- Kategoria: Trybuna komentatorów
- QD & Włodek
Jak było w Szczecinie
Mecz Legii w Szczecinie już za nami, skutkiem decyzji Komisji Ligi oraz Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie nie milkną natomiast echa kibicowskich wydarzeń związanych z 'meczem przyjaźni'. Wszystkim, których interesuje, jak wyjazd do Szczecina wyglądał 'od środka', prezentujemy relacje przygotowane przez naszego regularnego komentatora QD oraz czytelnika Włodka.
QD
Mecz w Szczecinie od początku miał być wyjątkowy i od dawna ja i wielu mi podobnych ostrzyliśmy sobie na niego zęby. Mimo niedogodnego terminu jakim był poniedziałek (choć ze względów komunikacyjnych nie było to takie złe rozwiązanie) wziąłem urlop w pracy i z grupką znajomych udaliśmy się w ponad 500 kilometrową podróż…
Na wyjazd planowaliśmy jechać busem, jednak przez drobne problemy organizacyjne w ostatniej chwili zdecydowaliśmy się na pociąg, przez co pojawiły się pewne kłopoty z biletami i policją, która przez jakiś czas nie chciała puścić pociągu ze stacji. Na szczęście zamieszanie nie trwało długo i przed północą (z niedzieli na poniedziałek) opuściliśmy Warszawę, by rano być w Szczecinie. Oczywiście na stacji przywitała nas policja, ale obyło się bez żadnych incydentów. Osobiście odniosłem wrażenie niepewności obu stron, które za bardzo nie wiedziały, czego się spodziewać po tych drugich. Zmęczeni podróżą kibice byli zajęli się szukaniem przybyłych wcześniej znajomych i hoteli, w których mogliby odpocząć, więc spokojnie rozeszli się w różnych kierunkach, a policja szybko zrezygnowała z pilnowania poszczególnych większych grupek.
My postanowiliśmy udać się niemal od razu pod stadion, by kupić bilety. Niestety tutaj spotkał nas największy (a wręcz jedyny) zgrzyt wyjazdu – zachowanie w „kolejce”. Fakt, że nikt nie zadbał wcześniej o pilnowanie olbrzymiej ilości kibiców, którzy na raz zjawili się przed dwiema kasami udostępnionymi przez Pogoń, jednak my też okazaliśmy swój zerowy poziom samodyscypliny. Dwie osoby które na własną rękę próbowały opanować tłum to za mało i przed kasami panował straszny tłok i nerwowość. Na pchający się tłum z politowaniem patrzyli nasi Bracia, którzy w tym samym czasie czekali w swoich kolejkach-wężykach. Może warto byłoby podpatrzeć u Nich ten wynalazek? Na szczęście już po godzinie udało się nam kupić bilety i mogliśmy pozwiedzać miasto. Po mieście widać, że się rozwija. Wygodna komunikacja miejska i tanie taksówki ułatwiły nam dotarcie do tych rejonów miasta które chcieliśmy zobaczyć. Najbardziej zaskakujące było zachowanie miejscowych. Co chwilę byliśmy zaczepiani i witani przez przypadkowo mijanych ludzi. Znalezienie miejsc godnych uwagi nie stanowiło żadnego problemu, gdyż niektórzy specjalnie podchodzili i przypominali byśmy przypadkiem nie wyjechali bez uprzedniego zobaczenia Wału Chrobrego, czy jakiegoś „baru dwie ulice stąd”
Nawet gdy trafiliśmy na stołówkę jednej z wyższych uczelni nikt się nie krzywił na grupkę „bandytów w szalikach” tylko traktował nas jak zwykłych klientów – ot takie niby normalne zachowanie, a jednak zaskakuje.
Równie „nienormalnie” normalnie było przy wejściu na stadion. Policja, która oczywiście stała niemal wszędzie dookoła stadionu, nie narzucała się nachalnie ze swoją obecnością, a po prostu pilnowała porządku. Nawet stojąc tuż przy kordonie uzbrojonych „białych kasków” nie miałem odczucia „zbliżającej się wojny” znanego mi z KAŻDEGO współczesnego meczu na Ł3 (włącznie z potyczkami z drużynami tak anonimowymi jak Gryf Wejherowo). Również na bramkach udało się ochronie bardzo dokładnie mnie przeszukać bez jakiś dziwnych zaczepek czy szarpania. Tu muszę jednak sprawiedliwie oddać, że bramki pokonałem ok. godziny przed meczem i bardzo mało ludzi próbowało wtedy wejść, dlatego powstrzymam się od chwalenia ochrony na bramkach (osoby wchodzące później podobno niżej oceniły prace tej części ochroniarzy). Pochwalę jednak inny aspekt bezpieczeństwa – pozostawienie swobody kibicom i reakcje służb bezpieczeństwa. Gdy jedna z osób zemdlała w młynie nawet nie wszyscy obecni na trybunach zdążyli zorientować się co się stało, a dwóch medyków już wchodziło na sektor - czasu reakcji przy podobnych zdarzeniach u nas to nawet nie ma co porównywać.
