- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Niech żyje rotacja
Do przerwy 2:0. Dzięki bramkom Marka Saganowskiego Legia pewnie zwyciężyła w pierwszym meczu finału pucharu Polski rozegranym we Wrocławiu. Rewanż w najbliższą środę w Warszawie. Puchar będzie nasz... szesnasty już raz?
Nie chcę pisać, że blady strach zapanował w legijnych szeregach po ogłoszeniu składu na mecz we Wrocławiu, ale nuta niepewności - na pewno. Dla Śląska to powinien być mecz sezonu, dla nas, nie oszukujmy się, ledwo przerywnik w jedynej liczącej się w tym momencie rywalizacji - tej o mistrzostwo kraju. W składzie Legii Skaba, Jodłowiec, Kucharczyk, Suler (!), ani śladu Ljuboi, Wawrzyniaka czy Radovicia. Jakże odmiennie zapowiadał się ten zespół od tego, który oglądamy ostatnio w lidze. W wydarzeniach dzisiejszego popołudnia można chyba dostrzec pewną analogię z rundą jesienną bieżących rozgrywek, wszak wtedy również pojawiła się Legia, przy której znaków zapytania postawić można było aż nadto (powrót Saganowskiego? skok Łukasika? Kosecki w pierwszym składzie?), i ta Legia zaskakująco łatwo uporała się ze znakomitą większością naszych wątpliwości, wyraźnie dystansując ligowych konkurentów na krajowym podwórku. Dokładnie tak jak dziś.
Uczciwie muszę jednak przyznać, że trudno mi ocenić czy to nasza pracująca w systemie rotacyjnym maszyneria jest tak piekielnie mocna, że kiedy tylko przeciwnik odważy się wyjść zza podwójnej gardy, kiedy zostawi nam odrobinę miejsca, jest natychmiast bezlitośnie i niezawodnie kontrowany, czy może jakość gry Śląska ulega systematycznemu pogorszeniu. Gdzie zespół, który w pamiętnym grudniowym meczu odciął nam tlen w środku pola, gdzie doskonała współpraca Kaźmierczaka z Elsnerem, przy których zupełnie nie mogli sobie pograć nasi młodzieńcy Łukasik z Furmanem, wsparci przecież wówczas Jankiem Golem? Dziś Kaźmierczak biega bez jakiegokolwiek sensu, Elsner przepadł, a fałszującą wrocławską orkiestrą dyryguje snujący się po boisku, nagle pozbawiony umiejętności przetrzymania piłki Sebastian Mila. Na tym tle wypadliśmy bardzo pewnie, zwłaszcza w środku pola, gdzie Dominik Furman i Ivica Vrdoljak przy swoich rywalach sprawiali wrażenie wręcz atletów. Nie graliśmy perfekcyjnie, nie ustrzegliśmy się ani indywidualnych błędów (strata Furmana w pierwszych minutach gry!), ani błędnych decyzji pod bramką Śląska (nie mogę odżałować choćby sytuacji, w której Jędza zdjął Saganowi z głowy piłkę, która musiała trafić do siatki i dać nam prowadzenie 3:0), ale generalnie znacznie lepiej od Śląska wiedzieliśmy o co nam na boisku chodzi oraz jak należy zrealizować nasz plan.
Czy w środę będziemy na Łazienkowskiej świadkami formalności? Nie. Nie dowierzam, żeby Śląsk mógł znów zagrać tak słabo, a jeżeli udałoby im się strzelić bramkę na 0:1, kto wie... Trzeba zagrać tak samo pewnie, tak samo aktywnie jak dziś, dopiero wtedy będzie można przypieczętować szesnasty puchar Polski w naszej kolekcji.
Czy dzisiejszy mecz zasiał w głowie Jana Urbana wątpliwości co do personaliów w perspektywie najbliższych meczów ligowych? Nie. Hierarchia na każdej pozycji jest jasna, natomiast dublerzy pokazali, że są zwarci i gotowi, i to dzięki nim możemy obecnie chwytać dwie sroki za ogon, oby ze stuprocentową skutecznością.
