- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Mocna odpowiedź
To miał być jeden z najtrudniejszych meczów w tej rundzie. Legia znajdująca się pod presją wywieraną przez rozpędzoną poznańską lokomotywę, wstrząsana wewnętrznymi perturbacjami, udała się do Białegostoku, by zmierzyć się z Jagiellonią, której nie pokonaliśmy na jej boisku od 2008 roku i stanąć oko w oko ze 'starym dobrym wrogiem' Tomaszem Frankowskim. Miała być gehenna, wyszedł... spacerek. Legia zmiażdżyła gospodarzy 3:0.
Mecz w Białymstoku przypominał trochę nasz pierwszy wyjazd w tym sezonie i pewne 2:0 w Bełchatowie. Objęliśmy boisko w całkowitą dominację od pierwszych kopnięć piłki, zadaliśmy jeden szybki, celny cios, założyliśmy morderczy pressing, skutkiem którego zagubiony przeciwnik nie potrafił powąchać piłki. O naszej przewadze niech świadczy fakt, że mecz powinien być rozstrzygnięty już po... dziesięciu minutach, kiedy po czerwonej kartce dla Norambueny, Lado Dwaliszwili podszedł do rzutu karnego, który miał dać nam prowadzenie 2:0. Słowik jedenastkę wybronił, przez to niepewność dotycząca końcowego wyniku utrzymywała się aż do drugiej połowy meczu, ale w niczym nie zmienia to oczywistej obserwacji, że przez pełne dziewięćdziesiąt minut różnica w klasie pomiędzy drużynami była wręcz kolosalna.
Jagiellonia miała plan, żeby grać z nami wysoko, ich obrońcy zaczęli mecz blisko przy swoich pomocnikach, ale taktyka tego rodzaju okazała się w starciu z nami samobójcza, z łatwością wykorzystywaliśmy wolną przestrzeń, niepokojąc gospodarzy błyskawicznie ponawianymi atakami. Rzadko się zdarza, żeby przewaga jednego zawodnika była tak bardzo widoczna na boisku, żeby jeden z zespołów był w stanie atakować tylko i wyłącznie rozpaczliwymi indywidualnymi zrywami w wykonaniu jednego ze skrzydłowych, a drugi regularnie odbierał piłkę już na trzydziestym metrze od bramki przeciwnika. Jeżeli do klasyki legijnych powiedzonek przeszło już sarkastyczne wypominanie 'lat świetlnych', które miały nas dzielić od reszty ligowej stawki, to dziś w Białymstoku widzieliśmy je naprawdę i bez cienia sarkazmu - lata świetlne.
Przy indywidualnych cenzurkach nie można pominąć pary środkowych pomocników, Janek Gol i Daniel Łukasik poruszali się w środku pola z niezwykłą aktywnością, stale pokazywali się do gry, błyskawicznymi doskokami kasowali w zarodku większość prób rozegrania w wykonaniu gospodarzy. Ale i Marek Saganowski razem z Dwaliszwilim, może nie tak efektywni jak wspomniana wyżej para terminatorów trzymających w brutalnym nelsonie drugą linię Jagiellonii, wzorowo wymieniali się pozycjami, szukając sobie przestrzeni między formacjami gospodarzy. Cała drużyna czuła się imponująco swobodnie, gdyby w kilku sytuacjach nie zabrakło dokładności w ostatnim podaniu lub strzale, Jagiellonia zostałaby upokorzona wynikiem zdecydowanie wyższym niż 3:0.
Rzecz prosta nadmierna euforia i przesadny hurraoptymizm nie są wskazane. Trudno powiedzieć, dlaczego drużyna z Jędrzejczykiem, Jodłowcem, Golem, Koseckim czy Saganowskim w składzie, jeszcze w środę wyglądała jak pensjonariusze zakładu spokojnej starości, a dziś - jak młodzi bogowie, bo chyba jednak nie sposób uwierzyć, że aż taką różnicę robi to, do której siatki wpadnie piłka w drugiej minucie gry. Do końca sezonu czekają nas jeszcze cztery mecze, jeden spośród tych czterech o wadze szczególnej, i z pewnością będą to mecze pełne wytężonej boiskowej pracy, w trakcie której niekoniecznie wszystko będzie 'grało i buczało' tak jak dziś.