Na dopełnienie tego „meczu jak ze snu”, Legioniści wygrali takim wynikiem, jakim powinni kończyć większość spotkań w naszej lidze i choć rozżalili tym naszych gospodarzy, Ci do końca równo wspierali obie drużyny. Miejmy nadzieję, że jeszcze odbiją sobie tę porażkę na innych drużynach naszej ligi i pourywają punkty naszym przeciwnikom w walce o tytuł.
Po meczu, jak większość kibiców udaliśmy się do w podróż powrotną. Również tutaj czekała na nas pozytywna niespodzianka. Do pociągu którym mieliśmy wracać dostawiono aż sześć dodatkowych wagonów tylko dla kibiców. Nie wiem czyj był to pomysł, czy TLK, czy policji chcącej odizolować kibiców od „cywilnych podróżnych” i mieć łatwiej nas pilnować, ale w dobie dachu na narodowym taki przejaw przewidywania i reakcji na planowane zdarzenia, wart jest pierwszych stron gazet – naprawdę szczere brawa i podziękowania, bo dzięki temu mogliśmy wszyscy wracać w cywilizowanych warunkach. Może dużą rolę odegrało w tym hasło „mecz przyjaźni”, ale naprawdę bardzo bym chciał by „Portowcy” którzy przyjadą do Warszawy w kwietniu mogli mieć choć w połowie tak pozytywne odczucia.
Niestety, obawiam się, że na nadziejach się skończy.
WŁODEK
"Lecim na Szczecin, czyli relacja lekko kibolska"
Kretyński dzień meczu, astronomiczna jak na polskie warunki odległość, nocna mgła i dezaprobata rodziców nie mogły powstrzymać około 2100 kiboli Legii od podróży do Szczecina. Również w naszym wypadku po długotrwałych kombinacjach ostatecznie udaje się zebrać załogę chętną na prawdopodobnie ostatni mecz w tym roku (sezonie?) w prawdziwie mistrzowskiej atmosferze.
Wyruszamy o godzinie 4:00 w poniedziałek w sile 2 samochodów, przy mgle ograniczającej widoczność do około 100 metrów. Pierwsze schody zaczynają się już na Pradze Północ, skąd podejmowano jednego z członków wyprawy, we mgle szukający głównej bramy ZOO trafiają na… Dworzec Gdański. Chwile później rozdzielamy się na czerwonym świetle i nasze auto we mgle nie wiadomo jakim sposobem ląduje na ulicy Wawelskiej… Po sprawdzeniu kompasu
obieramy azymut na autostradę. Surrealistyczna podróż we mgle wśród ekranów dźwiękoszczelnych przez dwa województwa była urozmaicana tylko przez bramki z opłatami i znienacka pojawiające się nad głowami wiadukty i drogowskazy. Pod Poznaniem robi się nieco tłoczniej, ale koło godziny 7;30 opuszczamy autostradę, z której korzystanie kosztowało 52zł. Kolejne 100km do Gorzowa to jedna wielka budowa drogi S3 i pole do popisu lokalnych „stróży prawa”, którzy ustawiali się w niemal każdej miejscowości z suszarkami, często w towarzystwie fotoradarów. W samym Gorzowie podczas postoju napędzamy trochę strachu jakiemuś chłopakowi, który widocznie myślał, że legioniści połaszą się na jego wiszący pod lusterkiem zapach w kształcie herbu Lecha
Ostatnie 100km to piękna droga szybkiego ruchu i około godziny 10;45 lądujemy na szczecińskim Prawobrzeżu. Przedarcie się przez miasto jest dosyć ciężkie za sprawą niezliczonej ilości rond, często mających po 5 czy 6 odgałęzień, ale rekompensują to widoki na port i zabytkową zabudowę z Trasy Zamkowej.