Ech, więcej chciałoby się oglądać tej wiosny takich akcji, jak ta, która doprowadziła do bramki na 1:0, kiedy Kucharczyk zgubił Pawelca dryblingiem w bocznym fragmencie pole karnego i zacentrował do Sagana, ten dynamicznie nabiegł na piłkę, wyprzedzając swojego obrońcę. Jak łatwo, jak prosto, jak szybko...
Na koniec dodam, że jestem zbudowany tym, jak zaprezentował się Marko Suler. Nie tylko zagrał mecz bez żadnej obcinki, ale, złośliwości na bok, również bardzo umiejętnie trzymał dystans od Jodłowca i Brzyskiego, nie dawał się ogrywać Sobocie, ani Ćwielongowi, a nawet kilka razy podłączył się pod atak skrzydłem (czego spodziewałbym się po nim już chyba w ogóle najmniej). Nieszczęsny, szalony kontrakt prawdopodobnie przekreśla jego przyszłość w Legii, ale cieszę się, że Słoweniec nie zaprezentował się we Wrocławiu jak zblazowany gwiazdor, który inkasuje 'czy się stoi, czy się leży', lecz jak prawdziwy profesjonalista.


Ja po 15 minutach meczu byłem pewien że Legia wygra. Byliśmy prawie doskonali w odbiorze, zneutralizowaliśmy środek Śląska tak że aż żal było patrzeć czasami na niemoc wrocławskich zawodników. Jednak ilość niedokładności przy wyprowadzaniu piłki, złych decyzji podejmowanych podczas meczu doprowadziły do tego, że pod nieobecność rodziny którą wywiozłem na działkę moje mieszkanie zmieniło się prawie w jakąś melinę i co chwila bez zahamowań leciało z moich ust mięso. Makabryczny w moim odczuciu Saganowski, psujący każde rozegranie piłki, nie umiejący przyjąć piłki, dograć jej do partnera strzela jednak dwie bramki i co ja mogę teraz napisać?
Nie mogę też zgodzić się z opinią QD wyrażoną "Na aucie" że Furman godnie zastąpił Radovica. Furman godnie zastąpił Łukasika albo pokazał i Łukasikowi i Vrdoljakowi jak powinien grac pomocnik na tej pozycji. Pomijając kilka uchybień doskonale pracował w destrukcji sporo dając zespołowi także w ofensywie. Takiej przydatności dla zespołu Radovic nie osiągnie nigdy bowiem nie potrafi po prostu grac w defensywie.
Drużyna miała w tym meczu wiele mankamentów jednak to co mogło się podobać to to jak wyglądali jako zespół. Były tez momenty które przypominały mecz w Bukareszcie. Swoboda w operowaniu piłki, umiejętne wychodzenie spod prób pressingu. Czasami to się na prawdę udawało. I w moim odczuciu to jest kierunek w którym Legia musi podążać. Budowa zespołu w którym każdy jest ważny i każdy musi dla tego zespołu harować. To jest to co pokazał ostatnio Bayern i co my powinniśmy - oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji i rozsądku - próbować przeszczepić na nasz grunt. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę naszą dość specyficzną, siłową ligę. Nie byłbym sobą gdybym znowu nie napisał że niestety ja w tej układance nie widzę wiodącej roli dla Ljuboji (raczej jako jokera i zmiennika). Tylko że przy jego wynagrodzeniu Legii na jokera za 700 tys euro po prostu nie stać.
