A+ A A-

Niecierpliwy duch

Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel, za kilka lat, mieć u stóp cały świat, wszystkiego w bród. Niecierpliwy w nas ciskał się duch.

Inna krew, bo kozienicko-giżycko-szydłowiecka. A trzech niecierpliwych młodych przyjaciół z boiska to: Rafał Wolski, Daniel Łukasik i Dominik Furman. Połączyła ich „młoda Legia”, seniorska wypromowała, każdy z nich się też z nią pożegnał i każdy znalazł się wówczas na zakręcie futbolowej kariery lub piłkarskiej przygody, jak kto woli. Każdy też wybrał inny kierunek postępowania. Który okaże się najbardziej właściwy, doprowadzi  do celu, jakim wydaje się, że powinien być powrót do reprezentacji, bo przecież  każdy z „upadłych” młokosów już jej doświadczył?

Najstarszy Daniel zaliczył reprę w ważnym eliminacyjnym meczu z Ukrainą w marcu 2013 roku, Rafał stanowił nadzieję Franciszka Smudy na Euro 2012, Dominik co prawda posiada na koncie tylko reprezentacyjne sparingi, ale w under-21 był kapitanem, jednym z głównych jej  liderów.

Wszyscy trzej odchodzili z Legii, jako perspektywiczni, rozwojowi, utalentowani piłkarze, ale każdy jakby z innego poziomu, z innego dołka startował, bo też trzeba zauważyć, że żaden z nich nie został wytransferowany z klubu w swojej optymalnej, najlepszej formie. Wolak po kontuzji, w trakcie wielomiesięcznej rehabilitacji, Miłek zdeterminowany do  gry, ale wyraźnie pod formą, tracący miejsce w pierwszej jedenastce Legii i dlatego szukający jej w Gdańsku, Furmi  niby grywający, ale przecież już też cementowała się para defensywnych pomocników Jodła-IV i nie prognozowano że skutkiem pozbycia się Dominika nastąpi w klubowej kadrze  jakieś katharsis, raczej przypuszczano że z grą w podstawowym składzie „polskiego Gerrarda” może być problem, zatem i jego wartość może spadać. Pisklaki wyfrunęły z gniazda, ale albo z przetrąconym, niewyleczonym skrzydłem, albo niepewne wysokich swoich lotów, albo po prostu do nich jeszcze nieprzygotowane… albo widziano w nich orły, sokoły, a w rzeczywistości są tylko wróblami!? Z tym ostatnim pytaniem muszą się zmierzyć „trzej przyjaciele z boiska” na różnych ścieżkach, po których będą kroczyć, mają chyba coś sobie i nie tylko, do udowodnienia!

Post factum, każdy może się wymądrzać, ale żeby perorować „a nie mówiłem” należy wcześniej próbować  przyszłość przewidzieć  i ją oznajmić. Który zatem wybór reanimacji, comebacku do reprezentacyjnej formy jest najlepszy?

Daniel Łukasik (wartość obecna wg. transfermarkt – 800 tys. euro) – z rywalizacji o pozycję w jedenastce Legii chyba zrezygnował samemu, można mu zarzucić minimalizm, brak wiary we własne siły i możliwość wygryzienia z składu konkurentów, a może chcąc cyklicznie grać, postąpił racjonalnie i rozsądnie szukając klubu, który dałby mu taką opcję, a jednocześnie posiadał aspiracje. Jesień zniweczyła te plany, Miłek indywidualną formą nie imponował, a wybrany klub póki co okazuje się największą wydmuszką Ekstraklasy sezonu 2014/15. Czy coś się może zmienić wiosną, Jerzy Brzęczek reaktywuje i Lechię i Miłka? Dla mnie największym problemem u Daniela wydaje się jego wydolność, gra bardzo aktywnie, stara się być „odkurzaczem” ale z czasem sił nie starcza, pojawiają się błędy i obawa przed ich popełnianiem. Skutkiem brak pewności, a na tym formy zbudować nie można.

