- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Garm
Wściekłość i duma
Zaniepokojonych tytułem śpieszę uspokoić - nie doszło do sekretnego przejęcia Czarnej-eLki przez zwolenników radykalnych dyskusji politycznych; nie mam zamiaru roztrząsać w tym tekście kwestii związanych z nienawiścią do Arabów czy moich zastrzeżeń do oficjalnej polityki Kościoła katolickiego. Zwłaszcza że przy Orianie Fallaci pismol ze mnie jak z... tu może lepiej zostawmy małe niedopowiedzenie. "Wściekłość i duma" to tytuł bodaj najważniejszego dzieła włoskiej publicystki, ale i przeważające... uczucia? pasje? targające mną w ciągu ostatnich paru dni. Zgadliście - pora na kolejny tekst z cyklu "Wszyscy się już na ten temat wypowiedzieli, więc pora na mnie".
Dzisiejszy tekst sponsoruje zespół Machine Head i utwór Aesthetics of Hate - w wolnym tłumaczeniu "Estetyka nienawiści". Caveat emptor.
Wściekłość odczuwam po piątkowej decyzji UEFA, która uznała, że techniczny błąd pracowników Legii w obsłudze nowego systemu zgłaszania zawodników do poszczególnych rund europejskich rozgrywek jest ważniejszy niż największa klęska w z górą półwiecznej historii pucharowych występów Celticu Glasgow. Wściekłość ta przybiera na sile za każdym razem, kiedy czytam na stronie UEFA puste frazesy o tym, co dla tej organizacji jest najważniejsze. Wściekłość ta wzmaga się za każdym razem, kiedy widzę 1. przykazanie europejskiego piłkarskiego dekalogu, o następującym brzmieniu: "We wszystkim, co robimy, piłka musi być zawsze na pierwszym miejscu, musi być najważniejszym elementem naszych rozważań. Piłka nożna to w pierwszej kolejności gra, a dopiero potem produkt. W pierwszej kolejności sport, a dopiero potem rynek. W pierwszej kolejności widowisko, a dopiero potem biznes". W piątek wszyscy się przekonaliśmy, ile wart jest ten dekalog. Jak wielką wagę należy przykładać do odczytywanych okresowo przed meczami wezwań do stosowania postawy Fair Play, do walki z dyskryminacją, do zaprowadzania powszechnej równości, wolności i braterstwa.
Nie ukrywam,żewściekłość moją podsycają również kwestie niewymierne - przeczucia, wrażenia, przeświadczenia. Ktoś mógłby nazwać to zaczątkiem manii prześladowczej... ja jednak, choć wina Legii jest w świetle regulaminu niepodważalna, nie potrafię nie wpisywać sobie piątkowego walkowera w ciąg rozpoczynający się w poprzednim sezonie, kiedy to mój klub został ukarany dwukrotnie za to samo przewinienie, bez możliwości naprawienia uchybienia. Kiedy to Legia była aktywnie zwalczana przez czołowych europejskich sędziów, o ile za europejskiego sędziego można uznać wiernego syna Związku Radzieckiego, Władysława Biezborodowa. Mam silne wewnętrze przekonanie, że gdyby Bartosz Bereszyński w Edynburgu nie zagrał, władze europejskiej piłki znalazłyby inny sposób, żeby Legię z ich flagowych zawodów wyeliminować. Może Biezborodow dostałby szansę sędziowania decydującego rewanżu w IV rundzie kwalifikacyjnej?
