- Kategoria: Trybuna komentatorów
- a-c10
Bo zupa była za słona
Czytam sobie, Panowie, Waszą dyskusje pod tekstem informującym o skandalicznej decyzji UEFA’y, de facto wykluczającej Legię z gry o Ligę Mistrzów. Czytam inne fora, przysłuchuję się radiowym dyskusjom i… I jak żywy staje mi przed oczyma następujący obrazek: on wstaje od stołu i na odlew uderza ją w twarz. Po chwili poprawia kolanem w żebra, a na koniec, tak dla pewności, łupie jej głową o ścianę.
A ona? Ona przełyka krew, łzy i werbalne poniżenie i obiecuje sobie, że następnym razem to już na pewno będzie pamiętać. Już nigdy przenigdy nie pozwoli sobie zapomnieć. Już zawsze i na zawsze wyryje sobie pod czaszką żeby… Żeby nie dosypywać kminku do pomidorowej. Bo przecież tyle razy tak jej nakazywał. Żeby piwo podawać mu nie do prawej, a lewej (le-wej-kur-wa!!!) ręki. Bo przecież tyle razy tak jej nakazywał. No i jeszcze że on pali Marlboro, nie Camele (w dupę se wsadź to wielbłądzie gówno!). I jeszcze, i jeszcze, i jeszcze. Bo przecież tyle razy tak jej nakazywał.
Tak, zupa była za słona. Znaczy był w niej ten, no, kminek. Odrobinka. Wpadła przypadkiem, przez niedopatrzenie, a przede wszystkim… już po obiedzie, do resztek zupy pływających w pozostawionym talerzu. W momencie, gdy Bartosz Bereszyński wkroczył na edynburską murawę, do końca spotkania pozostawało kilka minut, a Celtic potrzebował do awansu sześciu bramek. Nawet gdyby Legioniści pokotem położyli się na trawie i rozpoczęli gremialne trałkowanie, nic by to Celtom nie dało. Tak naprawdę dwumecz zakończył się dobrą godzinę wcześniej, po pierwszej tego wieczoru bramce dla ekipy przyjezdnej. To już nawet nie były dożynki, bardziej właśnie sprzątanie garów. Dziękujemy. Smaczne było. Polecamy się na przyszłość. I tyle.
I tak, prawo musi być. Dla przykładu, w „obrazkowej” rodzinie prawo stanowi mąż. Mówił jej tyle razu, żeby tego pieprzonego kminku nie sypała? Mówił, że browar pije lewą, nie prawą ręką, bo prawą obsługuje pilota?! Mówił, że nienawidzi Cameli?! Mówił, kurwa!?!
Żeby było zabawniej, jeszcze w latach dwudziestych poprzedniego stulecia tam, gdzie którym rozegrano wiadomy mecz, istniało prawo (!) sankcjonujące grubość kija, którym mężowi wolno „upominać” żonę i nakłaniać ją do respektowania domowych zasad. Nie świadczy to jednak ani trochę o prawdziwości słów kol. KAMa: A jeśli chodzi o procedury to na nich opiera się sukces cywilizacyjny świata zachodniego. Ponieważ większość uznała że istnieje mniejszość która lepiej widzi i rozumie rzeczywistość w której żyją to pozwoliła tym mądrzejszym sobą kierować zgodnie z ich (lepszym) rozumieniem spraw. Przepraszam za tak długi cytat. Szczerze powiedziawszy kompletnie nie wiedziałem jak go pociąć. Gdybym chciał usunąć absurd, zostałoby, no… nic by nie zostało. Jeślibym natomiast zechciał wyciąć wszystko poza absurdem, cóż, sami wiecie.
Nie, sukces cywilizacyjny świata zachodniego nie opiera się na procedurach. Jest dokładnie odwrotnie. Ówże sukces nigdy by się nie zrodził, gdyby świat zachodni chciał podążać za procedurami. Gdyby nie przyjął, iż common law (prawo oparte o obyczaj i ogólnie przyjętą moralność) stoi ponad statutory law (prawem stanowionym). Dlatego też np. procedura wymierzania żonie sprawiedliwości przez męża (pamiętać należy: kijem nie grubszym od kciuka!) została porzucona. Co, jak mniemam, cieszy wiele brytyjskich małżonek.
Jasne, wina Legii nie podlega żadnej wątpliwości, jest proven beyond any reasonable doubt. I każdy sąd w świecie zachodnim by to przyznał. Jednocześnie formułując wyrok wziąłby pod uwagę znikomą (żadną?) szkodliwość społeczną i najprawdopodobniej skończyłoby się na grzywnie popartej pogrożeniem paluchem.
Niestety, UEFA nie osądziła Legii po zachodniemu. Poszła raczej śladem Wyszyńskiego. Ale nie kardynała Stefana (co dawałoby nadzieję na miłosierdzie), a prokuratora Andrieja. Ów czołowy teoretyk (i praktyk jak najbardziej też) radzieckiego systemu prawnego gotów był znaleźć paragraf na dowolnego człowieka. Przekonywał również, iż prawo musi odzwierciedlać wolę klasy panującej, popartej siłą. Kubek w kubek jak z tą „mądrą” mniejszością kierującą większością w „zachodnim” świecie. Przyznać trzeba, że kol. KAM uczy się od wybitnych postaci.
Mnie jednak, przyznam szczerze, bardziej od poglądów Andrieja Januariewicza pasuje doktryna autorstwa Gustava Radbrucha. Ten wspaniały syn niemieckiej ziemi (skąd na zachód jakby nieco bliżej, niźli z Sawieckiego Sajuza), szanowany filozof i uniwersytecki profesor prawa utrzymywał, że lex iniustissima non est lex. O, ładna łacińska sentencyjka, można sobie ego podrasować, prawda? Nie no, spokojnie, specjaliści od duralekssedleksów. Nie musicie lądować w słownikach. Radbruchowi szło o to, iż – dosłownie – prawo niesprawiedliwe nie jest prawem. I bardzo dobrze, że tak to sobie wykoncypował. Ktoś musiał. Inaczej bowiem nadal przypuszczalnie obowiązywałby pozytywizm prawniczy, pogląd głoszący iż – hehe – dura lex, sed lex. A skoro lex, to należy go przestrzegać i basta. Nie ma sensu mieć pretensji do męża okładającego żonę, bo jest w prawie. Nie warto sądzić zwyrodnialców z nazistowskich obozów śmierci, bo przecież wykonywali jedynie swoje prawem określone obowiązki.
Jak, jak? A nie, proszę mi tu z żadnym prawem Godwina nie wyskakiwać. Gdyby nie Radbruch i jego formuła, całej masie hitlerowskich degeneratów uszłyby na sucho wszystkie ich zbrodnie. To nie jest chwyt retoryczny, tylko prosty fakt. A dlaczego akurat teraz o nim piszę? Cóż, skorupa wierzeń duraleksowców jest naprawdę twarda, twardsza chyba nawet, niż popularne przed laty brązowawe naczynia. Do jej skruszenia potrzeba nielichego młotka. Może świadomość, kogo popierają, chociaż trochę ją zarysuje.
Prawo męża do okładania żony kijem, stanowione w dawnej Anglii (i niestety w wielu współczesnych polskich rodzinach), godziło w naturalne prawo każdego człowieka do poszanowania jego godności i cielesnej integralności. Stanowione w III Rzeszy prawo do eksterminacji nie-Aryjczyków godziło w naturalne prawo do samostanowienia narodów. Przepisy UEFA – a raczej ten konkretny przepis, bezdusznie wykorzystany przeciw Legii – godzi w naturalne prawo sportowej rywalizacji. Bo w sportowej rywalizacji to jest tak, że my się staramy i oni się starają. My podejmujemy wszelkie dozwolone przepisami (sic) próby pokonania ich, oni robią dokładnie tak samo. A na koniec podajemy sobie ręce. Pokonany uznaje wyższość zwycięzcy, zwycięzca nie pastwi się nad pokonanym. Jasne, prawda?
Ani w zeszłą środę w Edynburgu, ani też tydzień wcześniej w Warszawie nie zaszło nic, co by powyższy schemat mogło zakłócić. Wejście Bartosza Bereszyńskiego nie miało na celu zwiększenia szans Legii na pokonanie Celtiku. To pokonanie się już – przypominam – dokonało. Musztarda po obiedzie, kminek dosypany do już zjedzonej zupy. Niestety, UEFA postanowiła wyprowadzić sportową rywalizację poza boisko, tam, gdzie nigdy nie powinna się znaleźć: na zielony stół i sądową ławę. Fair play dostało w pysk. Zaraz potem jeszcze w żebra, a na koniec panowie przepisowcy cisnęli nim o ścianę.
I to naprawdę nie jest wina nadmiaru soli. Ani kminku. Ani nawet pani kierownik.
* * *
I jeszcze jedno: ze zdaniem kol. Monrooe’a często się zgadzam. Znacznie częściej, niż nie. I może dlatego oczy mi się robią jak okrągła wieża w Kopenhadze, gdy czytam takie oto słowa: Jakże łatwo napisać frajerzy zza swojego biurka. O ludziach, którzy mają swoich przełożonych, którzy odpowiadają za klub. Za legendę, która podupadła tak mocno, że widmo bankructwa zagląda im w oczy. Ten walkower to dla nich dar niebios, szansa na ucieczkę spod stryczka. Jasne FairPlay, te sprawy, pięknie się o tym mówi i pisze, ale proza życia już dano przesłoniła wszelkie ideały. Ciężko gościowi w garniturze wytłumaczyć, że powinien przegrać z honorem i pójść na ścięcie.
Znów długi cytat. Oczywiście, nieporównywalnie mniej absurdalny od poprzedniego. W zasadzie wcale nie absurdalny. Bo… pewnie, że łatwo. Znaczy łatwo zza swojego biurka napisać „frajerzy”. Jeszcze łatwiej byłoby cisnąć nawet poważniejszym określeniem (o czym za chwilę). Rzeczy oczywiste już tak mają, że łatwo się o nich pisze.
Legenda, powiadasz? Ano właśnie. Legendy w sporcie nie buduje się jedynie, ani chyba nawet przede wszystkim poprzez wygrywanie. Wybacz bezpośredniość, ale powinieneś o tym wiedzieć. Było nie było kibicujesz legendarnemu klubowi, który owej legendarności nie nabawił się wygrywając jakiś tam meczyk (i to jeszcze przy zielonym stoliku). Ja też o tym wiem. Też kibicuję legendarnemu klubowi, który w swej historii zaliczył wiele upadków znacznie boleśniejszych, niźli porażka w III rundzie kwalifikacji LM. Różne rzeczy się z nami działy. Czasem wspaniałe, czasem jakby mniej, czasem zgoła koszmarne. Wciąż jednak, po stu ośmiu latach istnienia klubu, mogę dumnie stanąć w pasiastej koszulce i cieszyć się tym, że bez względu na okoliczności mój klub nigdy nie zszedł na psy (i bez skojarzeń z Szacowną Sąsiadką poproszę).
