- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Senator
Marzenia a życie
Raz na jakiś czas wśród osób kibicujących Legii, a nie uczestniczących czynnie i biernie w ruchu kibicowskim pojawiają się głosy o potrzebie zorganizowania się w jakaś strukturę formalną bądź mniej formalną. Po takich akcjach jak tydzień temu zdecydowanie więcej jest nawoływań i chętnych do zakładania organizacji alternatywnej do SKLW.
Mnie samemu tkwi w głowie od ładnych kilku lat taka organizacja pikników ściśle współpracująca z klubem i reprezentująca głos niezaangażowanego w jakiekolwiek struktury ruchu kibicowskiego fana Legii. Spróbujmy się wspólnie zastanowić nad potrzebą istnienia takiego naszego zrzeszenia. W komentarzach liczę na ożywioną debatę, a w tym tekście przedstawię swój punkt widzenia, dając tym samym przyczynek do dalszej dyskusji.
Marzenia marzeniami, a życie życiem, czyli pierwszy zarzut jaki spadłby na organizatorów takiego przedsięwzięcia to jątrzenie i dzielenie. Nie chodzi mi o hasło cała Legia zawsze razem, bo to fałsz i bzdura. Hasło to potrzebne jest tylko i wyłącznie przy podobnych akcjach jak niedzielna, w żadnym innym przypadku nie obowiązuje, a już na 100% nie w relacji z szarym piknikiem. Chodzi mi o rzeczywisty podział, bo ten musiałby nastąpić już oficjalnie. Co by więc nie pisać, oskarżenie słuszne. Ile jest klubów, w których działa x legalnych organizacji skupiających kibiców? Nie sprawdziłem i liczę że ktoś na to pytanie udzieli szerszej odpowiedzi, ale tak na zwykłą logikę myślę, że niewiele bardzo niewiele. Żeby nie było wątpliwości, mówię o w pełni legalnych, zarejestrowanych i uznawanych przez klub jako właśnie takie. Przykład sosios np. Realu to nie ten kierunek, o którym piszę, organizacja jedna, wewnątrz której działają grupy zwolenników tej czy innej wizji.
Czy się nam to podoba czy nie, od roku 2002 istnieje na Legii legalna, zarejestrowana, uznawana i współpracująca z klubem organizacja kibiców o nazwie Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa, w skrócie SKLW. Przypomnijmy tylko duże wydarzenia: pomnik Kazimierza Deyny, mecz dla Wojtka i konkretny wpływ na kształtowane cen biletów na trybunę, gdzie zasiada najwięcej sympatyków tej organizacji, przynajmniej do ubiegłego wtorku. Nie ma tu zupełnie znaczenia liczebność SKLW, bo choćby było ich pięciu (w rzeczywistości trochę więcej) to nikt rozsądny nie zaprzeczy, że mają konkretny wpływ co najmniej na jedną trybunę, a śmiem twierdzić, że i na pozostałe również, choć w zdecydowanie mniejszym stopniu. Takich jak ja, których właściwie nigdy nie fascynowała Żyleta, jest niewielu. Większość swoją fascynację zaczynała właśnie tam więc nie dziwmy się.
Oczywiście w każdej chwili możemy swoją organizację założyć, tylko trzeba jasno spytać, po co? Ktoś wierzy w możliwość wpływu choćby na trybunę im. Kazimierza Deyny, gdzie w większości zasiadają już dorośli ludzie, którzy nie widzą potrzeby, aby ktoś nimi kierował. Przychodzą raz na tydzień, dwa, aby obejrzeć mecz i na swój sposób kibicować Legii. Czy nawet jeśli będziemy oficjalną grupą w siłę, choćby stu członków, to klub zareaguje inaczej np na sprawy które poruszylismy jako c-L w mailu skierowanym nie tak dawno do klubu? Osobiście mam wątpliwości.
Sprawa następna, jak dotrzeć do tych, którzy nawet by chcieli? SKLW posiada prężny serwis w postaci najbardziej rozpoznawalnej strony legioniści, a obecnie i strona klubu jest dla nich otwarta. Ewentualni założyciele piknikowego stowarzyszenia siłę przekazu mogliby opierać na komentarzach w różnych serwisach i może na nas, choć i wśród członków "redakcji" c-L boję się, że zdania byłyby podzielone. Zostaje legia.net, która jednak od pierwszego protestu stara być się neutralna. Czy im się to udaje, czy nie, w naszym przypadku żadnego znaczenia nie ma. Media to czwartą władza, a tu potencjalni założyciele już na starcie mieliby -10 i nikłe szanse na jakiekolwiek większe przebicie.
