A+ A A-

Być jak Marek Saganowski

Marek Saganowski znów gra i znów strzela bramki dla Legii. Filmowa historia Sagana zdominowała komentarze po sobotnim meczu na Łazienkowskiej. Doświadczony napastnik, brutalnie sfaulowany przez Jakuba Tosika w jesiennym meczu z Jagiellonią Białystok, zdołał kolejny raz pozbierać się, wrócić do składu i zaznaczyć swój powrót golem.

Powrót Marka Saganowskiego jest wydarzeniem o charakterze symbolicznym. Pokazuje jak wiele można osiągnąć ciężką pracą, zaangażowaniem i wiarę w sens podejmowanego wysiłku. Tworzy uwielbianą przez kibiców i media historię z wyrazistą narracją pełną upadków i wzlotów.

Sobotnia bramka na 2:0 nie była rzecz jasna niezbędna, żeby naszkicować opowieść o uporze napastnika, który doznając poważnej kontuzji w wieku 35 lat lat, nie poddał się, nie zawiesił butów na kołku, wrócił do sportu na wysokim poziomie - ale pięknie tę opowieść spuentowała.

Takie wzmacniające puenty mają swój urok. Dziewiętnaście lat temu do Legii wrócił Dariusz Dziekanowski, idol kibiców z Łazienkowskiej z końca lat osiemdziesiątych. Powrót był krótki i nieszczególnie owocny, ale okraszony bramką w pierwszym meczu rozegranym w barwach Legii po powrocie (5:0 z Zawiszą Bydgoszcz we wrześniu 1993 roku), chyba nawet w pierwszym kontakcie z piłką Dziekanowskiego w tym meczu. Gdyby nie tamta bramka, być może nie warto byłoby pamiętać o drugim epizodzie 'Dziekana' w Legii, bo i po co? Z kolei niespełna piętnaście lat temu na Łazienkowską przyjechał Stomil Olsztyn, w barwach którego występował wówczas Cezary Kucharski. Kucharski zdążył ledwo co opuścić Legię po dwóch niepełnych sezonach rozegranych po powrocie ze Sportingu Gijon. Niech się Hollywood schowa, Kucharski strzelił w tym meczu bramkę, bramkę samobójczą, na 1:0 dla Legii. On napastnik, wbił samobója niefortunnie interweniując po stałym fragmencie gry. Piękny bon mot idealnie wpisujący się w nieustannie skomplikowane relacje na linii Cezary Kucharski – Legia.

Sobotni epizod z Markiem Saganowskim w roli główniej dołączył do listy wydarzeń, które będą latami wspominane i pielęgnowane przez kibiców Legii. Owacja towarzyszyła Saganowskiemu już  kiedy podchodził do strefy zmian. Pięć minut, tyle czasu otrzymał Sagan, przez te pięć minut mógł nawet nie dotknąć piłki. A jednak znalazł się pod bramką Wojciecha Kaczmarka, otrzymał dobre podanie od Michała Żyro i z entuzjazmem kropnął skórę do siatki, by za chwilę spontanicznie cieszyć się z kibicami i kolegami z drużyny. Piękna chwila.

Trochę tylko szkoda, że powrót Saganowskiego trzeba postrzegać jako wydarzenie, jak rzekłem wyżej, przede wszystkim symboliczne. Czy również sportowe? Cóż, tego zapewne chciałby sam Marek, który bez wątpienia nie zgodzi się na los maskotki, którą trybuny fetują, ale na którą nie liczy się poważnie w perspektywie walki o mistrzostwo kraju czy awans do Ligi Mistrzów.

Jak będą układały się losy Sagana, którego kontrakt z Legią będzie obowiązywał również w przyszłym sezonie, w tym momencie przewidzieć nie sposób. Marka Saganowskiego lekceważyć jednak nie wypada. Już kiedy wracał do Legii latem 2012 roku, wydawało się, że będzie jedynie rezerwowym. Nic podobnego, do momentu feralnej choroby i diagnozy wskazującej na problemy kardiologiczne, grał w każdym ligowym i pucharowym meczu. Jego los wydawał się przypieczętowany po zimowej ofensywie transferowej Legii w poprzednim sezonie, dzięki której na Łazienkowską zawitał Wladimer Dwaliszwili. A jednak to Sagan rychło znów stał się pierwszym wyborem Jana Urbana i to on miał wprowadzić Legię do Ligi Mistrzów w meczach ze Steauą Bukareszt (w których niestety zagrał, nie oszukujmy się, słabo).

