A+ A A-

Przecięta wstęga

Sezon 2015/2016 tuz, tuż, w zasadzie można by rzec, że zaczął się w czwartek, gdy do pierwszych pucharowych bojów przystąpiły zespoły Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław. Terminarz UEFA nie rozpieszcza, czasu na przygotowania jest tak mało, że ciężko jest się połapać, kto i w jakiej formie przystępuje do nowych rozgrywek. Nie dziwi więc, że kibice poszczególnych drużyn zupełnie nie wiedzą, czego po swoich klubach oczekiwać, gubią się w domysłach jaki ten sezon będzie.

Trener Michał Probierz twierdzi, że w tym roku ekstraklasa będzie słabsza, swoje zdanie motywuje exodusem uznanych nazwisk, jak Semir Stilić, czy choćby niesforny, ale piłkarsko świetny Orlando Sa. Faktycznie odejście kilku kluczowych postaci (król strzelców Kamil Wilczek, Marco Paixao, czy choćby Mateusz Piątkowski) zuboży zmagania naszych ligowców, ale warto zauważyć, że wraz z tymi nielicznymi, wyróżniającymi się postaciami naszą Ekstraklasę opuszcza całkiem pokaźny zaciąg gości, którzy w naszej lidze nie tylko niczym się nie wyróżniali, ale wręcz odcinali kupony, lub jak kto woli pobierali pensje nie wnosząc w zasadzie nic do jakości swojego zespołu. Wydaje się to odwróceniem trendu, który od wielu lat zdominował politykę nadwiślańskich klubów. W zasadzie od czasów, gdy na europejskie boiska wybiegały jedenastki Widzewa Łódź, Wisły Kraków, czy warszawskiej Legii, złożone w większości z piłkarzy wychowanych na rodzimych podwórkach, polską ligę zdominował „styl turystyczny”. Zamiejscowych niezależnie od ich umiejętności przywożono całymi tabunami. Co gorsza zdecydowana większość tychże ’turystów’ zostawała nad Wisłą z większym lub mniejszym skutkiem udając futbolistów (z reguły z mniejszym). Składy polskich drużyn niczym ich odpowiedniki z Premier League, czy Primera Division składały się w większości z obcokrajowców. W zasadzie jedyna różnica polatała na tym, że miejscowi bossowie nijak nie mogli równać się zasobnością portfeli od swoich zachodnich odpowiedników, a co za tym idzie jakość naszych stranieri była adekwatna do rozbieżności w klubowej kasie. Czyli tam grały gwiazdy, a tu bida z nędzą.

Taka polityka kadrowa zaowocowała swoistego rodzaju efektem perpetuum mobile, lub jak kto woli samonakręcającym się organizmem. Nie było graczy rodzimych, bo sprowadzaliśmy całe tony „szrotu” zza granicy, a sprowadzaliśmy „szrot” zza granicy, bo nie było rodzimych graczy. Oczywistą oczywistością jest, że sprowadzaliśmy „szrot”, bo na lepszych nie było nas stać a jako, że nie było nas stać to sprowadzaliśmy „szrot”. Möbius byłby dumny. Co zrozumiałe taki obrót spraw miał niebagatelny wpływ na nasze kluby eksportowe. Nie mogąc „żywić” się na miejscu, zostały zmuszone do przyłączenia się do ogólnego szaleństwa i sprowadzania „towaru” zza granicy. W efekcie czego lepsze lub gorsze momenty tego, czy innego potentata przypadały na efekt wyniku losowania „szczęśliwego numerka” w kolejnym rozdaniu transferowym. Udało się trafić kogoś niezłego? Od razu zaczynała się dominacja. Trafiał się szrot eksportowy? Zaczynały się kłopoty finansowe. Bo przecież skład jakoś trzeba było uzupełnić, a lista płac rosła. Nic więc dziwnego, że lata 90-te to historia upadków i wzlotów poszczególnych ekip. Niestety niektóre z nich zapłaciły bardzo wielka cenę za próby utrzymania się na topie. Dziś próżno szukać w Ekstraklasie tak zasłużonych ekip jak Polonia Warszawa, Widzew Łódź, czy łódzki KS, niemałe problemy ma niedawny hegemon Wisła Kraków.

Być może trener Probierz ma rację, ale niezmiernie cieszy mnie fakt, że czasy przywożonych tonami obcokrajowców odchodzą w zapomnienie. Zamiast tego obserwujemy trend zgoła odwrotny, niedawni „turyści” może nie tonami, ale ciężarówkami zaczynają wyjeżdżać z pięknego kraju nad Wisłą. Z Piasta Gliwice wyjechało siedmiu! Przy czym podejrzewam, że kibice dostrzegą brak jednego, choć z drugiej strony Konstantin Vassiljev, bo o tym zawodniku mowa, wcale nie opuścił naszego kraju. Z kieleckiej Korony odejdzie kolejnych sześciu, przy czym chyba tylko Luisa Carlosa można rozpatrywać w kategorii prawdziwych osłabień. Lech Poznań to co najmniej pięciu odesłanych, podczas gdy kibice ‘Kolejorza’ zatęsknią jedynie za Zaurem Sadajewem, wobec którego realne plany miał trener Maciej Skorża. Jestem spokojny o to, że braku pozostałych (Luis Henríquez, Muhamed Keïta, Arnaud Sutchuin-Djoum, Vojo Ubiparip) nikt w Poznaniu nie zauważy. W trend tych przemian wpisuje się też warszawska Legia, z której odeszli Inaki Astiz, Dossa Junior, Orlando Sa i Helio Pinto, czwórka zawodników, którzy w kwestii poborów należeli do najlepszych w zespole Henninga Berga. Za to na boisku jedynie Orlando Sa prezentował zbliżone do swoich apanaży umiejętności, a to też tylko i wyłącznie jesienią 2014. Zejście z kontraktów pozwoli klubowi z Ł3 wziąć głęboki oddech, natomiast wpływu na grę stołecznej jedenastki nie będzie praktycznie żadnego. Ogólnie rzecz biorąc do wyjazdu z naszego kraju sposobi się około pięćdziesiątki zawodników, z których zaledwie kilku miało większy wpływ na losy swoich zespołów.

Ekstraklasa będzie słabsza? Być może, ale moim zdaniem warto przebrnąć przez okres oczyszczania. W tym okienku transferowym po raz pierwszy od bardzo wielu lat widać powiew normalności. Można wręcz rzec powrotu do normy, która cechuje każdy zdrowy organizm. Wreszcie nadszedł czas, gdy kluby znad Wisły, czy to przymuszone wymogami licencyjnymi, czy też ograniczonym budżetem zaczynają rozglądać się po rodzimym rynku. W sytuacji, gdy klubowy skating wciąż jest zjawiskiem niesp… (w zasadzie określenie ‘zjawiskiem’ idealnie wręcz obrazuje stan zaawansowania tej dziedziny działalności klubowych pionów sportowych), korzystanie z lokalnych zasobów wydaje się być naturalną koleją rzeczy. Nic więc dziwnego, że klubowi włodarze myszkują w niższych ligach poszukując następców Jakuba Błaszczykowskiego, Roberta Lewandowskiego, czy choćby Mateusza Piątkowskiego.