Reasumując, dla własnego zdrowia psychicznego możemy od jutra powołać zrzeszenie kibiców zwykłych, tylko musimy zdać sobie sprawę, że przy tak silnej medialne drugiej stronie i mającej realny wpływ na umysły wielu kibiców, na nic wpływu mieć nie będziemy, choćby i z sympatią przyjął powstanie nowego tworu klub. Aby jeszcze problem uwypuklić, należy zdać sobie sprawę, że wśród nas nie ma takich, którzy dla Legii są gotowi poświęcić wartości wyższe, czyli pracę, rodzinę itp. i całe siły skierować na rzecz organizacji. Naturalne, czyli żalu do nikogo mieć nie wolno. Należałoby jeszcze wziąć pod uwagę ewentualny "atak" ze strony zasiedziałego na Legii SKLW. Monopolu nikt tracić nie lubi. Ktoś czuje się na tyle silny i ma głęboką wiarę, że dalibyśmy radę taki atak odeprzeć? Mam nadzieję, że to tylko teoria ale i na teoretyczne zagrożenia receptę powinniśmy mieć wypisaną.
No tak, jeśli Senator, który od lat powtarza że marzy o takiej organizacji, dziś pisze to co pisze, to znaczy, że albo cały czas kłamał albo wobec faktów marzenia porzucił. Nie do końca, bo widzę rozwiązanie, które od początku dałoby legitymację do działania nowej organizacji i miało za sobą już na starcie silne media. Klub jako iskra zapalna, spoiwo tych wszystkich, którzy na taką organizację czekają, taki jest mój pomysł. A nawet konkretniej - pan Mioduski. Prezes, chciał nie chciał, w ciągu roku wpisał się w pewne ramy, które nie wszystkim się podobały. Już słyszę głosy ale to już było, ITI próbowało i wyszło jedno wielkie nic. Hola, hola, panie i panowie, nie wierzę, że nie dostrzegacie różnicy. Wtedy jawna kontra ze strony klubu, czyli wymiana, cel mało szczytny, no i samo ITI w tym okresie szacunku zbyt wiele nie miało nawet wśród, potocznie pisząc, zwykłych kibiców. Obecnie właściciel deklarujący miłość do klubu, realizujący młodzieńcze marzenia, szukający chętnych do budowy wielkiej Legii. Moim zdaniem to się może i powinno powieść, a wtedy nasz głos będzie słyszalny i co ważniejsze wsparty autorytetem poważnej organizacji. To również może być zaczątkiem czegoś znacznie większego, budowania polskich socios, czy może lepiej, drogą do kierunku niemieckiej współwłasności kibiców. Tam model narzucony odgórnie przepisami, u nas budowany powoli od podstaw.
Kończąc ten nieco przydługi tekst uważam, że na dziś, teraz, to jedyny kierunek, który pozwoliłby nam, pasjonatom piłki nożnej identyfikującym się z podmiotem Legia realnie działać i mieć choćby mały wpływ na to to się dzieje w naszym klubie. Czyli nasze działania powinny skupić się na dotarciu do klubu i przedstawieniu takich lub zbieżnych z moją wizji. Róbmy tak, aby klub zaczął działać w tym kierunku.
Krzysztof Kaliszewski - "Senator"


Zaiste szlachetna inicjatywa, ale w moim odczuciu nierealna z powodów, o których piszesz.
"Czy ktoś wierzy w możliwość wpływu choćby na trybunę im. Kazimierza Deyny, gdzie w większości zasiadają już dorośli ludzie, którzy nie widzą potrzeby, aby ktoś nimi kierował. Przychodzą raz na tydzień, dwa, aby obejrzeć mecz i na swój sposób kibicować Legii."
Ponad to, jaki byłby sens założenia takiego "tworu" skoro znowu sam piszesz:
"Musimy zdać sobie sprawę, że przy tak silnej medialne drugiej stronie i mającej realny wpływ na umysły wielu kibiców, na nic wpływu mieć nie będziemy. Należy zdać sobie sprawę, że wśród nas nie ma takich, którzy dla Legii są gotowi poświęcić wartości wyższe, czyli pracę, rodzinę itp"
Powiem więcej. Nigdzie takich ludzi nie znajdziesz. Nawet u nich.
Legia jest tylko parawanem dla realizacji własnych celów.
Te osobniki grają w innej lidze, o czym piszą bez żadnych skrupułów.
Dla nas potyczka z Jagiellonią zakończyła się porażką walkowerem. Co ciekawe, za ich sprawą.
Dla nich: "Jaga od razu po meczu próbowała umniejszać skalę swojej klęski!" a nasi dzielni bojarzy nawet nie marzyli o skali "rozmiaru sukcesu naszych"
Słowo klucz - "naszych", bo chyba nikt już nie ma wątpliwości, że nasi ostatni adwersarze należąc do "grupy trzymającej władzę" pociągają za sznurki stojąc (siedząc) z boku.
"Jaga wybiegła, NASI do nich pobiegli. Akcja, reakcja. Tyle. Kiedyś norma, dziś sensacja."
