A+ A A-

Niuanse: Strata bramki z Lechią Gdańsk

Zapewne większość kibiców w dobrych nastrojach wracała na druga część spotkania Legia Warszawa - Lechia Gdańsk. Nikt się nie spodziewał, że przyjezdni doprowadzą do remisu już w 47. minucie. Cała ich akcja trwała zaledwie 16 sekund. Co zawiodło i kto popełnił błąd? Zapraszam do analizy starty bramki.

 

Według podstawowych kanonów taktycznych w momencie kiedy przeciwnik jest w posiadaniu piłki na naszej połowie, skrajni obrońcy odpowiadają za wytyczone fragmenty boiska:

Oczywiście ta zasada nie dotyczy stałych fragmentów, gdzie mają przydzielane często inne zadania.

Zatem przejdźmy do sytuacji, w której straciliśmy bramkę.

AKT 1. Lechia wznawia grę z własnej połowy z lewej strony boiska. W kierunku linii zbiega zupełnie nie pilnowany zawodnik nr 9 Mak. Miał za dużo swobody i czasu. Borysiuk w początkowej fazie był za daleko, doskoczył spóźniony. Hlousek ruszył podwoić atak i wspomóc Ariela. Również Vranjes postanowił wspomóc kolegów. Za jego placami wzdłuż linii ruszył do przodu zawodnik Lechii nr 7 Krasić. Wydaje się, że Duda i Guilherme kontrolowali zawodnika gości nr 6 Milę. Na prawej stronie są Peszko (nr 21) i kontrolujący jego pozycję Jędrzejczyk:

AKT 2. Mak (nr 9) dochodzi do wyrzuconej piłki z autu przyjmuje ją. Borysiuk zabiega go z lewej strony, uniemożliwiając rozegranie do przodu. Vranjes również doskoczył do Maka i zablokował grę do środka czy do tyłu. Czechowi lewą stroną ucieka Paixao (nr 28). Pazdan widząc to przesuwa się w lewo, asekurując Hlouseka. Tymczasem Krasić (nr 7) wbiega w wolną przestrzeń, pokazując się do gry swojemu partnerowi z nr 9. Mak w drugim tempie podaje do zawodnika nr 7 i sam rusza w kierunku bramki. Bliżej środka sprintem z własnej połowy ruszył Mila (nr 6). Guilherme, mimo że miał kilka metrów przewagi, dalej spokojnie truchta w stronę własnej bramki, nie interesując się ani Milą ani prawą stroną boiska, gdzie Jędrzejczyk cały czas jest pozostawiony jeden na jeden z Peszką (nr 21). Interesuje się wyłącznie strefą gdzie jest piłka:

AKT 3. Krasić (nr 7), mimo że przeszkadzają mu Borysiuk, Vranjes i z tyłu doskoczył do niego Duda zagrał prostopadła piłkę do Kuświka którego w miarę kontroluje Rzeźniczak. Pazdan był zbyt daleko (wcześniej przy linii asekurował Czecha, który na moment zgubił krycie Paixao) by skasować akcję. Jednak istotne rzeczy dla tej akcji rozgrywają się bliżej środkowej strefy i prawej strony boiska. Mila nr 6 cały czas szybkim biegiem wchodzi zupełnie sam w środkową strefę. Guilherme (9 lat młodszy od Mili) nie potrafi depnąć i dogonić pomocnika gości. Również lekceważy prawą stronę:

AKT 4. Kuświk (nr 30) na 'ścianę' odgrywa do Maka (Rzeźniczakowi nie udało się wyprzedzić napastnika gości), który zgubił krycie Vranjesa, notabene najmniej zaangażowanego w odbiór piłki pomocnikowi Lechii (Krasić). Mila (nr 6) idealnie wchodzi w tempo w dziurę powstałą w naszej obronie. Jędrzejczyk, widząc co się dzieje, postanawia opuścić swoją strefę gry i zbiega do środka do wbiegającego Mili, zostawiając bez krycia Peszkę (nr 21). Co ciekawe Gui cały czas w jednym tempie wraca się pod własne pole karne. Nie pomaga kolegą tylko stara się wyłączyć z gry sędziego:

AKT 5. Mak (nr 9) doskonałym przyjęciem od razu wypuszcza sobie futbolówkę do przodu, kierując się do środka boiska. Drugi jego kontakt to podanie na wolne pole do nieobstawionego Peszki (nr 21). Proszę zwrócić uwagę jaki dystans w ciągu 9 sekund przebiegł Mila, a jaki Guilherme. Jaka odległość dzieli ich obu (stop klatka poniżej). Jeżeli tylko przez 3-4 sekundy Brazylijczyk depnąłby odpowiednio, to znalazłby się na drodze podania do Peszki i pewnie skasował akcję rywali. A tak był za daleko i nie był wstanie zażegnać niebezpieczeństwa:

AKT 6. Pozostawiony bez opieki Peszko wbiegł w nasze pole karne, oddał strzał na bramkę, który Malarz odbił, lecz dwukrotna dobitka Kuświka została uwieńczona golem dla gości:

Za stratę bramki przede wszystkim obwiniam naszego brazylijskiego skrzydłowego Guilherme. Skoro weteran naszych boisk 34-letni Mila był w stanie z własnej połowy przemieścić się pod nasze pole karne mając przynajmniej 4-5 metrów straty (stał głębiej ustawiony na własnej połowie niż Gui) to nie wierzę, że nasz filigranowy i o wiele szybszy Brazylijczyk tego samego dystansu nie mógł przebiec dużo szybciej. Dlaczego tak reagował na wydarzenia boiskowe? Sądzę, że wyłącznie z lenistwa. Oczywiście cała Legia jakby przysnęła na moment w pierwszych minutach, ale pozostali zawodnicy byli pod grą i próbowali przerwać akcję gości. Gui można powiedzieć, że w żadnym momencie nie włączył się do gry. Uważam że nasz sztab szkoleniowy powinien na jego postawę zwrócić szczególną uwagę. Nieważne czy to pierwsza czy druga połowa, ale widzę, że Guilherme za długo wchodzi w mecz. Nie ma pełnej koncentracji od pierwszych sekund. Skoro ja to zauważyłem (laik) to specjalne komórki odpowiedzialne za rozpracowywanie gry rywali zapewne też. A że to nie pierwszy taki przypadek jego zachowania to proszę spojrzeć jego bliźniaczą reakcję z pierwszej minuty pierwszej połowy tego samego meczu:

Ponownie odpuścił zadania defensywne i doprowadził do uzyskania przewagi liczebnej gości 2 na 3 w jego strefie działania.

Dyskusja (5)
1środa, 06, kwiecień 2016 12:31
iocosus
W trakcie meczu, po stracie gola, w zasadzie to całą winę gotów byłem przypisać Jędzy, że zgubił ‘na radarze’ Peszkę po swojej stronie. Później zaczęło mnie zastanawiać co było przyczyną „gapiostwa” reprezentanta. Ewidentnie takie a nie inne zachowanie Jędzy było spowodowane zaabsorbowaniem przez wchodzącego w strefę obronną Milę, to kapitan Lechii wymusił reakcję pana Artura, który równocześnie ‘pilnować’ i Mili i Peszki nie mógł, musiał wybierać.

Ten gol doskonale według mnie kwituje dewizę pod jaką ten mecz się odbywał: albo my ich, albo oni nas. Kto zdołał się wydostać z zagęszczonego środka, uwolnił się spod pressingu, ten kreował groźne i niebezpieczne sytuacje.

Nie byliśmy w stanie odebrać piłki w środkowej strefie, Guilherme faktycznie odpuścił Milę i powstała sytuacyjna przewaga gdańszczan co dobrze widać na fotce z akt.3. W pewnym momencie Lechia wchodziła w naszą strefę obronną z przewagą 4 na 3.

Błąd Guilherme celnie wychwycony przez Sektora212. To on a nie Jędza się zagapił, zignorował, zlekceważył sytuację i odpuścił. Przypomniał mi się Kucharczyk z meczu z Lechią w Gdańsku, któremu onegdaj przypisałem przy utracie bramki wówczas podobne ‘gapiostwo’.

Nie wylewajmy tylko dziecka z kapielą, piłka to gra błędów, Kuchy go popełnił tak jak i obecnie Guilherme, ale zaangażowanie Michała w asekurację w zasadzie jest godne pochwał, to jeden z jego atutów, że potrafi harować na całej długości boiska, również po stracie piłki, nieco podobnie jest z Gui, gdy porównuję jego zaangażowanie w destrukcję choćby z Michałem Żyro, to niebo, a ziemia. Co nie znaczy, że takich zachowań nie należy wytykać, przeciwnie. Gui niech się uczy na błędach i wyciąga wnioski.
2środa, 06, kwiecień 2016 13:22
sektor212
@ iocosus

Oczywiście, że piłka to gra błędów zresztą jak większość gier zespołowych. Natomiast ja nie mogę zrozumieć myślenia Gui w całej tej akcji. Czyżby nie zorientował się i nie zarejestrował faktu, że na środku boiska obok mijał go Mila i zmierza w stronę naszej bramki. A może Mila miał przydzielonego plastra i nadzwyczajnie w świecie Gui odpuścił jego pilnowanie (przecież to nie mój zawodnik). Tylko jak do tego ma się asekuracja czy wymienność pozycji? Dla mnie wystarczyło by Brazylijczyk przyspieszył swój bieg i dogonił pomocnika Lechii. Koniec kropka. Nie będziemy go tłumaczyć, że 47 minucie gry opad z sił, złapały go skurcze czy zadyszka. Jednak zwróć uwagę, że obie połowy zaczął od tego samego błędu. Wniosek - wygląda na to, że jest to dla niego norma. I to już zaczyna być niebezpieczne.
3środa, 06, kwiecień 2016 14:52
iocosus
„wystarczyło by Brazylijczyk przyspieszył swój bieg i dogonił pomocnika Lechii” – pewnie że tak, absolutna zgoda, błąd Guilherme jest ewidentny.