Rafał Wolski (obecna wartość wg transfermarkt – 3 mln. euro) – największa nadzieja i największe rozczarowanie ostatnimi zmarnowanymi sezonami. Równie frapującym jak zmiana otoczenia, jest nowy agent sprawca belgijskiej przeprowadzki. W Przeglądzie Sportowym Przemysław Pańtak z agencji  F-MG.com wydaje się bardzo optymistycznie nastawiony, czemu poniekąd trudno się dziwić: „Nam udało się wynegocjować, że Mechelen będzie traktowało Rafała jak swojego zawodnika o którego warto dbać” – opcja pierwokupu zdaje się to potwierdzać, „Poziom belgijskiej piłki wzrósł, preferuje się tutaj kombinacyjny styl gry, zgodnie uznaliśmy ze to najlepsza opcja, trener badał sytuacje Rafała , zasięgał detalicznych opinii u serbskich zawodników Fiorentiny, uważa że najlepsze dopiero przed nim” - podobnie jak dyrektor sportowy Olivier Renard – wszystko brzmi pięknie i ładnie, co istotne pozytywnie wydaje się być nastawiony i sam Rafał: „Od początku czuję ogromne wsparcie, Mechelen to profesjonalny klub, wszystko chodzi tu jak w szwajcarskim zegarku, prezentują jeden z najładniejszych stylów gry w całej belgijskiej lidze, Wierzę, że będzie już tylko lepiej i w końcu ruszę do przodu.” Oby, z wypowiedzi  i zapowiedzi wygląda to idyllicznie, oby KV Mechelen było tym samym dla Wolaka, czym PEC Zwolle dla Mateusza Klicha. Radosny nastrój niech tonują przypadki  błyskotliwego dryblera Waldemara Soboty, bardziej doświadczonego od Wolskiego, a którego Club Brugge właśnie chce się pozbyć. Czy Jupiler League to lepsze miejsce niż Ekstraklasa żeby Rafał Wolski nie popadł w nicość? Moim zdaniem nie do końca, bo nasza liga mogłaby być dla Rafała odskocznią do Ligi Mistrzów, ale jeżeli  piłkarz i jego opiekunowie uważali że Legia nie była dostatecznie „zdeterminowana”, to sądzę, że takową być i nie powinna, to Rafałowi powinno zależeć na odbudowie, jeżeli uznał, że belgijski klub to dobre ku temu miejsce i „determinacja” Belgów go zadowala, wypada mu tylko życzyć szczęścia na tej nowej futbolowej drodze, a na Ł3 niech teraz pieczołowicie szlifują talent Mateusza Szwocha.

Dominik Furman (transfermakt – 1,75 mln euro) – katastrofa w Tuluzie na miarę tej w Fiorentinie, ale już poszukiwanie koła ratunkowego zda się diametralnie odwrotne. Inaczej niż kumpel z ziemi włoskiej, Furmi  postawił na powrót do Legii, w domowe pielesze, w dobrze znane sobie realia, inne są też jednak warunki wypożyczenia. Sześciomiesięczny jego okres, bez opcji pierwokupu świadczy o doraźnym charakterze. O ile słowa wzmiankowanego nowego menago Wolskiego traktować poważnie: „zawodnik wypożyczony znajduje się w gorszym położeniu niż piłkarz z normalnym kontraktem. Klubom bardziej opłaca się inwestować w własnych piłkarzy.” – to z trójki zawodników Pinto, Furman, Kalinkowski przy wyrównanej piłkarskiej dyspozycji, najwięcej szans do gry powinien otrzymywać ten ostatni. Jego powinien sztab szkoleniowy przygotowywać jako dublera dla Ivicy i Jodły. Szansą Dominika wiosną jest jedynie wykazanie, że może być dużo pożyteczniejszy dla drużyny aniżeli  Helio lub Kali. Po rocznym siedzeniu na ławie zadanie jeżeli nie karkołomne to bardzo trudne. Nawet gdyby ten warunek został spełniony, na regularne ogrywanie Furman może liczyć tylko w przypadku kontuzji  jednego z „żelaznych” pewniaków do pierwszego składu. Inaczej pozostaje tylko nadzieja w systemie rotacyjnym, a ten wiosną już tak często jak jesienią nie musi funkcjonować, chociaż Legii i nam wszystkim należy życzyć, żebyśmy jednak grali jak najdłużej na wielu  ligowych i pucharowych frontach.