W tych nowych warunkach przyrody fantastycznie zachowuje się białostocka Jagiellonia, która bez większych oporów zaczyna korzystać z dobrodziejstw niższych lig. Jacek Góralski (Wisła Płock) czy Łukasz Sekulski (Stal Stalowa Wola) to kolejni po sprawdzonym już w boju Karolu Mackiewiczu, zawodnicy, którzy dostają szansę zaistnienia na ekstraklasowych boiskach. A mają się na kim wzorować, wspomniany już przykład Piątkowskiego jest nie tylko świeży, ale też bardzo wymowny. Bardzo ciekawą i jednocześnie sprawdzoną drogą poszła Cracovia. Zdiagnozowanie swoich bolączek i odpowiedź na nie w postaci transferów znanych zawodników (Grzegorz Sandomierski, Jakub Wójcicki, Hubert Wołąkiewicz) to doskonały ruch trenera Jacka Zielińskiego i spółki. Bardzo dobrze wygląda też próba ‘doprawienia’ letniego zaciągu obiecującymi, wyróżniającymi się w swoich klubach zawodnikami z niższych lig (Mateusz Argasińskim i Arielem Wawszczykiem). Piłkarzy ogranych na zapleczu Ekstraklasy zobaczą też w Łęcznej (Grzegorz Piesio - Dolcan), Chorzowie (Cichocki), Szczecinie (Czerwiński). Co ważne liczba zawodników z niższych lig rozgrywkowych może być okazalsza, ale jeszcze nie wszystkie transakcje udało się sfinalizować. W ten całkiem nowy i jakże ożywczy trend wpisują się też dwa najsilniejsze w tej chwili kluby. Lech Poznań szykując się do batalii o upragnioną Ligę Mistrzów zamiast po raz kolejny szukać zawodników w dość egzotycznych kierunkach postawił na sprawdzoną polską jakość. Jasne, Dariusz Dudka, czy Marcin Robak prochu już nie wymyślą, ale mając tych graczy do dyspozycji trener Skorża doskonale będzie sobie zdawał sprawę zarówno z ich możliwości jak i ograniczeń. A to pozwoli na płynne wkomponowanie nowych piłkarzy do składu. Nowością mają być wyselekcjonowani przez skauting Abdul Aziz Tetteh, Denis Thomalla, ale na to czy się sprawdzą będziemy musieli poczekać, dla sztabu szkoleniowego poznaniaków ważny jest fakt, że zespół można zestawić i bez nich. Podobnie postąpiła Legia Warszawa, odejście Dossy Juniora i Inakiego Astzia pozostawiło po sobie dziurę w kluczowej formacji defensywnej, jednak trener Henning Berg nie mógł sobie pozwolić na eksperymenty i ściąganie zawodników o być może ustalonych walorach, ale też bliżej nieokreślonych wadach (jak wiadomo do naszej ligi piłkarze bez wad nie trafiają). Dlatego znany na wylot Michał Pazdan wydaje się być świetnym wyborem na wszelkie bolączki stołecznej obrony, gdy dodamy do tego wchodzących do zespołu utalentowanych Wieteskę z Makowskim to spokojnie możemy uznać przedpole bramki Dusana Kuciaka za zabezpieczone. Bez zbędnego ryzyka. Nowym natomiast będzie zastępca Orlando Sa, jednak dotychczasowe dokonania Nemanji Nikolicia powodują, że ściągnięcie tego napastnika nie budzi większych obaw. Faktem jest, że w naszej rodzimej lidze napastników mogących pasować do kombinacyjnej gry zespołu Henninga Berga nie ma zbyt wielu.

Obserwując zmianę w postępowaniu naszych klubów mam wielką nadzieję, że mamy do czynienia z próbą przecięcia tej przeklętej wstęgi Möbiusa. Odesłanie tak pokaźnego zaciągu obcokrajowców i zaczerpnięcie graczy z „wewnętrznych” zasobów ligi spowoduje przemianę całego futbolowego ekosystemu. Kluby Ekstraklasy zwrócą się wreszcie na lokalny rynek, natomiast zastrzyk gotówki pozwoli na rozbudowę piłkarskiego zaplecza, czyli klubów balansujących na krawędzi pierwszej i drugiej ligi. Taki ruch spowoduje powrót do normy całego środowiska, stworzenie swoistego rodzaju łańcucha „pokarmowego”, który powinien cechować każdą rozwijającą się ligę. Zacznijmy wreszcie czerpać wzorce z lig czeskiej, czy serbskiej, na które tak bardzo lubimy się powoływać, gdy przychodzi nam do porównań naszych dokonań naszych mistrzów. Wydaje się, że w tym okienku wykonaliśmy pierwszy krok.

 

 

 

Dyskusja (19)
1sobota, 04, lipiec 2015 14:29
Dog
Podzielam Twój entuzjazm w kwestii rezygnacji z zaciągu zagranicznego, jednak okienko potrwa u nas jeszcze dwa miesiące i niejednemu Zdziśkowi zamarzy się jeszcze klasyczny noname zza granicy za miejskie pieniądze.

Pisałem już wcześniej, że rakiem naszego futbolu są działacze, którzy podpięci do publicznych dotacji marzą o przekierowaniu choć części sakiewki do własnej kieszeni.
Dla mnie najlepszym przykładem jest Zagłębie Lubin, które wraca obecnie do Ekstraklasy mając w szerokiej kadrze 4 obcokrajowców:
http://www.zaglebie.com/teams/kghm-zag%C5%82%C4%99bie-lubin

Polonia i Widzew to moim zdaniem trochę inne przypadki - kluby zniszczone przez nieudolną politykę "prywatnych" właścicieli. Następny w kolejce jest Zawisza.

Choć może z drugiej strony, być może aby wyłowić perełkę trzeba tyle samo przesiać krajowych zawodników, co zagranicznych? Co nie zmienia faktu, że polscy zawodnicy powinni być znacznie tańsi i tylko bardzo często tylko prywatnym interesem można wytłumaczyć fakt kontraktowania zagranicznego szrotu.
2sobota, 04, lipiec 2015 15:01
Monrooe
@ Dog

- "jeszcze dwa miesiące i niejednemu Zdziśkowi zamarzy się jeszcze klasyczny noname zza granicy"

Oczywiście, zresztą już teraz ruchy Podbeskidzia wyglądają tak Anny chcieli nadrobić cały ten "ubytek". To pokazuje jakie rozeznanie jest standardem w klubach. Pojawiła się kasa to poszedł mail do znajomych managerow. I mamy cyrk objazdowy. Tyle, że to dotychczas była norma a nie margines.

- "Polonia i Widzew to moim zdaniem trochę inne przypadki - kluby zniszczone przez nieudolną politykę "prywatnych" właścicieli"

A moim zdanie to wciąż ten sam problem. Działacze, dla których prowadzenie klubu to kosmos nie do ogarnięcia. Chyba żaden z dobrodziejów, a późniejszych grabarzy nie przychodził z zamiarem utopienia kasy i zlikwidowania klubu. Kłopoty zaczeły się wraz z końcem kasy. Gdy okazało się, że klu b bez kolejnej transzy nie może funkcjonować. Serio, niczym się to nie różni od klubów miejskich, tylko kasy było więcej. Choć fakt, nie każdy mógł wpompować tyle kasy co Cupiał, czy ITI. A już to co się dzieje wokół klubu gdy pojawia się dobrodziej to istny cyrk sępów. Nawet ta sytuacja z Cupialem nie jest tak jednoznaczna jak się ją przedstawia. Ale to historia na inne opowiadanie.
3sobota, 04, lipiec 2015 23:18
Walles
Pełna zgoda co do sępów krążących wokół klubów. Jeszcze nie tak dawno prawie wagony przyjeżdżały także na Legię. Pamiętacie takie nazwiska jak: Dorosz, Ghanem, Kurauzvione, Poledica, Stanford, Kowalski, Zjawiński, CHmiest, Cruz, Gottwald, Hugo, Balde, Klatt, Piotr Bronowicki, Elton, Junior, Dick, Ekwueme, Kumbev, Balbino, Tito, Arruabarrena, Descarga, Rocki, Dong, Antolovic, Knezevic, Ogbuke etc etc
A co do naszej piłki i pewnych zasad działania to najwięcej złego zrobił chyba swego czasu Wojciechowski płacąc astronomiczne kwoty za przeciętniaków.
4niedziela, 05, lipiec 2015 00:43
"Faktem jest, że w naszej rodzimej lidze napastników mogących pasować do kombinacyjnej gry zespołu Henninga Berga nie ma zbyt wielu"