Czytając waszą polemikę pod "felietonem" Co nas łączy, co nas dzieli, można odnieść wrażenie że kopiecie się z koniem.
Oni muszą mieć wroga aby egzystować. Aby prowadzić własne interesy. Nie ma ITI była Jaga. Kto następny ?
Komentarz napisałem zanim przeczytałem "Listkiewicza"
Historia uczy jednak zarówno na przykładzie pierwszego (po śmierci Marka Krassusa) jak i drugiego (po upadku Marka Lepidusa), że dla dwóch świat zawsze jest za mały. Szykuj się wiec drogi kibicu50 na eskalacje zajść i starcie ostateczne o władzę między mną a Arczim przy czym raczej będzie to równina Farsalos niż Zatoka Ambrakijska pod Akcjum gdyż mój wróg śmiertelny jest bez porównania lepszym żeglarzem
Ale podział rzeczywisty jest faktem powszechnie znanym. Zorganizowani prawdziwki vs. reszta Januszy. Druga strona skutecznie nie pozwala ci o tym zapomnieć. Ale tworząc organizację kibiców stworzysz konkurencję względem SKLW i będziesz dla nich zagrożeniem. Przełamiesz monopol na reprezentację kibiców w rozmowach z władzami klubu. Aktualnie są jedyną organizacją, z którą klub rozmawia, akceptując fakt, że wyrażają wolę większości kibiców. Dlatego będą posługiwać się oskarżeniami o jątrzenie czy dzielenie w poczuciu zagrożenia,choć zupełnie nie masz takich intencji. To już będzie wyłącznie polityczna retoryka nastawiona na zdyskredytowanie konkurenta w oczach władz klubu. Zupełnie bym się nie przejmował ewentualnymi zarzutami. A nawet bym się cieszył, bo to oznacza, że zostałeś zauważony.
---"Ktoś wierzy w możliwość wpływu choćby na trybunę im. Kazimierza Deyny, gdzie w większości zasiadają już dorośli ludzie, którzy nie widzą potrzeby, aby ktoś nimi kierował"---
Wszystko zależy od celu jaki postawisz organizacji. Zależy jak sobie ten wpływ wyobrażasz. Wiadomo, że nie chodzi o taki jak na Żylecie. W moim odczuciu możesz być reprezentantem pewnych idei wyrażanych przez pozostałe trybuny. Przekaźnikiem pewnych postulatów, których władze Legii nie słyszą lub nie chcą słyszeć i świadomie je ignorują. Może tym dorosłym ludziom zupełnie wystarczy, że jest ktoś, kto myśli jak oni i zapewnia tym myślom odpowiedni rozgłos.
---"Czy nawet jeśli będziemy oficjalną grupą w siłę, choćby stu członków, to klub zareaguje inaczej..."---
Oczywiście, że tak. W ten sposób najefektywniej możesz doprowadzić do wymiany myśli, do wymiany i kształtowania poglądów we władzach klubu. Chcesz mieć wpływ na politykę klubu to musisz doprowadzić do personalnej konfrontacji. Przekazy medialne czy takie listy e-mailowe zazwyczaj są traktowane po macoszemu.
---"jak dotrzeć do tych, którzy nawet by chcieli?".
Pamiętaj, że żyjemy w społeczeństwie informatycznym. z dotarciem do ludzi wyznających podobne poglądy nie ma żadnego problemu. Choćby na tej stronie. Zorganizowanie poparcia dla pewnej racjonalnej idei także jest proste. Wiadomo, że na początku będzie to anonimowa grupa (właściwie nazwiska nie są ci do niczego potrzebne),ale bazę ideowców spokojnie zbierzesz. Od słowa do słowa zaczniecie się organizować. Dobrym pomysłem jest portal internetowy dla gromadzenia "wyznawców" pewnej idei. C-L jest do tego idealna. Zbieżność poglądów i ich zewnętrzna identyfikacja jest dobrze znana w legijnym środowisku. Do tego praktycznie znacie się osobiście i czasem się spotykacie. A przecież zaczęło się od pisania na tej samej stronie internetowej.
---"przy tak silnej medialne drugiej stronie i mającej realny wpływ na umysły wielu kibiców, na nic wpływu mieć nie będziemy,"---
Na początku tak będzie. Ale to normalne. Z czasem zaczniesz się przebijać. Już przecież wychodzisz z poglądami do szerszego odbiorcy poprzez publikacje na Gazeta.pl. Zaczynasz być kojarzony. To samo jest z Gawinem. Dzięki temu spora część kibiców dostrzegła C-L jako wyrazicieli rozsądku większości kibiców. Ważne, żeby wykorzystać tą chwilę popularności. Warto uderzać z konkretnym przekazem. No i dla Władz klubu już nie jesteście zwykłymi Januszami. Osoba z kojarzonym nazwiskiem ma duże szanse nie być zignorowanym pzez władze klubu. Zwłaszcza, że właściciele wręcz marzą o wyrwaniu się spod monopolu SKLW. Ja bym cię nawet podsunął jako przynętę dla wypadania jak sobie wyobrażają ewentualną współpracę.
