- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Wielki Tydzień
Czy w najbliższą sobotę rozstrzygną się losy tytułu mistrza Polski? Nie, to jeszcze raczej niemożliwe, co w niczym nie zmienia faktu, że waga spotkania Legii z Ruchem jest ogromna. Ciekawe ile osób przypuszczało, że ten mecz może być aż tak istotny dla układu tabeli...
Pojedynki Legii i Ruchu jako bezpośrednich rywali do mistrzowskiego tytułu niestety nie kojarzą mi się najlepiej. Przypomina mi się sezon 1988/89, kiedy to Ruch zameldował się w Ekstraklasie w charakterze beniaminka, co w niczym nie przeszkadzało chorzowianom dziarsko panoszyć się w czubie tabeli. Legia - jak to ówczesna Legia - raz zagrała lepiej, raz gorzej, jednak mimo charakterystycznej dla tamtej drużyny chimeryczności, również atakowała najwyższe lokaty w lidze. Kiedy wiosną do naszego zespołu dołączył Roman Kosecki, wydawało się, że Legia lada chwila włączy wyższy bieg, czmychnie rywalom i upragnione mistrzostwo wreszcie wróci do Warszawy. Konkurencja nie zamierzała jednak odpuszczać, wyścig ze śląskimi klubami okazał się dla nas niełatwy i najeżony potknięciami. Wreszcie w 25. kolejce (sic!) tamtego sezonu Legia podejmowała na Łazienkowskiej właśnie rzeczony Ruch. Chorzowianie byli w tamtym momencie liderem, Legia traciła do Ruchu trzy punkty. Za zwycięstwo co prawda przyznawano wówczas zaledwie dwa punkty, szansa na zniwelowanie przewagi jednym meczem jednak istniała z racji osobliwego przepisu o trzecim punkcie za zwycięstwo różnicą przynajmniej trzech bramek. Zainteresowanie meczem było na tyle duże, że nie udało nam się nabyć biletów na trybunę 'krytą', w związku z czym pierwszy raz w swojej kibicowskiej karierze zasiadłem na 'żylecie'. Nie zakochałem się - widoczność była znacznie gorsza niż z 'krytej', a przeklęte słońce świeciło prosto w oczy, koszmarnie utrudniając obserwowanie widowiska. Sam mecz? Ogromne rozczarowanie. Legia kompletnie nie potrafiła złamać defensywy Ruchu, spotkanie zakończyło się w pełni zasłużonym rezultatem 0:0. Ruch pewnie pomknął w stronę mistrzostwa Polski, a Legia całkowicie odpuściła sobie po tym meczu pogoń, zadowalając się prestiżowym zwycięstwem nad Górnikiem Zabrze 3:2 (znakomity mecz) oraz pamiętnym triumfem nad Jagiellonią w finale PP w Olsztynie. Tamten finał (5:2) zdawał się bodaj najlepiej demonstrować rzeczywisty ofensywny potencjał Legii Dziekanowskiego i Koseckiego, jednak nasza bezradność w bezpośrednim starciu z chorzowskim monolitem była porażająca...
Analogii kilka niestety jest, na czele z nieznośną dla mnie porą rozegrania sobotniego meczu (ukłony dla TVP, powtórka z rozrywki czeka nas podczas meczu z Lechem!). Oby więcej podobieństw już jednak nie było. Co prawda 0:0 pozwoliłoby nam utrzymać pozycję lidera, ale wytrącilibyśmy sobie kolejny - po derbach z Polonią - poważny punktowy argument z ręki.
Zanim jednak przyjdzie sobota, czeka nas jeszcze środowy półfinał Pucharu Polski w Gdyni. Tego meczu lekceważyć żadną miarą nie wolno, szczebel już zbyt wysoki, awans do europejskich pucharów nadal niepewny, naszym obowiązkiem jest powalczyć o wykorzystanie każdej nadarzającej się szansy. Arka to pierwszoligowiec co najwyżej z nazwy, w składzie wiele znajomych nazwisk. Zagrają z nami o zwycięstwo, to pewne, jednocześnie bez żadnej presji. Bez poważnego podejścia do tego meczu, możemy obudzić się z ręką w nocniku, tak jak miało to miejsce w przypadku goszczącego niedawno w Gdyni wrocławskiego Śląska.
