- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Senator
Głowa
Po wylosowaniu Ajaksu Amsterdam, drużyny z dużo większymi niż Legia sukcesami na arenie międzynarodowej, stałego bywalca europejskich salonów, mój optymizm był z gatunku tych sercowych. Rozum mówił – słabo, serce dawało nadzieję. Krakowskim targiem szanse naszego zespołu oceniałem 30 do 70 na korzyść Holendrów.
Po pierwszym meczu, a właściwie jego drugiej połowie, zacząłem wierzyć, że może się udać. Trzeba zagrać w piłkę tak jak potrafimy, tak jak zagraliśmy z Celtikiem, jak wspomnianą połowę z Ajaksem. To był futbol, drużyna pewna siebie, wierząca i chcąca. Dałem temu wyraz w sondzie „pięciu na pięciu” na stronie legia.sport.pl. Zrobiłem jednak jeden kolosalny błąd, nie doceniłem znaczenia Radovicia, a właściwie psychologii w sporcie. Zabrakło w drużynie wiary, że bez „Rado” też można równie dobrze grać. Cała ta sprawa okazała się kluczowa, ale o tym za chwilę.
Tę drużynę na jesieni spotkała dużo większa tragedia, wymarzona szansa na grę w elicie prysła jak bańka mydlana tylko dlatego, że klubowa administracja popełniła błąd, błąd proceduralny, niezwiązany z grą, drużyną, przygotowaniem. Wtedy ktoś drużynę pozbierał, natchnął na nowo, śmiem sądzić, to był Rado. Oczywiście należy przyjąć za pewnik, swoje zrobił zarząd aby wyczyścić głowy zawodnikom. Ta sama drużyna rozpoczęła walkę o puchary od straconej bramki ale był „Rado”, pyk, pyk i było 1:1 dalej poszło już według planu, roznieśli Celtik.
Jeśli teraz było podobnie, stan rywalizacji 0:1, to mogłem sądzić, że zagrają swoje nawet bez „Rado” szczególnie widząc drugą połowę w Amsterdamie? Mogłem tak myśleć – szczególnie, że najprawdopodobniej i tak myśleli klubowi włodarze. Okazuje się, że nie, wpływ Rado na drużynę okazał się duży, za duży i to chyba był błąd. Nie powinno się dopuścić do sytuacji, w której wszystko w każdej sferze zależy od jednego zawodnika, to powinno być zauważone i powinny być zastosowane środki zapobiegające aż takiemu uzależnieniu. Właśnie brak alternatywy pozwala mi na twierdzenie, że i zarząd ufał w dobrą grę bez głównego ogniwa. Spytacie skąd więc dobra gra w drugiej połowie meczu w Amsterdamie? Pomyślcie, a sprawa stanie się prosta.
Tu niestety należy wrzucić kamyczek do ogródka właścicieli. Wiele razy słyszeliśmy z ust prezesa twierdzenia, że nie jesteśmy jeszcze klubem który może sobie pozwolić na zatrzymanie kluczowego piłkarza jeśli wpłynie świetna oferta itd itp. Przykro, ale tak jest i zapewne jeszcze długo będzie. Jeśli zarząd zdawał sobie z tego sprawę, to my kibice mogliśmy sądzić są przygotowani na każdy scenariusz, mają plan wizję, zaradzą. Niestety, okazuje się, że nie dość, że planu nie ma, to jeszcze pogubiono się dokumentnie przy tym transferze. Rado wspomina - telefon miałem dzień po pucharowym meczu ze Śląskiem. Właściciel Dariusz Mioduski mówi, że rozmowy trwały 10 dni. Miasto zaś szepcze, że Berg dowiedział się o wszystkim w przeddzień meczu z Ajaksem, a drużyna o tym że zagra bez niego na 4 godziny przed. To nie jest profesjonalne, sami przyznacie. Oczywiście sytuacja była trudna, zawodnik dostaje kontrakt życia, ma swoje lata. Należało jednak jak najbardziej sprawę bagatelizować, może w pierwszym etapie stanowczo zdementować informacje, co by pozwoliło mentalnie przygotować zespół, szum jak najdłużej wyciszać, a przede wszystkim wtajemniczyć w sprawę trenera. Nastawienie psychiczne drużyny, to też jego sprawa i miałby czas na działanie, przygotowanie psychiczne i psychologiczne kolegów Radovicia. Stało się dokładnie odwrotnie, co było widać czwartkowego wieczoru. Drużyna po pierwszej bramce przestała istnieć, przestała funkcjonować, a poszczególni zawodnicy swoją frustrację wyrażali w bezsensownych faulach. To był modelowy przykład jeźdźców bez głów, posypało się wszystko.
