- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Jest puchar, nie ma euforii
Już szesnasty raz możemy cieszyć się z wywalczenia pucharu Polski. W ciepły środowy wieczór na własnym, wypełnionym po brzegi stadionie dopełniliśmy formalności, pieczętując zdobycie cennego trofeum. Niestety gra Legii była daleka od ideału. Czy to co wystarczyło do uratowania przewagi uzyskanej we Wrocławiu, wystarczy do zdystansowania ścigającego nas w lidze Lecha?
Zacznę nie od piłki w sensie ścisłym. Muszę, po prostu muszę napisać, że wczorajsza kartoniada była przepiękna, była wręcz fantastyczna. Wszystko udało się na 100 procent i zrobiło kolosalne wrażenie. Z pewnością była to jedna z tych magicznych kibicowskich chwil, które zostają w pamięci na lata. Ogromne słowa uznania dla wszystkich pomysłodawców i wykonawców.
Jeżeli chodzi natomiast o futbol, cóż, dramatyzować nie można, mimo że gra Legii była wręcz... odrażająca. Z żalem myślę, że jeżeli jakikolwiek neutralny obserwator skusił się na oglądanie tego widowiska, to mocno trzymał kciuki na facetów ubranych na zielono, bo tym na biało-czarno zależało wyłącznie na tym, żeby mecz skończył się jak najszybciej. 'To ma być ta wielka Legia, wizytówka polskiej piłki?', wielu musiało zadawać sobie takie pytanie. A już to co zrobił Dominik Furman, to jego teatralne wtrulanie się na boisko w końcówce, żenada i wstyd. Synek, zachowuj się jak Norambuena, to będziesz Norambueną. Czyli nikim.
W kwestii mentalnego podejścia do meczu, wczorajsza gra Legii przypominała zeszłoroczne starcie z Gryfem Wejherowo, odrabianie pańszczyzny w najgorszym słowa tego rozumieniu. Gdyby Śląsk wykorzystał choć jedną z trzech stuprocentowych sytuacji, które miał przy stanie 0:1, nie bylibyśmy w stanie odwrócić losów meczu, w żadnym razie. Po prostu nie dalibyśmy rady mentalnie przeorientować się na walkę o zwycięstwo i gonienie wyniku. To miała być formalność, która nie powinna kosztować nas zbyt wiele wysiłku. O mały włos Śląsk by nas skarcił.
A jednak, mimo powyższych gorzkich słów, powtórzę, nie można dramatyzować.
Po pierwsze pucharowa Legia, wliczając wczorajszy mecz, to jednak zespół personalnie odmienny od Legii ligowej, ze zmianami w każdej formacji, bez Ljuboi i Radovicia, czyli piłkarzy, którzy w zwykłych okolicznościach decydują o naszej grze. Wczorajsze wejście Rado doskonale zresztą obrazowało minimalistyczne nastawienie naszej drużyny do tego meczu. Powiedzieć, że Radović dał słabą zmianę, to nic nie powiedzieć. To była istna tragedia, niemal wszystkie zagrania ofensywne zakończone stratami, do tego lekceważące odpuszczanie w obronie, jak choćby w przypadku rajdu Sochy (sic!), za którym Rado przez chwilę dreptał, by wreszcie stanąć, chwycić się pod boki i obserwować rozwój wypadków z bezpiecznej odległości.
Po drugie Śląsk zagrał naprawdę dobry mecz. Levy ewidentnie kombinował 'pod Legię', postanowił zdominować nas w środku pola, upychając tam będącego ostatnio w wybornej formie Marcina Kowalczyka, wyśmiewanego, lecz znakomicie panującego nad piłką Stevanovicia, Milę oraz Cetnarskiego, nominalnie ustawionego na pozycji napastnika, lecz cofającego się, by pomóc w rozegraniu. W efekcie Śląsk 'klepał' nas w środku pola, łatwo znajdował sobie wolną przestrzeń między naszymi formacjami, wymieniał dużo podań z pierwszej piłki. Śląsk zagrał trochę jak Legia za Macieja Skorży w Bukareszcie, to była ta sama aktywność w środku pola, którą to my wówczas zaskoczyliśmy zadufanego w sobie przeciwnika. Akcja Śląska, po której Ćwielong lobował w poprzeczkę, to była podręcznikowa wręcz kontra, piłka szła jak po sznurku. Wyjście z obrony prawym skrzydłem, związanie trzech (!) legionistów, podanie do środka, piłka do wbiegającego w dobrym tempie napastnika, strzał. Mogliśmy się tylko przyglądać.