Wściekłość powyższą wzmaga dodatkowo zachowanie pracowników i kibiców Celticu. Byłem w Edynburgu. Poszedłem na mecz zgodnie ze wskazaniami personelu odpowiedzialnego za rozdzielenie kibiców przyjezdnych od miejscowych i wpadłem prosto w grupę pijanych i dość agresywnych mieszkańców Glasgow i okolic stojących w kolejce do wejścia na trybunę główną stadionu rugby Murrayfield. Dzięki pomocy stewarda - jak się później okazało, kibica Glasgow Rangers - wszedłem na właściwy sektor bez większego uszczerbku na zdrowiu i mieniu. "Wybitna" organizacja meczu dała się we znaki jeszcze kilka razy; dość powiedzieć, że dziennikarze mieli poważne problemy ze zlokalizowaniem strefy przeprowadzania pomeczowych wywiadów. Osobne słowa pozdrowienia należą się Polce, która świadomie - bzdurnym komentarzem o konieczności pozostania na sektorze - zagłuszyła śpiewany w tym okresie przez fanów Legii hymn narodowy. Moim zdaniem należy się jej co najmniej karne pozbawienie obywatelstwa Rzeczypospolitej.
Pozostaję przy temacie wściekłości, ale nie będę nawet poruszał kwestii obraźliwych dla chyba każdego Polaka, a dość powszechnych wśród miejscowych, flag i bannerów sławiących zbrodniczy system totalitarny (zapewne całkowitym przypadkiem jedna z nich, ozdobiona nader atrakcyjną fizys Che Guevary, powiewała radośnie w bezpośrednim sąsiedztwie sektora kibiców przyjezdnych). Skoncentrujmy się na samym fakcie odwrócenia losów rywalizacji przy zielonym stoliku i odbioru tegoż wśród fanów Celticu. Pierwsze przebąkiwania o walkowerze w meczu rewanżowym pojawiły się wkrótce po tym, jak Legia sensacyjnie zmasakrowała dumnych Szkotów 4:1 przy Łazienkowskiej. Na tym etapie były to głównie przekomarzanki i żarty, typowy wyspiarski futbolowy "banter" oraz nawiązania do sytuacji sprzed trzech lat, kiedy to Celtic poległ na piłkarskiej murawie, by później, dzięki niezasłużonej pomocy mafijnych struktur europejskiej federacji, ostatecznie awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów kosztem szwajcarskiego FC Sion. Wtedy Szkoci byli "tylko" beneficjentem wojny pomiędzy UEFA a stanowczym właścicielem szwajcarskiego klubu - teraz zaś wydają się być jednym z głównych architektów regulaminowych machlojek, które przepchnęły ich do kolejnej rundy mimo rekordowej klęski. Dlaczego "wydają się"? Posty na ten temat na ich forum pojawiły się w okolicach weekendu 3-4 sierpnia - autorami pierwszych z nich byli moderatorzy tych forów, ludzie powołujący się na informacje z klubowych struktur; większość z tych postów została usunięta, ale niektóre wciąż można odnaleźć. Nie do odnalezienia są oczywiście rozmowy prywatne, w których kilku starszych kibiców Celticu zapewniało mnie w poniedziałek i wtorek, że w razie niekorzystnego wyniku "zrobią nam Sion".
Bodaj najintensywniejszą wściekłość wzbudza we mnie fakt, że mając te wszystkie dane i swoje, z natury fatalne, przewidywania oddałem się beztroskiemu wywczasowi i nie zrobiłem nic, żeby zapobiec najgorszemu. Po pierwszych sygnałach z forum Celticu, jeszcze po pierwszym meczu, w stanie błogiego niedowierzania porównałem listę legionistów zgłoszonych do 3. rundy kwalifikacyjnej z tymi, którzy faktycznie wywalczyli na boisku trzybramkową zaliczkę przed spotkaniem rewanżowym. Nie dostrzegłem niczego złego i głębiej nie drążyłem. To jest wściekłość najbardziej intensywna, bo po fakcie wszystko wydaje się takie proste - wystarczyło sprawdzić, zastanowić się, zapytać kogoś, podnieść kwestię, wznieść raban, narobić hałasu... Nie zrobiłem tego, na mecz rewanżowy poszedłem w błogiej nieświadomości i jest to jedna z raptem kilku rzeczy, których w całej swojej kilkudziesięcioletniej obecności na trybunach Legii nigdy sobie nie wybaczę.