Miałem nadzieję że napiszesz Gawinie że bardzo się cieszysz z tego że wygrali, że wygrali pewnie ale jednak widzisz dużo mankamentów w naszej grze
Chętnie bym zamienił dzisiejszą wygraną na wygraną w grudniu w lidze. Nie ma się co cieszyć, bo nie wiemy, jakie skutki przyniesie ten mecz w przyszłości. Rok temu, po ładnym zwycięstwie w Kielcach, Legia wróciła do ligowej smuty, by ostatecznie pogrzebać swoje szanse na MP. Teraz też nie znamy jeszcze skutków zdrowotnych i mentalnych tego meczu.
Oprócz bramek Sagana, z największą sympatią patrzyłem na całkiem fajną grę Sulera i Jodłowca. Dużą rolę w zwycięstwie odegrała też słaba forma strzelecka Waldemara Soboty.
Bez Ljuboji i Radovicia gra wyglądała lepiej niż z Ljuboją (licząc od meczu w Gdańsku) i Radoviciem (licząc od meczu PP w Chorzowie). Na pewno ich brak w tym meczu nie był osłabieniem.
Też się zastanawiałem, ale tylko w 1. poł., co kieruje Urbanem, gdy wystawia Łukasika, a nie Furmana.
Podobało mi się też to, że w przeciwieństwie do minionego roku nikt nie znieważył Mazurka Dąbrowskiego.
Dalej wszystko widzę na czarno. Puchar nam nie wynagrodzi przegranej ligi, jeśli tak się zdarzy.
@Walles
Tylko że przy jego wynagrodzeniu Legii na jokera za 700 tys euro po prostu nie stać.
On tyle inkasuje rocznie?
Ja jednak mam chyba problemy z przekazywaniem własnych myśli.
@Corazstarszy
Tak wynikało ze słów Leśnodorskiego w wywiadzie chyba dla "Asa wywiadu". Ze wszystkimi dodatkami to ponad 700 tys euro.
Zauważył to również pesymistycznie nastawiony kibic corazstarszy który pisze, że ani brak Ljuboi ani Rado nie był osłabieniem
Teraz się jednak zastanawiam (szczególnie biorąc pod uwagę zmiany), czy to jednak nie oznaka dość dużej dojrzałości Legii. Nie zaparkowaliśmy autobusu w swoim polu karnym, ale i nie otworzyliśmy się narażając na niebezpieczne 1:2. Spokojnie robiliśmy swoje w środku boiska. Chłopaki nie pozwolili wrocławianom na cokolwiek, ale i nie forsowali się za bardzo.
A ja się dla odmiany
Jeżeli nie miałem meliny w chacie
Natomiast w euforię na pewno popadać nie można, choćby z tego względu, że Śląsk grał strasznie rozciągnięty, gdybyśmy w lidze mogli tak często wychodzić kontrami 3 na 4, czasem nawet 4 na 4, byłoby nam zdecydowanie łatwiej.
Wystarczy większe zaangażowanie, większa agresja, odważniejsza taktyka i już gra Legii zaczyna się podobać, a i dominacja nad przeciwnikiem absolutnie nie podlega dyskusji. Właściwie cała dobra gra Legii opiera się na środku pola. Jak grają wysoko, agresywnie to sytuacje siłą rzeczy muszą się znaleźć. Jak jest czekanie na rywala to zazwyczaj kończy się na czekaniu jeszcze po końcowym gwizdku. Szkoda, że w lidze jest strach i przed zmianami personalnymi i taktycznymi.
Ile może dać dynamiczne skrzydło pokazał świetny (długimi momentami) Kucharczyk. Tak, dla mnie świetny, bo zaangażowanie i przede wszystkim dynamika to już dużo w obecnej drużynie. Sto razy wolę takiego gracza niż ciut lepszego "lenia". Oczywiście przy taktyce polegającej na fizycznej dominacji, pressingu i ofensywnym usposobieniu. Przy apatycznej taktyce lepszy oczywiście mniej dynamiczny, ale drybler, gracz kreatywny. Śmieszą mnie te narzekania na Sulera, mam wrażenie, że niektórzy robią to dla zasady. Po co oglądać mecz skoro już przed nim wiadomo, ze Suler grał słabo ? Dla mnie bardzo dobry występ zważywszy na pozycję na jakiej przyszło mu grać. Raz został objechany przez Sobotę ? A kto nie został ? Poza tym solidność i konsekwencja.