Parkujemy furę na ulicy Poniatowskiego w okolicy stadionu Pogoni i po 200 metrach natykamy się na pierwszych tego dnia kibiców Legii okupujących bar o swojskiej nazwie Mekong. Mijani Portowcy pozdrawiają nas, a Legioniści pytają czy w kierunku, z którego nadchodzimy jest jakieś dobre jedzenie
Pod stadionem meldujemy się o 11:30, 2 punkty wyrabiania kart kibica powodują kolejki na oko 3-4 godzinne, ale wiemy, że na kasach przeznaczonych dla kibiców Legii można wbić bilet na legijne karty kibica. Tu kolejka nie wydaje się być tak duża, ale skala patologii napotkana w środku mogła przerażać największych patologów. Walające się i potłuczone butelki, wczorajsi dżentelmeni ściśnięci jak śledzie w beczce i pijany sobowtór Marcina Mięciela grożący komuś litrową flaszką Sobieskiego
Po dwóch godzinach oczekiwania, posileni w międzyczasie dobrym szczecińskim Bosmanem dochodzimy od kas, gdzie przesympatyczne panie maszynowo wklepują dane i robią nam zdjęcia do systemu przez okrągłe kraty na oknie - jak to ktoś powiedział, w kółko na twarzy trzeba było wstawić eLkę na zdjęciu
Godzina 14- pora znaleźć coś do jedzenia i jakiś sklep z gadżetami Pogoni. W pobliżu kas takiego sklepu nie widać niestety, a Portowców chętnych do wymiany szalików raczej nie widać, mało tego, w okolicach kas stosunek Legia : Pogoń to jakieś 20:1. Wiedząc wcześniej, gdzie znajduje się sklep „Granatowo- Bordowy Styl” ruszmy do centrum handlowego Fala. Sklep okazuje się być punktem dla koksiarzy, między odżywkami, kreatyną i innymi specyfikami leży kilka czapeczek, szalików i koszulek… Po drobnych zakupach i obiedzie ruszamy na stadion ( cholerne ronda dają się we znaki i podziwiamy pewne place Szczecina ze wszystkich stron). Od 16:30 jesteśmy pod stadionem, spotykamy się ze znajomymi z różnych grup, słuchamy opowieści o rejsowym pociągu grozy, który przeraził nawet najbardziej zatwardziałych patologów. Kilka osób nie ma też biletów, a pod kasą wciąż dwugodzinna kolejka… Koło 17:15 postanawiamy wejść na stadion obawiając się kolejek i ochrony. Na koronie stadionu meldujemy się o… 17:16. Tak powinno wyglądać wejście na każdym stadionie. Bilet przykłada się samodzielnie do czytnika, uśmiechnięty ochroniarz robi pobieżne przeszukanie, kolesiowi któremu na bramce zapaliło się czerwone światło ochroniarze kazali przytulić kolegę i wejść na jego bilecie we dwóch
Sam stadion robi fajne wrażenie, czuć klimat starych czasów, widok z łuku wcale nie jest taki zły jakby się mogło wydawać. Zamiast kibla w kafelkach i wykonanej z bizantyjskim przepychem armatury mamy toi-toi, zamiast „baru amerykańskiego” 2 namioty z kiełbasą z grilla, i namiot z pamiątkami klubowymi. Schodzimy po wysokich schodach na sektor 10 okupowany przez Legionistów i stajemy na jego górnych rzędach, skąd obserwujemy niezdarne próby przeskakiwania przez płot kibiców z sektora 9, przy całkowitej bierności ochroniarza. Co ciekawe, najlepiej z przeszkodą poradziła sobie filigranowa dziewczyna, wzbudzając aplauz całego sektora, i wielki festiwal szydery pod adresem jej następców, którzy prawdopodobnie z powodów alkoholowych z płotem radzili sobie kiepsko ![]()
Na wyjście piłkarzy Legii zaczynamy kilka minut śpiewów, już wtedy widać, że nie są najwyższej jakości, ale zachęceni przez gniazdowego śpiewamy „jesteśmy zawsze tam…” naprawdę na porządnym poziomie. Następnie ktoś podłącza do nagłośnienia popularny kawałek „polskiej muzyki rozrywkowej” i cały młyn spontanicznie bawi się w jego rytmie, filmiki z tego momentu chyba już każdy widział. Następnie rozpoczyna się mecz, na wyjście piłkarzy wychodzi sektorówka, z naszego miejsca nie było widać co przedstawia, bo była 10 metrów od nas
Następuje pierwszy pokaz pirotechniczny, nagrodzony brawami z pobliskiego sektora „siedzącego”. Pewien osobnik za bardzo wczuł się w klimat i zabrał racę przygotowanemu odpowiednio do odpalania ultrasowi… stał, czule obejmując dziewczynę, a w drugiej ręce trzymał racę. To prawdopodobnie jego zatrzymaniem chwalono się później w mediach… O przebiegu spotkania nie będę wiele pisał, osobiście widziałem prawie każdą akcję, ale z odległości nie widziałem, że piłkarze Pogoni dostają czerwone kartki, a przy pierwszej bramce myśleliśmy, że strzelił Kosecki
O dziwo, bramki przeszły prawie nie zauważone na naszym sektorze, chyba nikt nie chciał robić przykrości gospodarzom wyrażaniem radości. Doping stał na średnim poziomie, ale bardzo ciekawe jest to, że z łatwością i bez nawoływań do niektórych przyśpiewek MKS-u włączał się cały stadion, co robiło wielkie wrażenie, zwłaszcza gdy większość Legionistów nie znała tekstu i milczała. Kolejne oprawy, dobra zabawa, kilka całkiem ciekawych akcji na boisku i nadeszła 90 minuta, tonąc w chmurze dymu… Tak musiały wyglądać stadiony w latach ’90, wspaniały klimat doceniony przez kibiców z sektorów „siedzących”. Żal było opuszczać stadion, żal też, że korzystając z ostatnich kilkudziesięciu minut w grodzie Gryfa nie udało się zintegrować z kibicami gospodarzy, a piszący tą relację wziął ze sobą ogromne ilości vlepek na wymianę czy prezent. Portowcy byli chyba rozchwytywani, każdemu z nich towarzyszyło kilku legionistów, aczkolwiek mieliśmy też swój miły moment- długie spojrzenie w oczy pięknej blond Szczeciniance… Niestety trzeba było opuścić to przyjazne miejsce, które zwiedziliśmy tylko zza szyby samochodu i tą niezapomnianą atmosferę prawdziwego piłkarskiego święta.