Znacznie słabszą wreszcie, ale jednak wściekłość, czuję też, czytając opinie kolegów po szalu, którzy po feralnym dniu masowo zaczęli przywoływać we wszystkich możliwych środkach przekazu najróżniejsze mizoginiczne stereotypy związane z obecnością w piłkarskiej szatni kobiety. Być może będę w swoim zdaniu odosobniony, ale mam w tej kwestii silne przeświadczenie: błąd Marty Ostrowskiej nie miał żadnego związku z faktem, że jej 23. para chromosomów ma wzór XX, a nie XY. Podobne - choć mniej brzemienne w skutkach - poważne błędy przydarzały się również jej (męskim) poprzednikom na kierowniczym stanowisku, a panią Ostrowską należy moim zdaniem wyrzucić z pracy nie z powodu jej pomyłki, lecz ze względu na to, jak na nią zareagowała, co później mówiła i jak w czysto korporacyjny sposób próbowała przerzucić na cudze barki odpowiedzialność za sytuację, która - w zależności od wersji - w mniejszym lub większym stopniu obciąża także ją.
Dość. Wystarczy tej wściekłości. Wściekłość to uczucie destrukcyjne, niszczycielskie, wymagające gwałtownych czynów. Gwałtowne czyny są w moim wieku działaniami dość szybko wyczerpującymi wątłe siły - pora więc na lekkie przynajmniej odbudowanie mentalnych zasobów. Pora na dumę.
Dumę otóż czułem zarówno podczas pierwszego, jak i drugiego meczu Legii z Celtikiem. Ekipa dopiero co powszechnie niemal odsądzanego od czci i wiary Henninga Berga rozsmarowała słynnego europejskiego przeciwnika po murawie w wymiarze, który nie ma precedensu w jego długiej historii. Celtic nie przegrał 1:6 ani z Barceloną w szczytowym okresie chwały guardiolowej tiki-taki, ani z AC Milanem w okresie łabędziego śpiewu galiano-berluskonizmu, ani w żadnym innym dwumeczu w ponad 50-letnich dziejach swojej europejskiej rywalizacji. Zmasakrowała go Legia z Duszanem Kuciakiem w bramce, z obroną w składzie Tomasz Brzyski, Inaki Astiz, Jakub Rzeźniczak, Łukasz Broź, parą defensywnych pomocników Tomasz Jodłowiec, Ivica Vrdoljak, dwójką skrzydłowych w osobach Michałów: Kucharczyka i Żyro oraz napastnikami: Ondrejem Dudą i Miroslavem Radoviciem. Oni wszyscy, wraz z rezerwowymi, członkami sztabu szkoleniowego oraz resztą personelu wspierającego, zapisali się złotymi zgłoskami na kartach historii Legii - i żaden techniczny błąd tego nie zmieni. To był ich dwumecz, to był ich wielki sukces, za który chwała im i sława.
Tym większą dumę czułem, kiedy wstając o wpół do piątej nad ranem w niedzielę oglądałem piłkarzy Legii rozbijających w puch beniaminka z Łęcznej. Końcowy wynik 5:0 kompletnie nie oddaje boiskowych wydarzeń i goście powinni być bardzo zadowoleni z faktu, że opuszczają Łazienkowską z ledwie jednocyfrową stratą bramkową. Piłkarze Legii mimo czwartkowo-piątkowej traumy pokazali, że są profesjonalistami i nadal potrafią grać po swojemu, na poziomie nieosiągalnym chwilowo dla żadnej innej krajowej ekipy. W tym kontekście pozostaje tylko niesmak związany z telewizyjnym komentarzem Rafała Wolskiego, który uznał czwartkowo-piątkowe wydarzenia za znakomitą okazję do wyśmiewania jakości polskiej piłki w ogóle, a deklaracji właścicieli Legii w szczególności, zwłaszcza tych dotyczących z konieczności rosnącej w przyszłości wartości produktu, który dostarcza nasza liga. Mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją, w której główny partner medialny ligi wykorzystuje swoje łamy do deprecjonowania jej niewątpliwych sukcesów i sztucznego obniżania jej jakości. Właśnie dlatego czuję niesmak, a może nawet odrazę wobec takiego sposobu prowadzenia negocjacji na rynku medialnym.