---"wśród nas nie ma takich, którzy dla Legii są gotowi poświęcić wartości wyższe"---
Nikt tego nie oczekuje. Wszyscy to rozumieją, bo myślą podobnie jak ty. Wystarczy, żeby głos januszowego kibica był słyszalny. Nikt nie będzie miał pretensji jeśli nie dokonasz samospalenia jak Prezes nie obniży cen biletów
---"Ktoś czuje się na tyle silny i ma głęboką wiarę, że dalibyśmy radę taki atak odeprzeć?"---
Atak intelektualny jak najbardziej. Z fizycznym nie mam takiej pewności. Ale i na to można się przygotować.
Ok tylko już na początek pierwsze spostrzeżenie. Wszędzie piszesz nie wiem czy świadomie wyobrażasz, zrobisz, nie jesteście itp.
Mój pomysł jest moim zdaniem bardziej skuteczny i realny . "Na aucie" młody sympatyczny kibic Garm linkuje oświadczenie właścicieli w sprawie karnetów. padają tam min takie słowa - Po czwarte, w ostatnich dniach otrzymaliśmy od Was wiele wyrazów wsparcia i otuchy oraz zapytań o możliwość pomocy Klubowi w tym trudnym momencie. Dziękujemy za to, że - jak wielokrotnie już dowiedliście - jesteście gotowi być z drużyną na dobre i na złe. Wasze głosy poparcia i solidarności są dla nas najważniejszą i najcenniejszą formą pomocy. Jeśli tak jest w istocie to po tych słowach można było jeśli oczywiście właściciele piszą to na poważnie napisać coś w stylu umożliwimy Wam czynny udział w życiu klubu i zapraszamy wszystkich do wstępowania do zrzeszania np "Wieka Legia"
Właściciele piszą o trzydziestu osobach które zdecydowały zwrócić karnety. To informacja którą można czytać na dwa sposoby jak nie więcej. Super większość mimo wszystko zostaje przy klubie ponieważ rozumie potrzebę chwili, nie interesują ich zadymy tylko klub itp. Można też odczytać jako totalny brak zrozumienia tego co się dzieje . Trzydzieści świadomych osób mówi dość błazenady, reszcie to obojętne. Przy takim spojrzeniu żadnych szans mieć nie będziemy a przeciwnie.
Kiedyś o tym pisałem że Polonia szykuje taką strukturę.
Legia też powinna. Inicjatywa powinna wychodzić od klubu, bo wtedy nawet bierni uczestnicy też sie przyłączą. Medialnie zaistnieje na oficjalnej.
Jeśli mamy ponad 150 tys kart kibica, to może sie uzbiera kilkanaście tys socios (na początek). Będą płacić składki na klub w zamian otrzymując różne przywileje. Będą mieć swoich przedstawicieli we władzach klubu i różne ulgi na biletach i w sklepie.
Ja na przykład nie byłbym aktywnym członkiem (w sensie działania w organizacji) ale płaciłbym składkę i uczestniczył w wewnętrznych procedurach (wybory władz na przykład).
Co tu sie rozpisywać w necie wszystko jest opisane, wystarczy poszukać. Po co od nowa koło wynajdywać.
Nie mogę się nadziwić jak niektórzy się boją tych kiboli. Wiecznie w przykucu przed nimi. Jeśli kluby solidarnie z władzami "pociągną za spłuczkę" to efekt będzie taki sam przy naszym codziennym "rytuale".
A w najgorszym razie można się zastosować do "instrukcji" z pewnej toalety;
"Jeśli efekt przekroczy twoje oczekiwania, to użyj szczotki"
Domyślam się, co chciałeś przekazać w pierwszym akapicie
Nie określiłem mojego udziału w tej inicjatywie. Trzymam się ściśle formatu jaki zaproponowałeś:
---"Spróbujmy się wspólnie zastanowić nad potrzebą istnienia takiego naszego zrzeszenia. W komentarzach liczę na ożywioną debatę, a w tym tekście przedstawię swój punkt widzenia, dając tym samym przyczynek do dalszej dyskusji."---
Zastanowiłem się i przedstawiłem MÓJ punkt widzenia na TWÓJ pomysł tkwiący w głowie od dłuższego czasu. Piszę, że pomysł dobry i możliwy do realizacji. Zastanawiasz się czy wystartować i potrzebujesz przeanalizowania za i przeciw. Nie wiem, czy udało mi się rozwiać twoje wątpliwości. Na tym etapie rodzenia się inicjatywy więcej przecież nie oczekujesz. Dobrze rozumiem?