To żaden wstyd odpaść z Ajaksem, żadna ujma na honorze. Problem jednak jest i to tam gdzie trenerowi nie pozwolono zadziałać w odpowiednim momencie. Zaburzono pracę głowy.
Oczywiście sam pisałem, jeszcze brakuje Legii jakości, jeszcze długa droga przed nami aby być równorzędnym partnerem dla dobrych europejskich drużyn. Nie podlega jednak dyskusji, że głowa może braki zniwelować, ukryć. Głowa może spowodować cuda. W tym dwumeczu nie dano jednak takiej szansy.
Kolejność zdarzeń związanych z pracą głów była następująca: Pierwsze przestały pracować głowy niektórym kibicom, na co zareagowała UEFA. Później przestały pracować u członków zarządu - fatalne rozwiązanie całej sprawy transferu, odcięcie głównego sterowania w postaci braku Rado na boisku spowodowane zakłóceniem pracy głowy trenera i w efekcie samym piłkarzom. Bez głowy nie da rady, nikt! Należy więc jak najszybciej naprawić ten najważniejszy organ.


No klęska, jak w pysk uderzył. W koszykówkę gra się przecież w pięciu i - zwłaszcza na tak lekkopółśmiesznym poziomie! - brak jednego zawodnika może obniżyć wartość drużyny o kilkadziesiąt procent. I to tak raczej 80, niż 30. Nic dziwnego, że miny mieliśmy mocno nietęgie. Pojawiły się nawet głosy, że niby po cholerę w ogóle tam jechać, skoro bez Kacpra musowo zgarniemy w pędzel. I wtedy nasz kołcz, niby prosty wuefista, zebrał nas i powiedział, żebyśmy już wreszcie o tym zapomnieli. Nie ma Kacpra? Nie ma. Jedziemy bez niego i mamy grać jak gdyby nigdy nic. Pojechaliśmy. I nawet całkiem sensownie nam poszło.
Futbol nie koszykówka. Legia nie gimnazjalna (tak to by dziś wyglądało) zbieranina. A LE nie szkolny turniej o mistrzostwo makroregionu (czy czegoś tam). Niestety, wiele wskazuje na to, że nasze środowisko piłkarskie posiada mentalność nastolatka "skrzywdzonego" przez rodziców kolegi.
Jeśli nadzieje Legii na sukces w Europie miały się opierać na jednym tylko zawodniku, to ja przepraszam, ale z czym do ludzi? A jeśli nie miały, to o co chodzi? Odszedł zawodnik? Odszedł. Trza mu kwiatki kupić na pożegnanie, jakąś flaszkę może, życzyć wszelkiego powodzenia i - a co tam, niech ma! - nawet na lotnisko odwieźć. A potem błyskawicznie wyrzucić go z czynnej, boiskowej pamięci. Jak, jak...? Radović...? A faktycznie, był taki. Fajny chłopak, dobry piłkarz, co tam u niego? I taką postawę, moim zdaniem, powinni przyjąć wszyscy. Od piłkarzy Legii, poprzez sztab szkoleniowy, zarząd, dziennikarzy (!!!), aż po kibiców.
no właśnie, wasz trener miał raz, czas zareagować, dwa o sytuacji wiedział od poczatku ponieważ rodzice Kacpra postawili sprawę jasno. Mam nadzieje, że zgodzisz się ze mną jeśli napiszę, cala sytuacja wyglądałaby inaczej gdybyscie dowiedzieli się o absencji kolegi tuż przed wejściem do autokaru, a i trener mógłby się zdenerwować.