Inna kwestia: ależ ja się cieszyłem, że nie grał Radovic. Ileż by dzisiaj powstało tekstów, ze to Ljubo jest hamulcowym i to przez niego środkowi (sic!) pomocnicy grają w lidze taką mizerię ? A skoro Rado nie grał to te głosy są stłumione, bo przecież gdzieś pomiędzy trzeba byłoby zauważyć, że i domniemanego lidera drużyny nie było na boisko podczas małego koncertu gry jaki dawała Legia. Oczywiście koncertu na tle pozostałych meczów.
Ostatnia kwestia: ciekawy jestem kiedy i czy w ogóle Urban wyleczy się z grania parą Łukasik-Vrdoljak. Naprawdę dajmy temu spokój, nie nadają się do grania we 2. Legia nie nadaje się do grania na 2 tak podobnych DM. Oczywiście żartuję, bo wiem że trener się z tego nie wyleczy. Lepiej dla komfortu psychicznego wystawić 2 DM i mieć takie złudne poczucie zabezpieczenia tyłów. A, że nie gramy piłki mającej sprawiać radość fanom jak obiecywał (i stosował) trener na początku sezonu ? To wina złego wejścia w mecz, sędziego, zbyt wysokiej trawy, przygotowania fizycznego, presji, taktyki rywala, wody w bidonie i koncentracji !
Jakie to prościutkie i jakie łatwiutkie.Trochę pogadamy i już wszystko jest nasze.To po cholerę oni trenują i po co się męczą?.
- "Ten mecz pokazał ile warte są spekulacje na temat przygotowania fizycznego. Nic nie są warte. Wszystko siedzi w głowie i trenerze. "
Oby na pewno? Pisząc te słowa kierujesz się jakąś wiedzą czy własnym widzimisię? Orientowałeś się jak ostatnio wyglądały treningi Legii? Nad czym pracowali zawodnicy (co niestety trochę odbiło się na dyspozycji z Piastem)?
Stary, błagam, po co forsować teorie które przewracają całą dotychczasową teorię piłki nożnej. Oczywiście nie ma co demonizować przygotowań fizycznych, ale rzeczywiście uważasz, że po latach odkryłeś sedno tajemnicy futbolu? W dodatku stojącej w sprzeczności do obecnie przyjętych norm. No cóż, gratuluję innowacyjności
Ale jakie sedno futbolu ? Jaka sprzeczność z obecnie przyjętymi normami ? Lekkoatletycznymi ?
W którym miejscu ja napisałem, że przygotowanie fizyczne nie ma żadnego wpływu w futbolu ? Ma, podczas obozów przygotowawczych. Odnosiłem się do konkretnego przypadku Legii z ostatnich 3 miesięcy, a nie ogólnej teorii na temat szybkości biegania za piłką. O sytuacji gdzie według niektórych gramy słabo 3 pierwsze mecze rundy, potem bardzo dobrze 2 (w międzyczasie potrafimy jeszcze poprawić przygotowanie fizyczne w przerwie i zagrać dwie różne połówki z Zagłębiem), a potem znowu winne przygotowanie. Odrzucam takie teorie, bo one są dla mnie śmieszne. Nie odbieram nikomu prawa do takich opinii, ale dla mnie jest ona w najlepszym razie nielogiczna i tyle. Odpowiadając na pytanie, nie odnosiłem się do konkretnej osoby, bo nie miałem czasu zapoznać się dokładnie z twórczością podczas majówki, ale wiem, że taki temat jest grany czy w mediach czy wśród kibiców.