Legia dowiodła dziś, że może grać znakomity futbol bez swoich największych indywidualności, mowa oczywiście o Radoviciu i Ljuboi. Ba, w meczu z Jagiellonią to potencjalny następca duetu serbskich gwiazdorów, Lado Dwaliszwili, bodaj najbardziej z całego zespołu raził tendencją do przetrzymywania piłki pod nogami i jej niepotrzebnego tracenia. To że zespół tak wybornie zareagował na wycięcie z jego tkanki istotnych organów, to wiadomość krzepiąca, musi cieszyć, że zawodnicy, którzy byli w cieniu bardziej znanych kolegów, dowiedli, że są w stanie wspólnie zagrać szybką, efektowną, ofensywną piłkę, a pamiętajmy, że na boisku nie było dziś nadto ani Ivicy Vrdoljaka, ani Inakiego Astiza, czyli wiosennych pewniaków do wyjściowego składu. Intryguje odpowiedź na pytanie czy trener Urban będzie kontynuował z zespołem kierunek pracy zapoczątkowany w meczu pucharu Polski we Wrocławiu, a kontynuowany dziś w Białymstoku, czy za tydzień z Lechem znów zobaczymy na boisku Miro Radovicia w miejsce Michała Kucharczyka?


Ależ dylematów Urbanowi przybyło. Środek pola: Łukasik, IV, Furman i dzisiejszy Gol i weź tu człowieku bądź mądry. Współczuję. W obronie też nie lepiej, bo Astiz to IMHO nasz najlepszy obrońca w tej rundzie (klasyczny obrońca, bo Jędza dużo zyskiwał jako PO przez akcje ofensywne, ale już w defensywie nie było tak różowo). A lewa obrona ? Wawrzyniak czy Suler ? Ja nie wiem sam. Oj, ładny ból głowy. Troszkę mi szkoda, że Urban nie wpuścił na te ostatnie 10 minut Żyro, tylko wybrał Brzyskiego. Michał jest już na ławce chyba 3 czy 4 mecz i dobrze byłoby go wprowadzić do gry właśnie w takim meczu, bo IMHO może się jeszcze bardzo przydać, jeśli forma fizyczna dopisuje. Ale to drobnostka, widocznie tak miało być.
Dla mnie to Gol, a nie Łukasik MOTM. Super, ze go Urban wystawił, nie wiem czy z konieczności czy z przekonania, ale wyszło super. O dziwo nie obraził się za niesubordynację i nie zesłał na niego kary, tylko wystawić w 1 składzie. Haha joke
Właściwie jedyne co jest pewne to występ kwartetu z przodu. Kucharczyk musi grać, bo w tej chwili jest naszym najlepszym skrzydłowym. Tak jak poprzednio robił świetne akcje, a szwankowało wykończenie tak dzisiaj jakby odwrotnie, ale tych akcji tez kilka zrobił i szorował po skrzydle. Dynamika, szybkość, zawziętość.
Obawiałem się dzisiejszego meczu, bardziej w kontekście sytuacji punktowej względem Lecha, ale wszystko poszło nadzwyczaj dobrze i zapowiada się dla nas bardzo fajny meczyk. Wygrana pieczętuje na 85 % nasz tytuł, remis oznacza 50 na 50. Możemy dużo tym meczem wygrać, a niewiele przegrać. Na miejscu Urbana nastawiałbym się na Lecha grającego z kontry z myślą przewodnią "przede wszystkim nie stracić bramki". Niech się nie da nabrać na tekst, że Lech musi wygrać itd. Jak będzie, zobaczymy, to moja opinia.
BTW czy tylko mi się wydaje, że Saganowski jest bardzo wolny ? Całkowicie stracił szybkość, masa piłek była grana na dobieg czy wyjście sam na sam i w mig był doganiany. Dziwne, bo zwykle aż tak źle się pod tym względem nie prezentował. Ale to taka luźna dywagacja, bo pod względem innych atrybutów prezentował się nieźle, a z Lechem nie będzie miał piłek na wolne pole.