Oczywiście wściekłość i duma nie wyczerpują spektrum moich odczuć związanych z ostatnimi wydarzeniami. Ważną rolę odgrywa w nich też chociażby niepokój, że ta drużyna Legii nie może przetrwać kolejnego sezonu, że jej najważniejsze ogniwa odniosą kontuzję, stracą formę lub zostaną sprzedane, a ich ewentualni następcy będą potrzebowali czasu na aklimatyzację. W przypadku polskich drużyn każdy wygrany dwumecz w europejskich pucharach jest sukcesem, często sukcesem ponad stan. Niepokoję się, że na kolejny sukces taki jak z Celtikiem znowu przyjdzie mi czekać przynajmniej kilka lat.
Lękom powyższym towarzyszy też poważna obawa o to, co się wydarzy w maju podczas rozgrywanego w Warszawie finału Ligi Europy. Oby okazało się, że są to czcze obawy... Mam nadzieję, że w nadchodzących miesiącach Legia dostarczy mi i innym kibicom dość powodów do dumy, żeby łatwo było zapomnieć o naszej wściekłości.


Pozwolę się nie zgodzić. Pani Marta została zatrudniona na tym stanowisku głównie ze względu na wzmiankowaną parę chromosomów. Pan Prezes chciał być "trendi", "dżezi" i w ogóle oryginalny. No to jest oryginalny. Na cały świat.
"Pani Marta została zatrudniona na tym stanowisku głównie ze względu na wzmiankowaną parę chromosomów."
A co odczuwasz w kontekście takich wypowiedzi? Wściekłość, niesmak, czy dumę?
Na tym forum są prezentowane takie postawy które wydają się być akceptowane. Nie mówię o banowaniu ale o wyraźnym zajęciu stanowiska.
To znaczy że zaczynamy "odczuwać" dopiero jak nas coś dotknie osobiście?
Prezentujemy postawę lekceważenia przepisów i zasad i przypominamy sobie o nich dopiero jak w nas uderzą i wtedy zaczynamy "rwać koszulę na piersi" i dostrzegać całe zło tego świata.
A na co dzień potykamy się o nie bez przerwy twierdząc że ktoś ma prawo do swoich poglądów. Wszyscy wymienieni przez Ciebie w tym felietonie mają do nich prawo i jeśli nie pisałeś o tym że się z nimi (obrazowo ujmując) nie zgadzasz już wcześniej to dzisiejszy "krzyk" wydaje się być spóźniony.
Częściej wykładaj swoje racje moralne to może dołożysz ziarenko do naprawy świata.
Wielokrotnie dawałem wyraz wewnętrznemu przekonaniu, że w przypadku kibiców należy jednostkowo oceniać ich działania, a nie uważać automatycznie każdego posiadacza szalika za potencjalnego mordercę i gwałciciela. Dlatego teraz nie mogę się zgodzić z postawą, że "baba w szatni to muszą być kłopoty". Jestem w stanie zrozumieć, że takie kocopały sadzi przygłup pokroju Franciszka Smudy. Trudniej mi zrozumieć, że ochoczo podchwytują to ludzie znacznie bardziej od niego inteligentni.
Po pierwsze: ok, każdy człowiek jako-tako oblatany w realiach kontynentalnej i światowej kopanej powinien mieć świadomość, że pomiędzy faktycznymi działaniami monsieur Michela i jego przydupasów, a wartościami, które rzekomo promują, istnieje spory rozdźwięk. No ale żeby aż taki?!