Po trzecie to nastawienie mentalne, na które narzekamy, to czynnik, którego nie da się ot tak przekreślić. Prowadziliśmy 2:0 po pierwszym meczu, dusze rwały się już do świętowania przed własną publicznością, Śląsk wydawał się być w beznadziejnej formie. Naprawdę trudno w takiej sytuacji wyjść i grać na maksa, tak jak i trudno później pozbierać się do kupy, kiedy coś nie idzie.
Dobrze, że dowieźliśmy wynik, że wywalczyliśmy ten puchar i tyle. Wszak to nie nagroda za wczorajszy mecz, lecz za całą serię zwycięstw, choćby takich jak to jesienne z Piastem w Gliwicach.
Szkoda Michała Żewłakowa, słodko-gorzko kończy przygodę z boiskiem, zepchnięty do rezerwy i strzelający samobója w swoim kto wie czy nie ostatnim meczu w naszych barwach. Paradoksalnie Michał z pewnością nie zagrał gorzej niż jego partner na środku obrony, to Tomasz Jodłowiec znacznie bardziej irytował nonszalancją i brakiem boiskowej pewności. Samobój, hm, musiał zadziałać instynkt obrońcy, piłka frunie w niebezpiecznym obszarze pola karnego tuż obok twojej głowy, więc ją wybijasz. Jak to się ładnie mówi, 'zabrakło komunikacji'. Wojtek Skaba powinien ryknąć 'moja' albo 'puść', przecież zagrożenie, że dojdzie do tego dośrodkowania piłkarz Śląska, było literalnie zerowe, i to on widział to najlepiej, a nie ustawiony na środku pola bramkowego Żewłak.
W świetnej formie jest Artur Jędrzejczyk, Jędza na tle niektórych swoich kolegów fizycznie wygląda na zawodnika rodem z Bundesligi, albo i z Premiership. Niestety nie miał z kim pograć na prawej stronie, Kuba Kosecki nie pierwszy raz nie odnajduje się zbyt dobrze na prawej flance. Zasmuciło mnie, że Janek Urban posadził na ławce Michała Kucharczyka, jeżeli za karę za spartaczone sytuacje z niedzieli, to bardzo mocno się z naszym szkoleniowcem nie zgadzam, zwłaszcza że Tomasz Brzyski, który wskoczył do składu w miejsce Kucharczyka, zaprezentował się... Uznajmy oględnie, że tak jak zwykł się prezentować ostatnio. Za to Marko Suler, to jest prawdziwe odkrycie ostatniego tygodnia! Metamorfoza tego piłkarza zdumiewa. Mam wrażenie, że nie czuje się jeszcze zbyt pewnie na boisku, jakby targały nim jakieś taktyczne i koncepcyjne wątpliwości, ale technika (mierzone przerzuty!) i siła fizyczna widoczna w indywidualnych pojedynkach, to duże atuty.
Wreszcie Janek Gol, który został wskazany przez trenera Urbana jako pierwsze ogniwo do wymiany. Sądzę, że nasz trener musiał zwyczajnie wystraszyć się tego, co wyrabia z nami w środku pola Śląsk, postanowił wpuścić Łukasika, który góruje nad Golem umiejętnością ustawienia się w destrukcji, cóż można więcej dodać, jego trenerskie prawo, jego kompetencje, starał się naprawić swój własny błąd. Gol zareagował na tę decyzję jakby był Radoviciem albo innym Ljuboją, odepchnięcie trenera wyglądało bardzo kiepsko. Przypuszczam co prawda, że panowie potrafią sobie tę sytuację wyjaśnić, ale chyba jednak jeden z nich wkrótce będzie musiał odejść z klubu i... chyba wszyscy wiemy kto.
W sobotę z Jagiellonią będzie inna Legia i inny mecz. Również rok temu po triumfie w pucharze musieliśmy za klika dni zagrać w lidze z Jagiellonią, jak pamiętamy, tamten mecz zepsuł smak pucharowego triumfu. Oby tym razem było inaczej.