Do wczoraj to samo mógł uczynić kibic Celtiku. Wczoraj jednak cała ta legenda została – excusez le mot – ubabrana w gównie. W pierwszej chwili chciałem napisać, że dziś Celtic to nie klub-legenda, a klub-prostytutka. Zadzwoniłem nawet do Naczelnego i spytałem, czy to aby nie za ostro. Potem jednak przypomniałem sobie, że kiedyś znałem pewną krakowską prostytutkę, nazwijmy ją N. I to znałem dość blisko. Nie, nic z tych rzeczy. Poznaliśmy się w bibliotece, a cały wymiar fizyczny naszej relacji ograniczał się do okazjonalnych buziaków, uścisków i piątek przybijanych po udanych karcianych zagrywkach (naprawdę świetnie nam się razem grało).
N. była prostytutką z wysokiej półki. Sama o sobie mawiała „kurwa de luxe”. Numer z nią kosztował krocie, a i tak nie każdy mógł mieć okazję je wydać. Trzeba było mieć klasę: co najmniej jako-tako wyglądać, stosownie się wysławiać, dbać o maniery, nie śmierdzieć, no, ogólnie trzymać poziom. Ale chyba warto było, bo N. obrosła w środowisku, cóż, legendą.
Z czasem jednak jej ciało zaczęło więdnąć. I choć nadal potrafiła być niewiarygodnie fantastyczną towarzyszką rozmów, zrozumiała przecież, że w interesie pojawiły się młodsze, ładniejsze, bardziej pożądane przez klasowych klientów z grubym portfelem. A że mniej klasowi z chudszym portfelem kompletnie jej nie interesowali, gdy nadszedł odpowiedni moment, wycofała się z branży.
Celtic nie potrafi nawet tego. Przypomina raczej przywiędłą primadonnę o przejaranym głosie i twarzy porytej bruzdami, których nie jest już w stanie zatuszować żaden puder. Jednak łaknienie sławy i pieniędzy pozostaje. Wciąż chciałoby się na scenę, na salony! Tak bardzo by się chciało, że można nawet się uciec do jawnego kurestwa. Wbić się na krzywy ryj, ordynarnie przekreślając na zaproszeniu nazwę „Legia” i chamskim markerem dopisując „Celtic”.
Smutne to. Po pierwsze ze względu na brukaną legendę właśnie. Po drugie: Celtic wcale nie uciekł ze stryczka. Naprawdę wierzysz, że oni w obecnym stanie mogą coś ugrać, coś znaczyć w Europie? Nie, absolutnie nie chcę w żaden sposób umniejszać boiskowego sukcesu Legii, ale patrzyłem sobie w piątek na tę biedną Koronę Kielce. Poobijaną, słabiutką, słabszą nawet od wyjątkowo mizerniuchnej Cracovii. I wiesz co? Koroniarzom to chyba żal, że Celtic nie gra w Ekstraklasie.
A nawet jeśli ten nadgniły półtrup doczołga się jakimś niewiarygodnym zrządzeniem losu do LM i capnie te swoje upragnione srebrniki – co z tego? Na jak długo one starczą? SPL się stacza, a Celtic razem z nią. Tego procesu nie zatrzyma pojedynczy, wydarty przy zielonym stoliku, oszukańczy awans do Champions League. Właśnie: stacza się. A mógł z godnością schodzić w dół.
Szkoda.


Lubię krwiste i jędrne pisanie. Wyszukałeś dużo argumentów na poparcie swojej tezy. I paradoksalnie masz dużo racji. Lecz nie całą. Prawo bowiem nie rozwiązuje wszystkich problemów. Obok niego jest cała sfera etyki z jej systematyzacją, zwyczaje i obyczaje. Prawo karania musi być z założenia kazuistyczne. A więc takie, aby karać tylko na czyny zabronione, jasno określone. Legię dotknęła kara za jasno określony czyn naganny. Przeciwny duchowi sportowej rywalizacji. Gdyż zawodnik ukarany odsunięciem od uczestnictwa w iluś meczach musi tę karę odbyć, aby na łono z powrotem powrócić. Należy się zastanowić tylko czy takie karanie w takiej konkretnej sytuacji jest słuszne. I tu powracamy do dyskusji czy prawo ogólnikowe czy konkretne, czy wybór jednej kar z wielu czy ich przypisanie. Otóż tradycją prawną Europy kontynentalnej jest normatywizm, a więc stanowienie prawa przez władzę, natomiast tradycją prawa anglosaskiego jest precedens, a więc powtarzanie przez sądy takich samych kar w takich samych sytuacjach. Przepisy UEFA stanowią połączenie tych dwóch tradycji. Są zapisane jako zbiór, ale nie dają dowolności.
Mnie chyba trudniej niż Tobie pogodzić się z tym co się stało. Lecz nie jestem w stanie zrzucić winy na kogokolwiek innego niż na ludzi nie-odpowiedzialnych za Legii losy. Bagatelizowanie tego zdarzenia do niczego pozytywnego nie prowadzi.
Zaś co do Radbrucha to jego dysertacja miała na celu uzasadnienie dla karania, a nie dla niekarania. Ja tego koryfeusza nowoczesnego praktykowania prawa przywołałem kilkakrotnie m. innymi przy zamykaniu stadionu przez Wojewodę Mazowieckiego. Przecież nie dlatego, abym negował taką możliwość, ale dlatego, że Ustawa daje mu to uprawnienie jako blankietowe na podstawie klauzuli ogólnej używając pretekstu w postaci "naruszenia bezpieczeństwa i porządku" czyli czego? To tak jakby kierowcę karać "za naruszenie prawa o ruchu drogowym' czyli za co?
Co do Celtiku to nie on jest winien całej tej sytuacji. Paralela jakiej używasz jest efektowna, ale nie trafia do celu. On też jest poniekąd ofiarą całej tej sytuacji. Mam nadzieję, że nie nawołujesz, aby oni honorowo się wycofali z LM. To Legii miejsca nie przywróci. A takie ekspiacyjne podejście do życia jest sprzeczne z moim oglądem świata.
Przy czym ze mnie emocje negatywne powoli odchodzą. I tak sobie myślę, że my przynajmniej odpadliśmy po wygranej i przed spotkaniami z nimi nie byłem wielkim optymistą. Ale co ma powiedzieć Lech i jego kibice po odpadnięciu z amatorami z Islandii. Dlatego nie zgadzam się z redaktorem naczelnym PS, że to co się stało w Legii to największy skandal w historii polskiej piłki. To jest tragedia przede wszystkim dla właścicieli klubu Panów Leśnodorskiego i Mioduskiego. Niezależnie od moich osobistych, kibicowskich odczuć i emocji to im należy współczuć. Mam nadzieję, że się z tego otrząsną. W życiu tak już bywa. Szkoda straconej szansy. Ale przed nami jeszcze piękna przyszłość.
I osobista refleksja. Z wielką przyjemnością estetyczną i intelektualną czytam Twoje teksty. Dawaj mi z łaski swojej /i pewnie nie tylko/ te awanse częściej /archaizm zamierzony/.
Bardzo dobre są Twoje litery i doskonale odnajdujesz sens, zawsze rozumnie! OK tyle tylko, że "KTOŚ" do szatni musi wejść i - ogłosić, powiedzieć, oddać prawdę.
Ten rzeczony "KTOŚ" musi mówiąc o tym co się stało spojrzeć w oczy Kucharczyka, Żyry i wszystkich, którym głowy spadły poniżej bioder.
Sensem każdego kto uprawia sport( obojętnie jaki) jest - BYĆ LEPSZYM-WYGRAĆ...
ONI WYGRALI dając Nam ogromną radość
ONI PRZEGRALI bo na papierze nie był zaznaczony -X
UEFA Nas nie lubi ale tą decyzją pokazuje odmienny stosunek do tego co sama głosi.Duch sportowej walki poległ, liczy się zupełnie coś innego!
Gdyby taki (myk mały) trafił się np: w Milanie, Romie czy u innych z szyldem krezusów -UEFA nie pozwoliłaby sobie na taki - wyczyn!!!
pozdrawiam
Nerwy odeszły, szok i niedowierzanie również, lecz pozostały pytania i ogromne wątpliwości. Na podstawie tego wszystkiego co można przeczytać, oraz obejrzeć wyłania się bardzo ponury obraz i nie ma co mówić słodko, ale stanowczo. To co się stało wynikło z 2 rzeczy:
-amatorstwa w klubie takiego typowego dla Polski lenistwa.
-chorej polityce UEFY, która nas po prostu nienawidzi i bardzo chętnie skorzystała z możliwości pozbycia się nas.
Nie wiem co klub zamierza zrobić, ale wiem na pewno, że nasi piłkarze czują się oszukani i zdradzeni i to ni tylko przez UEFE, ale również przez własnych działaczy, którzy nie potrafili dopilnować tak prostej rzeczy.
Dziś mecz i wiele osób się zastanawia jak to teraz będzie??? Sam też jestem ciekaw bo naprawdę wszystko się może dziś wydarzyć od pogromu Łęcznej do odmowy wyjścia przez zawodników na boisko włącznie.
Muszę przyznać że Twój tekst stanowi dosyć poważne wyzwanie intelektualne.
Cytujesz moją wypowiedź o procedurach a potem się z nią rozprawiasz.
Piszesz.
"Ówże sukces nigdy by się nie zrodził, gdyby świat zachodni chciał podążać za procedurami. Gdyby nie przyjął, iż common law (prawo oparte o obyczaj i ogólnie przyjętą moralność) stoi ponad statutory law (prawem stanowionym). Dlatego też np. procedura wymierzania żonie sprawiedliwości przez męża (pamiętać należy: kijem nie grubszym od kciuka!) została porzucona."
Na początek zakładam że fakt że mąż przestał bić żonę uznajesz za postęp cywilizacyjny. Czy słusznie?
W jaki sposób został on osiągnięty? Według mnie przez prawo stanowione bo obyczaj był taki żeby bić. A więc pojawiła sie pewna "procedura" przewidująca zakaz bicia żony i jakaś kara za jej nie przestrzeganie.
Tak więc prawo stanowione wzięło górę nad prawem zwyczajowym.
A Ty piszesz.
" Gdyby nie przyjął, iż common law (prawo oparte o obyczaj i ogólnie przyjętą moralność) stoi ponad statutory law (prawem stanowionym)."
W krótkim wywodzie Twój wniosek jest sprzeczny z tezą a mnie pouczasz o absurdzie chociaż sam udowodniłeś że powstała nowa procedura regulująca relacje mąż-żona.