Fajna sprawa, że Urban "namawiał" Lado do strzelania drugiego karnego, chociaż jakby się nie udało to mogłoby być nieciekawie z jego głową. Pomimo, że to Dwaliszwili, czyli człowiek wydaje się z odłączonym systemem nerwowym.
@Walles na aucie
Czy z Ljubo byśmy tak nie zagrali w odbiorze ? Nawet nie chcę dywagować co by było gdyby, ale zwrócę uwagę na pewną sprzeczność w twoim toku rozumowania. Piszesz:
Z pewnością Ljuboja jako zmiennik, ktoś kto wchodzi czy tez rozpoczyna mecz byłby Legii przydatny jednak Legia/zespół/zawodnicy nie do końca potrafili grac z nim lub wykorzystywać to że jest on na boisku. Jednak z pewnością nie potrafiliśmy zagrać całą drużyną tak agresywnie w odbiorze
a za chwilkę przyrównujesz dzisiejszy mecz do tego z Bełchatowem i dodajesz:
Od jesiennego meczu z Bełchatowem bardzo brakowało takiego meczu w którym Legia dominowała od początku do końca.
A w tamtym meczu to grał Ljuboja ?
Skoro to jest mecz wzór pod względem odbioru, dominacji i nie wypuszczania rywala z połówki, i do niego się przyrównuje wszystkie kolejne mecze o podobnym przebiegu to chciałbym nieśmiało zaznaczyć, że zrobiliśmy to z pewnym Serbem z paskami na głowie
Owszem grał co nie oznacza że zagraliśmy cała drużyną tak agresywnie w odbiorze
Koniec i bomba, a kto nie wierzy, ten trąba!
Stąd, byłbym ostrożny z formułowaniem np. takiej myśli:
"Legia dowiodła dziś, że może grać znakomity futbol bez swoich największych indywidualności, mowa oczywiście o Radoviciu i Ljuboi"
Wnioski np. o talentach motywacyjnych Urbana, o zbawiennym wpływie decyzji dyscyplinarnych ws. Serbów, uświadomieniu sobie przez Legię powagi sytuacji, lepszej grze bez Ljuboji niż z nim, itd. - przedwczesne. To dopiero się okaże. Tutaj ta kartka Norambueny i szybko objęte prowadzenie bardzo mogą przesłaniać aktualny stan rzeczy.
Bardzo się cieszę z tego meczu, bo: 1) od wielu tygodni widziałem tam stratę punktów, a wyszło wręcz okazale; 2) po przykrym zdarzeniu w rewanżu finału PP, Janusz Gol fajnie wypadł. Mam taki odruch, że zawsze bardzo sympatyzuję z tymi pomiatanymi przez ogół piłkarzami. Nie wyciągałbym z tego meczu wielkich wniosków co do Janusza, ale wygląda na to, że jakiś tam punkt potencjalnie zapalny wygasł; 3) Legia pokazała wielu ludziom, w tym mi, że nie można jej jeszcze skreślać w grze o 1. miejsce na koniec sezonu. A można było w to kilkakroć solidnie zwątpić.
I to jest fajne, że nie roztrwoniliśmy jednego z ostatnich atutów, jakie jeszcze mamy przed finiszem ligi - tych 2 punktów przewagi nad konkurencją. Pozostałe atuty w tej rozgrywce to dwubramkowe zwycięstwo w pierwszym, wyjazdowym meczu bezpośrednim i fakt, że zagramy u siebie. Mimo niesamowitej wyjazdowej passy konkurentów, jestem skłonny dawać Legii więcej szans na dobry wynik w Warszawie.
Indywidualne cenzurki - Sagan, Gol, Łukasik - kapitalnie.
Dwaliszwili - widać zniżkę formy, dekoncentrację, wiele złych decyzji. Ale jednocześnie pokazał dużą aktywność, serce do gry, walczył, na pewno nie przeszedł obok meczu.