A puchar uratował nam Wojtek Skaba i pewnie ma sporo satysfakcji po wczorajszym meczu. Drugi piłkarz w zespole Legii to Jędza. Na przebieg meczu wpłynęła juniorska/podwórkowa/elektryczna/beznadziejna/niewytłumaczalna interwencja Żewłakowa. Po tym zagraniu cały zespół stanął przerażony bo przy takich interwencjach środkowego obrońcy puchar musiał trafić w ręce przeciwnika.
Jak wiadomo zawsze broniłem Janka Gola i mimo że Vrdolijak wczoraj był może nawet gorszy to jednak Gol nie zrobił tego co mógł w takim meczu i przy szansie jaką otrzymał. Natomiast Vrdolijak znowu przeczłapał mecz. O Radovicu nie będę pisał bowiem na tym blogu przyjęliśmy zasadę nie rzucania mięsem więc nie zamienię tego miejsca w melinę
P.S. Oprawa wyszła kapitalnie, jednak po tym meczu wracają znowu pytania o race i o kretynizm grup wyjazdowych. Kilku debili znowu spowoduje to że znowu zaczną się rozważania czy na meczach piłkarskich jest bezpiecznie ....
@ Walles
- "Śląsk tak chwalony nie potrafił jednak w dwumeczu strzelić nam bramki i puchar zasłużenie trafił w nasze ręce."
Co ważne dokonali tego w sytuacji gdy jak to wynika z mojej oceny oba zespoły grały do jednej bramki - tej Wojtka Skaby. A to trzeba przyznać jest dość duża sztuka, nie każdy potrafiłby jej dokonać. Wrocławianom się to udało. Respekt.
- "Jak wiadomo zawsze broniłem Janka Gola i mimo że Vrdolijak wczoraj był może nawet gorszy to jednak Gol nie zrobił tego co mógł w takim meczu i przy szansie jaką otrzymał."
Czy ja wiem? Do momentu zejścia Janka Gola przeprowadziliśmy ze trzy w miarę składne akcje, wszystkie były efektem prostopadłych podań Janka. Po jego zejściu nie zbliżyliśmy się już nawet do takich sytuacji. A już wejście parodysty (tak to w tym meczu wyglądało) Radovicia było wręcz ukoronowaniem naszej indolencji w środku pola. Nie wiem, może to ocena z trybun jest jakaś "zakrzywiona" ale w sytuacji gdy schodził Gol co najmniej sześciu innych piłkarzy nadawało się do natychmiastowej zmiany. A On wyglądał na jedynego który potrafi jakoś nas "uruchomić" w ofensywie. Po jego zejściu Legia wyglądała tak jakby chciała tylko dograć do przerwy, bez pomysłu, za wszelką cenę. Fakt, udało się.
"Natomiast Vrdolijak znowu przeczłapał mecz."
Tego zrozumieć nie mogę, nie umiem, może zbyt ograniczony jestem. Facet ponoć walczy o kontrakt, ponoć nawet ktoś rozważa jego zatrzymanie. A tu, wobec przymusowej przerwy w lidze (kartki), facet który naprawdę może dać z siebie wszystko człapał, ściemniał, chował się. Dla mnie jeden ze słabszych zawodników tego wieczoru, a biorąc pod uwagę szalenie silną konkurencję w tej dyscyplinie, trzeba przyznać, że to sztuka. Po raz kolejny mówię Vrdoljakowi nie, dosyć.
Jest 5 meczów do rozegrania na takim poziomie, żeby 2. pkt przewagi się utrzymały. Zupełnie tego nie widzę. Jeszcze w 30. kolejce gramy ze Śląskiem, który 4 razy z rzędu na tym stadionie wygrał. Wygra i piąty raz.
Urban na pewno dostrzega, że od dawna Legia gra źle. Czas na reakcję już był i minął. Niczego na lepsze nie zdołał zmienić i już nie zdoła. Gdyby mógł to zrobić, zrobiłby już.
"Prowadziliśmy 2:0 po pierwszym meczu, dusze rwały się już do świętowania przed własną publicznością, Śląsk wydawał się być w beznadziejnej formie. Naprawdę trudno w takiej sytuacji wyjść i grać na maksa, trudno później pozbierać się do kupy, kiedy coś nie idzie".