Dalej nie będę się rozwijał bo mi się nie chce brnąć przez ten bezmiar Logiki.
Przykład z bitą żoną też jest mocno naciągany (delikatnie mówiąc) bo w świetle obowiązującego prawa (procedur!) przestępcą jest mąż stosujący przemoc domową za którą grozi określona kara.
Jeśli znasz paragraf nakładający odpowiedzialność za dodawanie kminku do zupy to go przytocz, chętnie poczytam.
Tak więc Legia złamała ustanowiony (sic) przepis za który poniosła opisaną w tym przepisie karę.
Co mówi prawo zwyczajowe (common law) o tym przypadku? Jakiej grubości kija trzeba użyć wobec tego który zapomniał wpisać Beresia na listę w meczach z Patrykami?
Po pierwsze (najważniejsze):Jedyną karmą regulaminową jaka jest przewidziana w takiej sytuacji (wystawienie do gry zawodnika ukaranego - a nie nieuprawnionego, jak przekręcają niektórzy niesłusznie powołując się na przykład Debreczyna) jest walkower. Nie ma innej możliwej interpretacji. Żadnych widełek, które staramy się tam dostrzec.
Po drugie: przystępując do rozgrywek doskonale zdawaliśmy sobie sprawę (lub powinniśmy zdawać) z zasad jakie w tej organizacji panują. Zgadzając się bez szemrania wystąpić na takim, a nie innych zasadach. Obruszanie się teraz, po wykazaniu się własną indolencją jest co najmniej nie FAIR, dokładnie to samo FAIR, do którego dorabiamy PLAY i formułujemy zarzut wobec UEFA.
Po Trzecie: Regulamin jest jasny, podejrzewam, że pisano go z myślą o sytuacjach, w których działa się z premedytacją. Chroniąc zespoły, które mogłyby paść ofiarą oszustwa. Jestem pewien, że nikt nie wpadł na pomysł, że ta drakońska kara, która ma za zadanie odstraszać kombinatorów, dopadnie klub, który nie przeczytał kilkunastu stron.
Po czwarte: Przepisy są złe, niesportowe. Być może. Niemniej jednak zgodnie z tymi przepisami odbyły się te mecze. Zamiana tych reguł w trakcie trwającego już procesu, byłaby najgorszą rzeczą jakiej UEFA mogłaby się dopuścić.
. . . . . . . . . .
Wybacz a-c10, znów napiszę, że pięknie się czyta Twoje słowa. Ba, bardzo bym chciał aby żyło się wedle narysowanej przez Ciebie wizji świata. Jednak prawda jest taka, że żyję w zupełnie innych realiach. Oglądam ligę w której Amica Wronki udaje Lecha Poznań, Groclin udawał Polonię Warszawa. W czasach, w których kibic tych klubów musiał podjąć trudną zapewne decyzję i podjął ją w zasadzie jednogłośnie. W czasach, w których kupuje się licencję na występowanie w lidze, często dlatego, że jest to jedyna szansa na przetrwanie. Jestem przekonany, że zarówno włodarze, jak i kibice Celtiku pomyśleli o wspaniałej historii, o szarganej legendzie, a potem szybko przeszli do rzeczywistości. Nie wyobrażam sobie, albo inaczej wyobrażam sobie co by było gdyby włodarze Celtów, w zgodzie z legendą poprosili UEFA o niekaranie Legi Warszawa. Już widzę tą wdzięczność tamtejszych kibiców. Sport zszedł na psy? być może, ale było to dawno, bardzo dawno temu. Od dawna wszyscy o tym doskonale wiemy, nie udawajmy proszę wielce zdziwionych.
Brawo !
Swietny tekst.
Chyba muszę się zastanowić nad moją stereotypową opinią o mieszkańcach
miasta Kraków .
Nie to, żebym się czepiał ale ta Twoja mityczna procedura, która ma być lekiem na całe zło w Legii już jest i nazywa się "Regulamin rozgrywek UEFA". Sęk w tym, że nikt w klubie jej nie czytał.
Od razu zresztą pojawia się pytanie, czy jest w klubie ktoś kto zna np. regulamin rozgrywek w Pucharze Polski?
@all
Słuchajcie, to, że ja tutaj od paru miesięcy (od momentu zwolnienia Urbana) prowadzę krucjatę przeciwko temu, co się dzieje w Legii naprawdę nie wynika z jakiejś mojej osobistej niechęci do Leśnodorskiego, czy jakiejś wrodzonej tendencji do marudzenia. Moje, czasami bardzo mocne, słowa krytyki wynikają wyłącznie z tego, że od jakiegoś czasu widzę wielki rozdźwięk pomiędzy tym, jak jest prowadzona Legia a jak są prowadzone kluby z zachodniej czołówki. Uważam, że skoro tamte kluby doszły do obecnej wielkości podejmując takie a nie inne decyzje, to oznacza to, że inne kierunki zostały przez tamte kluby dokładnie przetestowane i uznano, że to są ślepe zaułki. A my idąc inną niż oni ścieżką wcześniej czy później zabrniemy w taki właśnie ślepy zaułek.
Fajny tekst, podziwiam lekkość pióra ale nie zgadzam się z tym co piszesz
Możemy się przerzucać przykładami. Ja byłbym bliższy przykładu kierowcy który zapomniał wykonać badania techniczne i na drodze wjechał w niego inny kierowca. Oczywiście że samochód poszkodowanego był sprawny, wszystko działało (właśnie wyjechał z warsztatu) tylko brakowało stempelka w dowodzie rejestracyjnym. Kto będzie musiał zapłacić za szkody mimo że wina sprawcy jest ewidentna? Kto zostanie dodatkowo ukarany?
Ostatnio jakoś tak mam że znowu zgadzam się z Monrooe. Teraz też popieram te cztery punkty. Zaczyna mnie już to niepokoić
W sprawie Celitiku to też się nie zgadzam. To nie oni rozpętali całą burzę (przynajmniej oficjalnie). Nie oni drążyli temat i nie oni naciskali na UEFA. To UEFA podjęła pewne działania wynikające z regulaminu. Czy powinni zrezygnować z dalszej gry bowiem przegrali na boisku? Spytam przewrotnie i waląc trochę poniżej pasa (nomem omen)
Twój tekst przekracza granice i wyznacza nowe, też do przekroczenia. Ja się cieszę, z powodów, że tak powiem obiektywno - subiektywnych, gdyż cerberzy jak coś napiszę i ubarwię słowami to traktują to jak "obrazę Bożą". Co nie jest takie bezzasadne.
Ale ad rem. Przecież w Twoim tekście nie chodzi o Legię. Jest to pretekst do prezentacji swego prawdziwie wolnościowego myślenia tylko ze sportem mającego wspólnego niewiele. Bowiem istotą sportu jest prawdziwe dawanie równych szans. Każdy może wygrać. Nic to, że poza jednym wszyscy inni przegrywają. Liczy się wkład. Taki na jaki nas stać. Regulaminy to nie prawo karne. Tu nikt porażką nie skazuje nikogo na karę pozbawienia wolności, więc z tymi porównaniami ostrożności nigdy za wiele.
Natomiast są sankcje za złamanie własnych zasad. Oczywiście np. jakiś klub może powiedzieć, że za tym, czy owym nie głosował, co też tyczy federacji. Tylko, że to nikogo nie obchodzi. Prawa nie tworzymy dla odmieńca tylko dla ogółu, a ten inny znajdzie ochronę w lex specjalis. Jest pojęcie inteligencji dostosowawczej zwanej adaptacyjną. Wymaga ona wielu zabiegów. W prawie wystarczy znać tekst przepisu. Zwykle jest to prosta umiejętność czytania. Ta reszta to narośl. Tylko nie o narośli mowa. Bowiem uczestnictwo w tym misterium jest dobrowolne, ale żądza pieniądza też coraz większa i reguły, o których piszesz są coraz bardziej brutalnie gwałcone. Tylko Albi powrotu do czasów złudnego szczęścia dziecięcego już ma. To rzeczywistość skrzeczy. Przypominasz mi, że kiedyś, mniej waliła mnie w łeb.
Serdecznie pozdrawiam.
I oczywiście szkoda że tak się stało, żal tego dwumeczu który powinien być odpowiednio świętowany. Winę po stronie UEFA widzę jedną. Jak to mawiał mój ś.p. teściu w życiu wiele rzeczy musi być idiotoodpornych. Niestety UEFA nie przewidziała w swoich regulaminach przypadku analfabetyzmu innych. Przypadku w którym będzie karała piłkarzy za brak umiejętności czytania ich działaczy. Z drugiej strony trudno jednak polemizować ze Zbyszkiem że " Prawa nie tworzymy dla odmieńca tylko dla ogółu ". Niestety cholernie celna uwaga ...
I w tym wszystkim z nieukrywaną narastającą wściekłością przypominam sobie humorystyczną scenkę z "Rozmów kontrolowanych" . Oby to nie było stanowisko naszego klubu bo ile razy można ....
Nie wiem czy to było przyczyną, faktem jest, że po ogłoszeniu decyzji przez UEFA dopadło mnie ostre zapalenie rwy kulszowej.
Ból był ogromny, a jedyną pozycją, w jakiej dało sie jeszcze wytrzymać była "na kolanach"
Spędziłem tak panowie 9 godzin zanim karetka zabrała mnie do szpitala na Wołowską. Miałem więc sporo czasu aby "na spokojnie" przeanalizować sytuację. Rozpisywać się nad tym nie będę, bowiem wszystko to, o czym myślałem zawarli w swoich komentarzach Monrooe, Wales, KAM i Zbyszek. Daliśmy ciała i ponieśliśmy karę. Zbyt surową ? Jedyną jaką przewiduje regulamin. Ten sam, którego ktoś, z jakiegoś powodu nie przeczytał (zrozumiał)
Teraz przykuty do domowego łóżka, naszprycowany lekami i z tęgo pokłutą od strzykawki dupą, próbuję zapanować nad emocjami i poszukać pozytywów.
1. Nie wiemy, czy Legia pokonałyby kolejną przeszkodę, więc mówienie o milionowych stratach jest na wyrost.
2. Co nas nie zabije, to nas wzmocni, więc spodziewam się od drużyny gry z jeszcze większą determinacją, a od kibiców większego zaangażowania w chodzenie na stadion.
3. Uważam, że ta sytuacja powinna całe środowisko Legijne bardziej scementować. "Niepokonane miasto, niepokonany klub" nabrało teraz nowego znaczenia.
Niestety nie będzie mnie dziś na stadionie, ale możecie być pewni, ze dam z siebie wszystko przed TV na ile mi tylko rwa i żona pozwoli.
Trzeba awansować do LE. To, o ile pamiętam było celem nr 1, więc w zasadzie nic się nie zmieniło. A później krok po kroku aż do meczu na Stadionie Narodowym.