Początkowo punktem zbiorczym naszej grupy jest dworzec główny, ale po telefonie ostrzegającym przed policją większość legijnych aut w tym nasze 2 spotyka się na stacji benzynowej na wylotówce, gdzie okazuje się, że co trzeci kibol nosi soczewki kontaktowe
Stamtąd o 22:30 wyruszamy w drogę powrotną, wspomagani muzyką disco-polo oraz napojami energetyzującymi na przednich siedzeniach i napojami wyskokowymi na tylnych
Droga odbywa się bez przygód, ale na postoju pod Poznaniem dowiadujemy się, że mieszkańcy Wielkopolski próbują zakłócać powrót, co powoduje naszą ożywioną dyskusję jako środek obrony przed snem przez około 10 minut jazdy autostradą. Totalnie nużąca podróż, zwidy kierowcy typu szum za szybą w rytmie „Pogoń gola” czy widzenie nieistniejących parkingów albo włączających się do ruchu samochodów dostawczych, które okazywały się być znakami drogowymi były urozmaicane biegającymi po autostradzie lisami i sarnami oraz zasypiającym za kółkiem białoruskim marynarzu z łódką na przyczepie, który nagle o mało nie wbił się w barierkę. O 5:30 meldujemy się na stacji benzynowej na wjeździe do Stolicy, warto dodać, że poprzednia stacja była co najmniej 100km wcześniej pod Łodzią… Tu dotankowujemy zbiornik, w którym zostało półtora litra paliwa a rezerwowy kierowca dotankowuje się pierwszym tego dnia piwem zamykając swój budżet wyjazdowy na kwocie 2zł ![]()
Mimo 1200km w trasie, sporej ceny benzyny i autostrady (niemal 150zł na głowę), braku czasu na zwiedzenie miasta wyjazd za sprawą swojego głównego celu- meczu należy zaliczyć zdecydowanie na plus, taka atmosfera może się prędko nie powtórzyć. Legia & Pogoń na zawsze!



Myślę, że ten mecz, przede wszystkim jego skutki, powinien stanowić ciekawy punkt w rozmowach na temat obecności rac na naszych stadionach, oczywiście zakładając, że takie rozmowy faktycznie będą w jakimś momencie przeprowadzone.
Z jednej strony kompletnie nie jestem w stanie pojąć dlaczego właśnie z rac kibice uczynili symbol swojej walki z 'ciemiężycielami' wszelkiej maści, z drugiej strony, podejrzewam, że piromani na trybunach to całkiem niezły biznes dla rozmaitych komisji dyscyplinujących. Dziwna sytuacja.
Widzicie jakąś realną szansę na wyjście z tego pata?
Na przykład dla mnie sytuacja z lekarzem, którą opisałem pokazuje, że ludzie w przejściach nie stanowią problemu. Gdy trzeba gdzieś medyka to jeszcze pomogą w dotarciu do poszkodowanego (a gdy trzeba wyjść to mają bliżej do wyjścia
Będę tęsknił za Szczecinem
Panowie może więc jest tak że w Szczecinie kibice nie dają powodów do pewnych skrajnych działań, Może jest tak że tamtejsza ochrona jest łaskawa bo wie, że ze strony kibiców żadne zagrożenie klubowi nie grozi ? Może w końcu jest tak, że mieszkańcy Szczecina patrzą pozytywnie na kibica bo ten nie dał im powodów aby jego ocena była inna? Napisze jeszcze raz i tu uwaga nie bierzcie tego do siebie szanowni reporterzy ze Szczecina porządki zacznijmy od siebie, róbmy tak aby nie było podstaw do pewnych działań. Jeśli wyeliminujemy typów którzy choćby w Szczecinie nie umieli uszanować zwykłej kolejki złożonej z "braci po szalu" to jestem pewny że i nastawienie policji i ochrony wobec ogółu kibiców się zmieni.
Teraz sorki za troszki prywaty.
Jako że znam osobiście autora jednego z reportaży Włodka mam kilka pytań i uwag.
Szanowny Włodku jestem ostatnim starym zgredem który nazwałby Ciebie kibolem. Dlatego też pytam skąd w reportażu tak często korzystasz ze slangu używając słów typu fura , wbić, koleś. Ogólnie reportaż napisałeś, wcielając się w rolę mocno kumatego że tak nazwę. Ja znając Ciebie odbieram to jako trochę sztuczne. Jeśli zrobiłeś to celowo aby ubarwić opis i nadać mu większy wyraz to ok rozumiem, zabieg literacki. Jeśli jednak pisałeś tak aby przypodobać się kolegom to błąd bo Ci co Cię znają odbiorą teks jako nie szczery. Ogólnie pierwszy tekst na naszym blogu ok, choć ja tatuś twojego kolegi wolałbym to samo w języku bardziej literackim.