Z racji podyktowanego okolicznościami przetrzebienia zespołu podczas sobotniego pojedynku z Ruchem, skład na mecz z Arką mogę wyobrazić sobie następujący:
Skaba - Jędrzejczyk, Żewłakow, Choto, Kiełbowicz - Rzeźniczak, Gol - Żyro, Radović, Novo - Blanco
Absencja Ljuboji, Wawrzyniaka i Wolskiego wydałaby mi się być stratą usprawiedliwioną chęcią nie tyle zapewniania tym zawodnikom odpoczynku, ile prewencyjną próbą uchronienia ich przed możliwymi skutkami twardej gry arkowców. IV wygląda średnio fizycznie, nie można mieć pewności, czy gra co trzy dni to w jego przypadku najlepsze rozwiązanie, tego samego nie można chyba powiedzieć o Rado, jemu brak czucia piłki i pewności w szukaniu najlepszych boiskowych rozwiązań. Tak jak widzę to moim amatorskim okiem - Miro oraz Nacho Novo powinni grać w miarę możliwości jak najwięcej.
Potem przyjdzie sobota. Ktoś mógłby rzec, że Ruch musi wygrać, żeby objąć fotel lidera, ale Ruch tak naprawdę... nie musi nic. To my musimy, tymczasem chorzowianie najprawdopodobniej nie zamierzając być dla nas łatwym kąskiem. Zwłaszcza duet Piech - Jankowski już ostrzy sobie zęby na kontry i biegowe pojedynki z Choto i Żewłakowem... Ale przypomnijmy sobie jesień i styl, w jakim pracowicie wybijaliśmy futbol z głowy zespołowi trenera Fornalika, a zespół ten po świetnym widowisku w Krakowie i łatwym zwycięstwie nad Widzewem również znajdował się wtedy w bardzo dobrej formie. Nawet osłabieni, będziemy faworytem tego pojedynku. Jeżeli zagramy twardo, odpowiedzialnie i cierpliwie, jeżeli wreszcie zaczniemy wykorzystywać okazje strzeleckie - postawimy na swoim.
Kontynuując zabawę w podpowiadanie trenerowi Skorży, przewiduję następujące zestawienie wybiegające na Ruch:
Kuciak - Łukasik, Żewłakow, Choto, Kiełbowicz - Wawrzyniak, Vrdoljak - Wolski, Radović, Novo - Ljuboja
Mam przeczucie, że to będą dla nas bardzo udane Święta!


Panowie szlachta jak dobrze wiecie w kwietniu może nas czekać aż osiem spotkań. Słowa Skorży na formę musimy poczekać do kwietnia potwierdzają fakt, że sztab szkoleniowy dobrze wiedział kiedy się wszystko zadecyduje.
Panowie jest jeszcze jedna dobra nowina. Niebiosa są z nami . Kto ma na f profil Marek zostaw, Sokół bij ten wie o co mi chodzi
Pokuszę się jednak o kilka słów. Dla mnie ten ( mowa o spotkaniu z Ruchem) mecz będzie odpowiedzią na pytanie czy Legii do dobrej, skutecznej gry brakuje niewiele, czy jednak rzeczywiście jesteśmy w „kryzysie”. Niepokoi słabsza forma Vrdoliaka, Żyry, Novo tez nie przekonuje, Rado niby się rozkręca, ale to jeszcze nie to. Nie mogę sobie w myślach ułożyć jednoznacznej opinii o grze naszego zespołu i miejscu, w którym się znajduje. Mamy lidera, jest przewaga punktowa. Z drugiej jednak strony nasz lider to wynik słabości konkurentów. Ruch i Korona miały zbyt dużą stratę z rundy Jesiennej i nawet wyśmienita wiosna nie pozwoliła tym drużynom na liderowanie. Teraz jednak są blisko i jeżeli nadal będą zdobywać punkty z „wiosenną” regularnością to naszej Legii obecna gra nie wystarczy do mistrza. Nie wiem co jest bardziej prawdopodobne, czy to że Legia zacznie punktować za trzy i losy mistrza weźmie w swoje ręce/nogi? Czy może będzie grac jak obecnie, ale zarówno Korona jak i Ruch zaczną gubić punkty i losy mistrza decydować się będą w ostatniej kolejce? Zacząłem się bać Polonii. Mam nadzieję, że efekt nowej miotły nie potrwa długo.