Pozdrawiam, niezwykle obolały (psychicznie i fizycznie) k50
Ps
Mam nadzieję, ze nikomu nie przyjdzie do głowy podejmowanie na stadionie walki przeciwko UEFA..
Jeszcze jedno słówko.
Przeczytałem komentarze i wiele się w nich pisze o FAIR PLAY.
Ja łamania tej zasady w poczynaniach UEFA nie dostrzegam, za to myślę, że Wawrzyniak w meczu ze Spartakiem, po ewidentnym faulu na rzut karny mógłby się przyznać. Nieprawdaż ?
Troszki mnie pan zawiódł
Panie Zbyszku nie twierdzę , nigdzie nie twierdziłem ,że Legia nie dała dupy. Dała tylko ja pana czytam a pan przecież sam pisał ,że kara ma mieć wymiar resocjalizacyjny, wychowawczy. Nie karzemy dla samej kary.
Teraz pan odwraca kota ogonem. Co jest grane? Przykro mi ale nigdy nie pogodzę się z głupotą i niesprawiedliwością. Nigdy nie pogodzę się z bzdurami wypisywanymi ponoć dla mojego dobra. Niech "mądrzejszy" nie pierniczy mi co dla mnie dobre, sam potrafię ocenić co dobre co nie.
W sporcie najważniejsze a przynajmniej było to co pisze albicelste10 walka , wygrana ,pogodzenie się z porażką, szacunek do rywala itp itd.
Ten wyrok nie odpowiada żadnej z podstawowych wartości sportu a pan lisze ,że ok bo taki jest regulamin. Nie jest taki .Druga runda kwalifikacji do LE mecz Vojvodina - Trencin w jedynej z drużyn gra prawie 80 minut zawodnik który powinien pauzować trzy mecze za czerwona kartkę. UEFA nie robi nic choć zgodnie z tym co wkleił Walles powinna obligatoryjnie zweryfikować wynik meczu na 3:0. Może być tak ,ze nie rozumiem słowa obligatoryjnie lub tak ,że wiadomości jest fałszywa bo nie znam angielskiego i źle zrozumiał to komputerowy tłumacz. Coś jednak na rzeczy jest więc daje jako przykład.
Żadne prawo czy regulamin działający przeciw podstawowym wartościom nie jest war funta kłaków i dziwę się ,że pan zająl takie stanowisko w omawianej kwestii.
O mądrościach wypisywanych przez Monrooe i jego zrozumieniu i pogodzeniu się z podłościami tego świata pisał nie będę wcale bo żal tylko mnie ogarnia.
@kibic50
Zdrowia życzę z całego serca choć miałem nadzieje ,że w Tobie więcej krwi.
No bo powiedzmy sobie szczerze, trochę się szumu na świecie zrobiło. Podobno news był nawet w tv Al'Jazeera.
Gdzieś czytałem że zwyczajnie zmieniamy się rywalami .
Berg na konferencji był przekonany że odwołanie to wlasciwa droga. Ja nie jestem mam tych skorumpowanych działaczy głęboko w.
W poniedziałek jadę po gwizdek.
To zależy kiedy CAS wyda orzeczenie. Jednak nie nastąpi to prędko, bo na razie czekamy na uzasadnienie decyzji UEFA, a ci nie będą się śpieszyć.
Wydaje mi się, że najbardziej realne będzie uzyskanie odszkodowania.
"Czy do tego musiało dojść? Widocznie musiało skoro doszło"
Niestety podejrzewam że w zapisach regulaminowych są jeszcze rzeczy które nie przewidują tak nienormalnej sytuacji jak ostatnio nasza. Starając się skupić całą złość na UEFA doprowadzamy do tego że za chwilę znowu będziemy z ręką w nocniku, że za chwilę znowu będziemy pokrzywdzeni a duch sportu zostanie zabity bowiem nikt na całym świecie nie przewidział tego co może zrobić działacz Legii. Juz teraz widac pewne symptomy. Ostrowska mówi że to nie jej wina bowiem dokumenty przygotowuje dział sportowy a ona dostaje je gotowe. Czy jednak kieronik drużyny nie powinien znac regulaminów rozgrywek? Zarówno tych europejskich jak i krajowych? Czy nie powinien choćby sprawdzić paru podstawowych kwestii? Czy to nie on odpowiada w jakimś stopniu za gromadzenie dokumentacji związanej z meczami? Nie chodzi tutaj o szukanie winnego i publiczne ukamienowanie tylko o poczucie odpowiedzialności. Czy ostatnio nie mieliśmy problemów regulaminowych? Czy nie obawialiśmy się że z powodu przyzwoleń na pewne sprawy na trybunach możemy zostać nawet wykluczeni z pucharów? Gdzie poszła ta nauka? Więc w tej sytuacji grzmię że całą wina leży po stronie klubu. Klub doprowadził do sytuacji w której euforia i wysiłek zawodników, w której szczęście kibiców zamieniło się w piekło. To klub przez swoją niekompetencję pozbawił marzeń i piłkarzy i nas, kibiców. A przy takim podejściu, przy ciągłym okrzyku jakie to wszystko niesprawiedliwe ze strony UEFA może się okazać że to nie jest nasz ostatni raz. I na to ja się nie godzę. I proszę o rozróżnienie kwestii regulaminowych od kwestii czysto prawnych. Sąd ma najczęściej dość szeroki wachlarz kar. Tutaj organizacja piłkarska stworzyła swój własny regulamin wewnętrzny. Tylko że wszyscy pieprzą regulaminy, co w nich może być ciekawego. A potem jest zdziwienie że tam jest inaczej niż u nas, że UEFA jest bardziej stanowcza niż PZPN. Czy tego też nie przerabialiśmy w momencie zamykania stadionów. Czy nie było głosów że UEFA to może a wojewoda to nie może? Czy nie cieszyliśmy się że tylko zamknęli stadion? My skupiamy się na pewnych zapisach tylko wtedy kiedy już nas dotyczą? I co wtedy? Przecież nawet jak ten zapis nie przewidział pewnej nieprawdopodobnej sytuacji to raczej nie może być zmieniony teraz albo pominięty. Nie rozumiem także kompletnie głosów które sugerowały, że jakby Celtic napisał że nie będzie się odwoływał to decyzja będzie przychylna dla Legii. Celtic nie miał nic do powiedzenia bowiem każda inna decyzja byłaby złamaniem przez UEFA własnych regulacji prawnych. Każdy mógłby zaskarżyć taką decyzję albo w przyszłości wykorzystać ją jako precedens dla swoich np. niecnych celów. Dla mnie to jest jasne jak słońce i nie ma w tym nic co świadczyłoby o poklasku dla decyzji podjętej w Nyonie ani też z potwierdzeniem że ta decyzja zaspokaja moje poczucie sprawiedliwości. Ja w pełni rozumiem że za posiadanie skręta nie powinno się karać wieloletnim więzieniem o karze śmierci nie wspominając. Ale powinienem o pewnych sprawach jednak wiedzieć udając się na urlop do Malezji. Bo przyłapany na lotnisku z jednym jointem mogę mieć duże zastrzeżenia co do sprawiedliwego wyroku.
Hm. Czyli Legia trafiając na Maribor jeszcze by na tym zyskała. Matrix zupełny...
Z drugiej strony, prawnikom z UEFA tworzącym te przepisy chyba do głowy nie przyszło, że można popełnić aż taki błąd. I tak po prawdzie, Senatorze, to też przydałoby się wziąć to pod uwagę oceniając decyzję panów w czarnych garniturach. Ja się wcale nie dziwię, że oni aż tyle czasu debatowali. Pani Ostrowska, najzwyczajniej w świecie, całą tę organizację postawiła w klasycznej sytuacji, pt. jak się nie odwrócisz, zawsze dupa z tyłu.
Ja nie jestem żadnym męskim szowinistą ale baby od piłki, to trzeba jednak trzymać z daleka. Tak po prostu, na wszelki wypadek...
I tutaj się z Tobą zgadzam w pełnej rozciągłości. Nie możemy całego odium pretensji zwalać na działaczy UEFA a winę pracowników Legii sprowadzać do roli drugorzędnej. Dla mnie taka postawa, to kompletne pomylenie priorytetów i jako taka jest bardzo niebezpieczna dla samej Legii. Niebezpieczna, bo kto mi teraz zagwarantuje, że ci ludzie nie dadzą, za przeproszeniem, dupy za rok w jakiejś innej sprawie?
To działacze Legii są pierwszorzędnymi winowajcami tego stanu rzeczy i naszym, kibiców, prawem jest żądać do władz klubu wyciągnięcia wobec nich odpowiednich konsekwencji.
A od UEFA możemy co najwyżej żądać, aby kwestie tego, czy dany piłkarz może grać, czy nie może zostały wreszcie rozwiązane w jakiś sposób systemowy. Bo obecny system, gdzie UEFA ma to w głębokim poważaniu, dopóki ktoś się nie upomni ja uważam za skandaliczne. To nie kluby są dla Platiniego, tylko Platini dla klubów.
Dwie uwagi:
Pierwsza, od włodarzy Legii możemy co najwyżej oczekiwać by wyciągnęli odpowiednie konsekwencje. Mając nadzieję, że podjęte kroki będą jak najlepsze dla przyszłości Legii Warszawa.
Druga, od UEFA co najwyżej możemy oczekiwać konsekwencji, bo przepisy, o których mówisz są usystematyzowane. W końcu właśnie ofiarą tego systemu padliśmy. Przypomnę, że największy formułowany zarzut, dotyczy tego, że gdybyśmy byli Barceloną powyższe sankcje by nas nie dotknęły. I nikomu nie przeszkadza, że jak na razie taki przypadek nie zaistniał.
Poza tym wszystko w zasadzie się zgadza.
Było, ale jak rozumiem interesujący nas tylko negatywne przykłady.
Nie wyobrażam sobie, żeby to nie były konsekwencje personalne. Ta sprawa ma zbyt duży kaliber. Głowy muszą spaść. Mam nadzieję, że dowiemy się o tym już jutro na konferencji (o 14.00).
Słynny kpt. Wrona który został bohaterem lądując na "brzuchu" zapomniał że można wykonać inną PROCEDURĘ otwierania podwozia i w ten sposób uniknąć narażenia życia wielu ludzi oraz uratować samolot.
Ale my mamy w pogardzie procedury i porządek, uwielbiamy cierpienie i "leżenie Rejtanem", to jest nasz żywioł i nasza natura.
Biedny kraj biednych ludzi.
Jako żem próżniak, cieszą mnie Wasze zachwyty nad literackimi walorami powyższego tekstu. Serdecznie dziękuję. Jednak jako żem próżniak uczciwy, zmuszony jestem przyznać, że gdybym nie umiał pisać, po prostu by mnie tu nie było, toteż dajmy już temu spokój i przejdźmy do meritum, ok?