Nie ma się co oszukiwać, że Legia tak zagrała, bo pierwszy mecz dał jej komfort. Rok temu tak samo się łudziliśmy, czy tonąc, tak samo chwytaliśmy się brzytwy, oglądając rewanż z Gryfem czy męczarnie z Arką. A to nie było odrabianie pańszczyzny, tylko zapowiedź tego, co miało się stać. Nie ma usprawiedliwienia za wczorajszy mecz.
Śląsk był dla mnie lepszy od Legii w Warszawie niż Legia od Śląska we Wrocławiu.
Przy kabaretowym zagraniu Żewłakowa przede wszystkim się uśmiałem. Ono było, dla mnie, jednak mniej rażące z punktu widzenia sztuki gry w piłkę niż kiwka Jodłowca chwilę wcześniej.
Uśmiałem się też, gdy w przerwie dali statystyki. Strzały celne: Śląsk - 2, Legia - 1. Tzn. że Legii policzono jako strzał celny dzieło Żewłakowa.
Jeszcze o piłkarzach:
Radović to pan z brzuszkiem, lubiący drybling, bez jakiejkolwiek ochoty do walki w odbiorze i bez jakiejkolwiek odpowiedzialności na boisku. Będzie jednym z architektów czekających Legię porażek.
Suler. Nie, żebym się czepiał, ale z czystym sumieniem nie powtórzyłbym pochlebnych słów Gawina o Słoweńcu. Były też rzeczy nieudane w jego grze.
Jędrzejczyk. 1. połowa znakomita. Ale chyba to, co wyprawiają koledzy jest zaraźliwe, bo w 2. połowie miał kilka tak złych zagrań, że szok.
Bardzo celna uwaga o Furmanie. Jak on już za młodu tak potrafi się wturlać na boisko, aby kraść czas, to nie wiążmy z nim żadnych oczekiwań. Zostanie co najwyżej drugim Łukaszem Surmą. Po tym, jak zagrał z Lechią i końcówkę teraz, należy uznać za pomyślną dla Legii wiadomość o jego absencji w lidze. Taki kierunek jego "rozwoju" przebijał, moim zdaniem, już z jego jesiennych niektórych wypowiedzi.
Bardzo smutna scena z Golem.
"ale chyba jednak jeden z nich wkrótce będzie musiał odejść z klubu i... chyba wszyscy wiemy kto"
Obydwaj odejdą.
Zresztą co za różnica, dalej nie umieją sobie dokładnie podać piłki, ani jej przyjąć, a i te straty.
ale Ty jesteś defetysta
@all
Swego czasu była u nas mowa o bramkarzu następcy Kuciaka, Ja i jeszcze ktoś ( sorki nie pamiętam) pisaliśmy ,że trzeba dać szansę Skabie. Ten mecz potwierdził umiejętności chłopaka. Wyją jeden na jeden a i kilka interwencji po strzałach z dalszej odległości bardzo dobrych.
A wiecie co jest najgorsze? Wiele osób na stadionie i nie tylko ma przekonanie, że to był rezerwowy skład i "więcej tak nie zagrają". A to lekka nieprawda i to jest przerażające, że oni nie stworzyli nawet pół sytuacji, a w ofensywie to wcale nie był rezerwowy skład. IV, Łukasik, Kosecki, Brzyski, Sagan, Lado. To jest rezerwowy skład ? Przecież oprócz Rado powiedzmy za Brzyskiego to mógłby być 1 garnitur (wielu się domaga odsunięcia hamulcowego i grania właśnie taką 2 z przodu). Bolesne spostrzeżenie.
A co cieszy ? Logika wskazuje, że grając tak jak wczoraj nie da się wygrać ani w Białymstoku, ani z Lechem, ani z nikim. Ale to mnie właśnie cieszy, bo logika w odgadywaniu Legii i polskiej piłki to niewłaściwa droga. Równie dobrze mogą wygrać w sobotę, a potem zmieść Poznaniaków. Na to w sumie liczę, chociaż absolutnie nic na to nie wskazuje. Jak ktoś obiektywnie patrzy to nie da 15% szans Legii na mistrza i aż się prosi o przytoczenie powtórki z poprzedniego sezonu. A ja w tym właśnie pokładam nadzieję. Na pewno wiary nie stracę.