Ja już dziś dokładnie nie pomnę, ale coś mi chodzi po głowie, że dowiedzieliśmy się w środę na treningu, czyli późnym popołudniem, a wyjeżdżaliśmy w piątek po lekcjach, czyli ten odstęp czasowy też nie był jakiś znowu przeogromny. Ponadto - co dobitnie pokazał przypadek uziemionego w domu kolegi
Z własnej przeszłości. Na WF graliśmy zwyczajowo w gałę, wszyscy zadowoleni, bo wuefista 45 minut miał odfajkowane, a my byliśmy radośni, czyli dominowała zasada, macie piłeczkę i róbta co chceta. Wuefista po wydaniu „sprzętu” już się nie wtrącał. Ale raz coś go naszło, sam poprowadził na boisko z piłeczką pod pachą, kazał się ustawić w dwuszeregu, a później zakomenderował, pierwszy szereg dwa kroki do przodu, to jest jedna drużyna, drugi szereg to zespół przeciwny. Popatrzyliśmy na siebie i oniemieliśmy, w pierwszym rzędzie klasowe harpagony, a w drugim same ogórki. Jak tu grać, rywalizować, gdy wynik wiadomy, krzykiem zaprotestowaliśmy że składy sami wybierzemy, żeby walka była sportowa, w miarę równorzędna, ale wuefista pozostał niewzruszony. No i graliśmy w tych składach a ten meczyk z lekcji wf utkwił mi w pamięci na lata, bo „ogórki” przegrały jedną bramką, ale „harpagonom” napędziły sporego stracha, musieli się o dziwo bardzo mocno napracować, napocić, a ci skazywani z góry na porażkę musieli podołać i podołali, zyskali uznanie. Jasny podział na ogórków i harpagonów od tamtego momentu przestał obowiązywać.
Senator pełna zgoda, że tu jest jedna granda, o ile medialne wieści są prawdziwe i Berg do końca był nieświadomy sytuacji. Jeśli tak było w istocie to komunikacja na linii: komitet transferowy – trener, faktycznie okazała się do bani.
Otóż lata po tym, jak szczęśliwie udało mi się ukończyć szkołę podstawową, trafiłem do pewnej firmy, w której szło mi, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt olśniewająco. I wtedy mój ówczesny pryncypał powiedział mi bardzo ciekawą rzecz. Wg niego jednym z najlepszych pomysłów na osiągnięcie sukcesu w dowolnie wybranej dziedzinie jest tzw. efekt trzmiela. O co chodzi? Otóż zgodnie z prawami fizyki skrzydełka trzmiela są zbyt wątłe w stosunku do ciężaru jego ciała, by mogły to ciało unieść w powietrze. Dlaczego zatem trzmiel lata? Bo o tym nie wie. I nie zaprząta sobie tym głowy (sic).
Dwumecz Legii z Ajaksem został przegrany. Koniec, kropka, nie da się tego faktu odwrócić. Sądzę jednak, iż całkiem sensowną nauką, jaką mógłby Wasz zespół (i cały klub) z tej przegranej wyciągnąć, byłoby częstsze podążanie za trzmielem. Komunikacja zawiodła? Granda jest? Nooo... trudno, się zdarza. Trzeba to zostawić za bramą stadionu i po prostu robić swoje. Cholera wie, jako że futbol to sport niskowynikowy
Natomiast w sensie konkretnym to daliśmy ciała z przeciętną europejską drużyną przez zarówno braki mentalne, ale też zwykły brak umiejętności.I o ile w Amsterdamie było jakoś zrozumiałe,że w pierwszej połowie siedzi w głowie ten Ajaks - tu anegdotka opowiedziana przez a-c10 pasuje jak ulał, o tyle u nas dostawanie w kuper bez walki jest do napiętnowania.I nic trenera Berga nie usprawiedliwia. To on jest od tego,aby zmobilizować i zmotywować zespół.
To on ma natchnąć drużynę duchem zwycięstwa. Nie uczynił tego. I brak Rado i Dudy tego nie zmienią. Najwyżej ktoś będzie chciał na siłę szukać usprawiedliwień.Nie tędy droga.