@ Zbyszek:
Ale skoro jeszcze jestem przy podziękowaniach, kłaniam się nisko za naprowadzenie mnie w kwestii Radbrucha. Danke schoen
Piszesz: jego (G.R. - przyp. a-c10) dysertacja miała na celu uzasadnienie dla karania, a nie dla niekarania. Inicjalnie pewnie tak. Dla mnie jednak pozostaje zachętą, wręcz moralnym nakazem do myślenia, a nie niemyślenia.
istotą sportu jest prawdziwe dawanie równych szans. Każdy może wygrać. Nic to, że poza jednym wszyscy inni przegrywają. Liczy się wkład. Taki na jaki nas stać.
Dokładnie. A dodatkowo: geniusz sportu polega m.in. na tym, że nawet znalezienie się w tej licznej masie przegranych nie musi odbierać radości. Czy przeszedłszy Celtic Legia zwyciężyłaby następnie w całej Lidze Mistrzów? Nierealne. Prędzej raczej, niż później, może nawet w IV rundzie eliminacji, znalazłaby swego pogromcę. Ale jej piłkarze, trenerzy, kibice i wszyscy, którzy dobrze jej życzą (w tym przypadku także ja) mogliby się cieszyć, że choć na tym małym odcinku, w tym niewiele - z całościowego punktu widzenia - znaczącym dwumeczu poszło dobrze. Dlatego ok, Regulaminy to nie prawo karne. Tu nikt porażką nie skazuje nikogo na karę pozbawienia wolności, to wszystko prawda. Natomiast regulamin sportowy, który godzi w istotę sportu, wciąż pozostaje dla mnie zły.
A od Celtiku - jako hipotetyczny kibic tego klubu - oczekiwałbym minimum przyzwoitości w postaci publicznego ogłoszenia zdecydowanego désintéressement awansem przy zielonym stoliku i wyrazem poparcie dla wszystkich rozsądnie możliwych działań Legii celem utrzymania w mocy wyniku z boiska.
"A od Celtiku - jako hipotetyczny kibic tego klubu - oczekiwałbym.....
dla wszystkich rozsądnie możliwych działań Legii celem utrzymania w mocy wyniku z boiska"
Tak jak zapewne my wszyscy.
Ten rzeczony "KTOŚ" musi mówiąc o tym co się stało spojrzeć w oczy Kucharczyka, Żyry i wszystkich, którym głowy spadły poniżej bioder.
No właśnie. Ciekaw jestem wielce, czy którykolwiek z UEFA'owskich strażników prawa, przepisów i - buehehe - procedur znalazłby w sobie dość cywilnej odwagi, by stanąć twarzą w twarz z piłkarzami Legii i powiedzieć: ładnie graliście, messieurs, ale wasz boiskowy wysiłek wart jest całe merde, bo ktoś tam pokićkał z papierkami.
@ Cowboy Legion:
takiego typowego dla Polski lenistwa
To pewnie temat na zupełnie inną dyskusję, ale... Jeżdżę trochę po świecie. I tym zachodnim, i tyk wschodnim czasem też. I jakoś, kurde, nigdzie nie słyszałem, że coś jest "typowo włoskie", "typowo ukraińskie", "typowo szkockie", "typowo rumuńskie"... Chodzi mi, rzecz jasna, o generalizacje negatywne. Może naprawdę dajmy już sobie z tym spokój, ok?
@ KAM:
Jakkolwiek byś się wiercił i kręcił, broniąc przytoczonego przeze mnie cytatu zwyczajnie się ośmieszasz. A ja już tyle napisałem tutaj o fair play, że nie mam ochoty Cię pogrążać.
Darmowa porada: tak, to jest właśnie ten moment, gdy możesz przestać (wreszcie!) miotać się w świecie własnych urojeń i zacząć myśleć. Mam nieodparte wrażenie, że bez względu na stanowisko wobec omawianej tu kwestii, w razie sukcesu wszyscy Ci pogratulujemy.
@ Monrooe:
Z pierwszymi trzema punktami zgadzam się bez zastrzeżeń. Co do czwartego: Przepisy są złe, niesportowe - tu, moim zdaniem, należy postawić kropkę. Bo jeśli złe i niesportowe przepisy regulują sport, to na żadne "być może" i "niemniej jednak" nie powinno być miejsca.
Dalej: czasy to my i realia to my. Możemy śmiało uznać za naturalną i akceptowalną sytuację, w której jakiś klub kończy sezon w środku tabeli, daleko poza miejscami awansowymi, po czym - hokus pokus! - kilka tygodni później jak gdyby nigdy nic melduje się o klasę wyżej. Możemy przyklasnąć temu, że klub, który (uczciwie!) przerżnął eliminacyjny dwumecz 1:6 w psiejsko-czarodziejski sposób przechodzi do kolejnej rundy. Tylko czy w takim razie nie lepiej byłoby z mety spuścić wodę i zgasić światło?
@ CTP:
Nie żebym chciał wchodzić w rolę adwokata Leśnodorskiego (najpierw niech mi pan prezes zapłaci
Niemniej jednak - choć to pewnie też temat na osobną dyskusję - widzę, iż oni cały czas się uczą. Uczą na własnych błędach, bo innych metod edukacyjnych w polskiej kopanej nie uświadczysz. Może warto spojrzeć na to bardziej przychylnym okiem?
A nie mogłeś tak z przypadku podrzucić mi tego myku z przeglądem zanim zabrałem się do pisania powyższego tekstu?
A na przewrotne pytanie zupełnie nieprzewrotnie już kiedyś zdążyłem odpowiedzieć
@ Senator:
No bym wziął i jakoś skomentował, ale tak na dobrą sprawę to mogę jedynie się podpisać.
@ Kibic50:
Nie wiem czy to było przyczyną, faktem jest, że po ogłoszeniu decyzji przez UEFA dopadło mnie ostre zapalenie rwy kulszowej.
Co za "nie wiem", przecież związek przyczynowo-skutkowy jest aż nadto widoczny. Trzeba uruchomić odpowiednie procedury i starać się o odszkodowanie
Zdrowiej!
No cóż o umiejętności wyciągania wniosków napisałem wyżej.
Jeśli ktoś wywodem obala własną tezę i jest dumny ze swojej "roboty" to wypada pogratulować samopoczucia.
Tak. Stałem i stoję po stronie wartości uniwersalnych. W tym sprawiedliwości. Ale przecież nie takiej jak z filmu "Sami swoi" gdzie się powiada mając granat w ręku "Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie". Wartości i ideały nie maja sensu jeżeli je traktujemy jako swoją własność i dajemy sobie prawo do ich wyłącznej interpretacji.
Po prostu nie było by żadnej sprawy Legii gdybyśmy zrobili dokładnie to do czego byliśmy regulaminem zobligowani. Mało tego UEFA 9 lipca do każdego klubu wysłała pismo z regulaminem i oddzielne z określeniem zasad zgłaszania zawodników i odbywania przez nich kar. Więc tu nie ma moim zdaniem o czym mówić. Naszą obroną ma być ogólne prawo do błędu czyli, że ludzie popełniają błędy i kara za błąd człowieka musi być współmierna do skali tego błędu. Trudno z tym polemizować, tylko że tu nie chodzi o Legię lecz o system rozgrywek piłkarskich i komplikacje z tym związane. Podczas dzisiejszej konferencji z przykrością ponownie stwierdziłem, że nasi włodarze nie interesowali się piłką i pojęcie o jej funkcjonowaniu mają umiarkowane na co wskazują pretensje do Celtiku. Jak zrozumiałem chcieliby, aby Celtic zrzekł się uczestnictwa w LM. Nie rozumieją, że to nie Celtik o wolnym miejscu decyduje po swoim zrzeczeniu się. Myśmy decyzją UEFA zostali wyeliminowani i w takiej sytuacji z przegranych wszedłby ten który ma najwyższy ranking. Nadal boli, że w piłce chce się stosować różne systemy etyczne mające zastosowanie w różnych dziedzinach życia. Piłka ma te zasady odmienne i je w większości akceptujemy, a akurat kiedy to my mamy despekt to nas boli i chcemy zbawiać świat.
Jakoś kiedy nakładano identyczne kary na inne drużyny to pryncypialnie nie protestowaliśmy tylko przyjmowaliśmy to do aprobującej wiadomości, też na zasadzie: "dobrze im durniom". Gdy nas dotyka gramy larum. Oczywiście akcję odwołania Legii popieram. W imię uniwersalnej zasady, że wynik osiągnięty na boisku może być zmieniony tylko wskutek zaistnienia ekstraordynaryjnych okoliczności. Do nich nie zaliczam faktu nie zgłoszenia do rozgrywek ukaranego odsunięciem od kilku meczów zawodnika, który de facto taką karę odbył. Jest to nadmiar biurokratyzmu i przepis należałoby uprościć. Dobrze, że Legia ten problem podniesie, gdyż wymaga on naprawy i mam nadzieję, że biorąc pod uwagę oburzenie części europejskich mediów sama UEFA zrozumie, że tu jest coś nie tak.
Lecz żadną miarą nikt mnie nie namówi do używania wielkich słów dla usprawiedliwienia własnej niekompetencji. Kto zrobił żle musi być napiętnowany i kiedy trzeba ukarany, a nie rościć sobie prawa do oceniania innych. Jest to domena zdemoralizowanych przestępców, od których mentalnie dzieli mnie wszechświat.
Lepiej późno niż wcale! Taką przynajmniej mam nadzieję. Drugi redaktorski wpis Albiceleste, no po prostu nie godzi się, żeby , pozostał bez mego komentatorskiego udziału, tego nie darowałbym sobie.
Tym bardziej, że w zasadzie skoro z Twoim poglądem, zaprezentowanym bardziej dyplomatycznie zgadzają się właściwie i Dariusz Mioduski i Bogusław Leśnodorski , a równie dosadnego współwyznawcę masz nawet w enfant terrible polskiego dziennikarstwa czyli w Krzysztofie Stanowskim to ja pozwolę się z Tobą nie zgodzić! Przynajmniej w jednym aspekcie.