@Monrooe
Nadal uważasz, że pisząc poprzednio przewróciłem całą dotychczasową teorię piłki nożnej ? Nadal będziesz się upierał o roli treningów w tygodniu przed Piastem Gliwice ? Pytam poważnie, bez złośliwości, bo jednak wydaje mi się, że troszkę popłynąłeś kierując tamte słowa do mnie. A może nie i nadal uważasz, ze to przygotowanie fizyczne jest odpowiedzialne za dwa ostatnie spotkania ?
@Walles
To, że oprawa zajebista to oczywista oczywistość i nie podlega dyskusji plus zachowanie kibiców Legii
Ale masz rację pisząc:
wracają znowu pytania o race i o kretynizm grup wyjazdowych. Kilku debili znowu spowoduje to że znowu zaczną się rozważania czy na meczach piłkarskich jest bezpiecznie ....
Ręce opadają. Rzucanie w tłum ludzi, gdzie pełno jest dzieci w zorganizowanych grupach. Trudno właściwie jakoś trafnie to nazwać, skoro tak jak pisałeś przyjęliśmy zasadę nie rzucania mięsem...
Co innego odpalanie rac na swoim sektorze z dala od "postronnych" osób, a co innego rzucanie w nich. Zniweczyli wiele trudu innych, którzy chcieli to jakoś unormować. I nie ma znaczenie, że zrobili to specjalnie i w wiadomym celu.
Poprzednie oświadczenie prezesa to była klasa. Gawin w poprzednim tekście celnie to ujął. Kropka. Natomiast to co opowiada dzisiaj to jakiś "zupełnie inny poziom". Negatywny.
Kibice Śląska z racami na stadion weszli siłą. Oni więcej tutaj nie przyjdą.
Weszli siłą... Organizator imprezy z rozbrajającą szczerością przyznaje, że kilkanaście osób na najlepiej strzeżonym obiekcie wchodzi siłą. Zapewne w ogóle nie przyznaje się do dania plamy jako organizator. I w ogóle nie daje argumentów osobom mówiącym o bezpieczeństwie. Paliwo dla wojewody idealne. Narzeka na media, ale przecież jak ktoś neutralny przeczyta dokładny cytat z jego słów to przerazi się bardziej. Powiedz komuś, że ktoś wdarł się siłą, tratując ochroniarzy (jak rozumiem na bramkach ?) i rzucał sobie rozpalonymi racami w innych kibiców. Powie: amatorka. Chociaż powiedział też iż "nigdy więcej się to nie zdarzy" i tego należy się trzymać. Wyciąganie wniosków.
I dalej opowiada coś o zamykaniu ulic (czyli znana nam "odpowiedzialność zbiorowa") i narzeka, ze zamyka się trybuny na następny mecz przez co cierpią niewinni kibice innego klubu (słuszna uwaga gdyby nie to co dalej) PO CZYM SAM opowiada, że "tych drugich nie chciałbym widzieć przez dłuższy czas na tym stadionie, to dla mnie będzie nieakceptowalne.". Postuluje dokładnie to samo co wojewoda nie dostrzegając tego absurdu. "Jan Kowalski" kibic Widzewa nie pojedzie na Lecha bo narozrabiał "Piotr Nowak" kibic Wisły, ale "Jan Kowalski" kibic Śląska nie przyjedzie na Legią za rok, bo rok temu narozrabiał "Piotr Nowak" kibic Śląska. Czym się te dwie sytuacje różnią ? Niczym i "Jan Kowalki" kibic Widzewa i "Jan Kowalski" kibic Śląska nie obejrzy meczu swojej drużyny za grzechy innych. I żadne to usprawiedliwienie, że "Jan Kowalski" kibic Śląska odcierpi grzechy za osobę kibicującą temu samemu klubowi. Serio prezes nie widzi absurdu swoich postulatów, a właściwie zbieżności z czynami wojewodów ?