Po drugie: tuż przed meczem rewanżowym uspokajałem Senatora pisząc, że przekręt się zwyczajnie UEFA'ie nie opłaca. No i wyszło na to, że Platini i s-ka to nie tylko geszefciarze, ale w dodatku głupi geszefciarze, którym liczenie sprawia pokaźne problemy. Brawo, chłopaki. Po chamsku przepchnęliście do następnej rundy ekonomiczne i sportowe truchło. Pchajcie je dalej, może i do samego finału, wszelkiego powodzenia życzę.
Po trzecie: postawa tego truchła to już naprawdę absmak jakich mało. Jak na moje, you'll never walk alone powinni sobie przeobić na you'll always creep alone. A tfu, na psa urok.
Teoria nazwijmy to spiskowa, gdyby miała okazać się prawdziwa, tylko dopełni obrazu naszej organizacyjnej klęski.
Ja np. nie sądzę, żeby to była celowa zagrywka federacji. Jeżeli chcieliby utorować naszym kosztem drogę do LM Celtikowi czy komukolwiek innemu, gdyby uważali Legię za twór niepożądany czy niebezpieczny, już dawno dostarczyliśmy im dość okazji, żeby mogli wrzucić nas do toalety i spuścić wodę. Sądzę że Legia w gruncie rzeczy interesuje ich tyle co zeszłoroczny śnieg.
Dostrzegam natomiast taką możliwość, że to Celtic 'prześwietlił' nas pod kątem regulaminowym po pierwszym meczu. Tamte wpisy na ich forum o wykluczeniu Legii widziałem 3.08, to był niedzielny wieczór, ale uznałem, że ktoś sobie po prostu nawiązuje żartobliwie do sprawy Sionu, ew. podpuszcza innych userów. Zresztą jakiś mod podsumował, że to tylko 'mocking around'. No ale w kontekście późniejszych wydarzeń, trudno nie nabrać podejrzeń, zwłaszcza kiedy dodać do równania inne poszlaki.
Tylko co wynikałoby z prawdziwości tych podejrzeń? Ano oznaczałoby to, że my nie wiedzieliśmy o stryczku na naszej szyi, a oni wiedzieli. Że byli lepiej zorientowani w naszej sytuacji niż my sami. Że potrafili najpierw nieformalnie zasięgnąć języka w federacji, a potem szepnąć słówko podpowiedzi delegatowi. Że rozegrali nas jak dzieci.
W takim przypadku do dumy i wściekłości należałoby dopisać jeszcze wstyd.
Szkoda, że nie doświadczenie. "Doświadczenie", to takie słowo, które można znaleźć w 99% ofert pracy.
Czepiasz się. Nie Ty prowadziłeś rekrutację i nie wiesz co zdecydowało. Nie zawsze doświadczenie jest najważniejsze.
Tak jak pisał kibic50 cel podstawowy liga Europejska była ale się zmyla. Jest szansa aby ją odzyskać, trzeba więc tą szansę wykorzystać a o całej reszcie zapomnieć.
Cała ta sprawa mam nadzieję otworzy oczy urzedasom i sprawi że wdrożenie zmian które będą zgodne z duchem sportu nastąpi szybciej.
1. UEFA nie zmienia decyzji.
Środowisko zintegrowane, piłkarze nabuzowani jak meserszmity pokonują Kazachów i swą sportową złość przekładają na mecze grupowe w LE i TME.
2. UEFA zmienia decyzję, a piłkarze przegrywają potyczkę z Mariborem(?)
Wtedy to dopiero polecą gromy na piłkarzy. Staniemy się jeszcze większym pośmiewiskiem, a o dobrych występach w LE będziemy mogli zapomnieć.
3. Najmniej prawdopodobny wariant. UEFA zmienia decyzję, a Legia wygrywa i trafiamy do LM. Zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe...
No nie to nie wszystkie wersje
UEFA podtrzymuje decyzję a my odpadamy .
Brak kasy widoczny, wzmożone wrogie nastroje wobec UEFA widoczne. Wiele złego może się wydarzyć przy takim scenariuszu.