„Jeżdżę trochę po świecie. I tym zachodnim, i tym wschodnim czasem też. I jakoś, kurde, nigdzie nie słyszałem, że coś jest "typowo włoskie", "typowo ukraińskie", "typowo szkockie", "typowo rumuńskie"... Chodzi mi, rzecz jasna, o generalizacje negatywne. Może naprawdę dajmy już sobie z tym spokój, ok?” – no nie! Protestuję, negujesz że stereotypy w tym odnoszące się do całych nacji, nie funkcjonują, nie są rozpowszechniane i przyswajane, inna sprawa, na ile stereotyp, kalka jest zgodny z rzeczywistością, ale że my jako rodzaj ludzki, wykształcony homo sapiens lubimy „uszczypliwie generalizować” to raczej wątpliwości budzić nie powinno. Jeden z efektów ubocznych owego „wykształcenia”. „Makaroniarze” są gadatliwi i kochliwi, gorąca nacja w odróżnieniu od zimnokrwistych Skandynawów, Niemcy to służbiści, Angole zadufane w sobie fajfokloki, a Szkoci to skąpiradła, niestety o Polakach za wielką wodą w imię stereotypów kawały opowiadają, na kanwie powiedzmy naszej „roztropności”. No i niestety, ta cała szopka z karą Beresia, odcierpieniem jej w rzeczywistości, ale nie w papierkach, za to, powtórne ukaranie nie tylko już indywidualne, ale i grupowe na dodatek w konsekwencjach skutkujące stratą kilku milionów €, to pod jakiś durnowaty „polish joke” da się podpiąć.
Również i pod takie określenie: Polnische Wirtschaft (pol. polskie gospodarzenie) – stereotypowe określenie funkcjonujące w społeczeństwie niemieckim, dotyczące organizacji społeczeństwa polskiego. Według tego stereotypu domyślnie „polnische Wirtschaft” oznacza skrajną niegospodarność, brak planowania … (wikipedia.org)
Chcemy łamać nieprzychylne nam stereotypy, to takich błędów polegających na nieprzyswajaniu podstawowych przepisów musimy unikać.
Zatem z tym wyrażonym poglądem, żebyśmy na „negatywne generalizacje” się nie powoływali, bo takowych nie ma, społecznie nie funkcjonują, zgodzić się nie mogę! Ale to było w komentarzach, raczej w didaskaliach, taki ze mnie małostkowy, czepialski typ, co do reszty, podstawy wywodu, to raczej już „Rejtanem” koszuli rwać nie będę, wręcz przeciwnie, zapewne pod „ LetFootballWin” wspólnie byśmy się podpisali.
Muszę się jednak jeszcze pośrednio z Senatorem podroczyć, w pewnej tematyce, a w zasadzie w formie jej przedstawiania, być może i dookreślić poglądowe niuanse, Albiceleste może się zgodzimy, a może nie do końca. Sprawdźmy.
„dziś Celtic to nie klub-legenda, a klub-prostytutka (…)Przypomina raczej przywiędłą primadonnę o przejaranym głosie i twarzy porytej bruzdami, których nie jest już w stanie zatuszować żaden puder. Jednak łaknienie sławy i pieniędzy pozostaje. Wciąż chciałoby się na scenę, na salony! Tak bardzo by się chciało, że można nawet się uciec do jawnego kurestwa. Wbić się na krzywy ryj, ordynarnie przekreślając na zaproszeniu nazwę „Legia” i chamskim markerem dopisując „Celtic”.”
Mhm, we mnie przedstawicielki najstarszego zawodu świata jakiejkolwiek odrazy, nawet minimalnej dezaprobaty nie wzbudzają, jak na dyżurnego „tabloidowego seksistę” przystało. Ba, wręcz jestem w stanie stwierdzić, że niejedna kurewka jest uczciwsza, mniej zakłamana niż wiele bogobojnych świętoszek i nawet wolałbym przebywać w towarzystwie tych pierwszych niż tych drugich. To nie znaczy, że na szacownych stronach c-L mam zamiar stręczyć i reklamować jakieś go-go agencje i zapewniać że w nich „Suchoje igristoje” pod inną etykietą zamiast kilkunastu złotych nie kosztuje kilkanaście tysięcy euro.
Trzymając się jednak tej terminologii, to nawet nie przez powyższy akapit przyrównanie Celtiku do dziwki jakiejś ujmy szczególnej dla niego moim zdaniem nie stanowi. Jeżeli Celtic to stara lampucera, „gruzówka” chcąca jeszcze na salonach zaistnieć, zabłysnąć, to przecież jest tylko jedną z wielu, a profesja i postępowanie zgodnie z jej zasadami jest raczej powszechne. „Kasa, Misiu kasa” oto credo tego, który dziś o szkockim klubie mówi per „szmaciarze”. Albiceleste pozwól, że terminy dookreślę, według mnie ten, który za słoną zupę, za kminku odrobinę … na odlew i po żebrach … to sutener imieniem UEFA. Nie jest sam, bo naczelna burdelmama to FIFA. Od tych dwojga znam tylko jednego bardziej sprzedajnego alfonsa to pełen wzniosłych frazesów MKOL. Jakoś nie wierzę, że za te porównania się obruszysz, z zapałem w rejtanowskim geście zaprotestujesz, ale jeżeli tak, to przyjmijmy, że te ekskluzywne salony i renomowane sceny , o które na piłkarskiej murawie zabiegamy, na nich właśnie chcemy się prezentować, to w finansowym wymiarze … najbardziej reprezentacyjny dom publiczny, pełen mniej i bardziej atrakcyjnych, wystawnych kurtyzan. Jeżeli bywanie w takim przybytku jest obranym celem, z niego chce się czerpać prezenty i profity, to lepiej się samemu nie oszukiwać, lepiej być świadomym obowiązujących zasad i konsekwencji w „domu nierządu” obowiązujących. Chyba, że jesteśmy tak naiwni, że wierzymy iż burdel na klasztor przerobimy (nawet gdyby to się udało, to dopiero dewiacje i patologie pod taką „przykrywką” by odchodziły). Dlatego w szaty dziewicy nic nie szkodzi się ubrać, tym różne „stare damy” można zdystansować, większe wrażenie zrobić, ale miejmy świadomość, gdzie jesteśmy, że w futbolowej ars amandi doświadczenie też jest niezbędne, bez tego królową balu, królewską faworytą się nie zostanie. Własne zasady możemy mieć, ale oprócz nas samych inni uwagi na nie zwracać nie muszą. A skoro tak i skoro w krajowych tancbudach nad Wisłą i Odrą pieśń się unosi jaka to z Legii stara … „pudernica” przydrożna, to tak jak na te przyśpiewki w Warszawie z wyższością wzrusza się ramionami, tak i w Glasgow nikogo to nie obejdzie.
Co nie oznacza, że do zasad fair play odwoływać się nie należy, nawet z wykorzystaniem rywala, ale oprócz uzewnętrznionego własnego przekonania to w efektywnym wymiarze to „tylko” i aż PR. Jeżeli dom nierządem stoi, tym bardziej mu zależy żeby uchodzić za eleganckie, nobliwe miejsce, żeby wizerunek był choćby i pozornie nieposzlakowany.
No cóż, a jeżeli do tego domu chce się uczęszczać, bywać na tych salonach, balach przepysznych, z tego chce się czerpać korzyści, to gospodarza choćby był i największym brutalem nie warto obarczać bluzgami, wyzwiskami nawet gdy rzyć chędoży sękatym kijem od szczotki. Lament i płacz tu nic nie pomoże jeżeli alternatywy do bywania na salonach brak. Grunt to głupio się nie nastawiać, taką należy wyciągać naukę, a przy tym właścicielowi domu pokazać, że i w ars amandi piłkarskiej jest się na tyle biegłym, że stare lampucery można zastąpić i w mediach nawet światowych również zaistnieć, a w takim razie trzeba być respektowanym. Z tym przyjdzie rozgłos, renoma, status, już później nie tak łatwo będzie podskoczyć i rzyć powtórnie wychędożyć.
Lepiej być „starą kurwą”, ale z autentycznym honorem i zasadami, im być wiernym, nimi się kierować, niż przejmować się tym że inni po wielokroć „świętoszkowaci” tych zasad nie podzielają, że ich nie mają, albo że ich posiadanie tylko udają, można ich propagandowo publicznie prowokować, ale w duchu trzeba na to wzruszyć ramionami.
W przerwie meczu z Łęczna był gorący spór właśnie o wzmiankowany burdel. Jeden ze stałych dyskutantów zauważył trafnie że burdelu dba tylko o kasę, na co szlachetny Walles równie trafnie zripostowal, że pracownicy którzy tak pragną dostać się do wspomnianego przybytku idą tam też właściwie dla kasy. Do tego momentu pełna zgoda. Dalej zarówno Walles jak i Ty robicie błędne założenie, to nie burdelu płaci, to klienci burdelu płacą. Owszem właściciel robi wszystko aby klientów przyciągnąć, ma ekskluzywne dziwki, organizuje takie też wieczorki itp itd.Jest kasa bo klient wali drzwiami i oknami. Szanse aby przestał walić są słabe ale jednak jawne preferowanie rudowlosych dziwek nad Białoglowe nie wszystkim się podoba.W takich stanach potrafią zastrajkowac a wtedy burdeli na rok zamykają. Dlatego jednak prośba aby nie zapominać kto tak naprawdę jest dla kogo i skąd burdel ma pieniądze. Bez klientów ani burdel ani dziwki kasy mieć nie będą. Lub Iocosusie jeszcze inaczej. Nie dlatego burdel jest bogaty bo ma ekskluzywne dzikwi tylko dlatego że te dziwki mają swoich wiernych i stałych klientów. Jasne burdel jest jeden i na wieczorki próbuje segregować i wybierać sobie i dziwki i ich klientów tylko czy to na pewno właściwe podejście?
Ależ Twoja uwaga jest jak najbardziej słuszna, w intencji sutenera winno być żeby fluktuacja, wybór wśród „panienek” był możliwie największy, żeby zaspokajały przeróżne gusta, dzięki temu popularność przybytku będzie rosła. Naczelny europejski stręczyciel o tym wie, nawet pewne ustalenia w tym kroku poczynił, żeby różnorodność na salonach panowała, żeby zaproszenia dostawały i blondynki i szatynki, a nawet i rude i przy tym poziom pudru na licach nie powinien mieć znaczenia, bogactwo sukni i klejnotów również, bo przecież choć w pierwszym momencie szykowna, okazale się prezentująca, olśni, przykuje uwagę, zwiedzie i skusi, to po prawdzie wszak w futbolowym ars amandi najważniejsza jest naga prawda, czyli to czego się dokonuje już bez zbędnych fatałaszków i błyskotek. A tu jeżeli zdolna, to zgrabna, frywolna i swawolna do zabawy skora, dziewka z prowincji zdystansuje renomowaną bywalczynię salonów, ale już przechodzoną kościstą lampucerę choćby i w stosunku 6:1.
Kwestia, że „stare damy” o tym też wiedzą, ba te najbardziej uznane, renomowane, pożądane, uefowskiego alfonsa chciałyby się pozbyć i zbijać kasę od klientów tylko i wyłącznie na własny rachunek, w gronie ekskluzywnym, ale już i zamkniętym, w nim jędrnymi , ale ubogimi parweniuszkami już by się przejmować kompletnie nie musiały. O tym przebąkują, o tym zda się marzą, własny burdelik w najwspanialszym europejskim pałacu pragnęłyby prowadzić.