Dziś atak Legii stanowią Miro Radović i Ondrej Duda, a na wakat na pozycji 'dziewiątki' czyhają rzeczony Dwaliszwili i sprowadzony za ciężkie pieniądze Orlando Sa. Saganowski jest teoretycznie ustawiony dopiero w trzecim rzędzie, ale.. patrz wyżej. Nie zdziwiłbym się, gdyby kolejny trener zaczął coraz częściej doceniać boiskowe zaangażowanie i waleczność Sagana.

Dyskusja (11)
1wtorek, 29, kwiecień 2014 18:06
Dzynek
Ten thriller z M. Saganowskim słusznie należy zredukować do filmu obyczajowegoSmile Kibice nagle stworzyli w swoich umysłach niezwyciężonego bohatera, który trafiony kulą w brzuch, mówi, że to draśnięcie, wstaje i rozwala wszystko co się rusza. Zaraz będziemy uważali, że normalnością powinno być strzelanie przez niego bramek co mecz oraz gra w reprezentacji. Może i tak być, ale zapominamy o rzeczywistym świecie.

Gloryfikowanie jednego kontaktu z piłką uwieńczonego zdobyciem bramki, choć wzruszające wydaje się aż nadto przesadzone. To była tylko jedna bramka z dostawienia nogi. Z tego krótkiego występu nie wiemy, czy wrócił do gry na chociaż przyzwoitym poziomie. Co z szybkością, zwrotnością, z współpracą z partnerami? A przecież gra Legii się zmienia. Jest bezpośrednia, szybsza, wymagająca końskiego zdrowia. Nawet nie wiemy, na ile jest lepszy od konkurentów. Moje obiekcje z momentu odniesienia kontuzji wcale nie zmieniły się, a nawet uległy wzmocnieniu. Przypomnę co pisałem po odniesieniu kontuzji:

" W tej sytuacji uważam, że Sagan wiosną nie będzie już odgrywał tak znaczącej roli jak dotychczas. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie wróci już do odpowiedniej dyspozycji. A to głównie dlatego, że minie go zimowy okres przygotowawczy i braki kondycyjne będzie nadrabiał w trakcie sezonu. Już teraz miał problemy wygrywać pojedynki biegowe z obrońcami to tym trudniej będzie po takiej kontuzji i tak długiej przerwie. I pewnych praw wieku już nie przeskoczy. Miną go także pierwsze wiosenne mecze, w których trener będzie wprowadzał do gry innych zawodników, z którymi pracował w czasie przerwy w rozgrywkach. W hierarchii napastników będzie na szarym końcu. Intrygujące jest jednak to, że Sagan się nie podda i będzie walczył o powrót do gry. Nie da spać spokojnie konkurentom. Sam proces powrotu będzie ciekawy".

M. Saganowski powoli zmierza ku zachodowi. Ciało sfatygowane i naprawiane wiele razy jest mniej zdolne do sprostania współczesnej dynamicznej grze. Na razie sytuacja sprzyja M. Saganowskiemu. Wobec problemów zdrowotnych konkurentów jest pierwszym do wejścia z ławki w linię ataku. Jak wykorzysta te swoje pięć minut to dostanie kolejne piłkarskie życie. Który to już raz? A niech mu się znowu udaSmile Zapewne nie na stałe i nie na długo, ale chociaż będziemy świadkami tworzenia się historii Legii. Jestem pewien, że kiedyś ktoś napisze książkę o Marku Saganowskim.
2wtorek, 29, kwiecień 2014 19:18
s3p
"Gloryfikowanie jednego kontaktu z piłką uwieńczonego zdobyciem bramki, choć wzruszające wydaje się aż nadto przesadzone. To była tylko jedna bramka z dostawienia nogi. Z tego krótkiego występu nie wiemy, czy wrócił do gry na chociaż przyzwoitym poziomie. Co z szybkością, zwrotnością, z współpracą z partnerami? "

Kolego, on tam się nie znalazł przypadkiem. Gruzin by nawet nie podszedł pod bramkę, nie wyszedł na pozycję.
To trzeba umieć, to trzeba czuć i chcieć się znaleźć w takiej sytuacji.
To potrafił Włodarczyk (pomijając jego skuteczność), Frankowski, to potrafi Saganowski. I tu szybkość nie jest potrzebna, bo wystarcza spryt.
Co nam po szybkości Ojamy? Gdzie u niego współpraca z partnerami?
3wtorek, 29, kwiecień 2014 19:41
Dzynek
Same czucie i chęci to za mało do gry na wysokim poziomie.