Osobiście odnoszę wrażenie, że zarówno w Legii jak i całej naszej rodzimej lidze w ogóle brakuje piłkarzy, którzy mogliby pasować do "kombinacyjnej" gry preferowanej przez Henninga Berga. (jeśli takowa istnieje)

Sprowadzony na osobiste życzenie trenera Berga, napastnik Arkadiusz Piech, dość szybko został wypożyczony, podobnie jak Igor Lewczuk, który pomimo pochwał trenera, w kolejnej rundzie nie może liczyć na pierwszą jedenastkę.
Michał Masłowski to zagadka godna najwybitniejszych znawców futbolu..

Poza tym, żeby daleko nie szukać, powołam się na spostrzeżenia obserwatorów Legia.net z austriackiego zgrupowania.

Skuteczny Arak (!)

"Wypada pochwalić młodego napastnika, który w poprzednim sezonie na wypożyczeniu w Zagłębiu Sosnowiec zdobył siedemnaście bramek i został wicekrólem strzelców drugiej ligi. Zawodnik wrócił do Legii i na treningach prezentował się nieźle. Szczególnie dobrze wypadał na zajęciach strzeleckich, kiedy z zimną krwią potrafił raz za razem pokonywać bramkarzy" (!)

W przeciwieństwie do Marka Saganowskiego, dla naszego trenera zdobywanie bramek przez napastnika to za mało i dlatego ustawił "Arcziego" na.... skrzydle. (?)
W związku z tym, że środkowy napastnik Arak na skrzydle nie radzi sobie tak dobrze, "trudno spodziewać się, że nie odejdzie na kolejne wypożyczenie, bowiem w tym wieku najważniejsza jest regularna gra"

Napastnik Saganowski co prawda bramek nie strzela, za to biega po całym boisku, przez co pasuje do "kombinacyjnej gry" preferowanej przez naszego trenera. Wink

Kolejnym przykładem jest napastnik młodego pokolenia Adam Ryczkowski,
"który próbowany był głównie z boku boiska. Ten chłopak nie ma jednak typowych cech skrzydłowego i dlatego wyraźnie przegrywał rywalizację z Michałem Kucharczykiem, Michałem Żyro czy też Guilherme"

Aby "upokorzyć" kolejnego naszego młodego piłkarza Roberta Bartczaka, "który dojechał do Austrii później z powodu osobistej tragedii, pomimo, że prezentował się dobrze, za sprawą Berga pełnił często rolę zapchajdziury - raz grywał na lewej pomocy, raz na prawej, a innym razem na obronie"

Kolejny z wychowanków, utalentowany Bartłomiej Kalinkowski " wskutek kontuzji Chorwata Vrdoljaka może dostanie szansę, o ile zostanie przy Łazienkowskiej"

To zdumiewające, że nasz wizjoner szukając najlepszych rozwiązań, rzucając piłkarzy od lewa do prawa, wskutek posuchy do tej pory nie wpadł na pomysł ustawienia Łukasza Brozia na lewej obronie... Wink

Oglądając dwa kontrolne mecze Legii na zgrupowaniu w Austrii, nie dostrzegłem niczego, co by pozwalało wierzyć w przemianę "wiosennej" drużyny Berga.
Taktyka, o jakiej pisali na Legia.net, w której "Legioniści pracowali nad grą z pominięciem linii środkowej, adresując podanie do najbardziej wysuniętego gracza, (tzw dzida) nie zawsze wychodziła, choćby z uwagi na to, że taki styl gry jest nowością dla pozyskanego Nikolicia" nie napawa optymizmem, o czym mogliśmy się przekonać w poprzednim sezonie.

Na szczęście w PR i koszulkach nie mamy sobie równych Wink
5niedziela, 05, lipiec 2015 15:04
Walles
@kibic50
Nie mam pojęcia po co to robisz ale widocznie tak lubisz. Jednak choćby do ostatniego wątku: Całość brzmiała tak
Legioniści jesienią mają grać bardziej ofensywnie. Dlatego często do przodu mają zapędzać się boczni obrońcy i tam robić przewagę. Asekurować będzie ich defensywny pomocnik, który cofajac się stworzy ze stoperami trójosobowy blok obronny. Piłkarze pracowali też nad grą z pominięciem linii środkowej, adresując podanie do najbardziej wysuniętego gracza. Nie zawsze to wychodziło, choćby z uwagi na to, że taki styl gry jest nowością dla pozyskanego Nikolicia. Jak wiele ćwiczonych elementów uda się przenieść do meczów o stawkę? Przekonamy się w ciągu najbliższych tygodni.

Jest różnica? Zaczyna mnie to irytować...
6poniedziałek, 06, lipiec 2015 09:12
Baron
@kibic50

Spostrzeżenia mam podobne. Na treningach ćwiczą różne rzeczy z tego co piszą obserwatorzy z LN, niestety ale ja tego na boisku nie widzę, widzę (w sparingach) natomiast Legie z minionej rundy grającą topornie i siermiężnie.


@Walles

Widzisz, mnie irytuje to o czym napisał wyżej min. kibic50 a mianowicie wystawianie piłkarzy przez Berga nie na swoich nominalnych pozycjach, a granie Saganem (przy całym szacunku dla jego osoby) kosztem młodych piłkarzy uważam za skandal.
7poniedziałek, 06, lipiec 2015 10:34
Walles
@Baron
Nie rozumiemy się zupełnie. Nie piszę czy kibic50 ma poglądy zbieżne z moimi czy też rozbieżne. Zaznaczyłem tylko że stanowczo nie zgadzam się z ordynarną manipulacją pewnymi wypowiedziami aby osiągnąć efekt zamierzony przez siebie a niekoniecznie oddający intencje piszącego oraz zgodność z rzeczywistością. Tylko tyle i aż tyle.
8poniedziałek, 06, lipiec 2015 12:56
A co takiego jest "niezgodne z rzeczywistością" ?
Obejrzałeś oba sparingi ?
Co, oprócz gry na "dzidę" zwróciło Twoją uwagę ? Trzy podania i strata, a może ilość spalonych naszego nowego nabytku ?
Który Ghuillerme pasuje bardziej do "kombinacyjnej" gry Berga ?
Lewy obrońca czy prawy pomocnik ?
Który Masłowski zachwycił bardziej, środkowy pomocnik czy lewy pomocnik ?
Który z 5 napastników jako jedyny wpisał się na listę strzelców, wkładając głowę tam, gdzie wielu nie włożyłoby nogi i w nagrodę wyjedzie do Sosnowca ?
Dlaczego pozbywamy się Koseckiego kosztem gościa z Brazylii, którego umiejętności odbiegają od naszych mistrzowskich juniorów ?