Nie chcę analizować zachowań tych Oralandów od uciekania i grania rękami, tych Rzeżniczaków chowających się po kątach, tych Kuciaków przewracających się o własne nogi i tych Kucharczyków oglądających księżyc w pełni - bo mnie jeszcze całkiem krew zaleje i stracę kontrolę nad piórem. Wszyscy przeszli obok meczu i chcą nam wmówić,że przeciwnik był nie do ogrania.Tych,którzy tak twierdzą należy jak najszybciej usunąć z drużyny jak chwasty.Sami nie chcą , nie potrafią to niech innym dadzą kwitnąć.
Nie wiem, może to przez większy osobisty dystans, jednakowoż nie oceniałbym "winowajców" aż tak surowo.
Prezes się uczy. Sam to podkreśla, a i zresztą bez podkreślania by się obyło. No i przecież dobrze, że się uczy. Spróbuj sobie wyobrazić na jego miejscu faceta, który pozjadał wszystkie rozumy i uczyć się nie zamierza, bo niby po co. A że ta nauka idzie opornie? Cóż, pamiętasz naszą niegdysiejszą rozmowę o Januszu Filipiaku? Pan profesor działa w piłce od ponad dekady. I nadal się uczy. I jemu też nauka idzie opornie (oj, jak opornie...). Ale co zrobić, skoro w tej branży nie ma żadnego vademecum? Nie ma prawie żadnych pozytywnych wzorców? Sam niedawno pisałeś o ligowych prezesach. I ledwie ćwiartkę z nich oceniłeś pozytywnie (moim zdaniem ciut na wyrost, ale zostawmy). Filipiaka, Leśnodorskiego i resztę garstki wariatów, którym zamarzyło się pchać swe doświadczenie i pieniądze w bagienko zwane polskim futbolem ligowym, otacza zgraja "działaczy" (w najgorszym możliwym znaczeniu tego słowa). Miejmy wobec tej garstki więcej wyrozumiałości.
Uczy się także Henning Berg. To przecież jasne. Norweg nie jest szkoleniowcem z brodatym doświadczeniem i licznymi sukcesami w europejskich pucharach. Na takiego Legii zwyczajnie nie stać. Jasne zatem, że metodą prób i błędów facet chciałby sprawdzić, co konkretnie w tej Europie działa, a co nie bardzo.
Uczą się wreszcie piłkarze. Ile oni, tak zusammen do kupy, mają rozegranych spotkań o stawkę? Poważną stawkę z poważnymi rywalami? Ciut pechowo przegrali pierwszy mecz, w drugim dostali dwa szybkie gongi i tyle ich widziano. Bo skąd niby mieli wiedzieć, jak się w takiej sytuacji zachować? Może z meczów Pucharu Polski, hmmm?
Może gdyby przez tydzień nie zastanawiali się nad tym meczem, tylko wspominali łomot poczyniony na Koronie, to wyglądałoby to inaczej. Nie twierdzę, że odpadliśmy przez rotację ale rotacja mogła spowodować, że po tych 2 szybkich gongach zespół przestał grać. Był po prostu przemotywowany. Obawiam się, że Berg popełnił jeden podstawowy błąd: uznał, że rundę jesienną zakończył z sukcesem dzięki rotacji a nie mimo rotacji. Ta druga możliwość pewnie w ogóle mu nie przyszła do głowy.
„Obawiam się, że Berg popełnił jeden podstawowy błąd: uznał, że rundę jesienną zakończył z sukcesem dzięki rotacji a nie mimo rotacji. Ta druga możliwość pewnie w ogóle mu nie przyszła do głowy.”
W pucharach jesienią rozegraliśmy 12 meczów, uznając za probierz sam wynik, to 10 pojedynków należy brać po stronie pozytywnej, a 2 po negatywnej – remis z Patrykami i przegrana wyjazdowa z Lokeren. Teza że taką serię wyników odnieśliśmy mimo błędów trenera w przygotowaniach do tychże meczów, jest bardzo, powtórzę bardzo śmiała. Gdyby Berg coś takiego rozważał osobiście uznałbym go za pogrążonego w jakiejś autodestrukcyjnej depresji maniakalnej.
To że obecnie twierdzi: "W Europie rozegraliśmy 14 meczów i wygraliśmy aż 10, co jest dobrym wynikiem. Rotacja składem pomogła nam dojść tak daleko." - według mnie świadczy o trzeźwej ocenie sytuacji i zdroworozsądkowych analizach.