Na deklaracje formy uczestnictwa (osobistego czy też wyłącznie mentalnego) przyjdzie czas, kiedy zrodzi się kształt tego pomysłu. Choć przyznam ci rację, że najbliżej mi do tej drugiej formy.
Wielka Legia? Why not
Liczba oddanych karnetów jest tak znikoma, że nie wyciągałbym daleko idących wniosków. Znając realia to duża część karnetowców nie zwróciła karnetów, bo się nie opłaca. Co nie wyklucza sytuacji, że nie interesują ich zadymy. Obojętni na pewno nie są, bo dużo zapłacili za konkretną usługę. Tylko, ze nie ma kogoś, kto by ten fakt wyłożył właścicielom. A także tego, że świadomych sytuacji jest o wiele więcej osób niż te wspomniane 30 i okażą swoje niezadowolenie poprzez rezygnację zakupu jednorazowego biletu.
Nikt nie mówi, że będzie łatwo. To kwestia determinacji.
Teoretycznie masz 100% racji, przyznaj jednak sam, że inaczej by brzmiało możemy , wyobrażam sobie
Jesteś gość, o czym wiesz.
Tu niestety zaczynają się schody.Bo to nie o to chodzi,że masz rację i jest to być albo nie byc dla Legii tylko kto to pociągnie.Kto weżmie to na swoje barki,kto nada ramy organizacyjne,kto zarejestruje chętnych,kto ich będzie powiadamiał,kto wzywał do działania i dawania głosu.Dzis internet jest mocą większą niż krzykacze,ale siła jego oddziaływania musi byc zorganizowana.Nie zapomnę akcji wktórej brałem udział przeciwko Acta,ale tam miałem wejść i zademonstrować swój sprzeciw.Tu trzeba by tego o czym pisze Urka socios,ale bez ustawy.
Da sie.Ja sie pisze na wejscie.
Ja nie mam ciśnienia na tworzenie organizacji. Mnie wystarczy jak to klub będzie organizacją rozdająca karty. Na niczym więcej mi nie zależy bo wtedy wszystko będzie proste i oczywiste. Klub niech robi spotkania z kibicami np. raz w miesiącu, niech mówi o problemach, co zamierza zrobić, gdzie jest problem, na czym mu zależy i tyle. Piknik mówi o jednym, zaangażowany porusza inny temat. Skoro wszystkim zależy podobno na dobru Legii ... Wystarczy trochę więcej transparentności i zakończenia rozmów przy zamkniętych drzwiach. To jest pierwszy krok ku normalności. A jeśli klub nie jest tym zainteresowany lub nie jest w stanie tego zrobić to i ja nie jestem za innymi rozwiązaniami bo to droga donikąd a raczej w otchłań. Nie można uszczęśliwić kogoś wbrew jego woli, w sytuacji gdy na wszelkie propozycje z tej strony będzie patrzył z niechęcią lub będzie czuł konieczność "konsultacji" z innym podmiotem to będzie to tylko kolejny "teatr kukiełkowy".
możliwość kupna biletów w przedsprzedaży, i to z rabatem 20%;
bezpłatna prenumerata magazynu klubowego;
zniżki na gadżety klubowe;
darmowy wstęp do Muzeum FC Barcelona;
prawo brania udziału w Zgromadzeniu Ogólnym[2];
możliwość bycia wylosowanym[3] do Zgromadzenia Delegatów, do którego dołączanych jest 637 socios mających najdłuższy staż;
czynne prawo wyborcze w co czteroletnich wyborach na prezydenta klubu;
bierne prawo wyborcze w co czteroletnich wyborach na prezydenta klubu[4] i do zarządu klubu;
decydowanie o rodzajach wspieranej z części składek działalności społecznej.
Jak najbardziej rozumiem takie stanowisko. Transparentność klubu wobec wszystkich kibiców to krok w dobrym kierunku. Co do nie jestem zainteresowany tak jak pisałem ok tylko w takim razie po co my na temat ruchu kibicowskiego i związanych z tym problemów rozmawiamy? zostawmy te tematy w diabły . Klubu to nie interesuje to i nas nie powinno, oddamy klub co de fakto następuje i zajmijmy się curlingiem
Ja się nie irytuje bo jak mogłeś przeczytać obiekcji mam dużo i jedyne rozsądne rozwiązanie widzę po przez klub. To było szczere pytanie czy jest sens nawet o tym pisać i dyskutować jeśli sam klub ma to gdzieś.