Gdybyśmy zatem obstawiali, który z trzech upadłych młokosów najszybciej wygrzebie się z dołka i na przykład jesienią 2015 dostanie powołanie do reprezentacji  Polski, to kogo należałoby wskazać?

Nie ulegając  pesymizmowi i wrażeniu, że żaden zbyt wielkich szans na to nie ma, osobiście grałbym vabank i z tej trójki obstawiłbym „fuksa” czyli  Daniela Łukasika, warunek jest jeden – Jerzy Brzęczek musiałby się okazać bardzo dobrym trenerem, no i jeszcze nie wiadomo czy w takim przypadku Ariel Borysiuk by Miłka nie ubiegł. Czy Lechia wiosną jednak będzie zdolna przeobrazić się z papierowego w prawdziwego  tygrysa Ekstraklasy? Hurrrra optymistyczne założenie!

Wolak może spektakularnie odpalić, o ile się zaadoptuje w KV Mechelen, jeżeli to nie nastąpi niech na „determinację” kolejnych klubów chcących skorzystać z jego usług nie liczy.

Furmi – życzę jak najlepiej, ale wiosną w Legii może być jedynie piłkarzem uzupełniającym, a nie wiodącym, a i tak gdyby tej roli podołał należałoby to zapisać na plus. Gdyby nastąpiła prolongata wypożyczenia na jesień, być może futbolowy los zacząłby Dominikowi ponownie sprzyjać, powinien z Karolem Linettym walczyć o pozycje w kadrze, ale w tej chwili jest to nierealne. Zdystansowanie Jodły wydaje się mrzonką.

W tych rozważaniach o „trzech przyjaciołach z boiska” warto wskazać, że czwarty kumpel  d’Artagnan Żiru, o dziwo nad wyraz cierpliwy, w kadrze Adama Nawałki ma miejsce. Również, jak postępujący przeciwnie niż Daniel Łukasik Michał Kucharczyk, walczący uparcie o swoje, niepoddający się, choć przecież i jego pozycja w oczach, trenera, fachowców, kibiców wydawała się już stracona. W ich przypadku nie mówimy, piszemy o „odbudowie” ale o progresie i potrzebie stabilizacji formy na wysokim poziomie.

Różnica pomiędzy cierpliwymi, a niecierpliwymi duchami istotna.