Ja tu już kiedyś pisałem, że wina za naszą wojnę leży również po naszej stronie, ale jednak hasła typu "ochroniarze..." nie idą same z siebie. Legia jest piętnowana, a kibice nie odpuszczają - fakt, ale czy nasz wojna z polonią jest większa niż wojny w Łodzi, Krakowie czy na śląsku? Mamy co poprawiać w swoim zachowaniu, ale już nie róbmy sami z siebie takich demonów.
Sam jestem zbulwersowany decyzjami wojewody i ogólnie skupieniem opinii publicznej na nas. Skandalem jest zamykanie nam trybuny za 5 rac , a za 100 w Szczecinie reakcji administracji żadnej. Nie chce oczywiście aby reakcja była ale naprawdę trudno doszukać się logiki w tym wszystkim i nie dziwię że nasi kibice czują się szykanowani . QD przyznam Ci też rację że dużą rolę w tym wszystkim mają media które nas sobie upodobaly . Mimo tego wszystkiego od czasu kiedy nasi fani obrali za główną taktykę pozbawienie klubu płynności finansowej ja żadnych akcji płynących z tego środowiska popierać nie zamierzam.
Przejedź się kiedyś z nimi na wyjazd to zrozumiesz o czym piszę
Tam są po prostu TOTALNIE inne relacje klub - kibice ale pamietajmy,że tam to kibice odbudowali Pogoń od zera i ma to zapewne ogromny wpływ na rzeczone wzajemne stosunki.
PS. Odnośnie relacji Włodka ja odebrałem ją inaczej - z cała pewnością nie jako kogoś "superhiperkumatego", fajnie się czyta opowieści kibiców zajaranych wyjazdem
Reasumując tyle jest pięknych słów o zaufaniu, o dawaniu szans na normalne zachowanie, o traktowaniu w sposób kulturalny, nawet na C-E ktoś o tym niedawno pisał, ale pragnąłbym nieśmiało zauważyć, że to już wszystko było... Nie było drobiazgowych i żmudnych kontroli na bramkach, nie było stref buforowych, nie było stewardów wzdłuż trybuny, nie było widocznego nawet 1 ochroniarza wewnątrz stadionu. A linia z każdym sezonem przesuwa się coraz bardziej. Wystarczy porównać 1 sezon nowego stadionu z obecnym/końcem poprzedniego. Czy wtedy nie było pirotechniki, wulgaryzmów i łamania regulaminu ? Jasne, że było to wszystko, ale skala była nieporównywalna, a i występowało coś takiego jak przewidywalność zachowań czy granic tychże zachowań."
Ja kompletnie nie rozumiem chwalenia (i jednoczesnego narzekania, że nie ma tak wszędzie) życzliwego zachowania "postronnych" ludzi na ulicy, entuzjazmu, braku bojaźliwości itd. bo, kogo jest winą to, że w innych miejscach nic takiego nie może mieć miejsca ? Kogo winą jest, że kibic w szaliku Śląska/ŁKS/Zagłębia itd. nie może iść na stadion obok kibica Legii/Lecha itd. ? Kogo jest winą, że wyjazdowicze muszą być eskortowani na sam stadion ? Kogo jest winą, że muszą siedzieć w sektorach otoczonych pleksi ? Kogo jest winą, że nawet pomimo "klatek" muszą być strefy buforowe ? Kogo winą jest, że sportowa nienawiść i miłość do swojego klubu zamieniana jest wprost w nienawiść do konkretnego człowieka ? Tak, to są pytania retoryczne.
No widzisz ja nie miałbym i nie mam problemu, żeby koło mnie szedł sobie kibic Zagłębia czy Lecha z szalikiem w ręku i potem udawał się na swój sektor. Ja nie mam i nie miałbym problemu aby kibic(e) innego klubu siedział obok mnie sektor w sektor oddzielony jedynie schodami i dopingował swój zespół, a ja z innymi kibicami dopingowałbym swoją drużynę w sektorze obok (nawet ostra sportowa "rywalizacja" pełna szyder i dogryzania). Ja i wielu innych kibiców nie miałoby z tym żadnego problemu chociaż sportowo nienawidzimy tych drużyn. No, ale właśnie taka jest różnica, ze jest to sportowa nienawiść i sportowa rywalizacja i nie przekłada się w nienawiść i agresję w stosunku do ludzi.
Teraz pewnie zostanę wyśmiany, ale podam ten przykład. Otóż Real i Barcelona, tam to jest dopiero nienawiść, a jednak można sobie w szaliku Barcelony iść na stadion Realu (i odwrotnie) i usiąść na trybunach. Tak, zapewne padnie nieśmiertelny argument, że to same pikniki, ale to nieprawda. Stosunki jakie panują na linii tych dwóch klubów są wyjątkowe. Nienawiść ma szerokie podłoża i jest nieporównywalna z żadną inną. A jednak można. Dlaczego ? Bo szanuje się druga osobę. Tylko tyle i aż tyle.