Skoro jeden zawodnik nie umie korzystać z szybkości to nie znaczy, że mam jej nie wymagać od innych, szczególnie od zawodników na pozycji, gdzie często kluczowe dla powodzenia akcji jest dopadnięcie piłki przed obrońcą.
4środa, 30, kwiecień 2014 00:15
Bemek
Chcemy być szanowani - szanujmy swoje symbole.
"Symbole narodowe stanowią o tożsamości państwa, narodu oraz obywateli.
Są wyrazem czci, szacunku i wartości narodowych, ich dzieje to także część historii
państwa. Są również wyrazem patriotyzmu i oddania sprawie najwyższej, jaką jest
Ojczyzna"

właśnie dlatego powrót Marka Saganowskiego nie będzie dla mnie serialem obyczajowym. Legia jako lokalny patriotyzm i moja mała ojczyzna potrzebuje takich wydarzeń i takich symboli.
Przemilczę temat na temat kto w takiej sytuacji by strzelił czy nie strzelił jest to oczywista oczywistość Wink
5środa, 30, kwiecień 2014 11:16
Monrooe
@ Dzynek

- "Gloryfikowanie jednego kontaktu z piłką uwieńczonego zdobyciem bramki, choć wzruszające wydaje się aż nadto przesadzone. "

Zdecydowanie masz rację, a jednak... Umniejszanie tegoż kontaktu, a raczej wszystkich jego okoliczności też wydaje mi się nie na miejscu. Świetnie obrazuje to mecz z Zawiszą, w którym Sagan strzelił 'swoje' i w zasadzie tyle. Wyszedł idealnie do piłki, tam gdzie ona zgodnie ze wszelkimi prawidłami powinna zostać zagrana i trafił do siatki. Taką samą sytuację, w tym samym meczu miał, a raczej powinien mieć Miro Radović, po podaniu (z tej samej kępy trawy?) Ondreja Dudy. Niestety Radko nie wyszedł do tego zagrania, 'schował' się za rywalami w środku pola karnego i tylko patrzył jak piłka pada łupem brakarza rywali. Taka sama sytuacja, a reakcje atakującego zgoła inne, inny, co oczywiste też efekt końcowy. Dlatego też mając na uwadze oczywiste mankamenty Marka Saganowskiego doceniam jedną wielką zaletę (poza serduchem i walecznością) - instynkt strzelecki. Mając takiego gościa zupełnie inaczej finalizujesz swoje akcje, nawet jeśli ten facet nie bardzo potrafi coś poza tym. Stanko Svitlica nie był wirtuozem piłki, ja bym rzekł, że był słaby, ale miał to coś, co powinien mieć każdy klasowy napastnik. Coś dzięki czemu, jedna akcja zespołu pozwalała wygrać nienalepianej układające się spotkanie. Marek też to ma i za to należą mu się brawa na stojąco. I te słusznie dostał.
6środa, 30, kwiecień 2014 12:39
gawin76
@ Dzynek

Kolega, widzę, pragmatyk do bólu Wink

@ Bemek

Przemilczę temat na temat kto w takiej sytuacji by strzelił czy nie strzelił

Hehe, nawet pisząc ten krótki tekścik zastanawiałem się, czy nie nawiązać do Lado, który w podobnej sytuacji zapewne uparłby się, żeby piłkę plasować, a ta może wpadłaby do siatki, a może stanęłaby mu pod stopą, ale uznałem że byłaby to nieuzasadniona złośliwość Very Happy

W każdym razie takich radosnych, 'rozładowujących' kropnięć piłki do siatki w łatwej sytuacji jakoś brakuje mi u Dwaliszwilego (wiem, argumentacja z gatunku surrealizmu), Sagan widzi mi się bardziej naturalny w swoich reakcjach.

Trochę szkoda, że ten nasz symboliczny Sagan to jednak legionista z importu, nawet nie porwany za młodu, tylko skaperowany w kwiecie wieku. Ale wiadomo, teraz o kariery w starym stylu będzie już tylko ciężej.
7środa, 30, kwiecień 2014 12:59
Senator
@Dzynek
Również uważam, że tym razem Twój rzeczowy i uporządkowany odbiór świata nie do końca tu pasuje. Magia dla której przychodzi się na stadiony miała miejsce w tej danej chwili i dla mnie mało ważne czy Sagan jeszcze zagra, strzeli 5- 15 bramek. Nie w tych kategoriach to co stało się w sobotę rozpatruje. Sagan po ciężkiej kontuzji po raz który po walce wraca na boisko. Kibice czekają, entuzjastycznie witają, zaczynają śpiewać Sagan gol i staje się, pierwszy kontakt i bramka. Magia? cud? oczywiście tak i to jest piękne, a nie to czy jest szybki wolny itp.
8środa, 30, kwiecień 2014 14:34
Dzynek
@Benek
Oczywiście takie symbole należy pielęgnować. Tu i teraz mamy tę chwilę uniesienia, którą zapamiętamy na długo.