Celowo pominąłem fragment jakoby "Legioniści jesienią mają grać bardziej ofensywnie. Dlatego często do przodu mają zapędzać się boczni obrońcy i tam robić przewagę. Asekurować będzie ich defensywny pomocnik, który cofajac się stworzy ze stoperami trójosobowy blok obronny", bo to już widzieliśmy z marnym skutkiem.
O ile jeszcze mogę zrozumieć grającego Vrdoljaka jako trzeciego stopera w LE, o tyle defensywne ustawienie drużyny z takimi tuzami jacy występują w TME jest dla nie niezrozumiałe.
A potem zdziwienie, że oddajemy dwa celne strzały w meczu...
http://weszlo.com/2015/07/02/jak-legia-z-lechem-kontrolowala-mecze-weryfikujemy-paplanine-berga/

Zresztą jak widać, nie tylko ja mam takie spostrzeżenia.
http://www.legia.sport.pl/legia/1,139320,18306068,Brak_goli__transferow__pusto_na_skrzydlach____Wszystkie.html#indeks_news
9poniedziałek, 06, lipiec 2015 14:53
Walles
Nie wiem czy język polski jak aż skomplikowany ale dla mnie jest duża różnica pomiędzy piłkarze "pracowali nad czymś" a "piłkarze pracowali też nad czymś". To wszystko co mam do powiedzenia....
10poniedziałek, 06, lipiec 2015 18:06
To niewiele.
Szkoda, że nie odniosłeś się do meritum tylko skupiłeś na "też", chyba że "też" uważasz, że "to był prawie najlepszy sezon w historii klubu" ?
11poniedziałek, 06, lipiec 2015 21:10
Mohikanin
Polska Liga w rankingu europejskich lig zajmuje 19 lub 21 miejsce. Biorąc pod uwagę ilość mieszkańców, zamożność kraju, potencjał gospodarczy, kibicowski, położenie powinnyśmy być w top10.

Jak widzicie w przyszłości miejsce Legii na mapie Europy?
Według mnie Legia ma szansę być takim Bayernem Monachium całej Europy Środkowo- Wschodniej, nie licząc Rosji.

Jaką Legia powinna mieć politykę?
Marzy mi się że Legia będzie kuźnią talentów dla najbardziej utalentowanych graczy z Europy Środkowo- Wschodniej, takim jakim jest Porto czy Benfika dla graczy z Ameryki Południowej- wyłapują z tamtąd najbardziej utytułowanych zawodników i sprzedają ich z kilkukrotnym przebiciem.

Legia ma potencjał i predyspozycje by być największym klubem w Europie Środkowo- Wschodniej.
Wynika to z tego:
* oprócz Rosji jesteśmy największym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej, co za tym idzie mamy największą gospodarkę w tej części Europy
* Warszawa jest jednym z największych miast w tej cześci Europy i w praktyce w mieście nie ma żadnego rywala w rywalizacji o kibiców, firmy( w przeciwieństwie do Pragi, Bukaresztu czy Budapesztu).
* obok Ukrainy w tej części Europy mamy najwięcej ludności, co przekłada się na ilość potencjalnych talentów.
* jako że mamy największą gospodarką w tej części Europy i stolicy nie mamy żadnego rywala to przekłada się to z miejsca na ilość dużych firm, sponsorów które są wstanie zainwestować w klub.
* z krajów Europy Środkowo- Wschodniej nasza liga dostaje zdecydowanie największe środki z telewizji za prawa do transmisji meczów.
* dla potencjalnie dużych międzynarodowych marek np; Coca Cola czy Pepsi jesteśmy zdecydowanie najlepszym partnerem do współpracy.
* jesteśmy wstanie przyciągnąć najbardziej utalentowanych graczy w tej części Europy.
* jesteśmy marką z wieloletnią historią, mającą tysiące fanatyków.

Od naszych właścicieli będzie zależało czy będą wstanie wykorzystać potencjał tego klubu.

Z kim możemy rywalizować o miano największego klubu Europy Środkowo- Wschodniej?

Po za zasięgiem w tej chwili są Dynamo Kijów i Szlachtar Donieck, ale są to kluby sponsorowane przez oligarchów. Na Ukrainie mamy bardzo duży kryzys i prędzej czy później to się odbije na tych klubach, tym bardziej że Szlachtar ma zniszczony stadion. Czas działa na naszą korzyść.

Poważnymi rywalami są jeszcze:
Dinamo Zagrzeb. W ostatnich dniach byli wstanie sprowadzić Marko Rog za 4 miliony Euro. Chorwacja ma 10 razy mniej ludności niż Polska, jest krajem biedniejszym od Nas, z telewizji czy od sponsorów też dostają o wiele mniej pieniędzy niż polskie kluby a średnia widzów na Dinamie wynosi 3 tysiące. Jednak maja akademia i ściągają najbardziej utalentowanych piłkarzy z całych Bałkanów, po czym są wstanie sprzedawać zawodników za 10 mln Euro czy więcej.
Partizan i Roter Stern Belgad- Serbia jest 4 krotnie mniej ludna niż Polska, jest o wiele biedniejszym krajem, co przekłada się na potencjał biznesowy czy pieniądze z praw telewizyjnych. Jednak oba kluby mają świetne szkolenia młodych graczy i potrafią ich sprzedawać z zyskiem.
Sparta Praga- największy klub w Czechach, mają gospodarkę na naszym poziomie, ale mamy 4 razy więcej mieszkańców, co przekłada się na 4 krotnie większy potencjał biznesowy, kibicowski a co za tym idzie kapitał finansowy.
Dinamo i Steaua Bukareszta- mamy 2 razy więcej mieszkańców i dużo lepiej rozwiniętą gospodarkę, jednak nie przekłada się to na jakość ligi.
Więcej nie widzę w tej części Europy drużyn które potencjałem są wstanie dorównać wyżej wymienionych, może Bate Borysów czy Dnipro.

Porównując potencjał ludnościowy, biznesowy, infrastrukturę stadionową to nasza liga powinna być zdecydowania najlepsza w tej części Europy i pozostałe wciągać nosem. Jednak z jakiegoś powodu jesteśmy bardzo zacofani w przeciwieństwie do innych lig. A Legia ma wszelkie predyspozycje by być największym, najlepszym i najbogatszym klubem w tej części Europy.

Jak widzę polską ligę i Legie?
Nasza liga i Legia powinny szkolić i ściągać najbardziej utalentowanych piłkarzy z takich państw jak Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, zachodnia Ukraina, Czechy, Słowacja, Węgry, Mołdawia, Rumunia, Bułgaria, Serbia, Chorwacja, Bośnia, Czarnogóra, Albania, Kosowo czy Macedonia.
12wtorek, 07, lipiec 2015 01:01
a-c10
Zacznę od tego, że w pełni podzielam bijący z tekstu optymizm. Opisywane przez Monrooe'a zjawiska widać już szczątkowo od kilku okien transferowych, jednak teraz naprawdę trudno by ich nie zauważyć. I super. Jeśli można dorzucić trzy grosiaki od siebie, to:

Po pierwsze, wreszcie zaczęła działać Komisja Licencyjna. OK, rzeczywistość jest wciąż znacznie mniej kolorowa od obrazu roztaczanego przez propagandową tubę PZPN pod nazwą "Weszło!", niemniej jednak coś się, do cholery, zaczęło dziać. Już nawet "przysłowiowa" Korona, choć nadal żebrze o miejską jałmużnę, musi wprowadzać jakieś play naprawcze. Ruch Chorzów wreszcie przestał żyć fikcją i ni z gruchy, ni z pietruchy pojawiły się na Cichej zupełnie poważne szanse wyjścia na ekonomiczno-organizacyjną prostą. A to wcale nie jedyne przypadki.