Co nie znaczy że od błędów jest wolny, moim zdaniem je popełnia, ale też zaletą Berga jest zdolność do autorefleksji i pozytywnego wyciągania wniosków, choć czasem to jego upór i trwanie przy pewnych decyzjach kojarzą mi się z „uporem osła”, ale akurat odnośnie „rotacji” miał podstawy, żeby sądzić, że ta metoda przynosi mu szkoleniowe efekty.
No i „upór osła” w niektórych przypadkach przypisuje mu kibic pitolnik, z jakimś swoim laickim czyli laika widzimisię, to też trzeba brać pod uwagę.
Hennig Berg: „Zawsze jest się o co martwić. Gdybym się nie martwił, to by oznaczało, że nie realizuje swoich obowiązków. Muszę cały czas być czujnym, muszę się zastanawiać co poprawić. Czy wygrywamy czy przegrywamy musimy myśleć cały czas w ten sam sposób. Duża ilość meczów była ogromnym wyzwaniem.” – czyli przejmuje się, może i zadręcza, ale póki co zdrowy chłop na ciele i umyśle.
Odnośnie „przemotywowania” to taki pogląd podzielam. Po drugich 45 minutach w Amsterdamie legioniści w Warszawie wyszli wierząc że mogą z Ajaksem grać na równi, a nawet dyktować warunki, pierwsze 10 minut rewanżu moim zdaniem o tym świadczyło. A później były dwa ciosy, nokdaun, utrata świadomości po której trudno powrócić do rzeczywistości, trzeci gol to w zasadzie już nokaut i ciężki obowiązek dogrania spotkania do 90 minuty.
Jak na moje, problem z bergową rotacją polega na tym, że jest (była?) ona niby ogromna, a tak naprawdę bardzo mała. Co często podkreślał CTP (z którym w tym temacie mocno się zgadzam) wymieniane były w zasadzie tylko dwa elementy: albo grał zespół A, albo zespół B. Tertium non datur. Granice między obiema drużynami były wyraźnie zakreślone i - pomijając przypadki losowe - praktycznie nieprzekraczalne. Nawet zmiany w trakcie meczu następowały, jak obaj wiemy, wyjątkowo rzadko.
Taki stan rzeczy mógł, moim zdaniem, spowodować w "eksportowym" zespole coś na kształt uzależnienia od komfortu psychicznego. OK, dopóki przypadki losowe omijały zespół A, wszystko wyglądało super. Grali chłopcy w niezmiennym składzie, zgrywali się, dopracowywali automatyzmy, ufali sobie nawzajem i ogółem było cacy. Zupełnie zasłużenie wygrali grupę LE i dali niektórym asumpt do szeroko zakrojonego optymizmu. Niestety, los ma to do siebie, że jak dziś ci coś da, jutro musowo zabierze (i, na szczęście, vice versa). Tuż przed rywalizacją z Ajaksem zwaliły się na Legię dwa ciężkie przypadki w postaci urazu Dudy i odejścia Radovicia. I cały komfort psychiczny pooo-szedł!
Ja, rzecz jasna, nie twierdzę, że była to jedyna, czy nawet główna przyczyna porażki Waszych chłopaków. Nie zamierzam też w żadnym wypadku wieszać kundli na Bergu. No stało się. I tyle.
Wciąż jednak uważam, że rywalizacja z Mistrzami Holandii może stanowić dla Legii bardzo cenny materiał do dalszej nauki. Cholera wie, może nawet gdzieś tam w szerokiej perspektywie cenniejszy od utraconego awansu. Dlatego cieszyłbym się bardzo, gdyby porzucony został punkt widzenia typu "wszystko było super, a gdyby Radović, to o-ho-ho i w ogóle!". No i, zgadzając się z Senatorem co do ogólnej oceny istotności "głowy", chciałbym zwrócić uwagę, że w legijny czerep przyłożył nie tylko "komitet transferowy" z Miroslavem R. do spółki.