Więc nie żartujmy sobie i nie ubolewajmy nad tym, że nie w całej Polsce tak jest czy, że nie ma tak w Warszawie. I jeszcze jako winnych tej sytuacji wskazuje się (może nie wprost, ale jasno można to odczytać między wierszami) służby państwowe, ochronę i władze klubów. Nie żartujmy...
1) Legia-Spartak - po mieście latają niewyżyci ruscy i szukają zaczepki, w Źródełku starcie, a równocześnie osobiście szedłem w towarzystwie rodzinki Rosjan rozmawiając z nimi spokojnie o różnicach między ich wyobrażeniami o Polsce a rzeczywistością. Kilka razy ktoś coś tam do nich krzyknął, ale żadnych problemów nie było, bo po co turytów bić? Przeszli sobie spokojnie wzdłuż Żylety.
2) Mecz z PBB bodajże i znowu dziadek w niebieskim szaliku przeszedł sobie totalnie olany przez wszystkich
3) Mecze z Lechem na zakazach. Nienawiść między klubami olbrzymia, a mimo to Poznaniacy wpuszczali naszych na swoje trybuny i dymu nie było
Dobrze prawisz
piszący na weszło i jarajacy się ruchem kibicowskim . Łatwo jest wyzywac gościa siedzącego po drugiej stronie stadionu wiedząc że nic nie może bo jest zamknięty w klatce. Trudniej zrobić to
samo kiedy jest obok. A nuż okaże się miłym sympatycznym typem
4) Gdy zwiedzałem stadion kiedyś oprowadzający nas opowiadał pewną historię: otóż w skajboksie (nie wiem jak to się pisze) w czasie meczy (albo meczów jak ktoś woli) mogą odbywać się niezależne imprezy. Kiedyś zdarzyło się, że w czasie meczu z Lechem jedna osoba z takiej zamkniętej imprezy, będąc pod silnym wpływem pewnych napojów wyszła się przewietrzyć w szaliku Legii wprost na sektor gości. Bojówka Lecha widząc pijanego pacjenta wzięła go pod pach i po prostu odprowadziła go zpowrotem zamykając za nim drzwi
Czyli można zachowywać się normalnie
@mort
ależ oczywiście dla mnie też relacja Wlodka fajna z jajem jednak znając Go wiem, że nie jest to Jego język naturalny
co do posta QD - apeluje o jedno od dawna, nie mieszajcie ekip w pewne schematy, które zostały wypracowane w mózgach przez Gazete Wyborczą. My się potrafimy dogadać.
Przypuszczam, że przemilczenie tematu przez komendanta, o którym wspominał mort, wynika z prostego zrozumienia sytuacji. Nie doszukiwał się w każdym incydencie demonów naszej wizyty. Nie mieszajmy wszystkich negatywnych wydarzeń z naszą wizytą w Szczecinie. Jestem niemal pewny, że skoro pojawiła się jakaś informacja o takim incydencie to pewnie incydent miał miejsce, ale takie rzeczy się niestety zdarzają. Są ludzie którzy mają łby poryte i nic z tym nie zrobisz. Zostałby w Warszawie to rzuciłby w stołecznego policjanta. Gościa złapali? No i ok. Mieszać pojedynczego kretyna w ideologię całej społeczności kibiców to nadinterpretacja.
ależ mi nie chodzi o bandytów, tylko niestety kibiców w barwach Legii i Pogoni, bo tak wyglądał "incydent". Mowisz że trzeba ich zamknąć i tyle. To dla mnie jasne jak słońce. Choć powiedzmy sobie szczerze, że dla Zaangażowanych Kibiców to absolutnie takie jasne już jednak nie jest - i generalnie robi się wszystko, żeby takich łebków obronić przed "systemem" w imię prostych zasad: "J... policję", "Ochroniarze ch... Wam w twarze", "Nienawidzimy wszstkich", itd. Wewnętrzna dyscyplina też już jak widać nie działa (a jeśli działa, to tym gorzej, bo to oznacza, że odbywa się wszystko za przyzwoleniem "góry")...
Mi chodzi raczej o to, że w każdej podobnej sytuacji słyszy się od Zaangażowanych Kibiców, że to kłamstwo i wymysły, w dodatku sponsorowane przez klub (sic!) i wojewodę, a wszyscy którzy o tym mówią to klakierzy, zdrajcy, bla-bla-bla.
Nie inaczej zareagował imć Mort, przypominam: "poinformuj o tym oku szczecinska policje bo oni nic o tym nie wiedza" i "Tancz sobie w tym chocholim tancu z idolem Kozlowskim i jego pomagierami ale blagam, nas w ten obłęd nie mieszaj."
Tymczasem fakty znowu na złość okazują się być inne niż chcieliby tego Zaangażowani Kibice.