Po drugie (i ściśle związane z pierwszym), jaśnie wielmożni panowie prezesi zaczęli wykazywać więk... wrrróć!, jakikolwiek rozsądek. Znaczy jakby zrozumieli, że lepszy wróbel w garści, niż orzeł na dachu. W związku z czym przestali sarkać na rozsądne oferty za swych zawodników i czekać na jakieś złote strzały z zagranicy. Oczywiście, nie wszyscy i nie zawsze, ale jednak jakiś trend widać.

Po trzecie, Greków, Turków, Cypryjczyków, Ukraińców i parę innych nacji dotknęły w ostatnim czasie rozmaite kryzysy ekonomiczne i polityczne, przez co tameczne kluby są jakby mniej chętne, niż jeszcze parę lat temu, do szastania pieniędzmi. Albo obietnicami pieniędzy.

Po czwarte wreszcie, przypadki Wolskiego, Furmana, Świerczoka, Klicha, Pawłowskiego i im podobnych, a/oraz pewnie jeszcze jakieś inne czynniki uzmysłowiły naszym smarkatym skórokopom, że zagranicą nie ma żadnego eldorado, a wyjazd do bardziej okrzyczanej ligi wcale nie musi skończyć się dobrze. W wielu przypadkach znacznie lepiej potwierdzić najpierw swą klasę w (silniejszym) klubie Ekstraklasy, a dopiero potem ewentualnie ruszać na saksy.

Biorąc to wszystko do kupy, naprawdę jest się z czego cieszyć. Osobiście bardzo chciałbym, aby przecięcie tej wstęgi oznaczało rozpoczęcie budowy czegoś nowego. Wreszcie opartego na zdrowych zasadach. OK, nie tylko do ideału, ale w ogóle jakkolwiek rozumianej przyzwoitości pozostał jeszcze kawał drogi. Pozytyw w tym, że owa droga nareszcie została obrana.

Na całym tym optymizmie kładzie się niestety obawa, że to tylko chwilowe przejaśnienie. Nie daj Boże (!!!) znów pojawi się jakaś większa kasa, albo licencjodawcy z tych, czy innych pobudek popuszczą pasa, albo to, albo tamto, albo siamto i wszystko a piat' powróci do patologicznej normy. Oby nie.

@ Mohikanin:

Ty z kolei ze swym optymizmem popłynąłeś heeennn!!!, gdzieś poza horyzontSmile Na ekranie Twoja wizja wygląda naprawdę sympatycznie. Niestety, rzeczywistość skrzeczy. Na samym początku popełniłeś, moim zdaniem, dość prosty błąd polegający na oparciu się o ogólną liczbę ludności. Stary, gdyby ona miała jakiekolwiek znaczenie, co cztery lata w finale Mundialu Chińczycy ogrywaliby Hindusów, pojedynki mistrzów tych krajów rozgrzewałyby piłkarski świat znacznie bardziej, niż jakieś tam Gran Derbi, Holandia i Portugalia nie miałyby większych szans na występ na Euro (o medalach ni słowa), a o Villarreal C.F. nigdy byś nie usłyszał.

OK, w Polsce mieszka coś pod czterdzieści milionów ludzi. Ale ilu z nich, znaczy z nas, interesuje się rodzimą piłką ligową? Dwa miliony? Trzy? Ale to już naprawdę będą wszyscy. Bez zdecydowanego powiększenia tej liczby wszelkie opowieści o potencjałach i innych takich środkowowschodnioeuropejskich tygrysach futbolu możemy śmiało postawić na półeczce obok Jasia i Małgosi.

Dalej, nie jestem ekonomistą, ani politologiem, w żadnym wypadku nie chciałbym też wszczynać na Czarnej eLce dysput o podłożu politycznym i upraszam gorąco, aby nikt nie wziął moich słów za zachętę do takowych. A tfu! Niemniej jednak, z roztaczanym przez Ciebie obrazem ekonomicznej siły RP mocno zgrzytają mi dziesiątki, setki tysięcy zazwyczaj młodych ludzi rokrocznie opuszczających nasz kraj w poszukiwaniu chleba i perspektyw.

Wreszcie, najbardziej utalentowani młodzi zawodnicy z większości wymienionych przez Ciebie państw propozycję transferu do Legii (bądź jakiegokolwiek innego polskiego klubu) w najlepszym wypadku skwitowaliby kurtuazyjnym uśmiechem. Naprawdę wyobrażasz sobie, że super uzdolniony, nastoletni Czech, Chorwat, czy Serb wybierze Legię, albo Lecha zamiast Interu, czy - a, niech tam - Hoffenheim? A kompas ze sobą wziąłeśSmile Szkolmy my może jednak najpierw swoich chłopaków. Choćby tych spośród rzeczonych trzech milionów, tak na dobry początek.
13wtorek, 07, lipiec 2015 13:34
Monrooe
@ Mohikanin

Podobnie jak a-c10 wydaje mi się, że bardzo daleko wybiegłeś w przyszłość. Co gorsza odnoszę wrażenie, że w klubie pobiegli tam już dawno. A przecież aby w ogóle móc rozmawiać o podobnych planach należy najpierw wdrożyć w życie jakiś plan mający chociaż w założeniu przybliżyć nas do tej pięknej wizji. Niestety odnoszę wrażenie, że o tym „drobnym” szczególe zapomniano. No bo co my takiego zrobiliśmy aby móc liczyć, że faktycznie zasługujemy na miano klubu, który mógłby zdominować region. Mamy odpowiednie zaplecze, gdzie moglibyśmy szlifować te wszystkie ściągane perełki, o których piszesz? Ba mamy w ogóle jakąś sieć skautów, która byłaby w stanie te perełki zidentyfikować i zarekomendować? Wybacz, nie sądzę. Tak jak nie sądzę, że w ogóle jesteśmy w stanie zbudować siec skatów pracujących na stale w swoich rejonach poza granicami naszego kraju, a tylko w ten sposób moglibyśmy liczyć na stałe raporty monitorujące najbliższe nawet rynki. Bez tego nie mamy najmniejszych szans na rywalizację z klubami, które są na tych rynkach na co dzień. Dlatego taki Ondej Duda jest idealnym przykładem na to co moglibyśmy mieć, jak i na to czego mieć nie możemy. Ta transakcja to wielki fart, w zasadzie niepowtarzalny, a przecież aby wdrożyć roztoczoną przez Ciebie wizję takie strzały powinny być normą. Rzeczywistość jest taka, że nie są i długo nie będą.