Jak pamiętasz sam chyba jako pierwszy nazwałem te nasze dysputy pitoleniem i prawda jest na dziś taka że dalej tylko pitolimy.
edit
Marzenia marzeniami a życie życiem. Za pięć stów to sam bym z dwóm ludziom chętnie dał plaskacza w buzke .u
Ja jednak zmiany na lepsze widzę póki co w trochę innym działaniu. Nie będe ukrywał, że sporą rolę w tym odgrywać może taka strona jak czarna elka. Jest to jedno z niewielu znanych mi miejsc w sieci gdzie o ruchu kibicowski można popisać w innej narracji niż mamy chociażby na forum strony legionisci.com. Tutaj nie zostanie się wyśmianym czy zbanowanym za zadawanie trudnych pytań czy komentowanie wydarzeń w inny sposób niż peany na cześć racowisk albo patriotycznych opraw. Myślę, że po ostatnich kilku miesiącach wśród kibiców Legii na taką publicystykę jest zapotrzebowanie, zwłaszcza że wiodące legijne portale jakby nie zauważają, że jest spora grupa ludzi, którym wyczyny ruchu kibicowskiego nie pasują. Nie wiem jak to wygląda z liczbą odsłon czarnej-elki w ostatnim czasie ale zdziwiłbym się gdyby okazało się, iż jest ona podobna do tego co było chociażby do czasu poprzednich wakacji. Nie wierzę, że ludziom dalej chce się tkwić w miejscach gdzie każde racowisko jest gremialnie chwalone, a karami nikt się nie przejmuje tłumacząc to koniecznym dla "dobrej atmosfery" kosztem.
Zakładając, że liczba odwiedzających tę stronę stale rośnie, wierzę iż przekaz, który prezentuje większość autorów piszących na czarnej elce dociera do coraz szerszej grupy odbiorców. Dodatkowo jak dało się zauważyć Senator i Gawin zagościli na portalu sport.pl, co daje jeszcze szersze możliwości. Liczę iż dzięki internetowi coraz większa grupa ludzi będzie miała możliwość zapoznania się z inną narracją niż tą co mogą zobaczyć na wspomnianej już stronie legionisci.com czy usłyszeć z ust prezesa Leśnodorskiego. Zmiana myślenia i zasiewanie w ludziach wątpliwości, stawianie pytań, spowoduje że coraz więcej osób zacznie zadawać pytania i wywierać pośredni nacisk na dziennikarzy czy nawet na naszych włodarzy. O co mi chodzi? Chodźby o twittera. Ci co mają tam konto i śledzą osoby piszące o piłce wiedzą, że jak o kibicach napisze coś Rafał Stec, Stanowski albo ostatnio dziennikarz PS Wawrzynowski to zaraz pojawia się pro kibicowskie lobby które neguje, wyśmiewa i szydzi. Chodzi o to aby podobnie było w drugą stronę. Oczywiście bez jakiś niskich lotów żartów ale chodzi o to aby ludzie majacy dosyć "zajebistych opraw", które kosztują nas sporo pieniędzy zauważyli, że nie są w mniejszości. Nie należy zapominać, że swoje konta na twitterze mają nasi właściciele Dariusz Mioduski i Bogusław Leśnodorski. To bardzo dobry sposób aby pisać do nich swoje "żale" ale i pomysły. Nie ma wprawdzie gwarancji że będą je czytać ale jak będzie ich sporo to myślę, że zostanie to dostrzeżone.
Reasumując. Myślę, że na jakąś "organizację pikników" jest chyba za wcześnie ale wierzę, że dzięki osobom piszącym np. na czarnej elce i w innych miejscach w internecie, do coraz szerszej liczby osób zacznie docierać inny punkt widzenia na działność "grup kibicowskich". Jak ludzie zobaczą że myślących jak oni jest więcej to kto wie czy i włodarze Legii tego nie dostrzegą i nie zaczną trochę inaczej patrzeć na legijne trybuny. Należy też zakładać z dużym prawdopodobieństwem, że ruch kibicowski będzie co jakiś czas dawał kolejne powody do krytyki, więc być może w końcu coś się z tego wykluje.
Serdeczne dzięki za ten wpis bo właśnie miałem pocieszać Senatora że wbrew pozorom siła słowa jest potężnym narzędziem. Nawet Niemen o tym śpiewał w "Dziwny jest ten świat", co prawda w innym kontekście ale jednak.
@Senator
Tak więc głowa do góry Senatorze. Jeśli klub uzna że to nie jest to a my uznamy że klub potrzebuje leczenia klimatycznego i czasu na odrobaczenie to pamiętaj właśnie o sile słowa i o pitoleniu. Przypomnij sobie też komunę
Też dziękuje bo takie słowa dodają sił i nie będziemy ukrywać że cel edukacyjny strony jest nam bliski. Wierz
jednak że wolelibyśmy rozmawiać o drużynie stylu wynikach niż zajmować się sprawami tak dla klubu ciężkimi. Ostatnio rzeczywiście nie czuję się najlepiej bo zawsze staram się być proklubowy, dziś zastanawiam się czy nie działam tak że postrzegany jestem odwrotnie co oczywiście samopoczucia nie poprawia.
@Walles
W tej piosence Niemena są słowa które dają dużo Większą nadzieję - lecz ludzi dobrej woli jest więcej .
Jeszcze chyba tak.
