A+ A A-

Wiking i Baba Jaga

Przed rozpoczęciem obecnego sezonu, a także już w jego trakcie, stwierdzenie że Jagiellonia Białystok jest jednym z poważnych kandydatów do tytułu mistrzowskiego napotykało raczej ironiczny i pobłażliwy uśmiech u wyrobionego polskiego fachOFFca futbolowego.

Deklaracje trenera nie dziwiły, bo który trener przyznałby że nie warto grać o pełną pulę, ale jeszcze nawet kilka dni temu, gdy Wojtek Kowalczyk głośno rozpatrywał: „może się okazać, że tytuł fetowany będzie w Białymstoku” to jego słowa raczej były traktowane z przymrużeniem oka, na zasadzie no cóż Kowal ponownie popłynął niczym wieszcząc klęskę Legii z Celtikiem! Dziś uśmiech na ustach zamarł, jeśli nawet w Poznaniu nie doceniali Jagi, to w stolicy takiego błędu powtórzyć już nie wypada. W środę w Warszawie Legia rozegra jeden z najważniejszych meczów mogących decydować o mistrzostwie, oczywiście spotkań nieważnych już nie będzie, los przy tym nie spoczywa tylko w rękach legionistów, ale na finiszowych metrach ekstraklasowego wyścigu, ten pojedynek jawi się i niezwykle frapująco i o dużej skali trudności, a żeby los i fortuna się uśmiechnęły nie wolno okazji zaprzepaszczać. W obliczu prezentowanej formy i dyspozycji dla piłkarzy z Łazienkowskiej 3 mecz będzie stanowił wyzwanie i poważną próbę sił. Nie sprostają, nie podołają, z wiarą w końcowy sukces pozostaną chyba tylko matematycy dowodzący rachunkowych ciągle istniejących możliwości.

Jagiellonia w obecnej edycji rozgrywek jawi się niczym onegdaj Ruch Chorzów pod wodzą Fornalika gdy był ogłaszany Kingiem. Dziś nikt już nie wzruszy ramionami na przedstawioną tezę, że ekipa „pszczółek” może powtórzyć sukces na miarę Śląska z 2012 lub Zagłębia Lubin z 2007 roku. Jaga zawodniczym potencjałem na kolana nie rzuca, ale gra bez kompleksów wobec możnych uznawanych za faworytów, szczególnie upodobała sobie dawać im nauczkę na wyjazdach w ich domowych pieleszach, doświadczyły tego Legia, Wisła, Lech, Śląsk. Można napisać że podopieczni Michała Probierza szczególnie lubią i potrafią w gościnie namieszać, gdy gospodarz myśli że będzie dominował na placu, a kolejne bramki dla niego to tylko kwestia czasu. Biorąc pod uwagę obowiązujący  system ESA 37 ta umiejętność białostocczan prezentuje się bardzo groźnie. Tak jak na chorzowskim Ruchu swoje piętno odcisnął King Waldemar tak teraz zda się Jaga czaruje dzięki Michałowi Probierzowi. Krnąbrnemu, hardemu, ambitnemu zda się doskonale potrafiącemu się zaadoptować wśród „ofiarnego społeczeństwa”.

Realia się zmieniają, ale kto by pomyślał że największe marzenia kibiców z Białegostoku mogą się spełnić w kapitalizmie i to bez społecznej ściepy, gdy budżet klubu na poziomie 18 mln złotówek czyli ok. 4,5 mln € jest porównywalny z klubową kasą w Kielcach lub w Gliwicach. Wniosek -  Baba Jaga niezłe uroki i zaklęcia musi czynić, a w głównej roli tej wiedźmy jest ewidentnie obsadzony Michał Probierz. Taka strzyga z XXI wieku dla niepoznaki nosząca się w garniturach na wzór Guardioli.