Zresztą uważam, że zanim w ogóle zaczniemy szaleć na zewnątrz popracujmy nad „penetracją” rynku wewnętrznego. Jednak, aby było co penetrować to ten rynek musi zacząć funkcjonować. W tekście powyżej staram się zauważyć, że coś zaczyna się dziać, ale wciąż nam daleko do takiego modelu jaki mamy w Czecha, czy choćby na Bałkanach. Gdzie najsilniejsze kluby doskonale znają rynek i bez żadnego problemu ściągają najlepiej zapowiadających się graczy do siebie. Niejednokrotnie wypożyczając tych piłkarzy do słabszych klubów aby tam nabrali odpowiedniego doświadczenia. U nas to nie działa, kompletnie. Co gorsza, prezes naszego klubu utyskuje w mediach, że musi utrzymywać zastęp młodych piłkarzy grających w innych klubach, zamiast się cieszyć, że jeśli z tych graczy wystrzeli choć jeden to i tak spłaci koszty pozostałych. Sorry, oczekiwanie, że ktoś odwali za Legię kupę roboty i jeszcze będzie za to wdzięczny nie ma się nijak do biznesowych realiów. Udinese Calcio, klub który przez wielu stawiany jest jako wzór zarabiania na zawodnikach ma w tej chwili około 140 piłkarzy na kontraktach i jakoś nikt z tego powodu nie narzeka. Nad monitorowaniem, treningiem, przygotowaniem tych zawodników pracuje cały zastęp ludzi, których praca też mało nie kosztuje, ale późniejszy zysk rekompensuje wszystkie wydatki. Z tym, że najpierw trzeba taką maszynę zbudować, a u ans jakoś widzę chęci do wdrożenia tylko ostatniego etapu, czyli finalizacji zwrotnej. Zupełnie jakby faza inwestycji i utrzymanie nie istniały. Tak się nie da, drogi na skróty też raczej nie ma.

Dlatego jeśli nie rozwiązania jednostkowe, to może ruszy się całość. Takie ruchy jak te Jagielloni są świetnym przykładem na to, że można. Wygląda na to, że w Białymstoku przestali liczyć na to, że uda im się znaleźć drugie wcielenie Ronaldo i postawili na systematyczny rozwój. Ściągają sprawdzonych, swoich zawodników i wkomponowują w całkiem nieźle funkcjonujący zespół. Messiego tam nie ma, ale wszystko wskazuje na to, że po kolejnymi sprzedanymi (po Pazdanie) z niezłą przebitką zawodnikami będą Gajos, Mackiewicz, Tuszyński. Wisienką na torcie jest oczywiście Drągowski, ale to akurat wyrób własny (aż strach pomyśleć, że mógł grać na Ł3). Piękny stadion, niezła gra i właśnie ci zawodnicy są zabezpieczeniem niedalekiej przyszłości białostockich „Pszczółek”. Jest na czym budować? A jakże. Mam nadzieję, że do takiej polityki przekonają się inni, Górnik Łęczna, Ruch Chorzów, Korona Kielce, Górnik Zabrze (nie wierzę), Podbeskidzie (przypadek beznadziejny), czy Pogoń Szczecin. Im więcej takich klubów tym lepiej. Klubów, dla których celem na sezon nie będzie mityczne i nie możliwe zarazem mistrzostwo, tylko wyszkolenie kolejnych zawodników, zarobienie kasy i dalszy rozwój klubu.

Z takim zapleczem wielcy naszej ligi mogliby zacząć marzyć o nawiązaniu wyrównanej walki z innymi wielkimi lig grających w tym rejonie Europy. Bez tego udane sezony będą tylko i wyłącznie jednorazowymi wystrzałami.
14wtorek, 07, lipiec 2015 14:46
a-c10
Nawiązując do słów Monrooe'a chciałbym zauważyć, że Jagiellonia jest doskonałym przykładem i na to, że można, ale też na to, że jeszcze bardzo wiele zostało do zrobienia.

Podlaska Czarownica bardzo fajnie wykorzystuje fakt bycia lokalnym hegemonem. W końcu ma "pod sobą" cały północno-wschodni fragment naszego kraju, a na dodatek zachodnie rubieże Litwy i Białorusi. W promieniu lekko licząc dwustu kilometrów nikt nie jest w stanie im podskoczyć na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Jaga skrzętnie robi z tego użytek. I bardzo dobrze.

Z drugiej jednak strony sporym problemem pozostaje kwestia infrastruktury. W Białymstoku - jak i, niestety, praktycznie w całej Polsce - postawiono dom bez piwnicy i ogródka. Znaczy stadion już (wreszcie!) stoi i pięknieje, ale obiektów treningowych z prawdziwego zdarzenia brak. A czasy, gdy na klepisku dało się wyhodować zastęp Citków, Chańków i Frankowskich dawno przeszły do historii.
15wtorek, 07, lipiec 2015 16:13
Senator
Dużo tego wiec tylko zasygnaluzuje swoje zbieżne myśli.
a-c10 trafnie zauważa co z tego że 40 milionów jak zainteresowanie rodzimą ligą więcej niż mizerne. Jak już wiemy stadiony na poziomie to mało, może właśnie rodzime gwiazdki , wychowankowie mogliby coś w temacie zmienić. Nie wiem ale trzeba sprawdzić.
Ostatni komentarz Monrooe trafny. Niestety mam wrażenie, że zarząd najchętniej powtarzał by opcję Bielika w każdym okienku. Niestety tak się nie da bez tego wszystkiego o czym pisze przewielebny. Nazwa Legia z całym szacunkiem nie powala wszystkich i wszędzie co zauważył a-c10 np. na północno wschodnich krańcach kraju.
Włodarze myślą że ta magia jest, wiemy wszyscy nie ma,
16wtorek, 07, lipiec 2015 18:39
Mohikanin
@a-c10 i @Monrooe

Posiadać potencjał i potrafić go wykorzystać to dwa zupełnie inne pojęcia. Ja w tej analizie chciałem przedstawić potencjał jaki posiadamy. To że go nie wykorzystujemy to już inne kwestia. To świadczy jedynie o jakości naszych działaczy piłkarskich a także prezesów klubów piłkarskich.
Dla mnie przykładowo w Legii kompletnie na stanowisko dyrektora ds. skautingu nie nadaje się Michał Żewłakow. To stanowisko dostał po znajomości, nie mając żadnego doświadczenia w tej kwestii Przykładowo w Lechu młodszy Rutkowski został szefem skautów po 3-4 latach pracy jako szeregowy pracownik, gdzie wszystkiego od a do z musiał się nauczyć i poznać całą strukturę od podszewski, Michał Żewłakow też powinien przejść taką drogę a nie od razu wrzucono go na dyrektorskie stanowisko. Kolejnym błędem było że pozostałymi skautami zostali ludzie też bez żadnego doświadczenia.
Przykład- w czy w jakimś profesjonalnym klubie skaut jest jednocześnie komentatorem sportowym, jak Marcin Żewłakow? To wszystko odbije się na jakości naszego skautingu. Obecnie sprowadzamy jedynie graczy gotowych, którzy mają najlepszy wiek piłkarski ale nie gwarantują rozwoju ani tego że w przyszłości sprzeda się ich z zyskiem.

@a-c10
Indie i Chiny to nie nasz kontynent.
Specjalnie za to do porównania dałem jedynie kraje o podobnym rozwoju do Nas ewentualnie biedniejsze jak kraje bałkańskie. Tak więc specjalnie pominąłem takie państwa jak Austria, Dania, Szwecja, Finlandia czy Norwegia, które są o wiele bogatsze od Nas.
Zgadzam się z tym że bardzo dużo osób opuszcza kraj w poszukiwaniu chleba i perspektyw( są takie rejony gdzie połowa młodych hludzi siedzi za granicą), ale te sam problemy mają też na Ukrainie( tylko u Nas jest ich 400-500 tysięcy) , Węgry, Serbia czy Chorwacja.

Pod względem zainteresowania widzów to zdecydowanie przegrywamy ze starą Europą, ale też zdecydowanie wygrywamy z Czechami, Węgrami czy resztą stawki. Taksamo u Nas jest więcej dużych firm, które są wstanie zainwestować w piłkę. Ale czy będą wstanie to zależy od naszych działaczy piłkarskich.