Oczywiście, że tak. Przypomnę nieśmiało, że celem na ten sezon jest awans do i z grupy LE, który jeszcze nie tak dawno wydawał się mission impossible. Zaczynamy wpadać w jakąś dziwną i niezrozumiałą histerię. Aż się prosi, żeby ktoś w końcu powiedział tak
Już poczyna opadać pył bitewny i emocje też jakby więdną. Staram się wystrzegać mitologizowania rzeczywistości i innym doradzam, gdyż łatwo popaść w jakąś przypadłość mało uleczalną, bo medycyna bywa bezradna. Jednym z mitów są jakoby oszukliwe, oczywiście dla nas niebożąt, przepisy, a jakże UEFA. Znowu napominam kibiców od 5 minut, aby nie traktowali tego zupełnie na serio, gdyż nawet dyskusje nie na temat o statucie PZPN sprzed kilku lat oraz regulaminach rozgrywek powinny nasunąć taką podejrzliwość maleńką, że skoro to co "tworzymy' musi być zgodne z przepisami UEFY, a te z FIFY, to może i Regulamin jest taki prawie sam. Wystarczy pomyśleć. Można również sprawdzić. Otóż w Regulaminie rozgrywek jak byk w punkcie 14.2 stoi "Tylko zawodnicy uprawnieni do rozgrywek Ekstraklasy SA mogą odbyć ciążące na nich kary dyscyplinarne". Jest i lista A i lista B i kary. Nihil novi. Dla zwykłego kibica jak ja. Dla władz Legii nieosiągalne.
Żeby była jasność, za nieszczęście dla Legii nie uznaję tego co się stało, nie uznałbym odejścia np. połowy drużyny, ale odejście Panów Mioduskiego i Leśnodorskiego, zwłaszcza tego ostatniego.
A teraz trochę polemicznie, Garmie wybacz, że ratio musi przegrać z emotio. Ale cenię takie jak Twoje stawianie sprawy. Ma to zadziałanie oczyszczające, wybacz znowu, jak lewatywa. Bowiem te imponderabilia to jest zawracanie kijem Wisły, bo każdy może je dobrać dla uzasadnienia każdej tezy. Przecież wiemy, że podstawą ludzkiej, jakiej takiej egzystencji, bez wojen, jest legalizm oraz ogólne zasady funkcjonowania prawa. Dyrektywy sprawiedliwościowe i wiele innych są regułami interpretacyjnymi i funkcjonalnymi. Jedną z podstawowych zasad jest pierwszeństwo lex specialis przed lex generalis. Oznacza to, że szczegółowe uregulowanie jakiejś dziedziny jest ważniejsze i mocniejsze niż odczucia ogółu. Takim lex specialis jest sport i piłka nożna. Znamy to aż za dobrze. Wielokrotnie pisałem o potrzebie kompatybilności i korelacji przepisów ogólnych z tymi sportowymi, bo odrębność poszła za daleko. Można tu wymienić przepisy prawa pracy z ich swobodą zawierania, rozwiązywania stosunku pracy i jego przekształcania mające się nijak do tych piłkarskich, czy łamanie zasady prawa właścicieli do korzystanie ze swojej własności, ale wprowadzanie licencji czy określających upadłość. W ten sposób np. zawodnicy, czy trenerzy są zwolnieni z ponoszenia skutków zmian funkcjonowania klubów i jak w Polonii mogą doprowadzić do likwidacji podmiotu, przecież nie tylko sportowego, ale i gospodarczego. Powiadam: to poszło za daleko.
Lecz, nie można nie zauważyć, że bycie w sporcie jest dobrowolne. Zarówno z dobrodziejstwami jak i kosztami. Jak kto chce tylko korzystać to musi znależć inną dziedzinę swej aktywności. Te reguły są jasne i takie same dla wszystkich. Nie ma żadnego dowodu na nierówne traktowanie podmiotów w rywalizacji sportowej. Żadnego. A już tak całkiem serio to większość koryfeuszy myśli współczesnej w dziedzinach różnych powiada, że nie dogmatyzm, ale relatywizm jest ostoją naszej cywilizacji. Jak w starym dowcipie: św.Piotr pokazuje staruchowi niebo przez dziurkę od klucza, a tam staruch używa młodziutkiej dziewoji. Następnie pokazuje młodej dziewczynie piekło, a tam młodziutka dziewoja jest używana prze starucha. Trochę dystansu. Jeszcze żyjemy i póki my żyjemy...