Mam takie spostrzeżenie, refleksję, że my kibice dużo częściej i z większą jakby nonszalancją w naszych dyskusjach, rozważaniach okołopiłkarskich lubimy przesuwać piłkarzy na pozycjach niczym pionki na szachownicy. Jeśli ktoś w niedzielę się nie sprawdził to w środę już optujemy żeby zastąpić go kimś innym. Z trenerami przeważnie jest na odwrót, są ewidentnie bardziej „przywiązani do nazwisk”, postulowana stabilność składu u większości stanowi  kierunkowskaz na drodze do sukcesu. Ale i wśród szkoleniowców są wyjątki, odstępstwa od zasady. Futbolowy filozof, nestor, Orest Lenczyk z sobie właściwą dezynwolturą był gotów twierdzić że piłkarza dobrze grającego w jednym meczu w kolejnym już nie wystawi, bo dwa udane pod rząd z pewnością mu się nie przytrafią. W składzie niczym w kotle z jakimś wywarem  jest też gotów mieszać Probierz, niekiedy trudno odgadnąć jaką miksturę przygotuje.

Henning Berg to przedstawiciel pierwszej „stabilnej” szkoły, ale to nie jedyny powód, że środowy mecz uznaję przede wszystkim za pojedynek trenerów. Probierz prowokacyjnie przeciwstawiał się gloryfikacji  zagranicznych ‘kołczów’, zżymał się na dziennikarzy podważających kompetencje polskich szkoleniowców, teraz ma sposobność dowieść że nie jest gorszy od podopiecznego samego sir Aleksa Fergusona, na dodatek w pojedynku niczym Dawida z Goliatem, gdzie jako ten pierwszy ma wszystko do zyskania i w zasadzie nic do stracenia, odwrotnie do Henninga Berga. Obaj przywiązują dużą rolę do taktyki, ale każdy na swój sposób, zatem Baba Jaga zaczaruje wikinga, czy też norweski wojownik pozbawi wiedźmę złudzeń i zetnie jej głowę!?

Zostawmy strzygę białostocką, obojętnie co upitrasi, wiking ze swoimi wojami powinien dać jej odpór. Pytanie tylko czy „stabilność” jest w tej chwili tym odpowiednim toporem jako wybrany oręż? Owszem rok temu wykształcenie się „żelaznej jedenastki” jej zgranie, współpraca  oparta o wzajemne zrozumienie, stanowiły podstawę sukcesów i przy obronie tytułu i w europejskich pucharach. Obecnie jednak sytuacja wydaje się być diametralnie inna, schematy zawodzą, forma niektórych „żelaznych” również, konsekwentne wybory trenera zaczynają być utożsamiane z ślepym uporem, a nie z racjonalną cierpliwością w dążeniu do celu. Co gorsze szukając antidotum niektóre trenerskie decyzje niosą znamiona desperacji jak choćby desygnowanie równocześnie dwóch „dziewiątek” na plac gry, czyli wystawienie Sagana wspólnie z Sa we Wrocławiu.

Dobra gra z Jagą, trafne personalne decyzje, tego rodzaju  rozważania unicestwią!

Wykartkowany Brzyski, kontuzjowany Vrdoljak zmiany wymuszają, czy tylko do nich Berg się ograniczy będąc wiernym zasadzie, że rewolucyjne zmiany nie są pożądane? Pytań do trenera jest więcej. Jeśli Dossa Junior ponoć był w stanie po kontuzji  przepracować z zespołem trzy tygodnie czemu nie jest rozważany jako partner Rzeźnika? W czym tkwi tajemnica? Przy absencji  Brzytwy, największe doświadczenie w grze na lewej obronie na ligowym poziomie posiada Łukasz Broź. W tej właśnie funkcji  w Widzewie obsadził z powodzeniem onegdaj 21-letniego Brozia Michał Probierz. Dlaczego dużo bardziej obecnie piłkarsko  doświadczony  pan Łukasz miałby nie sprawdzić się w Legii na swojej starej pozycji? Bartosz Bereszyński zbyt wielkiej utraty jakości na prawej defensywie nie spowoduje, czy w takim razie, mając do dyspozycji takich dwóch defensorów, sensownym jest marnotrawić ofensywny potencjał Guilherme, przesuwając go do tyłu?

Hennig Berg jest przywiązany do systemu 4-2-3-1 z dwójką defensywnych pomocników, Jodła z Ivicą w formie z pewnością stanowili podstawę dobrego funkcjonowania zespołu, czy jednak wymuszone kontuzją  lub słabszą dyspozycją korekty na pozycjach (Furman za Vrdoljaka, na szpicy ataku Sa za Saganowskiego) są jedynym rozwiązaniem? Skoro Norweg zdobył się na grę dwoma „9” czemu choćby nie próbuje równie obecnie popularnego w Europie sytemu 4-3-3?  No ale to by była już ewidentna rewolucja!