Dlatego też uefowski stręczyciel lawiruje, pomiędzy uznanymi damami, a jędrnymi aspirantkami. Te drugie są mu niezbędne, ale gdy któraś starą pudernicę wyraźnie zdystansuje, ale przy tym tyłek w górę nieroztropnie na widok publiczny wyzywająco wystawi, to ku satysfakcji „starych dam” i w ich interesie, tenże tyłek sutener brutalnie i bez skrupułów wytrzepie.
My się rozwodzimy, zastanawiamy co zrobić, żeby po tym chędożeniu jednak naga prawda mimo wszystko triumfowała, jak sutenera przekonać, że to w kręcącym się jego interesie jest najważniejsze.
Najpierw o stereotypach: ależ ja doskonale zdaję sobie sprawę, że pewnie w każdym państwie na świecie da się usłyszeć dowcipasy rozpoczynane od "było sobie X, Y i Z", gdzie X to nasz człowiek, pełen cnót wszelakich, zaś dwaj pozostali uosabiają wszystko najgorsze, co tylko chcielibyśmy widzieć u sąsiednich nacji. I może to niezbyt pochlebnie zaświadczy o moim poczuciu humoru, ale nie mam nic naprzeciw takim żartom. Ba, skłonny jestem twierdzić, że gdyby sąsiedzkie animozje ograniczały się tylko do nich, żylibyśmy w naprawdę szczęśliwym świecie.
Chodziło mi jednak o to, że nigdzie nie spotkałem się z tym, aby jakikolwiek naród produkował tak bezwzględne stereotypy na własny temat. Przecież przy tym, co my sami o sobie wygadujemy, wszelkie Polen-Witze, Polish jokes i reszta jawią się jako nieledwie komplementy. Dlatego gdy tylko słyszę, że coś tam jest "typowo polskie", natychmiast włącza mi się agresor pytający "a ty, k'mać, co, z Gwatemali?!" (ponownie uprasza się kol. Cowboya, by zanadto do siebie tego nie brał. A Gwatemala podobno piękny kraj).
(cdn)
(cd)
"Burdelowa" metafora jest niewątpliwie wysoce efektowna, jednak mocno mi nie pasuje. Uważam, że wyzywanie wielu klubów od dziwek (dla mnie to, mimo wszystko, pejoratywne określenie) jest, cóż, nie fair.
Zacznę trochę z boku: nie widzę absolutnie nic złego w tym, że kluby chcą zarabiać. Przeciwnie, jeśli chcemy, by piłkarze w pełni poświęcali się grze, szkoleniowcy trenowaniu, prezesi prezesowaniu, etc., to oczekiwanie, że będą robić to za darmoszkę, ostro trąci hipokryzją. Nie da się natomiast udowodnić (przynajmniej ja takich dowodów nie widzę), że sensem istnienia takiego Realu Madryt, Bayernu Monachium, Manchesteru Utd jest kasa i tylko kasa. Nie kojarzę, by np. ostatni z wymienionych, przecież wielce zasłużony klub, desperacko szukał jakichś regulaminowych kruczków, by ocalić ostatni, jak na swoje standardy koszmarny sezon. Nie przypomina mi się również, aby tacy Królewscy poszukiwali swej upragnionej Decimy przy zielonym stoliku, nie na zielonej murawie. Można tak ciągnąć długo. Można też zahaczyć o takie kluby, jak Stade Reims, Borussia Moenchengladbach, Nottingham Forest - niegdyś wielkie, dziś tułające się po niższych ligach, bądź dopiero powoli wracające w stronę dawnej świetności. To jest sport. Zdarzają się w nim czasy chwały, ale też czasy tęsknoty za nią. I naprawdę wiele przykładów pokazuje, że w obliczu tych drugich można zachować twarz i powszechny szacunek, a nie się, scusi, kurwić.
Dalej, do UEFA, FIFA (zwłaszcza) i (jeszcze bardziej zwłaszcza
I jeszcze wątek marginalny, czyli rzekome marzenie największych (i najbogatszych) klubów o własnych rozgrywkach. Przecież to pusty blef. Kurwy jak kurwy, ale tęgie cwaniaki na pewno
Dykteryjka z innego podwórka.
Rabin stwierdza:
- Najbardziej lubię o nas czytać w antysemickich publikacjach.
- Czemu Rabbi?
- W naszych tylko jacy to my jesteśmy biedni, słabi, jaki u nas upadek obyczajów i jak bardzo jesteśmy poróżnieni w wszystkich niemalże kwestiach. Natomiast w nieprzychylnych nam periodykach cały czas jest podnoszone, że rządzimy światem, jesteśmy operatywni, wzajemnie się wspierający i niezmiernie bogaci!
Co do negatywnych generalizacji z naszej piaskownicy, troszkę na poważniej to ok. chyba zrozumiałem. Poddawanie się nieprzychylnemu stereotypowi może irytować, mam tylko nadzieję, że nie oznacza to nieuwzględniania, nieprzyjmowania do świadomości popełnianych błędów, piętnowania wad w tym i tych tzw. „narodowych”.
My jako nacja to jesteśmy zarówno „Chrystusem narodów” i nikt nam uduchowionym cierpiętnikom nie może podskoczyć, a z drugiej strony sami o sobie powiadamy, że naszego swarliwego, zawistnego kociołka po rozpaleniu pod nim nie trzeba pilnować, tego kto się zeń wychyli inni wciągną i tak do środka.
Duma miesza się z małostkowością i na dodatek z kompleksami.
Co by nie powiedzieć, w „Bereśgate” sam popełniony błąd, praprzyczyna afery, chwały nam nie przynosi, może służyć za dowód nieprzychylnym opiniom i krytyczne wnioski z takich sytuacji trzeba koniecznie wyciągać, ale jak sądzę rozbieżności tu chyba nie mamy.
Ha, Albiceleste należy to robić, bo okazuje się, że dowodzenie o nieadekwatności , nieproporcjonalności kary wobec przewinienia interpretowane jest już jako „wybielanie”, czyli może jakaś próba „pomniejszania” „bagatelizowania”, „wypierania” się błędu!
Zda się, trzeba wpierw się rzucić krzyżem na kościelną posadzkę, za grzeszną Martę i innych i tylko w pokutnym worze z pokorą, w najwyższym poczuciu winy dowodzić, ze nadana pokuta mimo wszystko jest za ciężka.
„wyzywanie wielu klubów od dziwek (dla mnie to, mimo wszystko, pejoratywne określenie) jest, cóż, nie fair.” – jako kibic jednego klubu, przyzwyczajony do tego rodzaju ustawicznych wyzwisk muszę je zracjonalizować!
„nie widzę absolutnie nic złego w tym, że kluby chcą zarabiać.” – zgoda, komercjalizację futbolu musimy przyjąć do wiadomości, wojowanie z nią pachnie donkiszoterią. Nie twierdzę, że to oznacza wyzbycie się zasad, w swojej pejoratywnej metaforze nawiązałem, że nią określane mogą być uczciwsze od takich, które za „święte” chcą uchodzić.
„w obliczu tych drugich można zachować twarz i powszechny szacunek, a nie się, scusi, kurwić.” – dokładnie tego oczekuję od klubu, który od kurew był, jest i będzie w Polsce wyzywany, obojętnie co się wydarzy, bez złudzeń, jako jego kibic te wyzwiska będę miał gdzieś. Zacznę się przejmować dopiero gdyby deklaracje i zobowiązania duetu M&L okazałyby się jedynie sloganami i frazesami.
MKOL – 1996, UEFA – 2012, FIFA – 2022, może i organizacje nie wypadają koszmarnie, ale pod jaką metaforę podpiąć te „transakcje”!?
W kwestii marginalnej, blef nie blef, ważniejsze to co sam przyznajesz, jest to rodzaj wywierania nacisku, presji, „postraszyć od czasu do czasu lubią. Głównie po to, rzecz jasna, by ugrać coś dla siebie.” – czyli, skuteczny środek wpływu!
Nie neguję oczywiście Twojego czy Gawina prawa do odczuwania wstydu, ale ja jestem chyba jednak nieco inaczej skonstruowany i wstydzę się głównie własnych działań, błędów czy zaniechań, względnie rzeczy, na które miałem jakiś realny wpływ. W tym konkretnym przypadku uznaję zwyczajnie, że jestem "za krótki" na dogłębną znajomość przepisów i stanu dokumentacji klubowej.
To z rabinem świetne
Co do reszty, wiadomo: każdy naród ma jakieś cechy charakterystyczne. W żyłach statystycznego Włocha (o ile w ogóle da się mówić o takim narodzie, wbrew pozorom wysoce ryzykowne) bulgotać będzie znacznie gorętsza krew, niż u statystycznego Niemca. Z kolei nasi zachodni sąsiedzi dystansują na tym polu Skandynawów. Co oczywiście nie oznacza, że nie trafiają się flegmatyczni mieszkańcy Rzymu, czy Islandczycy-cholerycy. Wiadomo również, że część z tych cech dałoby się od biedy uznać za obiektywnie negatywne. Standardowy Włoch (założenie jak poprzednio) będzie bardziej skłonny do naginania, czy też otwartego łamania prawa i norm moralnych, niż jego niemiecki odpowiednik. Z kolei włoska gościnność przy niemieckiej wygląda jak Lamborghini w towarzystwie Warczyburga. I można tak jeszcze długo.
Tylko po co? Zdać by się mogło, że w XXI wieku jako ludzkość, a przynajmniej świat zachodni, do którego uparcie chcemy przynależeć, doszliśmy wreszcie do tego, że - żarty na bok - żaden naród nie jest "lepszy", ani "gorszy" od innych. Każdy ma swe dobre i złe cechy, każdy miewał wpadki i momenty triumfu. Tymczasem ku mojemu przykremu, niepomiernemu zdziwieniu w samym sercu Europy cała masa ludzi pieprzy piramidalne bzdury o Polakach. Jeszcze bardziej dziwne i przerażające jest to, że ci pieprzący to... Polacy właśnie.
Jeśli miałbym wybrać cechę, która mnie w nas samych najbardziej boli i irytuje, bez wahania postawiłbym na to wieczne bujanie się od ściany do ściany. Albo Chrystus narodów właśnie, nation sans peur et sans reproche; albo obciach, wstyd i nicpotem. Opcja a stała się ostatnio zarezerwowana dla kruchciano-radyjowych patryjotów, dominuje więc opcja b. Pracuję w branży turystycznej. Mam - może nie zawsze bezpośredni, ale jednak - kontakt z całą masą obcokrajowców, którzy do nas przyjeżdżają. Wiesz co najbardziej zaskakuje ich in minus? Nie, wcale nie dziurawe drogi, rzekomo powszechne złodziejstwo i lichy poziom znajomości języków obcych. Zabijają ich nagminne "powitania" w stylu "cześć, Hans/Bob/Icek/Giorgio/Sven/kto-tam-jeszcze! Ale tu chujowo, prawda!?" Brrr. Uff, ale mnie poniosło
Transakcje, blefy, cóż... Ja przecież nigdzie nie twierdzę, że wiadome organizacje to oazy transparencji i moralnego ładu. Uważam po prostu, że mogłoby być znacznie gorzej.