Wracając do meczu z Ruchem, remis nie będzie zły, ale zwycięstwo da pewien komfort i psychicznie wzmocni zespół, doda nieco pewności. Kurcze, to będzie ważny mecz. Trzeba zacząć wygrywać bo robi się nerwowo…
- "... Ruch tak naprawdę... nie musi nic. To my musimy"
No cóż Gawinie, nie zgodziłem się z podobną opinią przed meczem w Krakowie i nie zgodzę się teraz. Jeśli drużyna z Chorzowa myśli na poważnie o mistrzostwie to musi udowodnić to w Warszawie. Legia nie może przegrać, ale remis jest jak najbardziej dobrym wynikiem dla podopiecznych Skorży.
Proszę nie demonizujmy ekipy trenera Fornalika, ani nie są tak dobrzy, ani tak mocni aby wygrać wszystko do końca sezonu. Dlatego teraz, w tym meczu najważniejsze jest utrzymanie przewagi i dodatniego bilansu bezpośrednich spotkań. Oczywiście zwycięstwo bardzo by pomogło zawodnikom Skorzy, ale... bardziej w sferze mentalnej. Dla sytuacji w tabeli, dla zachowania szans na mistrzostwo nie jest ono niezbędne, dlatego nie przesadzajmy nie warto zabijać się o nie za wszelką cenę.
W tym momencie sezonu ważniejsze jest kontrolowanie sytuacji, szacowanie sił i takie zarządzanie nimi aby były dostępne w najważniejszych momentach. Moim zdaniem będą nimi mecze z Lechem, Lechią i Koroną Kielce. To będą spotkania mistrzowskie, w meczu z Ruchem wystarczy zachowanie status quo.
- "Ruch ma prawo uważać, że w pozostałych 5 kolejkach zdobędzie więcej punktów od Legii."
A to niby czemu? Gdzie niby mają łatwiej niż my ? Mecze z Polonią Warszawa czy Górnikiem Zabrze wcale nie będą dla nich łatwiejsze niż nasze pojedynki z Koroną Kielce i Lechem Poznań. W dodatku my dwa pozostałe spotkania gramy z nic nie muszącymi, a Oni... z drużynami walczącymi o utrzymanie. Dzięki wynikowi w Bielsku Białej ŁKS-iacy odzyskali nadzieję, dzięki wynikowi w Bełchatowie ma ją nawet... Cracovia. Zostaje nam mecz w Gdańsku a Im z Tą samą Lechią u siebie. Oba te pojedynki będą bardzo brzydkie i zacięta a wyniki mogą być zupełnie losowe.
ps: Spokojnie na mecz z lokalnym rywalem Górnicy z Zabrza zawsze znajdą motywację.
drużyny za prowadzącą dwójką wcale nie muszą się zbliżyć - to raz.
Dwa - rozpatruję sprawę w kontekście tylko Ruchu i Legii, nie patrząc na razie na resztę stawki. Gawin napisał, że Ruch nie musi, natomiast Legia jak najbardziej. W moim odczuciu tak nie jest. To Ruch powinien, jeśli jego aspiracje mają nadal być aktualne to wręcz musi wygrać na Ł3. Natomiast w wypadku remis nasza sytuacja nadal nie będzie zła.
Nie będzie doskonała, bezstresowa ale nie będzie zła. Wygrane w pozostałych meczach pozwolą na... pełną radochę na koniec. Ba, myślę, że nawet jedno potknięcie nie będzie stanowiło większego problemu. W końcówce ligi wszyscy kandydaci będą jeszcze tracili punkty. O tym jestem przekonany.
Co ciekawe tutaj Gawin troche popiera mnie
2) grać pod presją trzeba umieć, a Legia miała już kiedy się tego nauczyć
3) kartki zrobiły miejsce na niekonwencjonalne ruchy i zaskoczenie przeciwnika (czego Skorża sam z siebie niestety boi się robić)
Legia w Krakowie zagrała dobry mecz, ale wysoko ustawiona, starająca się przechwycić piłkę juz na połowie rywala, jest idealnym kontrkandydatem dla filozofii gry Niebieskich. W Warszawie będą grali to co lubią i potrafią, bez obciążenia, bo nawet jak przegrają nikt głowy im nie urwie, a z wiarą w swoje umiejetności i w strategię przynoszącą im efekty.