Jeśli konsekwencja wikinga przegra z miksturą Baby Jagi zyska miano ‘oślego uporu’, taka też jest stawka środowego pojedynku, albo wiedźmę się zetnie, albo ona wikinga w osła przemieni!

Dyskusja (5)
1wtorek, 19, maj 2015 11:49
@ ISOCUS
BRAWO, swietny tekst .Właśnie takiego dsytansu nam wszystkim potrzeba.
Na oficialnej licznik pokazuje 15.5 sprzedanych na jutro.Troche słabo jak na mecz ostatniej szansy .Szkoda Sad
2wtorek, 19, maj 2015 12:55
Dzynek
Jagiellonia zawsze zaskakuje, ale tylko na chwilę. Jak tylko wychyli się w kierunku szczytu tabeli, to kolejni przeciwnicy inaczej zaczynają przeciw niej grać. Oddają piłkę, okopują się przed polem karnym i Jaga się meczy. Traci punkty.

W perspektywie terminarza nie wróżę im mistrzostwa. Jeszcze z Legią zagrają swoją piłkę. Ale dalej może być kłopot. U siebie z Wisłą i Górnikiem, które nie przyjadą grać otwartej piłki. Następnie wyjazd na Szczecin, który chce grać podobnie jak oni. I w domu Lechia, kiedy decydować się mogą losy gry w pucharach europejskich.
Oczywiście dojdzie presja, której do tej pory w Białymstoku nie doświadczyli. I Probierz będzie mówił o młodym składzie i braku doświadczenia.
3wtorek, 19, maj 2015 14:53
Moros
Ja liczę na to, że "pomoże" nam trochę statystyka. Jagiellonia nie przegrała u nas od 2010 roku więc jest idealny moment na przerwanie tej passy. My prawie że na łopatkach, z prasy leją się same negatywne rzeczy, ogólnie prawie że obraz nędzy i rozpaczy. W Białymstoku wręcz odwrotnie. Zwycięstwo nad liderem na jego stadionie i realne włączenie się do walki o mistrzostwo. Legia lubi w takich momentach pokazywać, że pogłoski o jej śmierci są przesadzone. Oczywiście powyższa analiza jest oderwana od naszej obecnej formy ale taki jej urok Smile

A tak bardziej poważanie to nie wierzę, że w Białymstoku nie pojawi się w końcu presja. Do Poznania jechali na pożarcie przez opromienionego zwycięstwem na Łazienkowskiej Lecha. Pobili go tą samą bronią jakiej Lech użył w Warszawie i nagle okazało się, że mają realne szanse na mistrzostwo Polski. W ich składzie są w większości młodzi zawodnicy więc w takiej sytuacji trudno im się będzie nie "podpalić". Pytanie jak sobie z tym poradzą. Pewne jest to, że będą grali to samo co w Poznaniu, dlatego Dominik Furman i Tomasz Jodłowiec będą musieli mieć się na baczności. My pewnie zagramy swoje czyli "męczenie buły" dlatego ważne będzie aby nie stracić jakiejś głupiej bramki. Przy zerze z tyłu możemy powalczyć o zwycięstwo. Nie wiem czy mam prawo się łudzić ale liczę też na to, że na lewej obronie, tak jak postuluje autor, zagra Broź. Szkoda Gui na obronę w obliczu defensywnie ustawionego przeciwnika. W jutrzejszym meczu w ofensywie potrzebujemy naprawdę maksymalnej liczby strzelb jaką dysponujemy. Brazylijczyk jest jedną z lepszych w ostatnim czasie więc jarlu Henningu żadnych pomocników w obronie, a w ataku żadnych defensywnych napastników.
4środa, 20, maj 2015 11:01
iocosus
Zaklęcia Jagi?