Dyskusja (9)
1niedziela, 18, styczeń 2015 16:55
Zbyszek
Brakuje mi w tym zestawie Ariela Borysiuka , aczkolwiek autor przelotnie o nim wspomina.
Wszyscy znależli się w pierwszym składzie Legii najpierw na zasadzie dodania czasami do składu jednego zawodnika na zasadzie : pokaż młody kim jesteś na boisku, a nie na treningu.Wszyscy takie incydentalne okazje wykorzystali i dostawać zaczęli szanse na zasadzie młodych, utalentowanych. I trzej z nich: Borysiuk, Furman i Łukasik stali się podstawowymi graczami drużyny. Jak rozpatrzymy atuty i braki każdego z nich to okaże się,że wad mieli więcej. Niedawno w PS trener Urban w wywiadzie cokolwiek frywolnym / pewno siedzieli sobie z redaktorem przy dużym winku/ był rzekł,że on miał gorszy skład niż trener Berg i jeszcze mniejsze pole manewru.I że przez to prowadzona przez niego drużyna w LE nie zrobiła wyniku.Nie wspomniał, bo chciał zachować pozycję medialną niezależnego i nieugiętego wobec Prezesa trenera,że po części wystawianie w składzie pierwszej drużyny młodzieży miało charakter promocyjny. Podobnie jak dziś Krystiana Bielika.
Drużyny zachodnie od dwudziestu lat kupują w Polsce praktycznie wyłącznie zawodników młodych, gdyż ci starsi po 23 roku życia nabierają takich złych nawyków w grze,że wkomponowanie ich do drużyn jest zadaniem ponad siły trenera, nie mówiąc o niedostatkach w przygotowaniu motorycznym.Dla tamtejszych klubów nabór młodzieży nike tylko polskiej odbywa się na zasadzie ryzyka a i ceny nie przekraczają 10 % budżetu przeznaczonego na transfery.Powoduje to sytuację w której taki nowo zakupiony gracz musi sam wykazać,że jest lepszy od innych. Nikt mu nie pomaga , nikt go za rączkę nie prowadzi a jak sobie nie radzi na treningu i potem na boisku to zostaje odstawiony na boczny tor.I nikt nie rozpacza po stracie ok.2 mln Euro, bo to żadna strata, a w każdym razie wkalkulowana w ryzyko. Inaczej jest z graczami kosztującymi powyżej 5 mln.Euro, ci dostają więcej szans, bo są założenia więcej warci.U nas chucha się i dmucha i robi taki za wielkiego talenta jak w miarę poprawnie kopnie parę razy piłkę i przyzwyczaja się do tego,że kołacze są bez pracy. Kiedy wpadają w inne tryby oceny, zostają skazani sami na siebie to okazuje się, że mają charakteru, a pewnie i zdrowia niedostatek.

Przyjrzyjmy się zatem ich wadom i zaletom. Wszyscy mieli podobne. Dobra technika / przyjęcie piłki, podanie,itd/. ale tam dokąd odeszli / poza Łukasikiem/ jest takich na pęczki. Ich główne wady to : fatalna wytrzymałość ogólna i ta najbardziej potrzebna szybkościowa, problemy decyzyjne i złe współdziałanie z partnerami zwłaszcza w grze ofensywnej. Rafał Wolski posiadał ogromną zaletę w postaci nieszablonowego dryblingu i podejmowania zagrań zaskakujących dla rywali i tym samym był najbardziej cenny i rozwojowy.Niestety miał także najmniejszą z nich siłę i to jej brak , chyba nie do nadrobienia powoduje,że w lidze włoskiej sobie nie poradził.Z drugiej strony Łukasik chyba nie ma zdrowia do grania i braków wytrzymałości organizm nie jest w stanie zniwelować.Nie zapomnę jak jesienią 2012 roku w meczu z Jagą miał pilnować Plizgę, który do silnych kondycyjnie nie należy i parę razy za nim poszedł,ale za kolejnym,bodaj piątym w 35 minucie już nie dał rady i tamten zdobył zwycięską bramkę.Bez zdrowia do wyczynu piłki na wysokim poziomie uprawiać się nie da. Natomiast Furman i Borysiuk mieli dodatkową wadę polegającą na prostej stracie posiadanej piłki, które im często odbierano na własnej połowie, bo chcieli je zagrywać na stojąco. Po takiej stracie zamiast dać szanse uniemożliwienia gry rywalom przez partnerów, sami chcieli naprawić błąd faulując przeciwnika od tyłu. Żaden trener takiej bezmyślności tolerować nie może.Powstaje pytanie ; czy nie odeszli za wcześnie?. Moim zdaniem nie. Mówienie,że mogliby się rozwinąć w Legii i dopiero wtedy odejść jest bałamutne. Owszem by grali pewno znacznie więcej, ale braków by nie nadrobili, gdyż w Legii tego od nich się nie wymagało. Gdyby tak było czyli odbywała by się selekcja poprzez mocny trening to ich wady w motoryce musiałyby wyjść i skończyło by się tak jak w klubach do których poszli , ława,albo i trybuny i w końcu fora ze dwora.
To,że byli podstawowymi zawodnikami / poza Wolskim/ w Legii nie świadczyło o ich wielkim talencie, przydatności czy mocy, ale wyłącznie o słabości kadrowej Legii.
2niedziela, 18, styczeń 2015 18:05
CTP
W przypadku Wolskiego ja akurat mam pełne prawo do zwrotu "a nie mówiłem", bo byłem jednym z największych krytyków tej decyzji. Nie wierzę również, że ten chłopak cokolwiek zdziała nie tylko w Belgii ale w dowolnym innym europejskim klubie. Rafał ma po prostu siano we łbie i wyjątkowo pazernych rodziców i to jest główna przyczyna jego niepowodzeń. Liczy się kasa a nie jakaś tam kariera.
3niedziela, 18, styczeń 2015 19:39
iocosus
Zatem Zbyszku, CTP według Was raczej … to wróble, aniżeli sokoły!