Ta retoryka jest niestety standardem, mającym przykryć wszystkie przewiny Zaangażowanych Kibiców, będąc jednakże na ogół obraźliwą nie tylko dla adwersarza, ale i inteligencji. To dla mnie jest główną przeszkodą w traktowaniu tychże Kibiców poważnie i obdarzeniu choćby odrobiną zaufania - przez klub, wojewodę, polityków, kogokolwiek. Dla Zaangażowanego Kibica fakt traktowania w innych miastach innych kibiców lepiej jest dowodem wyłącznie na opresywność klubu i naszego wojewody; refleksji że może oni sami dali podstawy do gorszego ich traktowania nie ma w najmniejszym nawet stopniu (a dyskusja nt. Stadionu Narodowego, gdzie wojewoda ten sam, tylko kibice inni, doskonale to obrazuje!).
Ja zupełnie poważnie obawiam się, że zaraz usłyszę, że incydent może jednak wprawdzie był, ale to już na pewno policja (sorry - milicja) sprowokowała kibiców, a oni w bohaterskiej walce dali odpór germańskiemu najeźdzcy i oprawcy (w końcu z niemieckiego Szczecina). A poza tym oko jednej osoby jest mniej ważne niż dobra zabawa 2 tys. Warszawiaków na wyjeździe, więc w czym problem?.
Dogadanie się z klubem nie jest tak naprawdę żadnym problemem, jeśli będzie się tylko potem przestrzegać uzgodnionych ram. Ze strony Zaangażowanych Kibiców nigdy tego nie było w pełni, a w ostatnim roku-półtora konsekwetnie się tylko pogarszało. Tylko dogadanie się z klubem nie do końca zgodne jest z "Nienawidzimy wszystkich", z niepodporządkowywaniem się czemukolwiek i komukolwiek, z niezależnością ruchu kibicowskiego, ich chęcią do stanowienia lokalnego (wokółstadionowego) prawa.
Dlatego dziś to Zaangażowanych Kibiców coraz więcej osób postrzega jako raka toczącego klub, a nie ITI. I wydaje mi się, że tendencja ta jest od dłuższego czasu stała. Porównanie protestu na Wiśle dwa tygodnie temu i trzy czy cztery lata temu najepiej to obrazuje.
Czas teraz na Wasz ruch. Cywilizacja lub dawne mity i legendy. Wsparcie klubu lub jego niszczenie. Czy ten wybór naprawdę jest taki trudny?!?!
Każdy obiera drogę jaką uważa za słuszną ale musisz drogi Niuńku zdawac sobie sprawę,że gdy za jakis czas KP Legia ogłosi upadłość to również Ty jako wierny piewca zasług obecnego właściciela będziesz współwinnym zniszczenia naszego klubu.
I nie mieszaj jakiegos incydentu na mieście, o którym nie wspomina w kontekście meczu nawet rzecznik szczecińskiej policji (w Twoje prywatne układy z tymi panami nie wnikam) w kwestie zachowań kibiców.
Zapewne osoby rzucające przy okazji były fanami filmów, włascicielami samochodów itp. - skieruj proszę swoje pretensje do producentów ich aut lub scenarzystów ulubionych pozycji kinowych
ależ to chyba Zaangażowanych Kibiców strategia, żeby zbankrutować klub, nie moja!?!? Jakaż w tym moje odpowiedzialność?
Ja jako obrzydliwy lojalista nie odpuszczam meczów, za bilety zdarza mi się zapłacić i stówkę, a w dodatku jak głupi kupuję jeszcze kiebaski i Pepsi na promenadzie, gadżety w oficjalnym sklepie i Rogala Deyny w Sports Barze.
Ty naprawdę nie widzisz swojej hipokryzji, oskarżając mnie o ewentualną utratę płynności przez klub, podczas gdy jest to celem całej Waszej walki? Nie chodzenia na mecze? Zwracania karnetów? Nie kupowania w oficjalnych sklepach? Powodowania kar? Zniechęcania innych do nie kibicowania?
Pomawianie mnie o współpracę z policją nie dość że głupie i wcale, ale to wcale mnie nie obraża, to jeszcze w niezręcznej sytuacji stawia Twoich Braci, którym sądy zmniejszają wyroki lub uniewinniają. Oni też mają układy z policją i sądami? ;-D
Są właściwe środki prawne i faktyczne do kwestionowania decyzji wojewody, policji czy klubu. Obrażanie wojewody, nawalanie policji i bankrutowanie własnego klubu wszystkie są z tej innej, ale tej samej beczki. Z napisem "TOKSYCZNE".
Nie szukajcie we wszystkich moich postach najmniej życzliwej dla Was interpretacji
Ależ oczywiście że tak w sensie fajnie napisany.
@wszyscy
W na aucie nasz mocno zaangażowany kibic mort wkleja apel a w nim czytamy "walter okrada " ręce opadają taką linię nakreslili kumaci siedem lat temu i jak widać skutecznie wyprano młodym ludziom myślenie. Jak należałem do SKLW pytałem dlaczego nie robi się żadnych akcji uswiadamiajacych kibicom jak ważne jest wsparcie klubu każdą
złotówka? Nie było odpowiedzi nie było żadnej takiej akcji. Sprawa jest stosunkowo prosta 7000 tys bluz po sto kilkadziesiąt złotych daje banke z tego czystego zysku jak myślicie 40 % mniej ? Więcej ?