Mamy nowe stadiony, ale nie mamy podstawowej infrastruktury do trenowania juniorów. Pod tym względem nawet jesteśmy zacofani w stosunku do Mołdawii, a to jest podstawa, bez której nie ma szans rozwoju i pójścia na przodu. Wszystkie te pieniądze które daje Canal Plus przejadane na bieżąco, zamiast je inwestować.
Za koszt jednego stadionu np: tego z Wrocławia każdy klub miałby pobudowaną akademią na 7-8 boisk.

Co do tego czy najbardziej utalentowani gracze z Czech czy Serbii chcieli by przejść do Nas to jest to wykonalne. Najlepszy przykład to Dinamo Zagrzeb- doprowadzili swoją akademie i rozwój młodych zawodników do takiej perfekcji że doszedł do Nas nawet najlepszy gracz juniorów Barcelony z rocznika 98 Dani Olmo, reprezentant Hiszpanii. Stwierdził że w Dinamie ma większe szanse na rozwój niż w Barcelonie. Tylko wszystko zależy od naszych działaczy czy będą wstanie stworzyć podobne warunki.

@Monrooe
Jeszcze raz powtórze- napisałem jedynie o potencjale jaki mamy, ale go nie wykorzystujemy.
W pełni się z Tobą zgadzam że w klubie nie ma żadnego planu na rozwój, zaplecza, skautingu, podstawowych fundamentów do budowy silnej drużyny.
Bielik i Duda to zasługa jedynie Radka Kucharskiego, który ich wynalazł i walczył o to aby ich sprowadzić. Naprawdę znakomity fachowiec, znający się na skautingu, wyszukiwaniu talentów czy budowie siatek skautów. I tutaj właśnie wychodzi kumoterstwo szefów Legii. Mają świetnego fachowca pod okiem, a wolą stawiać na osoby po znajomości. Tylko kosztem Legii. Radek Kucharski na początku trochę pracował przy pierwszym zespole, teraz zajmuje się ponownie tylko juniorami.
Dobrze że wspomniałeś o tych zawodnikach których wypożyczamy. Nie ma również strategii z przechodzeniu z wieku juniora do seniora, na tym etapie gubimy bardzo dużą ilość utalentowanych zawodników.

Wszystko co napisałeś na temat Jagielonia czy reszty klubów to moja pełna zgoda, póki nie będzie podstaw to nie będzie rozwoju. Dodam również że Jagielonia zaczyna budować ośrodek treningowy dla juniorów- na 5 boisk treningowych normalnej wielkości za 10 milionów złotych.

Znakomity ośrodek w ostatnim czasie pobudowało Zagłębie Lubin.
17wtorek, 07, lipiec 2015 21:12
Monrooe
@ Mohikanin

- ” Ja w tej analizie chciałem przedstawić potencjał jaki posiadamy. To że go nie wykorzystujemy to już inne kwestia”

Rozumiem, problem polega na tym, że ani ten potencjał nie jest tak bogaty jak go przedstawiasz, na co zwrócił a-c10 i Senator, ani nie mamy narzędzi aby zacząć wykorzystywać nawet to co jest. Na tą chwilę brakuje w zasadzie wszystkiego.

- ”Dla mnie przykładowo w Legii kompletnie na stanowisko dyrektora ds. skautingu nie nadaje się Michał Żewłakow.”

Być może, sam też nie jestem zwolennikiem Pana Michała, problem w tym, że w kraju nie ma fachowców mających wiedzę jak ten biznes powinien naprawdę funkcjonować. Dlatego posada Żewłaka ani mnie ziębi, ani grzeje większy problem jaki dostrzegam związany jest z brakiem głównego wizjonera pionu sportowego, czyli dyrektora, który powinien ogarniać wszystko o czym tutaj piszemy. Bez osoby zbierającej wszystko wą całość mamy tylko wycinki, które nijak do siebie nie chcą pasować. Z działem 'zarządzanym' przez Pana Michała jest dokładnie tak samo, mamy ie tyle dział co coś na kształt fragmentu skautingu i zamiast go powoli, mozolnie budować to rzucamy się na łakome kąski jakbyśmy dysponowali prężnym działem gotowym zebrać dossier o każdym wybranym zawodniku. I to pomimo faktu, że praktycznie co okienko okazuje się, że wcale tak nie jest i ilość propozycji, które możemy zaprezentować jest niewystarczająca. Na koniec okazuje się, że jesteśmy zmuszeni przebierać w najlepszych... z najgorszych, bo resztę ktoś podkupił, lub sami znaleźli lepsze oferty (co nie jest wcale takie trudne).

- ”Kolejnym błędem było że pozostałymi skautami zostali ludzie też bez żadnego doświadczenia. ”

Tu akurat nie widzę większego problemu, kiedyś trzeba zacząć, najczęściej od początku. Gorzej, że odnoszę ważnie, iż Oni dalej działają na podstawie wiary w to, że wiedzą co czynią. A przecież skauting to przede wszystkim kwestia nauki, trzeba wiedzieć na co zwracać uwagę, wiedzieć co jest ważne, a co można kompletnie pominąć. Bycie byłym piłkarzem nie wystarczy. Tu faktycznie przydałoby się terminowanie u boku kogoś doświadczonego, czy tak było? Nie wiem, nie ukrywam, że szczerze wątpię.

- ”Przykład- w czy w jakimś profesjonalnym klubie skaut jest jednocześnie komentatorem sportowym, jak Marcin Żewłakow? ”

No w punkt, to jest ‘kabaret’ którego zupełnie nie pojmuję. Widać Legia za mało płaci i trzeba chałturzyć na boku. A tak całkiem serio, to wydaje się, że w naszym skautingu więcej jest celebrantów niż ludzi od czarnej, systematycznej pracy.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Niestety dział skautingu to jedno z tych narzędzi potrzebnych do budowani podstaw klubu, który chciałby coś znaczyć w regionie. Bez tego nie jesteśmy w stanie nawet zacząć przechodzić do tego etapu, o którym każdy z nas marzy. Kolejnym bardzo istotnym elementem jest brak akademii, czy jak kto woli odpowiedniej infrastruktury, gdy dodamy do tego, co sam zauważasz, brak konkretnego planu na wprowadzenie młodych zawodników do świata dorosłych piłkarzy to mamy dwa fragmenty układanki, bez których nijak nie da się złożyć puzzli, o których piszesz. Po prostu aby zacząć być znaczącym klubem w tej części Europy musimy zbudować podstawy funkcjonowania klubu, a do tego wciąż nam bardzo daleko. Taka Sparta Praga jest lata świetlne przed nami, choć jak dziś oglądałem ich grę z Ludogorcem to na boisku wcale nie musieliby nad nami dominować i to w obecnym naszym składzie. Jednak infrastruktura, wiedza i doświadczenie jest po ich stronie i biją nas tym na głowę (wystarczy porównać liczbę trenerów z licencją UEFA Pro w obu klubach by zakończyć dyskusję, która w zasadzie nawet się nie zaczęła).
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
- ”W pełni się z Tobą zgadzam że w klubie nie ma żadnego planu na rozwój, zaplecza, skautingu, podstawowych fundamentów do budowy silnej drużyny. ”

To chyba nie tak, wydaje mi się, że po latach posuchy jest tak wiele do zdrobnienia, że nie jesteśmy w stanie poprawić wszystkiego na raz. Postawiliśmy na sukces pierwszego zespołu aby mieć fundusze na dalsze inwestycje. Wydaje mi się, że niektóre dziedziny odpuszczamy, idziemy na skróty, lub jak wolisz stosujemy „tymczasówkę”. Uczymy się jak to powtarza nasz prezes i chyba ma dużo racji. Pytanie czy wciąż idziemy do przodu? Przyznam, że w tej chwili nie jestem pewien. Kilka informacji, które dotarły do mnie z Ł3 mocno mnie zatrwożyło. Zobaczymy czy sprawdzą się w czasie, na tą chwilę jestem nieco zagubiony.