Mają coś do udowodnienia, to fakt! Zbyszek, co do Vizira, to różnica miedzy nim a wymienioną trójką jest taka, że on w Legii rozegrał… upewnię się… 90 meczów, a trzej główni bohaterowie powiastki razem zanotowali 108 występów (Wolak- 25, Miłek – 37, Furmi – 46). Dla mnie Borysiuk zaliczył „modelową” ścieżkę w Legii, no może tej wiosny 2012 zabrakło i mistrzostwa wieńczącego pobyt w klubie. Maciej Skorża pewnie by zapewniał i udowadniał, że Ariel odszedł o pół roku za wcześnie, ale moim zdaniem mógł „Złotousty” wykorzystywać choćby właśnie dwa z wymienianych „pisklaków”, Urban to zrobił, z korzyścią i na tyle udanie do pewnego momentu, że się ciągle jeszcze zastanawiamy jaki to po prawdzie gatunek ptactwa z nich, podniebne orły, czy nieloty!? Wink
4poniedziałek, 19, styczeń 2015 04:01
Michał
Szkoda mi Wolskiego, ale zastanawiam się jak ktoś mógł mu zrobić taką sieczkę w mózgu ? Przecież odejście do bardzo silnej kadrowo Fiorentiny, dodatkowo z kontuzją, to było zabójstwo dla kariery tego młodego chłopaka. Brawo dla menadżera.
5poniedziałek, 19, styczeń 2015 08:24
@ Trzej muszkieterowie

Panowie, spokojnie. Wszak prawicie o chłopakach, którym stuknęło zaledwie 22 wiosen.
Mirosław Radović "international level" osiągnął w wieku 29 - 30 lat i to na prowincji Europy. Wink

Co do ułomności naszych wychowanków zgadzam się ze Zbyszkiem. Czy będą w stanie je poprawić ? Oby
Jedno jest pewne. wszyscy trzej potrzebują GRAĆ i tu rację ma iocosus. Najbliżej gry jest chyba Łukasik.

Jednak to, co mnie martwi najbardziej, to fakt produkowania przez naszą akademię "niedoróbek". To już nie jest przypadek ale reguła, że żaden z naszych piłkarzy nie może się przebić w zachodnich ligach, Niemieckiej, Włoskiej czy Francuskiej.

@CTP

"Mówiłeś",a jakże. Jak w przypadku chyba każdego piłkarza Legii, więc raz mogłeś trafić.
Mam nadzieję, że może przynajmniej Duda zaczął Cię przekonywać o Bieliku nie wspomnę.
6poniedziałek, 19, styczeń 2015 09:57
CTP
@kibic50
O Bieliku??? A to już ci się chyba przyśniło albo mnie pomyliłeś z kimś innym. Bielik zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, do tego stopnia, że zacząłem tutaj się zastanawiać jak to jest, że akademia Lecha potrafi wyszkolić takich piłkarzy a my jakoś nie potrafimy.
7poniedziałek, 19, styczeń 2015 12:41
iocosus
@ F-MG

Michał poruszył kwestie „podpowiedzi”, opieki nad karierą piłkarza, mnie to też zainteresowało. Ojcowskie rady, czy "przepisy kucharskie" co miało dotychczas większe znaczenie!? Uważam że roszada menadżerska jest ciekawa. Gdyby Wolski się odbił w KV Mechelen Dawid Pańtak uznanie na rynku agentów by zyskał, a Cezary Kucharski na swojej renomie nieco stracił.