Ja wolałbym aby prezes wyszedł na konferencję i powiedział: w każdej zbiorowości zdarzą się głupcy, to nie podlega nawet dyskusji i nie ma znaczenia czy to stadion, ulica czy kino. Takie osoby należy eliminować, a nie karać za nie innych. ZIDENTYFIKOWALIŚMY wszystkie/3 osoby rzucające race w sektory z dzieciakami, mogę Państwa zapewnić, że te 3 osoby więcej na nasz stadion nie wejdą. Nigdy. I będzie tak z każdym dopuszczającym się takich zachowań. Dziękuję za uwagę. No, ale wracamy do odwiecznego problemu - identyfikacja "kominiarek". Klub dysponując najwyższej klasy monitoringiem jest bezradny, czyli po raz kolejny może nie bezpośrednio, ale pośrednio troszkę przyznaje rację wojewodom. Dopóki to się nie zmieni, to nic się nie zmieni w kwestii karania "za grzechy innych" czy to przez PZPN (zakazy wyjazdowe), czy to klub, czy organy państwowe.
Race to jest temat zastępczy, bo dobrze robi się ich zdjęcia. Tak naprawdę one są dużo bezpieczniejsze niż wiele innych rzeczy na stadionie, jak na przykład niedrożne przejścia.
Kolejny błąd. Po co to powiedział ? Przyznał rację wojewodzie i tych komunikatów o przejściach będzie tylko więcej. "Przecież nawet prezes Legii przyznał rację, że to niebezpieczne". Bez sensu.
@corazstarszy
Raziło mnie, jak cieszyli się piłkarze, odbierając puchar.
Nie można też legii w pucharze ocenić tylko po tym jednym meczu. Przez przypadek nie wygrywa się dwudziestukilku meczy. Oceniając całokształt zdobyli Puchar Polski i zasłużyli na radość.
P.S.
Szkoda, że Janek Gol nie pokazał na boisku takiej determinacji i charakteru jak podczas schodzenia z murawy ;P
Właśnie jak już po fakcie przeczytałem swój wpis, to uświadomiłem sobie, że mało przekonująco zabrzmiało to zdanie o Golu i Urbanie, bo póki co kontrakt kończy się Urbanowi, a nie Golowi
Natomiast moim zdaniem Urban zostanie nawet jeżeli nie zdobędziemy mistrzostwa (tfu!).
Co do Sulera, to nie tak, że jestem euforyczny i zauroczony, ale to jednak zupełnie inny człowiek niż jesienią. Natomiast tamtego jesiennego Sulera trochę przypomina mi w tym momencie Jodłowiec, we wszystkim co robi na boisku widać napięcie i niepewność.
@ anonimowy_legionista
No właśnie wyszło kiepsko, zwłaszcza że ta zmiana zaordynowana przez Urbana nie była tak naprawdę przeciw Golowi, tylko raczej przeciw... Urbanowi
Oczywiście mógł być Gol wkurzony, każdy by był. Ale też nie każdy trener będzie tolerował sytuację, kiedy zawodnik go odpycha przy 30 tysiącach świadków.
Zwyczajnie coś w nim pękło i tyle.
Urban wg mnie powinien zdjąć w pierwszej kolejności, któregoś ze środkowych obrońców. Jak nie wiedział kogo wprowadzić to Ivicę trzeba było cofnąć, a do środka wprowadzić Daniela.
Jest 4.32. Właśnie wróciłem do domu. Czołowi piłkarze Legii na niespełna miesiąc przed końcem sezonu wolą chlać, niż myśleć o tytule...
I dziś:
Będzie dzisiaj gorąco. Wpis z 4.32 będzie miał swoje konsekwencje.
Ciekawe tylko kto wyciągnie konsekwencje. Mam nadzieję, że chodzi o trenera lub prezesa. Po raz kolejny ręce opadają...
Wybacz, że nie po kolei, ale będzie mi wygodniej się ustosunkować do całości wypowiedzi.
- ” Pytam poważnie, bez złośliwości, bo jednak wydaje mi się, że troszkę popłynąłeś kierując tamte słowa do mnie.”
Masz rację, mogę jedynie przerosić za niewielką merytoryczność wypowiedzi. Emocje nie są najlepszym doradcą. Niemniej jednak martwi mnie to, że w wielu Twoich wypowiedziach myślą przewodnią nie są wydarzenia wokół legijne co raczej mają za zadnie udowodnić, iż że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że... po raz kolejny miałeś rację. I to niezależnie od tego czego się dany temat się tyczy. Wybacz, ten model dyskusji nieco mnie irytuje. Ani my fachowcy (może to i dobrze), ani tym bardziej eksperci, w związku z tym równie często mamy rację, co jej nie mamy. Dlatego w moim przekonaniu, w dyskusjach na czarnej-eLce zdecydowanie bardziej liczy się to co każdy z nas ma do powiedzenia, niż wykazanie wyższości jednego zdania nad drugim.