Oczywiście ty możesz wszystko tłumaczyć przygotowaniem fizycznym i sądzić, że Legia gra słabo z Koroną i Bełchatowem wskutek ciężkich treningów zimą (mających dać efekty w długiej, dalszej części sezonu), potem gra bardzo dobrze z Zagłebiem i Górnikiem, a potem znowu słabo i oczywiście znowu winne przygotowanie albo 2 treningi w tygodniu. Tak na 2 mecze się odmieniło, wyciągnięto im ciężarki z kieszeni i mogli biegać. Rok temu również Skorża ich zajeżdżał w tygodniu na treningach, aby przygotować formę na jeden, finałowy mecz PP, potem znowu winne małej aktywności i braku dynamiki przygotowanie fizyczne. A i wyprzedaż !
Oczywiście nie zapominajmy, że jak dzisiaj zagramy słabo to winne będzie przygotowanie fizyczne, bo u nas przygotowanie fizyczne zmienia się z meczu na mecz. Chociaż poświęciłeś mi wiele złośliwości to w przeciwieństwie do Ciebie nie zamierzam się obrażać. Takie Twoje prawo.
Chociaż pozwolę sobie na jedną złośliwość: wiem, że ty jesteś najmądrzejszy i zawsze wiesz co robili zawodnicy, kogo kupi klub i inne ploteczki. O dziwo wiesz to po fakcie. Masz prawo wierzyć w co chcesz i nie dopuszczać do siebie myśli, że przegrali gracze, bo im się nie chciało, że przegrał trener bo ustawił do dupy taktykę czy wreszcie, że przegrali, bo rywal okazał się lepszy. Zazwyczaj wina leży gdzieś w czynnikach nieobiektywnych, a najlepiej w przygotowaniu fizycznym, ono rządzi futbolem w Polsce.
Pisząc te słowa kierujesz się jakąś wiedzą czy własnym widzimisię? Orientowałeś się jak ostatnio wyglądały treningi Legii? Nad czym pracowali zawodnicy (co niestety trochę odbiło się na dyspozycji z Piastem)?
Oczywiście możesz nie zauważać, że biorąc w ciemno takie wieści odnośnie treningów i ich kluczowym wpływie na grę sam stawiasz się w nie najlepszej pozycji, bo cóż to oznacza co napisałeś gdyby okazało się prawdą ? Wytykasz w ten sposób błędy trenerowi. Trener poświęcił mecz z Piastem w imię czego ? To są profesjonalni piłkarze czy jakieś pacynki, którym nie wystarcza 2 miesięczny obóz przygotowawczy, żeby pokopać przez 3 miesiące w piłkę i po uganiać się za nią po murawie? W zamian trzeba dokręcać śrubę w międzyczasie ? Halo, rozmawiamy o piłce nożnej, a nie lekkoatletyce.
Niestety to co piszesz pozwala przedstawić takie warianty (wybierz najodpowiedniejszy):
a) trener nie nadaje się na trenera, bo nie potrafi prowadzić treningów w tygodniu
b) trener nie nadaje się na trenera, bo nie umie przygotować (dobrać współpracowników) zawodników do sezonu pod względem fizycznym wtedy kiedy jest na to czas
c) trener nie nadaje się na trenera, bo nie potrafi przygotować zespołu na pierwsze mecze sezonu, ani na te w środku, ani na te w końcówce i wciąż musi coś poprawiać w kwestii fizyczności, a nie piłki nożnej
d) trener nie nadaje się na trenera, bo potrafi przygotować zawodników pod względem fizycznym jedynie na kilka spotkań w rundzie
Oczywiście nie życzę Legii źle w żadnym wypadku, ale byłbym ciekaw jakich to argumentów użyłbyś gdyby z Lechią grali taką padakę jak z Bełchatowem czy Piastem - trener w autokarze nie pozwolił rozprostować kości ? Mam nadzieję, że nie będę musiał się o tym przekonywać i zdominuję rywala tak jak w meczu we Wrocławiu.