„Football Management Group. Agencja menadżerska z prawdziwego zdarzenia. Zaufanie, Lojalność, Szacunek, Empatia, Profesjonalizm- tym się kierujemy.” https://pl-pl.facebook.com/pages/F-MGcom/167571376596309

"Przemysław David Pańtak - CEO, licensed Agent Założyciel, właściciel i szef agencji Football Management Group. Od dzieciństwa zafascynowany sportem, przede wszystkim piłką nożną w każdym możliwym calu. Ukończył studia prawnicze w Berlinie i Brukseli, absolwent studiów magisterskich (Master of Arts in Media Science) w Saragossie oraz MBA w Ecole Superieure de Commerce de Paris.

Team liaison officer reprezentacji Polski podczas Mistrzostw Świata w Niemczech (2006), pomagał przy organizacji Igrzysk Azjatyckich (2006), były menedżer regionalny firmy odpowiedzialnej za prawa do transmisji wydarzeń sportowych, w której odpowiadał za sprzedaż praw telewizyjnych do spotkań piłkarskich. Od 2008 roku licencjonowany agent FIFA (licencjonowany przez DFB - Deutscher Fußball-Bund / Niemiecki Związek Piłki Nożnej). Biegle komunikuje się w ośmiu językach: polskim, niemieckim, angielskim, hiszpańskim, włoskim, francuskim, portugalskim i rosyjskim.

Nasza agencja przeprowadziła pięć transferów do pięciu klubów niemieckiej Bundesligi. To dzięki naszej działalności król strzelców Ekstraklasy Artjoms Rudnevs został wytransferowany z Lecha Poznań do Hamburg SV, a następnie wypożyczony do Hannoveru 96. Staliśmy również za przejściem Arkadiusza Milika z Górnika Zabrze do Bayeru Leverkusen(następnie za wypożyczeniem do FC Augsburg), a także doprowadziliśmy do transferu Oktawiana Skrzecza z Lechii Gdańsk do Schalke 04. Bundesliga to nasza nie jedyna domena. W tureckiej Superlidze zdołaliśmy umieścić Abdou Razacka Traore i Arkadiusza Piecha, natomiast Wojciech Kowalewski znalazł dzięki nam zatrudnienie w rosyjskiej Premier Lidze.” http://www.f-mg.com/f-mg.html