Do tego w tym spotkaniu, gdy w tyłach powinniśmy być na maksa skoncetrowani, będziemy eksperymentować. Przyznaję, że wobec braku kontuzjowanego Astiza, wolałem Ivicę przy boku Żewłaka, nawet w gorszej dyspozycji, wydawało mi się, że jest zwrotniejszy od Choto. Sprawa nieaktualna, bo Chorwat obecnie jest niezbędny w drugiej linii, jesteśmy skazani na parę Żewłak - Choto , indywidualnie, oddzielnie, bardzo dobrych obrońców, ale w jednej parze, ustawionych na przeciwko szybkich, sprytnych, zdecydowanych Piecha z Jankowskim, to trochę truchleję. Widzę Żewłaka bojącego się podjęcia interwencji gdy Nakolouma sunął na bramkę i widzę Choto w meczu z Wisłą w sytuacji gdy Gol dostał czerwoną kartkę. Balans ciała Garguły, przecież nie jakiegoś wielkiego sprintera, wystarczył żeby "Skała z Zimbabwe" została wymanewrowana. Teraz przed naszymi doświadczonymi defensorami prawdziwa próba ogniowa, wielki sprawdzian. Sądzę, że w linii zagrają i z Wawrzynem i z Kiełbikiem. Jeżeli eksperymenty to z doświadczonymi repami, a Rumiany na dodatek epizod z prawej strony juz zaliczył.
W drugiej linii, nie liczę na wycofanie ofensywnego piłkarza czyli na przykład Wolskiego i dodanie go Vrdoljakovi do pary. Właśnie z uwagi na Jankowskiego, Piecha, Janoszkę tu musi być ktoś, kto cały czas będzie miał oko na asekurację, Wolskiego szkoda na coś takiego, niech poświęci się ofensywie, jestem zwolennikiem talentu Łukasika, bardzo mnie jednak martwi, że gdy otrzymał swoją okazję, w pucharze, to jej nie wykorzystał. Gdyby teraz trener zdecydował się na niego, byłby to w dotychczasowej karierze najważniejszy mecz Miłka, za którego ścisakłbym kciuki i zagryzał zęby z obawy, czy podoła. Na Alberta i Furmana chyba jeszcze nie pora, a jeżeli nie oni, to .... ???
Jako kibic mogę sobie pozwolić na dywagacje i skoro mamy jednego wypróbowanego DMC ( pod formą! ) zagrajmy wyśmiewanym 4-3-3, z piłkarzami ofensywnymi obarczonymi zadaniami defensywnymi, kontroli tyłów, oczywiście z próbami ofensywnych zagrań, niech Vrdoljak otrzyma z jednej strony Żyro do pomocy, młodziak grywał przecież i na lewej obronie, więc w destrukcji moze by tak bardzo nie odstawał oraz .... kogoś z trójki Nacho Novo, Kucharczyk, Radović, kogoś kto z tego tria w odbiorze piłki, w pressingu, w odpowiedzialności taktycznej, prezentuje się na treningach najlepiej.
Personalnie, nazwiskami to pozornie super ofensywny skład, ale ustawieniem i zadaniami na boisku byłby już zrównoważony. Na takie ryzyko, Skorża ryzyka się wystrzegający jednak nie pójdzie, pozostają zatem spekulacje do soboty, kogo wystawi obok Vrdoljaka?
Trudno przypuszczać, żeby mecz z Arką dał odpowiedź, przy absencji Ivicy wykartkowani są niezbędni, poligonem doświadczalnym raczej to spotkanie nie będzie, natomiast poważną próbą potwierdzenia swojej przydatności i dla Nacho Novo i dla Blanco z pewnością już tak. Zgrywanie się Choto z Żewłakiem też będzie istotne, mimo wszystko jakoś specjalnie dzisiejszym meczem się nie ekscytuję, sobotnim już jednak tak!