua obnoszące się z symbolami Legii.

Niech sobie demonstrują zwolennicy Solidarności, Palikota, prawicowcy czy lewicowcy. Ale niech robią to do jasnej cholery jako Kowalscy czy Wiśniewscy, a nie jako legioniści.

Dyskusja (3)
1sobota, 07, stycznia 2012 07:38
zbyszek
Wolskiego można śmiało porównać pod względem talentu i technicznych umiejętności, a także pozycji na boisku do Kazia Deyny. Deyna zaczął średnio, ale potem rozwijał się niebywale szybko. W Legii "Kaka" zadebiutował w meczu z Ruchem prawie dokładnie w swoje 19 urodziny bo 20.10.1966r, /0:0/. Z tego meczu wielu pamięta jak Deyna chciał podać wolejem, a wyszła mu świeca gdzieś na 30 m. i salwy śmiechu.
Już od wiosny 1968 r. był niekwestionowanym liderem Legii. To głównie dzięki niemu Legia stała się w dwóch następnych latach liczącą się drużyną europejską, gdyż była najpierw w czwórce najlepszych mistrzów, a potem w ósemce. W reprezentacji zadebiutował 24.04.1968 r. w meczu z Turcją /8:0/. W tym roku był zmiennikiem, ale już od meczu Z Luksemburgiem 20.04.1969 r. w którym zdobył pierwsze bramki w reprezentacji stał się jej podstawowym zawodnikiem i filarem. W reprezentacji zaliczył 102 występy. Już w wieku 22 lat tj. w 1969 r. został uznany po raz pierwszy najlepszym polskim piłkarzem. Szybko i w młodym wieku osiągnął klasę światową.
O umiejętnościach Deyny napisano wiele, ja podkreślam jego charakter, także do pracy w tym nad indywidualnymi ćwiczeniami. Wolski zaczął lepiej. Ma też przychylność mediów. Żeby być wielkim musi mieć charakter i nie zadowalać się małym. I starać się być przydatnym dla zespołu jak Deyna i dopiero na tym tle i poprzez taką grę naprawdę błyszczeć.
2niedziela, 08, stycznia 2012 10:18
zbyszek

Polityka, podobnie jak korupcja, jest wrogiem sportu, gdyż niszczy istotę rywalizacji i zamiast łączyć dzieli. Jak moja pamięć Legijna sięga, a więc od jesieni 1963 roku, w czasach PRL nikt z działaczy partyjno- rządowych na trybunach klubu nie był. Zaczęło się przed wyborami w 1989 roku. Wszyscy zostali wygwizdani. Drugi raz miało to miejsce przed wyborami wrześniowymi 1993 roku, gdy przybył ówczesny wicepremier p. Goryszewski i pamiętam ten gwizd i okrzyki 'wypierdalaj'. Dziś ludzie nienawidzący sportu, a piłki nożnej w szczególności chcą wleźć w nasz klub. Znajdują posłuch wśród ludzi, którzy nie mogą znaleźć sobie miejsca w życiu i dla których bycie na stadionie jest tylko pretekstem do rozróby. Liczą, że w tłumie będą bezkarni. Już to napisałem, ale powtórzę - są jak ci, którzy biją i okradają własną matkę mówiąc, że ja kochają. Mogę tylko powtórzyć okrzyk skierowany 19 lat temu przeciw obecności polityka na stadionie.

3wtorek, 10, stycznia 2012 19:09
zbyszek

Stare i mądre przysłowie przysłowie głosi, że "pieniądze szczęścia nie dają" co oznacza, że nie mogą być one celem samym w sobie, ale też, że służą do zaspokajanie różnych potrzeb, duchowych niekoniecznie. We władzach Legii panuje zaś opacznie pojmowany kult pieniądza. Z jednej bowiem strony mówi się jak to spółka powinna być dochodowa, lecz z drugiej tworzyło się i powiększało zadłużenie. Władze klubu podejmowały decyzje fanaberyjnie, postępowały chimerycznie i meandrycznie, miały na koncie wiele zaniechań i zaniedbań. Gdyby tak przeliczyć stosunek nakładów do sukcesów to nawet na tle np. Lecha i Wisły wypadłoby to kiepsko, a gdyby policzyć stosunek kosztów do zysków to wypadłoby to tragicznie. Takiej zabawowej formie kierowania sprzyjały pieniądze otrzymywane z ITI, jak i odległa i niezbyt realna spłata długu. Generalnie rzec można, iż była to choroba braku konsekwencji i jasno zdefiniowanego celu. Skończyło się gdy spadkobiercy po zmarłym Janie Wejchercie, a jest ich bodaj 11 osób, zdecydowali, że wychodzą ze spółek grupy ITI. Jedni mają własne biznesy, a inni chcą być po prostu rentierami. W każdym razie postanowili zamienić swoje udziały na gotówkę. N udało się sprzedać, Legii nie. Ponieważ dług Legii przekroczył jej roczny budżet to gdyby jeszcze nie spłacano długu to formalnie można by postawić spółkę w stan upadłości. W tej sytuacji zmiany w Zarządzie i zmiana percepcji celów jest zrozumiała. Niemniej powinna odbywać się to poprzez zmniejszanie kosztów, a nie ich powiększanie. Bilans przyjść i odejść winien być zerowy. Dla nas kibiców nie jest to pocieszające, gdyż Legia jest o krok od wejścia na drogę rzeczywistych sportowych i finansowych sukcesów. Niestety widać, że priorytetem jest spłata długu. Czyli podcinanie gałęzi na której się siedzi. Szkoda.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1