Mioduski chyba zagral perfekcyjnie.
"błąd Marty Ostrowskiej nie miał żadnego związku z faktem, że jej 23. para chromosomów ma wzór XX, a nie XY"
Pozwolę się nie zgodzić. Pani Marta została zatrudniona na tym stanowisku głównie ze względu na wzmiankowaną parę chromosomów. Pan Prezes chciał być "trendi", "dżezi" i w ogóle oryginalny. No to jest oryginalny. Na cały świat.
Ale przepraszam Panie kolego a gdyby zamiast P . Marty był Pan na ten przykład Marian ( jakiś tam) to co?
Inne chromosomy? byłyby w użyciu Twojej teorii?
Trudno mi zrozumieć Twój ( kolejny) raz je....nia po klubie.
Ty każdym razem ciągniesz spicz "pomsty" po Legii, o ile rozumiem, że tu piszesz jest to dla mnie rozumiane ale już sympatią wypadasz w czeluść. " Gwałcisz - cytując wieszcza " pewnego rodzaju SENS!
Lubie Ludzi z emocjami tacy są Ok- na dobre i złe ale Ty kładziesz nacisk na pewne sprawy o których nawet znikomej wiedzy nie masz...
Tak - taka jest prawda.
Uważam, ze nie jesteś Kibicem Tego Klubu a tylko przestrzeń internetu dała "ci" możliwość pitolenia w chwilach wolnych
ps: chromosomy są ważne- nawet bardzo- kiedy dotykają Nas samych
( tu moja prośba- wielka) proszę o zestawienie tych XX, XY)
w pojęciu Nam - najbliższym)
może się
ps2 nieraz nie warto "pitolić", kiedy serca się nie ma
ps3 pitolenie dla pitolenia jest - SŁABE
Ja jestem z Legią od 1968 roku i ŻADNE pitolenie twoje -nie przejdzie!
To on poprawil liste napisana przez Mazurka i skreslil Bereszynskiego a wstawil Ryczkowskiego na mecze z St. Patrick.
O ile dobrze pamiętam rok temu była identyczna sytuacja z Beresiem.
Miał karę za grę w barwach amici.W klubie chyba nikt o tym nie wiedział oprócz ....Jana Urbana. On wiedział i pamiętał jakie są procedury.
I tym się rózni zawodowiec od amatora .
Faktycznie , coś zle pamiętałem .Chodziło o Tomka Jodłowca.
Legia na pierwszy mecz z Walijczykami będzie miała do dyspozycji trzech stoperów. Dossa Junior wciąż jednak nadrabia zaległości w przygotowaniu fizycznym i na pewno nie będzie w najwyższej formie. Pozostała dwójka to Jakub Rzeźniczak, który pięć lat występował na prawej flance i 20-latek Mateusz Cichocki.
zrodło Legia.net
Tomasz Jodłowiec będzie pauzował za czerwoną kartkę z poprzedniej edycji eliminacji Ligi Mistrzów
Starość nie radośc.
Nie w Amice, tylko w Śląsku. Zobaczył czerwień w meczu z Hannoverem.
"W klubie chyba nikt o tym nie wiedział oprócz ....Jana Urbana. On wiedział i pamiętał jakie są procedury."
Scenariusz był chyba jednak nieco inny. Jodła dostał karę jednego meczu pauzy, co oznaczało, że klub musiał go wpisać na listę przed II rundą, żeby mógł wystąpić w rewanżu z New Saints. Takie listy wysyła się przed każdą rundą a nie każdym meczem.