A teraz zakładać oficjalne konta C-L na fejsach, twitterach i innych cudach,
spamujciezachęcajcie linkami do swoich artykułów, reklamujcie stronę i to będzie kolejny duży krok. Jak coś jest dobre to nie ma najmniejszego powodu dla którego nie należałoby się tym chwalić@Senatorze
To oczywiste, że lepiej pisać o rzeczach mniej ciężkich niż zadymy i kary dla klubu ale "taki mamy klimat"
"Marzenia"
Marzy mi się, aby przykładem trybun w innych krajach, na naszym stadionie jednym rytmem biło ponad 30 tyć serc.
Abym mógł usłyszeć jęk zawodu, kiedy nasi piłkarze nie wykorzystają dogodnej sytuacji, abym usłyszał gwizdy, kiedy przeciwnik rusza z piłką na naszą bramkę, buczenie po każdej pomyłce sędziego, oklaski po kolejnej dobrej akcji naszej drużyny i wreszcie abyśmy wspólnie wpadali w stan euforii po każdej strzelonej bramce
"Życie"
Abym nie musiał wysłuchiwać wpadającego w samozachwyt i samouwielbienie zapiewajły, który swój "show" rozpoczyna słowami "śpiewać k....aaaa !"
Abym nie musiał wysłuchiwać kto jest największą k.....ą, a kto jest j....y.
Abym nie musiał wysłuchiwać pozdrowień do zakładów penitencjarnych.
Abym nie musiał wysłuchiwać kogo to Legia nakarmi, a kogo w.....cha.
Do tego nie potrzeba kolejnych stowarzyszeń czy innych "tworów"
Wystarczy dobre wychowanie i konsekwencja w działaniu.
Poza tym to ja też uważam, że fajnie,że jest takie miejsce jak C-L.
Organizacja która zrzesza kibiców zakochanych w swojej drużynie to fanklub. Tyle, że ja też zwolennikiem fanklubów nie jestem. Gdyby klubowi jako takiemu zależało na głosie swoich kibiców miałby komórkę odpowiedzialną za kontakty z takowymi. Walles już wspomniał o ewentualnych spotkaniach, czy gotowości kontaktu z każdym zainteresowanym (przez osobę decyzyjną a nie klubowe popychadło). Nawet jeśli nie osobistej (to oczywiście nie jest możliwe) ale przynajmniej elektronicznej, za pomocą emaila, czy innego z ogólnodostępnych środków komunikacji masowej, skocznościowej, czy jak to się teraz nazywa. Masz pomysł, ideę, zgłaszasz ją do klubu. Ten ją rozpatruje i przejmuje, oddając do realizacji lub nie. To jest norma, absolutnie nie potrzeba do tego żadnej specjalnych organizacji.
Szczególnie, że takowa już jest i czy tego chcemy czy nie, reprezentuje nas wszystkich. Jak tam czujecie się reprezentowani? - zapytam nieco złośliwie. Ja ten przykład poczułem „siłę” tej reprezentacji, gdy to „los” (tak to umownie nazwijmy) zetknął mnie i moich reprezentantów (lub jak ktoś woli, reprezentantów tychże reprezentantów) na jednej trybunie. Niemniej jednak chciałbym być dobrze zrozumiany, mnie taka, a nie inna sytuacja absolutnie nie dziwi. Sorry panowie, ale prawda jest taka, że jak krystaliczna by owa organizacja nie była, zawsze będzie reprezentowała tylko i wyłącznie własne potrzeby i wizje (ewentualnie wizje swoich członków). A co za tym idzie, zawsze będzie ktoś, kto nie będzie reprezentowany. Ktoś, kto znajdzie się dokładnie w takim samym położeniu jak my. A chyba nie o to chodzi.
No tak tylko co z tym zrobić?
Rozwiązanie podał Moros, po prostu pisać, otwarcie, świadomie. Siła słowa jest wielka, potrzebna jest tylko wiedza, że takich myślących podobnie jest znacznie więcej. Jak napisał Senator w zasadzie cała trybuna Kazimierza Deyny ma własną wizję swojej bytności na stadionie. Są to jednak wizje odosobnione, wyizolowane, zupełnie nieświadome własnej masy. Jak to ktoś złośliwie, ale całkiem trafnie nazwał - lemingi, które nie potrafią przeciwstawić się ogólnemu trendowi. Wszyscy skaczą myśląc sobie - cholera, ale ja przecież nie chcę skakać. Nie chcesz? To nie skacz! Tych „nie chcących” jest całe mnóstwo. Możliwym jest, że przy odrobinie świadomości przestałaby skakać* cała trybuna.
( * skakanie jest metaforą, proszę nie przywiązywać do niego znaczącej wagi)
Powtarzam, aby było normalnie nie potrzeba żadnej organizacji, po prostu, musi być… normalnie.