Tyle gwoli wyjaśnienie, które się Tobie (i wszystkim czytającym) należy.
(sorry, że dopiero teraz ale mam problem z czasem, a raczej z jego brakiem).
- ”Nadal uważasz, że pisząc poprzednio przewróciłem całą dotychczasową teorię piłki nożnej ? „
Oczywiście, niezmiennie od zarania dziejów tej dyscypliny sportu przygotowanie fizyczne leży u jej podstaw. Kiedyś byliśmy bardzo mocni w tym względzie, obecnie mamy z tą częścią coraz większe problemy. Jestem przekonany, że obecny obraz ligi to właśnie pochodna problemów jakie nasi trenerzy mają w trakcie zimowych przygotowań. Te są potwornie długie i dobranie takich obciążeń aby nie przetrenować lub nie dotrenować przekracza chyba możliwości większości fachowców. To zresztą nie jedyny przykład dla marności obecnej pracy nad przygotowaniem fizycznym w naszej lidze.
- ”Nadal będziesz się upierał o roli treningów w tygodniu przed Piastem Gliwice ?”
Ja nie upieram się co do roli treningów siłowych przed meczem z Piastem Gliwice. Ja stwierdziłem fakt, że były takowe i miały za zadanie przygotować nas na końcówkę rundy. Czy się to udało? Zobaczymy. Na pewno nie rozstrzygniemy tego po wczorajszym meczu. Pożyjemy, zobaczymy, kolejne starcie już w Białymstoku.
- ”...i nadal uważasz, ze to przygotowanie fizyczne jest odpowiedzialne za dwa ostatnie spotkania ?”
Wybacz, ale nie rozumiem wrzucania ostatnich dwóch meczów do jednego wora. Nawet najlepiej przygotowany zawodnik nie będzie biegał jak chce leżeć. Tu oczywiście ogromne znaczenie ma mentalność o której pisałeś. Ale nawet największy wojownik nic nie zdziała jak nie ma siły. Tak właśnie wczoraj musieli się czuć zawodnicy Śląska Wrocław gdy od 70 minuty schodziło z nich powietrze. A od 80 nie mieli siły już na nic, zmiennicy którzy weszli na plac nie mieli już nawet możliwości dotknąć piłki.
Ja nie upieram się co do roli treningów siłowych przed meczem z Piastem Gliwice. Ja stwierdziłem fakt, że były takowe i miały za zadanie przygotować nas na końcówkę rundy.
Oczywiście, niezmiennie od zarania dziejów tej dyscypliny sportu przygotowanie fizyczne leży u jej podstaw.
Nie stwierdziłeś jedynie faktu, ale stawiałeś mi zarzut, że o tym niby nie wiedziałem i przez to się mylę formułując swoją opinię. Nie dyskutowaliśmy o roli przygotowania fizycznego w piłce. Dyskusja dotyczyła Legii i jej meczów.Ewidentnie wiązałeś słabą postawę z Piastem i bardzo dobrą ze Śląskiem właśnie przygotowaniem fizycznym. Ja twierdziłem, że większa w tym zasługa nastawienia mentalnego, doboru składu i taktyki, czyli kwestii czysto piłkarskich. Twierdziłem też, że nie da się rozmawiać o przygotowaniu fizycznym w sytuacji gdy słabo gramy na początku sezonu, potem bardzo dobrze kilka meczów w środku, a potem znowu kiepsko.Dopatrywać się winy w przygotowaniu można w sytuacji gdy gramy seryjnie słabe spotkanie, a potem odpalamy i z każdym meczem jest poprawa. Ale nie w sytuacji gdy gramy koncert by za chwilę grać totalny piach. Nie w sytuacji gdy jest wiele ruchu i chęci do gry by za chwilę stać w bezruchu i człapać po boisku. I tak w przeplatance. Tylko tyle. Pozdrawiam serdecznie
Ale kończę temat, bo obecnie mamy dużo ważniejsze problemy na głowie. Dużo, dużo większe...