- "Jak na moje, problem z bergową rotacją polega na tym, że jest (była?) ona niby ogromna, a tak naprawdę bardzo mała"
Hmm, to ciekawe, prawdę mówiąc bardzo zastanawiające, a jednocześnie zaskakujące. Niezaprzeczalnym faktem jest opisany przez Ciebie wyraźny podział, faktem są też niewielkie rotacje pomiędzy "dwoma" grupami. Jednak muszę przyznać, że rzadko kiedy miałem do owego wyraźnego podziału jakieś "wąty". Z reguły najlepsi łapali się do tego pierwszego z pierwszych składów, a "dwójkowi" deptali im po piętach. Czasem potrafili wskoczyć do "jedynki", choć faktem jest, że z reguły na wskutek kontuzji kolegi ze składu "wyżej". To wszystko było jednak w czasach nagromadzenia się gier i rywalizacji na trzech frontach. W niedzielę z Podbeskidziem, kiedy to już jeden z frontów odpadł nam zupełnie, zobaczyliśmy coś nowego. Mianowicie mix tych dotychczas bardzo wyraźnych grup.To może, nie musi, ale może, sugerować, że dotychczasowe działania Berga były podyktowane koniecznością (parametry fizyczne zawodników) i wizją samego trenera.
Sam żeś dowodził że te pucharowe z zespołami z wyższych półek to są wygrane z zasady „a nuż”, tym bardziej w 1/16 przecież być nie może inaczej. Jeżeli wiele korzystnych elementów, zmiennych zbierze się w optymalnym momencie to „a nuż” się przydarzy, choć miejsce w szeregu pozostanie niezmienione. Wygrana z Ajaksem na wiosennym pucharowym szczeblu to przecież nie norma w naszej polskiej rzeczywistości, to by było coś ponad normatywne, a jeżeli tak, to doszukiwanie się przewin trenera w tym że nie osiągnął czegoś ponad normę, wydaje mi się dziwne, tym bardziej gdy dotyczy sposobu, który temu trenerowi przynosił dotychczas efekty.
Gralibyśmy z Rado i z Dudą, na dodatek z Dossą Juniorem w pełni formy, to i tak przecież gdyby wyeliminowanie Ajaksu nastąpiło to na zasadzie „a nuż”. Wartość kadry Ajaksu to ok. 80 baniek €, nasza legijna – ok. 20 melonów.
Czy to znaczy, że ten mecz należało odpuścić, wywiesić białą flagę, według mnie nie, dla mnie należało robić wszystko żeby w możliwy sposób zebrać wszystkie elementy potrzebne do zaistnienia „a nuż”. To się nie udało, raczej nastąpiło coś przeciwnego i w pucharowej konfrontacji nic ponadnormatywnego się nie przydarzyło. Czy z tego należy wysnuć wniosek że trener w przygotowywaniu zespołu do meczów zawiódł? Gdybyśmy nie rotowali to o ile szanse na wyeliminowanie Ajaksu by wzrosły? Można dowodzić że o 100%, na pewniaka byśmy Ajaxa rozjechali, ale do mnie takie argumenty nie trafiają. Nie w rotacji, był pies pogrzebany.
10 pucharowych meczów wygraliśmy „mimo” rotacji, a z drużyną o przypisywanym potencjale czterokrotnie większym przegraliśmy „przez” rotację. Nie kupuję tego.
Muszę to niestety napisać. Znajomości reguł rządzących sportem i wiedzy o nim nie da się nadrobić w krótkich abcugach. To są lata obcowania z tą problematyką, to są codzienne czytania pism sportowych , to są przeczytane książki, to są rozmowy z ludżmi piłki, to są spory z adwersarzami, to jest wreszcie znajomość przepisów i zasad rywalizacji sportowej. Najlepiej jak by jakiś sport wyczynowo uprawiali.Tylko trzeba mieć tej ułomności świadomość i pytać tych co wiedzę posiedli.Obecnie mamy do czynienia z nadmiarem funkcji biznesowych kosztem sportowych ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami/ temat na inne opowiadanie/. Dlatego ja zarządzających nie osądzam zbyt surowo, ale zbyt łagodnie , bo w biznesach , które robią , gdyby czynili takie gówniarskie babole jak w piłce to by ich rynek wygnał na zbitą twarz.