Michał Pazdan:
- Wliczając ten walkower, to na Legii wygraliśmy trzy ostatnie spotkania. Jakoś tak jest, że ostatnio nam się tam dobrze gra. Każdy mecz jest jednak inny. Nie podchodzimy do tego spotkania jakoś specjalnie. Raczej tak jak do każdego innego meczu
- Gramy mecz za meczem, gramy dobrze i to nie jest przypadek. Mecz z Legią nie jest inny, niż pozostałe. Gdybyśmy tak zaczęli myśleć, to nie było by najlepiej, bo wówczas niektórzy zawodnicy mogliby zacząć odczuwać presję. Pozostało nam do rozegrania jeszcze pięć spotkań. Nie możemy się przemotywować, musimy grać swoje. My gramy, żeby się pokazać, żeby zająć jak najwyższe miejsce w tabeli. Nie wywieramy na sobie presji, chcemy grać jak najlepiej.
- Wszyscy mówili, że najważniejsze będzie, żeby się utrzymać. Potoczyło się trochę inaczej, gramy o jak najwyższe cele i cieszymy się. Nic nie zmieniamy. Jedziemy dalej.
(http://www.jagiellonia.pl/aktualnosci.php?a=16143)

Rafał Grzyb:
- Na pewno nie ma co ukrywać, że większa presja ciąży teraz na zespole Legii, który ogląda plecy Lecha i musi go gonić. Przez cały sezon uciekali, a teraz będą zespołem goniącym, nie wiadomo, jak zareagują. Nie możemy jednak patrzeć na presję, która może towarzyszyć legionistom. To będzie ten sam zespół, który ostatnio i wygrywał i przegrywał. Zespół, z którym można wygrać tak samo, jak z tym teoretycznie drugim zestawieniem. Tak właśnie do tego podchodzimy. Chcemy sprawić kolejną niespodziankę, a co pokaże boisko, to zobaczymy – kończy kapitan Żółto-Czerwonych.

Komentarz: Wyraźnie widać jak duża jest obawa żeby presja możliwosci odniesienia historycznego sukcesu nie spetała nóg, Pazdek i Grzyb usilnie o to zabiegają, ale otoczenie piłkarskie przywołuje co może siedzieć z tyłu głowy piłkarzom z Białegostoku.

Krzysztof Stanowski:
- Dla „Jagi” to jest ten dzień, teraz albo nigdy. Lepszej okazji może ten klub nie mieć przez następne 50 lat. Mogą sobie zawodnicy wmawiać, że to mecz jak każdy inny, mogą sztucznie zdejmować z siebie presję, mogą udawać, że wszystko, co mieli w tym sezonie do zrobienia, to już zrobili. Ale przecież gdzieś w głębi serca czują, o co się właśnie ocierają. Jeśli są prawdziwymi sportowcami, to właśnie tę końcówkę uznają za najważniejszą część sezonu. (weszło.com)

„Baba Jaga” starannie miesza w kociołku ważąc swoją miksturę:
- Czytając dziś wypowiedzi prezesa Leśnodorskiego można wnioskować, że w Legii jest bardzo nerwowo. Widać, że na trenerze Bergu ciąży teraz duża presja. To jego pierwsza tak poważna praca i chyba pierwszy tak poważny kryzys. Wypada życzyć mu powodzenia, żeby udało mu się to opanować – mówi szkoleniowiec Jagiellonii i dodaje - Dla polskich trenerów była by to już raczej sytuacja bez wyjścia, a na pewno bardzo trudna. W podobnej sytuacji raczej nie mieliby już szansy na zażegnanie kryzysu. Moim zdaniem żaden polski trener nie przetrwałby do tego momentu na miejscu trenera Berga.
Jak już jednak nie raz podkreślał trener białostoczan. Kłopoty kolejnych rywali jego zespołu nie są jego kłopotami i powodami do zmartwień. Jagiellończycy zawsze mają określony plan działania. Określoną robotę do wykonania. Tym razem nie jest inaczej, choć założenia w porównaniu do meczu przy Bułgarskiej mają być zupełnie inne. - Mamy na ten mecz inny plan, niż na spotkanie w Poznaniu. Na pewno zagramy trochę inaczej, bo mamy trochę problemów. Może też zagramy w innym ustawieniu. Trenowaliśmy ten wariant przez ostatnie dwa tygodnie. Chcemy zaskoczyć Legię i zobaczymy, może nam się to uda – mówi trener Jagiellonii. (http://www.jagiellonia.pl/aktualnosci.php?a=16142)
5środa, 20, maj 2015 15:23
CTP
Ja dzisiaj stawiam na 2 remisy: w tym pierwszym i w tym drugim meczu. Żeby liga była ciekawsza i żeby Cracovia na koniec mogła wszystkich przeskoczyć. Smile

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1