PR-owska autopromocja, ale Rafał Wolski gdyby odpalił po Miliku byłby konkretną „perłą w koronie” F-MG, kimś na kogo pan Pańtak mógłby się zdecydowanie powoływać jako skuteczny przykład własnych działań. O ile Wolak „odpali”!?
8poniedziałek, 19, styczeń 2015 17:57
Zbyszek
@iocosus.
Zadajesz pytanie na które nie ma odpowiedzi. Ja nie wiem czy to orły, sokoły czy niechody.Po prostu. W takich krajach jak Niemcy, Anglia, Holandia, Belgia i długo by jeszcze wymieniać kandydat na piłkarza od około 12 roku życia kształtowany jest pod kątem atletycznym.Uczy się go techniki i w ograniczonym zakresie zdobywa siłę. Do tego biegi przełajowe, kosz, pływanie, piłka ręczna. On w wieku 16-17 lat jest w stanie fizycznie podjąć trening ukierunkowany, a w wieku 18-19 lat może podjąć trening specjalistyczny.Bo ma odpowiednią podbudowę siły i wytrzymałości. Pamiętajmy bowiem,że od najmłodszych przy przyjęciu do klubu wymagane są predyspozycje szybkościowe i zwrotnościowe.Reszta ma być wytrenowana.Więc już w wieku 21-22 lat wiemy czy z tzw. młodego coś będzie czy nic i nie należy wiązać z nim nadziei na rozwój i przydatność w dużej piłce.Nie uważasz,że trenerzy Ariela i Dominika mówiąc,że nie mają odpowiedniej intensywności gry i nie wiadomo,że ją zdobędą jednak nie wystawiają naszym szkoleniowcom najlepszej opinii.Jeszcze mniej oszczędny w słowach był trener Fiorentiny, który na łamach prasy powiedział,że w swoim życiu nie widział tak zaniedbanego fizycznie człowieka jak Wolski.@Michał - nie,nie przygotowanego, ale zaniedbanego, a to ogromna różnica. Paradoksalnie Gawin w "Na aucie" pisząc żartobliwie, że Wolski chciał wszędzie , tylko nie do Legii miał rację , w tym sensie,że Włochom sumienie nie pozwalało oddać piłkarza z takim talentem i taką jakością / też słowa trenera Fiorentiny/ do klubu w którym się nie trenuje, nie ćwiczy, nie pracuje z piłkarzami.Gdyby taki Wolski i inni w owym czasie codziennie biegali po pół godziny to tego wstydu by nie było.Bo w dzisiejszym futbolu o czym pisałem w 1 części "Jaki trener potrzebny jest piłkarzom" każdy trener powinien umieć optymalnie kształtować motorykę u piłkarza.Jest to abecadło. Nie można bez znajomości czytania przejść do 2 klasy. Tak bez odpowiedniej wytrzymałości i siły piłkarza nie będzie.
Tylko,że ja nadal nie wiem czy oni zdrowia nie mieli / każdy ma ograniczone możliwości fizyczne/ i do sportu w jego wyczynowym wymiarze się nie nadają , czy nie chcieli pracować lub mieli inne przypadłości nałogowe czy co bardziej prawdopodobne ci którzy z nimi pracowali udawali że potrafią poprawić ich parametry motoryczne.
W poważnych klubach zaczyna się od tego,że wymaga się odpowiedniej dynamiki i intensywności gry.To jest fundament. Jak się tego nie ma to się nie wytrzymuje obciążeń treningowych i droga na dalsze etapy staje się zamknięta.
Chłopcy odpadli w przedbiegach. I nie porównujmy ich np. do Milika, Piszczka, Lewandowskiego czy Błaszczykowskiego. Ci wymienieni byli z innych klubów.
9wtorek, 20, styczeń 2015 00:56
iocosus
Zbyszek, jeżeli twierdzisz ze nasza „Akademia” szkoląca piłkarzy jest bardzo niedoskonała, to ja jakoś specjalnie oponować nie będę, ha, nawet w klubie zdają sobie sprawę że bardzo dużo jej brakuje, nie tylko do systemowej doskonałości, ale i poprawności. Co nie oznacza, że „Akademię” należy dezawuować, jeszcze ktoś uzna że jest zbędna, a jest wręcz przeciwnie.

Zastrzeżenie, w przypadku Ariela Borysiuka, w zasadzie odpowiedzialność za jego wyszkolenie w Legii ponoszą Jan Urban i Maciej Skorża. Vizir po przyjściu z Białej Podlaskiej w zasadzie od razu stał się piłkarzem pierwszej kadry, bił rekordy debiutów, strzelenia pierwszej ligowej bramki. Urban do spółki z Kibu Vicuną – to trenerska hiszpańska myśl szkoleniowa, a czy Skorża popełnił jakieś newralgiczne błędy w prowadzeniu Ariela, tego ocenić się nie podejmuję. Mogę po dyletancku dywagować i w tym zakresie mam konkretną pretensję do obu panów, nie o to że Ariel posiada kłopoty z dynamiką, bez doświadczenia w odpowiednim ustawianiu się na boisku, skutkowało to ostrymi wejściami spóźnionego, nienadążającego nastolatka, z Borysiuka jednak sprintera i tak się nie zrobi, boleję natomiast że przy obu trenerach, obłożony pręgierzem odpowiedzialnej gry, rozliczany przede wszystkim z niepopełniania błędów, Ariel zatracił swoje ofensywne zdolności, inklinacje, a stał się piłkarzem bardzo jednowymiarowym, zachowawczym „przecinakiem” za plecami Ivicy. Szkoda, to uznaję i za genezę zagranicznych kłopotów. Tylko jeżeli palma mu nie odbije, będzie pot wylewał, to jako już doświadczony, jeżeli choćby i w tej siermiężnej Ekstraklasie zacznie grać 50/50 jeżeli własne zdolności uaktywni, to nie musi być piłkarzem straconym.