Piłkarze natomiast albo potrafią grać w piłkę na jakimś tam poziomie i prezentują jakieś umiejętności , albo nie. I tu powstaje pytanie; co z tymi zbędnymi zrobić?.Jak wytworzyć tych co mają klasę?. Legia na ekstrawagancje nie ma pieniędzy.Powiem uczciwie,że teraz mimo braku wiedzy o piłce zarządzających czuję ,że mają oni uczciwe intencje. Chcą osiągnięć sportowych. Niestety tak jak Ty ufają,że piłkarz się uczy cały czas. Niestety nie. wielu już się więcej nie nauczy i ktoś musi brutalnie rzec; to kres naszej wspólnej drogi.
A co do trenera Berga to stwierdzam to z przykrością,że uległeś temu myśleniu magicznemu,że nasz POLSKI jest lepszy i po cholerę obcy, który na dodatek nic nie osiągnął.Trener Berg wniósł nową jakość do Legii , niestety dla naszych trenerów nieosiągalną / zaczyna się nowe w postaci Probierza u Pana Kuleszy.Oby/ i mając sukcesy sportowe ale o i wiedzę o metodyce pracy, długo w Legii nie popracuje.Będzie się Drogi A-c 10 doskonalił, a nie uczył. I znowu pewno wróci Wańka Wstańka czyli Janek. I co ja mam zrobić?
Ten posiadł wszystkie rozumy .Rzadka przypadłość. A może nie.
Ale przecież rzecz nie w jakichś tam wątach. Powtórzę raz jeszcze: nie interesuje mnie szukanie winnych i polowanie na czarownice. Nie zamierzam nic nikomu wytykać. Z całego szeregu powodów, który to szereg otwiera naprawdę znakomity - jak na możliwości - wynik osiągnięty przez Legię pod wodzą Berga. Z tą całą rotacją chodzi mi jedynie o to, że być może warto pomyśleć, tak na przyszłość, czy aż tak oczywisty podział na "najlepszych" i "depczących po piętach" (to deptanie zresztą było, bądźmy szczerzy, dość umowne) jest aby na pewno najświetniejszym z możliwych pomysłów.
@ Iocosus:
Czy z tego należy wysnuć wniosek że trener w przygotowywaniu zespołu do meczów zawiódł? (...) Można dowodzić że o 100%, na pewniaka byśmy Ajaxa rozjechali (...) Nie w rotacji, był pies pogrzebany.
Echhh... jeszcze raz: dajmy sobie spokój z tą zero-jedynkowością.
Nie, trener nie zawiódł. Przygotował zespół na tyle dobrze, że wyszedł z grupy LE, i to z pierwszego miejsca, co jak na obecne możliwości Legii stanowi naprawdę wyśmienity wynik. Wobec wspomnianych wyżej możliwości nie dało się zrobić nic, co uczyniłoby z Legii murowanego faworyta w rywalizacji z Ajaksem. Stąd też trudno mówić o miejscu pogrzebu psa, bowiem kundel - wesół, że aż tyle osiągnął
To wszystko jednak nie oznacza, że nie można było czegoś zrobić lepiej, a Henning Berg już jest szkoleniowcem arcywybitnym, który pozjadał wszystkie rozumy i może spokojne rozwalić się na kanapie, bo mecze będą wygrywać się same. I - znów powtarzam - moja pisanina w tym temacie nie wynika z chęci drapania ran. Zastanawiam się po prostu, gdzie jeszcze można szukać możliwości poprawy. Bo co do tego, że można zawsze, to się chyba zgodzimy, nie?
@ Zbyszek:
Ależ przecież ja się z Tobą niemal w zupełności zgadzam. O swym braku zaufania do "krótkich abcugów", "skoków jakościowych" i innych takich fantasmagorii wielokrotnie już pisałem. Podobnie jak o tym, iż należy mieć sporą wyrozumiałość wobec ludzi chcących wkładać swój czas, energię i pieniądze w polskie kluby. I przymykać oko na ich pomyłki. I cieszyć się, że i tak tych pomyłek niewiele, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę teren, po którym muszą się poruszać.