Bereszyński - otarł się w 1. połowie o eliminującą kartkę. Płuca, start do piłki to on ma, ale dzisiaj mu bardzo nie szło w fazie finalizacji.
Co do braku Ljuboji to ja przytoczę słowa Kazimierza Deyny,który rzekł:"Zespół zawsze przyjmie dobrego gracza,który go wzmocni,a odrzuci złego,który go osłabi".Zawodnika zdaniem Kazia nie może oceniać w oderwaniu od boiska i od gry zespołowej.Ten tylko jest dobry,który jest potrzebny zespołowi i dzięki któremu zespół gra lepiej.Powtórzę,że nieobecność Ljuboji miała wpływ na zespół.Pozytywny.
To że nie zagrali Żewłakow, Radović, Brzyski czy Vrdoljak, a zagrali Kucharczyk czy Bereszyński.
Możecie się ze mną nie zgadzać ale zawodnicy typu- Radović, Ljuboja(już go nie ma) czy Brzyski osłabiają Legie w ofensywie. Są to zawodnicy powolni, mało ruchliwi, biegający o wiele mniej niż Kosecki czy Kucharczyk. Dzięki temu Legia może stosować presing, jest bardziej ruchliwa, a przeciwnik ma duży problem z konstrukcją akcji. Legia z nimi lepiej gra też w obronie, szybciej konstruuje akcje. Kucharczyk i Kosecki w przeciwieństwie do Rado i Brzyskiego lepiej wystawiają się na pozycje i potrafią minąć przeciwnika zwodem.
Dodatkowo gdy Sagan i Lado też należą do zawodników którzy lubią walkę, stosują presing, cały czas są w ruchu, czego nie robił Ljuboja. To powoduje że kwartet Sagan, Lado, Kosa, Kucharczyk gra cały czas presingiem z dużym zaangażowaniem, nie ma żadnego odpuszczania, przetrzymywania piłki.
Po raz pierwszy od dawna nie zagrał też Vrdoljak i w końcu można było zobaczyć róźnice Legii z nim a bez niego. W ostatnich czasach nie zachwycał grą. A Łukasik w końcu zagrał na swojej pozycji, dzięki czemu lepiej potrafił rozegrać piłkę, gdzie miał więcej miejsca. Po zatem zamiast dwóch typowo defensywnych pomocników zagrał jeden defensywny i jeden środkowy- Gol, dzięki czemu lepsze było rozegranie piłki w środku pola. Legia mogła grać więcej kombinacji.
Mało też zwraca się uwagę na Bereszyńskiego. Jest to zawodnik chyba najwięcej biegający na boisku w Legii, ciągle jest w ruchu, włącza się do akcji ofensywnych, przez co ofensywni gracze mają więcej miejsca w ofensywie, a i zawodnicy przeciwnika bardziej na obronie muszą się skupić. Wtedy na środek obrony wprowadza się Jędrzejczyka który jest zawodnikiem bardzo szybkim i grającym bardzo wysoko, przez co akcje przeciwnika są likwidowane często w zarodku. Jędrzejczyk na stopera daje to coś, czego inni nie mają. Jeszcze czekam aż Jodłowiec pójdzie na ławkę- a zastąpi go np; Długołęcki z Młodej Legii, którzy świetnie potrafi wyprowadzać piłkę. Dużo daje też powrót Wawrzyniaka, który jest najlepiej grającym ofensywie lewym obrońcą w lidze.
Dobrze, że taki mecz przyszedł po takich zawirowaniach. Zespół też ma narazie z głowy pytania dziennikarzy i kibiców w stylu "czy z Ljuboją dałoby się coś zrobić więcej". Po tym meczu takich pytań nie będzie i oby do końca sezonu nie trzeba było się nad tym zastanawiać.
Wlali trochę optymizmu w nasze serca przed meczem z Lechem ale za tydzień to będzie zupełnie inna gra i zupełnie inny ciężar emocjonalny. Będą pewnie decydować detali i dyspozycja dnia. No ale t temat na zupełnie inne rozważania