Miłek ma strzał, przegląd pola, dobre panowanie nad piłką i całkiem niezły odbiór, kwestia że zaczynał go dotykać ten sam syndrom co Borysiuka, w „jedynce” miał czyścić i niwelować wszystkie błędy pozostałych, a że maratończykiem nie jest, to i efektywność wszystkich elementów spadała.

Furmi to … specyficzny piłkarz, dla mnie w żadnym elemencie piłkarskiego abecadła, ani się nie wyróżnia, ani nie odstaje, w pozytywnej wersji można stwierdzić, że to atut bo będzie przydatny i w destrukcji i w ataku, ale przy negatywnym podejściu można i odwrócić sytuację – za kiepski w odbiorze, antycypacja mierna, drybler nieszczególny, generałem środka pola też nie jest, dynamiką ofensywnych wejść nie grzeszy … dlaczego Francuzi zapłacili za niego 2,7 mln € ? Bo ta pierwsza wersja może być kusząca.

Zbyszek w przypadku obu piłkarzy, o przygotowanie atletyczne, motoryczne można mieć zastrzeżenia i to już w pryzmacie właśnie juniorskiego systemu szkolenia w Legii. Furmi muskulaturą imponował na równi z lechowitą Marcinem Kamińskim, z kolei Daniela jak zobaczę „wycieniowanego” może nie tak jak kolarze na Tour de France, że każdą żyłkę widać, ale jednak w tym kierunku, to zacznę uważać że ograniczeń do fizycznego wysiłku może jednak nie ma. Na szczęście wydolność długodystansowca z wiekiem można zwiększać, oby tylko z Daniela nie zrobić konia pociągowego biegającego w jednostajnym tempie. I to jest właśnie ten problem jak systemowo młodych chłopaków nie zajechać. Doświadczony Rzeźnik wyrobił sobie „kaloryfer” tylko co z tego, skoro wyglądał przy tym jakby po boisku z workiem cementu na plecach biegał.

Rafał Wolski dla mnie to oddzielna para kaloszy. Z niego Modricia, ani Dudy się nie zrobi, a jeżeli się będzie próbowało to straci się zapewne to co Wolski posiadał, ten błysk geniuszu z piłką przy nodze. Włochy to był zły klimat piłkarski dla Wolaka, według mnie to będzie albo artysta któremu uchybienia trzeba będzie wybaczać, albo z niego nawet rzemieślnika na potrzeby Ekstraklasy się nie zrobi. Nie zaaklimatyzuje się w KV Mechelen, czyli kolejny sezon w plecy, to później choćby o karierze Sebka Mili który na obczyźnie sobie nie poradził nasz Rafał moim zdaniem będzie mógł sobie tylko pomarzyć. Scenariusz kariery Michała Janoty może okazać się zbyt optymistyczny – hm, ten ostatni to wszak, szkoła holenderska, gdyby wyszedł z legijnej akademii dopiero byśmy marudzili nad zmarnowanym talentem.

„Włochom sumienie nie pozwalało oddać piłkarza z takim talentem i taką jakością / też słowa trenera Fiorentiny/ do klubu w którym się nie trenuje, nie ćwiczy, nie pracuje z piłkarzami.” – dalibóg, tak druzgocącej krytyki Henninga Berga i jego sztabu szkoleniowego jeszcze nie czytałem! Wink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1