Sorki panowie ale ktoś tu wyraźnie przegina sugerując odpowiedzialność wszystkich
innych tylko nie własną w razie upadku klubu .Klubu nie ITI szlak mnie trafia bo np taki mort pierwszy napisze a nie mówiłem. Pierwszy weźmie się za odbudowanie klubu a nas po powrocie z Karczewia gdzie zawitala czwartkowa Legia z "kibicami" którzy oddalili 1000 rac spytać No gdzie jesteście no gdzie?
W przypadku tego konkretnego młodzieńca myślę,że żadna linia nakreślona przez kumatych nie przekonała go do tego,że "klub kradnie" tak mocno jak doświadczenie zwrotu karnetu gdzie musisz przyznać,że próbowano go ordynarnie orżnąć
Nie wiem jak sobie twój kolega liczył i dlaczego pani w kasie przestraszyła się jego i oddała mu za dużo pieniążków. Każdy kto kupił karnet a więc twój kolega zawarli z klubem umowę. Kupuję karnet na cały sezon za co klub daje mi zniżkę czyli każdy pojedynczy mecz wychodzi kupującego karnet taniej. Jeśli cena karnetu na trybunę Północna wynosiła 390zł i do tej pory odbyły się cztery mecze objęte karnetem na które normalne ceny biletów to 2 x 50 zl i dwa razy po 35 zł to daje to kwotę 170 zł. Jeśli teraz kolega i każdy kto ma karnet był na dwóch meczach LE i zakupił bilet ze zniżką dochodzi kolejna korzyść możliwe że w sumie zniżki na oba mecze mogły wynieść 38 zł. Czyli 390- 170 - zniżki za mecze ligi Europy może równać się 182. Zdający karnet nie wywiązał się z umowy więc i klub ma absolutne prawo policzyć mecze na których był po pełnej płatności czyż nie ? Skąd wzięły się kwoty 48 zł i 33 zł i dlaczego kolega tak skrupulatnie liczący nie przyznał się ze skorzystał ze zniżek na LE ? Dla mnie to oczywista oczywistość, że przy zwrocie karnetu czyli nie dotrzymaniu umowy klub nalicza za mecze na których właściciel karnetu był pełną płatność to raz, dwa wcale bym się nie zdziwił gdyby doliczał koszty manipulacyjne za zerwanie umowy.
Pytanie jest więc takie kto tu kogo okradł ? czy kibic klub czy klub kibica?
Tak czy siak proponowałbym aby słowa okrada używać jednak z większym umiarem.
Ciacho, 26.10.2012 20:58 - *.play-internet.pl
Mam prośbę do Redakcji : Proszę o podanie do wiadomości , że walter oszukuje przy zwrocie pieniędzy za karnety. Dzisiaj ok. 17:00 udałem się na Ł3 w celu zwrotu karnetu na Żyletę i miła Pani w okienku poinformowała mnie ,że należy mi się 182 PLN , a nie jak ja sobie wyliczyłem 228 PLN ( 2 mecze po 48 i 2 mecze po 33 = 162 , 390-162=228 ) Jak miłej Pani obliczyłem ile mi się należy zwrotu , przyznała mi rację i wypłaciła (przelew na kartę) 228 PLN . Podpisałem listę na której wiele osób otrzymało kwotę 182 PLN i trzeba te osoby poinformować , że walnęli Ich na 46 PLN . A i jeszcze jedno , jak się nikt nie upomina to nie zwracają za koronę . Pozdrawiam Ciacho
Tutaj także mamy doczynienia pewnie z jawną manipulacją. Jeśli bowiem przyjmiemy że zdającymi są również osoby korzystające ze zniżek bo są uczniami lub studentami to wtedy:
Karnet kosztuje 310,00 zł
Mecze które się odbyły - 2*38,00zł+2*26,00 zł=128,00 zł
Razem - 310-128=182,00 zł
Mamy tutaj rozmawiac poważnie o Legii a nie o durnych wpisach w internecie. Tyle w temacie.
Masz całkowitą rację. Przy czym dobrze czynisz obnażając absurdalną i monstrualną głupotę.
Moooocno naciągany Twój przykład - chłopak wyraźnie napisał,że za karnet zapłacił 390 złotych. Równie dobrze możesz napisać "pewnie był z akcji Kibicuj z klasą i nic nie płacił, powinien dostać zero zwrotu!".
Bardzo tania jakościowo manipulacja
Wiesz że uważam Ciebie za porządnego faceta więc jak inni tego nie robia to ja Ciebie przepraszam za nich
Zdano ponad 2000 tys karnetów, Ty z uporem lepszej sprawy wklejasz jeden przypadek . O co więc chodzi jak nie o propagande . Gdyby to była norma wiedzielibysmy o tym drugiego dnia zwrotów. Nie pisał by jakiś kibic w komentarzach tylko wasza propaganda zrobiłby news dnia z takiego tematu .
a z innej beczki Senatorze, bój sie Boga - to Ty z nami i nie na stadionie?