Ps: w ocenie Radka Kucharskiego zgadzamy się w pełni, doceniam go do tego stopnia, że trochę się o niego obawiam. Za chwilę może się okazać, że przestanie się mieścić w jednym klubie z Żewłakowami. (obym się mylił i nie wchodzili sobie w drogę)
18wtorek, 07, lipiec 2015 23:58
a-c10
@ Mohikanin:

Wyobraź sobie faceta, któremu dziadek kiedyś tam przyobiecał spadek w postaci ładnego kawałka ziemi. Typ nie najgorzej zarabia. O, na pewno nie kosi takich kokosów, jakie próbuje wmawiać sąsiadom, ale generalnie bieda mu w oczy nie zagląda, na koncie zapasy są, zdolność kredytowa tyż. Nasz bohater umyślił sobie, że na tym przyobiecanym kawałku ziemi postawi prześliczny dom. Najpiękniejszy w całej okolicy. Ma potencjał? Ma. Zresztą, nie oszukujmy się, jak okiem sięgnąć nie stoją przecież cuda architektury, tylko takie sobie, zwykłe solidne chałupiny.

Niestety, przed realizacją śmiałych założeń - a zwłaszcza odtrąbieniem sukcesu - wypadałoby trochę popracować. Załatwić kwestie formalne, bo dziadziunio zmarł był nie pozostawiwszy spisanego testamentu. I choć niby nikt zastrzeżeń do niegdysiejszych obietnic nie zgłasza, to na ten przykład zamieszkała w Kanadzie i nie widziana od lat piętnastu ciotka Ziuta może mieć w tej materii własne zdanie. Zadbać o uzbrojenie, plan zagospodarowania, pozwolenie na budowę i resztę papierologii. Znaleźć i zaklepać sensowną ekipę budowlaną, która zrobi wszystko jak należy i przynajmniej jako-tako zmieści się w budżecie. Itepę, itedę.

Proste? Cóż, nie dla naszego koleżki. On bowiem póki co zajmuje się głównie podejmowaniem kolejnych znajomych na grillu i oprowadzaniem ich po swych efektownych piętnastu arach.

Tak mniej więcej rzecz się ma z tym potencjałem naszej piłki. Ja nawet jestem w stanie uwierzyć, że Twoja wizja jest realna. Tyle tylko, że aby w ogóle przystąpić do jej realizacji, trzeba wykonać mnóstwo małych, trudnych, żmudnych i bardzo nieefektownych kroczków. No i przyjąć do wiadomości, że łatwo nie będzie.

Piszesz: To świadczy jedynie o jakości naszych działaczy piłkarskich a także prezesów klubów piłkarskich. Nieprawda. OK, w żadnym razie nie zamierzam zasłaniać własną piersią brzuchato-wąsatych obiboków z przeróżnych MOSiRów, unikających profesjonalizacji jak diabeł święconej wody. Bo przecież profesjonalizacja oznacza koniec sensu ich istnienia. Nie tylko w ich jednak problem. Niestety, wcale nie jest tak, że po polskim rynku pałętają się tabuny różnorakich specjalistów i tylko czekają, aby ich ten, czy inny klub zatrudnił. Tych ludzi po prostu nie ma. Trzeba ich zatem wykształcić ze świadomością, że będzie to nauka metodą prób i błędów.

Bo - i to jest dla mnie znacznie poważniejsza sprawa - nie ma też wzorców. Po upadku peerelowskiego futbolu zakładowo-resortowego nastąpił u nas okres radosnego burdelu ekonomiczno-organizacyjnego. Przez dwie dekady z okładem kluby na luzaku żyły sobie ponad stan. W razie draki zmieniały nazwy, wchodziły w fuzje i kompletnie bez żadnego zażenowania pokazywały wierzycielom wała. A całkiem jeszcze niedawno kluczową pozycję w ich budżetach (o ile w ogóle można o czymś takim mówić) stanowiły wydatki korupcyjne. W takich warunkach nie było sensu wykształcać jakichś tam sieci skautingowych, budować akademii, etc. Bo i niby po co? Przecież to wszystko kosztuje konkretne pieniądze. Znacznie mniejsze kwoty można było bezstresowo przeznaczyć na zakup paru punktów potrzebnych do utrzymania.

Jasne, zawsze zdarzał się jakiś frajer, który nie dopłacił komu trzeba, albo próbował kombinować po swojemu, wskutek czego spadał z ligi, a nawet - ale to już wyjątkowy niefart - całkiem się rozlatywał. Generalnie jednak system się kręcił. I całkiem nieźle pasowali doń różni, za przeproszeniem, agenci upychający swych zazwyczaj dupowatych podopiecznych po klubach. Kasa tu, kasa tam, rąsia w rąsię, gites-majonez.

Tekst Monrooe'a jest optymistyczny, bo pokazuje, że ta patologia wreszcie się kończy. Zanim jednak zaczniemy snuć wielkomocarstwowe plany, skupmy się może jednak na podstawach.
19środa, 08, lipiec 2015 20:34
Zbyszek
Nie tak dawno Michał Zachodni napisał artykuł "Ekstraklasa.Liga traci na wartości.Czy znajdzie sponsora?' oparty o rozmowy z Grzegorzem Kitą, prezesem Sport Management Polska i Panem Pawlukiewiczem , ekspertem firmy Pentagon Research. Wnioski są mało optymistyczne.
T-Mobile nie przedłużyło umowy z Ekstraklasą i nie ma ona sponsora. Podobnie jest na naszym podwórku.Jestem wielbicielem Marszałka,ale jego wartość mierzona wpływami gotówki jest marniutka. Brak sponsora tytularnego to brak konkretnych środków, ale również wskazuje na to ,że produkt nie jest atrakcyjny, a to osłabia każdą markę, także w wymiarze marketingowym. Kampanie reklamowe promujące sponsora, a także ligę i klub,atrakcyjne działania dla kibiców jak specjalne oferty,promocje , fanzony czy aplikacje i gry mobilne to powinna być wartość dodana. A nie jest, gdyż wartość medialna klubów Ekstraklasy spadła o 170 mln zł, T-Mobile straciła 29%, a stacja pokazując rozgrywki 63%.Przez ograniczenie dostępności spadła też oglądalność ze średnio 183 tys. do 122 tysięcy na mecz. To wszystko dane porównywalne sezon 2013/2014 do 2014/2015.
Pan Pawlikiewicz konkluduje :"Taka sytuacja zmniejsza wiarygodność Ekstraklasy jako platformy komunikacji medialnej.Na tle innych rozgrywek ligowych już teraz można mówić o pewnym kryzysie wizerunkowym Ekstraklasy. Jest ona postrzegana gorzej niż liga siatkarska,żużla lub piłki ręcznej.Wyniki naszych badań to potwierdzają.Do tego Ekstraklasa może mieć wkrótce poważnego konkurenta w postaci I Ligi, którą pokazywać będzie konkurencyjna dla nc+ i znacznie dostępniejsza platforma Polsatu".
I ja tego nie skomentuję, gdyż dżentelmenowi nie przystoi spierać się z faktami.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1