Kres naszej zgody następuje w momencie, gdy piszesz o suficie możliwości piłkarzy. Znaczy ok, ten sufit niewątpliwie istnieje. Niemniej nie dostrzegam żadnych powodów, by sądzić, że którykolwiek z obecnych Legionistów już go osiągnął. Zwłaszcza jeśli chodzi o polskich graczy. Zwróć uwagę na pewną bardzo ciekawą rzecz. Otóż wielu, naprawdę wielu rodzimych futbolistów szczyt swych możliwości osiąga ładnie po trzydziestce. Przykładów mogę Ci namnożyć na pęczki. Powody takiego stanu rzeczy to temat na osobną opowieść, jednak sam stan bardzo często bywa faktyczny. I myślę, że śmiało można oprzeć na nim wiarę w to, iż wielu spośród dzisiejszych graczy Legii sufit ma jeszcze daleko, znaczy wysoko nad sobą.
A zresztą, łatwo napisać ktoś musi brutalnie rzec; to kres naszej wspólnej drogi. Troszkę trudniej wymyślić, skąd ówże ktoś miałby brać następców dla tych brutalnie pożegnanych.
uległeś temu myśleniu magicznemu,że nasz POLSKI jest lepszy i po cholerę obcy
Kurczę... Czytam wszystkie swoje wypowiedzi w tym wątku, czytam i oczy mam jak okrągła wieża w Kopenhadze. Skąd wziąłeś ten wniosek? Wg. mnie w piłce klubowej narodowość trenera nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Stąd też równie daleko mi do wrzeszczących "każdy, byle Polak!", jak i do tych gardłujących "każdy, byle z zagranicy!". Zresztą, oba stanowiska uważam za zbliżone w swej głupocie, a różniące się jedynie wektorem jej przyłożenia. Rozmawiajmy o trenerach, nie posiadaczach paszportu, ok?
A draniu, zero-jedynkowość zarzucasz, wiedząc że posługiwanie się czymś takim uznaję za wywijanie sztachetą.
Do czegoś takiego się odnosiłem, takiego oglądu i ocen (pałowania) nie jestem zwolennikiem, ha i nawet nie mam wątpliwości że obaj nie jesteśmy, przekonywać wzajemnie się nie musimy.
Berg nie jest „szkoleniowcem arcywybitnym, który pozjadał wszystkie rozumy i może spokojne rozwalić się na kanapie, bo mecze będą wygrywać się same”, to diapazon ten sam co „100% pewnik rozjechania Ajaxa”
Co do legijnego Norwega to samemu mam ochotę pomnożyć wątpliwości odnośnie jego decyzji, pozastanawiać się szeroko nad dokonywanymi wyborami, niektórych nie rozumiem, daję temu wyraz, niektóre mnie nawet irytują, tylko jeżeli to ma prowadzić do jakiegoś sumarycznego wniosku, że Berg jest do d… , albo odwrotnie, że z niego „cudotwórca” którego boskość podważyć to świętokradztwo, to na takich zasadach pitolić mi się odechciewa.
Pogrzebany został nie kundel, tylko przedniego rodowodu chart afgański, który to w niedalekiej przyszłości już-już miał zadawać szyku na najbardziej prestiżowych wystawach psów. Bardzo niedalekiej, bo niektórzy fantaści widzieli go nawet jako uczestnika majowej ekspozycji na Stadionie Niepotrzebnym w naszej nadobnej stolicy. No i, gdybym tylko nie powziął wielkopostnego postanowienia ograniczania swej wulgarności
Zostawmy i tych fantastów, i ich rojenia, i widmowego charta poza Ce-eL, ok? Paskudną przypadłością polskiego środowiska piłkarskiego jest tworzenie takich fantomów i szukanie "winnych", gdy tylko - a to heca! - okażą się one nierealne. Owszem, możemy po samarytańsku próbować sprowadzać fantastów na ziemię, jednak - na Litość! - nie dajmy im się zwariować!
Skupmy się lepiej na Waszym (czy też - że tak sobie w ogólnopolskofutbolowym uniesieniu pozwolę
https://www.youtube.com/watch?v=TNpoPP1eP4M
Przepraszam, rzeczywiście nadużyłem. Ale miałem też w pamięci świeżo przeczytany wywiad z Kazimierskim chcącym zastąpić Berga Polakiem. I tak jakoś niezręcznie i głupio wyszło, a powinienem korektę był zrobić po napisaniu. Mea culpa.