@ Gambler:
Też sobie pozwolę na coś osobistego. Szczerze Ci współczuję. I jednocześnie upraszam, byś się nie pieklił zanadto, bo w poprzednim zdaniu nie ma krzyny ironii. To musi być straszne. Ja rozumiem - żyć w przyjemnej fikcji. Na dłuższą metę groźne, ale na pewno kuszące. Ale żyć w fikcji paskudnej???
Otóż nie, jak trafnie pisze Garm, wcale nie jesteśmy tacy znowu wyjątkowi. Co więcej, wszystkie te nasze "wstydy", "obaciachy" i inne "porażki" są w ogromnej mierze wyolbrzymiane przez nas samych.
Dach? No owszem, głupio wyszło. Warto by jednak pamiętać, że tak naprawdę... nic się nie stało. Ot, mecz (jak się później okazało, niezbyt istotny) został przełożony o bodaj dwadzieścia godzin, wielkie mecyje. I śmieszne to, i straszne zarazem, ale np. ci, którzy najgłośniej z nas łacha darli, mają na koncie znacznie poważniejsze stadionowe poruty. W wyniku jednej z nich zginęło, bagatela, 96 osób, a pamięć o nich przez długie lata bezczeszczona była przez policyjną propagandę w iście totalitarnym stylu. Trochę inny rozmiar czapki, nieprawdaż?
Koszulki? Nasz zapominalski piłkarzyna przez "brak stroju" (ech, łezka w oku się kręci) nie zagrał w meczu Bundesligi. Jednym z 306ciu, jakie odbyły się w tamtym sezonie. Jeden francuski lekkoatleta też ostatnio zapomniał. Co prawda nie zabrać, a nie zdejmować, wskutek czego stracił złoty medal ME.
Nie, nie w tym rzecz, by teraz nagle zacząć się naigrywać z Anglików, Francuzów, kogokolwiek. Chciałbym Ci tylko uświadomić, że z niedomkniętym dachem i zapomnieniem koszulki Polska kojarzy się (o ile w ogóle) jedynie Polakom. Reszta zwyczajnie ma to w trąbie. Naprawdę.
Możemy mieć „basen narodowy”, zapominać koszulek i nie znać przepisów skutkiem czego odbywamy karę, której nie odbywamy, tym sposobem w intencjach Bogu winny anioł jako zdeprawowany przestępca trafia do piekła, wiele innych tego gatunku kwiatków na ojczystej ziemi z pewnością jeszcze zakwita, ale … to nie w rodzimej ekstraklasie, a w kraju uważanym za przykład podporządkowywania się regulaminom, przestrzegania procedur, pod względem organizacyjnym stawianym za niepodważalny przykład, to w tymże perfekcyjnym, służbisto pedantycznym praworządnym ideale … sędzia uznał gola, którego nie było, bo w Bundeslidze wartej dziesiątki i setki milionów € siatka bramkarska okazała się dziurawa, arbiter objawił się ślepcem, a strzelec gola „świętoszek” wpierw łapie się za głowę świadom zaprzepaszczonej okazji, żeby chwilę poźniej cieszyć się z oszustwa!
http://www.youtube.com/watch?v=IQho4-W5-24
Jeszcze jedna uwaga. Pisząc tutaj o Polsce mam na myśli Polskę piłkarską. Nie podjąłbym się polemiki że jesteśmy durnym narodem bo nie mamy wybitnych szachistów.
Jak na moje, nie jest ani dobrze, ani źle. Jest normalnie. Tak sobie. Tak, jak na to zasługujemy. I tyle. Nie ma sensu ani wpadać w euforię, ani w depresję.
Wielokrotna recydywa? Stary, ale to przecież temat-rzeka. A nawet kilka rzek. Moglibyśmy tu siedzieć do marca i pewnie wciąż mielibyśmy o czym gadać... W mojej opinii, ale takiej bardzo, bardzo skondensowanej:
Rzeka 1 - krótka, ale główna, znaczy taka, która płynie prosto do morza
Nie da się oderwać Polski piłkarskiej od Polski nie-piłkarskiej. W moim odczuciu próby tego typu (podejmowane zresztą dość często przez bardzo różnych ludzi przy bardzo różnych okazjach) nie znajdują żadnego uzasadnienia w logice. Ot, weźmy choćby takie organizacyjne niedociągnięcia, pomyłki, czy ordynarne wałki. One się zdarzają tak w naszej administracji publicznej, edukacji (wyższej, niższej, wsio rawno), służbie zdrowia, ale też w siatkówce, czy biathlonie. Skąd zatem oczekiwanie, że akurat nasz futbol będzie (he, he) zieloną wyspą?
Rzeka 2 - bodaj najdłuższa, niejedna mądra głowa połamała się na próbach ogarniania jej meandrów.
W naszym kraju, w naszym narodzie (kurde, ostatnio jakaś górnolotność mnie dopadła
My dziś, w XXI stuleciu, jesteśmy tam, gdzie niektóre nacje znalazły się dobre trzysta lat temu. Trzy wieki straty. Biorąc to pod uwagę, i tak chyba nie jest z nami aż tak znowu strasznie.
Rzeka 3 przemierzana już tutaj nie raz.
Trochę sobie zaprzeczę
Niestety, najmniej te pozytywne zmiany widać w świecie naszego sportu, który opóźnia się w stosunku do reszty i (co najmniej) jedną nogą wciąż tkwi w PRLu. Z tą różnicą, że wtedy mieliśmy udawane amatorstwo, dziś mamy udawaną profeskę. Negatywnych konsekwencji takiego stanu jest całe mnóstwo. Ot, choćby rozmywa się - jak to w PRLu - odpowiedzialność za własne czyny. Albo, co równie istotne, nie tworzą się wzory praktyk przynoszących sukces. Wskutek czego ci nieliczni szaleńcy wkładający kasę w rodzimy sport (ze szczególnym uwzględnieniem kopanej) błądzą jak dzieci we mgle. Oczywiste zatem, że od czasu do czasu nadzieją się na jakiś dołek, albo wyrżną na innej banalnej przeszkodzie.
Nie wiem dlaczego w Legii popełniono ten idiotyczny, a zarazem straszny błąd. Rzadko kiedy da się przecież znaleźć jedną przyczynę. Wierzyć wypada, że duet L&M wyciągnie zeń właściwą naukę. Że zapamięta, iż tam i tam i tam są niewidoczne, odsunięte (przecież w dobrej wierze!) krzesła, o które można się, pardon, wyjebać. Z drugiej strony jestem (niestety) pewien, że do takich kraks jeszcze niejednokrotnie będzie dochodzić. Może mniej spektakularnych (oby!), ale jednak. Może w Legii, może w Lechu, może jeszcze gdzie indziej...
Akurat to konkretne krzesło panowie L&M sami sobie na drodze postawili myśląc naiwnie, że osoba bez żadnego doświadczenia ogarnie temat bez żadnych błędów.
W zasadzie to tylko jedno. Teraz wiem że możemy się spierać na ostro,nawet na bardzo ostro i nic więcej z tego nie wyniknie. Kupiłeś mnie na zawsze "Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego".
Mam sporą zagwochę z Twoimi wypowiedziami nt. działalności duetu L&M (z naciskiem na "L"
Postaw się na ich miejscu (znaczy L&M). Albo wyobraź sobie, że kupiłeś od nich Legię. Nie wiem skąd miałeś kasę, spadek jakiś alboco. W każdym razie pieniąchów starczyło na zakup klubu i w zasadzie tyle. O żadnym "robieniu Mansoura" nie ma mowy. Gdzie szukałbyś sensownych ludzi do pionu administracyjnego (i nie tylko) z doświadczeniem w pracy w klubie piłkarskim? Z zagranicy ich ściągniesz? Ale za co? Podkradniesz Koronie Kielce? A może Górnikowi Zabrze? Wolne żarty...
Wiem, to przykre, ale moim zdaniem tacy ludzie, jak Leśnodorski i Mioduski są - podkreślę to po raz kolejny - skazani na błędy. Także błędy w procesie rekrutacji.
@ Walles:
Teraz wiem że możemy się spierać na ostro,nawet na bardzo ostro i nic więcej z tego nie wyniknie.
"Cenzor z dziewiątego rzędu: nieee, w tej formie to nie może wcale pójść!"
Żeby reszta wiedziała, o czym my tu tak na słodko pitolimy: słuchać i się zachwycać
Borek właśnie przed chwilą zaćwierkał, że kandydatem na kierownika jest Konrad Paśniewski (był kierownik reprezentacji). Widać jak się chce, to się znajdzie.
Ja się z Tobą zgadzam co do wielkich kłopotów odnośnie znalezienia specjalistów w naszym pięknym kraju. Sam raz po raz jestem nękany przez wszelkiej maści head hunterów, bo kiedyś nieopatrznie założyłem konto na Goldenline i naprawdę szkoda mi tych panienek, które muszę wysyłać na drzewo. Generalnie, mamy społeczeństwo wykształcone ale robić nie ma komu.
Ale, moim skromnym zdaniem, panowie L&M jednak lekko przesadzili z tą miotłą. Nie wiem w ogóle, w czym przeszkadzał im Zawadzki. Fizjonomia nie pasowała do nowej profesjonalnej Legii?
Pytanie do Borka:
Tomasz Kalinowski @1976Tomek 2 godz.
A czy to nie za kadencji tego Pana, PZPN legalizował swoich farbowanych lisów na 24h przed meczem z Grecją?
Mam zdecydowanie za mało danych, by zestawić doświadczenie, kompetencje, możliwości zawodowe, etc. Zawadzkiego, Ostrowskiej i Paśniewskiego, po czym opowiedzieć się za którąkolwiek z tych "kandydatur". Wierzyć wypada, że legijni "sznurkociągacze" takie dane posiadają.
Ale mnie tak naprawdę szło o szerszy obrazek. Mówimy o trzech nazwiskach. Jakbyśmy pogrzebali tu i ówdzie, może doszlibyśmy do dychy. Ktoś bardziej oblatany od nas (znaczy ode mnie, w sumie nic nie wiem o Twoich ustosunkowaniach zawodowych
Powtarzam po raz kolejny: rozumiem Twoje zastrzeżenia do działań władz Legii i często je podzielam. Niemniej, warto by chyba pamiętać o pewnym biblijnym królu. I pustym dzbanku.