Prawdopodobnie masz racje.Ja pamiętam tylko artykuł na LN .Był w nim opisany trening Legii i zdziwienie Tomka że nie jest planowany do pierwszego meczu NS. Właśnie JU mu przypomniał że nie będzie mógł grać.
Cały kontekst mojego wpisu dotyczy znajomości przepisów przez JU i Berga.
Coraz gorzej z moją pamięcią
Nie na LN a na pilkanazna.pl
Okazało się bowiem, że oprócz kontuzjowanych Astiza i Sulera nie będzie mógł zagrać Jodłowiec, który musi odpokutować jeden mecz zawieszenia. To efekt czerwonej kartki z zeszłego roku z meczu z Hannoverem 96 w barwach Śląska Wrocław.
- Podszedł do mnie trener i zapytał: jak tam twoje kartki? Byłem zdziwiony, ale przypomniał mi to wykluczenie w meczu Śląska z Hannoverem 96. Dobrze, że nie pamiętałem o tym. Bo przez cały okres przygotowawczy bym myślał, że nie wystąpię, a tak pracowałem normalnie. UEFA zawiesiła mnie na jedno spotkanie, a więc w meczu rewanżowym będę mógł już wystąpić - mówi obrońca Legii na łamach PS.
Przez ciebie dopadła mnie następna wątpliwość.
No bo mamy sytuację, gdy Kuciak mówi do Beresia, żeby sprawdził, czy rzeczywiście może grać. Ale, kurczę, przecież w tamtym momencie obydwaj wiedzieli, że Bartek faktycznie pauzował 3 mecze. Z tego wynika, że Kuciak wówczas wiedział, że nie wystarczy tylko po prostu nie grać ale też trzeba dopełnić innych formalności. No i idzie ten Bereszyński do Ostrowskiej a ta się nawet nie zdziwiła, skąd to pytanie, tylko od razu wysłała go na drzewo.
Dziwne to wszystko.
Bo sprawa jest z gatunku prostych. Stajemy najpierw w prawdzie. Jesteśmy winni sami sobie. Więc nikogo nie pouczamy, nie umoralniamy, nie karcimy. Pochyleni pod brzemieniem ciężkim prosimy o najniższy wymiar kary. Ale prosimy mądrze. Bo, że wygraliśmy z "Boysami" bezapelacyjnie, na boisku, to wszyscy wiedzą. I nie w tym tkwi sedno problemu. Tym jest walkower spowodowany zgłoszeniem do meczu zawodnika nieuprawnionego. Dobrze, iż klub wynajął kancelarię zewnętrzną. Bo wykazać trzeba, że ten rzeczony, nieuprawniony to była nasza ostoja i podpora. Oraz, że gra zespołu w LE i u nas na podwórku na nim się opierała. Skoro go wcześniej nie zgłaszaliśmy do meczów to nie dlatego, że słaby on, lub kontuzjowany, ale dlatego, ze karę był odbywał. I tu kluczowe są prawnicze prawidła: "dobra wiara' i "świadomość zadośćuczynienia". A te ponad wszelką wątpliwość mieliśmy.
W ten sposób aeropag postawiony zostanie przed dylematem: czy nasze zaniedbanie jest tak ważkie, aby nas eliminować, czy też jest ono wynikiem formalnego zaniedbania z którego szkoda wynikła dla zaniedbującego. Bo regułą jest, że wina nieumyślna w tej postaci szkodzi stronie drugiej. My zaszkodziliśmy sobie. Więc podjęcie decyzji się skomplikuje znacznie, bo przecież oni, my i wszyscy wiemy w czym duch sportowy się przejawia. I czy aby nie chcemy go zohydzić, a władzy piłkarskiej ludowi obrzydzić?
Tak więc, gdy wnuk mnie pyta czy pójdziemy na mecz z Aktobe w czwartek ja mu odpowiadam: może jednak w środę. Z kim nie wiadomo. Jedno pewne: "nie z Boysami".