@Monrooe
Absolutnie nie chciałem Markowi umniejszać, a niestety chyba tak wyszłoSad. Niechcący. Starałem się całą sytuację sprowadzić do realnych rozmiarów.
Okoliczności, które opisałem są rzeczywiste. Jak inaczej opisać w jaki sposób zdobył bramkę? Oczywiście cenię tę umiejętność znalezienia się przed bramkarzem, tylko traktuję to jako naturalna i niezbędna umiejętność zawodnika występującego na szpicy. Szczególnie przy grze jednym napastnikiem. Rado tego oczywiście nie ma, bo całe życie nabierał nawyków gry na innej pozycji.
Dziś się cieszymy z takich drobiazgów, a jutro trzeba już patrzeć do przodu. Trzeba skupić się nad czekającymi zadaniami do wykonania. A przed nami rywalizacja o europejskie puchary i tam taki zawodnik jak Sagan zostaje błyskawicznie zneutralizowany. Trzeba o tym mówić, bo nagle rosnące oczekiwania szybko przerodzą się w niepotrzebny zawód i frustrację. Nakładamy komuś na barki ciężar, do którego nie jest predysponowany.

@Gawin
Inni też mi tak mówią dodając kilka przekleństwSmile

@Senator
Nie odbieram nikomu własnego postrzegania sytuacji.
Przedstawiam swoją interpretację w wymiarze czysto piłkarskim. Chcemy LM, więc musimy sobie zadawać pytania czy Marek Saganowski z obecnymi zaletami i ograniczeniami pomoże w awansie.
I od razu sobie przypominam mecze ze Steauą. To są już za wysokie progi.

Na dziś cieszymy się z jego bramek, chwalimy za niezapomniane wrażenia, ale zdawajmy też sobie sprawę, że nie możemy na nim budować ataku na LM, na przyszły ligowy sezon. Powoli musimy modyfikować hierarchię. Jeśli dzisiaj M. Saganowski jest pierwszym wyborem wśród napastników, to nie znaczy, że nagle nabył energii i umiejętności jak Flasch Gordon, lecz to oznacza problem z innymi napastnikami i generalnie z formacją ataku.
9środa, 30, kwiecień 2014 14:42
Senator
@Dzynek
Ok ja to wszystko rozumiem i się zgadzam pisaliśmy o tym zresztą wtedy kiedy był zdrowy. Mi chodzi o moment. ten wybrałeś źle, w tym akurat momencie twoje opinie (trafne) są najmniej istotne. Rozgrywało się zupełnie co innego niż zwykły piłkarski kawałek meczu. Byliśmy świadkiem historii która zapisze się na stronach Legii i to w tym meczu było najistotniejsze.
10środa, 30, kwiecień 2014 15:14
Czasami odnoszę wrażenie, ze tu nad Wisłą po 1986 wymyślono nową dyscyplinę sportu pod podobnie brzmiącą nazwą "piłka nożna"
Wczorajszego wieczora moja uwaga skupiona jednak była na innej dyscyplinie, w której Bayern Monachium na własnym stadionie został upokorzony przez Real Madryt. Z podziwem patrzyłem na 4 piękne strzelone gole, ale żaden z nich nie wyzwolił we mnie tylu emocji i pozytywnych wzruszeń, ile bramka zdobyta przez Marka Saganowskiego.
Mam to gdzieś czy Sagan wprowadzi nas do LM (sam z pewnością tego nie dokona) Mam to gdzieś ile ma lat i jak długo jeszcze pogra w piłkę (mam nadzieję, że długo). Tyle spontanicznej radości, ile Sagan strzelając w sobotę gola ostatnio dał mi Janek Gol w Moskwie.
Dla takich chwil przychodzę na stadion i kibicuję dyscyplinie, w której tylko nieliczni grają gorzej od nas.
11środa, 30, kwiecień 2014 16:14
CTP
To, niestety, chyba był jeden z ostatnich meczów Sagana i nie dlatego, że ma już swoje lata, tylko dlatego, że brakuje go w koncepcji Berga. Jeśli trener na treningach decyduje się na wystawienie Pinto na prawej stronie (który tam nigdy nie grał)zamiast Radovica, który ma na koncie dobrych kilkadziesiąt meczów na prawej pomocy, to dla mnie to oznacza, że w ustawieniu Berga nie ma miejsca dla "dziewiątki".
Oznacza to również, że mecze Legii pewnie będą w dalszym ciągu tak samo ciężkostrawne jak ten z Piastem, z Lechem, czy nawet ten ostatni.
Brak takich piłkarzy jak Sagan skończy się pewnie niezłym tąpnięciem w klubowych finansach, bo w pucharach ja, obserwując styl gry, Legii w ogóle nie widzę a kibice też raczej nie będą szturmować bram stadionu, żeby sobie przez godzinę poziewać z nudów.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1