„opadł z sił, złapały go skurcze czy zadyszka” – jasne że tym nie ma sensu go tłumaczyć, w ogóle tego zachowania nie powinno się tłumaczyć a sprawić żeby Gui czegoś podobnego się wyzbywał. Dla mnie to rozkojarzenie, brak koncentracji, skupienia. Czy to jest normą u Brazylijczyka, do pewnego stopnia pewnie jakąś nonszalancję niestety można mu przypisać, tylko że ja bym nie brał tego w kategoriach „lenistwa”, dla mnie leniuszkiem w powrotach na własną połowę bywał Żyro u Gui nazwałbym to jakąś niefrasobliwością.

Co jest gorsze 'niefrasobliwość' czy 'lenistwo' nie podejmuję się rozsadzić, obie rzeczy mogą być zgubne. Faktem jest że Guilherme choćby jako skrajny obrońca starał się grać taktycznie odpowiedzialnie i uważnie, może kwestia istnieje w uświadomieniu że bardziej ofensywna pozycja z tych wymogów nie zwalnia. Mecz z Lechią i strata gola - nauczką.
4czwartek, 07, kwiecień 2016 11:16
Oley
Też zachodziłem w głowę, czemu Jędza poszedł "do środka", zostawiając Peszkę niepilnowanego na skrzydle. I też doszedłem do wniosku, że pobiegł "łatać dziurę po kimś". Stawiałem na Vraniesa, ale... faktycznie chodziło o Gui.
Co do tematu Gui i nonszalancji, to odpowiedź na powyższe mieliśmy chyba w dniu wczorajszym, w Bydgoszczy...
5czwartek, 07, kwiecień 2016 13:19
gawin76
Sytuacyjne zaniedbanie Guilherme ewidentne i Sektor212 świetnie to wypunktował, natomiast trzeba zwrócić uwagę, że takie 'zajście' musiało być niejako wkalkulowane w nasz sposób gry.

Kiedy na skrzydłach pojawiają się Guilherme i Duda, obaj z zadaniami częstego schodzenia do środka i kreowania gry, Jędrzejczyk i Hlousek stają się obrońco-skrzydłowymi, mającymi do swojej dyspozycji (ale i pod swoją opieką) całe korytarze o długości kilkudziesięciu metrów - to musi mieć konsekwencje. Panowie, my dyskutujemy tutaj o tym dlaczego nasz nominalny prawoskrzydłowy nie przypilnował najbardziej ofensywnego środkowego pomocnika przeciwnika na naszej połowie boiska Smile Szczerze mówiąc, będąc na boisku to ja na miejscu takiego Guilherme sam bym się zawahał czy właściwie jest sens tam się pchać, w końcu od takich działań powinni (?) być inni. Iocosus przypomina ciekawą dyskusję po zeszłorocznym meczu w Gdańsku, może, patrząc na rzecz bardziej systemowo, winy Guilherme powinniśmy dopatrywać się raczej w tym, że nie było go przy Peszce, albo winy Jędzy w tym, że dokonał błędnej oceny zagrożenia ze strony Mili, opuścił strefę, nie mając asekuracji i zostawił tym samym autostradę do bramki?...

Sam nie wiem, ale powtarzam - to musiało być wkalkulowane ryzyko.

Co ciekawe, Lechia grała jeszcze bardziej ryzykownie i bardziej od straconego gola martwi mnie to, że nie umieliśmy wykorzystać tej przestrzeni, którą zostawiali nam na swojej połowie.

To co zrobił Vranjes jeszcze przy stanie 0:0, zamiast wystawić patelnią Nikoliciowi, trafił w obrońcę, zgroza... Prijović podobnie, szli dwóch na jednego, holował, holował, w końcu podał piłkę... obrońcy pod nogi. Albo Duda, dwukrotnie (!) w szybkim ataku notujący stratę wynikającą z tego, że, wielki technik, wypuścił sobie piłkę kilka metrów do przodu. W kategoriach sztuki piłkarskiej uważam te błędy za gorsze niż zaniedbanie Guilherme.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1