A teraz jak chcemy zdobyć Mistrza to ja żądam, aby wstrząsnąć tą gromadą gnojów. W zeszłym roku kanalie przepiły po finale PP Mistrza i Skorża udał, ze nic się nie stało. Sztuczkami taktycznymi chciał ratować to czego uratować się nie dało. Nie ufał pajacom z ITI, że okażą się mężczyznami. I nie rozliczył i nie wypieprzył. Zasłużył, aby o nim zapomnieć. Teraz widzieliśmy pijanego Rado, który potykał się o własne nogi po wejściu na boisko i zahibernowanego Ljuboję, który nie wiedział gdzie jest. Ja przepraszam, ale ja sobie wypraszam.
Z tego, co pisze Jóźwiak na twitterze wynika, że sprawa będzie miała ciąg dalszy i nie skończy się tylko odsunięciem od kadry na sobotni mecz. Nie wiem, czy Leśnemu uda się wstrząsnąć zespołem na tyle, aby starczyło na te 5 kolejek ale ziemia na Łazienkowskiej z pewnością zadrży. Też uważam, że potrzebny jest mocny wstrząs, bo ten chwilowy spadek formy trwa jednak stanowczo za długo, żeby to tłumaczyć zmęczeniem.
To ile razy Ludojada drogówka złapała, po?
1) kwestia mentalna - wczorajszy mecz mnie przeraził. Nie dlatego, że dostrzegam w nim jakieś konkretne ułomności piłkarskie tylko dlatego, że zauważyłem jak potężna jest kwestia psychiki w naszej grze. Legia przyszła na wręczenie pucharu, a nie na mecz! Chyba pierwszy raz w życiu widziałem by jakakolwiek drużyna grała na czas w pierwszej połowie! I to przegrywając praktycznie od pierwszego gwizdka! Dla mnie wniosek jest jeden - oni ten mecz potraktowali jak popisowe spotkanie towarzyskie. Liczyli, że Śląsk się pogodził z porażką i też będzie grał na remis (wszak 0:0 teoretycznie było świetnym wynikiem dla obu drużyn). Więcej! Śląsk chyba faktycznie miał podobny plan, bo sprawiał wrażenie mocno zaskoczonego otwierającą się przed nimi szansą. Poczuł krew i na nadziei wykorzystywał swoje argumenty. Też grał bardzo słabo, ale na naszym tle to się ładnie zamaskowało. Powinien był wygrać 4:0 spokojnie.
Martwi mnie to dodatkowo, bo 2.06 nastawienie drużyny będzie prawdopodobnie takie samo. Znowu przyjedzie Śląsk po którym można się spodziewać małych chęci do przeszkadzania w grze Legii.. nie wiem jak Wy, ale ja szybko szukam Relanium bez recepty.
2)Suler - błędów nie popełnia ten kto nic nie robi. Suler jest środkowym obrońcą i nie potrafi nic poza tym. Z racji jego ustawienia najbliżej mnie przez całą pierwszą połowę musiałem patrzeć z kilku metrów jak trzęsie kolanami przed zrobieniem czegokolwiek. Mówicie o dośrodkowaniach jakiś, czy czymś, a ja (i kilkanaście osób wokół mnie) mówię DUPA!!! Bał się do kogokolwiek podejść i tylko czekał kiedy ktoś inny zaatakuje rywala i zwolni go z tego (najwyraźniej przykrego) obowiązku. Grał źle i zachowawczo. Jeśli po poprzednim meczu brałem poprawkę, na przekłamania oceny via TV tak teraz jestem pewien: Na skrzydło się nie nadaje (a i do środka raczej wątpię).
3)Sektor gości - miałem to nieszczęście, że siedziałem bardzo blisko sektora gości, więc miałem widok na nich idealny (nawet w pyskówkę się zdążyłem wdać
5) Obsługa kibica poza Żyletą - coś za coś? Pod względem ochrony na wejściu to nawet po ostatnich zmianach na Żylete tak spokojnie się nie wejdzie - aż myślałem czy przypadkiem kontrola nie jest jakoś podzielona i nie powinienem podejść do kolejnego ochroniarza
Na Babę Jagę wyjdzie inna Legia i przywiezie z Białegostoku 3 pkt, zobaczycie.
Inna, bo bez "Janka" Gola i Michała Żewłakowa, którego samobóje są symboliczną klamrą spinającą jego pobyt w Legii.