Tylko, że tego muszą chcieć wszyscy zainteresowani, z klubem, a właściwie z jego władzami, na czele. Niestety jak na razie fakty wyraźnie wskazują na to, że w obecnej chwili powołanie jakiejkolwiek organizacji niczego nie zmieni.
Ale tutaj dodam od siebie kilka groszy - z całym szacunkiem, ale czy osoby się tu wypowiadające (poza mortem oczywiście) naprawdę myślą, że samym pisaniem są w stanie zmienić rzeczywistość? Gdyby sprawa była taka oczywista, to pan Stec już dawną miałby swoją własną lożę honorową na Legii i uprawiał swoją wersję „divide et impera” w każdym weekendowym wydaniu Wyborczej.
Napiszmy to szczerze – wszelkie teksty o zmianie rzeczywistości z perspektywy klawiatury komputerowej są niedorzeczne. Są wyłącznie sposobem na wylanie żalu, taką swoistą formą terapii, która jednak na rzeczywistość nie ma żadnego przełożenia. Najmniejszego. Bo żeby coś zmienić, trzeba zwyczajnie zakasać rękawy i poświęcić swój czas, energię, spokój rodzinny, często pieniądze. Czyli robić to, co robią fanatycy na co dzień (więcej, fanatycy dokładają do tego stygmatyzowanie na każdym kroku i często problemy z prawem). A nie wysmażyć inteligentny tekst w godzinach pracy, po czym zajrzeć jeszcze na „forumkę” wieczorem w celu sczytania pochlebstw bądź odgryzienia się adwersarzowi.
Naprawdę wierzycie, że nawet założenie stowarzyszenia, które i tak z czasem ograniczyłoby swoją działalność do wystosowywania pism protestu po kolejnym racowisku, byłoby w stanie zmienić obraz czy to Legii, czy tym bardziej polskiej piłki? W skrócie – nie ma na to szans.
Dlaczego? Bo oglądanie polskiej klepanej to wariactwo. I w wykonaniu fanatyków i w wykonaniu pozostałych kibiców. Paradoksalnie to nas łączy, bo w czasach C+, ligi angielskiej, niemieckiej czy hiszpańskiej w HD, przeciętny polski zjadacz chleba przełączy mecz Ekstraklasy po kilku minutach kopaniny, żeby obejrzeć „prawdziwe igrzyska” w Dortmundzie czy Madrycie. A dopóki poziom polskiej piłki będzie tak żenujący jak jest obecnie, to żadne restrykcyjne prawo, żaden aparat represji, żadna nagonka medialna, a już tym bardziej żadna strona internetowa czy „konkurencyjne” stowarzyszenie nie zmieni tego, że na trybunach będą rządzić fanatycy. Bo w czasach rozdymanej konsumpcji, przy dużej ilości alternatywnych (i mniej kosztownych) form rozrywek, stadiony w Polsce zapełnią wyłącznie wariacji, w dużej części będący jednocześnie fanatykami.
To, że jeden człowiek w czasie urlopu ucieka tam gdzie nie spotka nikogo, a drugi wprost przeciwnie, nie wypocznie inaczej jak w wielkim kurorcie z mnóstwem ludzi, to norma. Tak samo, czyli naturalnie jest z potrzebą przynależności, jedni chcą, drudzy nie.
W społeczeństwach o ugruntowanej demokracji i wykształconych mocno postawach społecznych taka chęć do wspólnego działania jest dużo większa. Nie śmiejcie się, ale u nas najlepszym przykładem jest Polska wieś. Koła gospodyń wiejskich, czy ochotnicze straże pożarne to najlepsze przykłady, że ludzie wiedzą, razem można więcej. Przecież nie jest tak, że wszyscy należą, nie nie wszyscy, korzystają wszyscy i o to chodzi. SKLW to związek zawodowy, ponieważ reprezentuje tylko wybraną część kibiców, owszem od czasu, do czasu skorzystają wszyscy (Pomnik Deyny), więc jego rola nie jest taka jak być powinna.
Potrzebę zrzeszań kibiców dostrzegli Niemcy, którzy narzucili klubom takie organizacje. Jak na tym wyszli nie trzeba pisać. Bundesliga to obecnie bardzo dochodowy biznes. Czy taka organizacja jest elementem edukacji kibica? Dla mnie oczywista oczywistość, jest. I o to też a może przede wszystkim chodzi.
Wielkie brawa przy otwartej kurtynie. Ja bym gdzieś wrzucił w internecie całą dyskusję z arczim. Tak na dobry początek. Może trochę wypadałoby, aby urka się z lekka ocenzurował
Podpisuję się pod ostatnim postem Zbyszka. Wiem, że kilku z Was ma konto na Twitterze, ale jakoś nie widzę, żebyście nagłaśniali tam tę, skądinąd ciekawą dyskusję. Jeśli tak ma wyglądać Wasze "branie spraw w swoje ręce", to nie wróżę sukcesu